Jędza w domu

Okładka książki Jędza w domu
Cathi Hanauer Wydawnictwo: Drzewo Babel publicystyka literacka, eseje
284 str. 4 godz. 44 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Bitch in the House
Data wydania:
2007-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-10-01
Liczba stron:
284
Czas czytania
4 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389933355
Tłumacz:
Anna Gren
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jędza w domu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jędza w domu

Średnia ocen
5,9 / 10
151 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
916
865

Na półkach: ,

26 esejów (bo nie zawsze są to opowiadania) specyficznej grupy kobiet - wszystkie są publikującymi amerykańskimi pisarkami (choć ich pochodzenie etniczne jest różne), które w jakimś okresie życia poznały i popierały ideę feminizmu. Jednakże przyznam, że poziom poszczególnych części jest bardzo zróżnicowany, tak samo jak tematyka. Każda z kobiet pisze ze swojego punktu widzenia i każda o swoich własnych doświadczeniach - co pokazuje niesamowitą czasami wręcz szczerość, biorąc pod uwagę iż podpisują się tutaj swoim nazwiskiem, to jednocześnie poziom ich świadomości, wiedzy o tym co się dzieje w ich życiu i dlaczego właśnie odczuwają ten gniew, o którym piszą jest bardzo, bardzo różny. Oczywiście może on wynikać z wieku, może z doświadczeń, a może z analizy własnych zachowań. Ale książka była właśnie dlatego tak ciekawa, że tak różna, choć pisana przez podobną grupę kobiet!

26 esejów (bo nie zawsze są to opowiadania) specyficznej grupy kobiet - wszystkie są publikującymi amerykańskimi pisarkami (choć ich pochodzenie etniczne jest różne), które w jakimś okresie życia poznały i popierały ideę feminizmu. Jednakże przyznam, że poziom poszczególnych części jest bardzo zróżnicowany, tak samo jak tematyka. Każda z kobiet pisze ze swojego punktu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

361 użytkowników ma tytuł Jędza w domu na półkach głównych
  • 232
  • 126
  • 3
77 użytkowników ma tytuł Jędza w domu na półkach dodatkowych
  • 61
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Cathi Hanauer
Cathi Hanauer
Amerykańska pisarka, dziennikarka i reporterka. Jej powieści to Gone (2012), Sweet Ruin (2006) i My Sister's Bones (1996). Stworzyła i wydała najlepiej sprzedający się w 2002 roku i przetłumaczony na język polski, zbiór esejów 'Bitch in the House' ('Jędza w domu')w którym 26 Kobiet opowiada prawdę o seksie, samotności, pracy, macierzyństwie i małżeństwie. Wraz z mężem Danielem Jonesem, jest współzałożycielką kolumny "Modern Love" w New York Times.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał Anna Gavalda
Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał
Anna Gavalda
Ludzie. Niebohaterscy uczestnicy tragedii dnia codziennego. Pełni złudzeń, straconych nadziei, przeżywający moment zwrotny. Do niektórych los się w końcu uśmiechnął (…) Podczas gdy im było już wszystko jedno. Ciąg dalszy, dla ludzi, którzy lubią ładne rzeczy, jest nie do przyjęcia. Proszę więc porzucić tę recenzję. Tu jest wiele o dostrzeganiu. Dostrzec można wiele. Cierpienie i rozsypkę. Sfotografowałam twoje ręce, ponieważ tylko one jeszcze się w Tobie nie rozsypały. Przestrzeń wymagającą troski. Całuję go w brodę, w miejsce, gdzie się skaleczył przy goleniu. Przykładam się do tego. Maskowany brak - pragnienie miłości. Jeszcze by brakowało, żebym zazdrościła tym gówniarzom, którzy do znudzenia prześladują ludzi swoim pożądaniem. Wszystko, tylko nie to. (…) Ależ tak, jestem zazdrosna! Może tego nie widać? Potrzebujesz okularów? Nie widzisz, że jestem zazdrosna, tak bardzo, że wszystko się we mnie przewraca, nie widzisz, że cierpię na brak miłłłośśści? Nie widzisz tego? No nie, zastanawiam się, czego Ci jeszcze potrzeba… Przypominam jedną z bohaterek komiksów Claire Bretecher: dziewczynę siedzącą na ławce z tabliczką na szyi i napisem: „Szukam miłości”, zalewającą się łzami, które jak dwie fontanny tryskają z jej oczu. Widzę siebie w tej roli. Niezły obrazek. Prawdę o najgłębszych instynktach człowieczeństwa. Przyjrzyjcie się kobiecie w ciąży: sądzicie, że przechodzi na drugą stronę ulicy albo że pracuje, a nawet że z wami rozmawia. Złudzenie. Ona myśli o swoim dziecku. Nie przyzna się do tego, ale w ciągu tych dziewięciu miesięcy nie ma minuty, by nie myślała o swoim mającym się urodzić dziecku. Piękno poszukiwane/poszukiwania. Naprawdę bardzo lubię patrzeć na ludzi. Szczególnie na kobiety. Nawet w najszpetniejszej można się czegoś dopatrzyć. Chociażby chęci, by być ładną. Uroczą obsesję pragnienia. Co? To dziwne… zdaje mi się, że wczoraj o niej nie myślałem… - I zamiast sobie pogratulować, zastanawiałem się, jak to jest możliwe, że udało mi się przeżyć cały jeden dzień, nie myśląc o niej. Zmianę, uznawaną za niemożliwą. Płakała, ponieważ dzisiaj jej serce zaczęło na nowo bić, w co już od dawna przestała wierzyć. Paradoks niedostępnego szczęścia. Ja też się do niej uśmiechnąłem. Pomimo, że przeżywałem katusze, nigdy jeszcze nie byłem taki szczęśliwy. Uwalniające (?) pragnienie oddzielenia. Przez te wszystkie lata sądziłem, że ta kobieta pozostaje poza moim życiem, być może nie bardzo daleko, ale poza nim. Albo że już nie istnieje, że żyje gdzieś daleko, że nigdy nie była aż tak piękna, że należy do świata z przeszłości. Świata z okresu, gdy byłem młody i romantyczny, kiedy wierzyłem, że miłość trwa wiecznie i że nie ma nic większego od mojej miłości do niej. I temu podobne bzdury. A dostrzega się sercem, mieszającym wszystkie zmysły: Słyszałem, jak się uśmiecha. Jednocześnie, samo dostrzeganie zaciekawia i wzbudza do czegoś. Do wytrwałego subtelnego kruszenia cudzego muru. Nigdy mi nic nie powiedziała. Wiedziała, że moje życie pełne urojeń nie potrwa długo. Z powodu jej śmiechu, z powodu jej skóry i z powodu tej elementarnej i bezinteresownej miłości, którą miała mi do ofiarowania. Nie pomyliła się. Te moje urojenia odeszły i pozwoliły mi żyć szczęśliwie. W tej chwili ona jest w pokoju obok. Zasnęła. Do daru. Uśmiechnęła się do mnie tak sobie, żeby mi zrobić przyjemność. I jeszcze żadne nagranie nie wydawało mi się tak długie, jak właśnie tego dnia. Do potrzeby. Kiedy na Ciebie patrzę, wszystko się we mnie przewraca, jakbym występował przed dziesięciotysięcznym tłumem, zrób coś z tym, obejmij mnie. Chciałbym, żeby ktoś, gdzieś na mnie czekał… w końcu to nie takie skomplikowane. Do lubienia. A ten, za którego wyszłam w chwili słabości, dalej wciska swoje kretynizmy. Do irracjonalnego nieprzełamywania status quo. Jednocześnie, o cudowna naiwności, przez cały czas czuję na plecach spojrzenie mojego św. Sebastiana (nawiązanie do strzały, och, rozumiem, że trudno wam za mną nadążyć!) Czuję cudowne ciepło w łopatkach, ale prędzej padnę, niż się odwrócę. Cała poezja wzięłaby w łeb. Do przeciwskutecznego, bałaganiącego uporządkowania siebie. Jeśli opowiesz wszystko ze szczegółami, jeżeli się do tego przyłożysz, to na koniec, gdy to przeczytasz, może przez chwilę uwierzysz, że w tej całej historii nie ty jesteś największym bałwanem, ale jakiś inny facet, może nawet będziesz go mógł obiektywnie osądzić. Może. Ostatecznie pozostaje podzielić się prawie całością siebie i dziełem swojego prawie wszystkiego z przypadkowym przechodniem, który nawet nie zrozumie, bo nie ma jak. Jednocześnie: był, jest i będzie najpiękniejszą istotą na świecie. Wręczyłam jej mój rękopis (…) Chyba mi podziękowała, choć nie jestem tego pewna, ponieważ nie była Francuzką! Zmartwiona tym drobnym faktem, omal jej nie odebrałam wspaniałego daru, ale właściwie… po co mi on (…) Od tej chwili mój rękopis znajduje się w rękach najpiękniejszej dziewczyny na świecie. Zawsze to jakaś pociecha. Maleńka.
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na 7 1 rok temu
Może zawierać orzeszki John O'Farrell
Może zawierać orzeszki
John O'Farrell
John O'Farrell - uważny obserwator z przymrużeniem krytycznego oka. Książka reklamowana jako zabawna - i to się zgadza. Momentami rzeczywiście chichotałam na głos, a wiele sytuacji jest faktycznie śmiesznych. Książka opisywana jako satyra na rodziców XXI wieku - i to też się zgadza. Można tu wyróżnić dwie dominujące cechy tych rodziców. Po pierwsze megalomania i nadmierna ambicja na punkcie własnego dziecka. Musi ono być we wszystkim "naj", szczególnie na tle dzieci innych znajomych. Od małego bierze udział w wyścigu szczurów, jest wychowywane, tresowane, dokształcane. Uczęszcza na niezliczoną ilość zajęć dodatkowych, czasami wręcz absurdalnych, byle tylko się wyróżnić na tle innych dzieci. Musi być uzdolnione ponadprzeciętnie, bo to wstyd mieć tylko zwyczajne dziecko. Druga cecha to nadopiekuńczość i paranoiczny wręcz lęk, by coś złego się temu dziecku nie przytrafiło. Fragment o zabawie dzieci w piaskownicy w kaskach na wypadek spadającego meteorytu rozbawił mnie i przeraził równocześnie. Odbiera się dziecku wręcz możliwość popełnienia błędu i doświadczenia płynącego z nauki na własnych błędach. Tu nie ma miejsca na takie faux pas. Nie da się uchronić dziecka przed wszystkimi problemami tego świata. Musi zetknąć się z biedą, niesprawiedliwością, chorobą, przemocą. Obraz zwariowanych rodziców, którzy którzy dla dobra swoich dzieci usprawiedliwiają swój egoizm, naginają własne zasady moralne, a nawet są w stanie posunąć się do oszustwa, to właściwie smutne i niesmaczne. Ale czy nieprawdziwe? Obawiam się, że nie. Tylko czy to jeszcze jest miłość, czy głupota? Autor sam jest rodzicem i pewnie wiele opisanych sytuacji zaobserwował. Opisał je z humorem, nie krytykuje dosłownie, ale daje do myślenia. Zachęcam do przeczytania, bo myślę że warto.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 7 6 lat temu
Kocham Paula McCartneya Joanna Szczepkowska
Kocham Paula McCartneya
Joanna Szczepkowska
Jeśli ktoś ma niedosyt książek dziejących się w powojennej Warszawie, powinien koniecznie tu zajrzeć. Ta powieść to podróż do lat sześćdziesiątych XX wieku, do kamienic i podwórek starej Ochoty. Żyły tam sobie cztery małe przyjaciółki, które kochały się w czterech muzykalnych chłopcach z Liverpoolu. Ich życiu towarzyszył tajemniczy starszy chłopak bardzo podobny do Paula McCartneya, przesiadujący w kawiarni "Halinka", kwiaciarka, manikiurzystka, jakiś Cygan, sympatyczny kierownik mięsnego sklepu i sporo innych już nie tak sympatycznych postaci. Jedna z tych dziewczynek, już jako dorosła kobieta i utytułowana dziennikarka, usiłuje poukładać swoje sprawy, ale nie może ich zobaczyć we właściwym świetle, dopóki nie uporządkuje i nie wyjaśni tego, co zdarzyło się lata temu i co sama nabroiła... Jest więc tajemnica, jakieś stare dziwne fotografie, wspomnienia młodzieżowych festiwali muzycznych i spotkanie po latach czterech różnych kobiet złączonych wspólnym doświadczeniem przeszłości. Powieść jest fikcją, ale wydaje się, że Autorka opisując lata sześćdziesiąte sięga do własnych wspomnień. Czasy niełatwego bytowania w gomułkowskiej rzeczywistości, odpryski sławetnej afery mięsnej, żydowski exodus z 1968 roku, stają przed oczami jak żywe. I też czasy, kiedy zabawka z Zachodu, mebel zdobyty po wielu dniach stania w ogonku, książka, kolorowe rajstopy czy czajniczek z gwizdkiem mogły stać się powodem głębokiego konfliktu i wzajemnej niechęci. No i też czasy paranoi, gdzie państwo bezwzględnie tropi wroga wśród obywateli, zwykli ludzie zaś wierzą bezkrytycznie w tajemniczego wybawiciela, który ich broni, pomaga i wspiera (oficer podziemnego lotnictwa, jeden z pięciu na świecie - dacie wiarę? wow!). Cała historia wydaje mi się mało prawdopodobna a niektóre wątki jakoś słabo posklejane ale książka ma w sobie elegancję, delikatność i dużą siłę wyrazu - tak jak Pani Szczepkowska, która zresztą, przy interpretacji audiobuka dała prawdziwy pokaz aktorstwa przez wielkie A. Dawno, dawno temu, dwie boginie polskiej sceny - J. Szczepkowska i K. Janda, pokłóciły się na śmierć i życie. Nie ma nawet co wnikać w przyczyny tego konfliktu ani stawać po stronie tej czy innej artystki. Tak się tylko zastanawiam, czy te tak rażąco niskie i chyba nieco niesprawiedliwe oceny tej powieści nie są jakiś dalekim odpryskiem starej burzy?
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 1 rok temu
Białe zeszyty Sonia Raduńska
Białe zeszyty
Sonia Raduńska
To jedna z niewielu książek, do których wróciłam. Nie każdemu przypadnie ona do gustu, bo jest wręcz utkana z emocji - ale mnie bardzo pomogła. Książka ma formę dziennika, zapisków dojrzałej kobiety (z zawodu psychologa). Czytając ją po raz pierwszy skupiłam się głównie na historii dwojga ludzi, ale już wtedy poczułam, że jest tam coś więcej, co kiedyś może mi być potrzebne, i nie myliłam się. W bardzo trudnym momencie mojego życia (nie mającego nic wspólnego z problemami autorki) sięgnęłam po tą lekturę jak po lekarstwo i czytając ją ponownie - powoli i uważnie - skupiłam się wyłącznie na emocjach, sposobie ich przeżywania, postrzeganiu świata, ludzi i siebie. Wiele z tych emocji zrozumiałam, na wiele dałam sobie zgodę, a przede wszystkim czerpałam nadzieję. Dla mnie ogromne znaczenie miało to, że nie jest to żaden "mądry" poradnik psychologiczny, którego lektura przyprawia czytelnika co najwyżej o frustrację, to głęboka analiza stanu psychicznego autorki, od euforii po tzw. "czarną dziurę" oraz próba zmierzenia się z tym. Dotarło do mnie, że w chwilach rozpaczy nie wolno wypierać emocji, choćby nie wiem jak były trudne do przeżycia, należy dać im przez siebie przepłynąć, mimo tego, że sieją zniszczenie jak tsunami, trzeba tego doświadczyć. To nas oczyszcza, porządkuje, przywraca do równowagi. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób nie odbierze tej lektury tak jak przed chwilą to opisałam, dla wielu mogą to być nudne - przepraszam za wyrażenie - "flaki z olejem", ale ja na pewno sięgnę po kolejne pozycje p.Soni Raduńskiej. Doskonale rozumiem jej spojrzenie na życie, na otaczający świat, dzieci, relacje z innymi ludźmi. Doskonale rozumiem stany, w których się znajduje. Podobnie jak ona czerpię siłę z przyrody, potrafię dostrzegać drobiazgi, cieszyć się nimi. Lubię ciszę, spokój i swoje towarzystwo. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze na świecie tacy ludzie, dzięki temu łatwiej dać sobie prawo do przeżywania życia na swój sposób.
Beatika - awatar Beatika
oceniła na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Jędza w domu

Więcej
Cathi Hanauer Jędza w domu Zobacz więcej
Więcej