Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach

Okładka książki Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach
Jürgen Elsässer Wydawnictwo: Muza reportaż
292 str. 4 godz. 52 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Wie der Dschihad nach Europa kam : Gotteskrieger und Geheimdienste auf dem Balkan
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
292
Czas czytania
4 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7495-306-1
Tłumacz:
Małgorzata Bochwic-Ivanovska
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach

Średnia ocen
6,6 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
46
38

Na półkach:

Książka rzucająca nowe światło na rozpad Jugosławii. Ważny głos w dyskusji, ale głos nieco kontrowersyjny. Książka ma wyraźny proserbski i antyamerykański charakter. Ale nawet jeśli połowa faktów jest prawdziwa, warto im się przyjrzeć.
Wartość poznawczą obniża nieco postać autora, który ze skrajnego lewicowca czy wręcz komunisty stał się zagorzałym zwolennikiem prawicy, twardych rządów Putina i niemieckiej AfD. Neofici są zawsze najgorsi. Ale książkę warto przeczytać.

Książka rzucająca nowe światło na rozpad Jugosławii. Ważny głos w dyskusji, ale głos nieco kontrowersyjny. Książka ma wyraźny proserbski i antyamerykański charakter. Ale nawet jeśli połowa faktów jest prawdziwa, warto im się przyjrzeć.
Wartość poznawczą obniża nieco postać autora, który ze skrajnego lewicowca czy wręcz komunisty stał się zagorzałym zwolennikiem prawicy,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

97 użytkowników ma tytuł Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach na półkach głównych
  • 67
  • 28
  • 2
19 użytkowników ma tytuł Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Buntownicy. Polskie lata 70. i 80. Joanna Wawrzyniak
Buntownicy. Polskie lata 70. i 80.
Joanna Wawrzyniak Hanka Grupińska
Zamknęłam ostatnią stronę "Buntowników" i westchnęłam. PRL to były ciężkie czasy - pamiętam je, bo na czasy PRLu przypadło moje dzieciństwo. Ale, jak to zwykle bywa, i tak myślę o swoim dzieciństwie jak o raju utraconym. Dobrym czasie. Ale czy tak myślą o tym czasie również bohaterowie tej książki? Czy mogliby? Czy mają za czym tęsknić? Okazuje się, że... tak. Paradoksalnie, bo przecież to nie były dobre czasy. To były czasy prześladowań, ubeków, brutalności, świństw i podłości. Był stan wojenny, pustki w sklepach, była cenzura i PRLowska szarzyzna. Ale były też takie aspekty tego życia, za którymi można zatęsknić. wartości same w sobie - nonkonformizm, opozycja wobec zła, duch walki, bohaterstwo, przyjaźń, bezinteresowność... wódki łyk i dyskusje po świt. PRLowskie życie społeczne, życie sąsiedzkie, podwórkowe, które ja jeszcze pamiętam, a które później zaczęło zanikać, a teraz już jest bladym wspomnieniem tylko. Za tym można zatęsknić... w tym naszym wolnym kraju. Jest to książka fascynująca, bo fascynujące są losy jej bohaterów. I szczególnie interesująca dla mnie jako poznanianki - bo przecież ja tych ludzi znam, choćby z widzenia, choćby z teatru. I te miejsca przecież znam. słynne poznańskie "Ósemki" i Lech Raczak, Stanisław Barańczak przechadzający się po "moich" korytarzach w Collegium Novum, Maciej Frankiewicz i jego późniejsze działania w magistracie... Moje miasto i jego mieszkańcy. Ta książka jest ważna, bo przypomina o nich - o tych wszystkich ludziach, bohaterach wielkiego formatu - ale i mikro-bohaterach; o ludziach z czołówki KORowskiej i solidarnościowej opozycji, obecnych politykach, ale też zwykłych-niezwykłych obywatelach, nikomu nie znanych z nazwiska - osobach, które użyczały swoje mieszkania, zamieniały łazienki w drukarnie, żyły dosłownie na bibule... O tych wiecznie opozycyjnych studentach - ach, jakże to słowo się zdewaluowało od tego czasu... O różnych formach kontrkultury i kontestacji ówczesnej rzeczywistości. Książka została przez autorki bardzo dobrze przemyślana pod względem struktury. Dobrym pomysłem było wprowadzenie podziału na KORowskie lata 70-te i solidarnościowo/stano-wojenne lata 80-te. Wspomnienia bohaterów zostały chronologicznie pogrupowane, więc w kolejnych fragmentach na ten sam temat (np. jak rozpoczął się dla mnie stan wojenny?) wypowiada się kilka(naście) osób. Daje to szerszą perspektywę - bo przecież nie da się wszystkich wspomnień i emocji wrzucić do jednego garnka i wyciągnąć średniej. Dodatkowym atutem jest przedstawienie dalszych losów bohaterów tej książki oraz ich poglądów na kwestię lustracji. Ciekawe jest to, jakie internowani i represjonowani działacze opozycji mają na ten temat opinie, a także - w jaki sposób te lata wpłynęły na ich późniejsze życie. To był bardzo udany zabieg ze strony autorek. Kolejną zaletą jest dodanie kilku "okołoPRLowych" esejów na samym końcu - jest tu i alfabet PRLu, i życie codzienne, socjalistyczna architektura, życie artysty plastyka, a także rozważania o życiu społecznym, a nawet o roli... alkoholu. Bardzo dobrze się to czyta. I ogląda - bo tych czarno-białych fotografii z prywatnych albumów, czasem bardzo intymnych, czasem poruszających, czasem niezwykle zwykłych - jest w książce sporo. "Born in the PRL... I was born in the PRL", chciałoby się zaśpiewać niczym Bruce. Urodziłam się w PRLu, w latach 70-tych, w czasach już dawno słusznie minionych, ale nadal żyjących w mojej świadomości, w świadomości moich rodziców, w naszej świadomości zbiorowej. Ta książka była dla mnie dość emocjonalnym przeżyciem. Moim zdaniem to pozycja warta przeczytania i zadumania się nad losami ludzi, którzy pragnęli wolności - dobra, które później jakoś przestaliśmy doceniać... ba, chyba nawet zauważać. I jednocześnie, automatycznie, rodzi się w czytelniku pytanie - czy naprawdę teraz jesteśmy wolni? I czy o taką Polskę oni walczyli? ...ale to już zupełnie inna historia. Polecam!
monah - awatar monah
ocenił na 8 13 lat temu
Zbrodnia. Twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem E. Benjamin Skinner
Zbrodnia. Twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem
E. Benjamin Skinner
To zdanie umieszczone na odwrocie książki sprawiło, że tytuł główny nabrał dla mnie zupełnie innego znaczenia. Początkowo kojarzył mi się wyłącznie z tematyką kryminalną. W tych reportażach ma dużo szerszy zakres i groźniejszy wymiar. Obejmuje zasięgiem cały świat i jest trudne do zauważenia przez przeciętnego człowieka. To niewolnictwo. Mamy XXI wiek, a ono nadal istnieje wbrew i pomimo „dwunastu międzynarodowych konwencji zabraniających handlu ludźmi oraz ponad trzystu międzynarodowych traktatów zakazujących niewolnictwa”. Na dodatek, jak na ironię, polityka poprawności ONZ „doprowadziła do sytuacji , w której obecnie na świecie żyje więcej niewolników niż kiedykolwiek wcześniej w historii ludzkości” i to pomimo uznania go za zbrodnię przeciwko ludzkości. Niewidoczne i nieobecne w świadomości ludzkiej, nadal uchodzi za zjawisko historyczne. Dla niektórych nieistniejące współcześnie. Dla innych niedostrzegane ze względu na głębokość jego ukrycia w państwach europejskich i USA oraz ze względu na powszechność przechodzącą w normę w krajach trzeciego świata. Autor, podejmując się osobistego zbadania tego zjawiska na świecie, największy problem miał właśnie z jego dostrzeżeniem w miejscu, do którego przybywał, pisząc – „gdy przyjeżdżałem do jakiegoś państwa, przez pierwsze tygodnie największym wyzwaniem było dla mnie znalezienie choćby jednego niewolnika. Po nawiązaniu kontaktu z odpowiednimi ludźmi, często podejrzanymi typami, przechodziłem na drugą stronę lustra. Wtedy niewolników dostrzegałem wszędzie”. I zaproponował mi przejście na tę drugą stronę zwierciadła. Prosto do piekła! Do świata, „w którym nie powstrzymano ideologii aprobujących niewolnictwo”, w którym człowiek jest tańszy od świni i w którym nie istnieją żadne traktaty i porozumienia abolicyjne. Przez pięć lat odwiedził dwanaście państw, nagrywając setki wywiadów z niewolnikami, handlarzami niewolników i osobami, którym udało się odzyskać wolność. Zabrał mnie do Port-au-Prince na Haiti, gdzie pokazał życie dzieci zwanych restavekami (nierzadko liczącymi sobie zaledwie trzy lub cztery lata), dla których przemoc to codzienność i pierwszą lekcję zauważania dziecięcego niewolnika – „Piętnastoletni niewolnik jest średnio 3,8 centymetra niższy i 18 kilogramów lżejszy od przeciętnego piętnastolatka. Na skórze mogą mieć oparzenia od gotowania dla swoich panów albo blizny od bicia (do którego może dojść nawet w miejscu publicznym) pejczem martinet, kablami elektrycznymi lub drewnianymi rózgami. Noszą wyblakłe, rozciągnięte, używane ubrania. Chodzą boso lub w sandałach, a jeśli mają szczęście, to w za dużych butach”. I nigdy nie spojrzą ci w oczy. Można z nimi zrobić wszystko – „zgwałcić, zabić, posiekać na kawałki i nakarmić nimi świnie”. Problem ten, przy okazji pisania o historii niewolnictwa na Haiti, zasygnalizował Adam Węgłowski w „Żywych trupach”, nazywając śmierć społeczną znikających ludzi zjawiskiem zombie. Podczas wyprawy do Sudanu pokazał mi konsekwencję długotrwałych konfliktów zbrojnych między północą a południem przekładającym się między innymi na rosnącą skalę niewolnictwa. O tym zjawisku czytałam we wstrząsających wspomnieniach Dave’a Eggersa „Co to za Coś”. Problem handlu niewolnicami seksualnymi w Holandii i Mołdawii przypomniał mi, że ten temat szeroko naświetliła Lydia Cacho w „Niewolnicach władzy”. W Rumunii pokazał mi sprawność dobrze działającej mafii cygańskiej zniewalającej romskie dzieci i dziewczyny do prostytucji, której mechanizmom jej działania Rolf Bauerdick przeznaczył jeden rozdział w „Cyganach”. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich to, co opisała Aleksandra Chrobak w „Beduinkach na Instagramie”, poświęcając rozpaczliwy rozdział niewolnictwu służących, autor poszerzył o robotników budowlanych i dzieci wykorzystywanych do ujeżdżania wielbłądów. To nie wszystko. Wymieniłam tylko te kraje, które były mi znane z wcześniejszych publikacji. Rozproszone, nie przemawiały tak silnie, jak zebrane w tej jednej pozycji. A w tej podróży po niewolniczym piekle odwiedził jeszcze Indie, w których niewolnictwo jest dziedziczne i w których wioski w dwóch trzecich należą do jednego pana, w których dzieci pracują „niewolniczo na straganach z herbatą i w fabrykach produkujących sari”, tkają dywany, łowią ryby i zwijają papierosy po kilkanaście godzin dzienne, w makabrycznych warunkach, przypłacając to zdrowiem i nierzadko życiem. To co najmniej pół miliona dzieci w samej stolicy Delhi. Podróż kończy w USA, gdzie „każdego roku handlarze ludźmi przywożą do Stanów Zjednoczonych więcej niewolników niż ich koledzy po fachu w XVII wieku, jeszcze przed wojną o niepodległość”. Gdzie w centrum moralnego świata na Manhattanie, niedaleko siedziby ONZ, można „w biały dzień kupić zdrowego chłopca lub dziewczynkę. Do wyboru macie niewolnika o dowolnym kolorze skóry”, którego „możecie wykorzystać w dowolnym celu. Najczęstsze zastosowania to seks i pomoc domowa, ale decyzja należy do was.” – zachęca handlarz. Pamiętajmy, cały czas jesteśmy w XXI wieku! Obraz skali problemu dotykającego współczesną ludzkość autor uzyskał dzięki kompleksowemu omówieniu zjawiska niewolnictwa w jednej publikacji. Nie tylko wydobywa go z mroku szarej strefy, odwiedzając opisywane miejsca, fabryki, burdele, prywatne domy handlarzy, dzielnice czerwonych latarń, wioski niewolników, przemierzając drogę handlu od sprzedawcy do nabywcy i pozorując takie procedury, nie tylko przytacza kilka wstrząsających i tragicznych losów konkretnych osób spośród setki poznanych, by dać twarz statystykom, ale również pokazuje sylwetki osób działających w ruchach abolicjonistycznych. Ludzi spalających się dla sprawy, ale i polityków, szczególnie amerykańskich, wykorzystujących problem do rozgrywek dyplomatycznych lub walki politycznej o władzę. Obnaża również hipokryzję amerykańskiego rządu. Wskazuje poważne wady amerykańskiej strategii, z których największą jest walka ze skutkami, a nie z przyczynami. W efekcie „handel ludźmi wykorzystywanymi seksualnie przypominał hydrę. Zamknij jeden duży burdel, a gdzie indziej wyrosną dwa mniejsze. Zamknij i te, to handlarze zaczną dowozić dziewczyny do klientów. Zaaresztuj lub zabij handlarzy działających wzdłuż jednej trasy, kolejni pojawią się przy innej, gdzie urzędnicy chętniej biorą łapówki. Zrób porządek na jednej granicy, a handlarze opanują setki kilometrów niestrzeżonych granic przecinających całą Europę. Rozbij siatkę przestępczą nadzorowaną przez mafię, w jej miejsce powstanie trzydzieści lokalnych przedsięwzięć.” Taka sytuacja sprzyja utopijnemu myśleniu, że zwalczenie wszystkich form niewolnictwa jest niemożliwe. Zwłaszcza, że przynosi największe zyski zaraz po handlu bronią. Autor temu podejściu przeciwstawia się. Jest przekonany, że wprawdzie „niewolnictwo towarzyszy ludzkości od ponad pięciu tysięcy lat, a jednak dzięki wzmożonym i skoordynowanym wysiłkom możemy je wyeliminować w ciągu jednego pokolenia”. Chociażby poprzez „przeciąganie” ludzi na drugą stronę lustra, by zobaczyli współczesne piekło niewolników. Nie poprzestaje jednak tylko na uświadamianiu czytelników. Podpowiada, co można zrobić jeszcze, by nie pozostać świadomym, ale biernym lub, co gorsza, nie wyrzucić z pamięci tego wszystkiego, o czym napisał, powracając w stan wygodnego zapomnienia o najbardziej palącym i najbardziej lekceważonym problemie społecznym – pamiętajmy! - będącym zbrodnią przeciwko ludzkości. Na swój skromny sposób (a liczy się każdy) dołączam do autorytetów tego świata promujących tę pozycję – Billa Clintona i Elie Wiesela – i podsuwam to „lustro” kolejnym czytelnikom. Zupełnie inaczej patrzy się wtedy na dziewczyny przy autostradach łapiących klientów. Nie w kategoriach moralno-oceniających, ale w kategorii niewolnictwa. Wtedy widzi się niewolnictwo i jego ofiary również w Polsce. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 6 lat temu
Imperium strachu Benjamin Barber
Imperium strachu
Benjamin Barber
Prorocza analiza polityki Stanów Zjednoczonych po zamachach z 11 września 2001 roku. Dla przypomnienia, prezydent Bush, wspierany przez tzw. orły ze swojej administracji, obrał ostry kurs wobec państw określanych jako oś zła. Efektem tego kursu były wojny w Afganistanie i Iraku oraz niepokojąca dla autora wizja powstania tytułowego imperium strachu, a więc doktryny zastraszenia nieprzyjacielskich Stanom Zjednoczonym państw świata. Barber w swojej książce ukazuje iluzoryczność i krótkowzroczność tak prowadzonej polityki, a my, z perspektywy czasu, mamy pełne potwierdzenie słuszności jego rozumowania w tym zakresie. Ani Afganistan, ani Irak nie stały się kwitnącymi demokracjami typu zachodniego, a amerykańska interwencja doprowadziła do nieopisanego chaosu w tej części świata. Ostrzegał przed tym autor pisząc o Iraku w 2003 roku: „Czy takie państwo da się gwałtem przekształcić we wzorową bliskowschodnią demokrację w ciągu kilku miesięcy? Lat? Albo dziesięcioleci? Bardziej prawdopodobne jest to, że zamiast natychmiastowej demokracji w Iraku na długo zapanuje anarchia, grabieże, przestępczość (…), walki plemienne i wojna domowa, taka, jaka ogarnęła Jugosławię po upadku komunizmu” (s.196). Tym, czym stał się Irak po obaleniu Saddama Husajna, osoby zainteresowane tematyką międzynarodową doskonale wiedzą. O tym, jak do tego doszło, i jakie czynniki zadecydowały o zaangażowaniu się Amerykanów w bliskowschodnią awanturę można przeczytać w pierwszej części „Imperium strachu”. W części drugiej natomiast autor przedstawia nam alternatywę dla takiej polityki. Brutalnej doktrynie interwencjonizmu militarnego orłów Barber przeciwstawia ideę demokracji prewencyjnej dalekowzrocznych sów (które to zastępują u Barbera gołębie). Barber jest demokratą z przekonania, a więc uważa, że tylko demokracja jest ustrojem gwarantującym pokój i bezpieczeństwo na świecie. Dlatego też nawołuje do prewencyjnego popierania procesów demokratyzacji społeczeństwa wszędzie tam, gdzie tylko jest taka szansa. I tutaj też nie sposób nie zgodzić się z autorem, że dobrobyt i procesy demokratyzacji są chyba najskuteczniejszymi sposobami neutralizacji terroryzmu na świecie (administracja Busha nie dostrzegła prostego faktu, że o ile można zburzyć struktury państw wspierających, faktycznie lub nie, terroryzm, o tyle dorwanie samych terrorystów już takie proste nie jest, gdyż wyrastają oni z biedy, zacofania i braku perspektyw, a także mogą przenikać przez granice i przenosić swoją działalność z miejsca na miejsce). Cały problem polega jednak na tym, że są to działania mało medialne (co dostrzega sam autor), a do tego obliczone na lata czy nawet dziesięciolecia. Demokracja bowiem czerpie swoje siły z ogólnego poziomu danego społeczeństwa i nie da się jej narzucić z zewnątrz. Można stworzyć doskonałe prawa, przemyślany ustrój, stworzyć urzędy i instytucje, ale bez demokratycznego społeczeństwa nie będą one działać prawidłowo, czego smutnym obrazem jest współczesny Irak. Tak jak już napisałem, właściwie nie sposób nie zgodzić się z tym, co napisał w „Imperium strachu. Wojna, terroryzm i demokracja” Benjamin Barber. Imperium strachu nie powstało, bo Stany Zjednoczone ugrzęzły w Iraku i Afganistanie na długie lata. Doktryna ta zatem nie tylko nie zadziałała, ale wręcz zmobilizowała nieprzychylne Amerykanom kraje do zrewidowania swojej polityki (Rosja, Korea Północna) i obrania ostrzejszego kursu na przyszłość. Również doktryna demokracji prewencyjnej nie doczekała się realizacji w ramach jakiegoś długofalowego plany strategicznego, gdyż wymaga ona nie tylko zsynchronizowania działań państw demokratycznych, ale także poświęcenia swoich licznych interesów w zamian za bardzo odległe i mgliste skutki. Żaden z demokratycznych polityków tego nie doczeka, więc nie jest zainteresowany w mocniejszym wspieraniu tego typu polityki. Tak czy inaczej, książka Barbera okazała się bardzo ciekawym przykładem tego, jakie są efekty, gdy nie słucha się mądrych ludzi, i pokłada się ślepą wiarę w spuście karabinu, co kosztowało życie dziesiątków tysięcy ludzi. Z pewnością potrzebujemy więcej tego typu książek.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 7 4 lata temu
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego Andrzej Stasiuk
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego
Andrzej Stasiuk Mircea Cărtărescu Karl-Markus Gauß Sibylle Lewitscharoff Serhij Żadan Attila Bartis Emine Sevgi Özdamar Neal Ascherson
(tekst znajduje się na www.rudymspojrzeniemnaswiat.blogspot.com) Odessa transfer to zbiór reportaży trzynastu różnych autorów (Neal Ascherson, Attila Bartis, Mircea Cărtărescu, Nicoleta Esinencu, Karl-Marcus Gauss, Katja Lange-Mϋller, Sibylle Lewitscharoff, Aka Morchiladze, Emine Sevgi Özdamar, Katja Petrowskaja, Andrzej Stasiuk, Takis Theodoropoulos, Serhij Żadan). Na trzynaście sposobów przedstawiono tu Morze Czarne – czyli miejsce, gdzie stykają się różne kultury i religie, gdzie Europa i Azja podają sobie rękę. Tam zbiegają się różnego rodzaju szlaki, spotykają oraz ścierają się różne wpływy i interesy. Jeśli ktoś choć raz był przynajmniej w dwóch państwach, które leżą nad Morzem Czarnym, to wie, jak bardzo różne potrafią być miasta, klimaty i samo wybrzeże. Nie mogę powiedzieć, że wszystkie reportaże podobały mi się jednakowo bardzo. Wśród nich kilka moim zdaniem należy wyróżnić. Przede wszystkim Podbój gościnnego morza Takis’a Theodoropoulos’a. Wydaje mi się, że głównie za oryginalne wplecenie mitu o Jazonie, złotym runie i Medei. Wyspa szczęśliwców Sibylle Lewitscharoff ujęła mnie swoją metafizycznością i zmusiła do zastanowienia, co tak naprawdę autorka miała na myśli. Reportaż, który tak naprawdę wychodzi poza tę formę i zbliża się do opowiadania. Odessa transfer Nicoleta Esinencu początkowo wzbudził niechęć, ponieważ jest zbliżony do wiersza. Jednak już po kilku wersach, wciągnął i aż żałowałam, że już się skończył. Bardzo interesujący sposób na pokazanie realiów życia nad Morzem Czarnym. W Dzieciach z Orlanoka Katja Petrowskaja natomiast przeraziły mnie współczesne sposoby prania mózgu dzieciom. Oryginalne, nie da się ukryć. Z pożytkiem dla kraju – nie będę zaprzeczać. Jakby nie patrzeć fakt indoktrynacji jest tu jednak niezaprzeczalny. Jadąc do Stambułu Andrzeja Stasiuka to moje pierwsze zetknięcie z tym autorem. Pozytywne, aczkolwiek muszę przyznać, że oczekiwałam trochę większego zachwytu. Jednak wszystko jeszcze przede mną. Ciężko opisać każdy reportaż nie zdradzając treści. Podsumowując, wszystkie teksty ujęte w Odessa transfer na pewno warto przeczytać. Szczególnie, jeśli kogoś interesują miejsca nad Morzem Czarnym. Dzięki książce można lepiej poczuć ten klimat i zrozumieć mieszkańców państw tam położonych.
Marta Kraszewska - awatar Marta Kraszewska
oceniła na 6 11 lat temu

Cytaty z książki Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jak Dżihad przybył do Europy. Wojownicy Boga i tajne służby na Bałkanach