rozwiń zwiń

Fototerapia

Okładka książki Fototerapia
Katarzyna Sowula Wydawnictwo: Czarne Seria: Europejki literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Europejki
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8389755033
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Fototerapia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Fototerapia

Średnia ocen
6,2 / 10
62 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
329
81

Na półkach:

Lokalny koloryt i młodzi ludzie "mieszkający na kupie". Dużo do zrobienia, a tak mało czasu. Rozkminy życiowe, deadline, brak gotówki, zimne pokoje. Niejasne relacje, jakieś sympatie, "radosna twórczość". Płynięcie z prądem, a czasem pod prąd. Wiele z okruchów tej powieści jest mi bliskie, a co za tym idzie, mało zaskakujące. Też czytałam Corolla, Whartona i Coelho, taki etap. Sporo z tego przypomina życie młodych ludzi w ogóle, przynajmniej roczników 70 i 80. Kolorowe ptaki, które raz po raz podrywają się do lotu.

Lokalny koloryt i młodzi ludzie "mieszkający na kupie". Dużo do zrobienia, a tak mało czasu. Rozkminy życiowe, deadline, brak gotówki, zimne pokoje. Niejasne relacje, jakieś sympatie, "radosna twórczość". Płynięcie z prądem, a czasem pod prąd. Wiele z okruchów tej powieści jest mi bliskie, a co za tym idzie, mało zaskakujące. Też czytałam Corolla, Whartona i Coelho, taki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

120 użytkowników ma tytuł Fototerapia na półkach głównych
  • 87
  • 33
39 użytkowników ma tytuł Fototerapia na półkach dodatkowych
  • 25
  • 5
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Fototerapia

Inne książki autora

Katarzyna Sowula
Katarzyna Sowula
KATARZYNA SOWULA urodziła się w 1977 roku w Tuchowie. Absolwentka NKJA Uniwersytetu Jagiellońskiego. Debiutowała w 2004 roku powieścią "Fototerapia" wydaną przez Czarne w serii Europejki. Stypendystka Ministra Kultury z ramienia Funduszu Promocji Twórczości (2005) oraz Berlińsko-Brandenburskiego Instytutu Współpracy Francusko-Niemieckiej (Fundacja Genshagen) (2006). Zafascynowana specyficznym klimatem dzielnicy mieszka, pracuje i pisze na warszawskiej Pradze. Skupia się na relacjach międzyludzkich, tropi absurdy. Publikuje reportaże i opowiadania. "Zero osiemset" to jej druga książka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pijąc kawę gdzie indziej Zz Packer
Pijąc kawę gdzie indziej
Zz Packer
Przypomniał mi się dzień pogrzebu mojej matki. Dostałam mleko, żeby uspokoić żołądek; udawałam, że to kawa. Wyobrażałam sobie, że piję kawę gdzie indziej. W jakimś arabskim kraju, w którym czarna kawa, podawana w małych filiżankach, jest tak mocna, że przez kilka dni nie pozwała człowiekowi usnąć. [s. 175] Opowiadania autorstwa ZZ Packer są poniekąd jak arabska kawa – nie pozwalają usnąć ani o sobie zapomnieć. Czytane powtórnie po sześcioletniej przerwie nie tracą nic na intensywności i nadal smakują wyśmienicie. W dużej mierze dzieje się tak dzięki autentycznym bohater(k)om – czy jest to bezrobotna dziewczyna szukająca szczęścia w Tokio, pielęgniarka wytrwale głosząca Słowo Boże czy chłopak obarczony opieką nad agresywnym ojcem, wciągają czytelnika po uszy w swoje życie. W świecie małych skautek, zgryźliwych studentek i steranych pań domu odnajdujemy się bez trudu, nawet jeśli ten świat diametralnie różni się od naszego. ZZ Packer pisze przede wszystkim o czarnych i co ważne, pisze bez lukrowania i bez roztkliwiania się. Pokazuje, że Afroamerykanie także mają swoją uprzedzenia i postępują paskudnie; że czasem irytują, śmieszą, a kiedy indziej wzruszają. Choć w Pijąc kawę… pojawiają się wątki rasistowskie, wszystkie historie mają jak najbardziej uniwersalny wymiar – kwestie tożsamości i izolacji (przymusowej albo dobrowolnej) dotykają ludzi pod każdą szerokością geograficzną. To zbiór bardzo dobrze skrojonych opowiadań – z dawką subtelnego humoru i z niebanalną puentą. Marzy mi się kolejna książka tej autorki.
czytankianki - awatar czytankianki
ocenił na 7 9 lat temu
Sto butelek na ścianie Ena Lucia Portela
Sto butelek na ścianie
Ena Lucia Portela
Podchodziłam do tej powieści kilkakrotnie, niczym przysłowiowy pies do jeża. I kilka miesięcy temu wybrałam się z przyjaciółmi na Kubę. Przyznam, że wydawało mi się iż mam jakieś pojęcie, jak wygląda ziemia zaorana przez komunistów, ale nie do aż takiego stopnia. Byliśmy w kilku miejscach, ale to Hawana jest tyglem totalnego smutku, degradacji, niszczenia, a jednocześnie miastem pubów, barów, restauracji, pięknych do oszalenia dziewcząt i przystojnych chłopców. Muzyka to chyba jest wszędzie. A z nią taniec. Zeta z jej pulchnym ciałem i wielkim sercem, nie przejmująca się przyszłością, żyjąca popędami i chwilą, całkiem nieźle sobie radzi mentalnie z tym depresyjnym zabiedzonym i zagłodzonym miejscem, jakim jest Kuba. Wychowana przez ulicę i ojca geja, zaskoczonego rychłym po porodzie zgonem żony, Zeta jednak trafia na odpowiednie przyjaciółki. Sama lojalna do granic, nie zwraca uwagi na drobne niedogodności czy uchybienia ze strony tych, których kocha. Depresyjny i agresywny, niczym zamknięty w klatce zwierz partner narratorki upokarza ją, bije niemal do zabicia, a ona przy nim trwa. I robi swoje. Urządza się w tym biednym, zatłoczonym ludźmi beznadziejnym życiu z humorem i zintelektualizowanymi spostrzeżeniami. Świetna książka. Nie do końca namawiam na wycieczkę na Kubę przed jej przeczytaniem, tam też można trafić jedynie do luksusowego all inclusive i nie zobaczyć nic destrukcyjnego. Ale chociaż obejrzyjcie dokument na Netflix: „Cuba libre”. To delikatnie zaznaczy problem beznadziei, w jakiej znaleźli się Kubańczycy i jeszcze bardziej to podrasuje entuzjazm życia Zety
Iza - awatar Iza
oceniła na 8 1 rok temu
Paris London Dachau Agnieszka Drotkiewicz
Paris London Dachau
Agnieszka Drotkiewicz
Daję tej książce 6 gwiazdek, więc oceniam ją jako dobrą. Językowo ma zadatki na rzecz wybitną, ale jak dla mnie jest trochę zbyt nahalnie intertekstualna i pod tym względem mocno przekombinowana. Wiem, że ludzie żyją cytatami z seriali, piosenek, wierszy, powieści i wszystkich tekstów PAPKAltury - gazet, reklam, ulotek i całej masy efemerycznego śmiecia, ale jednak nieustanne przebijanie się przez różnego typu odniesienia jest troszkę męczace, bo nie należę do ludzi, którzy odczuwają wielką satysfakcję z właściwego przyporządkowywania znanych i mniej znanych cytatów, choć idzie mi to całkiem sprawnie. W książkę jako ilustracje wplecione są kolaże i sam sposób pisania tej powieści kolaż przypomina. Polepiona jest z różnych, często nieprzystawalnych elementów, ale jest polepiona z pomysłem, wyczuciem i bardzo umiejętnie. Na pewno świetnie pokazuje desperację osoby porzuconej, jej nieprzystawalność do wszystkiego, co ją otacza, dziwactwa, wariactwa, fanaberie i fiksacje. Może w trochę przesadzony, egzaltowany sposób, a może i nie. Gdyby jeszcze z tej całej historii wynikało coś więcej niż antykonsumpcjonistyczne, anarchistyczne zakończenie w pewien sposób kojarzące się z filmem "Fight Club" naprawdę byłbym w stanie dać coś więcej niż 6, nawet w porywach do 9. Ale nie dam. Jednak po następne książki pani Agnieszki Drotkiewicz sięgnę chętnie, bo językowo jest naprawdę rewelacyjna.
Herbi - awatar Herbi
ocenił na 6 12 lat temu
Bóg pali cygara Anna Bojarska
Bóg pali cygara
Anna Bojarska
W książce Anny Bojarskiej nic nie jest przewidywalne, bohaterowie długo ukrywają swoją tożsamość (nawet przed sobą nawzajem), są naprawdę wyjątkowi. Sama historia, gdyby ją streścić, jest banalna - ona i on, cudzoziemcy w Paryżu, w tle piękne widoki i krajobrazy, obydwoje poranieni, specyficzni i potrzebujący miłości. Jednak Anna Bojarska opowiedziała to w taki sposób, że od książki trudno się oderwać. Przede wszystkim dlatego, że - zwłaszcza na początku - trzeba się mocno skupić, by zrozumieć, kto jest kim i o co w tym wszystkim chodzi. Dużo w tej powieści dialogów, akcja jest dynamiczna, nie zdarzają się trudne do przebrnięcia dłużyzny. Wielki plus należy się też za erotykę, która (co ważne!) nie dominuje nad fabułą. Ostatnio jak grzyby po deszczu pojawiają się powieści zbudowane na schemacie akcja-seks-akcja-seks-akcja-jeszcze więcej seksu, przy czym seks opisany jest niczym wykopki na polu - w kółko to samo, bez polotu i wyobraźni. U Anny Bojarskiej o seksie czyta się z apetytem, bo jest sensualny i namiętny, pozbawiony rzemieślniczych, siermiężnych opisów kto, komu i gdzie. Podobało mi się również zakończenie, takie słodko-gorzkie, momentami bardzo zabawne, ale na pewno nie ckliwe i mdłe. Trudno osiągnąć w literaturze taki efekt. Czytałam z wypiekami, z zainteresowaniem i z prawdziwą przyjemnością. Jeśli literatura dla kobiet - to tylko taka.
Nieuchwytne - awatar Nieuchwytne
ocenił na 8 8 lat temu
Raz. Dwa. Trzy Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Raz. Dwa. Trzy
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Małe miasteczko gdzieś na Dolnym Śląsku i trzy spojrzenia trzech różnych mieszkańców. Portrecik mieściny nie napawa optymizmem, hierarchia wartości jest, delikatnie rzecz ujmując, nieco zachwiana, ale Klimko-Dobrzaniecki nie potępia nikogo, nie poucza, nie daje gotowych recept - rejestruje. Narratorzy to nastoletni, zbuntowany punk, seminarzysta i fryzjer - gej. Opisują świat tak jak go widzą, albo raczej pamiętają, a pamiętają sporo. Przedstawienie jest więc realistyczne, nie brak też zaskakujących detali. W jednaj narracji umieszczone są wszystkie trzy głosy i pozornie przypadkowe wspomnienia, jednak obrazy mieszają się i uzupełniają, co świetnie oddaje różne punkty widzenia i chaotyczność pozornie przewidywalnego świata. Dobra proza. Mocna. Pisana z męskiej perspektywy, więc seks staje się centrum wszechświata. Scen erotycznych jest mnóstwo, o seksie narratorzy mówią bardzo bezpośrednio, o dziwo bez wulgaryzmów, ale i bez infantylizacji. Wszystko powiedziane, czy raczej pokazane jest wprost. Zabawa w lekarza po tej lekturze przestaje się kojarzyć z plastykowym zestawem zabawek z dzieciństwa i osłuchiwaniem zabawkowych stetoskopem misia. Brutalny świat i dosadność nie jest jednak w stanie ukryć nostalgii za taką właśnie mieściną i czasami głupawej młodości. Opinia też tu: http://slowooslowach.blox.pl/2018/06/Raz-Dwa-Trzy-Hubert-Klimko-Dobrzaniecki.html
adb - awatar adb
ocenił na 7 7 lat temu
Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze Aglaja Veteranyi
Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze
Aglaja Veteranyi
A gdyby nie mieć skóry? Jak bolałoby nas powietrze, podmuch oddechu drugiego człowieka? Nie wiem, ale mogę się zbliżyć do tego stanu czytając prozę Aglaji Veteranyi. Tu nie sprawdzą się żadne przymiotniki. Tu jest czysty żywy ból istnienia. Wyobraźnia unosząca wysoko, dosłownie wiszenie za włosy. Rodzice Aglaji Veteranyi, artyści cyrkowi, uciekli z komunistycznej Rumunii i schronili się w Szwajcarii. Czasownik „schronili” słabo pasuje do Szwajcarii. Jak pisze Aglaja „Tutaj wszyscy mają gorącą wodę w łazience i lodówkę w sercu.” Nie wiem, ale wydaje mi się, że bycie rumuńską artystką cyrkową mogło Szwajcarów przerastać. Aglaja Veteranyi niemieckiego nauczyła się dopiero w szwajcarskiej szkole z internetem (opisuje ją w „Dziecku”, nie chcielibyście tam być), może dlatego jej fraza, poetyka, metafory są tak nieoczekiwane, świeże i celne. Bo używała nieswoich słów do opisywania swoich emocji i stanów. Te słowa w jakiś sposób pasują i nie pasują, potęgując efekt obcości, małej dziewczynki w obcym, opresyjnym świecie, kolorowego ptaka w rzeczywistości spętanej przepisani i normami. Proza Aglaji Veteranyi jest bolesna, ale też niepokojąco piękna, pomysłowa i językowo zachwycająca ( a jednak bez przymiotników ani rusz). Pisarka, urodzona w 1962 roku w Bukareszcie, popełnia samobójstwo w 2002 roku, w pięknym Jeziorze Zuryskim. Czytałam tę książkę, dawno temu, ale teraz, kiedy sięgnęłam po nią po 15 latach mieszkania w Szwajcarii, zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 9 2 miesiące temu
Mojry Marek Soból
Mojry
Marek Soból
„Nikt, kto przeżył obóz, kto spędził w nim wiele lat, tak jak ja, nikt taki nie jest całkiem normalny, zawsze będą do niego wracały wszystkie te nieznajome ciała leżące na kupach”. - „Mojry” - Marek Soból▪️. Trzy kobiety, trzy Mojry, trzy różne światy a łączy je .... miłość, cierpienie, ból, przeznaczenie, wiara, samotność i kobiecość▪️🌱Pierwsza z nich to, starsza pani mieszkająca we Francji a duszą i sercem oddana we władanie magicznemu miastu jakim jest Kraków, bo pamięta stary Kazimierz, kominy i Holokaust i czasy, które bolały ale były tak piękne, bo przepełnione miłością, ze warto do nich wracać▪️🌱Druga kobieta -mojra, to pielęgniarka z dziecięcego oddziału onkologii, gdzie smierć mówi jej „dzień dobry” i drwi z niej w każdej sekundzie. Cierpi po stracie miłości, nie potrafi się odnaleźć, szuka ukojenia, zrozumienia i empatii▪️Dziki i namiętny taniec, łączy ja z pierwsza mojrą. Gdzie łzy znajdują swoje ukojenie, gdzie choć na chwilę zapomina o przeszłości▪️🌱 Trzecia mojra, to polska kurtyzana, która jak nikt inny rozumie co to bieda, przemoc, brak perspektyw na przyszłość, brak rodziny, miłości i dzieci▪️ Paradoksalnie znajduje nic porozumienia z drugą mojra. Ta znajomość to coś więcej niż tylko kobieca solidarność▪️Te, trzy współczesne boginie, łączy siła i nadzieja, walka i odwaga. Ta książka daje tyle siły i wiary, ze na długo zostaje w pamięci▪️ Porusza i zmusza do refleksji▪️🌱Książka od mężczyzny dla kobiety▪️
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na 8 6 lat temu
Nic Dawid Bieńkowski
Nic
Dawid Bieńkowski
Dawid Bieńkowski, Nic [recenzja] @Stryczyńska pisze Podchodziłam do tej książki jak mój pies do fit chrupków. No nie mogłam się za nią zabrać. Przeleżała na półce kilka (a może i kilkanaście) ładnych lat, w ciągu których próbowałam się z nią polubić parokrotnie. Nigdy jednak jakoś nie mogłam dotrwać do końca. To trudne doświadczenie, kiedy rezygnuje się z książki nieprzeczytanej w całości, chociaż właściwie nie do końca się wie, dlaczego. Sama do teraz nie wiem, o co mi wtedy chodziło. Być może dopiero teraz dojrzałam czytelniczo do pewnego typu narracji czy innych mankamentów mogących być jednocześnie zaletami. Nie w tym rzecz jednak, żeby to roztrząsać. Istotne jest, że wreszcie dokopałam się do ostatniej strony. Dużo czasu mi to zajęło, choć książka nie jest specjalnie obszerna (niecałe 400 stron). Chwilami po prostu trzeba było się zatrzymać na dłuższy oddech. Tak samo musiałam po niej odpocząć, żeby móc w ogóle cokolwiek na jej temat napisać. Już sama tematyka jest trochę przytłaczająca. Bieńkowski opisuje polskie lata 90. przez pryzmat różnych sytuacji, bohaterów i przede wszystkim wprowadzenia do Polski wielkiej restauracji Positive, stawianej na równi z pojawiającymi się wówczas złotymi łukami. Lata 90. – z jednej strony pełne nowych nadziei, możliwości i szerokich perspektyw, z drugiej strony zaś nadal brutalnie trudne, być może właśnie dlatego, że nowe, wymagające i… rozczarowujące. Ówczesna rzeczywistość opisana jest szczerze, rzetelnie, wiarygodnie. Rozwijający się konsumpcjonizm i zachłystywanie się świeżym światem miesza się z ludzkimi dramatami, przemyśleniami i zwykłą codziennością. Narracja, która tak mnie wcześniej odepchnęła, przeskakuje z jednego bohatera na drugiego, miota się między różnymi sytuacjami, jest nieco chaotyczna, ale jest sens w tym chaosie. Sądzę bowiem, że dzięki temu zabiegowi świetnie oddaje właśnie delikatny chaos tamtych czasów. Nie jestem jednak fanką bezpośrednich zwrotów do czytelnika, które się tutaj co jakiś czas pojawiają w ramach osobnych minirozdziałów. To pasuje do naprawdę nielicznych sytuacji literackich. I choć teraz nie potrafię przywołać z pamięci nawet jednego tytułu, w którym takie rozwiązanie mnie nie raziło, to Nic zdecydowanie nie jest jednym z nich. Trzeba natomiast przyznać, że autor sprawnie porusza się po językowych zaroślach. Zwłaszcza pochwalić należy całkowite zróżnicowanie stylu dostosowanego do różnych postaci. Z jednej strony „Vive la France”, z drugiej „bystra dupka”, a pośrodku… sranie w toalecie dla klientów. To naprawdę duża i naprawdę dobra rozpiętość całkiem sprawnie zrealizowana. Nie jestem do końca pewna, czy to lata 90. są tłem dla Positive’a, czy może jednak Positive jest tłem dla lat 90. A może jedno i drugie równocześnie. W każdym razie realia restauracji, która wreszcie i w Polsce staje się wielką korporacją, pracy w niej na różnych stanowiskach i na różnych szczeblach, zasad w niej panujących czy w ogóle sytuacji gastronomii w różnych rejonach Polski są kluczowe. Jestem w stanie uwierzyć, że kiedy Bieńkowski pisał Nic i kiedy je wydawał (2005), książka mogła być w pewien sposób przełomowa. Otwierać czytelnikom oczy na to, jak naprawdę funkcjonują wielkie sieciówki, restauracje rozsiane po całym kraju, które przed konsumentem budują sobie wizerunek wręcz fantastyczny. Sądzę jednak, że słowa Janusza Majcherka, które pojawiły się w recenzji okładkowej, są zdecydowanie przesadzone – „po przeczytaniu tej książki już nigdy nie weźmiecie do ust hamburgera”. Po pierwsze – Positive serwuje głównie panierowane elementy z frytkami, nie hamburgery (to półżartem, rozumiem, że zaszła tu pewnego rodzaju generalizacja i nic do niej nie mam). Po drugie – wydaje mi się, że ludzie dość rzadko rezygnują z chadzania do knajpy tylko dlatego, że być może pracownikom tam źle. Bo tutaj nie ma serwowania dań zbieranych z podłogi, przyprawiania mięsa na ostro, żeby nie było czuć starą padliną czy wielokrotnego rozmrażania i zamrażania produktów. Nie ma tu nic, co mogłoby gościom obrzydzić samo jedzenie restauracyjne. Są natomiast przekraczane i stawiane granice, mamy wyzysk pracownika i brak szacunku do niego, gratyfikacje, walkę z wyzwaniami, nierealne oczekiwania, zmęczenie, rozczarowanie, sukcesy, zachody słońca, szefów, kelnerów, samochody służbowe i firmowe śniadania. To nie jest perspektywa ani dobra, ani zła. Jest realna. Ale żeby po niej hamburgera nie zjeść…? Nie wiem, jaki ta historia (a właściwie historie) ma ogólny odbiór dzisiaj. Na mnie nie zrobiła wrażenia, nie jest dla mnie w żaden sposób szokująca, zaskakująca. Opisane sytuacje znam z własnego doświadczenia. Wiem, że tak jest. Wiem, że może też być gorzej. Jestem dość mocno związana z branżą gastronomiczną. Być może więc tej świadomości wcale w ludziach nie ma. Być może mój pogląd jest wypaczony przez gastroświatek. Bo kto w gastro pracował, ten się w cyrku nie śmieje. Podsumowując, Nic w momencie wydania najprawdopodobniej było świeże. Dziś chyba już nie zrobi takiego wrażenia. Napisane sprawnie, płynnie, choć nie dla każdego. Do specyficznej narracji trzeba się przyzwyczaić. Zostawię u siebie na półce. Przypomina mi, dlaczego, mimo często dobrego jedzenia, z tego cyrku jednak uciekłam.
Klaudia Stryczyńska - awatar Klaudia Stryczyńska
oceniła na 7 9 miesięcy temu
Biało-czerwony Dawid Bieńkowski
Biało-czerwony
Dawid Bieńkowski
Na początku nic nie rozumiem. Przecież miało być o nowoczesnym mężczyźnie! A tu szable błyszczą, ostrogi brzęczą, szturmy jakieś… Czytam jednak nadal. I nadal nie rozumiem. Nie rozumiem! Pojawiają się łzy. Łzy! Łzy, łez, łzami wypływa niezrozumienie moje. Z odsieczą przybywa mi Paweł, bohater książki, który z erudycją właściwą prawnikowi - prawnikowi z kancelarii - Kancelarii - własnej Kancelarii! - wyjaśnia mi, że niezrozumienie owo wynika z braku odpowiedniego zbioru w moim mózgu płci żeńskiej. Płci! Płci żeńskiej! To jest książka napisana przez mężczyznę, o mężczyźnie, dla mężczyzny. Dla mnie, dla mojej kobiecej miękkości, to zbyt skomplikowane - to dla mego mózgu płci żeńskiej zbyt duży wysiłek, aby takie zawiłe treści, treści prawdziwie męskie ogarnąć. Do tego trzeba twardości, twardości iście męskiej. Z twardością i przez twardość jedynie te treści można przyswajać. Ja mogę sobie co najwyżej książkę kucharską poczytać i jajecznicę usmażyć, przyprawiając solą z łez moich żeńskich. Ps. A tak na serio - jak już się człowiek przyzwyczai do specyficznego stylu pisania autora oraz przełknie zniewagi pod adresem płci żeńskiej, to jest to całkiem spoko książka. A teraz kończę te głupoty i lecę podgrzewać bigos dla mojego mężczyzny, który lada chwila powinien powrócić ze szturmu na bar. Przy odrobinie szczęścia powróci martwy, bo „mężczyźnie Polakowi najbardziej do twarzy ze śmiercią. A kobiecie Polce we Łzach i w czerni jest najlepiej’’. No.
LaDzika - awatar LaDzika
oceniła na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Fototerapia

Więcej
Katarzyna Sowula Fototerapia Zobacz więcej
Katarzyna Sowula Fototerapia Zobacz więcej
Katarzyna Sowula Fototerapia Zobacz więcej
Więcej