Krótka historia opium

Okładka książki Krótka historia opium autorstwa Thomas Dormandy
Thomas Dormandy Wydawnictwo: Wydawnictwo RM Seria: Krótka historia reportaż
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Krótka historia
Data wydania:
2017-10-11
Data 1. wyd. pol.:
2017-10-11
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377737279
Tłumacz:
Patrycja Zarawska
Antidotum czy cichy zabójca? Mroczna historia błogosławionego, pożądanego i przeklętego narkotyku.

Opium i jego pochodne – morfina i heroina – zniszczyły, upodliły, zdeprawowały lub zabiły liczne jednostki, rodziny, społeczności, a nawet całe narody. Jednak w tym samym czasie wielu lekarzy twierdziło, że bez cudownych skutków, jakie opium wywierało na ich pacjentów, nie byliby w stanie wykonywać swojego zawodu, a żadna szanująca się placówka medyczna nie mogłaby funkcjonować bez środków odurzających.

Przez wiele lat pod pojęciem opium rozumiano mleczny sok wypływający z nacięć na owocach maku lekarskiego (makówkach). Toczono o nie wojny, pod nazwą laudanum opium wywierało też znaczący wpływ na europejską literaturę i sztukę. Jednak od połowy XIX wieku opium zaczęło oznaczać nie sok, lecz jego substancję czynną, alkaloid o nazwie morfina. Sto lat później z morfiny otrzymano pochodną – heroinę. Te zmiany wpłynęły na naturę uzależnienia, przekształciły postrzeganie opium przez opinię publiczną oraz stworzyły najsilniejsze organizacje przestępcze, jakie widział świat.

Zażywanie i nadużywanie tego specyfiku w istotny sposób wpłynęło na wydarzenia spoza świata medycznego, a wydarzenia pozamedyczne w równie istotny sposób kształtowały zażywanie i nadużywanie opium. Do dziś mak jest znaczącym graczem na arenie międzynarodowej, utrzymuje przy władzy albo obala rządy, wznieca konflikty, inicjuje wojny. Ta niezwykła książka prezentuje historię najbardziej fascynującego z narkotyków, od pierwszych dowodów uprawy maku przez mężczyznę z epoki kamiennej po dzisiejszy handel opium w Afganistanie.

Mała uwaga do wydawcy i redakcji:
Radziecka inwazja, której celem było obalenie Amina, rozpoczęła się 25 grudnia 1979 r. (BŁĄD W KSIĄŻCE - nie w 1973 r.) – granicę Afganistanu przekroczyły oddziały radzieckiej 40. Armii. Dwa dni później, 27 grudnia, radzieccy komandosi zaatakowali najważniejsze punkty w Kabulu, leżącej w południowo-wschodniej części kraju stolicy Afganistanu.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krótka historia opium w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Krótka historia opium



847 196

Oceny książki Krótka historia opium

Średnia ocen
7,0 / 10
52 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2952
1836

Na półkach:

Boska cudowna podróż przez wieki i kontynenty, od niepozornego ziarenka przez piękny kwiat o mglistych płatkach, po pokarm dla duszy i ciała - a zarazem truciznę. Lot w przestworza aż na samo dno. Ta książka uzależnia, a to rzadkie wśród reportaży. Ale podobno najlepsze są prawdziwe historie.

Boska cudowna podróż przez wieki i kontynenty, od niepozornego ziarenka przez piękny kwiat o mglistych płatkach, po pokarm dla duszy i ciała - a zarazem truciznę. Lot w przestworza aż na samo dno. Ta książka uzależnia, a to rzadkie wśród reportaży. Ale podobno najlepsze są prawdziwe historie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

272 użytkowników ma tytuł Krótka historia opium na półkach głównych
  • 195
  • 67
  • 10
52 użytkowników ma tytuł Krótka historia opium na półkach dodatkowych
  • 37
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy Krótka historia opium przeczytali również

Krótka historia nauki William Bynum
Krótka historia nauki
William Bynum
Po książkę, pt."Krótka historia nauki", sięgnęłam z przyjemnością, ponieważ lubię taką dziedzinę. Autor William Bynum w 40 rozdziałach zmieścił ogrom ciekawostek dotyczących różnych naukowych aspektów. „Nauka jest wyjątkowa. To najlepsza znana nam metoda poznawania świata i wszystkiego, co na nim istnieje- także nas”. Już pierwszy cytat na wstępie zachęca do zgłębienia tematu. Nauka przeobrażała się z wiekami, a jej rozwój był kreatywny. Dawna nauka, to przeanalizowanie świata. Nauką interesowały się dawniej: Chiny, Indie, Bliski Wschód. Pierwsi „uczeni”, to nie ludzie wykształceni, ale kapłani- duchowi przewodnicy. Wtedy prym wiodła technika, czyli praktyka i potrzeba udoskonalenia. Podstawą nauki była wówczas ciekawość świata. Z tamtych czasów najwięcej wiadomo o Babilonie, ponieważ ludność zapisywała wszystko na glinianych tabliczkach. Interesowano się liczbami, faktami, astronomią, a nierzadko astrologią. Do dziś praktykuje się zapisywanie czasu, min., sek., godzin. Dużo także wiemy o Egipcjanach, ich wierzeniach, obyczajach. Tutaj znaczą rolę odgrywały: algebra, astronomia, medycyna. Kolejne państwa: Chiny, Indie bazowały na matematyce. Powstały, min: papier, proch, kompas. A jedno co przetrwało do dziś, to pismo chińskie. Podróżujemy na łamach tej książki, aż po naukę współczesną, erę cyfrową. Nauki, tj: biologia, chemia, fizyka uzupełniały się wzajemnie. Poznajemy znanych, cenionych naukowców oraz ich wynalazki. Lektura wartościowa, a ogrom interesujących naukowych wiadomości zachęca do przeczytania🔍🔬💊💉🧪👨🏼‍🔬👩🏼‍🔬 Polecam z serca! Wydawnictwu RM dziękuję za egzemplarz recenzencki💝📖📙
Gerbera41 - awatar Gerbera41
ocenił na 8 2 lata temu
Dziwne przypadki ludzkiego mózgu Sam Kean
Dziwne przypadki ludzkiego mózgu
Sam Kean
"Dziwne przypadki ludzkiego mózgu" Sama Keana to bardzo dobra książka popularnonaukowa, z którą można rozpocząć swoją przygodę z neurobiologią. Autor bardzo przystępnie opisuje ustalenia wielu pokoleń naukowców i stosuje do tego język prosty, pozbawiony hermetycznej terminologii. Dodatkową zaletą recenzowanej pozycji jest bardzo narracyjny sposób przedstawiania treści, ponieważ każdy rozdział zaczyna się od studium przypadku osoby, która cierpiała na konkretne neurologiczne schorzenie wynikające przeważnie z nabytego uszkodzenia mózgu. Sam Kean każdy taki przypadek osadza w historycznym kontekście, co jest bardzo cenne, ponieważ oprócz przyswajania sobie informacji dotyczących budowy i funkcjonowania mózgu dowiadujemy się o wielu ciekawych postaciach z przeszłych wieków i epok. Książkę czyta się trochę jak dobry kryminał, ponieważ: - mamy ofiary, których mózgi nie funkcjonują prawidłowo; - mamy detektywów, w tej roli głównie występują lekarze i/lub chirurdzy próbujący ustalić jaki konkretny obszar mózgu został uszkodzony (chociaż autor opisuje również wyjątkowo nieetycznych badaczy, którzy bardziej nadawaliby się do roli przestępców niż bohaterów); - mamy wreszcie winowajcę, czyli uraz, uszkodzenie, albo defekt konkretnej części danego mózgu. Taki sposób prowadzenia narracji jest niezwykle atrakcyjny i sprawia, że wiedzę przyswajamy mimowolnie i bez wysiłku. Sam Kean nie spieszy się z przekazaniem jak największej liczby informacji, które mogłyby nas przytłoczyć, za to stara się przede wszystkim ciekawie i zajmująco pisać i jak najbardziej ta niełatwa sztuka mu się udaje. Oprócz powieści detektywistycznej „Dziwne przypadki ludzkiego mózgu” sprawdzają się również bardzo dobrze w roli kroniki naukowo-historycznej, która opisuje stopniowy rozwój i kumulację wiedzy neurobiologicznej. Jest to cenne, ponieważ taka forma pozwala nam po kolei uporządkować sobie wszystkie informacje od tych najbardziej podstawowych po coraz bardziej wyspecjalizowane. Przykładowo pewien tragiczny wypadek Króla Francji Henryka II podczas Turnieju Rycerskiego pozwolił ustalić w XVI wieku (przynajmniej w pewnych kręgach), że mózg każdej osoby może zostać uszkodzony nawet wtedy, gdy czaszka pozostała nienaruszona. Dowiemy się także o konflikcie między uczonymi wyznającymi teorię retikularną (według której wszystkie neurony zawsze działają jednocześnie) a zwolennikami doktryny neuronalnej, w której neurony są od siebie oddzielone i potrafią funkcjonować autonomicznie. To tylko dwa przykłady, ale cała książka jest poświęcona wielu bardzo interesującym zagadnieniom dochodzenia do tego jak pewne mechanizmy neurobiologiczne rzeczywiście funkcjonują. Lektura „Dziwnych przypadków ludzkiego mózgu” to także wspaniała lekcja pokory. Większości z nas wydaje się, że jesteśmy Panami i Paniami własnego ciała, a nasza osobowość to coś więcej niż tylko działanie mózgu i dzięki sile woli albo mocnym przekonaniom potrafimy wpływać może nie na wszystkie, ale przynajmniej na wiele naszych cielesnych lub umysłowych mechanizmów. Opisane w tej książce uszkodzenia neuronalne potrafią jednak nieodwracalnie zniszczyć lub wyjątkowo utrudnić ludzkie życie. Czasami są nawet w stanie doprowadzić do zmiany osobowości. Najsłynniejszym takim przypadkiem był żyjący w XIX wieku Phineas Gage, którego metamorfoza charakteru wywołana była przez uszkodzenie metalowym prętem przedniej części płatów czołowych. Ciekawostką, którą się dowiedziałem z tej książki, była informacja, że przez jakiś czas po wypadku Gage występował w muzeum P.T. Barnuma w Nowym Jorku. Dla fanów i fanek musicali to nazwisko może wydawać się znajome, ponieważ Barnum jest głównym bohaterem filmu „Król Rozrywki” z 2017 roku, a zagrany został przez Hugh Jackmana. Natomiast jeżeli chodzi o przykłady takich uszkodzeń, przez które zwykłe funkcjonowanie jest już praktycznie niemożliwie, przy zachowaniu nienaruszonej osobowości, to wyjątkowo smutnym przypadkiem nieodwracalnej zmiany percepcji wzrokowej jest historia pewnej czterdziestoletniej kobiety ze Szwajcarii, która po przebytym udarze przestała rejestrować ruch z powodu częściowego zniszczenia płata ciemieniowego. Nagle jej postrzeganie świata zaczęło przypominać serię zdjęć wyświetlanych jeden po drugim lub oglądania animacji poklatkowej, w której pojedyncze klatki byłyby wyświetlane w tak wolnym tempie, że percepcja ruchu nie byłaby możliwa. Za to osoby cierpiące na zespół Capgrasa są przekonane, że ich bliscy zostali porwani i podmienieni przez sobowtóry lub klony. Chociaż takie uszkodzenie mózgu dla niektórych może początkowo wydawać się zabawne, zdecydowanie takie nie jest. Wręcz przeciwnie jest to wyjątkowo tragiczny los nie tylko dla ofiary, ale również dla jej bliskich. W tym momencie pragnę zaznaczyć, że w książce znajdziemy dużo więcej ciekawych przypadków tego typu, które podczas lektury autentycznie napawają grozą. Po przeczytaniu tej pozycji czułem wdzięczność do Losu, że przynajmniej na razie udało mi się w życiu uniknąć tych najstraszniejszych uszkodzeń mojego mózgu. "Dziwne przypadki ludzkiego mózgu" z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim zainteresowanym, aczkolwiek według mnie najbardziej na lekturze skorzystają te osoby, które bardzo ciekawi jak działa mózg, ale jest to dla nich tematyka zupełnie obca i nieznana. Dla całej reszty też jest to świetna lektura, która wzbogaci wiedzę o nieznane do tej pory niuanse lub ciekawostki, albo pomoże przypomnieć sobie lub uporządkować posiadane informacje. Jestem przekonany, że każda jednostka, która po nią sięgnie znajdzie przynajmniej jeden opisany przez autora przypadek, który ją zainteresuje. Przede wszystkim uzyskamy z tej książki potwierdzoną naukowo wiedzę na temat budowy i funkcjonowania mózgu. Należy przy tym pamiętać, że neurobiologia jest dyscypliną naukową, która bada jeden z najbardziej skomplikowanych i złożonych struktur we Wszechświecie. Na odkrycie wszystkich tajemnic, jakie skrywa ten organ w naszych głowach musimy jeszcze poczekać. Być może pełni wiedzy dotyczącej jego budowy i funkcjonowania nigdy nie osiągniemy. Na pewno na ten moment nierozwiązane pozostaje następujące zagadnienie na ile my kontrolujemy nasz mózg, a na ile jest to jedynie złudzenie i to mózg narzuca nam nasze pragnienia, marzenia i zachowania.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na 8 3 miesiące temu
Mao. Cesarstwo cierpienia Torbjørn Færøvik
Mao. Cesarstwo cierpienia
Torbjørn Færøvik
Sama książka jest bardzo dobra. Tylko treść jest makabryczna. Mao był bowiem na wpół paranoikiem a na wpół człowiekiem o mentalności dziecka które to dziecko nigdy nie dorosło. Wielki naród liczący setki milionów obywateli musiał słychać rozkazów szaleńca a Mao miewał co chwile różne "ciekawe'' pomysły od pomysłu ''Gęstego siania ryżu'' co prowadziło sadzonki do zniszczenia po projekt wytapiania stali w domowych dymarkach (Przy zmuszaniu ludzi do oddawania do przetopienia swoich garnków patelni i rondli ) co w mniemaniu Wielkiego Sternika miało sprawić że produkcja przemysłowa Chińskiej Republiki Ludowej miała przewyższyć produkcję przemysłową Wielkiej Brytanii a nawet samych Stanów Zjednoczonych (Nie ma to jak mieć tak skromne plany) do tego Mao doprowadził do olbrzymich zniszczeń dorobku cywilizacji chińskiej w czasie rewolucji kulturalnej i masowego prześladowania wszystkich którzy dbali o dorobek tak wielkiej cywilizacji albo po prostu znali się na czymkolwiek poza ideologią Mao. Przewodniczący był przy tym przewidywalny jak stado piranii w sezonie godowym: W czasie destrukcyjnej antykulturalnej rewolucji poszczególne grupy czerwonej gwardii raz były potępiane a raz wspierane przez Mao co prowadziło do tego że zwolennicy Przewodniczącego rozwiązywali spory o kto jest bardziej wierny ideom Mao przy użyciu granatów noży i broni palnej a nawet broni ciężkiej. Na pewno życie pod rządami Wielkiego Sternika było "ciekawe'' w rozumieniu przekleństwa "Obyś żył w ciekawych czasach'' Mao doprowadził bowiem do największej klęski głodu w dziejach świata (Szacunki wahają się od 20 milionów ofiar do nawet 60 milionów ) poza tym każdy kto żył pod światła władzą Przewodniczącego nigdy nie mógł być pewien kiedy zostanie oskarżony przez Mao i o co ? Mózg Wielkiego Sternika był bowiem zupełnie nieobliczalny: Mao potrafił wydać rozkaz i nazywać zdrajcami tych którzy jego rozkaz wykonali. Dzieło norweskiego autora jest smutne: Gdyby działalność Mao była absurdalnym filmem komediowym to byłaby może bardzo zabawna ale to była tragedia której liczba ofiar była porównywalna z drugą wojną światową o ogromnych zniszczeniach dóbr kultury i upodleniu milionów tych co to przeżyli nie wspominając.
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na 10 4 miesiące temu
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury Steven Pinker
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury
Steven Pinker
To ta - jedna z tych "naj" książek ;) Jest bardzo dobra. Ale jest to cegła na ponad 900 stron i to, na co zwracają inne opinie uwagę, czyli mnóstwo statystyk, to też prawda - to może być nieco monotonne... Jak autor zaznacza na początku: nie dało się napisać krótszej ;) i pewnie ma rację, ale... to po prostu sprawia, że nie pochłania jej się zupełnie lekko. Język jest bardzo przystępny i właściwie raczej lekki, z odrobiną humoru, ale naprawdę tak delikatną, że jest to idealne połączenie. Książkę dobrze się czyta, ale pierwszą połowę nieco lepiej niż drugą... To nie jest najlżejsza w czytaniu książka, ale treść jest bardzo dobra. Powiedzieć, że na świecie jest co raz lepiej jest łatwo, i już dawno sam to zauważyłem, ale dla nieprzekonanych autor powołuje się na olbrzymią liczbę statystyk (dlatego książka jest taka długa). Kiedy po nią sięgałem, myślałem że będzie o przestępstwach typu morderstwa i napaści, ewentualnie gwałty ale tematy poruszane przez autora są dużo szersze: morderstwa, konflikty zbrojne, niewolnictwo, ludobójstwo, zbrodnie z nienawiści ale też przemoc fizyczna w rodzinach, stosunek do mniejszości, zwierząt, bicia dzieci... "Trudno w to uwierzyć - wiem, że większość ludzi nie wierzy - ale natężenie przemocy od dawna maleje i dzisiaj prawdopodobnie żyjemy w najspokojniejszej epoce w dziejach naszego gatunku. Proces ten nie przebiegał bez zakłóceń, nie ograniczył poziomu przemocy do zera i nie ma gwarancji, że będzie trwał wiecznie, ale jest niepodważalny, w skali czasowej od stuleci do lat, a także we wszystkich kategoriach zjawisk, od wojen po karanie dzieci za pomocą klapsa." (pdf.str. 13) Wiele znalezionych szkieletów ujawnia, że ci ludzie zmarli w wyniku przemocy (Ötzi, Człowiek z Kennewick, Człowiek z Lindow) (odniesienie na str. 25) Bardzo mocna jest część przytaczająca fragmenty Biblii opisujące przemoc całkiem brutalnie... "Zdążając do Ziemi Obiecanej, Izraelici spotykają na swojej drodze Madianitów. Na rozkaz Boga zabijają mężczyzn, palą miasta, porywają trzody, a kobiety i dzieci biorą w niewolę. Kiedy wracają do Mojżesza, on gniewa się na nich, ponieważ oszczędzili kobiety, a część z nich nakłoniła Izraelitów do oddawania czci konkurencyjnym bogom. Każe więc swoim żołnierzom dopełnić dzieła ludobójstwa i uraczyć się gibkimi nałożnicami, które mogą gwałcić do woli: „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu”. W Księdze Powtórzonego Prawa 20 i 21 Bóg przedstawia Izraelitom naczelną strategię postępowania z miastami, które nie przyjmą ich zwierzchnictwa: mężczyzn zadźgać mieczami, a kobiety i dzieci uprowadzić. Mężczyzna mógł wtedy stanąć przed następującym problemem: ponieważ właśnie zabił rodziców i braci swojej pięknej nowej niewolnicy, mogła nie być w nastroju do amorów. Bóg przewidział tę uciążliwość i podsunął następujące rozwiązanie: mężczyzna, który porwał kobietę, powinien ogolić jej głowę, obciąć paznokcie i uwięzić w swoim domu na miesiąc, żeby wypłakała sobie oczy, a potem może ją zgwałcić." (pdf.str. 31-32) "Stary Testament ukazuje świat, który dla współczesnych oczu jest wstrząsający w swoim okrucieństwie. Ludzie biorą w niewolę, gwałcą i mordują członków swojej najbliższej rodziny. Watażkowie na oślep wyrzynają cywilów, nie wyłączając dzieci. Kobiety są kupowane, sprzedawane i wykorzystywane jak zabawki seksualne. Jahwe torturuje i masakruje setki tysięcy ludzi za przypadki drobnego nieposłuszeństwa albo bez żadnego powodu. Tego rodzaju bestialstwa nie są zjawiskiem incydentalnym. Uczestniczą w nich wszystkie ważniejsze postacie Starego Testamentu, rysowane kredkami przez dzieci w szkółce niedzielnej. Ta okrutna saga ciągnie się przez tysiąclecia, od Adama i Ewy przez Noego, patriarchów, Mojżesza, Jozuego, sędziów, Saula, Dawida, Salomona i dalej. Jak wyliczył biblista Raymund Schwager, w Starym Testamencie „jest ponad 600 fragmentów wprost mówiących o tym, że narody, królowie albo pojedynczy ludzie napadają, niszczą i zabijają innych. […] Około 1000 wersetów, w których sam Jahwe pełni funkcję bezpośredniego wykonawcy brutalnej kary, wiele tekstów, w których Pan oddaje przestępcę pod miecz kata, a w ponad 100 innych fragmentach Jahwe wydaje nakaz zabijania”. Matthew White, który określa się mianem badacza przemocy i prowadzi bazę danych z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych większych wojen, rzezi i ludobójstw, obliczył, że liczba ofiar masowych mordów konkretnie wymienionych w Biblii wynosi 1,2 miliona. (Pomija pół miliona poległych w wojnie pomiędzy Judą i Izraelem, opisanej w Drugiej Księdze Kronik 13, ponieważ w świetle innych posiadanych przez nas informacji liczba ta wydaje się mało wiarygodna.) Gdybyśmy dodali do tego ofiary potopu, łącznie uzyskaliśmy około 20 milionów. Pocieszające jest to, że większość tych rzeczy oczywiście nigdy się nie wydarzyła. Nie ma dowodów na to, że Jahwe zalał planetę wodą i podpalał miasta, ale również historie o patriarchach, exodusie, podbojach i imperium żydowskim prawie na pewno są fikcyjne. Historycy nie znaleźli w źródłach egipskich wzmianki o odejściu miliona niewolników (co raczej nie umknęłoby uwagi Egipcjan), archeolodzy nie natrafili zaś na ślady oblężeń i walk w ruinach Jerycha i sąsiednich miast z około 1200 roku p.n.e. A jeśli na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. istniało imperium Dawida rozciągające się od Eufratu po Morze Czerwone, to w tamtym czasie nikt tego nie zauważył. Współcześni bibliści ustalili, że Biblia jest jak Wikipedia. Przez ponad pół tysiąclecia tworzyli ją pisarze posługujący się różnymi stylami, dialektami, imionami postaci i koncepcjami Boga, a chaotyczne przeróbki pozostawiły po sobie wiele sprzeczności, powtórzeń i nieciągłości." (pdf.str. 34-35) - :D (tak obszernie sobie cytuję, bo mi się przyda również do innych dyskusji ;) ). Ale to że dziś miliony wierzących ma przecież zupełnie inną (współczesną) moralność, to też oznacza właśnie tyle, że ludzie są mniej brutalni. "Niezależnie od tego, czy Izraelici rzeczywiście dopuszczali się ludobójstw, nie ulega wątpliwości, że uważali je za dobry pomysł. Nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta ma prawo nie być gwałcona albo kupowana jako obiekt seksualny. Autorzy Biblii nie widzieli niczego złego w niewolnictwie bądź takich okrutnych karach, jak oślepianie, kamienowanie albo rąbanie na kawałki. Życie ludzkie nic nie znaczyło w porównaniu z bezmyślnym posłuszeństwem wobec zwyczaju i władzy." (pdf.str. 35) "(…) od XIII do XX wieku liczba zabójstw w różnych regionach Anglii obniżyła się 10-krotnie, 50-krotnie, a w niektórych przypadkach 100-krotnie - na przykład ze 110 zabójstw na 100 000 mieszkańców rocznie w XIV-wiecznym Oksfordzie do mniej niż 1 zabójstwa na 100 000 mieszkańców w Londynie z połowy XX wieku. (...) Odkrycie to obala wszelkie stereotypy o sielskiej przeszłości i zdegenerowanej teraźniejszości. W odpowiedziach na internetowy kwestionariusz, który miał sprawdzić postrzegany poziom przemocy, ludzie zgadywali, że XX-wieczna Anglia była o 14% brutalniejsza od Anglii XIV-wiecznej. W rzeczywistości była o 95% mniej brutalna." (pdf.str. 94-95) "Można przypuszczać, że w XVIII wieku idea zniesienia kary śmierci wydawałaby się lekkomyślna. Uznano by zapewne, że nie musząc się bać makabrycznej egzekucji, ludzie bez wahania mordowaliby dla zysku albo z zemsty. Dzisiaj jednak wiemy, że zniesienie kary śmierci nie tylko nie odwróciło utrzymującej się przez wiele stuleci tendencji spadkowej wskaźnika zabójstw, ale że na ogół tendencję tę przyspieszało oraz że najniższe wskaźniki zabójstw notowane są we współczesnych państwach Europy Zachodniej, z których żadne nie uśmierca ludzi. Kara śmierci jest jedną z wielu form instytucjonalnej przemocy, które niegdyś uchodziły za niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, ale po ich zniesieniu społeczeństwo doskonale sobie bez nich poradziło." (pdf.str. 207-208) - cóż jeszcze dodać? :) Ale tak, także takie kwestie porusza autor w książce jak choćby złagodzenie kar. Oraz niewolnictwo - nawet jeśli zdarza się nadal, to żadne państwo nie będzie mówić o tym z dumą: "Wypowiedź Kevina Balesa, prezesa stowarzyszenia Free the Slaves (…): '(…) Dzisiaj nie musimy toczyć batalii prawnej, ponieważ we wszystkich krajach prawo zakazuje niewolnictwa; nie musimy odpierać argumentu ekonomicznego, ponieważ żadna gospodarka nie opiera się na niewolnictwie (inaczej niż w XIX wieku, kiedy bez niewolników mogłyby upaść całe branże). Nie musimy też toczyć sporów moralnych, ponieważ nikt nie próbuje usprawiedliwiać niewolnictwa.'" (pdf.str. 214) A jeśli przeliczyć liczbę ofiar z uwzględnieniem współczynnika ludnościowego i pozycję, którą zajmowałoby dane wydarzenie, gdyby liczba ludności świata wynosiła tyle, ile w połowie XX wieku, to się okazuje że IIWŚ zajęłaby nie pierwsze, a dopiero 9 miejsce pod względem liczby ofiar! (tabela ze str. 260) "(…) nigdy nie było wojny między dwoma krajami demokratycznymi." (pdf.str. 364) "(…) kraje demokratyczne rzadziej toczą wojny międzypaństwowe, rzadziej pogrążają się w wojnach domowych na dużą skalę i rzadziej popełniają ludobójstwa." (pdf.str. 442) - to tak w kontekście tego czemu przeraża mnie jakikolwiek inny ustrój ;) Autor ma też coś do powiedzenia na temat terroryzmu: "Ponadto w każdym roku z wyjątkiem 1995 i 2001 więcej Amerykanów za biły pioruny, jelenie, alergia na orzeszki ziemne, użądlenia przez pszczoły i „zapalenie się lub stopienie nocnej bielizny” niż zamachy terrorystyczne>' (pdf.str. 447) - ;) "Od niepamiętnych czasów rodzice porzucali, dusili, bili, topili i truli wiele ze swoich nowo narodzonych dzieci. Antropolog Laila Williamson przeprowadziła badania, z których wynika, że dzieciobójstwo było praktykowane na wszystkich kontynentach przez wszystkie rodzaje społeczeństw, od niepaństwowych gromad i osad (z których 77% akceptowało zwyczaj dzieciobójstwa) po rozwinięte cywilizacje. Do niedawna od 10% do 15% wszystkich niemowląt zabijano niedługo po urodzeniu, a w niektórych społeczeństwach odsetek ten dochodził do 50%. (…) Przebyliśmy długą drogę, zanim dotarliśmy do naszych czasów, których półkilogramowym maleństwom ratuje się życie dzięki heroicznym wysiłkom chirurgów, oczekuje się od dzieci produktywności ekonomicznej dopiero w trzeciej dekadzie życia, a za przemoc wobec dzieci uznaje się grę w zbijaka." (pdf.str. 535) - dalej jest możliwe wyjaśnienie dzieciobójstwa z perspektywy biologii ewolucyjnej i ma to sens, muszę przyznać. Fragment dotyczący homoseksualizmu jest tak fajnie napisany :D "Przemoc homofobiczna, odgórna lub oddolna, to tajemnicza pozycja w katalogu przemocy, ponieważ agresor nie odnosi z niej żadnej korzyści. Nie wchodzą w grę żadne sporne zasoby, a ponieważ homoseksualizm jest przestępstwem bez ofiar, zapobieganie mu nie zwiększa spokoju społecznego. Można by wręcz oczekiwać, że na widok homoseksualisty mężczyźni hetero pomyślą sobie: „Super, więcej kobiet dla mnie!”. Zgodnie z tą samą logiką znacznie większą zbrodnią powinno być lesbijstwo, ponieważ usuwa z puli rozrodczej dwie kobiety naraz. (…) Homofobia jest ewolucyjną zagadką, podobnie jak sam homoseksualizm. To znaczy nie ma niczego tajemniczego w homoseksualnym zachowaniu. Człowiek jest gatunkiem polimorficznie zboczonym i bez przerwy próbuje zaspokajać popęd płciowy za pomocą różnych żywych i nieżywych obiektów, które nie zwiększają jego osiągnięć rozrodczych. W wyłącznie męskich środowiskach, na przykład na statkach, w więzieniach i szkołach z internatem, ludzie często zadowalają się łatwo dostępnym obiektem, który w całej okolicy najbardziej przypomina kobiece ciało." (pdf.str. 575) - :D (tak, oczywiście dalej jest trochę poważniej ale i tutaj przemoc spada). "Mit czystego zła jest wielką przeszkodą na drodze do zrozumienia prawdziwego zła. Jako że punkt widzenia naukowca przypomina punkt widzenia sprawcy, a punkt widzenia moralisty przypomina punkt widzenia ofiary, naukowców oskarża się o to, że „usprawiedliwiają sprawcę”, „przerzucają winę na ofiarę” albo próbują zrehabilitować amoralną doktrynę, że „wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć” (przypomnijmy sobie, jak odpowiedział na tego rodzaju krytykę Lewis Richardson: dużo potępić to mało zrozumieć)." (pdf.str. 635) - podoba mi się odpowiedź pana Lewisa Richardsona. "Alternatywa dla mitu czystego zła brzmi następująco: większość cierpienia zadawanego ludziom przez ludzi bierze się z motywów, które znajdujemy w każdej normalnej osobie. Płynie z tego wniosek, że spadek przemocy w znacznej mierze wynika z faktu, iż ludzie kierują się tymi motywami rzadziej, w bardziej ograniczonym stopniu i w mniejszej liczbie sytuacji." (pdf.str. 724) "(…) inteligentniejsi ludzie są bardziej liberalni." (pdf.str. 838) - dlaczego wcale mnie to nie dziwi? ;) (btw. wzrost inteligencji wiąże się ze spadkiem przemocy). Ale potem jest "korelacja, która zdenerwuje lewicę, tak jak korelacja z liberalizmem zdenerwowała prawicę", więc konserwatyści też nie muszą się z góry negatywnie nastawiać :D "Niechęć do nowożytności to jeden z lejtmotywów współczesnej krytyki społecznej. (…) Co takiego dała nam technologia, mówią, oprócz alienacji, skażenia środowiska, patologii społecznych, utraty sensu życia i kultury konsumeryzmu, która niszczy naszą planetę tylko po to, żebyśmy mogli mieć domy do samodzielnego montażu, SUV-y i reality show? (…) Od lat siedemdziesiątych, kiedy romantyczna nostalgia zawędrowała pod strzechy, statystycy i historycy gromadzą fakty, które przemawiają przeciwko niej. Tytuły publikowanych przez nich książek mówią same za siebie: (…) "It’s Getting Better All the Time" , "The Good Old Days - They Were Terrible!" (…) Obrońcy nowożytności opowiadają o uciążliwościach codziennego życia przed nastaniem zamożności i technologii. Nasi przodkowie, przypominają nam autorzy, byli zawszeni, mieli robaki i mieszkali nad piwnicami, w których gromadziły się ich odchody, a jedzenie było bez smaku, monotonne i nie zawsze dostępne. Opiekę medyczną zapewniano za pomocą piły lekarza i obcęgów dentysty. Przedstawiciele obu płci harowali od świtu do nocy, po czym pogrążali się w ciemnościach. Zima oznaczała wiele miesięcy głodu, nudy i dotkliwej samotności w gospodarstwach rolnych odciętych od świata przez śnieg. Nasi niedawni przodkowie musieli się jednak obchodzić nie tylko bez przyziemnych wygód, ale również bez wyższych i szlachetniejszych dóbr, takich jak wiedza, piękno i kontakty międzyludzkie. Do niedawna większość ludzi nigdy nie oddaliła się o więcej niż kilkanaście kilometrów od miejsca urodzenia. Nikt nie miał pojęcia o ogromie kosmosu, prehistorii cywilizacji, genealogii istot żywych, kodzie genetycznym, świecie mikroskopowym czy składnikach materii i życia. Nagrania muzyczne, książki w przystępnych cenach, natychmiastowe wiadomości ze świata, reprodukcje wybitnych dzieł sztuki czy filmy fabularne były czymś niewyobrażalnym, już nie mówiąc o tym, żeby miały się zmieścić w kieszonkowym urządzeniu. Kiedy dzieci emigrowały, ich rodzice często już nigdy ich nie widzieli, nie słyszeli ich głosów i nie poznawali swoich wnuków. Do tego wszystkiego dochodzą dary nowożytności dla samego życia: dodatkowe dekady istnienia, matki, które nie umierają przy porodzie, dzieci, które przeżywają swoje pierwsze lata na ziemi. Kiedy spaceruję po starych cmentarzach Nowej Anglii, zawsze uderza mnie obfitość maleńkich kwater grobowych i przejmujących inskrypcji. Elvina Maria, zmarła 12 lipca 1845 roku w wieku 4 lat i 9 miesięcy. „Wybaczcie tę łzę, płacze matka. Tutaj śpi uschnięty kwiatuszek”. Przy wszystkich tych powodach, dla których żaden romantyk nie wsiadłby do wehikułu czasu, nostalgik zawsze mógł wyjąć jedną kartę moralną: przemoc w świecie nowożytnym. Przynajmniej, mówił nostalgik, nasi przodkowie nie musieli się martwić o napady rabunkowe, strzelaniny w szkołach, zamachy terrorystyczne, holocausty, wojny światowe, pola śmierci, napalm, gułagi i zagładę jądrową. Żaden Boeing 747, żaden antybiotyk, żaden iPod nie jest przecież wart cierpienia, których potrafią przysporzyć światu nowoczesne społeczeństwa z ich technologiami. I właśnie w tym miejscu pozbawiona sentymentalizmu historia i statystyczne rozeznanie mogą zmienić nasze spojrzenie na nowożytność, pokazują bowiem, że nostalgia za pokojową przeszłością jest w tym kontekście największym złudzeniem. Teraz już wiemy, że tubylcze ludy (...) miały wyższe wskaźniki zgonów wojennych od notowanych podczas naszych wojen światowych. Twórcy romantycznych wizji średniowiecznej Europy pomijają dopieszczone przez rzemieślników narzędzia tortur i nie mają pojęcia o 30-krotnie wyższym ryzyku morderstwa w tamtych czasach. Stulecia, za którymi ludzie odczuwają nostalgię, były stuleciami, w których żonom cudzołożników obcinano nosy, ośmioletnie dzieci wieszano za drobne kradzieże, od rodziny więźnia żądano opłaty za rozkucie kajdan, czarownice przepiłowywano na połowę, a marynarzy chłostano do żywego mięsa. Moralne oczywistości naszej epoki, na przykład że niewolnictwo, wojna i tortury są złem, uznano by za sentymentalizm pięknoduchów, a koncepcję powszechnych praw człowieka za sprzeczność samą w sobie. Ludobójstw i zbrodni wojennych nie odnotowywano w kronikach historycznych tylko dlatego, że w tamtych czasach nikt nie dostrzegał w nich poważnego problemu. Z perspektywy prawie siedmiu dekad po wojnach światowych i ludobójstwach pierwszej połowy XX wieku widzimy, że nie były to zwiastuny jeszcze gorszego ani norma, do której świat się przystosował, lecz lokalny szczyt, z którego krzywa zjechała zygzakami w dół. Ukryte za tymi zbrodniami ideologie nie były koncepcjami wplecionymi w tkankę nowoczesności, lecz anachronizmami, które trafiły na śmietnik historii." (pdf.str. 877-879) - długi cytat ale musiałem. No. I cieszę się, że nim właśnie mogę zakończyć tą recenzję :) (czytana/słuchana: 12-21.08.2025) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Era dinozaurów. Od narodzin do upadku. Nowe odkrycia i fakty o zaginionym świecie Steve Brusatte
Era dinozaurów. Od narodzin do upadku. Nowe odkrycia i fakty o zaginionym świecie
Steve Brusatte
Bardzo dobra publikacja - można się z niej mnóstwo nauczyć - ale mocno nierówna pod względem stylu. Najlepsze części (od których na szczęście zaczyna się książka) są fascynujące i wciągają na całego, ale te gorsze są z kolei dość nużące. Jednak tak jak już wspomniałam, to nie treść staje się nagle nudniejsza, w żadnym wypadku! Po prostu w części, która przechodzi do opisu mięsożerców (gdzieś za 150 stroną, czyli prawie w połowie) z niezrozumiałych dla mnie powodów autor zaczyna nieustannie powtarzać te same krótkie opisy, tzn. nigdy niemal nie znajdziecie samego słowa "teropody", ale "teropody o ostrych zębach w typie tyranozaura", nie zwyczajnie "zauropody", ale "długoszyje zauropody takie jak diplodok". Co nie drażniłoby, gdyby to były rzadko używane pojęcia, ale oba padają w książce non stop. Zatem ma się nieładne wrażenie, że albo autor ma czytelników za idiotów z pamięcią złotej rybki, albo uległ pragnieniu lania wody dla zwiększenia liczby stron - albo i to, i to. W rozdziałach wcześniejszych, gdzie opisywane są grupy prehistorycznych zwierząt faktycznie kompletnie nieznane laikom (rynchozaury, rauizuchy, itd.), takie wizualne dopiski miały przynajmniej logiczny sens, a i tak nie zdawały mi się tak nagminne. Później zabrakło mi również polotu w dygresjach o tym, jak paleontolodzy działają w różnych krajach. Na początku opowiastki autora o kolegach po fachu były naprawdę bardzo barwne i nie mniej ciekawe niż same dinozaury, ale potem spadek literackiej formy zdawał się dotknąć i je. Szkoda, że autor stracił tę wcześniejszą lotność pióra, bo pomijając zniżkę formy, to sama treść jest cały czas wspaniała. Na kartach książki pełno jest niesamowitych odkryć, o których nie miało się pojęcia, a sposób dojścia do takich a nie innych wniosków w ich badaniach jest sprawnie wytłmaczony. Jest nawet dogłębnie opisana bibliografia, nie będąca tyko suchą listą pozycji. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę pozycję, rozpaliła we mnie chęć dalszego zgłębiania paleontologii. Z samych wątków książki, to osobiście byłam tylko zawiedziona brakiem opisu spinozaura i jego kuzynów, przecież to taka unikalna grupa dinozaurów. O tyranozaurze mamy cały rozdział, inne duże teropody też są długo opisywane, a spinozaur leży i kwiczy. :( Co jest tym bardziej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że historia badań nad nim jest niesamowita i świetnie pasowałaby do reszty opisów przygód naukowców. W ogóle zaskakuje praktycznie brak opisu kredowych gatunków z Afryki, i to, że z kredowej Europy mamy tylko Węgry (tak, Europa była wtedy zalana, ale można byłoby chociaż wspomnieć inne jej wyspowe części). Rozczarował mnie też brak zagłębienia się w temat dinozaurów, których ubarwienie znamy - został tylko zasygnalizowany, a jest to przecież coś fascynującego. Za to wszystko niestety musi być minus. A, i jeszcze ważna uwaga co do polskiego wydania: niestety TRAGICZNA KOREKTA. Nie tyle literówki (choć też często się zdarzają), ale wręcz zła odmiana wyrazów w zdaniach (!!) oraz wiele błędnych zapisów nazwisk badaczy i nazw gatunkowych. Szczególnie dobiło mnie to, że za KAŻDYM razem imię Othniela Marsha, naprawdę bardzo znanego dawnego badacza, w głównym tekście widniało jako OthAniel. Tylko jeden podpis pod fotografią był prawidłowy. Wiele, wiele razy podawano też angielskie nazwy dinozaurów zamiast polskich (nie mogło chodzić o międzynarodowe nazwy naukowe, bo te są zapisywane w książce kursywą). Naprawdę duży wstyd na tym polu.
Żółw-w-filiżance - awatar Żółw-w-filiżance
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze okno na Wszechświat? Mike Massimino
Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze okno na Wszechświat?
Mike Massimino
"Spaceman: An Astronaut's Unlikely Journey to Unlock the Secrets of the Universe" Mike'a Massimino to książka, która, choć ma swoje mocne strony, może nie spełnić oczekiwań wszystkich czytelników, zwłaszcza tych, którzy mieli okazję przeczytać bardziej angażujące relacje astronautów, jak np. "Nieziemskie wyzwania" Scotta Kelly'ego. Massimino opisuje swoją drogę do zostania astronautą w sposób przystępny i osobisty, dzieląc się licznymi anegdotami z dzieciństwa, lat nauki oraz kariery w NASA. Jego styl pisania jest prosty i bezpośredni, co sprawia, że książka jest łatwa do czytania. Autor skupia się na trudnościach, z jakimi musiał się zmierzyć, podkreślając determinację i wytrwałość, które pomogły mu osiągnąć sukces. Jednakże, jeśli porównamy "Spaceman" do "Nieziemskich wyzwań" Kelly'ego, książka Massimino może wydawać się mniej dynamiczna i mniej głęboka. Kelly, mający doświadczenie z najdłuższym pobytem w przestrzeni kosmicznej, dostarcza czytelnikowi bardziej szczegółowych opisów życia na stacji kosmicznej oraz wyzwań związanych z długoterminowym przebywaniem w przestrzeni kosmicznej. Jego relacje są bogate w techniczne detale oraz emocjonalne przeżycia, co sprawia, że książka jest bardziej wciągająca. W "Spaceman" brak jest pewnej intensywności i głębi, które można znaleźć w książce Kelly'ego. Massimino skupia się na bardziej codziennych aspektach życia astronauty, co może nie dostarczać takiej samej dawki ekscytacji i nowości dla czytelników poszukujących bardziej intensywnych relacji z kosmosu. Ponadto, jego narracja momentami może wydawać się zbyt rozwlekła i skupiająca się na mniej istotnych szczegółach, co może wpływać na dynamikę książki. Podsumowując, "Spaceman" Mike'a Massimino to przyjemna i inspirująca lektura, ale może nie spełnić oczekiwań czytelników, którzy szukają bardziej angażujących i szczegółowych relacji z życia astronauty, takich jak te przedstawione w "Nieziemskich wyzwaniach" Scotta Kelly'ego. Jeśli fascynuje Cię kosmos i chcesz poznać historię jednego z astronautów, warto po nią sięgnąć, ale jeśli oczekujesz głębokich przemyśleń i szczegółowych opisów misji kosmicznych, lektura Kelly'ego może być bardziej satysfakcjonująca.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 6 1 rok temu
Rasputin Douglas Smith
Rasputin
Douglas Smith
„Jedna rzecz u Rasputina zrobiła jednak wrażenie na Sablinie. Jego oczy. – Było w nich coś – musiał przyznać. I w tej opinii nie był odosobniony. Jeśli w odniesieniu do Rasputina było cokolwiek, co do czego wszyscy mogli się zgodzić, to było to owo coś w jego oczach. Polska hrabina, stanąwszy twarzą w twarz z Rasputinem, poczuła się kompletnie rozbita: Nie mogę, nie mogę wytrzymać tych oczu. One widzą wszystko. Nie mogę tego znieść! – krzyczała”. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Rasputin jest jedną z najbardziej tajemniczych (a zarazem fascynujących) postaci w historii Rosji. Każdy słyszał „coś” o tym człowieku. Wokół jego postaci narosło szereg mitów, legend i kontrowersji, które z całą pewnością mogłyby obdzielić wiele życiorysów. Jest niewątpliwie coś przyciągającego w tej postaci, co sprawia że nie przestaje fascynować coraz to nowych historyków. Doczekał się wielu biografii i jeszcze większej liczby – bardziej lub mniej wiarygodnych – artykułów. Również i ja miałem pewne wyobrażenie Rasputina. Tym bardziej byłem więc ciekaw jego najnowszej biografii, autorstwa Douglasa Smitha. Polski czytelnik miał już okazję poznać go jako autora książki pod tytułem „Skazani. Ostatnie dni rosyjskiej arystokracji”. Jak sam przyznaje, to właśnie podczas pracy nad tą książką zetknął się z postacią Rasputina. Tak to wspomina: „Gdy prowadziłem badania nad ostatnimi latami dawnego ustroju, wielokrotnie uderzała mnie wszechobecność Rasputina. Bez względu na to, jakie źródła czytałem – czy była to osobista korespondencja, czy dzienniki, prasa, wspomnienia czy traktaty polityczne – zawsze pojawiał się tam Rasputin. Nie sposób było go uniknąć”. Okazuje się bowiem, że już za życia był Rasputin prawdziwym „celebrytą”. Gazety pisały o każdym jego kroku. Pilnie śledzono to, co robi, z kim się spotyka, co mówi. Czasem rodziło to frustrację zwykłych ludzi. Pisali oni pełne oburzenia listy, że w kraju jest tyle ważnych spraw, a wszyscy zajmują się osobą Rasputina. Kim więc tak naprawdę był człowiek, który wywarł tak wielki wpływ na ostatnie lata Imperium Romanowów. Jak to się stało, że ten prosty chłop, który nigdy nie nauczył się płynnie czytać i pisać odcisnął tak wielkie piętno na swoich czasach? Grigorij przyszedł na świat w syberyjskiej wiosce Pokrowskoje dnia 9 stycznia 1869 roku. Ochrzczono go dzień później, nadając mu imię na cześć świętego Grzegorza z Nysy. Jak zauważa biograf, „cała młodość Rasputina, a właściwie pierwsze mniej więcej trzydzieści lat jego życia, to czarna dziura, o której prawie nic nie wiemy”. W lutym 1887 roku ożenił się z Praskowią, z którą miał siedmioro dzieci (większość zmarła w młodym wieku). Wiódł typowe życie „chłopa państwowego”. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy zdecydował się opuścić rodzinną wieś w poszukiwaniu Boga. W ówczesnej Rosji takie pielgrzymowanie nie było niczym nadzwyczajnym. Wręcz przeciwnie – Imperium pełne było „świętych starców”, poszukujących Boga. Smith zauważa, że ludzie tacy cieszyli się dużą popularnością wśród rosyjskiej arystokracji. Tak samo było na carskim dworze. Kolejnym przełomem w życiu Rasputina był dzień 1 listopada 1905 roku. Właśnie pod tą datą car Mikołaj zanotował w swoim dzienniku: „Poznaliśmy męża Bożego Grigorija, z gub. Tobolskiej”. Jak zauważa autor „w ciągu roku Rasputin przebył drogę z samego dna rosyjskiego społeczeństwa na jego szczyt. Nikt nie był w stanie tego przewidzieć”. Zagościwszy na salonach ówczesnej Rosji, pozostał tam do swojej śmierci. Biografię Douglasa Smitha bez cienia przesady należy uznać za monumentalną. Autor kreśli bowiem szerokie tło epoki, w której żył Grigorij. Opisuje stan i kondycję ówczesnej Cerkwi. Wiele miejsca poświęca różnego rodzaju sektom i odłamom. Streszcza toczące się spory teologiczne, w których – co ciekawe Rasputin zajmował wyraźne stanowisko. Jest to tym dziwniejsze, że sam nie był przecież osobą duchowną, nie odebrał również żadnego oficjalnego wykształcenia. Drobiazgowo rozprawia się także ze wszystkimi mitami, narosłymi wokół jego postaci. Podejmuje temat jego rzekomego seksualnego rozpasania. Dużo miejsca poświęca kobietom, które były jego wiernymi wyznawczyniami. Opisuje szokujące praktyki, jakich się dopuszczały. Bardzo ciekawie opisuje wpływ Rasputina na rodzinę cesarską. Stara się rozstrzygnąć, czy rzeczywiście miał moc „uzdrawiania” Aleksego z hemofilii. Streszcza poglądy, jakie żywił na temat polityki, wojny i poszczególnych ministrów. Stawia przy tym zaskakujące tezy stwierdzając, że gdyby Mikołaj czasem skorzystał z jego rad historia Rosji mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Burzliwe życie Grigorija zostało przerwane przez morderstwo 17 grudnia 1916 roku. Jak wszystko, co wiąże się z tą postacią, również opis jego zabójstwa obrósł w liczne legendy, stając się z czasem osobno funkcjonującym mitem. W książce wykorzystano niezliczoną ilość materiałów źródłowych. Smith przytacza fragmenty z gazet, cytuje pamiętniki i listy. Wiele z nich wyszło spod ręki samego Grigorija. Dzięki temu poznajemy jego sposób myślenia i jego poglądy. Czytając tę imponującą biografię zrozumiemy, że „historia Rasputina to tragedia, i to nie tylko tragedia jednego człowieka, ale całego narodu, ponieważ w jego życiu - z jego skomplikowanymi bataliami wokół wiary i moralności, przyjemności i grzech, tradycji i zmiany, wokół powinności i władzy oraz ich ograniczeń – i w jego krwawej, gwałtownej śmierci możemy rozpoznać historię samej Rosji z początku XX wieku”. Książkę polecam wszystkim miłośnikom dobrych biografii i osobom interesującym się historią Rosji.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 10 1 rok temu
Człowiek i błędy ewolucji Nathan H. Lents
Człowiek i błędy ewolucji
Nathan H. Lents
Książkę czyta się błyskawicznie – to taka lekka przebieżka po wszystkich błędach konstrukcyjnych ludzkiego ciała, których kompetentny inżynier na pewno by nie popełnił. Najwięcej frajdy dają pierwsze rozdziały o anatomicznych dziwactwach. Oczywiście znałam klasyki, jak wiecznie psujące się kolana czy mało inteligentną budowę oka, ale te wszystkie niepotrzebnie pokawałkowane kostki w stopie szczerze mnie zaskoczyły. Ta część wypada najlepiej: budzi autentyczną ciekawość i sprawia, że człowiek zaczyna zupełnie inaczej patrzeć w lustro. Czuć jednak, że to pozycja bardzo „popularna”. Wyjaśnienia są uproszczone, momentami wręcz ślizgają się po temacie, co czasem ociera się o brak precyzji. Autor pozwala sobie też na drobne uszczypliwości pod adresem przeciwników ewolucji – nic agresywnego, ale jego stanowisko jest jasne (zresztą ewolucja sama w sobie nie jest zbyt łaskawa dla kreacjonizmu…) Niestety pod koniec tempo siada. Rozdział o psychologii jest dość powierzchowny, zwłaszcza jeśli zna się bardziej konkretne lektury, choćby wspomnianego tu Kahnemana. Finał o przyszłości ludzkości wypada jeszcze słabiej – to raczej luźne spekulacje, a wątek z kosmitami sprawia wrażenie pisanego na siłę, żeby tylko dobić do odpowiedniej liczby stron. Mimo to lektura jest bardzo przystępna. Poleciłabym ją komuś, kto nie siedzi głęboko w nauce, ale lubi ciekawostki o własnym ciele albo wciąż ma dystans do teorii ewolucji. Dla takich osób będzie to i pouczająca, i całkiem miła zabawa.
arie - awatar arie
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos Tom Wolfe
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos
Tom Wolfe
Reportaż o kowbojach, którzy polecieli w kosmos, to historia w której człowiekowi nie wystarczyła ziemia i woda. To opowieść o ludziach, którzy chcieli wzbić się w przestworza, być pierwszymi ludźmi, którzy dotrą poza granicę możliwości i ją przesuną - tym samym torując drogę dla przyszłych powietrznych wędrowców. Książka skupia się na pierwszym amerykańskim programie kosmicznym Mercury, której celem było umieszczenie człowieka na orbicie okołoziemskiej i sprowadzenie go bez szwanku z powrotem na Ziemię. Zanim jednak dochodzi do samych misji poznajemy ludzi, którzy mają w nich uczestniczyć. Poznajemy też ich rodziny, codzienność, emocje towarzyszące im podczas kolejnych zmagań, gorycz porażki i błędy, które niektórych kosztowały życie. 🌍 Nie można zarzucić książce, że jest nudna. Choć momentami się dłuży i wydawałoby się, że niektóre fragmenty można byłoby pominąć, nie wytracając jednocześnie przyjemności z historii. 🌍 Styl pisania autora bardziej przypomina prelekcje na które ktoś się załapał i postanowił spisać wszystko, co usłyszał. Nie ma tutaj suchego języka faktów, a pełną emocji przygodę. ☁ Przez tak emocjonalny język, trudno dopatrzeć się tutaj literatury faktu/reportażu. Czy można powiedzieć, że autor delikatnie odleciał? ☁ Brak jakiejkolwiek bibliografii utrudnia spojrzenie na tytuł jako coś rzetelnego. Najlepiej by było, gdyby potraktować całość jak temat, którym Tom Wolfe jest na tyle zainteresowany, że potrafił z uzyskanych informacji i wtrąceń emocjonalnych, stworzyć zgrabną powieść. Nasi kowboje ukazani są jak ludzie z krwi i kości, którym nie brak ambicji do tego aby sięgać po to, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieosiągalne. Z drugiej strony pojawiają się obawy rodziny i strachem przed nieznanym, co jest zdecydowanie bliższe czytelnikowi. Jest to też niecodzienna lekcja w czasach, gdzie świat wstawał z kolan po drugiej wojnie światowej. Z jednej strony zupełnie nowa rzeczywistość, z drugiej Zimna Wojna, które cechowały się przede wszystkim wyścigiem zbrojeń, ale również o palmę pierwszeństwa w dominacji eksplorowania kosmosu. Mimo początkowych obaw, tytuł okazał się wciągający. Natomiast momentami materiał mógłby zostać ucięty dla dobra czytelników, którzy bawiliby się równie dobrze (a nawet lepiej!) gdyby podarowano sobie przynajmniej pięćdziesiąt niewiele wnoszących stron.
Klaudia - awatar Klaudia
oceniła na 6 2 miesiące temu
To, czego się nie dowiemy. Badanie granic nauki Marcus du Sautoy
To, czego się nie dowiemy. Badanie granic nauki
Marcus du Sautoy
Książka jest bez wątpienia bardzo ciekawa. Tematyka, którą porusza, jest dość niecodzienna, poruszająca granice ludzkich możliwości poznawczych. Autor ujął większość rzeczy w zgrabny, momentami anegdotyczny sposób. Oczywiście, z powodu tematyki, książka trafia w pewnym momencie na treść, której nie da się prosto i przyjemnie wyjaśnić. Autor dokłada wszelkich starań, by jak najlepiej przybliżyć czytelnikom podstawy najbardziej nowoczesnych zagadnień naukowych. Autor jest jednocześnie zapalonym matematykiem i do każdego tematu wplata matematyczne przykłady. Nie jest to w żaden sposób złe, przynajmniej dla mnie. Zagadnienia matematyczne były mniej więcej na moim poziomie (studia techniczne, nie stricte matematyczne), a te co trudniejsze problemy zostały ładnie wytłumaczone. Drugim podstawowym tematem, z którym zmaga się autor, jest kwestia boga w nauce. I jest to przeprowadzone w bezbłędny sposób. Autor jest ateistą, przyznaje się do tego otwarcie, choć stwierdza "matematyka jest bogiem". Jego nastawienie nie przeszkadza mu jednak przeprowadzać wywiadów z naukowcami głęboko wierzącymi (nawet z księdzem), którzy chętnie prezentują swój pogląd na sprawy. Same wywiady, kończące każdy rozdział, są bardzo ciekawie przeprowadzone i uwiarygadniają poruszaną tematykę. Polecam tę książkę waszej uwadze. Tematyka, jak zaznaczyłem, jest bardzo ciekawa, sposób realizacji nie pozostawia wielkiego pola do krytyki, wywiady ułatwiają zrozumienie treści, która często wymyka się naszym zdolnością poznawczym.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Krótka historia opium

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Krótka historia opium