Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków

Okładka książki Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków
Hal Gold Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Seria: Mundus reportaż
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Mundus
Data wydania:
2015-03-04
Data 1. wyd. pol.:
2015-03-04
Data 1. wydania:
2004-04-15
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323338932
Tłumacz:
Michał Szymonik
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków



książek na półce przeczytane 1744 napisanych opinii 625

Oceny książki Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków

Średnia ocen
6,8 / 10
210 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
65
28

Na półkach:

Książka opowiada o japońskim okrucieństwie ukrytym pod hasłami rozwoju medycyny i nauki, o którym przez lata mówiło się zaskakująco mało. Być może dlatego, że ofiarami Jednostki 731 nie były miliony, lecz tysiące ludzi. Być może także dlatego, że nie ocalała ANI JEDNA ofiara, która mógłaby dać osobiste świadectwo.
Eksperymenty z bronią biologiczną, badania nad hipotermią i traktowanie ludzi jak materiału do testów to coś, co trudno sobie poukładać w głowie. To wciąż słabo rozliczona i niewygodna część historii Japonii, o której powinno mówić się znacznie więcej.
Jednostka 731 była azjatyckim odpowiednikiem Auschwitz. Przez długi czas nawet sami Japończycy wiedzieli o niej bardzo niewiele. Ta książka pokazuje, jak łatwo pewne tematy zepchnąć na margines i jak ważne jest, by do nich wracać.

Książka opowiada o japońskim okrucieństwie ukrytym pod hasłami rozwoju medycyny i nauki, o którym przez lata mówiło się zaskakująco mało. Być może dlatego, że ofiarami Jednostki 731 nie były miliony, lecz tysiące ludzi. Być może także dlatego, że nie ocalała ANI JEDNA ofiara, która mógłaby dać osobiste świadectwo.
Eksperymenty z bronią biologiczną, badania nad hipotermią i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

993 użytkowników ma tytuł Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków na półkach głównych
  • 729
  • 254
  • 10
132 użytkowników ma tytuł Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków na półkach dodatkowych
  • 86
  • 12
  • 11
  • 6
  • 6
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rzeź Nankinu Iris Chang
Rzeź Nankinu
Iris Chang
W połowie grudnia 1937 roku oddziały Cesarskiej Armii Japońskiej weszły do chińskiego Nankinu, miasta leżącego 300 km na północny zachód od Szanghaju. Działo się to w ramach drugiej wojny chińsko-japońskiej. Nankin zdobyto w zasadzie z marszu – miasto generalnie się nie broniło, chociaż stacjonował tam całkiem spory garnizon, liczący ok. 80 000 żołnierzy. I książka Iris Chang opowiada zarówno o przyczynach, jak i konsekwencjach obecności Japończyków w tej chińskiej metropolii. Ze szczególnym uwzględnieniem najważniejszej konsekwencji, czyli śmierci ok. 300 000 ludzi, zamordowanych przez żołnierzy cesarza Hirohito. Przy czym liczby są orientacyjne, bo do prawdy nie sposób było i jest dojść. Nie będę przytaczał szczegółów, zostawiam to Iris Chang. Dość powiedzieć, że jeżeli ktoś zginął zastrzelony na ulicy czy chodniku tak po prostu, przez jakiegoś Japończyka, to generalnie miał szczęście. Ponieważ to, co robili żołnierze Cesarskiej Armii Japońskiej w Nankinie, wymyka się w zasadzie jakiejkolwiek logice, nawet tej najbrutalniejszej, mającej na celu unicestwienie jakiejś grupy narodowej, religijnej, rasowej itp. To był po prostu niczym nieskrępowany karnawał najbardziej zwyrodniałej przemocy, jaki można sobie wyobrazić. Skierowanej głównie przeciwko cywilom, bez względu na ich wiek, płeć czy status społeczny. Chociaż jeńców wojennych oczywiście też nie oszczędzono. „Rzeź Nankinu” to jednak nie tylko opisy bestialstw Japończyków. To także dość mocne oskarżenie pod adresem chińskich władz, które niewiele zrobiły, aby w ogóle zapobiec tym wydarzeniom. Chang nie zapomina również o bohaterach, których działania ostatecznie pomogły ocalić kilkaset tysięcy niewinnych Chińczyków. Autorka pochyla się też nad pozamilitarnymi, psychologicznymi przyczynami zachowań japońskich żołnierzy. Na ile jej wnioski mają uzasadnienie w rzeczywistości, trudno mi powiedzieć, ale wyglądają na wiarygodne. Chang wskazuje także na powojenne działania, zarówno chińskich, jak i japońskich czy amerykańskich władz w kwestii Nankinu. Dość powiedzieć, że wiele zrobiono, aby niewielu winnych zostało ukaranych. Jeżeli miałbym wskazać jakąś wadę tej publikacji, wskazałbym jej nierówny ton. Niekiedy nadmiernie wyważony, bardzo suchy, niekiedy dość emocjonalny; Chang nie była historyczką, a historia rzezi nankińskiej miała dla niej i jej rodziny osobiste znaczenie. Poza tym dla mnie ta książka jest za krótka. Owszem, nie czyta się jej łatwo, ale nie ze względu na objętość, lecz na tematykę. No i Chang pisała ją na rynek amerykański, stąd pewnie traktowanie Oskara Schindlera jak bohatera. Poza tym pamiętajmy, że „Rzeź Nankinu” (w oryginale tytuł brzmi „The Rape of Nanking” - „Gwałt Nankiński”) została wydana po raz pierwszy w 1997 roku. Badania historyczne dotyczące tego wydarzenia są dziś o wiele bardziej zaawansowane, niż blisko 30 lat temu. Sam stosunek japońskiego społeczeństwa także się zmienił: Japończycy w ogóle wiedzą, że Nankin miał miejsce i uznają go za zbrodnię. Oczywiście nie licząc tamtejszych nacjonalistów. Na koniec smutna uwaga natury ogólnej. Świat o rzezi nankińskiej wiedział bardzo szybko, informacje były przekazywane w zasadzie na bieżąco. To nie była historia jak chociażby z obozami zagłady w czasie II wojny światowej – w Nankinie mieszkali cudzoziemcy, którzy otwarcie informowali zachodnie media o działaniach Japończyków. O tysiącach ofiar obłąkanego, japońskiego nacjonalizmu. I co? I nic. Albo ignorowano te relacje, albo wysyłano wyrazy oburzenia. Tak jak ja i miliony innych robimy dziś w związku z Gazą.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Mao. Cesarstwo cierpienia Torbjørn Færøvik
Mao. Cesarstwo cierpienia
Torbjørn Færøvik
Sama książka jest bardzo dobra. Tylko treść jest makabryczna. Mao był bowiem na wpół paranoikiem a na wpół człowiekiem o mentalności dziecka które to dziecko nigdy nie dorosło. Wielki naród liczący setki milionów obywateli musiał słychać rozkazów szaleńca a Mao miewał co chwile różne "ciekawe'' pomysły od pomysłu ''Gęstego siania ryżu'' co prowadziło sadzonki do zniszczenia po projekt wytapiania stali w domowych dymarkach (Przy zmuszaniu ludzi do oddawania do przetopienia swoich garnków patelni i rondli ) co w mniemaniu Wielkiego Sternika miało sprawić że produkcja przemysłowa Chińskiej Republiki Ludowej miała przewyższyć produkcję przemysłową Wielkiej Brytanii a nawet samych Stanów Zjednoczonych (Nie ma to jak mieć tak skromne plany) do tego Mao doprowadził do olbrzymich zniszczeń dorobku cywilizacji chińskiej w czasie rewolucji kulturalnej i masowego prześladowania wszystkich którzy dbali o dorobek tak wielkiej cywilizacji albo po prostu znali się na czymkolwiek poza ideologią Mao. Przewodniczący był przy tym przewidywalny jak stado piranii w sezonie godowym: W czasie destrukcyjnej antykulturalnej rewolucji poszczególne grupy czerwonej gwardii raz były potępiane a raz wspierane przez Mao co prowadziło do tego że zwolennicy Przewodniczącego rozwiązywali spory o kto jest bardziej wierny ideom Mao przy użyciu granatów noży i broni palnej a nawet broni ciężkiej. Na pewno życie pod rządami Wielkiego Sternika było "ciekawe'' w rozumieniu przekleństwa "Obyś żył w ciekawych czasach'' Mao doprowadził bowiem do największej klęski głodu w dziejach świata (Szacunki wahają się od 20 milionów ofiar do nawet 60 milionów ) poza tym każdy kto żył pod światła władzą Przewodniczącego nigdy nie mógł być pewien kiedy zostanie oskarżony przez Mao i o co ? Mózg Wielkiego Sternika był bowiem zupełnie nieobliczalny: Mao potrafił wydać rozkaz i nazywać zdrajcami tych którzy jego rozkaz wykonali. Dzieło norweskiego autora jest smutne: Gdyby działalność Mao była absurdalnym filmem komediowym to byłaby może bardzo zabawna ale to była tragedia której liczba ofiar była porównywalna z drugą wojną światową o ogromnych zniszczeniach dóbr kultury i upodleniu milionów tych co to przeżyli nie wspominając.
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na 10 4 miesiące temu
Mój przyjaciel Hitler Heinrich Hoffmann
Mój przyjaciel Hitler
Heinrich Hoffmann
To dzięki niemu potomni znają wizerunek Adolfa Hitlera. Utrwalił na kliszach najważniejsze historyczne wydarzenia z jego udziałem. Przede wszystkim zaś był jednym z bliskich przyjaciół wodza nazistów. Dzięki tej zażyłości, mamy okazję przeczytać książkę opartą na wspomnieniach autorstwa samego zainteresowanego - Heinricha Hoffmanna pt. „Mój przyjaciel Hitler. Wspomnienia fotografa Hitlera”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa RM, w tłumaczeniu Katarzyny Skawran. Ponad półtora miliona zdjęć wykonanych jednemu człowiekowi, które stanowią po dziś dzień istotny dokument z epoki, ukazujący narodziny, rozwój i upadek potęgi Adolfa Hitlera. Jeden ceniony fotograf, z prowadzonym od pokoleń atelier fotograficznym i przypadek, który stanął na drodze obu mężczyzn i związał ich losy aż do 1945 roku. Tak zaczyna się opowieść o przyjaźni w cieniu wielkiej polityki, gdzieś między Berlinem, Monachium i Berghofem, w asyście Evy Braun, Martina Bormanna, Theodora Morella i wielu innych znanych nazistów. Dzięki tej książce dowiecie się, jaki związek z okultyzmem miał przywódca III Rzeszy Niemieckiej, dlaczego nie poślubił swojej ukochanej siostrzenicy i z jakiego powodu wiele poznanych przez niego kobiet popełniło samobójstwo. A to zaledwie garść wstrząsających faktów, które przedstawia czytelnikowi Heinrich Hoffmann - fotograf do zadań specjalnych. Przeczytałam wiele niemieckich (i nie tylko) wspomnień z czasów II wojny światowej, w których pojawia się postać Hitlera, ale żadna z tych książek nie okazała się tak ciekawą i niezwykle przystępną pod względem formy narracją. Odbrązowiony poniekąd wizerunek führera jako mężczyzny, który nie był wolny od wad i przywar, kochał sztukę, zwierzęta i czas spędzony w otoczeniu pełnych energii dzieci stanowi interesującą alternatywę dla wszystkich literackich pomników jednego z najsłynniejszych dyktatorów w historii świata. Jeśli macie ochotę poznać prywatne oblicze Hitlera i dowiedzieć się co nieco o życiorysie jego ulubionego fotografa, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę, bo jej fotograficzna i narracyjna zawartość naprawdę robią wrażenie. 👌 Nic, tylko czytać!📖
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958-1962 Frank Dikötter
Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958-1962
Frank Dikötter
8/2025 Władza komunistyczna pełnię swoich „możliwości” pokazała w latach 1958-1962, kiedy to obłąkańcza polityka rekwizycji zbiorów doprowadziła do największej klęski głodu w dziejach. Mao Zedong chciał, żeby Chiny przeszły od społeczeństwa agrarnego do industrialnego w przeciągu kilkunastu miesięcy. W związku z nakazem przywódcy rolnicy, których własność wcześniej połączono w wielkie kolektywne komuny zostali zapędzeni do produkcji stali. Chiny jeszcze w 1957 roku produkowały 5,7 miliona ton stali, ale na następny rok Mao wyznaczył ilość na 12 milionów ton. Ponad drugie tyle! Jak to już w komunizmie bywa słowo przywódcy w ciało zamieniają jego poddani. Całe terytorium Chin zostało „zawalone” przydomowymi dymarkami. Przetapiano absolutnie wszystko co wpadło ludziom w ręce: maszyny gospodarcze, rowery sztućce. Oczywistym jest, że jakość takiej stali była fatalna i bezużyteczna. Skoro część rolników została zapędzona do wytapiania stali, to pozostała część musiała być o wiele bardziej wystarczalna. W związku z tym postanowiono zastosować nowe typy rolnictwa. Władze nakazywały sadzenie o wiele gęściej roślin, bo przecież skoro gęściej się posadzi, to zbiór będzie o wiele większy, prawda? Dobrym pomysłem wydaje się także sadzenie roślin kilka razy do roku. W końcu co trzy zbiory, to nie jedne... Oczywiście okazało się to być absolutną katastrofą. Niestety władze rejonowe nie chciały skazywać się na ostracyzm ze strony KPCh i przewodniczącego. Dane o zbiorach były o wiele zawyżane. Państwo miało ustalone swoje kontyngenty do zbioru i przez zawyżone statystki najbardziej poszkodowani zostali rolnicy. To rolnicy swoimi zbiorami spłacali dług względem ZSRR, którego spłatę po rozejściu obydwu państw Mao kazał za wszelką przyspieszyć czy sponsorowanie państw trzeciego świata w imię promocji Chin. Oczywiście promowania kosztem życia swoich obywateli, ale to przecież mała przeszkoda na drodze do osiągnięcia społecznej szczęśliwości mas. Klęsce nieurodzaju z pewnością nie pomogła także walka z czterema plagami: muchami, komarami, szczurami i wróblami. O ile zwalczanie pierwszych trzech jest całkiem zrozumiałe, o tyle walka z wróblami, które miały wyjadać ziarna spowodowała, że te ptaki zostały praktycznie wytępione. Tego czego Mao nie wziął pod uwagę jest fakt, że oprócz ziaren ptaki wyjadały insekty. Wytępienie wróbli kosztowało Chińczyków plagi szarańczy, które wyjadały to, co jakimś cudem wyrosło na polach. Ludzie jedli glinę, korę, liście, a nawet członków swojej rodziny. Cokolwiek co mogło być substytutem jedzenia Te komunistyczne utopie Mao kosztowały życie co najmniej 45 milionów Chińczyków skazanych na śmierć w męczarniach. Poza tym walka z naturą spowodowała, że wiele skutków polityki Mao Chiny odczuwają do dziś i będą odczuwać jeszcze bardzo długo. *** Druga część chińskiej trylogii Diköttera jest lekturą wstrząsającą. Pokazuje dobitnie jak szaleństwo jednego człowieka skazuje na śmierć miliony istnień ludzkich w imię chorej utopii. Komunizm to najgorsze, co mogło się przydarzyć ludzkości w historii. Autor trzyma bardzo wysoki poziom merytoryczny i dzięki swojej dociekliwości dociera na tyle blisko prawdy na ile jest to możliwe (a nawet w dzisiejszych chińskich warunkach nie jest to prostą rzeczą). Oprócz wstrząsających relacji z pierwszej linii Wielkiego Skoku Naprzód autor kreśli krajobraz polityczny, co także pomaga zrozumieć genezę wydarzeń. Klęska wizji Mao spowoduje, że jego pozycja będzie najsłabsza w historii i dyktator bojący się o swoją pozycję przyniesie swojemu narodowi następną falę cierpienia w postaci rewolucji kulturalnej.
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na 8 1 rok temu
Urodzony w obozie nr 14 Blaine Harden
Urodzony w obozie nr 14
Blaine Harden
Nie jest to pierwsza książka poświęcona Korei Północnej, jaką czytałam, więc wiele szczegółów dotyczących łamania praw człowieka w tym kraju nie było mi obcych. Jednak biografia Shina jest na swój sposób wyjątkowa, bo był pierwszą szerzej znaną osobą, która urodziła się w obozie dla więźniów politycznych i uciekła za granicę. Co więcej, Shin urodził się w obozie 14, uważanym za jeden z tych o najostrzejszym rygorze. Chłopak nie tylko nie znał świata poza Koreą Północną - on nie znał nawet Korei, nie poddano go "standardowemu" praniu mózgu. Urodził się w obozie, by pracować i pokutować za "grzechy" rodziców, aż do przedwczesnej śmierci - po co mu było wiedzieć cokolwiek o Korei? Wiedza o państwie to jedno, Shina nie nauczono jednak tak podstawowych rzeczy jak miłość i troska, własną rodzinę uważał za konkurentów w walce o przeżycie, a donoszenie na nich wpojono mu jako podstawowy obowiązek. Harden wielokrotnie rozmawiał z Shinem, a także z wieloma specjalistami od Korei Północnej. Potwierdzali oni wiarygodność zeznań uciekiniera - w końcu jego historii nie da się zweryfikować, wszyscy jego bliscy już zapewne nie żyją, a państwo zaprzecza istnieniu obozów. Amerykański dziennikarz zebrał jednak w całość historię Shina, przeplatając ją znanymi faktami nt. koreańskich obozów koncentracyjnych oraz życia i zwyczajów uciekinierów z Północy po przybyciu do Chin, Korei Południowej czy Stanów Zjednoczonych. Książkę pomimo trudnej tematyki czyta się zaskakująco lekko, ale głównego bohatera ciężko darzyć sympatią, nawet jeśli współczuje się mu jego doświadczeń życiowych. "Urodzony w obozie nr 14" skupia się jednak na głównym bohaterze i jego przeżyciach, warto więc wcześniej zapoznać się z inną lekturą dot. Korei Północnej (moja mocna polecajka: "Światu nie mamy czego zazdrościć" Demick), a książkę Hardena potraktować jako ciekawe uzupełnienie.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 1 rok temu
Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci Scott Carney
Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci
Scott Carney
Książka „Czerwony rynek” to prawdziwy wstrząs dla wyobraźni, który zmusza do refleksji nad granicami ludzkiej moralności i etyki. Autor skutecznie wprowadza nas w mroczny świat, w którym ludzkie organy, krew, a nawet włosy stają się towarem na rynku, gdzie liczy się jedynie zysk. Co bardziej niepokojące, te dramatyczne zjawiska nie dzieją się w jakiejś odległej rzeczywistości, lecz są częścią naszej współczesnej, globalnej gospodarki. Zadziwiająco szczegółowo autor opisuje mechanizmy czerwonego rynku, gdzie handel organami, ludzkimi tkankami, a nawet międzynarodowymi adopcjami dzieci odbywa się na masową skalę. Przeczytamy o indyjskich fabrykach kości, o chińskich więzieniach, w których bezwzględnie pozyskiwano organy od więźniów, a także o obozach dla uchodźców, w których kobiety sprzedają nerki. Kiedy czytamy o takich rzeczach, nie sposób nie poczuć się przerażonym. Książka nie ma skrupułów, by ukazać te wstrząsające historie w pełnych szczegółach, co może naprawdę szokować i przyprawiać o mdłości. Przemoc i nieludzka eksploatacja ciała człowieka, choć nie są dla nas zupełnie obce, w tej książce zostają ukazane w sposób, który naprawdę zmusza do zadania sobie pytania: jak daleko posunięte są granice w imię ratowania życia? Gdzie kończy się pomoc, a zaczyna wykorzystywanie? Jak bardzo moralnie zdegenerowani muszą być ludzie, by brać udział w takich praktykach? Te pytania są kluczowe w kontekście rozważań o czerwonym rynku, które Carney stawia. „Czerwony rynek” zmusza do krytycznego spojrzenia na systemy i instytucje, które mają na celu ochronę, a niejednokrotnie stają się uczestnikami tego samego procederu. Autor wielokrotnie zwraca uwagę na to, że prawo wciąż nie nadąża za rzeczywistością tego nielegalnego rynku, a przepisy w tej kwestii mogą się zmieniać, co tylko podkreśla, jak bardzo problem jest aktualny i złożony. Choć książka jest wstrząsająca, jej największym atutem jest to, że zmusza do myślenia i stawiania trudnych pytań. Jako czytelnicy zdajemy sobie sprawę, że te zjawiska dzieją się na całym świecie, a to, co wydaje się nieprawdopodobne, w rzeczywistości może być powszechne. Jednocześnie autor sugeruje, że głównym napędem tego handlu jest pożądanie pieniędzy, ale również błędna nadzieja na „cud” i strach przed śmiercią, które sprawiają, że ludzie podejmują ryzykowne i nieetyczne decyzje. Pod względem treści książka nie jest łatwa w odbiorze, ale na pewno stanowi ważny głos w dyskusji na temat granic moralności i tego, do czego zdolni są ludzie w pogoni za zyskiem. I choć to lektura dla tych, którzy nie boją się trudnych tematów, zdecydowanie warto po nią sięgnąć, by poszerzyć swoje spojrzenie na świat i nieco głębiej zrozumieć, jak złożony i przerażający może być czarny rynek.
EratoCzyta - awatar EratoCzyta
oceniła na 7 1 rok temu
Kim Dzong Il. Przemysł propagandy Paul Fischer
Kim Dzong Il. Przemysł propagandy
Paul Fischer
Kiedy na uczelni pewna młoda pani od psychologii postanowiła zachęcić nas do jej dziedziny nauki, włączyła nam stary film dokumentalny. Możliwe, że była to "Defilada" Andrzeja Fidyka z 1989 roku, bo zbierając wszystkie filmy o tej tematyce, przypomniałem sobie niektóre sceny. Dziś to zapewne nikogo już nie zaskoczy, ale dla nas – młodych niedokształconych z wielkich ośrodków miejskich – było to coś niespodziewanego. Obejrzeliśmy to nawet podczas przerwy, bo nie dało się odciągnąć wzroku od tej groteski, jako że patrzyliśmy na poważny dokument, ale jednak czuliśmy zabawną żenadę. Trudno było nam uwierzyć, że to wszystko o tej Korei tak naprawdę. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że tak wciągnie mnie tematyka, która powiązana jest z drugim moim ulubionym konikiem, czyli dystopią (w fantastyce). Jeśli z koszyka z promocjami w ręce wpada mi książka o KRLD, kupuję ją i czytam. Zawsze istnieje ryzyko, że stracę czas, bo naoglądałem się wszystkich tych filmów o Korei Północnej i parę książek już posiadam, ale póki co, mam to szczęście, że każda z nich wnosi jednak do mojej wiedzy coś nowego. Nie inaczej jest z "Przemysłem propagandy" Paula Fischera. Był wart zakupu. Ostrożnie podchodzę do dokumentów oraz książek o KRLD. Jestem wyczulony na poczucie wyższości autorów – takie poczucie wyższości wyczuwalne jeśli chodzi o decyzyjność władz totalitarnego reżimu. Ocena moralna to jedno, ale ja chcę czytać o faktach i nie mam chęci przytakiwać w ocenie autorów co do tego, czy uważają coś za złe, okrutne, głupie, naiwne, godne potępienia, a tym bardziej ich zgubnej pewności siebie, co to tego, że zawsze wiedzą lepiej i są tym głosem rozsądku. To nie pierwszy raz, kiedy na początku książki miałem obawy co do takiego podejścia. Ostatecznie przyznam, że byłem przewrażliwiony. bo książka jest raczej bardzo rzetelna, nie emocjonalna. Zaskakuje ilość detali i źródeł wiedzy. Autor wykonał kawał pracy, co biorąc pod uwagę izolację kraju. Imponuje mi to. Kupując książkę, liczyłem się z powtarzalnością informacji na temat kłamstw i ogłupiania ludu, form tego ogłupiania, tępej propagandy rozłożonej na czynniki pierwsze. Tu także się myliłem. To dzieło znacznie bardziej złożone, mocno pogłębiające wiedzę, którą miałem nie tylko na temat porwań między innymi mieszkańców Japonii w celach rozwoju kinematografii koreańskiej, ale w ogóle specyfiki kina koreańskiego. Nie wyobrażam sobie bardziej zaawansowanej wiedzy, jeśli chodzi o wymienione tematy. O samym kinie pewnie napisano więcej książek, bardziej technicznych, ale ma pewno nie o samych kulisach kina północno-koreańskiego, bo tę wiedzę zdobyć z więcej niż jednego źródła było ekstremalnie trudno. Nie znam tych filmów, ale czytanie o kulisach kina fascynuje. Po krótkim wstępie lekko uchylającym to, co czeka czytelnika podczas lektury, czytamy aż dziewięć podrozdziałów pozwalających zrozumieć główne postaci, czyli słynną południowo-koreańską parę z przemysłu filmowego – reżysera Shina i Madame Choi oraz syna przywódcy KRLD. Obaj Kimowie zresztą są w książce opisani, ale propaganda była akurat domeną Kim Dzong Ila, tak więc to jego postać autor stara się opisać jak najdokładniej, a robi to za pomocą wywiadów, raportów oraz dostępnych publicznie materiałów. Chociaż historia dwóch Korei nie jest najważniejszym punktem książki, sporo miejsca jest jej poświęcone ze względu na jej nierozłączność z przekazem propagandy. Porwania zaczynają się dopiero w następnym rozdziale, ale zanim do nich dochodzi, czytelnik zapoznaje się z historią kina obu Korei, które po Wojnie Koreańskiej jakby konkurowały ze sobą. Nie będzie tajemnicą, jeśli sprostuję, że sytuacja finansowa obu krajów szybko wpływała na wyniki odbioru filmów. Najciekawsze są te początki kina, tuż po wojnie, kiedy bieda w Korei Południowej nie tylko odbijała się w jakości filmów, ale nawet jakości polityki. To uwaga na inną lekturę, inny czas, ale bardzo ciekawiły mnie przemiany zachodzące w południowym kraju, który dziś znamy ze sporego bogactwa, nowoczesności, raczej cywilizowanej polityki. Otóż po wojnie oba kraje nie różniły się od siebie tak bardzo. Te różnice powstawały z czasem, kiedy jak zwykle kapitalizm bogacił jednych, pogłębiał różnice zarobków, a Korea opętana komunizmem dosyć szybko równała w dół, tłumacząc to sobie sankcjami międzynarodowymi – ale wiemy przecież, że komunizm działa jak pasożyt, wzbogacając obywateli szybko, nieuczciwie, aby za moment zdechnąć z braku żywiciela. Wizja obu Korei przedstawiona jest na tle filmów. Autor zwyczajnie ma talent do opisywania słowem obrazu na ekranie, tak więc czyta się to bardzo przyjemnie, a nawet widzi się to wszystko w czarno-białych barwach, niemal czuje się zapach kina tamtych lat, tej analogowej prawdziwości, pracy włożonej w film. Aby zachęcić do lektury, powyższe może nie wystarczyć, a szkoda zdradzać wydarzenia, których nie powstydziłby się dobry thriller. Kulisy porwań ludzi przydatnych reżimowi Kimów już trochę znałem z filmów, ale w książce Paula Fischera dostajemy chyba wszystko, co można chcieć o tym wiedzieć. Dochodzi do dwóch najważniejszych porwań, na których oparta jest fabuła. Szczegóły są tam istotne. Inne porwania są już skrócone. Miejscami ma się wrażenie, że ta książka to jakby biografia dwójki koreańskich filmowców, ale to nie zarzut. Intensywność emocji, skomplikowane relacje między nimi, ale także ich relacja z przywódcą KRLD to powód, dla którego "Kim Dzong Il. Przemysł propagandy" jest tak dobrą lekturą. Nawet jeśli kogoś niespecjalnie interesuje kino albo jego twórcy, tak wspólna miłość do kina jak i sam reżyser oraz aktorka odsłaniają przed czytelnikiem umysł Wielkiego Przywódcy. Pokręcony umysł, warto dodać, do którego dostęp miało niewielu. Chore relacje między tym dziwnym człowiekiem a małżeństwem Shin i Choi to już materiał dla psychiatrów. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, próby ucieczki reżysera z miejsca, z którego uciec raczej się nie dało, zakończone więzieniem, dostarczają jeszcze ciekawszej wiedzy, mianowicie realiów więziennictwa, nieludzkiego traktowania i podstępności reżimu. Jeśli ktoś myśli, że Wielki Przywódca mógł mieć wyrzuty sumienia, najpierw niemal pozbawiając życia swojego ulubionego reżysera koreańskiego, a potem sprowadzając go do siebie, aby ten żył w luksusowej klatce, jakim były drogie posiadłości dla specjalnych gości, bawił się na najdroższych imprezach ze śmietanką polityków i wojskowych, realizował filmy droższe Kimowi od własnego narodu, który umierał wówczas z braku żywności, ten się myli. Jednego dnia Kim wysyła gościa niemal na pewną śmierć, po czym zagłaskuje – także niemal na śmierć. Historia nieprawdopodobna... gdyby tylko nie zdarzyła się naprawdę. Trzeci rozdział mówi o ucieczce, kończąc także historię trzech głównych bohaterów, ale tak naprawdę jest to rozdział o schyłku kina – tego dawnego kina, rządzącego się starymi, bardziej przewidywalnymi prawami. Czy ktoś dałby wiarę, że sam reżyser Shin niemal nakręcił kultowy film "Rambo: Pierwsza krew"? Ta zamiana starego na nowe, chociaż powinna mi się podobać, bo sam raczej wychowałem się na filmach z lat 70-tych i 80-tych, przyprawia mnie o smutek. Nie tylko dlatego, że nieuniknione jest odejście twórców tego kina wraz z nim, ale w ogóle po tylu fascynujących opisach najlepszych dzieł Shina zrealizowanych dla Korei Północnej i Południowej, to nowe kino zdawało mi się jakieś takie bez serca, bez głębi, niczym fast food. Fascynująca lektura.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 9 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków

Więcej
Hal Gold Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków Zobacz więcej
Hal Gold Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków Zobacz więcej
Hal Gold Jednostka 731. Okrutne eksperymenty w japońskich laboratoriach wojskowych. Relacje świadków Zobacz więcej
Więcej