Europa XIX wieku. Historia kulturowa

Okładka książki Europa XIX wieku. Historia kulturowa
Hannu Salmi Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Seria: Historiai historia
204 str. 3 godz. 24 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Historiai
Tytuł oryginału:
Nineteenth-century Europe : a cultural history
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
204
Czas czytania
3 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323329954
Tłumacz:
Agnieszka Szurek
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Europa XIX wieku. Historia kulturowa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Europa XIX wieku. Historia kulturowa

Średnia ocen
7,1 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1306
1262

Na półkach: , , ,

Bardzo ciekawa praca fińskiego profesora na temat XIX stulecia z nowego gatunku muzy Klio, jakim jest historia kulturowa.
Autor omawia kilka kluczowych zagadnień XIX wieku, takich jak uprzemysłowienie, rozwój transportu, kolonializm, kult geniusza, pojawienie się nacjonalizmów, konsumpcja, masowa reprodukcja czy nowy model rodziny. Jednak jego materiałami źródłowymi są przede wszystkim ówczesna literatura oraz relacje prasowe.
Dzięki temu możemy spojrzeć na omawiane problemy oczami tych, dla których była to współczesność. Rzecz jasna przeważają cytaty z literatury anglo-, francusko- i niemieckojęzycznej, ale Hannu Salmi sięga też po twórców skandynawskich, w tym fińskich a także rosyjskich. Wśród przywoływanych autorów - obok ojców klasyki – m.in. Dickens, de Musset, Baudelaire, Heine, Puszkin - pojawia się także Juliusz Verne.
Hannu Salmi wskazuje, które zjawiska były odbierane z nadzieją, a które budziły sprzeciw i obawy. W obu przypadkach podaje – najczęściej cytując lub opisując – uzasadnienie. Nam jest łatwo coś oceniać z punktu widzenia osób znających dalszy bieg historii. Ale ówcześni ludzie pióra nie posiadali ani zdolności jasnowidzenia ani nawet przewidywania, więc tym większa im chwałą za trafne konstatacje.
Dzięki literacko – dziennikarskim przykładom pracę czyta się łatwo i szybko, poznając wiele użytecznych informacji, w tym ciekawostek (np. domy towarowe od połowy XIX wieku były jednym z nielicznych miejsc dostępnym kobietom po zmroku, także bez towarzystwa mężczyzn).
Minusem jest natomiast przekład. Po pierwsze z tłumaczenia angielskiego, a nie oryginału (może tu tkwi błąd?). M.in. niekiedy dowiadujemy się, że Londyn, Paryż i Berlin leżały w Europie Środkowej, a kilka stron dalej, że jednak w Zachodniej. Renomowane wydawnictwo uniwersyteckie nie powinno tak tego zostawić.

Bardzo ciekawa praca fińskiego profesora na temat XIX stulecia z nowego gatunku muzy Klio, jakim jest historia kulturowa.
Autor omawia kilka kluczowych zagadnień XIX wieku, takich jak uprzemysłowienie, rozwój transportu, kolonializm, kult geniusza, pojawienie się nacjonalizmów, konsumpcja, masowa reprodukcja czy nowy model rodziny. Jednak jego materiałami źródłowymi są...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

202 użytkowników ma tytuł Europa XIX wieku. Historia kulturowa na półkach głównych
  • 149
  • 53
46 użytkowników ma tytuł Europa XIX wieku. Historia kulturowa na półkach dodatkowych
  • 21
  • 10
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Europa XIX wieku. Historia kulturowa

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kultury Robert Darnton
Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kultury
Robert Darnton
Praca amerykańskiego historyka zaliczana zarazem i do mikrohistorii (w zakresie przytoczonych problemów), jak i historii antropologicznej. Podtytuł – "i inne epizody francuskiej historii kulturowej" – wyraźnie wskazuje obszar zainteresowań autora. Warto dodać, że chodzi o XVIII wiek, a konkretnie okres ancien regime’u, czyli przed Wielką Rewolucją Francuską. Całość podzielona jest na sześć rozdziałów, w zasadzie od najbardziej, do najmniej ciekawego. Tytułowa masakra kotów, jej przyczyny, okoliczności, tradycje etc. zostały przedstawione w drugim rozdziale. I miłośnicy kotów mogą być zszokowani. Z kolei czwarty rozdział – paryskie środowisko literackie w raportach nadzorującego je policjanta dorównuje z całą pewnością tytułowemu. Pokazuje przy tym, że od XVIII wieku zmieniło się jedno – dziś nie analizuje się dochodów małżonków i co za tym idzie wpływu małżeństwa na sytuację finansową twórcy. Poza tym jak i dziś liczą się przede wszystkim …. relacje (inaczej znajomości, plecy, protekcja etc.). I wówczas autorzy starali się o różne synekury, najlepiej w pewnym sektorze publicznym. Najciekawszy jest pierwszy rozdział – chłopi opowiadają bajki – wymowa bajek Babci Gąski. Znakomita analiza francuskich podań ludowych, wprowadzonych do literatury przez Charlesa Perraulta (a wiek później ich zmodyfikowanych wersji przez braci Grimm). Autor znakomicie rozprawił się z absurdalnymi, psychoanalitycznymi interpretacjami bajki o Czerwonym Kapturki w wersji Ericha Fromma i Brunona Bettelheima. Opisuje historie tego podania, brzmiącego pierwotnie zupełnie inaczej niż znana dziś wersja, powstała jako przetworzenie ludowej opowieści dla elit. Porównuje także bajki z kręgu kultury francuskiej (realistyczne,frywolne, bez grozy i wymyślonych potworów – poza olbrzymami, sławiące cwaniactwo), niemieckiej (zawsze wymyślone stwory, groza), anglosaskiej (często rymowane) i włoskiej (dziwaczne). Dwie pierwsze zestawia ze sobą na konkretnych przykładach. A wszystko jest osadzone w realiach francuskiej wsi okresu „długiego trwania”. Dwa mniej ciekawe rozdziały dotyczą hierarchii mieszkańców Montpellier na ustalonej podstawie udziału w procesji oraz recepcji dzieł Rousseau zarówno przez jego zamożnego czytelnika, protestanckiego kupca z La Rochelle, jak i jego współczesnych. Ale i ten ostatni przypadek pokazuje, że to wówczas powstała moda na szukanie emocji w lekturze powieści (zarówno uniesień, jak i wzruszeń). Pewną wadą jest język, odwoływanie się do innych autorów i tytułów oraz terminów z bardziej wyspecjalizowanych publikacji. Tym niemniej zdecydowanie warto. Książka, która pozostaje w pamięci. Pozycja przeczytana w ramach wyzwania kwietniowego – książka z tytułem (lub autorem) rozpoczynającym się na literę „W”.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Iroszkoci w kulturze średniowiecznej Europy Jerzy Strzelczyk
Iroszkoci w kulturze średniowiecznej Europy
Jerzy Strzelczyk
Czytając książki prof. Strzelczyka możemy być pewni co najmniej dwóch rzeczy: spotkamy się z pisarstwem historycznym na najwyższym poziomie oraz znajdziemy w lekturze wprost niezliczoną masę ciekawostek, z wielkim kunsztem wplecionych w tok narracji. Nie inaczej jest w pracy na temat Iroszkotów w kulturze średniowiecznej Europy. Autor, zagłębiając się w mroki wczesnego średniowiecza, wydobywa na światło dzienne wiele faktów o życiu i działalności iryjskich świętych. Wprost niebywałe jest to, jak wiele im zawdzięczamy, a jak niewiele o nich wiemy. Jak już wyżej nadmieniłem, wielką zaletą pióra Jerzego Strzelczyka jest urozmaicanie wywodu szczegółowymi anegdotami, które w żaden sposób nie prowadzą do przewlekłości podjętych wątków, a wręcz przeciwnie, "fabuła" historyczna wiele na nich zyskuje. I tak, dowiadujemy się przykładowo, iż spór o mniszą tonsurę oraz datę Wielkanocy, należały do śmiertelnie poważnych zagadnień ówczesnych czasów. Dochodziło nawet do takich absurdów, że pewna para królewska na ziemi angielskiej obchodziła osobno dzień Wielkanocy - w inny dzień królowa, w inny jej małżonek (s. 34/35, 77). Złocisty, szlachetny trunek, jakim jest piwo, miał w IX w. nieprzejednanego wroga w osobie Seduliusza Szkota (s. 236). Z nie lada zdziwieniem można odnotować także fakt, iż w czasach głębokiego średniowiecza zdarzały się przypadki bardzo racjonalnego podejścia do spraw religii. Jedna z iryjskich krytyk zjawiska pielgrzymowania (jakże popularnego w tamtych czasach) mówi: "Nie warto pielgrzymować, modlić się w Wiecznym Mieście, gdy w sercu nie masz Boga, nie znajdziesz go w papiestwie" (s. 290). Autor poświęcił również trochę uwagi tematowi działalności najwybitniejszego myśliciela z kręgu Iroszkotów, a mianowicie Eriugeny.: "w De divisione naturae stanowisko Eriugeny jest już jasne: ogień i wszelkie mąki piekielne należy rozumieć wyłącznie w sensie przenośnym. Przecież po upadku świata materialnego pozostaną jedynie byty duchowe i grożenie im karami cielesnymi jest rzeczą śmieszną i jawną pozostałością pogańskiego przesądu. Piekło nie jest żadnym określonym miejscem, lecz żałosnym stanem świadomości potępionych. Grecy dobrze wyczuli sens piekła, nazywając je Hadesem, czyli smutkiem, podczas gdy łacinnicy mniej trafnie użyli określenia lokalizującego; infernum - miejsce znajdujące się infra terrum, pod ziemią" (s. 322/3). W związku z powyższym nasuwa się pytanie, po co Kościoły "Chrześcijańskie" brną w swoje brednie, mając na tacy to (i wiele innych) logiczne wyjaśnienie. Jest to oczywiście pytanie retoryczne, gdyż zaciemnianie obrazu, robienie z "owieczek" osłów, oraz tkanie tajemnic opartych na szantażu emocjonalnym jest istotą tych instytucji. Wracając do książki, należy polecić ją wszystkim zainteresowanym procesem tworzenia się kultury we wczesnośredniowiecznej Europie.
Munk - awatar Munk
ocenił na 6 4 lata temu
Historia ciała w średniowieczu Jacques Le Goff
Historia ciała w średniowieczu
Jacques Le Goff Nicolas Truong
Spodziewałem się czegoś głębszego. Zaskakująca może być najwyżej dla kogoś, kto o średniowieczu wie tylko tyle, że było: ciemne, mroczne, brudne, przesądne, zacofane i „zwalczało naukę”. Dość pobieżne studium zagadnień związanych z ciałem (ubiór, dieta, współżycie, higiena, sztuka, medycyna, pogrzeby…). Mam wrażenie, że środowiska akademickie, zmuszone pisać o czymkolwiek, by zdobywać tytuły i pieniądze, mnożą niepotrzebnie kategorie i rozbijają na części pierwsze zagadnienia, które stają się niewiele mówiącą papką oderwaną od czegokolwiek. Nie dowiedziałem się niczego, czego bym wcześniej nie wiedział z innych ogólnych książek o średniowieczu. Mało tego, wiele tu rzeczy, które są po prostu ogólnoludzkie, niezależne od epoki: „Nasze pokolenie ma tę silnie zakorzenioną przywarę, że odrzuca wszystko, co zdaje się pochodzić od nowożytnych. Toteż kiedy zaświta mi jakiś własny pomysł, gdy chcę go upublicznić, to przypisuję go komuś innemu i oznajmiam: «to powiedział taki a taki, nie ja», żeby zaś uwierzono mi całkowicie, o wszystkich moich poglądach mówię: «wykoncypował je ten a ten, nie ja». Ażeby uniknąć kłopotów stąd, że inni będą myśleć, iż ja, ignorant, z własnego umysłu wysnułem idee, robię tak, by sądzono, że są one owocem moich studiów arabskich. Tak więc bronie sprawy Arabów, nie swojej”. Kiedy zatem lekarz średniowieczny stosuje metodę wydającą mu się nową, oznajmia, że wyczytał ją u Galena. Co sugeruje, że medycyna średniowieczna nie tkwiła w takiej stagnacji, jak próbuje się nam wmawiać”. Przecież to była standardowa praktyka w starożytności wśród filozofów i jest ona stosowana przez naukowców do dziś! Książka nie jest zła… ale dla mnie nie wnosi niczego nowego. Obala dużo utartych współczesnych przesądów i to właściwie jej największa zaleta. Ale są też takie przesądy, które powiela: „To średniowiecze jest zdecydowanie męskie – pisze Georges… gardzą nimi”. [kobietami] Nie powiedziałbym, aby miało to cokolwiek wspólnego ze średniowieczem, a raczej z ogólnym nieuporządkowaniem wewnętrznym i kompleksem niższości (co można zaobserwować u Schopenhauera czy Nietzschego). W każdej epoce kobietami pogardzano i je czczono - wszystko zależy od indywiduum. Tutaj kuleje "metoda naukowa" - wystarczy, że wielu autorów pism pogardzało kobietami, historycy wnioskują, że tak robiło całe społeczeństwo. A czy dziś, w przestrzeni prywatnej wolni jesteśmy od pogardzania? Śmiem w to wątpić. Uściślając, nie twierdzę, że w średniowieczu nie gardzono kobietami - twierdzę, że nie jest to charakterystyczna cecha średniowiecza. ----------------------------------------------- „Niektóre z nich [analogii] korzystały z pośrednictwa doktryn filozoficznych: bez wątpienia pomysł, że celem nie może być rozkosz, wpoili chrześcijaństwu raczej filozofowie niż lekarze. Ale istnieją bezpośrednie kontynuacje: traktat Bazylego z Ancyry o dziewictwie – jego autor uchodzi zresztą za byłego lekarza – posługuje się wprost rozważaniami medycznymi. Święty Augustyn wykorzystuje Soranusa w polemice przeciw Julianowi z Eclanum. Gdyby ograniczyć się do wspólnych rysów, można by sądzić, że etyka seksualna przypisywana chrześcijaństwu czy nawet współczesnemu Zachodowi była już w pełni ukształtowana, przynajmniej w istotnych zarysach, w epoce największego rozwoju kultury grecko-rzymskiej. Ale świadczyłoby to o niezauważeniu fundamentalnych różnic, związanych ze stosunkiem jednostki do siebie, czyli ze sposobem, w jaki owa jednostka zmienia te recepty w osobiste przeżycie”. „(…) z nieznajomości czasów minionych wypływa nieuchronnie niezrozumienie teraźniejszości. Ale również daremne będą zapewne próby zrozumienia przyszłości, jeżeli się nie wie nic o dniu dzisiejszym”. Marc Bloch „Homoseksualizm najpierw potępiony, później tolerowany – do tego stopnia, że, jak twierdzi Boswell, w XII w. w samym łonie Kościoła ukształtowała się kultura „gejowska” – od XIII w. staje się zboczeniem porównywanym niekiedy do kanibalizmu”. „Grunt pod ten wielki chrześcijański zwrot ciała przeciw sobie był już poniekąd przygotowany. „Chrześcijanie absolutnie niczego nie stłumili, to zostało już dawno zrobione”, oznajmia wręcz Paul Veyne”. „Jednak dzięki temu kunszt lekarski uzyskał popularyzację własnych metod i nobilitację własnego wizerunku. Ojcowie Kościoła, myśląc o świecie w kategoriach medycznych, zapewnili tej sztuce rozmach i godność bez precedensu, choć bywała ona często wyśmiewana bądź szkalowana”. „W tej kwestii czarna legenda obskuranckiego średniowiecza trzyma się uporczywie, „gdyż Kościół nigdy wyraźnie nie zakazywał rozcinania ludzkich zwłok”, przypomina Danielle Jacquart”. „Wbrew utartej opinii ludzie średniowiecza nie nienawidzili nagości”. „Tak jak zniknięcie stadionów podkreśla zanik sportu w średniowieczu [sportu a nie kultury fizycznej – wtrącenie moje], tak też zniknięcie term – zanik publicznych zakładów kąpielowych. Z tego powodu Michelet napisał w Czarownicy: „Ani jednej kąpieli przez tysiąc lat”. Stwierdzenie to fałszywe: w średniowieczu kąpano się. O kąpielach indywidualnych i domowych w tej epoce wiemy jednak niewiele”. „Trzeba było dopiero renesansu, aby w Europie zaczęto potępiać nagość, , publicznie praktykowaną coraz rzadziej. W średniowieczu mężczyźni i kobiety ani w łaźni, ani w łóżku nie odrzucają nagości”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 7 4 lata temu
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści? Frank Furedi
Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?
Frank Furedi
Książka trochę zwodzi swoim tytułem, bo jej autor wcale nie udaje się w podróż na poszukiwanie intelektualistów (gdyby autorem był Rosjanin rozglądał by się za inteligencją, niekoniecznie pracująca), robi rozpoznanie dolegliwości okiem socjologa i stawia diagnozę. W Europie, czy szerzej w świecie zachodnim robi się pod wieloma względami obciachowo. Niedługo będzie wstyd jakiś wypad poza kontynent robić, bo będą palcami pokazywać: zobacz Iwan, europejskie gamonie do Moskwy przyjechały. Nie jest to jakoś wybitnie odkrywcze, ale ukazanie przyczyn choroby, czy obszarów gdzie jest to szczególnie obecne pozwala z zaciekawieniem czytać książkę. Książkę czytałem około 10 lat temu i pomnę raczej ogólne wrażenie, a było ono trochę zbieżne z diagnozą jaką postawił Ortega y Gasset. Tylko, że On pisał swój "Bunt mas" kilkadziesiąt lat temu i pisał, że owszem inteligencja jest, ale jest to już inteligencja trochę innego pokroju niż dawniej. Tamta zdobywała wiedzę, poznawała świat, bo miała ochotę, kaprys, bo czuła potrzebę poszerzenia horyzontów, ale ustępowała już miejsce inteligencji o mentalności praktycznego chłopa, który idzie do szkół bo chce przede wszystkim mieć kasę. Duuużo kasy! Brało się to trochę z amerykańskiego pragmatyzmu, gdzie wszystko miało jakiś sens jeżeli można było ten sens zmaterializować ilością zer na koncie. U Furediego akcent jest trochę w innym miejscu postawiony. Na przykład intelektualistów rozleniwiają uniwersytety, czy wszechobecny od pewnego momentu relatywizm. Po co szukać jakiejś prawdy, jeżeli prawdy nie ma (Foucault), są jedynie opinie. Czyli jest to może mało sensowne co wymyśliłem ( nie ja, ale jakiś intelektualista doby obecnej), ale jest to moja opinia i w świetle tego co powiedział Foucault, jest ona równoprawna z innymi opiniami. Jeden z rozdziałów nosi tytuł kultura schlebiania, czyli nie ważne co zrobisz, powiesz, zawsze zasłużysz na pogłaskanie po głowie, zresztą docelowy kształt szkolnictwa w świecie zachodnim określiła kiedyś amerykańska rewolucjonistka kulturowa, która powiedziała: nikt nie może czuć się niekomfortowo, że jest inny, czy też gorszy i musimy doprowadzić do sytuacji, kiedy uczeń szkoły specjalnej będzie mógł pomachać przed swoimi rówieśnikami dyplomem z ukończonym licencjatem.
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 1 rok temu
Ethos rycerski i jego odmiany Maria Ossowska
Ethos rycerski i jego odmiany
Maria Ossowska
Krótka, lecz rewelacyjna pozycja profesor Marii Ossowskiej, która omawia historyczny rozwój ethosu rycerskiego w kulturze europejskiej i północnoamerykańskiej. W kilku rozdziałach autorka przedstawia najpierw samo pojęcie wzoru, dziś powiedzielibyśmy wzorca, zachowania nazywanego rycerskim, czyli szlachetnym, godnym i zasługującym na opiewanie w kulturze, a następnie omawia jak się przejawiał i zmieniał w kolejnych epokach historycznych (a nawet miejscach). Wzorcami są kolejno starożytni greccy herosi i odrębnie Spartanie, Germanie (Germanowie, jak w tytule rozdziału), ale ci starożytni, a nie późniejsi, rycerze średniowieczni, nowożytni (głownie renesansowi) dworzanie, gentlemani – nie tylko brytyjscy oraz amerykańscy przedstawiciele elit, w tym z przemysłowej północy, rolniczego południa i z Dzikiego Zachodu. W każdym z rozdziałów autorka omawia cechy osoby kultywującej przedstawiany ethos, jej wartości, wady i zalety. A także takie szczegóły jak pochodzenie, stosunek do prawa, skuteczność lub jej brak, umiejętności, sposób spędzania czasu czy uzyskiwania dochodów, rozumienie honoru, szlachetności czy poczucia obowiązku. Przytacza przykłady – przede wszystkim z literatury, ale także memuarystyki a nawet filmów. Bez trudu można zaobserwować rozwój i zmiany ethosu rycerskiego w miejscu i czasie, a nawet różnice w jego rozumieniu pomiędzy poszczególnymi krajami czy jego regionami (np. w USA). Mamy zatem przegląd literackiej klasyki pod tym kątem z celnymi uwagami autorki. Modelowa praca popularyzatorska z niezwykle ciekawym zakończeniem – wierszem osoby niewątpliwie hołdującej temu ethosowi – Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego i informacją o jego śmierci, jako uzupełnieniem wartości ważnych dla naszego wojskowego, polityka, poety i bon vivanta.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 10 4 lata temu
Niebieski. Historia koloru Michel Pastoureau
Niebieski. Historia koloru
Michel Pastoureau
Pozycja niszowa ale zabierająca się za interesujący wycinek historii. Książka podzielony jest na cztery rozdziały. Im pod względem rzeczowym, autor przyporządkował chronologię. Od czasów prehistorycznych do okresu po II wojnie światowej. Na koniec około dziesięć stron bibliografii podzielona tematycznie. Zadowalająca jest wiedza autora i krytyczne podejście do źródeł. Mimo ponad 200 stron, obfita jest w naprawdę ciekawe informacje i rozważania. Pastoureau wytłuszcza nieustannie problemy wynikające z badań nad historią barw, przy czym bierze poprawkę na pojmowanie koloru w przeszłości. Ewolucję dobrze eksponuje i tłumaczy. Nieoczywistym jest, że do XVII wieku kolor niebieski był barwą ciepłą, jak myśmy dzisiaj określili. Widać, że kośćcem książki jest rozprawa o tytułowym kolorze w kontekście średniowiecza i postrzegania barwy w okresie Reformacji. Tutaj możemy mówić o gros treści pracy. Oczywiście uwagę poświęca też pozostałym epokom w ramach ujęcia syntetycznego. Ale są drugoplanowe w stosunku do całej reszty. Styl autora bynajmniej nie przeszkadza w zrozumieniu tekstu. Język jest jaskrawy i nie sprawia problemów ze zrozumieniem. Tym bardziej, że zagadnienie jest klarownie tłumaczone a myśl rozwijana. Edytorska część książki w większości jest dobrze wykonana. Zdarzają się momentami błędnie napisane słowa lub mające literówki. Na szczęście zdarzają się sporadycznie bo całościowo jest poprawnie przeredagowana. Mimo sygnalizacji ze strony francuskiego historyka, że jego praca naukowa ma być asumptem dla innych uczonych badających tę tematykę to jednak czuć niedosyt. Głównie z uwagi na koncentrację na symbolice średniowiecznej, a zwłaszcza religijnej. Mało uwagi poświęcono tego, jaką funkcję kolor pełnił w państwowej administracji czy organizacji wojskowej. Owszem, jest to poruszone przy barwach narodowych Francji, postrzeganie kodów przez społeczeństwo. Ale w porównaniu do alegorii koloru w chrześcijaństwie, można potraktować jako taką rozbudowaną ciekawostkę. W dodatnim bilansie wypada na koniec wspomnienie o innych kręgach kulturowych na świecie. Ameryka Łacińska i Południowa, Afryka, Japonia. Oczywiście w tej ostatniej autor porusza jedynie wątek współczesny. Rekomenduję bezapelacyjnie książkę. Czyta się płynnie, nie nudzi a wręcz wciąga. I ma przyzwoity przekład z francuskiego na polski. Jest to nietypowa pozycja i ze względu na unikalną zawartość, zamiast 7 otrzymuje 8 gwiazdek. Ma też inne prace o tej tematyce, a też dotarły do mnie wieści o pracy Rzepnickiej i Uco. Jednak Pastoureau ujmuje historyczną funkcję koloru i to konkretnego tj: niebieskiego. Podczas gdy tam kolory są tematem ogólnym bez większego spotlight'u dla jednego wyróżnianego.
Matinatron - awatar Matinatron
ocenił na 8 4 lata temu
Pochwała historii, czyli o zawodzie historyka Marc Bloch
Pochwała historii, czyli o zawodzie historyka
Marc Bloch
Książka ta to w zasadzie w mniejszym stopniu apologetyka historii, lecz właśnie w głównej mierze rozprawa o pracy historyka, roli jaką odgrywa on w społeczeństwie i podstawach warsztatu nowoczesnego pisania o historii. Marc Bloch pisał swoje przemyślenia w okresie II wojny światowej, lecz nie jako epigon dawnej epoki, lecz jako jeden z tych, którzy przyczynili się do zrewolucjonizowania historiografii i postrzegania źródeł historycznych. Praca obejmuje tematy obserwacji historycznej, krytyki źródeł, chronologii, a także oceny wydarzeń historycznych, a do wszystkich rozważań dołączone są obrazowe anegdoty z bujnego życia francuskiego historyka. Autor wypunktowuje niedoskonałości w czasie dokonywania obserwacji historycznej, błędy w rozumowaniu wynikające z charakteru historyka, jego epoki czy tendencji - świadomych lub nieświadomych, a także traktuje o tym, czy i jak powinien oceniać on dane wydarzenia. Bloch wychwala historię jako naukę w pełni humanistyczną, o cechach różnych od nauk przyrodniczych, a przy tym wymagających innego rodzaju ostrożności podczas badań. I to wysokie wartościowanie historii, jako nauki na wskroś traktującej o człowieku, powinno zostać również dziś głośno wypowiedziane, w czasie gdy mechanizacja, informatyka oraz umiejętności w obrocie pieniądzem są tak wysoko stawiane pośród wielu nauk i zdolności, a historia często zajmuje u niektórych pozycję zabawki lub narzędzia w dyskusji o polityce. Znamienne jest także, że Bloch wskazuje nie tylko na źródła pisane, narratywne, ale i na wyciągi, wykazy cen itp., aby wskazać na złożoność świata przeszłości, nakładania się na siebie różnych czynników oraz charakterów pokoleń, które same w sobie także nie są homogeniczne. To wszystko zaś zostaje podsumowane tym, jak do tego powinien odnosić się historyk. Cenne uwagi także poczynia w temacie nomenklatury urobionej lub przyswojonej przez historyków, co prowadzi do miłej dla mnie konkluzji, że historyk winien z szacunkiem odnosić się do zastanych sobie słów i nie zmieniać ich sensu, a jeśli już chce wyrazić nową myśl, niech zrobi to nowym nazewnictwem, ale niech będzie przy tym zrozumiały dla społeczeństwa, któremu przecież winien służyć odrzucając paskudny hermetyzm. To wydane po raz drugi w Polsce dzieło zawiera w przypisach informacje na temat pierwotnych fragmentów i uwag Blocha co do tekstu, co powoduje, że wydanie od Derewieckiego nabiera dodatkowej wartości, jako studium pracy nad esejem. Niewątpliwie niekiedy książka bywa trudna w odbiorze, co jest spowodowane erudycją autora, ale i jego tendencją do przelewania strumieni świadomości na papier; to sprawia oczywiście, że lektura sprawia dużo przyjemności, ale wymaga także sporo skupienia. To co faktycznie można zarzucić temu niedokończonemu dziełu to fakt, iż bywa chaotyczne i niestety przesycone pod względem treści w stosunku do objętości. Jest to jednak jedna z prac, która pośrednio wykłada ideę szkoły Annales i dlatego warta jest polecenia. Przywiązanie Blocha do nauk pomoczniczych i wskazanie na to, że historyk powinien być erudytą jest aktualne, jak nigdy dotąd. Ja sam żałuję, że tak późno po nią chwyciłem, lecz obiecuję sobie, że będę do niej wracać i to nie raz.
Marcin Denkiewicz - awatar Marcin Denkiewicz
ocenił na 9 7 miesięcy temu
Katarzy  Malcolm Barber
Katarzy
Malcolm Barber
Bardzo interesująca monografia brytyjskiego historyka, poświęcona chyba najsłynniejszej średniowiecznej nonkonformistycznej grupie religijnej, kontestującej stanowisko ówczesnego kościoła rzymskokatolickiego. Katarzy, zwani też albigensami, zaliczani byli ze względu na swą doktrynę do manichejczyków tudzież paulicjan, czyli tzw. herezji dualistycznych (nota bene greckie αἵρεσις (hairesis) znaczy tyle co wybierać), a więc zakładających istnienie dwóch bóstw – Boga – jako twórcy dobra i Szatana bądź jego odpowiednika, jako twórcy zła. Autor omawia zatem historię kształtowania się ruchu katarskiego (sami siebie nazywali chrześcijanami, wierzącymi lub dobrymi ludźmi), jego doktrynę (nigdy nie ustaloną w sposób ostateczny i wiążący), strukturę, rozwój, prześladowania i upadek. Jak każdy historyk badający to zjawisko Barber ma problem ze źródłami, pochodzą one bowiem niemal wyłącznie ze środowiska zwalczającego albigensów, czyli kościoła katolickiego, a przede wszystkim inkwizycji. Praktycznie nie zachowały się pisma „heretyków”. Według ocen Barbera katarzy w szczytowym okresie – na początku XIII wieku, stanowili co najwyżej między 10 a 20 % ogółu ludności Langwedocji. Mimo to cieszyli się dużą wolnością i szacunkiem bowiem, w odróżnieniu od kleru katolickiego, sami przestrzegali tego, czego nauczali innych a ponadto nie byli pazerni na dobra materialne. Uważali też (jak donatyści), że niegodni duchowni powinni utracić swój status, albowiem nie są uprawnieni do świadczenia posług religijnych. Stali zatem wyżej moralnie od ówczesnego kościoła katolickiego, czym przyciągali wiernych, z których przytłaczająca większość w owych czasach była niepiśmienna. Z opisu krucjaty wynika też, że tolerancja władców langwedockich wobec katarów była tylko pretekstem agresji. W 75% miejscowości, zdobytych przez pochodzących z północnej Francji krzyżowców, katarów nie było w ogóle, zaś większość ich małych ośrodków nie była zdobywana przez krzyżowców (zwanych przez miejscową ludność, wtedy mówiącą językiem okcytańskim … Francuzami). Chodziło o ziemie dla zdobywców i podporządkowanie tych terenów królowi Francji. Sam opis krucjaty nie przytłacza całej pracy. Przedstawione są wydarzenia przykładowe (praktyczne ludobójstwo na ofiarach krzyżowców), a całą chronologia jest przeniesiona do tabel. W jednym z ostatnich rozdziałów pojawiają się ostatni katarzy z początku XIV wieku, znani z „Montaillou – wioski heretyków” bracia Authie, Piotr Maury i inni. Wreszcie końcowy rozdział pokazuje kształtowanie się mitu katarsko-langwedockiego, prób nawiązania do ich legendy (Simone Weil, niektórzy protestanci na początku Reformacji) czy XX-wieczni pisarze. Szkoda, że autor nie mógł przytoczyć Zbigniewa Herberta, który w „Barbarzyńcy w ogrodzie” przedstawił romantyczną wizję walki ludności Langwedocji z krucjatą. Bardzo dobrze napisana i zredagowana książka.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Europa XIX wieku. Historia kulturowa

Więcej
Hannu Salmi Europa XIX wieku. Historia kulturowa Zobacz więcej
Hannu Salmi Europa XIX wieku. Historia kulturowa Zobacz więcej
Hannu Salmi Europa XIX wieku. Historia kulturowa Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne