Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę

Okładka książki Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę
Andrew Keen Wydawnictwo: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
198 str. 3 godz. 18 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Cult of the Amateur. How Today's Internet Is Killing Our Culture
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
198
Czas czytania
3 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-60807-25-5
Tłumacz:
Małgorzata Bernatowicz, Katarzyna Topolska-Ghariani
Średnia ocen

                5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę



książek na półce przeczytane 1860 napisanych opinii 134

Oceny książki Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę

Średnia ocen
5,6 / 10
82 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3628
1874

Na półkach:

Cóż, przez te kilkanascie lat, jakie upłynęły od wydania tej ksiazki (co w erze internetu wydaje sie wiecznością), rzeczywistość przed jaką ostrzegał autor zdążyła się ziścić. Wprawdzie media tradycyjne jeszcze całkiem nie upadły, ale jest faktem ich dołowanie wraz z zalewem sieci fake newsami. A kto jeszcze kupuje płyty, czy filmy? Obawiam się, że upadek kultury przez brak wsparcia dla utalentowanych artystów oraz zalew internetu przez miernotę - stał się faktem. Tyle tylko, że protestowanie przeciw temu jest jak zawracanie kijem Wisły. Cóż, mamy dyktat amatora. I tak, też jestem amatorem, co nie znaczy, że tego nie dostrzegam.

Cóż, przez te kilkanascie lat, jakie upłynęły od wydania tej ksiazki (co w erze internetu wydaje sie wiecznością), rzeczywistość przed jaką ostrzegał autor zdążyła się ziścić. Wprawdzie media tradycyjne jeszcze całkiem nie upadły, ale jest faktem ich dołowanie wraz z zalewem sieci fake newsami. A kto jeszcze kupuje płyty, czy filmy? Obawiam się, że upadek kultury przez brak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

182 użytkowników ma tytuł Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę na półkach głównych
  • 103
  • 78
  • 1
23 użytkowników ma tytuł Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę na półkach dodatkowych
  • 12
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę

Inne książki autora

Andrew Keen
Andrew Keen
Andrew Keen (ur. ok. 1960) - brytyjsko-amerykański przedsiębiorca, krytyk zjawiska Web 2.0, a w tym Wikipedii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wzory kultury Ruth Benedict
Wzory kultury
Ruth Benedict
Czytało mi się gorzej niż "Chryzantemę i miecz". Myślę że częściowo to wina tłumaczenia, mam wydanie PWN, z roku 1966, w tłumaczeniu Jerzego Prokopiuka. Zdarzały się zdania, których sensu nie umiałam zrozumieć, to trudna książka i z pewnością czasem wynikało to z luk w wiedzy, ale kilkakrotnie doszłam do tego, co uniemożliwiło mi zrozumienie i był to na przykład postęp zamiast podstępu, albo pomylone przyimki (jakim cudem?). To oczywiście może być sprawa korekty nie tłumaczenia, ale również sam styl Ruth Benedict jest tu dużo słabszy niż w "Chryzantemie", on też mógł tak mocno ewoluować, ale niezbyt to się zgadza z biografią uczonej, osoby od zawsze ukierunkowanej literacko. (Warto tu jednak zaznaczyć, że wszystkie fragmenty poetyckie, pieśni czy modlitwy przetłumaczyła znakomicie Zofia Kierszys.) Druga przyczyna to fakt, że odbieram tę pracę jako mniej zwartą, rozdziały o kompletnie różnych kulturach są interesujące na sposób ciekawostek, mnie bardziej pociągają wnioski ogólne które można z nich wyciągnąć, a tych jest niewiele i mają one kształt dziś już pewnych truizmów. To wydanie zawiera solidny i rzeczowy wstęp, właściwie pozbawiony (z drobnymi wyjątkami) naleciałości politycznych, najbardziej interesujący, jednak z perspektywy kulturowej (może wręcz antropologicznej), czyli sposobu pisania o intymnych związkach międzyludzkich. Zacytuję tu zdanie o współpracy Benedict i Edwarda Sapira: "Łączący ich stosunek personalny stanowił funkcje wspólnoty intelektualnych i estetycznych zainteresowań oraz doświadczeń, był przy tym wolny od cech żenującej osobistej intymności (...)" Autorka wstępu (Antonina Kłoskowska) podobnie "dziwnie" traktuje seksualność Benedict, poświęca jej życiorysowi rozdzialik, pisze o wyobcowaniu, ale już nie o związku z Margaret Mead. Trochę to zabawne, trochę straszne, ale przede wszystkim interesujące. Trzon książki stanowią trzy rozdziały opisujące kultury Indian: Kwakiutlów i Zuni, oraz melanezyjskiego plemienia Dobu. Kultury bardzo od siebie różne i tak charakterystyczne, że Benedict każdą z nich przypisuje do innego wzorca kulturowego (dionizyjskiego dla Kwakiutlów, apolińskiego dla Zuni i dobuańskiego ;) dla Dobu). Mnie najbardziej interesowały uniwersalne, albo niemal uniwersalne cechy społeczności ludzkich. Ale je w sumie Benedict wymienia dwie: animizm i egzogamiczne ograniczenia małżeńskie. W rezultacie może najciekawsze były fragmenty, w których Ruth Benedict postuluje odpowiednią perspektywę w patrzeniu na problemy (jej) współczesne. Nie zawsze są to problemy (przynajmniej w całej swej rozciągłości) również współczesne nam. Ale niektóre z pewnością. "Zależność jednostek w naszej cywilizacji od współzawodnictwa ekonomicznego traktujemy jako dowód, że jest to pierwotna motywacja natury ludzkiej." "(...)rywalizacja jest marnotrawstwem(...) Jest tyranią, od której, -jeśli raz zadomowi się w jakiejś kulturze -nie można się uwolnić." "Im więcej dóbr gromadzi społeczeństwo, tym większymi żetonami posługują się ludzie." - to zdanie zyskuje odpowiednią perspektywę, gdy mamy za sobą opowieść o zwyczaju Kwakiutlów palenia miedziaków albo o Dobu i ich transakcjach kula. "Jest jednakże rzeczą oczywistą, że nie istnieje współzależność między jakąkolwiek "złą" skłonnością a anormalnością w sensie absolutnym." I nie trzeba szukać miedzy kulturami, starczy w historii: polujący na czarownice purytańscy duchowni Nowej Anglii "z punktu widzenia współczesnej psychiatrii należą do kategorii ludzi psychicznie chorych". Nigdy nie przyszło by to do głowy im współczesnym. "Wojna nie jest wyrazem instynktu wojowniczości. Wojowniczość jest tak drobnym szczegółem w wyposażeniu duchowym człowieka, że może nie znaleźć żadnego wyrazu w stosunkach międzyplemiennych". Franz Boas (mentor Benedict) określił funkcje poznawcze antropologii jako źródło intelektualnego wyzwolenia spod wyłącznego determinizmu jedynej, własnej cywilizacji. Benedict pisze raczej o tym, że wyzwolić się nie można, ale poszerzyć zdolność rozumienia człowieka na pewno tak: "dominujące cechy naszej cywilizacji trzeba zbadać ze szczególna wnikliwością. Powinniśmy zdać sobie sprawę, że mają one charakter przymusowy, i to nie proporcjonalnie do podstawowej i istotnej roli, jaką odgrywają w zachowaniu ludzkim, lecz raczej w tym stopniu, w jakim rozwinęły się nadmiernie w naszej cywilizacji i w jakim tylko ją cechują." Oczywiście jednostka nie żyje w żadnej opozycji do swojej kultury. Czerpie z niej i jest przez nią kształtowana, dlatego: "Tylko nieuchronne opóźnienie kulturowe każe nam upierać się, że to co, co stare, trzeba ponownie odkryć w tym co nowe, że nie ma innego wyjścia, jak tylko odnaleźć dawną pewność i stałość w nowej plastyczności."
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 7 lat temu
Makdonaldyzacja społeczeństwa George Ritzer
Makdonaldyzacja społeczeństwa
George Ritzer
Z początku robi dobre wrażenie, potem rozczarowuje, bo autor wielokrotnie naciąga przykłady pod tezę. Podzielam ponadto opinię innych czytelników, że książka jest rozwleczona - nie potrzeba aż tak wielu technicznych szczegółów funkcjonowania barów szybkiej obsługi ani przykładów racjonalizacji w innych dziedzinach, by pokazać o co chodzi w ogólnej tendencji. Generalnie jeśli chodzi o opis zjawiska i obserwacje, to nie mam wiele do zarzucenia. Zgadzam się ze zdaniem autora na temat negatywnego wpływu wielu aspektów makdonaldyzacji na społeczeństwo. Poznałem mechanizmy i praktyki, o których wcześniej nie wiedziałem. Dodatkowym plusem jest możliwość poznania szczegółów amerykańskiego życia codziennego, które, mimo wielu wpływów, którym ulegliśmy, i tak różni się od naszego. Czasem zarzuty autora są niejasne i sprzeczne, trudno dojść o co mu właściwie chodzi. Praca w fabryce przy linii produkcyjnej jest zła i dehumanizująca ponieważ polega na wykonywaniu ciągle tej samej sekwencji czynności, ale źle, że makdonaldyzacja doprowadziła do przesunięcia na klienta wielu czynności w handlu i usługach, które wcześniej wykonywał specjalny pracownik (jak tankowanie samochodu albo pakowanie zakupów). A zastąpienie pracowników wykonujących dehumanizującą powtarzalną pracę robotami też jest złe. Inną sprawą jest utożsamienie makdonaldyzacji z powojenną kulturą amerykańską przy jednoczesnym zdefiniowaniu tego zjawiska jako modelu funkcjonowania różnych sektorów społeczeństwa opartego na: ciągłym racjonalizowaniu metod działania prowadzącemu do zwiększenia ilości i szybkości produkcji dóbr oraz świadczenia usług, wyeliminowaniu nieprzewidywalności i przerzucania części zadań na użytkowników. Autor uważa, że kraje bloku wschodniego zmakdonaldyzowały się dopiero po otwarciu się na zachód, a uczyniły to w reakcji na swoje wcześniejsze realia: niezracjonalizowane, nieefektywne, z dużym czynnikiem nieprzewidywalnym. Nie zgadzam się z tym, bo ZSRR i państwa od niego zależne opierały zarówno swoją narrację, jak i działania na dokładnie takich samych zasadach. Dążono do ustandaryzowania usług, towarów, wprowadzania komputerowych systemów sterowania przedsiębiorstwami (np. kołchozami w Gruzińskiej SRR w latach 70), zracjonalizowania i uefektywnienia wszystkich dziedzin życia łącznie z wypoczynkiem (wielkie czarnomorskie kompleksy wczasowe). Od Kiszyniowa po Kamczatkę budowano takie same blokowiska, przy których amerykańskie przedmieścia z prefabrykatów wyglądają niepoważnie. Za miarę sukcesu przyjęto łatwe do policzenia osiągnięcia - tony stali, kilometry dróg, procent zelektryfikowanych wsi, tony węgla wydobyte na jednej zmianie przez stachanowców, i tak dalej, co pasuje do aspektu wymierności, wzmiankowanego przez autora w pierwszym rozdziale. Jedyna znacząca różnica polegała na tym, że w ZSRR wiele z tych rzeczy prowadzono na tyle nieudolnie, że ostateczny efekt był nieefektywny i nieprzewidywalny. Niektóre kwestie autor pojmuje po prostu źle. Na przykład przedstawia domowe pomiary ciśnienia jako czynność w domyśle wykonywaną przez personel, która została przerzucona na klienta (pacjenta). Oczywiście to nieprawda, pomiary ciśnienia dokonywane w domu dostarczają informacji, których nie da się uzyskać przez okresowe ambulatoryjne badania. Przy wszystkich swoich wadach, „Makdonaldyzację społeczeństwa” warto przeczytać, bo jest po pierwsze absorbująca, a po drugie pobudza do rozmyślań, choć ich wnioski mogą okazać się w wielu miejscach sprzeczne z tym, co uważa autor. W każdym razie całkiem beznadziejnej książki nie przeczytałbym tak szybko i nie miałbym ochoty opisywać swoich wrażeń.
twujstary8 - awatar twujstary8
ocenił na 6 7 dni temu
Technopol. Triumf techniki nad kulturą Neil Postman
Technopol. Triumf techniki nad kulturą
Neil Postman
Technopol. Triumf techniki nad kulturą Autor: Neil Postman Moja ocena: 9/10 „Technopol. Triumf techniki nad kulturą” to niezwykle przenikliwa i inspirująca publikacja, w której Neil Postman podejmuje próbę analizy wpływu rozwoju technologii na kształt współczesnych społeczeństw. Autor z charakterystyczną dla siebie klarownością i głębią intelektualną prowadzi czytelnika przez kolejne etapy przeobrażeń cywilizacyjnych, ukazując, jak kolejne wynalazki – począwszy od pisma, poprzez druk, aż po technologie cyfrowe – zmieniały nie tylko sposób, w jaki funkcjonujemy, ale również sposób, w jaki myślimy, komunikujemy się i tworzymy kulturę. Postman nie popada w tani technopesymizm, ale jego analiza jest zdecydowanie krytyczna i wyważona. Książka nie tylko wskazuje na zalety postępu technologicznego, ale przede wszystkim zwraca uwagę na nieoczywiste koszty, jakie ponosi społeczeństwo, gdy technika zaczyna dominować nad innymi sferami życia – zwłaszcza nad kulturą, edukacją i religią. To nie jest lament za przeszłością, lecz głęboka refleksja nad tym, czy jako społeczeństwo umiemy jeszcze stawiać pytania o sens i cel technologicznych innowacji, czy też bezrefleksyjnie akceptujemy wszystko, co nowe. Szczególnie interesujące jest szerokie tło historyczne, które autor wprowadza już od samego początku – od momentu wynalezienia pisma – pokazując, że każda epoka miała swój własny stosunek do narzędzi i technologii, a to, co dziś wydaje się nam naturalne, w rzeczywistości jest wynikiem długiego procesu zmian cywilizacyjnych i kulturowych. Choć polskie wydanie książki ukazało się w 1995 roku, a sam tekst powstał jeszcze wcześniej, uderzająca jest jego aktualność. W dobie wszechobecnych algorytmów, mediów społecznościowych, automatyzacji i sztucznej inteligencji, refleksje Postmana wydają się nie tylko trafne, ale wręcz prorocze. Oczywiście, można by dziś tę książkę uzupełnić o kolejne przykłady i współczesne konteksty, jednak jej fundamentalne przesłanie pozostaje niezwykle aktualne: technologia nie jest wartością samą w sobie – to narzędzie, które musi podlegać etycznej i kulturowej kontroli. „Technopol” to książka wymagająca, ale też bardzo wartościowa. Zmusza do zatrzymania się, zadania pytań o kierunek, w jakim zmierza współczesny świat i o to, co w tym świecie naprawdę powinno być najważniejsze. Polecam ją wszystkim, którzy interesują się społecznymi skutkami rozwoju technologii oraz tym, którzy chcą zrozumieć, dlaczego nie wszystko, co nowe, jest automatycznie dobre. Zdecydowanie warto przeczytać – to pozycja, która nie traci na znaczeniu mimo upływu lat. ** 23:36 * 23.06.2025 * 56/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 9 9 miesięcy temu
Człowiek w teatrze życia codziennego Erving Goffman
Człowiek w teatrze życia codziennego
Erving Goffman
Goffman wyszedł z prostego założenia: życie to scena. Niezależnie od tego, czy jesteś w pracy, na randce, czy nagrywasz vloga – grasz. Masz swoją rolę, masz scenariusz i masz publiczność. Brzmi znajomo? No pewnie. Jako twórcy wideo robimy to non stop. Ale Goffman rozbiera to na czynniki pierwsze w sposób, który otwiera oczy. Kluczowe pojęcia (czyli słownik youtubera według Goffmana) Fasada (Front Stage) – To jest to, co widzicie na moich filmach. Ustawione światło, dobrany kadr, merytoryczna gadka, Patryk-ekspert. Goffman mówi wprost: to nie jest kłamstwo, to jest występ. Publiczność (wy) oczekuje pewnej spójności. Jakbym nagrał odcinek o biznesie w brudnym dresie i bełkocząc, „występ” by się posypał, bo fasada nie pasuje do roli. Kulisy (Back Stage) – To jest to, czego kamera nie widzi. Moment, kiedy klnę, bo karta pamięci padła, albo kiedy siedzę w gaciach i montuję materiał o 3 w nocy. Goffman genialnie zauważa, że kulisy muszą być chronione. Jeśli wpuścisz widzów za kulisy za głęboko, czar pryska. To dlatego te wszystkie „autentyczne” stories influencerów to też jest... fasada, tylko inna. Zespół (Team) – To nie tylko ludzie, z którymi pracujesz. To każdy, kto pomaga ci utrzymać iluzję. Jeśli robisz wywiad, twój gość staje się częścią twojego zespołu – musicie grać do jednej bramki, żeby rozmowa wyszła dobrze. Jeśli gość zacznie cię ośmieszać na wizji, niszczy występ. Dlaczego warto to przeczytać w 2025 roku? Bo ta książka leczy z kompleksów i naiwności. Leczy z naiwności, bo przestajesz wierzyć w idealne życie ludzi z Instagrama. Widzisz szwy. Widzisz, gdzie kończy się fasada, a zaczyna reżyseria. Leczy z kompleksów, bo rozumiesz, że każdy gra. Prezes banku gra prezesa, lekarz gra lekarza (Goffman podaje świetny przykład lekarza, który przepisuje placebo, bo pacjent oczekuje "leczenia" – to czysty teatr!). Ty jako twórca też masz prawo grać. Goffman uczy, jak zarządzać wrażeniem. To brzmi manipulacyjnie, ale tak naprawdę chodzi o profesjonalizm. Jeśli chcesz być odebrany jako ekspert, musisz zadbać o rekwizyty (sprzęt, studio) i maniery (język, pewność siebie). To nie jest udawanie, to jest wchodzenie w rolę. Minusy? (Bo są) To jest książka naukowa. Język momentami jest suchy jak wiór. Nie ma tu "błyskotliwych anegdotek" w stylu Gary'ego Vaynerchuka. Trzeba się skupić, czasem przeczytać zdanie dwa razy. Jeśli szukacie lekkiej lektury do pociągu, to możecie się odbić. Ale z drugiej strony – to jest samo mięso. Nie ma tu lania wody motywacyjnego. Jest chłodna analiza tego, jak działają ludzie.
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na 9 3 miesiące temu
Etyka protestancka a duch kapitalizmu i inne pisma Max Weber
Etyka protestancka a duch kapitalizmu i inne pisma
Max Weber
Niezwykle niestaranne wydanie Wydawnictwa UW - brak translacji wyrażeń nie-niemieckich (przede wszystkim łacińskich). Przypisy umieszczone na końcu książki utrudniają lekturę - a mają one zasadniczą rolę w tekście Webera. Sama jakość książki i jej estetyka - bardzo dobra, choć nie to jest najważniejsze w odbiorze wydania. Samo dzieło M. Webera pozostaje wybitne - przedmiotem badania autora jest przede wszystkim "asceza", która warunkuje powstanie dobrego pracownika i dobrego pracodawcy, ewentualnie - działającej osoby przedsiębiorczej, która jest w stanie odłożyć pieniądze, ciężko pracować, dokonywać modernizacji i odpowiednio zainwestować. Zasadniczym "motywem" tekstu jest proces wyklarowania się "czystego ascetyzmu" z ascetyzmu powstałego na skutek przyjęcia odpowiedniego wyznania chrześcijańskiego (przede wszystkim chodzi tu o kwakrów, kalwinów i in., mniej o luteran). Katolicyzm reprezentować ma zaś w wizji M. Webera postawę "tradycjonalistyczną", a więc nie ascetyczną, "wygodną", w której priorytetem nie jest odpowiednie zarządzanie dobrami ziemskimi. "Tradycjonalista" to człowiek, który pożąda raczej wolnego czasu niż nadwyżki - "asceta" nie tylko pragnie nadwyżki, ale również chce ją odpowiednio zainwestować - aby pomnożyć swoje bogactwo (pierwotnie - na chwałę Bożą, po sekularyzacji - niekoniecznie). Tekst ten jest szczególnie interesujący dla badacza C. Schmitta - podobieństwo metody i stylu (długie i treściwe przypisy) jest bardzo znaczne. Banałem zaś jest stwierdzenie, że Schmittiańska "teologia polityczna" jako nauka o poszukiwaniu analogii między obowiązującym prawem a "obowiązującą" teologią ewidentnie nawiązuje do Weberowskiej nauce o relacji pomiędzy teologią a etyką. Podobnie, proces sekularyzacji również pełni ważną rolę w pismach autora "Dyktatury". Lektura warta polecenia, szkoda, że tak słabo wydana. Na marginesie należy polecić tekst C. Schmitta - "Nomos-Nahme-Name", który rozwija problem relacji "ascezy" i władzy.
Dantiusz - awatar Dantiusz
ocenił na 8 2 lata temu
Dżihad kontra McŚwiat Benjamin Barber
Dżihad kontra McŚwiat
Benjamin Barber
Napisana z pasją książka, która w momencie jej wydania musiała przyciągnąć naprawdę sporo uwagi. Dlaczego? Ano dlatego, że jej autor, Benjamin Barber, amerykański politolog i doradca m.in. Billa Clintona, stworzył naprawdę ciekawą analizę, w której odsłania dwie fundamentalne zasady współczesnego świata - McŚwiat oraz Dżihad. Warto jednak wziąć poprawkę na fakt, iż autor nadaje tym terminom własny wymiar, co szczególnie w przypadku słowa „dżihad” może być bardzo mylące. „Dżihad kontra McŚwiat” nie jest książką poświęconą terroryzmowi, więc jeśli ktoś jest zainteresowany tym zagadnieniem, musi poszukać szerszej wiedzy gdzieś indziej. W terminologii Barbera Dżihad to wszelkie siły i tendencje separatystyczne rozbijające i niszczące związki międzyludzkie na poziomie politycznym i społecznym. I choć terroryzm zalicza się do takich sił, to jest on tylko jednym z przejawów świata Dżihadu. Sam autor zaznacza, że nie przywiązywał większego znaczenia do wyboru akurat tego terminu do swojej analizy współczesności, ani nie chciał nadawać mu jakiegoś wybitnie negatywnego znaczenia. Książka powstała jeszcze przed atakiem z 11 września 2001 roku, a więc przed momentem przełomowym, jeśli chodzi o zagrożenie islamskim terroryzmem. Mimowolnie zatem autor wybrał nazwę zjawiska, którego niszczycielską moc świat tak naprawdę miał dopiero poznać. A czym jest McŚwiat? To galopująca w niesamowitym tempie globalizacja i wszechwładza rynków. McŚwiat w ujęciu Barbera jest tak naprawdę krytyką liberalizmu oraz nieskrępowanej działalności gospodarczej, zdawałoby się dwóch filarów współczesnych demokracji. Autor w swoich analizach pokazuje jednak, że oba te elementy mogą prowadzić do dominacji rynku nad jednostką, społecznością, a nawet nad całymi państwami. Potęga rynku jest bowiem ogromna, a odkąd świat wkroczył na drogę konsolidacji korporacyjnej, bezosobowe siły rynku wykroczyły poza granice rodzimych państw i oplotły swoimi wpływami praktycznie cały świat, wszędzie szukając okazji do zrobienia dobrego interesu. Dobrego dla nich, ale niekoniecznie dobrego dla zwykłych ludzi. Na potwierdzenie swoich tez autor przywołuje mnóstwo analiz i danych statycznych, które z dzisiejszego punktu widzenia mają już chyba znaczenie wyłącznie historyczne (kto pamięta o takiej marce jak GoldStar i złotej erze kaset video i magnetowidów?). Dla starszych czytelników lektura tej książki będzie na pewno nieco nostalgiczną podróżą w przeszłość do lat 90, gdy dopiero ruszała lawina cyfrowego postępu. Już wtedy autor dostrzegł zagrożenia płynące z rozwoju rynku medialnego na świecie oraz ze wzrastającej roli Internetu i komputerów. Roli, która współcześnie zdaje się przewyższać wszystkie inne środki przekazu. Książka Barbera jest zatem ukazaniem przed czytelnikiem wszystkich tych problemów, z którymi boryka się współczesny świat. O ile w kwestii faktów, po ćwierćwieczu od momentu jej napisania, książka jest już nieaktualna (dane statystyczne, które przywołuje autor, pewnie wzrosły kilkukrotnie), o tyle w zakresie przedstawianych teorii oraz procesów ma nadal dużą moc wyjaśniającą rzeczywistość. Pokazuje bowiem przełomowy moment narodzin McŚwiata, z którego dotarliśmy aż do dnia dzisiejszego. Wiele uwag autora jest bardzo trafnych i wartych zapamiętania, gdyż pozwalają one o wiele lepiej spojrzeć na własne miejsce we współczesności (parę umieszczam w cytatach z książki). McŚwiat i Dżihad to nie tylko walka przeciwieństw - to dwie siły, które wzajemnie siebie potrzebują. Karmią się wzajemnie swoimi słabościami i tym samym tworzą historię. Jeśli się jednak dobrze zastanowić, dwie opisane przez autora tendencje tak naprawdę przeplatają się przez całą historię ludzkości. Nigdy jednak nie miały one aż tak wielkiego wpływu na dzieje całej ludzkości. Do czasu aż postęp technologiczny oraz procesy globalizacji nie doprowadziły do przemiany świata w „globalną wioskę”. „Dżihad kontra McŚwiat” to książka którą zdecydowanie warto przeczytać. Może momentami tonąca w natłoku danych statystycznych oraz nieistotnych już z dzisiejszego punktu widzenia faktów z lat 90., ale oferująca wiele trafnych obserwacji i analiz, które bez trudu czytelnik powiąże z obrazem dzisiejszego świata. Oczywiście, z perspektywy czasu nie wszystkie z prognoz autora się sprawdziły (np. wielkie korporacje zdają się być powiązane z rodzimymi państwami o wiele mocniej, niż prognozował to autor), jednak to kolejny smaczek tej książki, aby porównać głośną w swoim czasie prognozę świata ze stanem aktualnym.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 8 4 lata temu
PIĘTNO. Rozważania o zranionej tożsamości Erving Goffman
PIĘTNO. Rozważania o zranionej tożsamości
Erving Goffman
Kilkanaście lat temu, książkę poleciła mi (będąc oczywiście pod jej wrażeniem) studentka socjologii. Jako że zawsze lubiłem studentki postanowiłem zweryfikować, czy posiadamy tożsamy gust. Szczególnie, kiedy przyznała, że książkę czytała w języku oryginału. "Stigma" (taki jest tytuł oryginalny)okazała się być ciekawą lekturą, aczkolwiek sam temat do nudnych raczej nie należy. Przy tej okazji zapoznałem się z dorobkiem jednego z najbardziej cenionych socjologów świata zachodniego, co zaowocowało bliższą z nim znajomością. Jako, że książkę czytałem nie tylko przed pandemią, ale również przed epidemią ptasiej grypy, wspomnienia po "Piętnie" są raczej rozmazane. Jedna rzecz mi jednak utkwiła. Z lektury książki dowiedziałem się, że miałbym w Stanach wizerunkowe problemy. Oto jak przedstawia Goffman faceta, który w USA nie musi się rumienić: "W Ameryce tylko jeden typ faceta nie musi niczego się wstydzić: młody, żonaty, biały, mieszkający w mieście, pochodzący z północy, heteroseksualny protestancki rodzic, mający wyższe wykształcenie, pełne zatrudnienie, odpowiedni wygląd, wagę i wzrost i mogący poszczycić się osiągnięciami sportowymi" Wniosek po tej litanii może być jeden: dobrze, że nie mieszkam w Ameryce. A książkę można przeczytać, szczególnie jeżeli się uwzględni dzisiejsze realia, te geopolityczne, jak i te bardziej kojarzone z rodzimym podwórkiem.
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Pojedynek na słowa. Techniki erystyczne w publicznych sporach Marek Kochan
Pojedynek na słowa. Techniki erystyczne w publicznych sporach
Marek Kochan
Miałem w rękach wydanie drugie, dodruk, z 2012 roku. Przejrzysta treść, najważniejsze kwestie zostały wzięte w ramki, pojawiły się oznaczenia graficzne na początku książki wraz z wyjaśnieniami – to wszystko ułatwiało odbiór treści i pomagało nauczyć się analizy z alternatywną terminologią autora. Marek Kochan przedstawił przykłady z debat telewizyjnych, dlatego że właśnie one były bardziej skomplikowane, trudniejsze. Wypunktował najsłynniejsze z ostatnich lat (czyli do 2005 roku, bo wtedy ukazało się pierwsze wydanie) wypowiedzi polityków, które spotkały się z szerszym oddźwiękiem w medialnych przekazach oraz... programach satyrycznych. Oto sławetne "smaczki", jakie wyłuskałem z treści książki: słowa Leszka Millera (SLD) do Zbigniewa Ziobry (PiS) ("Pan jest zerem") czy ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego (PiS) do kloszarda ("spieprzaj, dziadu"), które odbiły się głośnym echem w społeczeństwie (czemu przysłużył się internet); wypowiedź Andrzeja Leppera w Radiu Zet, że "posłowie Samoobrony swoje miejsce w szeregu znają", w podobnym tonie publicznie wypowiadała się pani posłanka Renata Beger, powiedzenie stało się bardzo znane. Dołożyłem do tego, również wspominane w tej publikacji, powszechne sprzed lat "a u was biją Murzynów" – tak wobec Amerykanów komuniści odpierali zarzut bicia opozycjonistów. Erystyka niewerbalna okazywała się dość istotna podczas wystąpień telewizyjnych. Zwracano uwagę na wygląd (wzrost, gabaryt, fryzurę czy ubiór), zachowanie (mimikę, tiki, wzrok, pozę i ruchliwość ciała, ręce i gestykulację, operowanie głosem), przestrzeń i obiekty (różnego rodzaju przedmioty mogące coś znaczyć bądź wywierać presję albo perswazję). Ostatnią część książki stanowiła bardzo ciekawa debata Rokita-Lepper, którą czytało się wybornie. Dialog polityków w mig wciągnął mnie w tamten klimat debaty (tzn. miało to być debatą, ale trudno tak nazwać to wystąpienie polityków) i przytaczanych faktów przez rozmówców czy pseudofaktów – to było barwne widowisko. W tym tekście Marek Kochan wypunktował techniki erystyczne – ich przykładów nagromadziło się około 300, ale przypisów było 222, czyli sporo. Andrzej Lepper nabył dużo ogłady dzięki sesjom szkoleniowym u Piotra Tymochowicza, specjalisty do spraw wizerunku i marketingu politycznego, który zajmował się wieloma prominentnymi postaciami polskiej polityki. Książka pozostawiła na mnie bardzo dobre wrażenie.
Miłośnik-Książek - awatar Miłośnik-Książek
ocenił na 9 5 lat temu

Cytaty z książki Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kult Amatora – Jak Internet niszczy Kulturę