Mike Deodato Jr. Jonathan Hickman
26 kwietnia 2018 roku to data, którą zapamiętają miliony; to dzień, w którym cały świat, jak odbiorca zbiorowej świadomości, przyjął do swojego umysłu jeden z najlepszych, a kto wie czy nie najlepszy film superbohaterski w dziejach kinematografii: "Avengers: Infinity War". To w nim drużyna herosów zwanych "Mścicielami" mierzy się z fenomenalnie zaaranżowanym łotrem – genialnie napisanym i opowiedzianym Thanosem. Ów film jest zatem przedostatnim z dwóch dzieł wieńczących jedenastoletni cykl pracy "MCU", który zakończy się na wiosnę przyszłego roku czwartą kinową częścią "Avengersów". Lecz nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość i napomknijmy, jak event Uniwersum Marvela,"Infinity", i jak dziecię Tytana - ,,ostatni” z rodu Eternals, mający z naszej perspektywy osobniczy, intymny stosunek do życia rozsianego po całym Wszechświecie, Thanos, są tak ważnymi osobliwościami, wyznacznikami Marvela, że cały dorobek kinowy "MCU" kreowany był w zamyśle ostatecznego starcia z tym okrutnym nikczemnikiem, a komiks "New Avengers: Nieskończoność" te idee dobrze potwierdza. Thanos, Kamienie Nieskończoności i jego Rękawica po prostu musiały pojawić się na wielkim ekranie, gdyż w płaszczyźnie historii obrazkowych Marvela działania tyrana z Tytana odbiły się szerokim echem po całym Uniwersum. Również samo "Avengers: Infinity War" wywarło na mnie tak gigantyczne wrażenie, że po obejrzeniu tego widowiska, na długo przed swoimi oczami – i nadal tak jest, i tak będzie - będą trwać wydarzenia całości tej produkcji, dlatego niestosownym byłoby we wstępie do deliberacji o pewnej historii obrazkowej skupiającej się wokół eventu "Infinity" nie wspomnieć o tak pięknym filmie i to czym dla mnie on się stał.
Znajomość trzeciej odsłony obrazu "MCU" o Avengsrs, pomoże mi zrozumieć treści niniejszego komiksu: "New Avengers: Nieskończoność" i innych mu podobnych, w których centralną postacią jest Thanos, jego cele i wierni mu towarzysze. Podobna sytuacja występuje również na odwrót. Przeczytany komiks poszerza horyzonty myślowe i rozeznanie w konkretnym Uniwersum i daje większą możliwość przyswojenia a potem analizy w większym stopniu podobnego co komiks filmu. W tej obrazkowej opowieści, w której jako Crossover wielkiej wojny, którą Thanos kieruje ku Ziemi, głównym jej motywem będzie kontynuacja tego destrukcyjnego, rozciągniętego w czasie starcia. Za jej scenariusz odpowiedzialny jest: Jonathan Hickman – człowiek o gigantycznym talencie, mający pod swoją wartą kilka serii o Avengersów, Fantastyczną Czwórkę i Mega-Crossover "Infinity". Rysunki to coś czym, co ze względu na swój charakterystyczny styl, podpisuje się tu brazylijski artysta, budzący szacunek za swój wkład w komiks, Mike Deodato.
Gdy świat zostaje zagrożony, czyli z naszej perspektywy ważą się losy Multiversum Marvela, do akcji wkracza drużyna superbohaterów: "New Avengers". Jednak ten zbitek osobistości: Black Panther, Doctor Strange, Iron Man, Beast, Black Bolt, Namor, Reed Richards i inni klasycznymi Avengersami nie może być nazwany. "Nowi Mściciele", na łamach serii "Marvel Now!", powstali przypadkowo i zawierają w sobie takie sylwetki, które reprezentują różne wartości, mają różne cele i inaczej widzą obowiązek lub w ogóle fakt bycia bohaterem. Spory i nieścisłości trzeba odłożyć na bok i zapomnieć o tym co zakończyło się niedawno. W stronę Ziemi zmierza inne zagrożenie: Thanos wraz ze swoją flotą, sługami i wiernymi emisariuszami: zakonem "Black Order". Oprócz otulonej czerwono-czarnymi barwami, z motywami smug kosmicznej przestrzeni okładki niniejszego komiksu, która na pewno akcentuje to, co będzie miało w nim miejsce, na istotną uwagę do zamysłu początku jego treści zasługują pierwsze plansze niniejszego wydania: "New Avengers: Nieskończoność". Nie wiedząc, co działo się w poprzednim tomie, po twarzach Reeda Richardsa i po wzmiance słownej w kwadratowych czarnych dymkach z białą obwódką, mogę się tylko domyślać, że dużo, dużo wcześniej "Nowi Avengers" mieli do czynienia z problemami dotykającymi całe Multiversum – różne, alternatywne linie rzeczywistości, w której oni się znajdują. Niestety skończyło się to dla nich nie tak, jak tego oczekiwali. Popełnili błędy, które jak jad będą sączyć się w ich umysłach. Potem startuje już główny konstrukt fabularny dla tego komiksu, i rozpoczyna się to w otwartej przestrzeni kosmicznej. Stark wraz z Richardsem uważnie obserwują Wszechświat. Przebywają na przerobionym do warunków próżni Quinjetcie, pośrodku bezkresu kosmosu, w którymś zakątku galaktyki "Drogi Mlecznej". Naukowcy, ale również i reprezentanci "Illuminati" rozważają ewentualne konsekwencje ponownej inwazji istot z alternatywnych światów, przesuwających się po fałdzie międzywymiarowej: "Superpływie", w końcu wstępujących do tego Wszechświata, w którym żyją oni sami i wszystko co znają. To przed czym stoi ta dwójka, reszta ich drużyny i inni bohaterowi, dobrze podkreśla wzmacniający to rysunek Deodato, który ze swymi lekki ukośnymi pociągnięciami w sylwetkach postaci, wygląda solidnie, jak na charakter komiksu przystało. Uzupełnia to mistrzowsko, dosadnie, jak by koloryści i specjaliści od nakładania tuszu wczuwali się z rzeczywistością i wydarzeniami rozgrywanymi w historiach obrazkowych na dwuwymiarowych planszach, wręcz z gracją kładziony kolor, grubość tuszu i cień. Wystarczy zobaczyć jak wygląda zamyślony Namor, albo T’challa kreowany jakby z kąta kamery ulokowanej na podłożu, eksponującej jego szeroką klatkę piersiową z widocznym prawie każdym drobnym włóknem i zarysem mięśni i jego skonsternowaną twarz, z której wyróżniają się charakterystyczne grube kości policzkowe, by doznać tych królewskich, barwnych oddających ideę i sens komiksu detali. Necropolis – miejsce umarłych w Wakandzie, to przykładowy, pięknie opowiedziany, z bardzo drobno nakładaną treścią jakby igłą, obszar, co dało efekt żywej fotografii, tak dokładnej nawet z dalszej perspektywy. Cieszmy się, że jest to kolejny i nie jedyny objaw graficznego geniuszu artystów komiksu XXI wieku.
By dokładnie zrozumieć przedstawianą w zeszytach i wydaniach zbiorczych Marvela serię "Infinity", która nawiasem mówiąc jest zupełnie inna niż to, co tylko liznął z wojaży Thanosa po Wszechświecie film "Avengers: Wojna bez Granic", trzeba oddać się lekturze ponad sześciu tytułów od "Marvel Now!", a mowa tu tylko o spolszczonych wersjach, bez uwzględnienia reszty anglojęzycznych nieco mniej popularnych tytułów. "New Avengers", w tej uporządkowanej liście, stoi gdzieś pośrodku, będąc trzecią pozycją zaraz po "Nieskończoności" i "Avengersach: Nieskończoności". W numerze "New Avengers: Nieskończoność" fabuła rusza z kopyta w momencie, gdy spór Namora z T’Challą oraz badania Starka i Reeda Richardsa przechadzających się po siedzibie „Mścicieli”, próbujących dalej badać tajemnicze międzywymiarowe Inkursje, przerywa pojawienie się na niebie całej armady okrętów, jednostek bojowych, które jak chmara szarańczy zaczynają atakować odpowiednio różne miejsca i obszary, tak ważne na Ziemi. Ta nieznana armia dość szybko zdobywa tam przewagę. To rozdzielony, zasobny w wojska potężny "Black Order" – zakon dzieci Thanosa, bezkarnie, bez zastanowienia i bez zająknięcia wykonujących jego rozkazy. Do "Black Order" należą więc: Black Dwarf, Corvus Glaive, Ebony Maw, Proxima Midnight i telepatka złączona jaźnią ze swoim Panem, przedwiecznym z Tytana: Supergiant. To co te szkarady - w wyglądzie i niszczycielskiej sile – zrobiły, gdy zjawiły się na Ziemi, by poszukiwać jednego z Kamienia Nieskończoności, może lekko zmrozić i przerazić każdego czytelnika. A tak zdarzyło się w początkach historii "New Avengers: Nieskończoność". Namor bez siły, bez nadziei, pozbawiony złudzeń, w półklęczącej pozycji trzyma ciało jednej z person ze swojego ludu, czemu towarzyszy wściekłość, żal i zrezygnowanie wprost wżarte w jego twarz. A na górze planszy przyglądająca się temu Proxima Midnight. Namora otaczają ciała jego poddanych i zgliszcza, prawie że kikuty zrujnowanej Atlantydy. To dopiero początek eskalacji niszczycielskiej siły "Black Order". Każdy z piątki zakonu atakuje inny ważny strategicznie punkt, nawet Attilan – miasto Inhumans i szkołę dla mutantów założoną przez Charlesa Xaviera.
Najdziwniejsze w niniejszym komiksie jest to, że tym, co paradoksalnie bardziej przykuwa uwagę, niż zapędy podboju i niszczenia światów wyrażane w czynach i słowach przez Thanosa i jego świtę, jest możliwość zagłady Wszechświata, do którego należy Ziemia. A wszystko z powodu Inkursji naszej rzeczywistości z innymi Wszechświatami w Multiversum. Takie zjawisko badali Reed Richards, Stark i Doctor Strange. Dodatkowym wydźwiękiem Inkursji było pojawianie się różnych istot z losowych wymiarów. Inkursja, czyli inaczej przenikanie bądź bardziej złowrogo: najazd, zostaje powstrzymana, ale jak tłumaczy "Czarny Łabędź" – mutantka, znajdująca się w Necropolis w Wakandzie, to co spotkało ten Wszechświat to nic w porównaniu do tego co może nadejść. Nawet Thanos, który wraz z Proximą Midnight zostali złapani w pułapkę wymiarową, czy pole siłowe Inkursji, nie są tak niebezpieczni, jak większe zagrożenia, które mogą jak zmora zjawić się już w krótce: Rabum Alal, Kartografowie, Budowniczowie – prawdopodobnie byty, których istnienie, moc i wpływ na Multiversum Marvela traktuje się w zupełnie innych kategoriach niż opisywano dotąd potęgę danego łotra lub herosa tego Uniwersum. Jak tłumaczy "Black Swan", na żarty nie ma czasu. Porządek Wszechświatów jest poważnie zagrożony. Thanos i jego Kamienie Nieskończoności nie mają znaczenia, skoro na tym etapie Crossoveru są porozrzucane w głównym, ziemskim Wszechświecie. "Nieskończoność" już nie drży przed szaleńcem z Tytana. Lecz, czy aby na pewno jest to dobre zakończenie dla niniejszego tomu "New Avengers"?
Opinia
Zabijają Watchera. Szczerze bardzo ciekawa i dobrze poprowadzona "who done it?". Dostajemy okruszki, małe poszlaki, które wskazują na winowajcę. Ale to nie wszystko, ta tajemnica jest głębsza.
Poza tym to tutaj Thor przestaje być godny. Dostał tajemnice, która mu to odebrała. Ciekawe co to za tajemnica. Ciekawe, kiedy się tego dowiemy. Pewnie w niegodnym, czyli za jakiś czas.
A ogólnie głównymi problemami do rozważenia w tym komiksie, poza oczywistymi grzechami, jest następstwo, przekazywanie pałeczki, czy warto przekraczać granice i zaufanie. Może nie zostały bardzo głęboko wyeksploatowane, ale wystarczająco. Historia była satysfakcjonująca, choć rozumiem mieszane przyjęcie.
Zabijają Watchera. Szczerze bardzo ciekawa i dobrze poprowadzona "who done it?". Dostajemy okruszki, małe poszlaki, które wskazują na winowajcę. Ale to nie wszystko, ta tajemnica jest głębsza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoza tym to tutaj Thor przestaje być godny. Dostał tajemnice, która mu to odebrała. Ciekawe co to za tajemnica. Ciekawe, kiedy się tego dowiemy. Pewnie w niegodnym, czyli za jakiś...