Królik po islandzku

Okładka książki Królik po islandzku
Grzegorz KasdepkeHubert Klimko-Dobrzaniecki Wydawnictwo: Wielka Litera literatura piękna
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2022-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380327757
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Królik po islandzku w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Królik po islandzku



książek na półce przeczytane 570 napisanych opinii 554

Oceny książki Królik po islandzku

Średnia ocen
6,6 / 10
95 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1693
731

Na półkach: , , , ,

Opowieści łajdackie to dobre określenie na ten zbiorek. Niektóre z nich są lepsze niektóre gorsze... Nie niosą zbytu wielu głębokich myśli, były li tylko rozrywką. O jedzeniu czytać nie lubię, więc wiele fragmentów po prostu ominęłam. Świetne ilustracje – Ola Cieślak genialnie oddała klimacik.

Opowieści łajdackie to dobre określenie na ten zbiorek. Niektóre z nich są lepsze niektóre gorsze... Nie niosą zbytu wielu głębokich myśli, były li tylko rozrywką. O jedzeniu czytać nie lubię, więc wiele fragmentów po prostu ominęłam. Świetne ilustracje – Ola Cieślak genialnie oddała klimacik.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

223 użytkowników ma tytuł Królik po islandzku na półkach głównych
  • 115
  • 108
38 użytkowników ma tytuł Królik po islandzku na półkach dodatkowych
  • 14
  • 11
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Królik po islandzku

Inne książki autora

Okładka książki Wszystkie przygody Bodzia i Pulpeta (na razie!) Grzegorz Kasdepke, Daniel de Latour
Ocena 9,5
Wszystkie przygody Bodzia i Pulpeta (na razie!) Grzegorz Kasdepke, Daniel de Latour
Okładka książki Romans palce lizać Grzegorz Kasdepke, Joanna Rusinek
Ocena 7,0
Romans palce lizać Grzegorz Kasdepke, Joanna Rusinek
Okładka książki Opowieści biblijne Anna Gensler, Grzegorz Gortat, Grzegorz Kasdepke, Maria Ewa Letki, Jarosław Mikołajewski, Joanna Papuzińska, Eliza Piotrowska, Wojciech Widłak, Marcin Wroński
Ocena 7,7
Opowieści biblijne Anna Gensler, Grzegorz Gortat, Grzegorz Kasdepke, Maria Ewa Letki, Jarosław Mikołajewski, Joanna Papuzińska, Eliza Piotrowska, Wojciech Widłak, Marcin Wroński
Okładka książki Wielka księga uczuć Paulina Daniluk, Grzegorz Kasdepke
Ocena 7,6
Wielka księga uczuć Paulina Daniluk, Grzegorz Kasdepke
Okładka książki Bajki mają moc. Wspierające opowiadania dla dzieci i rodziców Sylwia Chutnik, Marta Iwanowska-Polkowska, Joanna Jagiełło, Grzegorz Kasdepke, Barbara Kosmowska, Aneta Krasińska, Urszula Młodnicka, Ewa Nowak, Joanna Olech, Ewa Świerżewska, Joanna Szulc, Jarosław Żyliński
Ocena 9,3
Bajki mają moc. Wspierające opowiadania dla dzieci i rodziców Sylwia Chutnik, Marta Iwanowska-Polkowska, Joanna Jagiełło, Grzegorz Kasdepke, Barbara Kosmowska, Aneta Krasińska, Urszula Młodnicka, Ewa Nowak, Joanna Olech, Ewa Świerżewska, Joanna Szulc, Jarosław Żyliński
Grzegorz Kasdepke
Grzegorz Kasdepke
Polski pisarz dla dzieci i młodzieży, autor scenariuszy, dziennikarz. Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Były wieloletni redaktor naczelny magazynu dla dzieci „Świerszczyk”. Współpracuje z takimi wydawnictwami, jak: Literatura, Nasza Księgarnia, Egmont, Wydawnictwo Dwie Siostry, Wydawnictwo Literackie, Tamaryn, Agora i Muza. Jest laureatem wielu nagród. W 2016 nie przyjął od ministra Piotra Glińskiego Brązowego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Córeczka Tamara Duda
Córeczka
Tamara Duda
„Kiedy wojna puka do twoich drzwi, przestajesz być tym, kim byłeś, a stajesz się tym, kim musisz być, by przetrwać” – to brutalne przesłanie wybrzmiewa z każdej strony powieści „Córeczka”. Zawartość tomu autorstwa Tamary Dudy (piszącej pod pseudonimem Tamar Horicha Zernja) to jedna z najważniejszych pozycji literatury ukraińskiej ostatnich lat. To wstrząsający zapis wydarzeń z 2014 roku, kiedy to Donieck stał się areną dramatycznych przemian, a życie zwykłych ludzi legło w gruzach pod gąsienicami czołgów i ciężarem rosyjskiej agresji. Moja ocena tej książki to mocne 8/10. Jest to lektura, która nie pozwala o sobie zapomnieć, oferując rzadki w literaturze wojennej wgląd w kobiecą perspektywę oporu i przetrwania. Największym atutem powieści jest to, jak Tamara Duda kreśli losy tytułowej bohaterki, umiejętnie wplatając je w autentyczne realia historyczne początku wojny w Donbasie. Poznajemy młodą kobietę, artystkę, która z dnia na dzień zamienia swoją pasję na wolontariat i walkę o godność. Autorka z dużą dozą fantazji literackiej (rozumianej tu jako kunsztowna beletryzacja faktów) pokazuje proces transformacji: od zagubienia, przez strach, aż po niewyobrażalną siłę. Wyczuwalna w tekście kunsztowna więź z przeszłością i korzeniami ukraińskiej tożsamości nadaje całości wyjątkowej głębi. To nie jest tylko reportaż z frontu – to głęboka analiza tego, jak konflikt zbrojny redefiniuje pojęcia takie jak dom, rodzina czy ojczyzna. Przede wszystkim doceniam te pozycję za autentyczność emocji. Choć sama historia jest fikcyjna w sensie kompozycji powieściowej, opiera się na rzeczywistych przeżyciach autorki, która sama była wolontariuszką w strefie działań wojennych. Ta autentyczność sprawia, że opisy oblężonego miasta, wszechobecnej zdrady i heroizmu są porażające. Duda unika taniego patosu, stawiając na surowy, momentami wręcz cyniczny humor, który jest jedyną tarczą bohaterów przed szaleństwem. Jedynym powodem, dla którego nie wystawiam pełnej dziesiątki, jest momentami zbyt rwana narracja w drugiej części tomu, gdzie mnogość drugoplanowych postaci i mikro-wątków sprawia, że główny nurt opowieści na chwilę traci swój impet. Mimo tych drobnych technicznych niedociągnięć, „Córeczka” to lektura, która nadaje całości wyjątkowej głębi, zmuszając czytelnika do konfrontacji z niewygodną prawdą o współczesnym świecie. Autorka stworzyła portret kobiety, która odmawia bycia ofiarą, stając się symbolem cichego, ale nieugiętego zwycięstwa ducha nad brutalną siłą. To książka bolesna, ale i niosąca nadzieję, napisana z rzadko spotykanym temperamentem. Jeśli szukasz literatury, która bez upiększania pokaże Ci, co dzieje się z człowiekiem, gdy jego świat płonie, powieść Tamary Dudy jest pozycją obowiązkową. To głos wolnej Ukrainy, którego nie wolno zignorować.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 30 dni temu
Przechodząc przez próg, zagwiżdżę Wiktoria Bieżuńska
Przechodząc przez próg, zagwiżdżę
Wiktoria Bieżuńska
„Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” to zdumiewająco udana próba opisania myśli i emocji 4-8-letniego dziecka. Książka napisana jest w pierwszej osobie arcyciekawym językiem; tam gdzie dziecku brakuje słownictwa do nazwania emocji, mówi co widzi, co robi, co mu się kojarzy, ale to wszystko ma stricte emocjonalne konotacje. Dorosły (też czytelnik) rozpoznaje z miejsca te dziecięce „eufemizmy” — „opakowanie zastępcze” — a dosadność opisu Bieżuńskiej czyni w nas lekkie spustoszenie. Zatem książka poraża nie tylko tematyką, ale i sposobem opowiedzenia. Dzięki kondensacji języka — psychologicznie wiarygodnego i niebanalnego — autorka opisała znajomy kawałek traumatycznego dzieciństwa w sposób świeży, przywodzący na myśl odwzorowanie rzeczywistości widziane oczami dziecka na przestrzeni kilku lat od najwcześniejszych wspomnień do ważnego wydarzenia dzieciństwa, jakim jest Pierwsza Komunia. Bieżuńska pisze tak, jakby sięgnęła po zapis z sesji hipnozy skrzywdzonej w dzieciństwie osoby; następnie spisała ciągiem wszystko to co najbardziej dramatyczne, nie zważając na okoliczności łagodzące. Wywołane w transie wspomnienia zioną mocą zniszczenia psychicznego, które w konsekwencji obciążą jednak czytelnika — bo powieść gra na emocjach do końca. Jest rozmyślnie stronnicza — stąd, czytając, bezrefleksyjnie wchodzimy w rolę prokuratora bezapelacyjnie obwiniając bliskich dziecka. Czy słusznie posądzamy o podłe nastawienie rodziców i babcie dziecka? Mierzymy się przecież z obrazem literackim, a nie raportem policyjnym z interwencji w rodzinie. Wiktoria Bieżuńska jest bezbłędna w przytaczaniu wypowiedzi osób z otoczenia dziecka. Genialnie uchwyciła lakoniczny sposób komunikacji w tzw. robotniczych rodzinach oraz żargon podwórka lat 80.-90. Mrozi nas ten język poddany stosunkowo szybkiej transformacji na przestrzeni 2-3 emancypujących się pokoleń. Nie dowierzamy, że można było (wtedy) tak bezprecedensowo np. powiedzieć coś niewłaściwego o dziecku w jego obecności, bądź stosować z miejsca przemoc słowną, nie czyniąc próby tłumaczenia czegokolwiek uprzednio. Jednak chwila refleksji nad książka przywodzi na myśl pewność, że ci odpychający dorośli to najprawdopodobniej również ludzie skrzywdzeni przez los, niedojrzali i „niedokochani”. Nie ma w ich traktowaniu tegoż dziecka premedytacji, perfidii, zła — jest jakaś luka, z którą raczej próbują sobie radzić złością, a czasem wychodzi z nich tylko zwykła ludzka głupota. Przypuszczam, że babcie naszej Małej, musiały zderzyć się z przyspieszonym dojrzewaniem, po wcześniejszym wyrwaniu z wiejskiego domu (wojna, powojnie). Zassane przez obce miasto Gdańsk, ze swoją poniemiecką dzielnicą Wrzeszcz, gdzie dzieje się akcja, skupiły się na tym, by przeżyć, a nie na tym jak dzieci chować. Łatwo osądzać z dzisiejszej perspektywy: wychowanie twardą ręką = brak miłości = krzywda dzieciom (!). Język powinien być mostem, który pomaga zrozumieć się nawzajem, tłumaczyć swoje racje. Ale w rodzinie naszej małej bohaterki język rani i — znów używając współczesnego terminu — obciąża czyimiś emocjami. W „Przechodząc przez próg, zagwiżdżę” poznajemy dość reprezentatywną rodzinę z PRL, która nie wykształciła jeszcze umiejętności opanowania emocji, by nie zadawać bezwiednie bólu, ani nie wychowuje jak nie być ofiarą, by nie musieć uciekać z domu na to (opisane) patologiczne podwórko. Ta rodzina, która niepohamowanym słowem lub miażdżącym milczeniem w innych sytuacjach — rani, krzywdzi, nie daje wsparcia. Nie wychowuje. Ale czy nie kocha mimo wszystko? Dlaczego ten obraz życia rodziny dziecka jest tak selektywny? Dziś świadomość psychologiczna jest powszechna. Potrafimy dostrzec, opisać krzywdę dziecka, szukać rozwiązań, terapie rodzinne idą w sukurs. Ale 40-50 lat temu psychologia rodziny nie opuszczała akademickiego biurka, więc rodziny w swoich ciasnych mieszkaniach radziły sobie same tak jak umiały. Rzecz jasna, lepiej szło tym, co mieli więcej serca. To książka niewątpliwie rozliczeniowa, mająca służyć terapeutycznie. Literacko trzyma wysoki poziom. Ale co najważniejsze: dowodzi talentu, niezwykłego ucha autorki, która jak wierny skaner odtwarza świat poprzez autentyczny język wypowiedzi oraz obrazowo przedstawione emocje. Emocje, które w nieukształtowanym psychicznie człowieku, nie potrafią nabrać formy komunikatu, w którym zawarta jest umiejętność bronienia się, bez powielanie tej złości od pokoleń, bez znienawidzenia. Być może akurat w tej rodzinie wyschło już źródło więzi z Bogiem, który ludzi prowadzi, gdy nie radzą sobie, gdy błądzą. Tego nie zamierzam oceniać, chociaż osobiście uważam, że należy wpuścić iskrę bożą przy opisywaniu historii ludzkich, które wydają się być tak smutne, jakby Bóg ich opuścił.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 2 miesiące temu
Strażnicy wolności Jacek Hugo-Bader
Strażnicy wolności
Jacek Hugo-Bader
Najważniejszą wolnością jest ta, którą nosisz pod żebrami, a nie ta, którą obiecują ci politycy” – ten duch buntowniczości i reporterskiego głodu prawdy przenika najnowszy tom „Strażnicy wolności”. Zawartość tej publikacji to wielogłosowy reportaż, w którym Jacek Hugo-Bader oddaje mikrofon ludziom stojącym na straży bardzo różnych wartości: od aktywistów miejskich i obrońców przyrody, po postacie kontrowersyjne, budujące własne definicje suwerenności na obrzeżach systemu. Najważniejsze treści książki koncentrują się wokół pytania o cenę osobistej niezależności w świecie, który coraz mocniej naciska na konformizm. Jacek Hugo-Bader pozostaje mistrzem detalu, jednak w tym tomie jego charakterystyczny styl spotyka się z pewnym narracyjnym chaosem. Pogląd na świat prezentowany przez autora jest, jak zawsze, głęboko humanistyczny, choć podszyty sporą dawką goryczy. Hugo-Bader nie ukrywa swojego sceptycyzmu wobec wielkich instytucji, szukając „strażników” tam, gdzie inni widzą jedynie dziwaków lub buntowników. Autor kreśli losy swoich bohaterów, umiejętnie wplatając je w autentyczne realia historyczne i społeczne współczesnej Polski, co pozwala czytelnikowi zrozumieć, że walka o wolność to proces ciągły, a nie jednorazowy zryw. Wyczuwalna w tekście kunsztowna więź z przeszłością – zwłaszcza z etosem dawnego reportażu drogi – nadaje całości wyjątkowej głębi, przypominając, że wolność ma zawsze bardzo konkretną, ludzką twarz. Dlaczego tylko sześć punktów? Głównym mankamentem tomu jest jego niespójność. Choć poszczególne historie są fascynujące, ich zestawienie sprawia wrażenie przypadkowego, a kunsztowna więź między poszczególnymi rozdziałami bywa zbyt cienka. Hugo-Bader z dużą dozą fantazji literackiej buduje metafory, które niekiedy przesłaniają samych bohaterów, sprawiając, że reportaż niebezpiecznie dryfuje w stronę publicystyki emocjonalnej. Ponadto, specyficzna maniera językowa autora, pełna kolokwializmów i gwałtownych przeskoków myślowych, dla części czytelników może być barierą utrudniającą skupienie na istocie problemu. Mimo to, „Strażnicy wolności” to lektura, która nadaje całości wyjątkowej głębi poprzez zmuszenie nas do wyjścia z własnej strefy komfortu. Choć sama historia każdego z bohaterów jest fikcyjna jedynie w sferze subiektywnego odbioru świadków, ich cierpienie i determinacja są boleśnie prawdziwe. Jacek Hugo-Bader wciąż potrafi słuchać tak, jak mało kto, wyciągając z cienia ludzi, których opinia publiczna dawno spisała na straty. To solidna, momentami porywająca, a momentami irytująca książka o tym, że wolność to nie przywilej, ale obowiązek, który bywa niezwykle ciężkim brzemieniem. To pozycja dla tych, którzy nie boją się konfrontacji z niewygodną prawdą o nas samych.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 30 dni temu
Bella, ciao Piotr Siemion
Bella, ciao
Piotr Siemion
Piotr Siemion, autor głośnych niegdyś Niskich Łąk, powrócił z powieścią, która w założeniu miała być epickim rozliczeniem z polską historią, traumą wojenną i skomplikowanymi losami ludzi rzuconych w wir dziejów. Bella, ciao to książka ambitna, napisana z rozmachem i niewątpliwym talentem stylistycznym, jednak w ostatecznym rozrachunku pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu. Moja ocena to 6/10 – to pozycja solidna, ale momentami zbyt przeestetyzowana, by w pełni poruszyć. Akcja powieści rozgrywa się w dwóch planach czasowych: u schyłku II wojny światowej oraz w latach 90. XX wieku. Siemion splata losy partyzantów, żołnierzy i cywilów, próbując uchwycić moment przejścia między starą a nową Polską. Autor rezygnuje z tradycyjnej martyrologii na rzecz czegoś, co można nazwać „egzystencjalnym westernem”. Jego bohaterowie to ludzie wykorzenieni, cyniczni, zmęczeni ideologiami, którzy w brutalnej rzeczywistości próbują ocalić choćby namiastkę własnej podmiotowości. To spojrzenie na historię bez filtrów, pełne błota, krwi i moralnych dwuznaczności, jest jedną z najmocniejszych stron książki. Warsztat pisarski Siemiona zasługuje na uznanie. Zdania są soczyste, pełne kulturowych odniesień i gęstych opisów, które budują duszną, oniryczną atmosferę. Autor świetnie radzi sobie z kreowaniem obrazów – powojenny Wrocław czy partyzanckie lasy ożywają na kartach powieści z niezwykłą intensywnością. Bella, ciao to proza bardzo „filmowa”, w której rytm narracji dyktowany jest przez dynamiczne sceny i błyskotliwe dialogi. Problemem Bella, ciao jest jej konstrukcja, która momentami sprawia wrażenie zbyt chaotycznej. Przeskoki czasowe i wielość wątków sprawiają, że trudno nawiązać głęboką emocjonalną więź z bohaterami – stają się oni raczej figurami w intelektualnej grze autora niż ludźmi z krwi i kości. Ponadto, Siemion ma skłonność do popadania w manierę; styl, choć efektowny, bywa męczący, gdy każda czynność musi zostać opisana w sposób barokowo skomplikowany. Metaforyka bywa tu tak gęsta, że przysłania samą historię, czyniąc z lektury doświadczenie bardziej estetyczne niż przeżycie literackie. Bella, ciao to książka o końcu pewnego świata i bolesnych narodzinach kolejnego. To ważny głos w dyskusji o polskiej tożsamości, pokazujący, że historia to nie tylko daty, ale przede wszystkim chaos, z którego trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Piotr Siemion stworzył dzieło inteligentne i warsztatowo sprawne, ale zabrakło w nim autentycznego ognia, który sprawiłby, że losy bohaterów zostałyby z nami na dłużej. To dobra lektura dla wielbicieli prozy stylistycznie wysmakowanej, ale może rozczarować tych, którzy szukają w literaturze historycznej emocjonalnej prawdy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 24 dni temu
Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u Marcin Wojdak
Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u
Marcin Wojdak
Melancholia to słowo, które najlepiej definiuje pierwsze spotkanie z książką Marcina Wojdaka „Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u”. Autor zabiera nas w podróż po świecie, który niby wciąż istnieje w fizycznej formie betonu i szkła, ale mentalnie i kulturowo dawno już odpłynął w niebyt. Warstwa estetyczna tej publikacji jest wręcz hipnotyzująca – to hołd złożony architekturze modernizmu, która w czasach Polski Ludowej miała być obietnicą nowoczesności i powszechnego odpoczynku. Wojdak, znany z prowadzenia popularnego profilu „Cosmoderna”, udowadnia, że stare ośrodki wypoczynkowe, mimo łuszczącej się farby i powybijanych szyb, posiadają unikalną duszę, której próżno szukać w dzisiejszych, zunifikowanych hotelach. Książka zasługuje na solidne 7/10, będąc czymś pomiędzy albumem fotograficznym a sentymentalnym reportażem. Autor skupia się na dawnych ośrodkach Funduszu Wczasów Pracowniczych (FWP), które niegdyś tętniły życiem, zapachem stołówkowej zupy mlecznej i dźwiękiem dancingów. Dziś te obiekty to często straszące pustostany, monumentalne szkielety ukryte w lasach lub, co gorsza, bryły bezlitośnie wyburzane pod kolejne apartamentowce. Wojdak z czułością dokumentuje te „umierające” miejsca, zanim znikną na zawsze z polskiego krajobrazu. Opisuje m.in. ikoniczne ośrodki w Ustroniu czy Jastrzębiej Górze, pokazując, jak ambitne wizje architektów tamtej epoki zderzyły się z brutalnością wolnego rynku i upływem czasu. Największym atutem tego tomu jest jednak sposób, w jaki autor łączy obraz z tekstem. To nie jest suchy katalog budynków. Wojdak pisze z lekkim przymrużeniem oka, wplatając w opisy anegdoty o wczasach pod gruszą, regulaminach korzystania z kąpielisk i specyficznej estetyce wnętrz typu „wczesny Gierek”. Fotografie zawarte w książce nie są tylko dokumentacją zniszczeń – to artystyczne kadry, które wydobywają piękno z geometrycznych form, mozaik i finezyjnych konstrukcji klatek schodowych. Autor ma niezwykłe oko do detalu, potrafiąc dostrzec poezję w zardzewiałej balustradzie czy opuszczonej recepcji, wyszukanych mozaikach lub awangardowych stołówkach czy świetlicach. Mimo wyraźnej fascynacji autora, książka pozostawia pewien niedosyt informacyjny – chciałoby się czasem dowiedzieć więcej o samych twórcach tych budowli lub o losach konkretnych miejsc po transformacji. Niemniej, „Ostatni turnus” to przepiękny, wizualny zapis tęsknoty za pewną epoką i doskonałe studium przemijania. To lektura, która skłania do refleksji nad tym, jak traktujemy nasze architektoniczne dziedzictwo i czy potrafimy docenić wartość budynków, które nie pasują do współczesnych kanonów piękna.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Ucieczka niedźwiedzicy Joanna Bator
Ucieczka niedźwiedzicy
Joanna Bator
"Na kobiety w moim wieku nikt nie patrzy, o ile nie włażą na ścieżkę rowerową, i nie grzebią się przy kasie" Ależ te opowiadania były takie "moje" Od samego pierwszego wiedziałam, że ta książka mi się spodoba, zresztą jak i poprzednie tej autorki. Te postacie skrojone tak jakby pode mnie. Po trochę byłam każdą z nich i nie ważne starszą, czy młodszą, kobietą czy nawet "babochłopem". Zaprzyjaźniłam się też ze wszystkimi zwierzakami z tych historii. Z psami, kotami, nietoperzami, niedźwiedzicą, żółwiem, który zajmował się absorpcją i destylacją smutku, a nawet z tym karpiem, po którego w pewną wigilię wyszedł tatuś i... przepadł na 10 lat. Książka, można powiedzieć, jest przesiąknięta smutkiem, ale tym jakimś spokojnym, o zapachu surowej pigwy. Te wszystkie postacie, jakże realne, a jednocześnie jakby nie z tego świata jakieś oniryczne, ulotne. Wciąż czegoś poszukujące i to albo zupełnie realnie, domu dla swojej "rodziny", albo spokoju, czy wręcz śmierci. Wszyscy dokonują jakichś wyborów i ponoszą jakieś konsekwencje, samo życie... Opowiadania się łączą jakby nie każde z każdym od razu, niby niechcący i przypadkowo, ale się łączą, dlatego w sumie każdą sytuację możemy obejrzeć właściwie z każdej strony z perspektywy każdej postaci. Jednak ja proponuję zaopatrzyć się w notes, bo tych zdarzeń, osób, imion i nazwisk jest całkiem sporo i naprawdę łatwo się zgubić. Tworzy się z tego taka sieć, trzecie opowiadanie łączy się z drugim, piąte z ósmym, potem ósme znowu z trzecim czy drugim. Bardzo jest to ciekawe rozwiązanie, trzeba naprawdę czytać uważnie, albo notować. Na koniec mogę tylko stwierdzić, że pani Bator po raz kolejny mnie nie zawiodła i pokazała jaką świetną jest opowiadaczką historii.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 8 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Królik po islandzku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Królik po islandzku