Electric Feel. Tom I

Okładka książki Electric Feel. Tom I
Nataniel Pawelec Wydawnictwo: Novae Res literatura obyczajowa, romans
738 str. 12 godz. 18 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Format:
papier
Data wydania:
2023-04-04
Data 1. wyd. pol.:
2023-04-04
Liczba stron:
738
Czas czytania
12 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383132204
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Electric Feel. Tom I w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Electric Feel. Tom I



książek na półce przeczytane 1129 napisanych opinii 382

Oceny książki Electric Feel. Tom I

Średnia ocen
6,9 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
40
40

Na półkach:

Książka okazała się wg. Mnie lepsza niż wskazywały na to niektóre opinie, a jestem zazwyczaj dość krytyczna co do fabuły.
Tutaj sama fabuła okazala się dość ciekawa, ale konkrety- na plus:
* akcja rozgrywa się w Polsce, choć nie ma konkretnej miejscowości, tutaj troche szkoda, bo lubie jednak śmiałe podejscie do lokalizacji. Tutaj jest jakas tam miescina, ale raczej nie bardzo mała skoro sa szkoły średnie.
* historia prawdopodobna, nie jest przesadnie naciagana byle zaskoczyć czytelnika,
* autor sprawnie formułuje opisy wydarzeń, czyta się lekko, jezyk jest czasem potoczny,
Na minus:
* Na początek muszę skrytykować fakt, że w ksiazce głownie przewija się 4 chłopaków, ale mocno komplikuje to fakt, że raz nazywają się imionami, raz ksywkami a innym razem nazwiskami czy kolorem włosów. Jest tyle różnych imion a rożni bohaterowie sa nazywani Alek i Alan, Julek i Janek, czasem sa też w pełnych imionach do tego blondyn, rudy, czarny i wspomniane nazwiska. Wszystko to sprawa, że cieżko ogarnąć kto jest kim przez długi czas, lub trzeba wracać do wczesniejszych wersów o kim mowa. Dopiero za połową zaczęlam ogarniać postacie,
* Myślę że bardzo długie opisy wygladu są nużące- choćby spacer z garażu do domu, ciagnał się przez wiele stron, więc cała ekscytacja tym wydarzeniem szybko opadała. Przez te opisy, fabuła stawała się przeciagnieta i nudna. Myslę, że ksiazka mogla być uszczuolona o jakieś 100- 150 stron, bo opisy zachwytu nad Leonem w pewnym momencie były takie same lub podobne.
* trochę za dużo moim zdaniem przemyśleń Aleksa. Rozumiem, że chodziło o rozterki wewnetrzne, ale w pewnym momencie była już mielonka tego samego, którą czytałam na szybko byle przebrnąć.
* nie wiem dlaczego ta książka została zakwalifokowane jako erotyk? Jest tam jedna mocniejsza scena i 2 lżejsze i nic ponad to, fabuła nie kreci się wokół seksu, więc dlaczego tak?
* jak na 700 stron, to jednak oczekiwałabym napisania co tam się popsuło w przeszłości.
* Aleks jako dorosły był jednak mocno dziecinny.

Pomimo tego przyjemna queerowa ksiązka, godna polecenia, bo mało jest nadal polskich pozycji o dorosłych w tej tematyce. Choć tutaj jest 50/50 młodzieżowo/dorosła :)

Książka okazała się wg. Mnie lepsza niż wskazywały na to niektóre opinie, a jestem zazwyczaj dość krytyczna co do fabuły.
Tutaj sama fabuła okazala się dość ciekawa, ale konkrety- na plus:
* akcja rozgrywa się w Polsce, choć nie ma konkretnej miejscowości, tutaj troche szkoda, bo lubie jednak śmiałe podejscie do lokalizacji. Tutaj jest jakas tam miescina, ale raczej nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Electric Feel. Tom I na półkach głównych
  • 34
  • 24
  • 1
13 użytkowników ma tytuł Electric Feel. Tom I na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Heartbreak Boys Simon James Green
Heartbreak Boys
Simon James Green
Tak jak się spodziewałem książka była bardzo lekka i luźna. Można by doszukiwać się w niej jakiejś głębi, ale to nie o to tutaj chodzi – to przyjemna odskocznia z dużą dawką humoru i ja właśnie tak ją odebrałem. Muszę przyznać, że jestem chyba już trochę za stary, bo nie udało mi się tak wczuć w te dramaty nastolatków jakbym chciał, chociaż w wielu momentach byłem w stanie znaleźć nić porozumienia z bohaterami. Ale nie ma też co ukrywać – większość postaci jest tu bardzo mocno przerysowanych. Tak naprawdę tylko Nate jest stosunkowo autentyczny i realny, a pozostali reprezentują różne stereotypy i gotowe schematy. Nie oznacza to, że te postacie są zupełnie płaskie, bo czasami autorowi udaje się dodać im trochę głębi, ale ewidentnie brakuje im naturalności i luzu – momentami są wręcz sztuczne. Przez większość książki bardzo irytował mnie Jack i mogę nawet stwierdzić, że miałem ochotę go udusić rękami Nate’a. I nawet nie chodzi o jego styl bycia (chociaż trochę też), ale bardziej o jego zachowanie. W każdym razie gdy już się z nim trochę oswoiłem, nawet go polubiłem. Niemal równie mocno irytowała mnie obecność Elliota, który od kiedy się pojawił to został już do samego końca. Sam w sobie mi nie przeszkadzał, mimo że był bardzo specyficzny, ale jego obecność po kilku rozdziałach była już zupełnie nieuzasadniona i bezsensowna, a on sam wyglądał w tych wydarzeniach jak piąte koło u wozu. Jeśli chodzi o fabułę to była całkiem niezła jak na to co było jej celem. Od początku nie miała sama w sobie prowadzić w jakimś konkretnym kierunku – tu mam na myśli wydarzenia i wątki. Chodziło o przebywanie z Jackiem i Natem oraz obserwację ich relacji. Muszę jednak przyznać, że całość była dość nierówna, momentami chaotyczna, a pod koniec brakowało ciężaru i dobrej podbudowy emocjonalnej. Nie było źle, ale też nie było na tyle dobrze, żebym się tym zachwycił. Jeśli chodzi o humor – częściowo mi pasował. Kilka razy się zaśmiałem i żarty zachęcały mnie do czytania dalej, ale generalnie to było raczej skierowane do młodszych odbiorców. Ja już nie do końca czuję takie nastoletnie klimaty. Podobnie było z całą otoczką instagramową – osobiście prawie z tego nie korzystam, więc nie do końca to do mnie przemawiało. Ale nie traktuję tego jako wadę, bo taka była koncepcja książki. Ale na pewno na duży plus w tym kontekście mogę zaliczyć to co się działo z tym wątkiem w Londynie – była to jedna z niewielu rzeczy w tej książce, która faktycznie jest głębsza i nie tylko dla żartów. Więc podsumowując książka miała lepsze i gorsze elementy. Ja nie żałuję jej przeczytania, ale jednocześnie jest wiele dużo lepszych tytułów, również w tej tematyce. To była ciekawa odskocznia i sposób na zetknięcie się z kulturą dzisiejszych nastolatków, choć zdecydowanie w mocno przerysowanej i brytyjskiej wersji.
BartekStellio - awatar BartekStellio
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Wszyscy kochamy Mikołaja cz. 1 Witold Jabłoński
Wszyscy kochamy Mikołaja cz. 1
Witold Jabłoński
Witold Jabłoński jest znanym i bardzo płodnym autorem, który ma na koncie ponad 40 książek, głównie w konwencji fantasy w klimatach słowiańskich, ale nie tylko. Moim zdaniem jest też autorem trochę nierównym. Na przykład "Dary Bogów" niespecjalnie mi podeszły (choć bardzo lubię taką tematykę), ale za to książka "Kochanek Czerwonej Gwiazdy" zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie (zresztą, opisywałem ją tutaj). W każdym razie autor próbuje też swoich sił w literaturze młodzieżowej (specjalnie nie używam tu określenia Young Adult), a jednym z przykładów jest dwutomowa pozycja "Wszyscy kochamy Mikołaja". Książki należy rozpatrywać jako całość, bo choć mamy dwie części, jest to jedna historia (podobnie jak w przypadku serii "Zawieszeni" Niny Włodarczyk). I przyznam się, że bardzo długo zabierałem się do sięgnięcia po tę opowieść. Odstraszały mnie głównie opinie, które gdzieś tam wpadły mi w ręce, a te są różne i często skrajne. W końcu jednak trzeba było przekonać się samemu. No i co? Cóż... Nie jest źle, ale też wiele opinii okazało się trafionych. Głównym bohaterem powieści jest nastoletni Bartek, uczeń prywatnego liceum dla bogatych (i zblazowanych) dzieciaków – choć sam raczej groszem nie śmierdzi. Natomiast fabuła opiera się głównie o relacje między wspomnianym Bartkiem a tytułowym Mikołajem (i tu mamy pierwszy zgrzyt, bo jakoś nie bardzo potrafiłem zrozumieć, czemu taki a nie inny tytuł i kto go tak bardzo kocha), ale też Bartkiem a bliźniakami Rufusem i Lukrecją, dziećmi milionera i właściciela firmy farmaceutycznej (głównie oczywiście chodzi o Rufusa). Nie bardzo chcę w to wchodzić, bo musiałbym zdradzić zbyt wiele fabuły, ale dość powiedzieć, że ta druga znajomość sprowadza na chłopaka problemy, zwłaszcza że Ru i Lu (jak każą się nazywać), wychowani w blasku chwały i pieniędzy, niezbyt przejmują się losem innych i potrafią dążyć do celu po trupach, a tak naprawdę to... nie wiadomo, kim są. Tak, wiem, trochę zamieszałem, ale też fabuła książek jest nieco poplątana. No i właśnie – o ile część pierwsza jest nawet w porządku (pomijając tradycyjnie zbyt poetycki język autora, pełny sporej ilości porównań i nawiązań do innych książek, mitologii, historii itd.), to już drugi tom to dość spore zamieszanie. Autor wrzucił tutaj nagle wątek kryminalno-sensacyjny, dziwne zwroty akcji oraz dużo nieprawdopodobnych i niezbyt realistycznych sytuacji – z finałem na czele. Niestety, nie mogłem też pozbyć się wrażenia, że zarówno Bartka, jak i otaczających go ludzi, cechuje pewna infantylność, która mocno mi przeszkadzała. Również wybory głównego bohatera były dość dziwne, choć tutaj jednak aż tak mocno się nie czepiam. Podsumowując, książkę czyta się szybko i lekko, ale mam wrażenie, że została nie do końca przemyślana. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dzieciaki z bogatych domów mogą być specyficzne, a także to, że dzięki kasie rodziców wiele rzeczy uchodzi im na sucho, jednak... Cóż, tutaj też brak mi realizmu. Dotyczy to także szkoły, do której wszyscy uczęszczają, a która nagle okazuje się ostoją tolerancji i przypomina bardziej jakąś zachodnią, meganowoczesną placówkę niż polską budę (nawet elitarną). No nie, nie jest tak. Nie w tym kraju. Mimo to polecam Wam zapoznanie się z tą opowieścią i wyrobienie sobie własnego zdania. Zwłaszcza że Bartka dość łatwo da się polubić i z ciekawością śledzi się jego losy.
Dorian - awatar Dorian
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Ziggy, Stardust i ja James Brandon
Ziggy, Stardust i ja
James Brandon
Dziwna była ta książka... I powiem szczerze, że mam problem z jej oceną. Z jednej strony była ciekawa, ale z drugiej – chaotyczna i ocierająca się o szaleństwo. To też ma swoje wytłumaczenie – a mianowicie główny bohater, jego przemyślenia i zachowania – jednak najłatwiejsza w odbiorze nie była. Jeśli ktoś myśli, że to kolejna infantylna młodzieżówka spod szyldu YA, to grubo się przejedzie. Przede wszystkim dlatego, że powieść dotyka bardzo poważnych problemów, takich jak rasizm, śmierć w rodzinie, odrzucenie, przemoc i oczywiście homofobia. Nie wszystko zostało równo potraktowane i niektóre rzeczy można było inaczej (w sensie – lepiej) rozwinąć, ale źle nie jest. Sama historia rozgrywa się w Ameryce w roku 1973, a był to szczególnie ważny rok dla społeczności LGBT, bo właśnie wtedy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wykreśliło homoseksualizm z listy zaburzeń. Wcześniej za takie zachowania można było trafić do psychiatryka lub więzienia, a wiele osób doświadczyło tortur (inaczej nie da się tego nazwać) podczas tzw. "terapii leczących z homoseksualizmu". Tak, dokładnie tych terapii, podczas których były stosowane elektrowstrząsy... I właśnie coś takiego dotyka Jonathana, czyli głównego bohatera. Chłopak jest siedemnastolatkiem mieszkającym z dość patologicznym ojcem (matka zmarła podczas porodu), który przechodzi właśnie jedną ze wspomnianych wcześniej terapii. Powodem jest fakt, że kilka lat wcześniej został przyłapany na pocałunku z innym chłopakiem. A ponieważ w oczach społeczeństwa takie zachowania były wówczas traktowane na równi ze zbrodnią (co sam też sobie wmówił), jedynym rozwiązaniem była terapia, która miała go "naprawić" i na powrót uczynić "normalnym". Oczywiście Jonathan okłamuje sam siebie, choć początkowo "idzie dobrze". Do czasu, aż spotyka nowego ucznia – Indianina Weba. I w tym momencie sprawy zaczynają się komplikować... Rzecz jasna, nie zamierzam wchodzić w fabułę, więc tutaj muszę się zatrzymać. Dodam tylko, że kwestia walki o siebie i zrozumienie niektórych spraw to tak naprawdę tylko jeden z motywów przewodnich książki. Drugim, równie ważnym, jest problem rasizmu i nienawiści białych ludzi do rdzennych Amerykanów (reprezentowanych przez Weba i jego rodzinę). I nie powiem – chwilami robi się naprawdę paskudnie, a książka uderza w bardzo mocne, trudne i ponure tony. Jak to się skończy? To już musicie ocenić sami, choć mnie końcówka odrobinę rozczarowała (powiedzmy, że zabrakło mi jednego, ostatniego, podsumowującego rozdziału). Na pewno nie jest to powieść, wobec której można przejść całkiem obojętnie. Nie pozwalają na to ani tematyka, ani wydarzenia opisywane przez autora. Dodatkowo takim pewnym smaczkiem jest kwestia podejścia społeczności indiańskiej do homoseksualizmu – i tu muszę przyznać, że dowiedziałem się czegoś nowego. Na ile jest to prawdziwe? Nie mam pojęcia, ale autor wyjaśnia to później w posłowiu (warto przeczytać). W każdym razie książkę Wam polecam, choć zalecam ostrożność.
Dorian - awatar Dorian
ocenił na 6 12 dni temu
Romeo i Julian Agata Suchocka
Romeo i Julian
Agata Suchocka
Bardzo lekka opowieść. Audiobooka słuchało się bardzo przyjemnie, także za sprawą dobrego lektora. Po pierwsze bardzo duży plus za dość rozbudowaną postać głównego bohatera. Świetnie, że przedstawiono najpierw jego historię i środowisko, dzięki czemu łatwo jest się wczuć w emocje Romka. Z doświadczenia też mogę powiedzieć, że proces zdrowienia i rehabilitacji bardzo wiarygodny (trwa kilka lat, nie dwa tygodnie). Romka da się lubić. W trakcie trwania akcji książki przechodzi sporą przemianę. Porzuca poczucie obowiązku i zaczyna żyć według własnego uznania. Nie za bardzo za to polubiłam Julka. Jak dla mnie za dużo było wygadywania typu "wy tam w miescie", "wy miastowi" itp. jakby to że np. "u nas na wsi pies ma być na dworze" robiło z niego kogoś lepszego. Fajnie jednak że pomógł Romkowi przejść przez kryzys. Bardzo podobało mi się też, że w końcu w jakiejś książce rodzina (szczególnie, że to rodzina tego mieszkającego na prowincji) nie jest toksycznym zbiorem patologii, a orientacja Julka nie ma znaczenia. Bardzo to odświeżające. Jeśli chodzi o całą powieść to dla mnie trochę za szybko leci akcja. Zauroczyć się, jasne.... ciężko mi uwierzyć natomiast, że idzie się zakochać w ciągu tygodnia. Zakończenie bardzo mi się podobało. Cieszę się, że autorka dała do zrozumienia, że chłopcy przetrwali próbę czasu i postanowili kontynuować związek.
Kpopiara - awatar Kpopiara
oceniła na 7 20 dni temu
Prosto w Słońce Bartosz Brzeziński
Prosto w Słońce
Bartosz Brzeziński
Co może być największym wrogiem sportowca? Zapewne większość z was pomyślała o jakieś niesprecyzowanej kontuzji. A co jeśli wróg jest czymś bardzo konkretnym? Co jeśli natrafiasz na niego za każdym razem patrząc w lustro? Kornel Król jest siatkarzem szkolnej drużyny Łasic. Cechuje go perfekcjonizm w każdym milimetrze swojego przetrenowanego do granic możliwości ciała. Po jednym z przegranych z jego winy (a przynajmniej tak to widzi) meczy, decyduje się na kategoryczny krok. Pod wpływem, jak mu się wydaje, racjonalnego impulsu, informuje trenera, iż odchodzi z drużyny. Jednak ten zna się na ludziach i zaskakuje Kornela. Oznajmia, że jeśli chce przestać grać to OK, natomiast o odejściu mowy nie ma. I tak chłopak dostaje fuchę managera (oficjalnie zwanego asystentem), a jego życie zostaje przewrócone do góry nogami. Tak, dobrze się domyślacie „Prosto w Słońce” jest spin-offem „Skoku do Gwizd”. Ale czy to znaczy, że wiadomo co się wydarzy? I tak i nie. Fabuła zaczyna się sporo przed dołączeniem Kamila Wilczka do drużyny. Jednakże, linie czasowe zaczynają się pokrywać. Mamy okazję w pełni zrozumieć mnóstwo wydarzeń i motywacji postaci. Przede wszystkim, chodzi o Kornela i Miłosza, bo to w zasadzie najważniejsi bohaterowie tej powieści. Wiemy jak naprawdę wygląda ich relacja. Nie opieramy się już tylko na szczątkowej wiedzy Kamila, co zdecydowanie wpływa na odbiór wielu wydarzeń. Ponadto, autor niezwykle mądrze prowadzi rozgrywkę z czytelnikami. W tej książce mocno rozwinął niemal wszystkich drugo i trzecioplanowych bohaterów ze „Skoku do gwiazd”. Co warto zaznaczyć, nie ma się absolutnie poczucia, że to zapychacz. Wprost przeciwnie, możliwość zrozumienia ich motywacji czy poznania historii jest czymś absolutnie fenomenalnych. Tym bardziej, że nie raz okazuje się, iż jakiś totalny szczegół z poprzedniej książki okazuje się wydarzeniem o dużym znaczeniu. W kwestii istotnych tematów poruszanych w tym dziele, zdrowie psychiczne odgrywa największą rolę, a sposób w jaki zostaje to przedstawione zasługuje na wyróżnienie. Nie chodzi wyłącznie o to, jak wiele problemów z tym związanych zostało poruszonych, bo jest tego naprawdę sporo i nie mówimy tu wyłącznie o Kornelu. Pozytywnie mnie zaskoczyło coś, co w wielu sytuacjach zwykle kuleje, zachowanie dorosłych. W książkach Bartosza Brzezińskiego stają na wysokości zadania i wspierają młodzież. Oczywiście nie zawsze i nie wszyscy. Jednak już samo to że szkoła poważnie zareagował na propozycję Kornela, a trener w równym stopniu dba o zdrowie fizyczne jak i psychiczne swoich siatkarzy, jest czymś niecodziennym. Nie mniej ważna jest kwestia odkrywania orientacji, bo zaskakująco dużo bohaterów ma w tym temacie pewne doświadczenia. Z jednej strony, niezwykle mnie cieszy rozrost reprezentacji tęczowego środowiska w tym uniwersum. Z drugiej, odrobinę miałem poczucie przesytu, wynikające z zaskakującego zagęszczenia takowych przypadków w wąskim gronie. W temacie bohaterów, nareszcie nie muszę się tak krygować jak przy recenzji „Skoku do gwiazd”, bo i tak wiecie po lekturze wspomnianej książki, co spotkało część bohaterów. Na pierwszy ogień Kornel. To jest taki typ bohatera, którego co chwila miałem ochotę jednocześnie przytulić i zdzielić w łeb za to jak sabotował samego siebie. Fajnie napisany, okazuje się dużo mniejszym gnojkiem niż można to było wnioskować ze „Skoku…”. Co więcej, pełne poznanie jego historii daje tak potrzebny szeroki kontekst. Nie zmienia to jednak faktu, że mocno zrewidowałem swój pogląd na to, który z chłopaków tak naprawdę ponosi winę za przebieg relacji Kornel-Miłosz. Względem niego mocno zaskoczyła mnie jedna rzecz, mianowicie Kornel okazał się zdecydowanie mniej pruderyjny niż mogłem się spodziewać. Miłosz, ahhh ten Miłosz. To nie jest jakiś tam promyczek, toż to słońce w całej swej mocy i okazałość. Wieczny optymista, promieniejący siłą, entuzjazmem i wsparciem. Walczy o Kornela jak Lew, za wszelką cenę próbując rozświetlić mrok w sercu ukochanego. Jednak dopiero w tej książce dostrzegamy cenę, jaką ponosi za swoją postawę. Znacznie głębsza i bardziej ludzka postać niż się spodziewałem. Odnośnie relacji chłopaków, miałem jedno nieustające wrażenie. Mianowicie podobieństwo między nimi a Nico i Willem z uniwersum Percy'ego Jacksona jest wprost uderzające. Nie mam pojęcia czy to przypadek czy zamierzony easter egg. Niemniej jednak rozterki emocjonalne jakie przechodzą, ocena siebie w swoich oczach i w oczach innych, czy ten specyficzny rodzaj więzi mają bardzo zbliżony vibe. Jakby tego było mało, sposób w jaki Kornel opisuje w myślach swojego „słonecznego chłopaka”, można by włożyć w usta Nico i nikt by się nie zorientował, że jest coś nie tak. Jest to na swój sposób niesamowicie urocze. Co do reszty bohaterów, to co tu dużo mówić: jestem bardzo zadowolony. Pisarz z nawiązką wykorzystał okazję do tego, by wszystkich znane nam postacie odpowiednio rozwinąć i dodać im głębi. Najbliższy przyjaciel Kornela, Konrad, kapitan drużyny Aleksander, wyzwolony kolega Sergiusz, czy trener… każdy z nich dostaje swoje zasłużone „5 minut” i chyba nie było osoby której bym nie polubił. Podsumowując, książka ta zdecydowanie jest godna polecenia. Poruszany w niej temat zdrowia psychicznego w sporcie, to kwestia niezwykle ważna, o której powinno się mówić zdecydowanie częściej. Oczywiście książka z racji, na tematykę i zawarte sceny jest nie bez powodu kierowana do osób 16+. Kolejną rzeczą, o której warto pamiętać, to że czytanie jej bez znajomości fabuły „Skoku do gwiazd” byłoby psuciem sobie przyjemności z poznawania tego uniwersum.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na 10 11 dni temu
99 chłopaków Micaha Summersa Adam Sass
99 chłopaków Micaha Summersa
Adam Sass
Liczyłam na bardzo słodkie boys love i poniekąd je dostałam, bo trzeba przyznać, że w tej historii jest ta niewinna naiwność oraz wiara w bajki, które mają w sobie urok. Jednak niestety te aspekty sprawiały, że momentami tytułowy Micah Summers zdawał się być całkowicie oderwany od rzeczywistości. Z jednej strony nie powinnam się tego czepiać, bo przecież Micah to wciąż dzieciak, zwykły nastolatek pełen marzeń, więc jak najbardziej powinien być dziecinny. Ale z drugiej strony to już młody dorosły, który już podejmuje swoje poważne decyzje, dlatego też trudno mi zrozumieć jego działania. Ma głowę pełną pomysłów, ale równocześnie brakuje mu wyobraźni oraz świadomości tego, że jego czyny mogą mieć konsekwencje. Podejście Micaha do tematu miłości mnie załamywało i odbierało mi wiarę w to, że ten chłopak jest zdolny do życia w społeczeństwie. A może po prostu robi się ze mnie zgorzchniała stara baba, która nie wierzy w miłość. Wierzę jednak, że problem jest w tej postaci a nie we mnie. Bo naprawdę podobała mi się bardzo relacja Micaha z Elliotem, który jest chyba najlepszą postacią w tej książce. Przyjemnie się oglądało tę dwójkę, chociaż okoliczności nie zawsze im sprzyjały. Ciekawa była też relacja Grantem, choć byłam zawiedziona tym, jak krótkie były te poszukiwania, które z całą pewnością były najlepszym momentem tej książki. Praktycznie od początku było widać lekkie czerwone flagi, ale obie strony nie są bez winy. Sądzę, że wszystko dałoby się przepracować, ale cóż, musiało się dziać. Ogólnie też wszystkie relacje przyjacielskie i rodzinne w tej książce są jak najbardziej na plus. Poboczne postaci z całą pewnością zasługują na uwagę. Wszelkie aspekty artystyczne bardzo przypadły mi do gustu. Przyjemnie się czytało o tym wszystkim, co robiły te dzieciaki i jak bardzo się starały. Ogólnie książka całkiem w porządku, jednak byłałby lepsza z innym głównym bohaterem, bo momentami naprawdę nie dawało się go słuchać.
Chodząca-Parodia - awatar Chodząca-Parodia
oceniła na 6 2 miesiące temu
Nigdy do końca Edward Underhill
Nigdy do końca
Edward Underhill
Jest to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych książek, jakie ostatnio przeczytałam. Pełna radości, queerforii i komfortu. Czytając ją, czułam się naprawdę żywa i przeszczęśliwa. Miałam ochotę tańczyć i skakać, a jednocześnie płakać. Musiałam zmusić się, aby ją odłożyć, bo zwyczajnie nie chciałam jeszcze się z nią rozstawać. A teraz, gdy już ją skończyłam, to chciałabym móc o niej całkiem zapomnieć, żeby przeczytać ją ponownie po raz pierwszy. Bardzo urzekł mnie wątek muzyczny. Był przedstawiony w sposób absolutnie przepiękny i po prostu magiczny. Te opisy emocji, które towarzyszyły Milesowi, gdy grał, wszystkie te doznania i odczucia, które przez niego przepływały. Jestem tym po prostu zachwycona i aż brakuje mi odpowiednich słów, aby to wyrazić. Choć sama nigdy nie grałam na żadnym instrumencie, to dzięki tym opisom dobrze rozumiałam, co czuł główny bohater. Bez problemu mogłam wyobrazić sobie, a wręcz osobiście poczuć jego bicie serca, drżenie i przyspieszony oddech. Dźwięki wypełniające mnie całą. Czułam nawet fakturę klawiszy pod palcami. Nie skłamię, jeśli powiem, że to przypominało mi fajerwerki. Pełne kolorów, wybuchowe i takie piękne. Także queerowość została tutaj przedstawiona naprawdę wspaniale. Uczucie, które towarzyszyło Milesowi, kiedy pierwszy raz zobaczył siebie w garniturze, było przepiękne, wręcz wzruszające. To jedno z tych uczuć, które sprawia, że czujecie się potężni i niepowstrzymani, piękni i żywi w swojej własnej skórze. Tutaj zostało to pokazane doskonale i nawet osoby, które nigdy nie doświadczyły euforii płciowej, na pewno teraz zrozumieją to doznanie. Jeśli chodzi o drugą stronę tej samej monety, czyli dysforię płciową, została przedstawiona wręcz boleśnie obrazowo, dobitnie. Niemiło było patrzeć na dyskomfort związany z własnym ciałem. Szczególnie, gdy poznało się to na własnej skórze. Choć bohaterów jest tutaj całkiem sporo, to każdy z nich jest wyjątkowy. Wszyscy dostali swój własny głos i charakter. Nawet postacie z tła, wyróżniały się z tłumu i były rozpoznawalne. Nikogo chyba nie zdziwi, że moje serce najbardziej skradła Stefania. Kobieta silna, przebojowa i charakterna. Babka z pazurem, która zdecydowanie nie daje sobie w kaszę dmuchać i wie, czego chce od życia. Podobało mi się także jej podejście do muzyki. Przekonanie, że chodzi w niej o coś więcej, niż tylko dźwięki i poprawną technikę. Rozumiała, że muzyka to przekazywanie emocji i wyrażanie siebie. Tworzy przestrzeń, w której można być naprawdę sobą. Podobało mi się również to, że bohaterowie nie byli jednoznaczni. Nazwałabym ich raczej moralnie szarych. Popełniali błędy, którymi ranili swoje bliskie osoby. A jednocześnie mieli siłę, aby być sobą, żyć według własnych zasad. Nie brakowało im także odwagi, aby naprawić wyrządzone szkody. No i cóż, postacie tutaj były po prostu ludzkie. Nieidealne, ale pełne głębi. Z bagażem doświadczeń i własnymi historiami. Warto też wspomnieć o ładnej reprezentacji, która znajduje się w tej książce. Mamy tu osoby o różnym kolorze skóry, różnej orientacji i pochodzeniu. A nawet pojawia się osoba z zespołem downa, co, szczerze mówiąc, miło mnie zaskoczyło. Chyba po raz pierwszy widziałam w książce taką postać, która byłaby kimś więcej niż tylko tłem. Nina, bo oczywiście o niej mowa, miała własny charakter i zainteresowania, a przy tym była po prostu przekochaną duszą. Zakończenie tej książki sprawiło, że wzruszenie we mnie wezbrało i zaczęłam płakać. Naprawdę poruszyło mnie to, jak potoczyła się ta książka. Pod koniec sama już się stresowałam wynikami tego konkursu, jakbym to ja osobiście brała w nim udział. To było... niesamowite i całkiem ciekawe doświadczenie. Cóż, na koniec powiem już tylko, że naprawdę pokochałam tę książkę. Jest ona bardzo bliska mojemu sercu i stała się jedną z moich najbardziej ulubionych queerowych historii.
teczowe_ksiazki - awatar teczowe_ksiazki
ocenił na 10 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Electric Feel. Tom I

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Electric Feel. Tom I