Kolacja na cztery ręce

Okładka książki Kolacja na cztery ręce autorstwa Paul Barz
Paul Barz Wydawnictwo: Empik Go literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
audiobook
Data wydania:
2024-05-15
Data 1. wyd. pol.:
2024-05-15
Język:
polski
ISBN:
9788327288042
Tłumacz:
Jacek Stanisław Buras
Długość:
1 godzina 39 minut
Lektor:
Filip Kosior, Janusz Zadura, Albert Osik
Fikcyjne spotkanie dwóch wielkich kompozytorów – Bacha i Händla w sztuce Paula Barza.

Osobiście nie zetknęli się nigdy, choć autor sztuki podaje dokładny czas i miejsce spotkania – Hotel Turyński, Lipsk, rok 1747.

Jan Sebastian Bach, skromny kantor w kościele św. Tomasza, wielokrotnie bezowocnie zabiegał o rozmowę ze sławnym rodakiem.

Jerzy Fryderyk Händel, osiadły w Londynie, podziwiany przez całą Europę, skutecznie unikał osobistej konfrontacji z kolegą po fachu, z którym siłą rzeczy go porównywano.

Obaj kompozytorzy urodzeni w tym samym 1685 roku nie mogli nie znać nawzajem swojej twórczości. Co mieliby sobie do powiedzenia, gdyby doszło do ich spotkania? Taką sytuację wyobraził sobie niemiecki muzykolog i krytyk sztuki, Paul Barz.

„Kolacja na cztery ręce”, debiutancka sztuka tego autora, zadziwia znajomością epoki i biografii obu kompozytorów, przede wszystkim jednak jest pasjonującym pojedynkiem dwóch wielkich osobowości.

Zapraszamy na słuchowisko w genialnej interpretacji Janusza Zadury, Filipa Kosiora i Alberta Osika.

Scenariusz i reżyseria: Piotr Kuśmierek
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kolacja na cztery ręce w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kolacja na cztery ręce



1174 868

Oceny książki Kolacja na cztery ręce

Średnia ocen
7,4 / 10
85 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3963
3343

Na półkach: ,

Rewelacyjna sztuka i genialnie przedstawiona w formie słuchowiska (odtwórcami są najlepsi: Kosior, Zadura i Osik). Oddane tło epoki i pojedynek dwóch genialnych twórców, którzy pokazują swe ludzkie oblicza, dwóch wielkich osobowości z ich wadami i zaletami. A wszystko można zamknąć w słowach Handla: "W końcu my też musimy coś z tego mieć".

Rewelacyjna sztuka i genialnie przedstawiona w formie słuchowiska (odtwórcami są najlepsi: Kosior, Zadura i Osik). Oddane tło epoki i pojedynek dwóch genialnych twórców, którzy pokazują swe ludzkie oblicza, dwóch wielkich osobowości z ich wadami i zaletami. A wszystko można zamknąć w słowach Handla: "W końcu my też musimy coś z tego mieć".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

108 użytkowników ma tytuł Kolacja na cztery ręce na półkach głównych
  • 97
  • 11
45 użytkowników ma tytuł Kolacja na cztery ręce na półkach dodatkowych
  • 13
  • 11
  • 6
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Paul Barz
Paul Barz
Paul Barz (ur. 1943 we Włocławku) niemiecki muzykolog, pisarz, dziennikarz.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Kolacja na cztery ręce przeczytali również

NIE MUSISZ. Od kultu osiągnięć do wypalonych pokoleń Mikołaj Marcela
NIE MUSISZ. Od kultu osiągnięć do wypalonych pokoleń
Mikołaj Marcela
Nie musisz. Od kultu osiągnięć do wypalonych pokoleń” to dogłębna analiza kilku pokoleń i ich podejścia do kultury „zap*rdolu”. Przykładowo milenialsi, którzy najbardziej doświadczają wypalenia, często są pracoholikami. A pokolenie Z mówi kulturze nadmiernej pracy zdecydowane nie. Autor w tej książce wskazuje różne rodzaje wypalenia. Pokazuję jak presja, że zawsze można coś zrobić i więcej wpływa na psychikę i potrafi doprowadzić w parę lat do wypalenia. Poczucie niewystarczalności i zbyt wielkie ambicje często pompowane przez najbliższych naprawdę mogą wykończyć. Autor analizuje takie sytuacje, a także zastanawia się, jaka czeka nas przyszłość. Czy to już czas na odpoczynek? Na podstawie wielu badań wynika, że tak, ale odpowiedź nie jest jednoznaczna. Autor zgrabnie przedstawia problem bardzo współczesny, czyli powszechnego zmęczenia w pracy czy nawet w życiu prywatnym, które może prowadzić do zgubnych konsekwencji. Ja osobiście uważam, że naprawdę należy znaleźć harmonię między pracą a życiem prywatnym i nie warto brać udział w wyścigu szczurów czy przytakiwać na nowe obowiązki w pracy. Wszystko ma swoje zdrowe granice. I ta książka bardzo fajnie pokazuje ten aspekt z wielu perspektyw. Bardzo polecam wszystkim tą książkę, bo myślę że wielu z nas jest codziennie narażonych na spore zmęczenie i często nieświadomie może zmierzać w kierunku wypalenia.
Katarzynaa97 Kupijaj - awatar Katarzynaa97 Kupijaj
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko Piotr Jacoń
Wiktoria. Transpłciowość to nie wszystko
Piotr Jacoń
Po tytule myślałem, że to będą historie z życia osób/osoby (wziąłem z półki w Biedrze za 6 zł po samej okładce nic o książce nie wiedząc), związane z przeżyciami nie dotyczącymi stricte bycia trans, a okazała się czymś zupełnie innym, ale nie żałuję. Ta książka opowiada przede wszystkim o rzeczach na około bycia trans - zmiany w dokumentach, operacje korekty płci, spotkania z lekarzami i biegłymi, procesy sądowe z rodzicami (szczęśliwie będące przeszłością), relacje z rodzicami, dziadkami, przyjaciółmi, rówieśnikami w szkole czy przedszkolu (bo i takie 2 osoby się ty pojawiają). Rozmowy są bardzo osobiste, a rozmówcy zróżnicowani i ciekawi. Jest tu mama sędzia z transpłciowym dzieckiem dająca perspektywę prawników na rozprawy o korektę w dokumentach (zresztą rozmów z różnymi prawnikami, w tym z radcą, jest tu kilka), rodzina która wyjechała za granicę przez szykany na 5 letniej trans córce, babcia wspierająca trans wnuczkę, nastarszy mężczyzna w Polsce po korekcie płci, rozmowa z parą niegdyś heteroseksualną, samotny ojciec transpłciowego syna, adoptowany transpłciowy syn i jego przeżycia w nietoleranycyjnym domu... Perspektyw jest masa, a do tego dochodzą rozmowy z najbliższymi autora przez co możemy najbardziej jak to tylko możliwe zapoznać się ze sprawą jego córki. Mimo tego jak ciekawe są rozmowy to najlepszym elementem jest dla mnie zakończenie - kiedy tytułowa Wiktoria, córka autora, nieprzerwanie przez kilka stron opowiada o swoich przemyśleniach w tym temacie. Czyta się to świetnie; co parę akapitów zatrzymywałem się na zastanowienie i zmierzenie się z nowymi perspektywami które na myśl by mi nie przyszły. Przykładowo: trudności w aktywiźmie osób transpłciowych - taka aktywność wymaga coming outu, przez co te osoby tracą możliwość wtopienia się w otoczenie jako po prostu mężczyźni czy po prostu kobiety, a nie trans kobiety czy trans mężczyźni; czy o tym jak wtopienie się w otoczenie osoby trans sprawia, że przestaje być przykładem w dyskusjach o środowisku - ludzie omawiają jedynie jaskrawe przykłady, tworząc wrażenie jakoby bycie trans było zawsze "widoczne". Moją motywacją do lektury było zaciekawienie tematem przeze mnie niezrozumiałym - osoby trans akceptuję, ale ciężko mi było je zrozumieć, się z nimi utożsamić. Książka przybliżyła mnie do zrozumienia i uważam ją za wartościową w tym temacie. Tematu nigdy w pełni nie zrozumiem, do tego potrzebaby empirycznych doświadczeń żyjąc jako osoba trans, ale lektura jak najbardziej poszerzyła moją perspektywę.
Skibidi_czytacz - awatar Skibidi_czytacz
ocenił na 8 16 dni temu
Deus sex machina. Czy roboty nas pokochają? Ewa Stusińska
Deus sex machina. Czy roboty nas pokochają?
Ewa Stusińska
Książka od początku wydała mi się trochę dziwna, ale może to tylko to, że ja czegoś innego się spodziewałem - czyli jak zwykle :D choć tu szczególnie nie wiem dlaczego, bo opis właściwie oddaje treść bardzo dobrze, ale może ja po prostu jestem myślami już gdzieś tam dalej w przyszłości i trochę inaczej wyobrażam sobie "związki" z robotami itp. ;) no ale nic, mamy co mamy na tą chwilę i po odsłuchaniu całości uważam, że książka jest w porządku. Może bez "wow" ale w miarę czytania się rozkręca, koniec jest ciekawszy niż początek i w ogóle. Książka stawia między wierszami, między opowiadaniu o Krzysztofie i jego Agacie pytania, jak np.: "Czy robot czuje, czy można wobec niego stosować przemoc (...)" - mój komputer nie czuje, ale jak go uderzę, to mi potem przykro. Innymi słowy: a jak nie czuje, to można? No w sumie lepiej stosować przemoc na robocie niż na człowieku, co nie? ALE moim zdaniem to pytanie jest bardziej o nas, o mnie, o Tobie, a nie o robocie. Czy Ty jesteś takim człowiekiem, który chciałby stosować przemoc, choćby i na robocie? Odpowiedz sobie sam/sama. "McMullen tłumaczył: Mnie to bardziej przypomina posiadanie zwierzaka, którego bardzo kochasz. Wiesz, że twój pies nie jest tak zaawansowany umysłowo jak istota ludzka, ale jest towarzyszem, który cię kocha. Wiesz, że to nie człowiek, ale przecież postać, która coś dla ciebie znaczy i dla której ty coś znaczysz. Taka była wizja." - zgadzam się z tym. Ok, w przypadku lalek/robotów może nie ma tego "on(a) cię kocha", za to jest trochę bardziej zaawansowana interakcja niż ze zwierzakiem, więc się wyrównuje :D "Widzimy uderzającą różnicę między tym, jak ci mężczyźni na forach internetowych przedstawiają się jako faceci, którzy grają na gitarze, słuchają klasycznego rocka i piją piwo, a jednocześnie przyswajają sobie kobiece praktyki, takie jak makijaż, fryzura czy wybór sukienek. Wydaje się, że lalki są może nie wymówką, ale narzędziem, dzięki któremu heteroseksualni mężczyźni czują się bardziej komfortowo, angażując się w kobiece zachowania, nawet hiper kobiece, pisze doktor Kenneth R. Hanson." - chodzi o to, że przecież to ci mężczyźni muszą swoje lalki-roboty przebierać, malować, dbać o nie, a naprawdę - higiena intymna prawie jak w przypadku człowieka! (albo właściwie nie "prawie", tylko wręcz jeszcze bardziej (trzeba ją umyć, dokładnie, bo przecież sama się nie oczyści). Więc jest to bardzo ciekawe spostrzeżenie! "Ludzie z mojego świata w większości wiedzą, że biorą udział w tej samej bajce i bawią się razem z nami, opowiada mężczyzna. Tak samo jak ja akceptuję to, że ktoś rozmawia ze swoim psem, żółwiem, papugą czy motocyklem. Skoro to czyni go szczęśliwszym, to wspaniale. Powinien rozmawiać nawet z tłumikiem od tego motocykla. Dlaczego nie? Jeśli spojrzymy na ludzkość globalnie, to w zasadzie nie znajdziemy żadnej trzeźwej jednostki, która żyje wyłącznie faktami i rzeczywistością. Każdy żyje jakimś kłamstwem i wie o tym, że to kłamstwo, a mimo wszystko w nim tkwi." - no i fajnie. Dokładnie tak samo uważam. Dokładnie tak samo żyję XD "Do Leviego dotarło z całą mocą, że komputery, jak pisał, będą bardziej kreatywne niż najbardziej kreatywni ludzie. Będą mogły z nami rozmawiać na każdy temat na dowolnym poziomie intelektu i wiedzy, w dowolnym języku i dowolnym głosem męskim, żeńskim, młodym, starym, nudnym, seksownym. Roboty połowy dwudziestego pierwszego wieku będą również mieć ludzką lub nadludzką świadomość i emocje. Skoro pokonały go na jego własnym polu, wszystko było możliwe. Levi nie ulegał jednak apokaliptycznym wizjom, wprost przeciwnie, bardziej prawdopodobne wydawało mu się, że kolejnym krokiem będzie nie pojedynek człowieka z komputerem, jak przewidywało wielu głosicieli apokalipsy ale nieunikniony związek. W 2007 roku, w wieku 62 lat obronił na Uniwersytecie w Maastricht w Holandii doktorat poświęcony tematyce seksu i miłości, ludzi i robotów, w którym korzystając z najnowszych badań z zakresu psychologi, nauk społecznych czy neurobiologii, przekonywał, że bliskie relacje z robotami są tylko kwestią czasu. - To, co wydaje mi się całkowicie rozsądne i niezwykle prawdopodobne, ba, nieuniknione to, że wielu ludzi poszerzy swoje horyzonty w zakresie miłości i seksu, ucząc się, eksperymentując i ciesząc się nowymi formami relacji, które staną się możliwe, przyjemne i satysfakcjonujące dzięki rozwojowi wysoce wyrafinowanych robotów humanoidalnych. Ludzie tworzyli głębokie więzi ze zwierzętami czy znaczącymi przedmiotami. Druga osoba nie była wcale konieczna - argumentował Lewi. Zakochiwali się w osobach poznanych w internecie, z którym nigdy nie widzieli się na żywo, a mimo to odczuwali satysfakcję z tej relacji. Płacili za seks i czerpali przyjemność z intymności, nawet jeśli przez jedną ze stron uczucia były jedynie odgrywane. Druga osoba, realny kontakt czy wzajemność nie były koniecznymi warunkami satysfakcjonujących relacji." - i z tym się też zgadzam, bo znowu: nasza relacja jest bardziej o nas, niż o tej drugiej stronie... "Omijając potrzebę uzyskania zgody, roboty seksualne eliminują potrzebę komunikacji, wzajemnego szacunku i kompromisu w stosunkach seksualnych. Korzystanie z robotów seksualnych powoduje dehumanizację seksu i intymności, umożliwiając użytkownikom fizyczne odgrywanie fantazji na temat gwałtu i potwierdzanie związanych z nim mitów. Chociaż nie ma żadnych dowodów empirycznych na to, że posiadanie lalek czy robotów seksualnych przekłada się na podwyższony poziom uprzedmiotowienia seksualnego czy to wobec lalek, czy wobec prawdziwych kobiet, przeciwnicy tej technologii powołują się na anegdotyczne historie." - no właśnie. Tu moim zdaniem jest to zbyt daleko idąca ostrożność... Tak jak ludzie wiedzą, że żyją w bajce, tak, moim zdaniem, jednak wiedzą też kiedy to jest fantazja seksualna, a kiedy już przegięcie. "Czy robotem nie jest wreszcie sam człowiek? Ja ty, nasza rodzina, przyjaciele i psy, wszyscy jesteśmy maszynami, twierdzi Rodney Blooks, wieloletni dyrektor MIT Computer Science and Artificial Intelligence Laboratory. Jesteśmy naprawdę wyrafinowanymi maszynami złożonymi z miliardów biomolekuł, które oddziałują na siebie według dobrze zdefiniowanych, choć nie do końca poznanych zasad wywodzących się z fizyki i chemii. Interakcje biomolekularne zachodzące w naszych głowach dają początek naszemu intelektowi, naszym uczuciom, naszemu poczuciu siebie. Niektórzy twierdzą, że emocje robotów nie mogą być prawdziwe, ponieważ zostały one zaprojektowane i zaprogramowane, pisze David Levy, ale czy to naprawdę tak bardzo różni się od tego, jak działają emocje u ludzi? Mamy hormony, mamy neurony i jesteśmy podłączeni w sposób, który tworzy nasze emocje. Roboty będą po prostu inaczej okablowane, ich elektronika i oprogramowanie zastąpią nasze ludzkie hormony i neurony, ale rezultaty będą podobne, jeśli w ogóle możliwe do rozróżnienia. A może robotem będzie dopiero w pełni autonomiczny i świadomy byt, osobliwość, na którą czeka w Ray Kurzweil wierząc, że pozwoli ona udoskonalić człowieka, zniwelować granicę między robotem a nie robotem, człowiekiem, a maszyną, ludzkim i nieludzkim." - bardzo ciekawe! I też moim zdaniem wcale nie dalekie od prawdy. Spotkałem się jednak z komentarzami na temat "par" takich jak Krzysztof i Agata w stylu: "To chore", i hmm, tak sobie myślę... Ktoś, kto żyje z lalką, bo uważa się za takiego nieudacznika, że żadna kobieta go nie zechce, chyba nie potrzebuje takich opinii? A ktoś, kto żyje z lalką, ponieważ on nie chce żadnej kobiety, ponieważ tak woli, ponieważ jest mu tak dobrze, to chyba też nie potrzebuje takich opinii :D Więc nie wiem, kto potrzebuje takich opinii, chyba tylko wygłaszający :D Ale tak, komentarz świadczy też więcej o komentującym niż komentowanym... (słuchana: 20-21.01.2026) 4/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 3 miesiące temu
Lepszy gatunek. Psio-ludzkie historie Marcin Wilk
Lepszy gatunek. Psio-ludzkie historie
Marcin Wilk
„Pies nie jest jedynie świadkiem naszej historii; on jest jej aktywnym współtwórcą, cichym wspólnikiem naszych dramatów i najwierniejszym powiernikiem nadziei”. Bohaterami wielogłosowego, reporterskiego eseju Marcina Wilka „Lepszy gatunek. Psio-ludzkie historie” są duety, które połączyła więź wykraczająca poza proste rozumienie opieki nad zwierzęciem. Fabuła tej książki nie jest linearną opowieścią, lecz misternie tkaną mozaiką losów – od przedwojennych salonów i wojennych okopów, przez szarość PRL-u, aż po współczesne kanapy. Wilk nie pisze jednak podręcznika o rasach czy tresurze. Interesuje go moment, w którym człowiek i pies stają się jednością, oraz to, jak obecność czworonoga definiuje nasze człowieczeństwo, szczególnie w momentach granicznych. Moja ocena tej pozycji to mocne 8/10. Szybki werdykt brzmi: to jedna z najbardziej czułych i erudycyjnych książek o relacjach międzygatunkowych, jakie ukazały się na polskim rynku. Marcin Wilk, znany z doskonałego wyczucia detalu historycznego, tym razem kieruje lupę na „lepszy gatunek”, udowadniając, że historia Polski widziana z perspektywy czterech łap jest znacznie bardziej poruszająca, a czasem i prawdziwsza niż ta podręcznikowa. Mosty nad przepaścią Największym atutem książki jest jej głęboka empatia i research. Wilk z ogromną precyzją odnajduje ślady psów w biografiach wielkich twórców, ale z równą uwagą pochyla się nad anonimowymi kundlami, które ratowały życie lub dawały sens egzystencji w czasach nieludzkich. Autor genialnie pokazuje, że pies często był jedynym elementem „normalności” w świecie, który oszalał. Opisy relacji w gettach, w ruinach powstańczej Warszawy czy w trudnych latach powojennych są napisane z ogromnym wyczuciem, unikając przy tym taniego sentymentalizmu. Perspektywa historyczna: Wilk przywraca pamięć o psach, które były częścią polskiej kultury i codzienności, analizując, jak zmieniał się nasz stosunek do nich na przestrzeni dekad. Styl: Proza Wilka jest elegancka, spokojna i niezwykle sugestywna. Autor nie narzuca emocji, one same rodzą się między wierszami. Wielowymiarowość: To nie tylko książka dla „psiarzy”. To traktat o samotności, potrzebie bliskości i o tym, że pies jest często lustrem, w którym odbijają się nasze najlepsze i najgorsze cechy. Warsztatowo „Lepszy gatunek” to majstersztyk reportażu literackiego, choć momentami bogactwo dygresji i liczba przywoływanych postaci może wymagać od czytelnika dużego skupienia. Autor czasami tak bardzo zanurza się w historyczne tło, że postać samego psa na chwilę znika z pola widzenia, ustępując miejsca socjologicznym rozważaniom. Nie zmienia to jednak faktu, że każda z tych historii jest małym dziełem sztuki. Lepszy gatunek” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego pies stał się „najlepszym przyjacielem człowieka” i jaką cenę oba gatunki zapłaciły za tę przyjaźń. Marcin Wilk napisał hołd dla lojalności, który zostaje w czytelniku na długo po zamknięciu książki, skłaniając do spojrzenia na własnego pupila z zupełnie nowym szacunkiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Cud w dolinie Poskoków Ante Tomić
Cud w dolinie Poskoków
Ante Tomić
Kiedy w zeszłym roku pierwszy raz sięgnęłam po książkę Ante Tomic’a, bawiłam się tak dobrze, że przy kolejnej powieści właściwie nie miałam wątpliwości, co mnie czeka. „Cud w Dolinie Poskoków” wzięłam w ciemno – i dostałam dokładnie to, na co liczyłam… a momentami nawet więcej. Bo choć historia jest zupełnie inna, to ten charakterystyczny dla Tomica miks absurdu, sarkazmu i lekkiego przerysowania świata działa tu bez zarzutu. To jest ten typ humoru, który flirtuje z absurdem, ale ani na chwilę nie traci kontaktu z czytelnikiem – i właśnie dlatego działa tak dobrze. Tomic ma w sobie coś, co sprawia, że nawet najbardziej niedorzeczne sceny przyjmujesz bez mrugnięcia okiem. Ba, czekasz na więcej. To trochę jak seans starej komedii z Louis de Funes – tylko przeniesione na bałkański grunt, z dodatkiem tego specyficznego, lekko absurdalnego klimatu, który tak dobrze znamy z czeskiego humoru. Wiecie… niby śmiesznie, ale gdzieś pod spodem czai się coś więcej. Największą siłą tej historii jest jej nieprzewidywalność. Tu naprawdę wszystko może się wydarzyć – i zazwyczaj się wydarza. Z jednej strony mamy współczesną Chorwację, z drugiej… momentami ma się wrażenie, że to jakaś baśń dla dorosłych, gdzie bohaterowie funkcjonują według własnych, zupełnie oderwanych od rzeczywistości zasad. A jednak działa. I to jak. Postacie są barwne, wyraziste, momentami wręcz karykaturalne – ale dokładnie takie powinny być. Cała ta opowieść to jazda bez trzymanki: trochę powieść drogi, trochę komedia pomyłek, trochę thriller… a wszystko to sklejone jednym, bardzo charakterystycznym stylem autora. „Cud w Dolinie Poskoków” to jedna z tych książek, które nie udają niczego więcej, niż są – a są czystą, nieskrępowaną rozrywką z pazurem. Trochę szaloną, trochę bezczelną, momentami totalnie odklejoną… i właśnie dlatego tak dobrą. Jeśli potrzebujecie historii, która poprawia humor, ale przy okazji mruga do Was okiem – Matka mówi: bierzcie i czytajcie.
OczamiMatkiWiedźmy - awatar OczamiMatkiWiedźmy
ocenił na 8 2 dni temu
Celsjusz Marc Elsberg
Celsjusz
Marc Elsberg
„Celsjusz” Marca Elsberga to nowoczesna, polityczno‑naukowa fantastyka, która na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczny thriller geopolityczny, ale w istocie jest ostrzegawczą wizją możliwego scenariusza przyszłości, w której klimat staje się bronią oraz politycznym środkiem nacisku. Elsberg buduje intensywną, wielowątkową fabułę, w której decyzje o „studium termostatu” przekładają się na losy całych kontynentów, a normalne mechanizmy władzy i demokracji brutalnie się rozpadają. Akcja rozgrywa się w ciągu niewielu lat od „teraz”, gdy globalne ocieplenie doprowadza już do katastrofalnych skutków: susz, powodzi, migracji i destabilizacji politycznej. Gdy nad chińską przestrzenią powietrzną pojawia się formacja ciemnych, niezidentyfikowanych obiektów, świat wstrzymuje oddech - początkowo wydaje się, że to atak lub próba zastraszania. Okazuje się jednak, że Pekin chce nie wojny, a kontroli nad układami pogodowymi poprzez maszyny geoinżynieryjne, które mogą chłodzić lub ogrzewać atmosferę w wybranych rejonach. Szybko rozwija się „klimatyczny wyścig zbrojeń”: jedne państwa próbują negocjować, inne budują własne systemy klimatyczne, a trzecie szukają sposobu na zaatakowanie czy zniszczenie instalacji. W środku tego tygla trafiają się postaci naukowców, polityków, ekologów i zwykłych ludzi, których wybory są wymiernie mierzalne. „Celsjusz” mieści się wyraźnie w już utrwalonej przez Elsberga koncepcji „techno‑thrillera z naukowym podkładem”: tu nie ma ani magicznych technologii, ani fantastycznych podróżników w czasie, ale bardzo realne narzędzia inżynieryjne, które aktualnie istnieją w fazie badań lub prototypów. Geoinżynieria, manipulacja chmurami, sztuczne chłodzenie regionów, modele klimatyczne - wszystko to oparte jest na realnych raportach, teoriach i eksperymentach, co sprawia, że lektura działa jak „filmowa wizja”, a jednak nie odważę się nazwać jej science‑fiction w dawnym, klasycznym rozumieniu. Autor świadomie gra na granicy: pokazuje, ile ludzkość jest w stanie osiągnąć technologicznie, i zarazem pokazuje, jak łatwo ta sama technologia może zostać zaabsorbowana przez logikę władzy, korporacji i krótkoterminowej polityki. W efekcie książka działa jak kurs z klimatologii, politologii i etyki naraz, a w tle ciągle słychać głos: „to może nastąpić bardzo szybko - jeśli pozwolimy”. „Celsjusz” świetnie wpisuje się w tzw. „serię przyszłości” autorstwa Marca Elsberga, w której wyróżniają się już takie tytuły jak „Blackout”, „Zero”, „Helisa” czy „Chciwość”. Wszystkie te powieści mają wspólną linię DNA: badają technologiczne, ekonomiczne lub biotechnologiczne bariery, za którymi dopiero dostrzegalny jest ludzki czynnik -arbitralne decyzje władzy, arogancja korporacji, a czasem też dobra intencja prowadząca wprost w katastrofę. - „Blackout” pokazuje, jak szybko cywilizacja może się rozpaść po zaniku dostępu do energii i infrastruktury elektrycznej. - „Zero” i „Chciwość” opisują nasz coraz bardziej cyfrowy świat, w którym dane osobowe, sztuczna inteligencja i nowoczesne transakcje finansowe wpływają na wszystko - od decyzji jednostek, przez gospodarkę, po całe społeczeństwa. „Celsjusz”, w tym szeregu, staje się powieścią o geoinżynierii i globalnym klimacie jako „największym wspólnym zasobie”, który może zostać poddany politycznej aukcji. Tutaj także widać znak Elsberga: to nie jest literatura piękna w sensie stylistycznego fajerwerku, ale wyrachowana, bardzo czytelna konstrukcja fabularna, która trzyma w napięciu i jednocześnie zmusza do refleksji. „Celsjusz” będzie idealny dla czytelników, którzy lubią pełne napięcia, wielowątkowe thrillery z mocnym podkładem naukowym.
jaannuszka - awatar jaannuszka
oceniła na 8 11 dni temu

Cytaty z książki Kolacja na cztery ręce

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kolacja na cztery ręce