Człowiek, który kochał psy

Okładka książki Człowiek, który kochał psy
Leonardo Padura Fuentes Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
672 str. 11 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
El hombre que amaba a los perros
Data wydania:
2021-11-10
Data 1. wyd. pol.:
2021-11-10
Liczba stron:
672
Czas czytania
11 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373927100
Tłumacz:
Adam Elbanowski, Dorota Walasek-Elbanowska
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Człowiek, który kochał psy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Człowiek, który kochał psy

Średnia ocen
7,6 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
633
470

Na półkach: , , ,

Leonardo Padura Fuentes, kubański pisarz i dziennikarz, autor znanego w Polsce cyklu powieści kryminalnych które łączy postać głównego bohatera, porucznika hawańskiej Policji Mario Conde wydał w 2009 roku powieść, która z kryminałem nie ma nic wspólnego. Choć znajdziemy tu wiele elementów, które z powodzeniem mogłyby się tam znaleźć: zabójstwa, bezwzględność i brutalność, manipulacja na niespotykaną wręcz skalę, fałszerstwa, czy tworzenie fałszywych tożsamości.

Bo historia, którą opowiada w „Człowieku, który kochał psy” wydarzyła się naprawdę. To historia wygnańca, jednego z głównych ideologów rewolucji bolszewickiej w Rosji, Lwa Dawidowicza Trockiego i jego zabójcy, hiszpańskiego komunisty, uczestnika wojny domowej w Hiszpanii Ramóna Mercadera. Autor, trzymając się dość wiernie faktów historycznych, wprowadzając do powieści wiele autentycznych postaci, przeplatając losy ofiary i jego kata, stworzył fascynującą opowieść o ludziach, dla których idea była ważniejsza niż własne życie.

Lew Trocki, jeden z przywódców Rewolucji październikowej, twórca teorii permanentnej rewolucji, po śmierci Lenina zmuszony przez Stalina do opuszczenia bolszewickiej Rosji, wygnaniec, który tułał się po Europie i znalazł wreszcie schronienie w Meksyku, gdzie dosięgła go śmierć. I Ramón Mercader, fanatyczny hiszpański komunista, żołnierz armii republikańskiej podczas wojny domowej w Hiszpanii, zwerbowany przez sowietów zabójca. Ich losy przeplatają się nawzajem, tworząc niesamowity wręcz obraz czasów w jakim przyszło im żyć, czasów, gdy światowa rewolucja, która miała przynieść światu powszechną równość i sprawiedliwość zdawała się w zasięgu ręki. Autor ukazuje niektóre wydarzenia z podwójnej perspektywy, ofiary i kata, a na dodatek stosuje niewielkie przesunięcie w czasie, co zmusza czytelnika do wysiłku, lecz czyni opowiadaną historię zdecydowanie ciekawszą.

Leonardo Padura przeplatając wątki swoich bohaterów, przywołuje obrazy rewolucyjnej Rosji, wojny domowej w Hiszpanii z lat 1936 – 1939 a nawet odnosi się do Kuby lat 70 i 90 ubiegłego wieku, tworząc epicką wręcz powieść.

To świetna historia, która nie skupia się wyłącznie na sprawie zabójstwa. To opowieść o ludziach, których początkowa fascynacja ideą przemienia się w zaślepienie, o próbie wprowadzenia w życie utopii, która pochłonęła miliony ofiar a mimo to nadal przyciągała nowych zwolenników, o degeneracji idei, o manipulacji i o fałszowaniu historii na niespotykaną wręcz skalę. I o ludzkich nadziejach i ambicjach.

To opowieść o historii i polityce ale też znakomita krytyka komunistycznej utopii.

Leonardo Padura Fuentes, kubański pisarz i dziennikarz, autor znanego w Polsce cyklu powieści kryminalnych które łączy postać głównego bohatera, porucznika hawańskiej Policji Mario Conde wydał w 2009 roku powieść, która z kryminałem nie ma nic wspólnego. Choć znajdziemy tu wiele elementów, które z powodzeniem mogłyby się tam znaleźć: zabójstwa, bezwzględność i brutalność,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

153 użytkowników ma tytuł Człowiek, który kochał psy na półkach głównych
  • 121
  • 32
21 użytkowników ma tytuł Człowiek, który kochał psy na półkach dodatkowych
  • 13
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Leonardo Padura Fuentes
Leonardo Padura Fuentes
Kubański pisarz i dziennikarz, eseista, autor scenariuszy filmowych, skryptów audiowizualnych, w szczególności ceniony jako twórca powieści detektywistycznych. Jego teksty są subtelnie głębokie. Uzyskał dyplom z literatury latynoamerykańskiej na Uniwersytecie w Hawanie. Karierę pisarską rozpoczął w 1980r., w momencie wybuchu kryzysu gospodarczego na Kubie, jako dziennikarz śledczy w literackim czasopiśmie zwanym Caimán Barbudo. Z powodu "kwestii ideologicznych" trzy lata później przeniesiony został do magazynu Juventud Rebelde. Pisarsko aktywny po dziś dzień, a za swoją wieloletnią pracę literacką, jak i upowszechnianie wiedzy na temat Kuby otrzymał wiele nagród i wyróżnień. Wraz z żoną nadal mieszka w Hawanie, w dzielnicy Mantilla, gdzie się urodził.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cisza Don DeLillo
Cisza
Don DeLillo
"Nie słuchał własnych słów, bo wiedział, że to tylko zużyte powietrze". Tacy jesteśmy z siebie dumni. Z wynalazków, udogodnień, ułatwień. Z telefonów, które mogą wszystko, dzięki którym mamy świat w zasięgu ręki i dzięki którym jesteśmy dostępni dla tego świata 24 godziny na dobę. Wszystko technologicznie ogarnięte i sterowalne. Człowiek coraz rzadziej tworzy, coraz częściej przetwarza. Szybciej, intensywniej, pal licho, że może wcale nie jakoś szczególnie lepiej. A gdy nagle wszystko zgaśnie, przestanie działać, migoczący ekran stanie się czarnym ekranem? To przydarzyło się gromadce bohaterów tej mikropowieści. Każdy zareagował inaczej, każdy dziwacznie, bo trudno tu nawet wyrokować, co byłoby normalną reakcją. DeLillo precyzyjnie obnażył miękkie podbrzusze ludzkości - w natłoku bodźców zatraciliśmy siebie, nie potrafimy się porozumiewać, mimo że wygłaszamy nieustające komunikaty. Nie ma miejsca na pogłębione uczucia, refleksje, na wyciąganie wniosków. Historia niczego nie uczy, doświadczenie niczego nie uczy, do diabła - życie niczego nie uczy. Trwamy w złudnym, głupim przekonaniu, że ZŁO (wojna, choroba, katastrofa) nas ominie, że przejdzie bokiem, że kolejny raz się uda. Oberwałam tą nieoczywistą językowo i kompozycyjnie "Ciszą" mocno. Od połowy tej krótkiej, przejmującej prozy tłukł mi się po głowie wers z Miłosza: " innego końca świata nie będzie".
ola_gratka - awatar ola_gratka
oceniła na 7 1 rok temu
Ostatnia podróż Winterberga Jaroslav Rudiš
Ostatnia podróż Winterberga
Jaroslav Rudiš
Trochę to będzie impresja z podróży, trochę opis wrażeń po lekturze. Zabrałem bowiem Rudiša na wakacyjną wyprawę i ku mojemu zaskoczeniu jej część pokrywała się z trasą, jaką odbyli bohater „Podróży” oraz jej inicjator – pocieszny, choć niekiedy temperamenty wielbiciel historii, tytułowy Winterberg. Choć potężnych rozmiarów księga okazała się mało praktyczna (być może w pociągu lepiej by się sprawdziła), przenosiła mnie z miejsca na miejsce szybciej niż rozpędzony samochód produkcji niemieckiej. Czechy, Austria, Słowenia i Włochy wreszcie (z Triestem włącznie!) przemykały za oknami, a ja, urzeczony opowieścią i pogonią za utraconą miłością, dałem się jej ponieść i porwać. Co noc inne miasto, inne łóżko, smutne, smutne, ale jest coś, co wszystko to łączy. "Podróż" to gigantycznych rozmiarów pigułka, esencja, wyciąg z Europy Środkowej i historii, która ją tyle już razy przemieliła, wypluwała i sklejała przez wieki całe!, aż ulepiła to, co kiedyś było CK Austrią, a późnej rozpadło się z hukiem. To przestrzeń zaorana wojnami – „to jedna wilgotna, głęboka mogiła”, cmentarzysko historii, po którym wszyscy chodzimy. Nie dziwmy się zatem, że Winterberg ma napady historii (które serdecznie wszystkim zaleca), a poszczególne wydarzenia „przenikają jego serce” – trudno ich uniknąć, jeśli zda się sprawę z tego, po czym się stąpa. My zaś jesteśmy nieco jak Jan Kraus – początkowo wątpimy w poczytalność wiekowego staruszka (skądinąd cudownie postawionego na nogi przez Jana pielęgniarza), by po jakimś czasie zrozumieć jego przenikliwość i umiejętność obserwacji płynącego czasu. Wentzel nieustannie się powtarza („beautiful landscape of battlefields cemeteries and ruins”, "kultowe" wątki spopielarni czy tajemniczy "cornus sanguinea"), jest jak niezdzierająca się płyta, której nie da się zatrzymać (kiedy ma "napad historii" - mówi, płynie, odlatuje i nic ani nikt nie może na to poradzić; trzeba milczeć i pokornie go słuchać), a swe opowieści zaczyna (i kończy) w najmniej oczekiwanych momentach. Z nieodzownym bedekerem w ręku (szukam takiego!), który jest jak magiczny wehikuł czasu, ogorzały od emocji i wspomnień opowiada o świecie, który widnieje tylko na kartkach przewodnika, po czym niezapowiedzianie zasypia. A przecież każda nowa kolejowa stacja, każdy hotel czy gospoda to próba stawienia czoła upływowi czasu. Ten zaś jest nieprzenikniony i ciągle płynie, skubany. Ściera najtrwalszy kamień, czymże zatem jest wspomnienie, kim jest dla niego jeden poszukujący szczęścia człowiek, czym prawdziwa miłość, a czym odkupienie win? „Piękna”- to chyba najpełniejsze słowo, które opisuje tę książkę. Bo wypełniona jest nie tylko „czeskim poczuciem humoru”, które najpełniej objawia się przy kuflu piwa, ale hipnotyczną gawędą o ludzkim życiu i o tym, co kształtuje nasze serca i dusze. Rudiš nie ucieka od przeszłości, ona wypełnia każdą przestrzeń powieści, jest z nią sprzężona tak samo mocno, jak los, który nas z nią wiąże, nieuświadomionych mieszkańców Europy. To także ballada o męskiej, trudnej przyjaźni, o kobietach i ich wielbieniu, dobrym posiłku przed snem, śniadaniach i wygodnych pokojach hotelowych. Rudiš dorzuca podróżowanie koleją, którą ukochał ponad życie i która sama w sobie jest opowieścią. Na koniec pozostaje mi przypomnieć, że trzeba na wszystko patrzeć przez pryzmat historii. Polecam. „Tak, tak, smutne, smutne, czy to nie piękne, że tu jesteśmy?” Przekład Małgorzaty Gralińskiej, okładka: Wojtek Świerdzewski
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Nazwij to snem Henry Roth
Nazwij to snem
Henry Roth
Henry Roth napisał „Nazwij to snem” w latach 30. dwudziestego wieku. Powieść, zyskała większą popularność na rynku amerykańskim dopiero po trzydziestu latach, a następnie znów została zapomniana. Nie bez powodu znalazła się wśród książek wybranych do publikacji przez ArtRage w ramach serii Cymelia, chociaż nie jestem zwolenniczką nazywania arcydziełem każdego tekstu o wartościach artystycznych, a tak właśnie są reklamowane. Wśród opublikowanych w ramach Cymelii, są pozycje naprawdę wyjątkowe, niedoceniane i zasługujące na przypomnienie, a może wręcz odkrycie. Arcydzieło to jednak coś więcej. Można dyskutować na temat utworów, które spełniają warunki przynależności do arcydzieł. Niekwestionowane to Odyseja, Iliada, twórczość Williama Shakespeare'a, Tołstoja. „Nazwij to snem” to z pewnością bardzo dobra, a jak na czasy jej powstania, wręcz nowatorska powieść o traumatycznym dzieciństwie. Sposobem w jaki Roth opisał przeżycia kilkuletniego Dawida z pewnością wyprzedził swoje czasy, kiedy psychologia dziecięca dopiero zaczynała się rozwijać. To również wnikliwy obraz początków wielkiej żydowskiej emigracji i życia tej mniejszości w Nowym Jorku, w okresie poprzedzającym lata Wielkiego Kryzysu. Krótki zarys fabuły. Razem z największą falą uchodźców, wśród nich europejskich Żydów, do Nowego Jorku przybywa sprowadzona przez męża z Austro-Węgier Gienia z ich synem Dawidem. Jest rok 1907. Ojciec nie widział jeszcze syna, ale już nie żywi do niego żadnych cieplejszych uczuć. Jest żydowskim emigrantem, człowiekiem pełnym sprzeczności, apodyktycznym, porywczym, złośliwym - trudnym mężem, okrutnym ojcem. Opiekuńcza, czuła i kochająca matka stara się wynagrodzić chłopcu brak ojcowskiej uwagi. Żydowska diaspora w Nowym Jorku klepie biedę w ubogich czynszówkach emigranckiej dzielnicy – rodzaju getta dla pogardzanej przez inne mniejszości grupy społecznej. Matka chłopca porozumiewa się tylko w języku jidysz, prowadzi dom, gotuje, opiekuje się chłopcem. Niezależnie od miejsca i czasu potrzeby dziecka są takie same. To poczucie bezpieczeństwa, miłości, zaufania i własnej wartości. Wobec ich braku, Dawid, mimo starań matki, nie ma szans na normalne dzieciństwo. Jego życie wypełnione jest lękiem: przed ojcem, utratą matczynej opieki, kolegami, obcą okolicą, niezrozumiałą religią, rabinem, otoczoną tajemnicami przeszłością. Przypomina koszmarny sen o dzieciństwie: „Można to właściwie nazwać snem. Bo tylko tuż przed snem uszy zyskują moc powtórnego przywołania przeraźliwego wrzasku, ochrypłego głosu, krzyku strachu, dźwięku dzwonu, ciężkiego oddechu, ryku tłumu i wszystkich dźwięków, które fermentowały w kadziach ciszy i przeszłości” Powieść ma wiele walorów, wśród nich są żywe dialogi, psychologiczna prawda wielu (nawet drugoplanowych) postaci, niezwykłe wewnętrzne monologi dziecka. Ma świetne sceny i trzymające w napięciu fragmenty, ale są w niej również rozdziały które powodowały zawieszenie akcji. Doceniam ciekawą formę i wartości kulturowe. To było ciekawe, ale jednak dość męczące doświadczenie. O ile mogę się emocjonalnie odseparować od przeżyć ludzi dorosłych, to wobec cierpienia osamotnionego w brutalnej rzeczywistości dziecka trudno pozostać obojętnym, chociaż nadmierna empatia dla postaci literackiej żyjącej sto lat temu na innym kontynencie wydaje się irracjonalna.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na 7 25 dni temu
Tomás Nevinson Javier Marías
Tomás Nevinson
Javier Marías
Powieść „Tomás Nevinson”, będąca ostatnim wielkim dziełem zmarłego w 2022 roku Javiera Maríasa, to monumentalne domknięcie literackiego świata hiszpańskiego mistrza. Aby w pełni zrozumieć wagę tej książki, należy zacząć od sylwetki jej bohatera, którego czytelnicy poznali już wcześniej w powieści „Berta Isla”. Tomás Nevinson to człowiek zawieszony między światami. Urodzony w Madrycie, syn Anglika i Hiszpanki, posiada dar, który stał się jego przekleństwem: absolutną, niemal nadludzką zdolność do naśladownictwa głosów, akcentów i cudzych tożsamości. Ta plastyczność uczyniła go idealnym narzędziem w rękach brytyjskich służb specjalnych. Nevinson nie jest jednak bohaterem typu James Bond; to postać melancholijna, wycofana, niemal widmowa. Choć oficjalnie odszedł ze służby i próbuje wieść spokojne życie w Madrycie u boku żony Berty, jego przeszłość – naznaczona kłamstwem i koniecznością ciągłego udawania kogoś innego – sprawiła, że stał się człowiekiem bez właściwości, kimś, kto najlepiej czuje się w cudzej skórze, bo jego własna dawno już wyblakła. Fabuła powieści zawiązuje się w 1997 roku, kiedy Nevinson zostaje wyciągnięty z emerytury przez swojego dawnego mentora, demoniczną i cyniczną postać – Bertrama Tupiego. Zadanie wydaje się precyzyjne, choć moralnie odrażające: Tomás ma udać się do północnohiszpańskiego miasteczka pod fałszywym nazwiskiem i zidentyfikować jedną z trzech kobiet, która rzekomo brała udział w zamachach terrorystycznych IRA i ETA dekadę wcześniej. Nevinson ma stać się sędzią i potencjalnym katem. Problem polega na tym, że nie wie, która z nich jest winna, a każda z nich wydaje się teraz prowadzić przykładne, zwyczajne życie. Marías wykorzystuje ten szpiegowski szkielet, by zbudować gęstą, filozoficzną strukturę, w której akcja ustępuje miejsca niekończącym się monologom wewnętrznym i dygresjom. Autor zmusza czytelnika do zmierzenia się z dylematem „tyrannobójstwa”. Czy wolno zabić osobę, która być może w przyszłości (lub przeszłości) dopuści się zła, by ocalić innych? Marías odwołuje się do historycznych przykładów, jak niedoszły zamach na Hitlera, pytając retorycznie: czy gdybyśmy mieli okazję zabić potwora, zanim stał się potworem, mielibyśmy do tego prawo? Nevinson, obserwując swoje trzy „ofiary”, zaplątuje się w sieć własnych obserwacji, zaczyna odczuwać do nich empatię, a jego profesjonalny dystans pęka pod naporem ludzkich odruchów. Styl Maríasa w „Tomásie Nevinsonie” osiąga swoje apogeum. Zdania są długie, wielokrotnie złożone, hipnotyzujące. Pisarz nie spieszy się; delektuje się każdą myślą, każdym odcieniem wątpliwości bohatera. To literatura, która wymaga od czytelnika cierpliwości, ale w zamian oferuje niesłychaną głębię intelektualną. Marías analizuje naturę zła, które nie zawsze jest krzykliwe – czasem ma twarz sympatycznej sąsiadki lub nauczycielki muzyki. Powieść jest również gorzką refleksją nad historią Hiszpanii i Irlandii, nad traumami, które nie chcą się zabliźnić, i nad tym, jak łatwo ideologia potrafi zniszczyć resztki przyzwoitości. Warto zauważyć, że postać Nevinsona jest tu nierozerwalnie związana z Bertą Islą, jego żoną. Choć w tej części Berta pojawia się rzadziej, jej nieobecna obecność determinuje poczucie winy Tomása. Nevinson wie, że każde kłamstwo, które wypowiada w małym miasteczku, jest kolejnym gwoździem do trumny jego autentyczności. Podsumowując, „Tomás Nevinson” to nie tylko thriller szpiegowski, to monumentalny traktat o moralności, tożsamości i cenie, jaką płaci się za służbę państwu. Marías żegna się z czytelnikami książką trudną, mroczną, ale genialną w swojej precyzji. To opowieść o człowieku, który musiał przestać być sobą, by stać się sędzią innych, i który w tym procesie odkrył, że prawda jest najbardziej nieuchwytnym ze wszystkich akcentów, jakie kiedykolwiek naśladował.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Tyll Daniel Kehlmann
Tyll
Daniel Kehlmann
Daniel Kehlmann, jeden z najzdolniejszych współczesnych pisarzy niemieckojęzycznych, w „Tyllu” dokonuje karkołomnego zabiegu: przenosi postać legendarnego psotnika, Tylla Ulenspiegla, z XIV wieku wprost w środek XVII-wiecznej pożogi. Efektem jest powieść totalna, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym, balansując między realizmem magicznym, powieścią historyczną a filozoficzną przypowieścią o kondycji człowieka w czasach ostatecznych. Tyll w ujęciu Kehlmanna nie jest jedynie jarmarcznym wesołkiem. To postać niemal metafizyczna – linoskoczek, który potrafi nie tylko balansować nad błotnistymi rynkami niemieckich miasteczek, ale także nad granicą życia i śmierci. Jego obecność w świecie zdominowanym przez głód, fanatyzm religijny i bezsensowne okrucieństwo wojny jest rodzajem buntu. Tyll wybiera wolność, która dla innych jest nieosiągalna, ale ceną za nią jest całkowite wykorzenienie i emocjonalny chłód. Autor z niezwykłą precyzją odmalowuje panoramę Europy Środkowej tamtego okresu. Nie szczędzi czytelnikowi opisów brudu, rozkładu i absurdów ówczesnej polityki. Spotykamy tu postacie historyczne, jak nieszczęsny „Zimowy Król” Fryderyk V czy uczony jezuita Athanasius Kircher, których losy splatają się z wędrówką Tylla. Każda z tych postaci jest nakreślona z sarkastycznym dystansem, co nadaje książce specyficznego, słodko-gorzkiego smaku. To książka wybitna pod wieloma względami, ale posiadająca cechy, które mogą stanowić barierę dla części odbiorców: Język i styl: Kehlmann pisze po mistrzowsku. Jego fraza jest lekka, a zarazem gęsta od znaczeń. Potrafi w jednym zdaniu przejść od wulgarnego opisu obozowego życia do wzniosłych rozważań o naturze wszechświata. Konstrukcja: Powieść nie jest liniowa. Autor żongluje planami czasowymi i punktami widzenia. Ta fragmentacja doskonale oddaje chaos wojny, ale sprawia, że lektura wymaga od czytelnika dużej uważności i cierpliwości w składaniu mozaiki zdarzeń. Chłód emocjonalny: Choć Tyll fascynuje, trudno go pokochać. Jest obserwatorem, katalizatorem zdarzeń, ale rzadko kimś, z kim można się w pełni utożsamić. Ten dystans sprawia, że książkę podziwia się bardziej intelektualnie niż sercem. Magia i błoto Największym osiągnięciem Kehlmanna jest to, jak sprawnie wplata elementy nadprzyrodzone w skrajnie brutalną rzeczywistość. Rozmowy z duchami czy przepowiednie nie wydają się tu tanim chwytem fantasy, lecz naturalnym elementem świata, w którym granica między tym, co racjonalne, a tym, co zabobonne, jeszcze nie istniała. „Tyll” to bolesna i piękna opowieść o tym, że sztuka i humor są jedynymi narzędziami, które pozwalają zachować zmysły w świecie, który oszalał. To lektura dla tych, którzy cenią prozę ambitną, wymagającą i nieoczywistą. Kehlmann stworzył pomnik dla figury błazna, przypominając, że czasem tylko ten, kto stoi z boku i drwi z możnych tego świata, ma szansę naprawdę przetrwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 15 dni temu
Figa Goran Vojnović
Figa
Goran Vojnović
Metafora tytułowej figi w powieści Gorana Vojnovicia jest kluczem do zrozumienia całej konstrukcji tego niezwykłego dzieła. Figa to owoc słodki, mięsisty, ale jednocześnie skrywający wewnątrz setki drobnych nasion – tak jak pamięć głównego bohatera, Jadrana, skrywa setki okruchów rodzinnych wspomnień. Drzewo figowe, rosnące w ogrodzie dziadków na Istrii, staje się niemym świadkiem przemijania, symbolem zakorzenienia, ale i nieuchronnego gnicia tego, co niegdyś było pełne życia. To wokół niego krążą powidoki dawnego szczęścia, które w miarę upływu lat i tragicznych wydarzeń historycznych, zmienia się w gorzki osad. Saga w cieniu rozpadu Losy rodziny opisanej przez Vojnovicia są nierozerwalnie splecione z wielokulturową, skomplikowaną przestrzenią dawnej Jugosławii. Autor z chirurgiczną precyzją kreśli panoramę trzech pokoleń, których tożsamość została rozdarta między Słowenię, Chorwację i Bośnię. To świat, w którym granice państwowe zmieniały się szybciej niż uczucia bohaterów, a narodowość stawała się piętnem lub ucieczką. Obserwujemy losy dziadka Aleksandra, babki Jany oraz rodziców Jadrana – ludzi, którzy próbowali kochać i budować domy w rzeczywistości, która systematycznie obracała się w ruinę. Vojnović pokazuje, że w bałkańskim tyglu nie da się uciec od polityki, nawet w najbardziej intymnych sferach życia. Rodzina staje się tu mikrokosmosem pękającego państwa, gdzie każda podjęta decyzja o wyjeździe lub pozostaniu niesie ze sobą ciężar nie do udźwignięcia. Warsztatowe mistrzostwo Największą zaletą warsztatu pisarskiego Vojnovicia jest jego niesamowita zdolność do operowania czasem. Narracja w Fidze nie jest linearna; przypomina raczej pracę archeologa, który cierpliwie odkopuje kolejne warstwy przeszłości. Autor przeskakuje między dekadami, łącząc pozornie nieistotne detale w poruszającą całość. Jego styl jest gęsty, nasycony emocjami, a jednocześnie pozbawiony taniego sentymentalizmu. Vojnović potrafi pisać o milczeniu w sposób, który krzyczy, i o nieobecności, która wypełnia każdy pokój. To proza niezwykle dojrzała, w której każde zdanie ma swój ciężar gatunkowy. Dlaczego 8/10? Ocena 8/10 odzwierciedla literacką klasę tej powieści. To nie jest tylko kolejna saga rodzinna; to traktat o pamięci i niemożności pełnego poznania drugiego człowieka. Zalety: Wybitna psychologia postaci, odważne zmierzenie się z traumą bałkańską oraz piękny, plastyczny język. Wielokulturowość: Autor genialnie oddaje specyfikę "jugonostalgii", nie wpadając w pułapkę idealizacji przeszłości. Uniwersalizm: Choć osadzona w konkretnym regionie, historia Jadrana i jego przodków to opowieść o każdym z nas – o strachu przed dziedziczeniem błędów rodziców. Figa to powieść monumentalna i intymna jednocześnie. Goran Vojnović udowadnia, że jest jednym z najważniejszych głosów współczesnej literatury europejskiej. To książka, która wymaga od czytelnika skupienia, ale w zamian oferuje głębokie oczyszczenie. Lektura zostawia nas z pytaniem: czy jesteśmy w stanie posklejać rozbitą tożsamość z okruchów, które zostawili nam bliscy? To bolesna, ale i piękna lekcja pokory wobec historii i własnych korzeni.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Kramp María José Ferrada
Kramp
María José Ferrada
W chwaleniu wszem i wobec wydawnictwa Claroscuro zrobiłem się już powtarzalny i nudny ale nic na to poradzę, że wydawanymi książkami wpasowują się w mój gust prawie w stu procentach. „Kramp” nie jest wyjątkiem, to naprawdę bardzo ciekawa powieść. Główną bohaterką i narratorką jest M. I jest to w tym przypadku o tyle istotne bowiem bohaterowie tej powieści nie mają imion. Tylko ich pierwsze litery. M opowiada nam swoją historię a właściwie historię swojego życia. A żeby być bardziej precyzyjnym to opowiada historię jak uczyła się życia. M bowiem w wieku lat siedmiu zaczyna towarzyszyć ojcu w pracy a ten jest komiwojażerem. Opuszczając coraz więcej zajęć szkolnych młodziutka M bardzo szybko uczy się co i jak wygląda, jakie mechanizmy sterują tym światem, co trzeba robić i mówić żeby wyjść na swoje i bardzo szybko zaczyna być nad wyraz zaradna i skuteczna. A jednocześnie spotyka na swojej „zawodowej” drodze całą masę wszelkiej maści oryginałów, cudaków i ludzi co najmniej niestereotypowych. To naprawdę znakomita powieść. Już sam historia M jest ciekawa ale przede wszystkim ogromne wrażenie robią dwie kwestie – klimat powieści i styl autorki. Co do klimatu to jest on przesycony sentymentem, nostalgią, idealizowaniem dziecięcych lat, ale też swoistą tęsknotą, smutkiem zarówno za minionymi latami jak i za zmarnowanymi szansami. To bardzo słodko – gorzka opowieść. A jednocześnie wspaniale napisana. Maria Jose Ferrada ma wspaniałe pióro – lekkie, pełne urzekającego poczucia humoru, ciepłe, wrażliwe ale też subtelne, oszczędne w słowach i niezwykle sugestywne. Może i powieść jest krótka ale naprawdę wspaniała. Urocza, łapiąca za serducho i zostająca w pamięci na dłużej.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 2 lata temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana), przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Ludzie sierpnia Siergiej Lebiediew
Ludzie sierpnia
Siergiej Lebiediew
Lebiediew w "Ludziach sierpnia" pisze przede wszystkim o pamięci i tym, jak łatwo ją zafałszować. Związek Radziecki to dziesiątki historii o zaginionych, których już nigdy nikt nie odnajdzie. Najpierw rewolucja październikowa, potem terror bolszewików, II wojna światowa i w końcu rządy Stalina i kolejnych Sekretarzy Generalnych. W tak trudnych okolicznościach upadek komunizmu nie był wyzwoleniem, a kolejnym preludium zapomnienia. Główny bohater otrzymuje od babci spisane wspominania. Jest to trudna lektura, tym bardziej, że jakiś czas później wnuk znajduje materiał stanowiący bazę tych historii. Gdzie pojawia się poszukiwana postać, czyli dziadek Michaił. Śledzenie losów przodka sprawia, że nasz bohater staje się kimś w rodzaju detektywa. Zaczyna się specjalizować w poszukiwaniu zaginionych. W ten sposób jego losy łączą się z tajemniczym Marsem. Żołnierzem, który świetnie funkcjonuje w poradzieckiej rzeczywistości. "Ludzie sierpnia" to oczywiście książka o Rosji. Również tej współczesnej. Gdyż można odnieść wrażenie, że pewne procesy zachodzą w niej cyklicznie. Państwo dziedziczy od 1917 roku pewne autodestrukcyjne zachowania, aby na końcu przekonać się, że aktualnie jest dokładnie tak samo jak wcześniej. Lebiediew jest bezlitosny, zwłaszcza pisząc o Psim Carze i Groznym, ale wiele warstw w tej książce jest ukrytych. Warto jednak przeczytać i skupić się na tym, co jest pomiędzy wierszami.
chybarecenzent - awatar chybarecenzent
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Człowiek, który kochał psy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Człowiek, który kochał psy