rozwiń zwiń

Grzech pierworodny

Okładka książki Grzech pierworodny
Paco MedinaJavier Pulido Wydawnictwo: Egmont Polska Seria: Marvel NOW! komiksy
252 str. 4 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
Marvel NOW!
Tytuł oryginału:
Original Sin
Data wydania:
2017-08-17
Data 1. wyd. pol.:
2017-08-17
Data 1. wydania:
2014-05-07
Liczba stron:
252
Czas czytania
4 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328127081
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Grzech pierworodny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Grzech pierworodny

Średnia ocen
6,8 / 10
102 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
141
141

Na półkach:

Zabijają Watchera. Szczerze bardzo ciekawa i dobrze poprowadzona "who done it?". Dostajemy okruszki, małe poszlaki, które wskazują na winowajcę. Ale to nie wszystko, ta tajemnica jest głębsza.

Poza tym to tutaj Thor przestaje być godny. Dostał tajemnice, która mu to odebrała. Ciekawe co to za tajemnica. Ciekawe, kiedy się tego dowiemy. Pewnie w niegodnym, czyli za jakiś czas.

A ogólnie głównymi problemami do rozważenia w tym komiksie, poza oczywistymi grzechami, jest następstwo, przekazywanie pałeczki, czy warto przekraczać granice i zaufanie. Może nie zostały bardzo głęboko wyeksploatowane, ale wystarczająco. Historia była satysfakcjonująca, choć rozumiem mieszane przyjęcie.

Zabijają Watchera. Szczerze bardzo ciekawa i dobrze poprowadzona "who done it?". Dostajemy okruszki, małe poszlaki, które wskazują na winowajcę. Ale to nie wszystko, ta tajemnica jest głębsza.

Poza tym to tutaj Thor przestaje być godny. Dostał tajemnice, która mu to odebrała. Ciekawe co to za tajemnica. Ciekawe, kiedy się tego dowiemy. Pewnie w niegodnym, czyli za jakiś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

154 użytkowników ma tytuł Grzech pierworodny na półkach głównych
  • 123
  • 31
100 użytkowników ma tytuł Grzech pierworodny na półkach dodatkowych
  • 47
  • 25
  • 9
  • 7
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Liga Sprawiedliwości Bez granic: Ku infernu Tamra Bonvillain, Dan Mora, Mark Waid
Ocena 0,0
Liga Sprawiedliwości Bez granic: Ku infernu Tamra Bonvillain, Dan Mora, Mark Waid
Okładka książki Spider-Man: Brand New Day (Anthology) Chris Bachalo, Mark Waid, Zeb Wells
Ocena 0,0
Spider-Man: Brand New Day (Anthology) Chris Bachalo, Mark Waid, Zeb Wells
Okładka książki Władza absolutna: Finałowe starcie Dan Mora, Mark Waid
Ocena 0,0
Władza absolutna: Finałowe starcie Dan Mora, Mark Waid
Okładka książki Justice League Unlimited: The Omega Act Marc Guggenheim, Dan Mora, Yasmine Putri, Cian Tormey, Mark Waid, Joshua Williamson, Carmine di Giandomenico
Ocena 0,0
Justice League Unlimited: The Omega Act Marc Guggenheim, Dan Mora, Yasmine Putri, Cian Tormey, Mark Waid, Joshua Williamson, Carmine di Giandomenico

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Thor Gromowładny: Ostatnie dni Midgardu Simon Bisley
Thor Gromowładny: Ostatnie dni Midgardu
Simon Bisley Esad Ribić Jason Aaron Agustin Alessio R. M. Guéra
„Thor: Ostatnie dni midgardu” to ostatni tom cyklu „Gromowładny Thor”.Twórcą scenariusza ponownie jest Jason Aaron, a autorami rysunków do historii zawartych w albumie byli: Esąd Ribic, Augustin Alessio, R.M. Guera oraz Simon Sisley. W przedstawionym albumie możemy śledzić kilka historii, z czego dwie wydają się głównymi (zajmują najwięcej stron albumu). Ogólnie powiem, że mam mieszane odczucia co do niniejszego albumu. Początkowo myślałem nawet o wystawieniu mu oceny 8/10, jednak ta historia o starciu Króla Thora i jego wnuczek z Galactusem… Jak dla mnie, to po prostu zwykła typowa superhero napier*******, jakich wiele, na dodatek wspomniane fragmenty nie przemawiają do mnie, jeśli chodzi o aspekty wizualne. Rozumiem, że autorzy chcieli zaakcentować, że mamy do czynienia z ponurą przyszłością, w której ziemia stanowi pustkowie, no ale te kolory… Nie przepadam za żółtym kolorem, nic nie poradzę. Historia o starciu Thora z Dario Agger’em i jego korporacją Roxxon uważam za zdecydowanie ciekawszą i ładniejszą, może użyte określenie nie jest najbardziej precyzyjne… Podoba mi się jak twórcy przy pomocy różnych kolorów budują poczucie grozy i zepsucia… Muszę przyznać, że Dario Agger to niezły łajdak… Zagadnienia związane z szeroko rozumianą ekologią, są bliskie mojemu sercu, zapewne z tego względu, delikatnie mówiąc, nie trawie wspomnianego czarnego charakteru… Historia, zyskała moje uznanie, m. in. za to, że ukazuje Ona bezradność Thora w starciu z takim przeciwnikiem jak korporacja Roxxon… Trzeba przyznać, że to dość nietypowy wróg, jak na przygody księcia Asgardu. Historie o Thorze kojarzą mi się głównie ze starciami z różnego rodzaju potworami czy innymi kosmicznymi istotami, więc omawiana część komiksu, to taka mila odmiana. Gorzkie zakończenie przedstawionych wydarzeń, też miało swój urok. Jeśli chodzi o te dwie dodatkowe historie, to są one ciekawe wizualnie (mają fajne rysunki), ale jeśli chodzi o treść i poruszane wątki, to lepsza jest opowieść, o narodzinach Malekita Przeklętego, niż ta, o starciu młodego Thora i wikingów z lodowymi olbrzymami. Album oceniam ostatecznie jako dobry (7/10). Historia o starciu Thora z korporacją Roxxon idealnie ukazuje ułomności boga burz i jego największe słabości. Dodatkowo na koniec przedstawionych wydarzeń, możemy zobaczyć, że gromowładny czegoś się uczy (przechodzi pewną przemianę). Chodzi omawiany album jest ostatnią częścią cyklu to moim zdaniem, można go spokojnie przeczytać bez znajomości poprzednich tomów. Jeśli, więc nie jesteś obeznany w komiksach Marvela, a chcesz coś przeczytać, to śmiało możesz sięgnąć poomawiany album.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 2 lata temu
Thor Gromowładny: Przeklęty Ron Garney
Thor Gromowładny: Przeklęty
Ron Garney Jason Aaron Nic Klein Das Pastoras
Po dość dobrym pierwszym tomie Thora Gromowładnego i lekko gorszej „Bożej Bombie” czas na mocnego średniaka, który niestety nie wyróżnia się właściwie niczym. „Przeklętego” oceniam lekko słabiej niż część drugą z serii ze względu na całą historię, która dla mnie była aczytalna, dziwna, chaotyczna i zupełnie nieangażująca. Akcja w komiksie znowu idzie na łeb na szyję, jest wręcz przesiąknięta krwią i destrukcją, bohaterów jest niezwykle dużo, jednak żaden z nich nie wystaje ponad szereg, zwyczajnie jawią się jako skupisko nic-nie-znaczących dla fabuły postaci. O dziwo, tytułowy bohater, Thor również nie pojawia się jakoś często, zwyczajnie jest go za mało i przez większość czasu nie robi nic znaczącego dla popchnięcia historii. Kreska, mimo zmian rysowników nie jest jakoś bardzo wybitna, ot typowa dla tego typu przygód, choć nadal wyczuwalny jest jej styl i klimat idealny dla nordyckiego boga. Główny antagonista niczego sobie, jednak zwroty akcji i nagromadzenie dziwnych, chaotycznych wątków obok sprawia, że komiks był dla mnie ciężki w odbiorze. Historia ciągnęła się, nudziła mnie strasznie, dialogi ledwo co można było czytać. Zobaczę jak zakończy się cała opowieść w czwartym tomie, choć tym razem nie obiecuje sobie, że będzie lepiej i chyba tylko pierwsza część jako tako wyszła.
LosingHope - awatar LosingHope
ocenił na 6 2 lata temu
Thor Gromowładny: Boża bomba Esad Ribić
Thor Gromowładny: Boża bomba
Esad Ribić Jason Aaron Butch Guice
Druga część z serii o Thorze Gromowładnym jest nieco gorsza, niż pierwsza i jednocześnie bardziej zagmatwana, chaotyczna i dziwna. Idealnie rozwija wątki podane w poprzedniej części, stanowi też świetną rozrywkę, choć w wielu fragmentach może rozczarować. Rozczarowuje przede wszystkim ze względu na historię genezy głównego bohatera, która jest bardzo infantylna i mogła zostać przedstawiona o wiele ciekawiej. Na uwagę jednak zasługują fantastyczne rysunki Ribića, idealnie wkomponowane w nordycki klimat całego komiksu i postaci Thora. Akcja komiksu idzie na łeb, na szyję, będąc równocześnie bardzo dziwną i chaotyczną. Niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że zmierza ona w konkretnym kierunku, ale to nie do końca prawda, bo choć fabuła jest prosta niczym drut, akcja czasem zaskakuje. Powieści brakuje kilku stron, by rozwinąć historię i ją zakończyć, a tak przedstawia mało satysfakcjonujący finał, przez który na pewno będzie trzeba sięgnąć po kolejną część. Z plusów: przedstawienie interakcji między Thorami i ich często odmienne, podyktowane przez różne doświadczenia i charaktery, podejścia do poradzenia sobie z problemem. Dostarczało to też świetnej rozrywki i humoru. Komiks przedstawia wiele wartości, które dają do myślenia, przede wszystkim podejście ludzi do bóstw, ślepa wiara w ich pomoc. Na uwagę również zasługuje rozbudowanie przedstawionego świata i jego złożoności. „Boża Bomba” to ciekawie zbudowana powieść graficzna i świetne zakończenie historii Thora i Bogobójcy. Fabuła nie zachwyca, jest dość przewidywalna i typowa pod taką opowieść, ale fantastyczne rysunki Esada Ribića sprawiają, że od historii nie da się oderwać. Ciekawa jestem, co autorzy przedstawią w kolejnej części, do której na pewno niedługo zajrzę.
LosingHope - awatar LosingHope
ocenił na 6 2 lata temu
Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki) / All-New X-Men: Proces Jean Grey Brian Michael Bendis
Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki) / All-New X-Men: Proces Jean Grey
Brian Michael Bendis Sara Pichelli Stuart Immonen
Omawiany album stanowi crossover między cyklami: Strażnicy Galaktyki i All New X-men.Twórcą scenariusza do materiałów zebranych w niniejszej pozycji był Brian Michael Bendis, artystami odpowiedzialnymi za rysunki byli natomiast: Sara Pichello, Stuart Immonen i David Marquez. Albumowi daję ocenę 7/10, czyli według mojej skali uznaje go za dobry. Jeśli chodzi o kwestie wizualne, to komiks mi się przyjemnie przeglądało, było parę stron, na których rysunki wydawały się wyglądać nieco gorzej od pozostałych, ale tak ogólnie mi się wszystko podobało. Nie jestem jednak specjalistą od rysunków itp. Jeśli chodzi o fabułę, to również oceniam ją jako dobrą . Powiem szczerze, że do omawianej pozycji podchodziłem trochę z rezerwą… Nie czytałem wcześniej komiksów o strażnikach galaktyki, a filmy z MCU o wspomnianej grupie też jakoś mnie nie porwały… Dodatkowo tematyka kosmosu Marvela, mnie osobiście nie pociąga, zapewne dlatego, że jeśli chodzi o kosmiczne opowieści preferuje Gwiezdne Wojny... Omawianą pozycję mimo wszystko czytało mi się naprawdę przyjemnie. Motyw sądzenia młodej Jean Grey za zbrodnie, które popełniła jej starsza wersja, a dokładniej filozoficzne rozważania nad moralnością takiego postępowania, wydały mi się najciekawszą częścią historii. Oczywiście było jeszcze parę fajnych momentów, ale nie będę pisał co i jak. Podczas lektury miałem moment, w którym zacząłem się obawiać, że przedstawione wydarzenia trochę zmierzają w nijakość, a dokładniej, że omawiana historia nie posunie przedstawionych bohaterów w żadną konkretną stronę. Mówiąc już naprawdę prosto, że śledzone przez nas zdarzenia nie będą miały kompletnie żadnego znaczenia. Na szczęście Brian Michael Bendis trzema zabiegami fabularnymi wyratował omawianą pozycję… Nie będę ukrywał omawiany komiks nadal mnie nie przekonał do Star-Lord’a i jego drużyny (nie zachęcił mnie do poznania materiałów o wspomnianej grupie bohaterów)… Osoby, które poznają cykl All New X-men, powinny oczywiście również sięgnąć po omawianą pozycję. Jeśli ktoś nie czytał wcześniejszych komiksów o “Strażnikach Galaktyki“ z serii wydawniczej Marvel NOW i zastanawia, czy powinien nadrobić zaległości przed lekturą omawianego albumu… To odpowiadam, że osobiście, nie widzę takiej potrzeby.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 1 rok temu
Thor: Gromowładna Jason Aaron
Thor: Gromowładna
Jason Aaron Jorge Molina Russell Dauterman
Album „Thor Gromowładna” ze scenariuszem Jason’a Aaron’a i rysunkami Russell’a Dauterman’a oraz Jorge Molin’y wprowadza do świata Marvela nową kobiecą bohaterkę znaną w późniejszych komiksach jako” Potężna Thor”. Komiks jest częścią serii wydawniczej „Marvel NOW!”. Na początku chciałbym wspomnieć o okładce albumu, która jest po prostu piękna… No po prostu bije z tej okładki siła i kobiecość. Tak wiem, wiem nie ocenia się dzieła po okładce. Zanim, jednak przejdę do samej fabuły, chce wspomnieć o rysunkach (kresce) oraz kolorach. Omawianym album bardzo mi się podoba, jeśli chodzi o kwestie wizualne. Russell Dauterman, Jorge Molin oraz ludzie odpowiedzialni za kolory idealnie trafili w moje gusta, jeśli chodzi o aspekty wizualne. Przejdziemy jednak w końcu do fabuły albumy. Nie będę ukrywał, że nie jest ona jakaś mega oryginalna w swoich założeniach. Czy to jednak, od razu źle świadczy, o omawianym dziele? Na podstawie swojego doświadczenia z komiksami Marvel'a wiem, że czasem prosta i zwarta fabuła, może dostarczyć więcej satysfakcji, niż rozbudowana i wielowątkowa… Niestety jak do tej pory spotkałem tylko parę albumów Marvela, które miały złożoną, dobrze poprowadzoną fabułę. Album „Thor Gromowładna” kontynuuje wątki rozpoczęte w albumach: „Thor Gromowładny: Przeklęty”, „Thor Gromowładny: Ostatnie dni Midgardu „a także „Grzech pierworodny”. Związku, z czym czytelnicy nieznający poprzednich perypetii Thora, mogą czuć się zagubieni podczas poznawania albumu. Osobiście uważam, że przed poznaniem albumu „Thor Gromowładna”, powinno się przeczytać przede wszystkim komiks „Grzech pierworodny”. Dzięki lekturze wspominanego dzieła będziemy wiedzieć na skutek, jakich wydarzeń Thor nie jest już godny Mjolnira, a wspomniana kwestia wydaje się kluczowa dla przedstawionych wydarzeń. Osobiście znałem cykl „Thor Gromowładny”, przed sięgnięciem poomawianą pozycję, ale osobiście uważam, że bez znajomości wspomnianego cyklu też można by się nieźle bawić przy opiniowanym albumie. Zresztą, nie da się obecnie wejść do świata komiksów Marvela, bez zagubienia, szczególnie jeśli ktoś czyta dzieła Marvela tak jak za, czyli poprzez wypożyczanie ich z zasobu lokalnej biblioteki. Czytanie Marvela wymaga bez wątpienia zarówno wytrwałości, jak i odpowiedniego podejścia. Komiks jest bez wątpienia bardzo ładny, jednak akcja w nim się toczy jak dla mnie zbyt szybko… W albumowi dodatkowo brakuje mi jakiegoś naprawdę ciekawego wątku czy konceptu. Ostatecznie, więc omawianą pozycję oceniam na 7/10 – dobry (wg skali film-webowej).
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 1 rok temu
Hawkeye: Moje życie to walka Matt Fraction
Hawkeye: Moje życie to walka
Matt Fraction Alan Davis David Aja Javier Pulido
"Jeden z najlepszych i najciekawszych komiksów superbohaterskich w sprzedaży" Takimi słowami reklamuje się ten zeszyt. Czy słusznie? I tak i nie. Nie zwróciłbym w ogóle uwagi na ten komiks, gdyż pierwsze co mnie zniechęcało to niespecjalnie dobry rysunek. A byłaby to spora strata, bo ostatecznie komiks broni się bardzo dobrym scenariuszem. Pierwsza opowieść rysowana przez Davida Aja mnie urzekła. Otrzymujemy opowieść o zwykłym człowieku, który został Avengersem. Sporo ciekawych rozwiązań artystycznych, dobry tekst i odpowiedni klimat tego komiksu przypomniał mi "The Man Without Fear" Franka Millera, choć może to trochę przesada. Rysunek Aja jest znacznie słabszy od kreski Romity Jr., ale ma też swój urok i muszę powiedzieć że nawet pasuje do opowieści. Jest trochę w stylu retro, jakby z lat 50-tych XX wieku albo z gier komputerowych lat 90-tych. Scenariusz komiksu broni jednak takiego rozwiązania i fajnie się to wszystko ze sobą zgrywa i dobrze się czyta. Dużym plusem jest też tekst i ukazanie relacji głównego bohatera z przyjaciółką. Druga część komiksu nie jest już tak dobra jak pierwsza. Rysunek Pulido jest jakby ciut lepszy, ale całość sprawia gorsze wrażenie niż opowieść wcześniejsza. Jako bonus otrzymujemy dodatkowy rozdział "Young Avengers" z rysunkami Alan'a Davisa. To historia, która skręca bardziej w kierunku romansu. Ale jest to bardzo dobrze napisane i byłem pozytywnie zaskoczony. Akt ten wyróżniają także rysunki Daviesa, które są o klasę lepsze od wcześniejszych, co akurat z bardziej romantycznym wydźwiękiem komiksu stwarza bardzo spójne połączenie. Hawkeye pozytywnie mnie zaskoczył i wszedł na listę komiksów, których chętnie podejmę się kontynuacji.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na 7 2 lata temu
All New X-Men: Tak Inni Brian Michael Bendis
All New X-Men: Tak Inni
Brian Michael Bendis Stuart Immonen Brandon Peterson
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w All-New X-Men #18-21, a także w X-men Gold #1. . Twórcami scenariusza do pierwszych z wspomnianych zeszytów był Briana Michael Bandis, natomiast artystami tworzącymi rysunki byli: Stuart Immonen i Brandon Peterson. Materiały opublikowane w X-men Gold #1 stworzyły takie supergwiazdy jak: Stan Lee, Fabian Niciez, Chris Claremont i inni. Obie części albumu mają różne objętości i opowiadają zupełnie inne historie, z tego też względu postanowiłem oba fragmenty omówić oddzielnie. Fragment albumu stanowiący zeszyty 18-21 All-New X-Men uważam za naprawdę dobry i oceniam go na 7/10. Wspomniana część albumu przede wszystkim bardzo dobrze wyglądała, podobały mi się zarówno same rysunki jak i zastosowane palety barw. Historia przedstawiona w wspomnianych zeszytach nie jest ani epicka ani też skomplikowana, nie powiedziałbym, jednak, że jest to wada. Uważam bowiem, że czasem prostsze i bardziej przemyślane historie, są lepsze niż skomplikowane i trudne do zrozumienia opowieści, szczególnie jeśli te pierwsze skupiają się na postaciach i ich relacjach. Omawianą część albumu czytało się mi bardzo przyjemnie, przedstawiona historia ani mnie nie rozczarowała, ani też nie rzuciła na kolana, ot po po prostu kolejna historia… Czy to jednak coś złego? Jak dla mnie nie. Druga część albumu stanowiąca materiały opublikowane pierwotnie w X-men Gold #1 i z wspomnianym fragmentem omawianego dzieła mam ogromne problemy. Wspomnianą część komiksu stanowi kilka różnych i nie powiązanych ze sobą prac, które dodatkowo wydaje się nic nie łączyć z poprzednią częścią omawianej pozycji. Powiem szczerze, żę wspomniane materiały wydają się do dane do omawianego albumu tylko po to by zachować odpowiednią objętość opiniowanego wydania zbiorczego. Użyłem określenie “prace” ponieważ trudno mi to nazwać historiami, głównie ze względu na ich długość (są one krótkie albo bardzo krótkie). Ogólnie zaprezentowano nam 5 różnych materiałów. Niestety jak dla mnie tylko jedna praca była dobra, resztę trudno mi nawet ocenić. Rozumiem, że wspomniane materiały, to dzieła jubileuszowe i że warto je promować, ale czy nie można wydawać prac okolicznościowych w oddzielnych albumach, przeznaczonych tylko do tego celu? Nie będę się tu rozwodził nad każdą pracą oddzielnie… Ocenie drugą część albumu całościow. Omawiana część komiksu dostaje ode mnie ocenę 5/10 - średnia. Graficznie omawiany fragment albumu mi się podobał, każda praca była tworzona w innym stylu, dzięki temu każdy z nich miała swój unikalny urok. Omawianą część oceniam stosunkowo nisko, ze względu na to, że w omawianych pracach brakuje mi treści (opowieści). Album jako całość dostaje ode mnie ocenę 6/10 (niezły). Historią przedstawiona w omawianej pozycji nie posuwa losów oryginalnych X-men w znaczący sposób do przodu, mimo to uważam, że warto przeczytać omawianą pozycję i jej nie pomijać w czasie poznawania całego cyklu All-New X-Men.Jeśli chodzi o materiały opublikowane pierwotnie w X-men Gold #1 to trudno mi je polecić… Nie opowiadają one (w większości) o niczym konkretnym, jak dla mnie mogłoby ich równie dobrze nie być.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 6 1 rok temu
Deadpool: Grzech pierworodny Gerry Duggan
Deadpool: Grzech pierworodny
Gerry Duggan Brian Posehn Scott Koblish John Lucas
Obecna seria Deadpoola bardzo mi pasuje, choć do ideału jej daleko. Lubię jednak ją o wiele bardziej niż "Deadpool Classic", która zwyczajnie mnie nuży. W ostatnim odcinku nasz Najemnik z nawijka w końcu stanął (po raz kolejny) na ślubnym kobiercu, a jego wybranką okazała się Królowa Mroku. Nie jest to w smak Draculi, któremu nasz heros podjumał małżonkę, zatem wojna z wampirami trwa w najlepsze. Tymczasem Agentka Preston odkrywa, że Deadpool ma córkę. Zaczyna się prawdziwa masakra w walce o małą Eleanor, bowiem wielu wrogów naszego zamaskowanego herosa ma wobec niej plany. Jeśli ktoś czytał serię od początku, to fakt posiadania przez Deadpoola potomstwa raczej nie zaskoczył. Z pewnością wielu pamięta ponętną Carmelitę z trzeciego tomu, gdzie nasz heros "współpracował" z Bohaterami do wynajęcia. To właśnie wtedy pojawiła się piękna Carmelita, z którą nasz bohater spędził namiętne chwile po tym jak ją uratował. Owocem ich bardzo krótkiej znajomości jest właśnie Eleanor, która okazuje się być cenna dla wielu ludzi. Wychowana przez przybranych rodziców, trafia w sam środek wojny gdy odnajduje ją agentka Preston, prowadząca śledztwo w tej sprawie. W komiksie mamy niejako dwie ścieżki fabularne. Poważniejszą z udziałem Preston i innych agentów S.H.I.E.L.D. oraz bardziej wesołą gdzie Deadpool wraz z pomocą Deazzler - mutantki z przeszłości będącą piosenkarką disco - rozwala na skalę masową wampiry. Oczywiście w pewnym momencie obie te ścieżki się łączą, ale trochę trwa nim do tego dojdzie. Zresztą wtedy inicjatywę przejmuje nasz tytułowy "heros" robiąc tak ogromny rozpierdziel, że miejscami krew wylewa się z komiksu hektolitrami. Z drugiej strony to pasuje do samej fabuły jak i ogólnej koncepcji Deadpoola. Jeśli idzie o część humorystyczną to jej tutaj nie brakuje. Widać ją mocno przy Dazzler oraz w scenach gdy Deadpool rusza na odsiecz swej córce. Zresztą w tym drugim wypadku nawet agentka Preston ma sporo do powiedzenia. Jej uwagi bywają kąśliwe i nieraz można się z tego powodu uśmiać. Jeśli zaś idzie o cały główny nurt fabularny to poprowadzono go bardzo dobrze. Co ciekawe znalazło się tu miejsce na kilka wątków dramatycznych oraz naprawdę mocne zakończenie. To sprawia, że całość nie zostaje zepchnięta tylko do roli masakry złych bandziorów przez tych dobrych, a wnosi coś wartościowego, w pewnym sensie, do całej serii. Jeśli idzie o rysunek to tutaj jest bez zmian. Nadal ciekawy, kolorowy, ale przy tym nie męczący oczu. Sceny wizji jakich doznaje Preston i jej towarzysz narysowano w innym stylu, co czytelnikowi łatwiej pozwala wyczuć ich atmosferę. Siódmy album Deadpoola jest naprawdę udany. Dzięki niemu miło odpocząłem od serii "Deadpool Classic", która jak na razie zaczyna coraz bardziej męczyć. Tu mam wszystko czego tam mi brakuje. Wredny humor, sporo przemocy, ciekawą fabułę i zwariowanego głównego bohatera.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Thor: Kto dzierży młot? Jason Aaron
Thor: Kto dzierży młot?
Jason Aaron Russell Dauterman
Album „Thor: Kto dzierży młot” to zbiór 5 historii. Pierwsza z nich stanowi kontynuacje wydarzeń z komiksu „Thor Gromowładna”. Kolejne 3 historie odpowiadają kolejno o: Królu Thorze, Potężnej Thor oraz o Młodym Księciu Asgardu. Ostatnią część albumu stanowi 10 zeszyt z serii „What if” (1977). Jak dla mnie omawiany dzieło, to najsłabsza pozycja, jeśli chodzi o te, które opowiadają o przygodach „Potężnej Thor” (przynajmniej w większej części swojej zawartości). Zacznę swoje narzekania od kwestii wizualnych. Na pierwszy odstrzał pójdzie okładka, która wygląda nijak. Nie zwracałbym na to większej uwagi, gdyby nie to, że pozostałe albumy opowiadające o „Potężnej Thor” znacznie lepiej prezentują się w tym aspekcie. Jeśli chodzi o aspekty wizualne samych historii, to cóż, nie będę ukrywał, że dwie z pięciu nieprzypadły mi do gustu. Pierwsza z nich opowiada o przygodach naszej nowej Thor. Chodzi rysunki zastosowane w tej historii są całkiem, całkiem to zastosowana paletę barw, totalnie mi jakoś nie pod pasowała. Czytając ją miałem wrażenie, że obserwujemy czyjś sen… Drugą historią, która mi się nie spodobała graficznie, była ta opowiadająca o przygodzie Młodego Księcia Asgardu. Nie wiem, czemu, ale zastosowany w niej styl graficzny kojarzy mi się z jakimiś głupimi animacjami. Pozostałe historie, podobały mi się wizualnie albo nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Przejdźmy jednak, w końcu do tego, jak wypadają przedstawione w albumie historie, jeśli chodzi o aspekt fabularny. Zacznijmy może od tego, co uważam za ciekawe (od pozytywów). W pierwszej historii będącej kontynuacją wątków z „Thor: Gromowładna” najciekawszymi elementami były: śledztwo Odisona na temat, kto jest godny Mjolnira, a także geneza Dario Agera (jako Minotaura). Drugim największym plusem omawianego albumu, jest jak dla mnie historia o Królu Thorze. Teraz przejdę do swoich uwaga co do omawianego albumu. Zacznę od tego, że dwie przedstawione w komiksie historie były dla mnie po prostu nudne, co gorsze są to te same historię, które nie podobały mi się również wizualnie. Mam wrażenie, że dodano je, tylko, by album miał odpowiednią objętość. Zdecydowanie, ciekawszy i ładniejszy wizualnie wydał mi się dodany na końcu albumu zeszyt z serii „What if”. Największy problem mam jednak z główną historią, która nie dość, że jest za krótka, to jeszcze niewiele ciekawego wnosi do postaci „Potężnej Thor”, no poza tym, że na jej końcu poznajemy tożsamość kobiety, która okazała się godna Mjolnira… Myślę, że na tym skończę swoją opinię i przejdę w końcu do podsumowania. Album nie jest na pewno jakiś beznadziejny, ale nie jest to dzieło dobre, przynajmniej dla mnie. Moja końcowa ocena dla niniejszego dzieła to ocena 6/10 – niezły (wg skali film-webowej).
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 6 1 rok temu
Wolverine and the X-Men: Starzy kumple, nowi wrogowie Jason Aaron
Wolverine and the X-Men: Starzy kumple, nowi wrogowie
Jason Aaron Nick Bradshaw Pepe Larraz
Album zawiera materiały pierwotnie opublikowane w „Wolverine i X-men” #38-42 i „Annual” #1 ze scenariuszami Jasona Aarona oraz ilustracjami Nicka Brad Shawa i Pepę Lar raza i innych. Omawiana pozycja to bez wątpienia najlepszy tom cyklu „Wolverine i X-men” wydanego w ramach serii wydawniczej „Marvel NOW”. Komiks nie dość, że wygląda bardzo dobrze (poza dwoma stronami z rysunkami Chris’a Bachalo), to jeszcze prezentuje ciekawe historie. Pierwszą część albumu stanowią materiały opublikowane pierwotnie w Annual #1. We wspomnianym fragmencie albumu ukazane są nam dalsze losy Kubark’a (Kid Gladiatora). Wspomniana postać bowiem opuścił szkołę im. Jean Grey i dołączył do akademii strażników imperium Shi'ar. Przedstawione w tym fragmencie komiksu wydarzenia są częścią większej historii, a dokładniej eventu „Nieskończoność”. Muszę powiedzieć, że omawiana w tym momencie opowieść, miała jakiś swój urok. Nie będę tu nikogo oszukiwał, historia jest bardzo prosta, a przesłanie, jakie niesie jest bardzo łatwe do wyłapania… Co jednak złego w prostocie? Osobiście uważam, że nic. Dlatego pierwszą część albumu uznaje za dobrą i oceniam ją na 7/10. Drugą część albumu stanowią z kolei materiały pierwotnie opublikowane w „Wolverine i X-men” #38-42. W tym fragmencie komiksu ponownie wracamy do Wolverina i jego szkoły. Historię przedstawioną w niniejszym części albumu składa się dwóch głównych wątków: jeden jest związany ze szkołą i jej uczniami, drugi z kolei dotyczy Wolverine’a i poszukiwania ukrytych przez S.H.I.E.L.D. sentineli. Obie intrygi mi się podobały, ale najlepszy moment komiksu związany jest z Loganem i jego śledztwem. Mam na myśli spotkanie naszego ulubionego Rosomaka z pewnym innym bohaterem… Nie będę jednak w tym miejscu, zdradzał więcej szczegółów, by nie spoilerować tym, co jeszcze nie czytali. W każdym razie wspomniane spotkanie, jest tym, co wiele ludzi najbardziej lubi i kocha w komiksach superhero Marvela. Powiem szczerze, że urzekło mnie również kilka pobocznych wątków, a najbardziej ten związany z Toad'em. Nie będę ukrywał, że było mi szkoda tej postaci, mimo to, co zrobiła wcześniej. Osobiście rozumiem, czemu Mortimer zrobił, to co zrobił. Spodziewałem się, że Jasona Aarona zaserwuje nam bardziej cukierkowe zakończenie dla woźnego szkoły im. Jean Grey i jego miłości, a tu taka niespodzianka… Nie było happy endu. Omawiany fragment albumu bez cienia wątpliwości oceniam na 7/10, czyli uznaje go za dobry (wg mojej skali ocen). Było w nim dużo naprawdę dobrych rzeczy, ale do oceny bardzo dobrej czegoś mi zabrakło… Całości również daję ocenę 7/10, bo to po prostu dobra pozycja. Nie mogę niestety powiedzieć, tego samego o całym cyklu „Wolverine i X-men” wydanym w ramach serii wydawniczej „Marvel NOW”. Całość mogę ocenić maksymalnie na 6/10. Niestety jedna dobra pozycja nie zmieni mojej oceny o wszystkich pozostałych. Nadal uważam, że cykl „Wolverine i X-men” jest słabszy zarówno od „All-New X-men” oraz „Uncanny X-men”.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 1 rok temu
New Avengers: Nieskończoność Mike Deodato Jr.
New Avengers: Nieskończoność
Mike Deodato Jr. Jonathan Hickman
26 kwietnia 2018 roku to data, którą zapamiętają miliony; to dzień, w którym cały świat, jak odbiorca zbiorowej świadomości, przyjął do swojego umysłu jeden z najlepszych, a kto wie czy nie najlepszy film superbohaterski w dziejach kinematografii: "Avengers: Infinity War". To w nim drużyna herosów zwanych "Mścicielami" mierzy się z fenomenalnie zaaranżowanym łotrem – genialnie napisanym i opowiedzianym Thanosem. Ów film jest zatem przedostatnim z dwóch dzieł wieńczących jedenastoletni cykl pracy "MCU", który zakończy się na wiosnę przyszłego roku czwartą kinową częścią "Avengersów". Lecz nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość i napomknijmy, jak event Uniwersum Marvela,"Infinity", i jak dziecię Tytana - ,,ostatni” z rodu Eternals, mający z naszej perspektywy osobniczy, intymny stosunek do życia rozsianego po całym Wszechświecie, Thanos, są tak ważnymi osobliwościami, wyznacznikami Marvela, że cały dorobek kinowy "MCU" kreowany był w zamyśle ostatecznego starcia z tym okrutnym nikczemnikiem, a komiks "New Avengers: Nieskończoność" te idee dobrze potwierdza. Thanos, Kamienie Nieskończoności i jego Rękawica po prostu musiały pojawić się na wielkim ekranie, gdyż w płaszczyźnie historii obrazkowych Marvela działania tyrana z Tytana odbiły się szerokim echem po całym Uniwersum. Również samo "Avengers: Infinity War" wywarło na mnie tak gigantyczne wrażenie, że po obejrzeniu tego widowiska, na długo przed swoimi oczami – i nadal tak jest, i tak będzie - będą trwać wydarzenia całości tej produkcji, dlatego niestosownym byłoby we wstępie do deliberacji o pewnej historii obrazkowej skupiającej się wokół eventu "Infinity" nie wspomnieć o tak pięknym filmie i to czym dla mnie on się stał. Znajomość trzeciej odsłony obrazu "MCU" o Avengsrs, pomoże mi zrozumieć treści niniejszego komiksu: "New Avengers: Nieskończoność" i innych mu podobnych, w których centralną postacią jest Thanos, jego cele i wierni mu towarzysze. Podobna sytuacja występuje również na odwrót. Przeczytany komiks poszerza horyzonty myślowe i rozeznanie w konkretnym Uniwersum i daje większą możliwość przyswojenia a potem analizy w większym stopniu podobnego co komiks filmu. W tej obrazkowej opowieści, w której jako Crossover wielkiej wojny, którą Thanos kieruje ku Ziemi, głównym jej motywem będzie kontynuacja tego destrukcyjnego, rozciągniętego w czasie starcia. Za jej scenariusz odpowiedzialny jest: Jonathan Hickman – człowiek o gigantycznym talencie, mający pod swoją wartą kilka serii o Avengersów, Fantastyczną Czwórkę i Mega-Crossover "Infinity". Rysunki to coś czym, co ze względu na swój charakterystyczny styl, podpisuje się tu brazylijski artysta, budzący szacunek za swój wkład w komiks, Mike Deodato. Gdy świat zostaje zagrożony, czyli z naszej perspektywy ważą się losy Multiversum Marvela, do akcji wkracza drużyna superbohaterów: "New Avengers". Jednak ten zbitek osobistości: Black Panther, Doctor Strange, Iron Man, Beast, Black Bolt, Namor, Reed Richards i inni klasycznymi Avengersami nie może być nazwany. "Nowi Mściciele", na łamach serii "Marvel Now!", powstali przypadkowo i zawierają w sobie takie sylwetki, które reprezentują różne wartości, mają różne cele i inaczej widzą obowiązek lub w ogóle fakt bycia bohaterem. Spory i nieścisłości trzeba odłożyć na bok i zapomnieć o tym co zakończyło się niedawno. W stronę Ziemi zmierza inne zagrożenie: Thanos wraz ze swoją flotą, sługami i wiernymi emisariuszami: zakonem "Black Order". Oprócz otulonej czerwono-czarnymi barwami, z motywami smug kosmicznej przestrzeni okładki niniejszego komiksu, która na pewno akcentuje to, co będzie miało w nim miejsce, na istotną uwagę do zamysłu początku jego treści zasługują pierwsze plansze niniejszego wydania: "New Avengers: Nieskończoność". Nie wiedząc, co działo się w poprzednim tomie, po twarzach Reeda Richardsa i po wzmiance słownej w kwadratowych czarnych dymkach z białą obwódką, mogę się tylko domyślać, że dużo, dużo wcześniej "Nowi Avengers" mieli do czynienia z problemami dotykającymi całe Multiversum – różne, alternatywne linie rzeczywistości, w której oni się znajdują. Niestety skończyło się to dla nich nie tak, jak tego oczekiwali. Popełnili błędy, które jak jad będą sączyć się w ich umysłach. Potem startuje już główny konstrukt fabularny dla tego komiksu, i rozpoczyna się to w otwartej przestrzeni kosmicznej. Stark wraz z Richardsem uważnie obserwują Wszechświat. Przebywają na przerobionym do warunków próżni Quinjetcie, pośrodku bezkresu kosmosu, w którymś zakątku galaktyki "Drogi Mlecznej". Naukowcy, ale również i reprezentanci "Illuminati" rozważają ewentualne konsekwencje ponownej inwazji istot z alternatywnych światów, przesuwających się po fałdzie międzywymiarowej: "Superpływie", w końcu wstępujących do tego Wszechświata, w którym żyją oni sami i wszystko co znają. To przed czym stoi ta dwójka, reszta ich drużyny i inni bohaterowi, dobrze podkreśla wzmacniający to rysunek Deodato, który ze swymi lekki ukośnymi pociągnięciami w sylwetkach postaci, wygląda solidnie, jak na charakter komiksu przystało. Uzupełnia to mistrzowsko, dosadnie, jak by koloryści i specjaliści od nakładania tuszu wczuwali się z rzeczywistością i wydarzeniami rozgrywanymi w historiach obrazkowych na dwuwymiarowych planszach, wręcz z gracją kładziony kolor, grubość tuszu i cień. Wystarczy zobaczyć jak wygląda zamyślony Namor, albo T’challa kreowany jakby z kąta kamery ulokowanej na podłożu, eksponującej jego szeroką klatkę piersiową z widocznym prawie każdym drobnym włóknem i zarysem mięśni i jego skonsternowaną twarz, z której wyróżniają się charakterystyczne grube kości policzkowe, by doznać tych królewskich, barwnych oddających ideę i sens komiksu detali. Necropolis – miejsce umarłych w Wakandzie, to przykładowy, pięknie opowiedziany, z bardzo drobno nakładaną treścią jakby igłą, obszar, co dało efekt żywej fotografii, tak dokładnej nawet z dalszej perspektywy. Cieszmy się, że jest to kolejny i nie jedyny objaw graficznego geniuszu artystów komiksu XXI wieku. By dokładnie zrozumieć przedstawianą w zeszytach i wydaniach zbiorczych Marvela serię "Infinity", która nawiasem mówiąc jest zupełnie inna niż to, co tylko liznął z wojaży Thanosa po Wszechświecie film "Avengers: Wojna bez Granic", trzeba oddać się lekturze ponad sześciu tytułów od "Marvel Now!", a mowa tu tylko o spolszczonych wersjach, bez uwzględnienia reszty anglojęzycznych nieco mniej popularnych tytułów. "New Avengers", w tej uporządkowanej liście, stoi gdzieś pośrodku, będąc trzecią pozycją zaraz po "Nieskończoności" i "Avengersach: Nieskończoności". W numerze "New Avengers: Nieskończoność" fabuła rusza z kopyta w momencie, gdy spór Namora z T’Challą oraz badania Starka i Reeda Richardsa przechadzających się po siedzibie „Mścicieli”, próbujących dalej badać tajemnicze międzywymiarowe Inkursje, przerywa pojawienie się na niebie całej armady okrętów, jednostek bojowych, które jak chmara szarańczy zaczynają atakować odpowiednio różne miejsca i obszary, tak ważne na Ziemi. Ta nieznana armia dość szybko zdobywa tam przewagę. To rozdzielony, zasobny w wojska potężny "Black Order" – zakon dzieci Thanosa, bezkarnie, bez zastanowienia i bez zająknięcia wykonujących jego rozkazy. Do "Black Order" należą więc: Black Dwarf, Corvus Glaive, Ebony Maw, Proxima Midnight i telepatka złączona jaźnią ze swoim Panem, przedwiecznym z Tytana: Supergiant. To co te szkarady - w wyglądzie i niszczycielskiej sile – zrobiły, gdy zjawiły się na Ziemi, by poszukiwać jednego z Kamienia Nieskończoności, może lekko zmrozić i przerazić każdego czytelnika. A tak zdarzyło się w początkach historii "New Avengers: Nieskończoność". Namor bez siły, bez nadziei, pozbawiony złudzeń, w półklęczącej pozycji trzyma ciało jednej z person ze swojego ludu, czemu towarzyszy wściekłość, żal i zrezygnowanie wprost wżarte w jego twarz. A na górze planszy przyglądająca się temu Proxima Midnight. Namora otaczają ciała jego poddanych i zgliszcza, prawie że kikuty zrujnowanej Atlantydy. To dopiero początek eskalacji niszczycielskiej siły "Black Order". Każdy z piątki zakonu atakuje inny ważny strategicznie punkt, nawet Attilan – miasto Inhumans i szkołę dla mutantów założoną przez Charlesa Xaviera. Najdziwniejsze w niniejszym komiksie jest to, że tym, co paradoksalnie bardziej przykuwa uwagę, niż zapędy podboju i niszczenia światów wyrażane w czynach i słowach przez Thanosa i jego świtę, jest możliwość zagłady Wszechświata, do którego należy Ziemia. A wszystko z powodu Inkursji naszej rzeczywistości z innymi Wszechświatami w Multiversum. Takie zjawisko badali Reed Richards, Stark i Doctor Strange. Dodatkowym wydźwiękiem Inkursji było pojawianie się różnych istot z losowych wymiarów. Inkursja, czyli inaczej przenikanie bądź bardziej złowrogo: najazd, zostaje powstrzymana, ale jak tłumaczy "Czarny Łabędź" – mutantka, znajdująca się w Necropolis w Wakandzie, to co spotkało ten Wszechświat to nic w porównaniu do tego co może nadejść. Nawet Thanos, który wraz z Proximą Midnight zostali złapani w pułapkę wymiarową, czy pole siłowe Inkursji, nie są tak niebezpieczni, jak większe zagrożenia, które mogą jak zmora zjawić się już w krótce: Rabum Alal, Kartografowie, Budowniczowie – prawdopodobnie byty, których istnienie, moc i wpływ na Multiversum Marvela traktuje się w zupełnie innych kategoriach niż opisywano dotąd potęgę danego łotra lub herosa tego Uniwersum. Jak tłumaczy "Black Swan", na żarty nie ma czasu. Porządek Wszechświatów jest poważnie zagrożony. Thanos i jego Kamienie Nieskończoności nie mają znaczenia, skoro na tym etapie Crossoveru są porozrzucane w głównym, ziemskim Wszechświecie. "Nieskończoność" już nie drży przed szaleńcem z Tytana. Lecz, czy aby na pewno jest to dobre zakończenie dla niniejszego tomu "New Avengers"?
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 7 lat temu
Avengers: Nieskończoność Jonathan Hickman
Avengers: Nieskończoność
Jonathan Hickman Leinil Francis Yu
Album „Avengers: Nieskończoność” to czwarty tom cyklu, który opowiada o losach największych ziemskich bohaterów, jest to również element mini serii „Nieskończoność”. Przyznam się szczerze, że podchodziłem z obawami do omawianej pozycji. Rzadko mi się zdarza podchodzić do lektury jakiegoś komiksu z takim nastawieniem, ale poprzedni tom stanowiący wprowadzenie do omawianych wydarzeń, strasznie mnie wynudził. Nie było w nim ani ciekawych postaci, ani interesujących motywów, czy wydarzeń (przynajmniej dla mnie). Na szczęście tom „Avengers: Nieskończoność” okazał się zdecydowanie lepszy. Historia przedstawiona w omawianej pozycji była bez wątpienia bardzo epicka, ale zarazem bardzo zrozumiała (dość prosta). Śledząc historie zobaczymy również różnego rodzaju postacie, które są znane z wcześniejszych historii o Avengers'ach. – w omawianym tomie pojawia się np. Annihilus znany z serii „Fala Annihilacji” – Dodatkowo bardzo ciekawą koncepcją wydała mi się „Rada Galaktyczna”, ktoś może powiedzieć, że to motyw oklepany, jednak fajnie było (przynajmniej dla mnie) zobaczyć największych przywódców świata Marvela w jednym miejscu. Motyw wspólnej walki Avengers, Kree, Skrulii, Shi'ary oraz fali Annihilacji z zagrożeniem wydał mi się super, a to, że przywódcy wspomnianych imperiów w pewnym momencie osobiście stają do walki w obronie ziemi wydał mi się naprawdę super, tym bardziej że taka ich postawa nie wynika tylko z widzimisię scenarzysty, ale również z zaistniałych wydarzeń. Ciekawa jest również jest rasa budowniczych i ich rola w kształtowaniu znanego nam uniwersum Marvela. Album oczywiście zapowiada również wydarzenia, które będą miały miejsca w serii „Avengers: Czas się kończy”. Trudno mi powiedzieć, czy robi to w zawoalowany sposób, czy nie… Bo wspomniana serię czytałem wcześniej, niż omawianą pozycję. Podsumowując omawiany album jest naprawdę dobry, dużo się w nim dzieje, jest wiele ciekawych postaci, a historia mimo ogromnej skali jest zrozumiała i pozornie dość prosta. Myślę, że dla fanów Avengers omawiana pozycja jest obowiązkowa.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 3 lata temu
X-Men: Bitwa atomu Brian Michael Bendis
X-Men: Bitwa atomu
Brian Michael Bendis Brian Wood Chris Bachalo Jason Aaron Stuart Immonen
Album „X-men: Bitwa Atomu” zawiera w sobie materiały opublikowane pierwotnie w ramach pięciu różnych cykli, które razem stanowił crossover. Twórcami scenariuszy do wspomnianych publikacji byli: Brian Michael Bendis, Jason Aaron i Brian Wood, za rysunki, natomiast odpowiadali tacy artyści jak Frank Cho, Stuart Immonen, David Lopez, Chrisa Bachalo, Giuseppe Camucoleg, Esąd Ribic i Kris Anka. Na początku chcę powiedzieć, że ja, w niniejszej mini recenzji skupię się na przedstawionym dziele jako całość i nie będę analizował poszczególnych serii zeszytów tworzących w oryginalnej formie oddzielne cykle. Muszę powiedzieć, że mam bardzo mieszane odczucia co do omawianej pozycji, i to głównie ze względu na przedstawioną treść, jeśli chodzi o wizualne kwestie to uważam, że album wygląda naprawdę dobrze. Podobały mi się zarówno rysunki, jak i zastosowane palety barw. Niestety problemem jest jak dla mnie fabuła… Omawiany album bardzo mnie zainteresował swoim początkiem i jak już zacząłem lekturę, to komis odłożyłem dopiero po jego przeczytaniu. Niestety muszę stwierdzić, że komiks nie utrzymał jak dla mnie wysokiego poziomu z początku. Jakie mam problemy z przedstawioną historią? Wydaje mi się przede wszystkim, że w pewnym momencie opowieść staje się zbyt rozdmuchana i w końcowych etapach zbytnio skomplikowana. W pewnym momencie straciłem orientację o co właściwie chodzi Bractwu, jaki mają cel i co chcą osiągnąć. Kolejny problem mam z zakończeniem… Jak dla mnie było ono po prostu głupie. W końcowych fragmentach albumu ginie jedna zła postać, ale czemu akurat teraz? Czemu nie wcześniej? Jak dla mnie, ginie ona tylko dlatego, by domknąć przedstawioną historię. Taka epicka historia zasługuje na lepsze zakończenie. Omawiana pozycja to jak dla mnie kolejny dowód, że Marvel ma ogromne problemy z tworzeniem naprawdę wybitnych dużych eventów, nie mówiąc już o opowieściach bazujących na podróżach w czasie. Jeśli chodzi jednak o plusy omawianej pozycji, to bez wątpienia jest to dzieło, które można wziąć ot tak i przeczytać. Moim skromnym zdaniem nie trzeba znać serii "All-New: X-men" i "Uncanny X-men" by się odnaleźć w przedstawionych wydarzeniach. Prawdopodobnie część czytelników na początku historii może się zastanawiać, czemu są jakieś dwie oddzielne grupy X-men itp. jednak w dalszej części historii wspomniane kwestie schodzą na dalszy plan. Nie będę ukrywał, że niektóre postacie, które się pojawiają w przedstawionej historii wydają się dla mnie naprawdę ciekawe, niestety jak dla mnie za mało jest o nich powiedziane, gdyby scenarzyści w jeszcze większym stopniu zaprezentowali nam wspomnianych bohaterów i ich motywację, to zdecydowanie lepiej bym ocenił omawiany komiks. Ogólnie omawianą pozycję oceniam jako 7/10 (dobra). Osobiście uważam, że eventy, takie jak: „Tajne Imperium” (9/10), „II Wojna Domowa” (9/10) czy „Wojna Światów” (8/10), są zdecydowanie lepsze. W całym zbiorze Marvel'a są jednak i gorsze „wydarzenia”, jak na przykład „Grzech pierworodny” (6/10) czy mnie osobiście bardzo rozczarowujące „Tajne Wojny” (6/10). Moim skromnym zdaniem omawiana pozycja kierowana jest przede wszystkim do miłośników grupy X-men. Jeśli nie jesteś sympatykiem wspomnianej drużyny i cenisz sobie bardziej ambitne dzieła (tak to ujmę), to raczej sięgnij po inną pozycję.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 1 rok temu
Nieskończoność Dustin Weaver
Nieskończoność
Dustin Weaver Jim Cheung Jonathan Hickman Jerome Opeña
Album „Nieskończoność” to część mini serii o tym samym tytule. W, skąd wspomnianej serii wchodzą jeszcze takie tytuły jak m. in. „New Avengers: Nieskończoność” czy „Thunderbolts: Nieskończoność”. Omawiana pozycję chyba najlepiej określić jako dodatek (rozszerzenie) do albumu „Avengers: Nieskończoność”. Widzimy bowiem w ocenianym zbiorze komiksów wiele scen odnoszących się do walki Avengers i Rady Galaktycznej z Budowniczymi, dodatkowo jednak możemy śledzić wydarzenia, które działy się w tym samym czasie na Ziemi. Jak się dowiadujemy z albumu w czasie nieobecności Kapitana Ameryki i pozostałych bohaterów (większości Avengers'ów) na Ziemię przybył Thanos wraz ze swoimi siłami, by załatwić tu jedną sprawę, więcej nie będę pisał, by uniknąć spoilerów. W każdym razie w komiksie dzieje się naprawdę dużo. Album czytało mi się bardzo przyjemnie i robiłem to ze sporym zaciekawieniem, głównie ze względu na postać Thanosa. Do tej pory ze wspomnianą postacią miałem do czynienia jedynie przy czytaniu „Wojna Nieskończoności” i ciekawiło mnie, jaka wspomniana postaci jest wykreowana w komiksowym wydaniu. Komiksowy szalony tytan jest na pewno zdecydowanie znacznie potężniejszą postacią od tej, którą znamy z MCU (Marvel Cinema tion Uniwerse), ale bez wątpienia jest również postacią nudniejszą (zdecydowanie bardziej jednowymiarową). Wracając, jednak do omawianego albumu. Poza Avengers'ami głównymi bohaterami wydają się być Iluminaci. Bardzo lubię tę grupę, więc pewnie, dlatego również śledziłem przedstawianą historię z takim zainteresowaniem. Chodzi album przedstawia wielkie wydarzenia (jest to pozycja eventowa), to jest to jednocześnie dzieło mające na celu przygotowanie czytelnika na przyszła jeszcze większą historię. – Na końcu zbioru są ukazane ujęcia, które mają pokazać nam, jaki wygląda sytuacja w świecie Marvela oraz jak wielki i różnorodny jest to świat. Przeglądając wspomniane ostatnie strony albumu miałem wrażenie, że Hickmam rozstawia pionki na szachownicy przed kluczową partią. – Oczywiście w omawianej historii pewnie można byłoby się doszukiwać jakiś głupotek i nielogiczności jednak, jak dla mnie historia jest okey (przynajmniej w ramach konwencji dzieła superbohaterskiego). Myślę, że omawiany album mogę polecić każdemu. Podstawiona historia nie porusza może jakiś mega oryginalnych wartości ani nie jest jakaś mega oryginalna, ale jest wielka i zarazem bardzo zrozumiała. Nie ma w omawianym albumie ani jakiś naukowo-mistycznych rozważań – albo jak to woli pseud naukowego bełkotu, którego przeciętny człowieka i tak nie rozumie – które budują nam (trochę sztucznie) wielkość historii, ani też jakiegoś rozwlekania. Jest to jak dla mnie bardzo dobra historia jak na standardy Avengers w serii wydawniczej Marvel NOW (przynajmniej z tych, które czytałem).
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Grzech pierworodny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Grzech pierworodny