rozwiń zwiń

Kamienie z dna rzeki

Okładka książki Kamienie z dna rzeki
Ursula Hegi Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Seria: Biblioteczka Interesującej Prozy literatura piękna
584 str. 9 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteczka Interesującej Prozy
Tytuł oryginału:
Stones from the River
Data wydania:
1999-10-01
Data 1. wyd. pol.:
1999-10-01
Liczba stron:
584
Czas czytania
9 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
8372552657
Tłumacz:
Monika Sujczyńska
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kamienie z dna rzeki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kamienie z dna rzeki

Średnia ocen
7,8 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1140
934

Na półkach: ,

Czytając tę powieść, miałam wrażenie swojej obecności w małym miasteczku Burgdorf niedaleko Dusseldorfu. "Towarzyszyłam" bohaterom przez lata 1915 - 1952, "podglądałam" ich życie oczyma głównej bohaterki karlicy Trudi Montag.

Widziałam, jak powoli rodzi się nazizm, jak stopniowo wkracza do domów i umysłów mieszkańców Burgorfu. Niektórzy sławią Hitlera, inni są przeciw, większość zachowuje bierność, tylko nieliczni próbują zaprotestować czynem, oczywiście w ukryciu, bo sąsiad może wydać.

Piękna powieść pokazująca niemieckie miasteczko, bliskich sobie sąsiadów, chętnie służących pomocą, darzących się sympatią, która jednak może przerodzić się w gniew i odrzucenie. Ludzi, którzy wolą nie wiedzieć, co działo się w obozach koncentracyjnych, którzy po wojnie udają antyfaszystów.

Piękny obraz Trudi próbującej zaakceptować swoją inność, walczącej o uznanie jej za pełnoprawnego członka społeczności, nierezygnującej z prawa do miłości, szukającej otuchy wśród przyrody, nad Renem, wśród kamieni z jego dna.

Czytając tę powieść, miałam wrażenie swojej obecności w małym miasteczku Burgdorf niedaleko Dusseldorfu. "Towarzyszyłam" bohaterom przez lata 1915 - 1952, "podglądałam" ich życie oczyma głównej bohaterki karlicy Trudi Montag.

Widziałam, jak powoli rodzi się nazizm, jak stopniowo wkracza do domów i umysłów mieszkańców Burgorfu. Niektórzy sławią Hitlera, inni są przeciw,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

167 użytkowników ma tytuł Kamienie z dna rzeki na półkach głównych
  • 113
  • 53
  • 1
22 użytkowników ma tytuł Kamienie z dna rzeki na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Kamienie z dna rzeki

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Książę przypływów Pat Conroy
Książę przypływów
Pat Conroy
O tym, że prawdą jest to, o czym zdecydujesz się pamiętać. Tom, bezrobotny nauczyciel i trener z Karoliny Południowej, przyjeżdża do Nowego Jorku, by pomóc w terapii siostry, która właśnie podjęła kolejną próbę samobójczą. W międzyczasie sam przechodzi coś w rodzaju psychoterapii. Głównym tematem książki jest coś, co posługując się przepiękną polszczyzną nazwalibyśmy gaslightingiem. Najważniejszą strategią przetrwania w rodzinie (szczególnie przoduje w tym matka) jest zaprzeczanie bolesnym faktom, przeinaczanie rzeczywistości, udawanie, że nic strasznego się nie wydarzyło i narzucanie innym takiego sposobu myślenia, do momentu, w którym czasem nie do końca wiadomo już, co było prawdą, a fikcja zastąpi we wspomnieniach autentyczne wydarzenia. Jest to zatem w dużej mierze opowieść o trudnym dzieciństwie i jego konsekwencjach na dalsze życie, ale też o kompleksie niskiego pochodzenia, wielkich ambicjach i o buncie przeciwko autorytetom i narzuconym rolom społecznym, a także (a może przede wszystkim) buncie przeciwko wymogowi buntowania się. Jest tu też bardzo dużo, charakterystycznego dla tego autora, patriotyzmu lokalnego. Pat Conroy miał taką ciekawą umiejętność, że pisząc wciąż tego samego bohatera i składając historię z tych samych elementów, za każdym razem tworzył zupełnie inną opowieść, w przeciwieństwie np. do Axelsson, przy której za każdym razem miałam wrażenie, że czytam dokładnie to samo i tak samo. Za to zdecydowanie nie umiał napisać postaci kobiecej, która nie byłaby w jakimś stopniu nieznośna. Cała książka to trochę kronika zapowiedzianej tragedii. Od samego początku wiemy, że w rodzinie wydarzył się jakiś wielki dramat, który jest przyczyną wszystkich psychicznych problemów rodzeństwa. Sęk w tym, że książka ma ponad 700 stron, więc minie trochę czasu zanim dojdziemy do sedna i trzeba przyznać, że to dość mozolna droga. Tom w rozmowach z psychiatrą wspomina całe życie od momentu narodzin. Sprawia to wrażenie przedłużającej się wyliczanki słabo ze sobą powiązanych scen. Większość z nich w pewnym momencie poskłada się w całość i okaże się nie aż tak bezcelowa jak na początku, ale nie rekompensuje to faktu, że duże partie książki są nieco nużące, a całość robi wrażenie nieco przegadanej i przeciąganej na siłę. Z drugiej strony są tutaj też sceny kompletnie bez znaczenia z fabularnego punktu widzenia - jak choćby cały wątek, w którym Tom trenuje syna pani doktor w futbolu, które czytało się jednak całkiem ciekawie i przyjemnie.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Południca Julia Franck
Południca
Julia Franck
W tym roku obiecałam sobie, że będę czytać więcej własnych książek, zamiast zachłannie rzucać się wyłącznie na obficie zaopatrzone w nowości i bestsellerowe tytuły półki mojej biblioteki. Obietnicę, póki co, realizuję, przy czym zaiste jakaś diabelska siła prowadzi mą rękę. Trzeba bowiem nie mieć litości, by po gęstej i dość mrocznej „Toni” (bibliotecznej), kazać mi zdjąć z własnej półki stojącą tam od ponad dziesięciu lat „Południcę – równie gęstą i jeszcze bardziej mroczną. Przy tym o ile w „Toni” widać było nie tylko przebłyski, ale i całe pasma światła, o tyle „Południca” ściska za gardło tak, że jedyne co widać, to ciemność. Przypuszczam, że kupiłam ją z uwagi na to, że jej akcja częściowo dzieje się dokładnie tu gdzie mieszkam obecnie lub mieszkałam przez minione lata. Pojawiające się w tle wzmianki o budowie fabryki benzyny syntetycznej w Policach czy o transporcie więźniów wykorzystywanych do pracy w tej fabryce, to historie, które znam od wielu lat. Byłam w tych miejscach, mieszkam tu, gdzie mieszkali opisani w książce Niemcy, ba! jem z ich talerzy. Może dlatego ta lektura dusiła mnie i dławiła, a może to po prostu taka książka? Pierwszą osobą, którą poznajemy jest Peter, około dziesięcioletni. Mieszka w Szczecinie razem z matką, Alicją, pielęgniarką. Jest czerwiec 1945 roku, czas gdy Szczecin jest miastem niczyim. Jeszcze niemieckim, choć w zasadzie już nie. Pełno tu radzieckich żołnierzy, znacznie mniej Polaków, którzy nie wierzą, że to miasto będzie leżało po polskiej stronie granicy (administracja polska oficjalnie pojawiła się tu dopiero 5 lipca). Miasto, po dywanowych nalotach przeprowadzonych przez aliantów latem 1944 roku, jest morzem ruin. Na wstępie dostajemy między oczy wojennym gwałtem, ręką oderwaną od ciała, porzuconym dzieckiem. Potem następuje cięcie i przenosimy się do Budziszyna, tuż po pierwszej wojnie światowej. Mieszkają tam Helena i Marta, dwie siostry oraz ich dziwna, popadająca w obłęd matka, z pochodzenia Żydówka. Od tej pory czytelnik patrzy na świat oczami Heleny – razem z nią dorasta, snuje marzenia o przyszłości i zderza się z rzeczywistością. Razem z nią przeprowadza się też do międzywojennego Berlina, z jego całym rozedrganym i rozbuchanym życiem nocnym, artystycznym i erotycznym. Wspólnie przeżywa pierwszą miłość i jedną z wielu śmierci. Obok dzieje się historia, dobrze nam znana z kart podręczników, jednak obserwowana oczami jednostki zyskuje inną perspektywę. Tytułowa południca to postać ze słowiańskiej legendy, żywej również w podaniach saksońskich (Budziszyn to tereny Saksonii właśnie). Nienawidziła dzieci, atakowała głównie około południa, zabijając lub wpędzając w chorobę. W powieści Franck pojawia się przywołana przez Maryjkę, służącą opiekującą się matką bohaterek, Selmą, jako wytłumaczenie dla zachowania tej kobiety, odrzucającej żyjące córki, a skupionej na opłakiwaniu zmarłych w niemowlęctwie synów oraz gromadzeniu rzeczy. Ci, którzy w nią wierzą, zobaczą jej działanie jednak również w innych, opisanych w książce, sytuacjach. Czy to wystarczy, aby ułożyć sobie wszystko w głowie, znaleźć usprawiedliwienie dla zachowań bohaterów? Dla mnie nie, ale ja odczytuję „Południcę” jako opowieść o cierpieniu, które sprawia, że brakuje słów i przez które najprostszą opcją wydaje się zapadnięcie w milczenie, zamknięcie się w sobie. „Południca” została sfilmowana. Angielskie tłumaczenie tytułu filmu to „Blind at heart” czyli „ślepa na serce”. Julia Franck próbuje pokazać proces, który do takiej sercowej ślepoty doprowadza. Nie ocenia, nie podsuwa odpowiedzi, pokazuje. Ciężko się to czyta, wielokrotnie ma się ochotę odwrócić wzrok. Czy warto? To już musi ocenić każdy samodzielnie. Ja nie żałuję.
momarta - awatar momarta
oceniła na 7 2 lata temu
Grzech miłosierdzia David Adams Richards
Grzech miłosierdzia
David Adams Richards
rzadko zdarza mi się czytać książkę więcej niż raz. ta jest taką właśnie rzadkością, po którą sięgnęłam po raz drugi po dziesięciu latach. i wtedy i teraz zapadła we mnie równie mocno. grzechmilosierdzia (ang. mercy among the children) to opowieść syna o ojcu, rozgrywająca się w małej kanadyjskiej społeczności, w której koncentrują się moralne konflikty. sydney henderson jest "czarną owcą" w małym prowincjonalnym miasteczku. przed laty, w czasie przepychanek, zrzuca z dachu kościoła kolegę i przysięga Bogu nikogo więcej nie skrzywdzić, jeśli ten przeżyje. udaje mu się dotrzymać słowa, ale choć przyjęta postawa jest szlachetna, sprawia, że jego już i tak trudne życie staje się jeszcze bardziej nieznośne. dobroć, stoicyzm i zamiłowanie do ksiązek i wiedzy sprawiają, że sąsiedzi nie darzą sydneya ufnością, choć często nadużywają jego dobroci i uczynności, a nawet przypisują mu odpowiedzialność i winę za własne zbrodnie, bo sydney "nigdy nie zdradzi", a nawet jeśli wszyscy znają prawdę, nikt nie próbuje go bronić, ponieważ członkowie wspólnoty pozostają "niewolnikami opinii publicznej, która jest w pewnym sensie większym hamulcem, niż prawo moralne". "nie ma w charakterze człowieka większej wady, niż chęć uczestniczenia w grupie" - w myśl swoich słów, richardson w tej powieści uwypukla potrzebę przynależności jednostki nawet za cenę wyrzeknięcia się moralnego kręgosłupa i cierpienia drugiego człowieka.
Paulina_PST - awatar Paulina_PST
ocenił na 10 4 lata temu
Cedry pod śniegiem David Guterson
Cedry pod śniegiem
David Guterson
Na „Cedry pod śniegiem” natknęłam się kiedyś w księgarni i opis mnie zaciekawił. Japończycy w Stanach Zjednoczonych po ataku na Pearl Harbour? No właśnie! Do tej pory nie spotkałam chyba z żadną powieścią traktującą o tych wydarzeniach, tymbardziej pióra amerykańskiego pisarza. Chciałam przekonać się, jak przedstawi ten niechlubny epizod w najnowszej historii Stanów i tym sposobem natrafiłam na naprawdę wciągającą i dobrą lekturę. W 1954 roku, na niewielkiej wyspie San Piedro, gdzie właściwie wszyscy się znają, w dość tajemniczych okolicznościach ginie rybak, Carl Heine. Miejscowy szeryf prowadzi dochodzenie, które prowadzi go do Japończyka urodzonego już na terenie Stanów Zjednoczonych, Kabuo Miyamoto. Człowiek zostaje oskarżony i dochodzi do procesu. Wysłuchując poszczególnych świadków, czytelnik nie tylko ma okazję śledzić kryminalną intrygę, ale poznać społeczność zamieszkującą wyspę. Od wielu już lat zamieszkiwali ją Japończycy, których zachęcała możliwość zarobku przy uprawie i zbiorze truskawek, głównym zajęciem mieszkańców San Piedro, poza rybołóstwem. Obie grupy, Japończycy i Amerykanie, współistniały całkiem zgodnie i choć nie można było mówić o zbytniej integracji, panował względny szacunek i praca układała się pomyślnie. Wszystko zmieniło się w dniu ataku Japończyków na Pearl Harbour, kiedy nawet uważająca się za mieszkańców, a nawet obywateli, japońska społeczność San Piedro została obwiniona za zło tego świata i potraktowana jak zdrajcy. Choć wiele osób, jak na przykład miejscowy dziennikarz, Arthur Chambers, pozostało im życzliwych i próbowało wspierać, strach i agresja Amerykanów doprowadziła do wielu przykrych sytuacji, a ostatecznie Japończycy zostali przewiezieni do specjalnych obozów. Po wojnie wrócili do swych dawnych domów, ale niewiele spraw toczyło się jak dawniej. Przekonał się o tym także Ishmael Chambers, weteran wojny amerykańsko-japońskiej, który przed zostaniem żołnierzem zaprzyjaźnił się i zakochał w ślicznej Hatsuo. Ishmael jako dziennikarz stawia się codziennie na rozprawie o morderstwo i wspomina swój związek z Japonką, dziś żoną oskarżonego… Fabuła jest dość mocno poszatkowana i przedstawia wydarzenia z różnych okresów i z różnych perspektyw. Nie ma w niej jednak chaosu. To bardziej rozmaite obrazki, mozaika, która składa się w spójną całość. Wątek kryminalny jest interesujący, choć intryga nie należy do głównych motywów książki i jest potraktowana dość marginalnie – dużo istnotniejsze jest psychologiczne tło procesu. Choć powieść posiada także wątek miłosny oraz wojenne wspomnienia, jest to przede wszystkim książka psychologiczna, starająca się wniknąć w umysły mieszkańców San Piedro. Porusza problem tożsamości narodowej, który bardzo mnie interesuje, człowieczeństwa, umiejętności wybaczenia sobie samemu i światu, a także poszukiwaniu swojego miejsca. Przedstawia niezwykle trafną refleksję nad wyborami tego, co jest dla nas dobre, rozczarowaniami dorosłego życia. Nie ma w niej sentymentalizmu, ładnie opowiada o uczuciach, a bohaterowie są różnorodni i sprawnie nakreśleni. Najbardziej spodobała mi się sama Hatsuo, silna i odważna młoda kobieta. Guterson wspaniale tworzy klimat sennej wysepki, mroźnego portu i bujnego lasu cedrowego. Język powieści jest prosty, ale na tyle obrazowy, że opisywane miejsca po prostu pojawiają się przed oczami. Autor opisuje swoich bohaterów bez upiększeń, chwilami niemal naturalistycznie. Nie kryje swojego zdania i choć cały proces jest swojego rodzaju rozrachunkiem z całą ówczesną sytuacją, to Amerykanie nie są kreowani na bezmyślnych okrutników – zdarzają się wśród nich jednostki wybitnie dobre i złe, jak wszędzie.
mandżuria - awatar mandżuria
oceniła na 7 15 lat temu

Cytaty z książki Kamienie z dna rzeki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kamienie z dna rzeki