Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier

Okładka książki Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier
Jason Wydawnictwo: Kurc Cykl: Jason (tom 1) komiksy
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Jason (tom 1)
Data wydania:
2023-05-31
Data 1. wyd. pol.:
2023-05-31
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396743169
Tłumacz:
Jakub Syty
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier

Średnia ocen
7,1 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
218
218

Na półkach:

Żeby zamknąć sprawę Jasona wydawanego pod skrzydłami wydawnictwa Kurc. musiałem cofnąć się do pierwszego albumu. Zbiór trzech opowieści to "Coś ci pokażę", "Ostatni muszkieter" i "Wilkołaki z Montpellier". Utrzymane w podobnej konwencji historyjki, które w swojej obyczajowej sferze stykają się niejednokrotnie z konkretnymi gatunkami.

To trzy zajmujące opowiadania z rozpoczynającym album "Coś ci pokażę". Niezwykle wciągający kryminał mówi dużo o autorze i jego stylu. Przy pisaniu o Jasonie wspomniałem, że dla mnie jest on Jimem Jarmuschem komiksu. Po trzech przeczytanych zbiorach mogę się pod tym stwierdzeniem tylko podpisać. "Coś ci pokażę" to historia morderstwa. Jest śledztwo, jest i dużo prawdy o ludziach, gorzkie historie z przeszłości, niebywała rzecz o zaufaniu i uczuciach. Prosty i charakterystyczny rysunek Jasona oraz postaci, do których nas przyzwyczaił autor wpisują się całkowicie w refleksyjny charakter utworu. Ale Jason jest również wprawnym pisarzem. Jego teksty, a przede wszystkim scenariusz to wiele momentów, w których odrywamy wzrok od strony, uciekamy myślami do innych wydarzeń, być może do własnych wspomnień. Jason bowiem niby tworzy te swoje światy zahaczające o surrealizm, ale po prawdzie nie odbiega zbytnio od życiowej i bardzo przyziemnej tematyki.

"Coś ci pokażę" jest więc zajmującym kryminałem. Ostatni muszkieter groteskowym i niezwykle zabawnym sci-fi o najeździe obcej rasy na naszą planetę. To tutaj Atos, rzeczywiście muszkieter z powieści Dumasa przebywa aktualnie w czasach współczesnych. I zaraz stawi czoła obcemu najeźdźcy. Więcej! Uda się na planetę wroga! Wchodzimy na terytorium, po którym najczęściej przechadza się Woody Allen. Pastisz, nawet slapstickowe ujęcie, Jason wygrywa w każdym momencie. O "Wilkołakach z Montpellier" trzeba napisać tyle, że to przejmujący i angażujący opis związków międzyludzkich. Historia o szukaniu tożsamości, bardzo czuła i bardzo, mam wrażenie, osobista opowieść. Lykantropia jest oczywiście tematem przewodnim.

Jak na tle innych zbiorów wypada ten? Nie chciałbym tu rozstawiać tytułów na podium, każdy oferuje coś innego i każdy może być tym najlepszym na daną okazję. To, co wyróżnia opisywany album, to przede wszystkim inne podejście do formy. W późniejszych zbiorach plansze są podzielone na cztery kadry, w pierwszym jest gęściej. Musiałem się przestawić, bo byłem przyzwyczajony do zagrywki z dużymi kadrami. Być może jest tak, że te późniejsze mają większą siłę przebicie, treść lepiej wybrzmiewa, czytelnik nie dostaje planszy upstrzonej akcją. Ale to po prostu inny format, styl jest przecież zachowany, treść na takim samym wysokim poziomie.

Jason potrafi w jednym kadrze zamknąć coś bardzo istotnego, coś czym czytelnik chciałby się podzielić, puścić dalej, udostępnić. Jason bowiem nadaje się do tego, jego rysunki i teksty w dymkach to nierzadko trafny komentarz do wielu sytuacji. Polecam. Jest zabawny, potrafi wzruszyć, a już na pewno wprowadzić w pewien stan, w którym myśli skupiają się tylko na danym opowiadaniu.

Żeby zamknąć sprawę Jasona wydawanego pod skrzydłami wydawnictwa Kurc. musiałem cofnąć się do pierwszego albumu. Zbiór trzech opowieści to "Coś ci pokażę", "Ostatni muszkieter" i "Wilkołaki z Montpellier". Utrzymane w podobnej konwencji historyjki, które w swojej obyczajowej sferze stykają się niejednokrotnie z konkretnymi gatunkami.

To trzy zajmujące opowiadania z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

51 użytkowników ma tytuł Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier na półkach głównych
  • 36
  • 15
20 użytkowników ma tytuł Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier na półkach dodatkowych
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

 Jason
Jason
Jason to pseudonim norweskiego rysownika i scenarzysty Johna Arne Saeteroy'a, jednego z najbardziej znanych na świecie autorów komiksowych. Jason publikował swoje komiksy m.in. we Francji, Szwecji, Norwegii, Niemczech i Hiszpanii, stał się również jedną z największych gwiazd wydawnictwa Fantagrphics (USA). Komiksy Jasona były wielokrotnie nominowane do prestiżowych na rynku komiksu nagród (m.in. dwukrotnie do Ignatz Award), jest również laureatem Eisner Award i Harvey Award.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zamek Śpiący Linda Medley
Zamek Śpiący
Linda Medley
Sporo tych baśniowych komiksów u nas, a i często udanych. I “Zamek śpiący” dołącza do tego zacnego grona. Jest to czarno-biały, ślicznie wydany, humorystyczny komiks czerpiący garściami z przeróżnych baśni i ludowych tematów. Zaczynamy od śpiącej królewny, co wrzecionem się ukłuła, zapadła w sen wraz z mieszkańcami zamku. A gdy po latach się budzi, czmycha sobie z księciem, a mieszkańcy próbują sobie radzić pozostawieni sami sobie, do czasu aż przybywa do nich niespodziewany gość. Tak jak mówią, jest to lekka, baśniowa opowieść, niewymagająca, przyjemna, sympatyczna. Ale to nie jej jedyna zaleta. Jest tu pełno bardzo potrzebnego dystansu, dowcipnych dialogów, ciągłego poczucia przymrużenia oka, trochę jak u Pratchetta czuć szacunek do estetyki, ale też unoszącą się nad wszystkim gawędziarską dowcipność. Komiks zwycięża tonem. Bardzo konkretnym, charakterystycznym i autentycznie śmiesznym. Uśmiechać mi się zdarzało często, a kilka razy szczerze się zaśmiałem, co jest dla mnie rzeczą niespotykaną przy lekturze. I nie śmieszą tu raczej celne dowcipy, śmieszy skrupulatnie zbudowany duch tej opowieści. Niestety gdzieś w 2/3 komiksu formuła się jakby wyczerpuje, komiks zaczyna się ciągnąć i grzęźnie wśród dość niepotrzebnych i nieciekawych retrospekcji, a i humor gdzieś gubi wdzięk. Końcowa dość wymęczona, ale wciąż - warto! Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Wypadek na polowaniu. Prawdziwa opowieść o zbrodni i poezji. David L. Carlson
Wypadek na polowaniu. Prawdziwa opowieść o zbrodni i poezji.
David L. Carlson Landis Blair
Matthew Rizzo był mieszkańcem Graceland, który w wieku 18 lat został oślepiony w trakcie napadu na sklep. Po 4 latach więzienia został sprzedawcą ubezpieczeń, ale prywatnie pisał teksty filozoficzne. Jest prace zostały opublikowane dopiero po jego śmierci. Komiks „Wypadek na polowaniu” stanowi swego rodzaju biografię tej osoby. Charlie Rizzo mieszka ze swoim niewidomym ojcem, który podobno stracił wzrok na polowaniu. Pewnego dnia Charlie popada w konflikt z prawem i jego dalszy los zależy od tego czy zezna prawdę. Jego ojciec postanawia go przekonać zdradzając mu prawdę na temat prawdziwej przyczyny jego utraty wzroku. Początkowo nie byłem zbytnio zainteresowany fabułą. Codzienne życie w małym miasteczku nie jest zbyt porywające, nawet jeśli wprowadzony jest tu motyw opieki nad niewidomą osobą czy nieciekawego towarzystwa. Interesująco zaczyna się robić, kiedy na jaw wychodzą pewne sekrety. Fabuła staje się dramatyczna, a relacje są coraz bardziej napięte. Niestety ta dobrze zarysowana relacja ojca z synem trochę traci na sile w finale – w pewnym momencie Charlie przechodzi pewną niezbyt wiarygodną transformację. Podobało mi się, że wątek więzienia jest tu przedstawiony, w sposób z którym się dotychczas nie spotkałem. Po pierwszej jest to perspektywa osoby ociemniałej, która dopiero się uczy jak sobie radzić bez wzroku. Przy czym dalej wystawiony jest na przemoc i wykorzystywanie ze strony innych więźniów. Po drugie, w pamięć zapada jego relacja z Leopoldem. Dzięki niemu bohater poznaje literaturę i filozofię. Szczególną rolę odgrywa tutaj „Boska komedia” Dante Aligheriego. Struktura więzienia odzwierciedla piekło z komedii Dantego. Wraz z rozwojem fabuły można zrozumieć dlaczego pozornie nieistotne literatura odgrywa tak istotną rolę w rozwoju bohaterów. Warstwa graficzna doskonale wpasowuje się w klimat opowieści. Sceny realistyczne co jakiś czas zamieniane są w wymyślne wyobrażenia bohaterów i udaje w to wpleść sceny z „Boskiej komedii”. Często prostymi zabiegami jak całe czarne strony w momencie oślepienia Matta udaje się oddać doświadczenia bohaterów. Komiks ten stanowił dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Nie słyszałem wcześniej ani o twórcach komiksu, ani o głównym bohaterze. Gorąco polecam.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 9 15 dni temu
Wąż i kojot Philippe Xavier
Wąż i kojot
Philippe Xavier Matz
Są komiksy, które samym opisem fabuły przyciągają uwagę, intrygują, fascynują. To nie jest jeden z nich. Mamy tu dawnego przestępcę, który jako pierwszy, eksperymentalny uczestnik programu ochrony świadków, obecnie pod innym imieniem jeździ kamperem po Stanach. Spotyka piesko-kojota i opowiada mu historię swojego życia. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to zły punkt wyjścia. Przestępca, który złamał omertę, sprzedał swoich, samotny, starzejącą się mężczyzna na pustkowiach. To mogło się udać. Początek komiksu jest zresztą całkiem obiecujący. Klimatyczne, przestrzenne krajobrazy, ładne kolory, dużo oddechu, konkretny klimat. Niestety robi się gorzej jak tylko ktoś otwiera usta. Postaci przerzucają się nijakimi, utartymi frazesami, w dodatku brak tu równowagi i odpowiedniego rytmu, z otwartych plansz trafiamy momentami na strony kompletnie przeładowane tekstem. Mimo dość krótkiej formy (ok. 140 stron) trafiają się fragmenty śmiertelnie wręcz nudne (wspomnienia z przestępczej przeszłości bohatera), a sam zwierzak-towarzysz przez większość komiksu robi wrażenie bycia wprowadzonym mocno na siłę, jako narzędzie będące pretekstem do monologów głównego bohatera. Scenariuszowo jest w porządku, ale długość komiksu nie pozwala żadnej relacji wybrzmieć, przez co kompletnie nie umiałem się w komiks wczuć. Na plus epizod z córką bohatera, niestety zaskakująco krótki. Ładne pejzażyki, ale niestety niewiele więcej. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Bomba Laurent-Frédéric Bollée
Bomba
Laurent-Frédéric Bollée Denis Rodier Alcante
Czy jest jeszcze ktoś, kto nie zna historii bomby atomowej? No, ja. W sensie, teraz już znam. Wcześniej też kluczowe elementy kojarzyłem, ale przed lekturą „Bomby” szczegółów nie znałem, Oppenheimera nie widziałem A działo się tam, działo. Głośno o tym komiksie, i nie bez powodu. Nie tylko zgrał się w czasie z kinowym hitem, jest to też po prostu dobry i monumentalny komiks historyczny o nośnym temacie. Zaczyna się w dość napuszony sposób, motywem prawdopodobnie najgorszym w całym komiksie, czyli monologiem Cząsteczki Uranu, która robi tu niejako za narratora, i jest to dokładnie tak niezręczny i na siłę wprowadzony zabieg jak się można spodziewać. Motyw ten powraca regularnie i nie przestaje wprowadzać zażenowania. Ale to jest drobnostka. Poza tym to świetnie poprowadzony, sugestywnie i przejrzyście (choć bez fajerwerków) narysowany komiks historyczny, nie przeciążający czytelnika, angażujący, wszechstronny. Ciężko zliczyć motywy które tu fantastycznie zalśniły: przedwojenne niepokoje, wątpliwości moralne naukowców, gdzieś obok tego operacje militarne. Świetnie to działa. Jest to bardziej kronika niż historia obyczajowa, nie ma co liczyć na głębsze więzi z postaciami. Komiks czasami próbuje zrobić krok w tę stronę, ale szybko się wycofuje pod lawiną kolejnych wydarzeń i skoków w czasie. Nie jest to komiks idealny strukturalnie. I bardzo mnie to ucieszyło. Dzięki temu dawał poczucie pewniej swobodnej dokumentalności, pozbawionej usilnego wyreżyserowania. Finalnie wstrząsnął. Doedukował. Zmusił do przemyśleń. Został. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Tunele Rutu Modan
Tunele
Rutu Modan
Zostałem wielkim fanem Rutu Modan przy okazji “Ran wylotowych”, które zachwyciły mnie kameralnością, pisaniem relacji i zgrabnością scenariusza. Toteż długo nie czytałem z zamówieniem kolejnego komiksu autorki. “Tunele” są wyraźnie inne. Już sama kreska jest bardziej przerysowana, koślawa, ciut bardziej eksperymentująca z formą, ale jednocześnie lekko skręcająca w stronę komiksu humorystycznego. Którym notabene “Tunele” nie są, ale mają wyczuwalnie lżejszy ton. O cóż tu chodzi? W ręce córki znanego (choć już starego i nie do końca kontaktującego) archeologa trafia prawdziwy rarytas: tablica ze wskazówkami jak odnaleźć Arkę Przymierza. Kobieta bez dłuższego pomyślunku pakuje manatki, załatwia ekipę, zabiera dzieciaka ze szkoły i jedzie. Kopać. A tak się składa, że kopać muszą pod murem bezpieczeństwa na terenie Izraela, z arabską wioską po drugiej stronie. Autorka kopie tu tunele, kopie w przeszłości bohaterów, ale i w ich teraźniejszości. Cały komiks to trochę wielkie równanie relacji między przeróżnymi postaciami, które czytelnik stopniowo rozwiązuje, poznając coraz więcej zmiennych. Mnóstwo tu gierek, zdrad, rodzinnych niesnasek, rodzinnych pogodzeń, rozważań i relacji na tle religijnym i kulturowym, niektórych wcale nie tak oczywistych i zero-jedynkowych jak można by się spodziewać. Najbardziej urzekł mnie tu ton historii. Niejednoznaczny, nie stroniący od wyolbrzymień, dystansu i elementów humorystycznych, jednocześnie ani trochę nie bagatelizując poruszanych tematów, których wachlarz jest tu naprawdę szeroki. Jest tu miejsce na komiks przygodowy, dramat rodzinny, historię sensacyjną, komedię, a wszystko ładnie się zazębia wokół bardzo zgrabnej i mądrej opowieści. Rutu Modan wciąż na tak. Mniej niż w “Ranach wylotowych”, ale wciąż bardzo na tak. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Powrót pszczołojada Aimée de Jongh
Powrót pszczołojada
Aimée de Jongh
Aimée de Jongh zobrazowała poczucie winy oraz jego destrukcyjny wpływ na życie Simona, który nigdy nie przepracował traum z przeszłości, przez co zmuszony jest obecnie skonfrontować się z własnymi dylematami bez odpowiedniego wsparcia. Byłoby mu łatwiej, gdyby stanął do walki z jednym przeciwnikiem. Niemniej, snucie podobnych rozważań nie ma większego sensu, skoro w „Powrocie pszczołojada” tragedie zostają zwielokrotnione, a granice między nimi wyraźnie zatarte, dzięki czemu łatwiej dojść do wniosku o ich wzajemnym oddziaływaniu na kondycję psychiczną człowieka. Samobójstwo nieznanej kobiety, dramatyczny finał sprzeczki ze szkolnym kolegą oraz widmo bankructwa z powodu nierentowności rodzinnej księgarni łączy błędne przekonanie Simona o odpowiedzialności za każde z tych zdarzeń, mimo że nie mógł im zapobiec. Wykształcił w sobie mechanizm zaprzeczenia traumie, w związku z czym nie widzi potrzeby skorzystania z fachowej pomocy. Wspomniany problem dostrzega autorka, która do świata Simona wprowadza tajemniczą Reginę, aby przypomnieć bohaterowi o mądrości płynącej z obserwacji pszczołojadów w okresie jego dorastania. Im dalej w las, tym więcej drzew, co idealnie opisuje rozwój wydarzeń z niedawno poznaną dziewczyną oraz przewrotny finał komiksu o potrzebie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Aimée de Jongh poprowadziła swój debiut sprawną ręką, o czym świadczy graficzne dopracowanie angażującej fabuły z intrygującą końcówką. Przez chwilę rozważałem, czy na korzyść ilustracji nie zadziałałoby dodanie im barw, jednak po zamknięciu oczu i wyobrażeniu sobie potencjalnej kolorystyki doszedłem do wniosku, że efekt byłby groteskowy, a co mogłoby przekreślić „Powrót pszczołojada” w oczach wielu czytelników.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 1 rok temu
Terapia grupowa Manu Larcenet
Terapia grupowa
Manu Larcenet
Opowieści o byciu twórcą. Różnie z nimi bywa. Bywają męczące, i często są dla mnie oznaką pewnego oddalenia się twórcy ode mnie. Dajmy na to takiego Dawida Podsiadło, który z opowieści o konfrontacjach z przyziemnymi problemami stopniowo przesuwa się w stronę opowieści o tym, jak to jest być znanym artystą. Wciąż są to dobre płyty, momentami wybitne, ale zawsze zadaję sobie dwa pytania: czy mogę wciąż z tym empatyzować? I czy to znaczy, że bycie artystą tak zdominowało życie twórcy, że o niczym innym nie umie już opowiadać? Jest w tym pewne odklejenie autora, ale bywa to też o dziwo bardzo atrakcyjne. W “Terapii grupowej” Manu Larcenet (którego dwa poprzednie wydane u nas komiksy uważam za arcydzieła medium) konfrontuje się z niemocą twórczą. Konfrontuje się z rozmachem. Żonglując gatunkami, bawiąc się formą. Z dystansem do siebie (i tworząc koszmar edytorski, jak mniemam). W dużym stopniu jest to kalejdoskop chaotycznych prób odnalezienia w sobie iskry potrzebnej do stworzenia arcydzieła. Obawiałem się mocno ciężaru wynikającego z tego formalnego i emocjonalnego przeładowania, a czyta się to z początku całkiem przyjemnie. Po kilku stronach włączyła mi się ciekawość „co ten Manu dalej wymyśli”. Jest to przeładowane, intensywne i wymaga robienia sobie przerw, ale działa. Ale im dalej, tym silniejsze miałem poczucie, że motyw poszukiwania pomysłu jest tu przemielony (dosłownie) do porzygu. Wałkowane jest permanentnie to samo, na tysiąc sposobów. W 2/3 lektury miałem poczucie, że niby coś czytam, ale w zasadzie nic nie idzie naprzód. Momenty są tu bajecznie rozrywkowe, ale i niemiłosiernie męczące. Trafiałem na strony tak zawalone tekstem, że miałem ochotę odłożyć komiks z frustracji, kilkukrotnie to zresztą zrobiłem. Do tego Larcenet jest przedstawiony jako postać skrajnie antypatyczna, narcystyczna, z niezdrową relacją ze sobą, swoją twórczością i swoją rodziną. A konkluzja? Banalna i niezaskakująca, zupełnie mi nie wynagrodziła lektury. Jeśli ktoś lubi formalne eksperymenty i refleksyjne meta-komiksy, to na pewno warto spróbować. Dla mnie zupełnie bez szału. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Sztandar Czarnej Gwiazdy Yves Sente
Sztandar Czarnej Gwiazdy
Yves Sente Steve Cuzor
Nie wiem kiedy ostatnio tak się męczyłem z recenzją komiksu. W zasadzie wszystko się tu zgadza. Serio! To solidna pozycja, z pomysłem na siebie, dobrym rytmem, angażująca. Mamy tu komiks wojenny wymieszany z dramatem na tle rasowym - super. Mamy mega ciekawy punkt wyjścia: otóż gdy w XVII wieku powstaje pierwszy sztandar Stanów Zjednoczonych, w sekrecie pod jedną z białych gwiazd zostaje wszyta gwiazda czarna, jako symbol społeczności czarnoskórych jako równoprawnego budulca państwa amerykańskiego. Narracja idzie dwutorowo, obok historii z XVII wieku i wojny o niepodległość Stanów mamy też drugą wojnę światową, gdy informacja o sekrecie sztandaru wychodzi na światło dzienne i powołany zostaje specjalny oddział czarnoskórych, który ma zlokalizować i zdobyć wspomniany sztandar, co doprowadziłoby do przepisania podręczników historii. Historia trzyma w napięciu, sprawia wrażenie kompletności, nawet jeśli w pełni nie satysfakcjonuje. Jest bardzo poprawnie narysowana, szczegółowo, gdy trzeba - dynamicznie. Bardzo „namacalny” to komiks, spójnie i konkretnie napisany. Czy jestem zachwycony? No, nie. Ale to nie wina komiksu. Wydany również przez Mandiokę komiks „Ziemia, niebo, kruki” pokazał mi jak wygląda „mój” komiks wojenny: nieoczywisty, stonowany, ciut poetycki. W „Sztandarze” wszystko jest bardziej wprost, bardziej jednoznaczne, sensacyjne i dosadne. Stanowczo może się to podobać. Jest tu dużo akcji, jest szczerze angażująca intryga, jest w końcu ważny i boleśnie pokazany problem będący głównym emocjonalnym elementem napędowym tej historii. Zdecydowanie warto się zmierzyć. Chyba że jesteście mną. Wtedy tylko trochę warto. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 6 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jason: Coś ci pokażę / Ostatni muszkieter / Wilkołaki z Montpellier