rozwiń zwiń

Dobre chwile – złe chwile

Okładka książki Dobre chwile – złe chwile
James Kirkwood, Jr. Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Proza Współczesna literatura piękna
364 str. 6 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Proza Współczesna
Tytuł oryginału:
Good Times - Bad Times
Data wydania:
1973-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1973-01-01
Liczba stron:
364
Czas czytania
6 godz. 4 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Cecylia Wojewoda
Średnia ocen

                8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dobre chwile – złe chwile w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dobre chwile – złe chwile



książek na półce przeczytane 4336 napisanych opinii 94

Oceny książki Dobre chwile – złe chwile

Średnia ocen
8,3 / 10
8 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1453
1403

Na półkach: , ,

Jest to zdecydowanie najlepsza zagraniczna powieść jaką do tej pory przeczytałem. Jeśli polską powieścią powieści jest "Lalka", to Kirkwood jest amerykańskim Bolesławem Prusem.
"Dobre chwile - złe chwile" to powieść o ludziach i ich emocjach. Autor pisze językiem prostym, konkretnym, nie rozmienia się na drobne i unika wątków pobocznych. Żadne słowo, żadne zdanie w tej powieści nie jest zbędne. I to budowanie napięcia, mistrzowska regulacja temperatury akcji! To gotowy scenariusz filmowy.
Głównym bohaterem jest Peter Kilburn. Osiemnastolatek trafia do więzienia za morderstwo dyrektora szkoły w Gilford, pana Hoyta (to nie spoiler, od tego zaczyna się powieść). Peter zmaga się z demonami przeszłości: przedwczesną śmiercią matki, alkoholizmem ojca, biedą w domu, znęcaniem się nad nim macochy. Książka została napisana w pierwszoosobowej formie listu pisanego przez Petera do adwokata. Czytelnik niejako wkrada się w opisywane przez bohatera sytuacje, podgląda je; Peter zupełnie szczerze, bez hamulców opisuje prawdę. A ta jest dość skomplikowana, tak jak skomplikowana jest psychika pana Hoyta i to, co dzieje się w gmachu szkoły w Gilford. Jedynie przyjaźń Petera i Jordana jest prawdziwa, szlachetna, czysta i piękna.
Ta powieść mną wstrząsnęła. Po przewróceniu ostatniej strony i zamknięciu przeczytanej książki długo nie mogłem dojść do siebie i się uspokoić. W głowie roiło się od pytań, scenariuszy "a co by było gdyby...", kłębiło się mnóstwo uczuć i emocji. Plastyczność języka Kirkwooda i bezpośredniość narracji stwarzały iluzję bycia uczestnikiem akcji. Czułem się jak jeden z chłopców internatu w Gilford, który obserwuje przedstawiony świat.
Lektura obowiązkowa.

Jest to zdecydowanie najlepsza zagraniczna powieść jaką do tej pory przeczytałem. Jeśli polską powieścią powieści jest "Lalka", to Kirkwood jest amerykańskim Bolesławem Prusem.
"Dobre chwile - złe chwile" to powieść o ludziach i ich emocjach. Autor pisze językiem prostym, konkretnym, nie rozmienia się na drobne i unika wątków pobocznych. Żadne słowo, żadne zdanie w tej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

347 użytkowników ma tytuł Dobre chwile – złe chwile na półkach głównych
  • 191
  • 154
  • 2
76 użytkowników ma tytuł Dobre chwile – złe chwile na półkach dodatkowych
  • 40
  • 17
  • 9
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Dobre chwile – złe chwile

Inne książki autora

James Kirkwood, Jr.
James Kirkwood, Jr.
James Kirkwood, Jr. był amerykańskim pisarzem, dramaturgiem i aktorem. Laureat Tony Award i Drama Desk Award. Jego dramat A Chorus Line (1975, z/Nicholas Dante, teksty piosenek Edward Kleban, muzyka Marvin Hamlisch) został uhonorowany nagrodą Pulitzera. Wersję powieściową swego głośnego komediodramatu P.S. Your Cat is Dead Kirkwood wydał w 1972 roku. To jego najważniejsza powieść. Film Steve'a Guttenberga na postawie sztuki i powieści powstał w 2002 roku i miał premierę na Philadelphia International Gay and Lesbian Film Festival.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Charlotte Isabel Hansen Tore Renberg
Charlotte Isabel Hansen
Tore Renberg
O tym, jak nie organizować spotkania dziecka z kompletnie nieznanym mu ojcem. Po przeczytaniu "Człowieka, który pokochał Yngvego" czułam niesamowicie silną potrzebę poznania ciągu dalszego i nie mogłam przeboleć, że w Polsce dostępna jest jeszcze tylko jedną część. Na poważnie rozważałam nawet zakup wydań angielskich albo nawet norweskich ebooków, ale nigdzie nie mogłam ich znaleźć - to był ten poziom desperacji. Cóż, kontynuacja okazała się książką bardzo niepotrzebną i nieco mi zniszczyła dobre zdanie o poprzedniczce. Zacznijmy od tego, że fabuła jest dosyć pretekstowa i kompletnie nieprzekonująca już od samego zawiązania akcji - i taka pozostanie aż do ostatniej kropki. Kobieta wsadza do samolotu kilkuletnią dziewczynkę samą, żeby poleciała na spotkanie z nigdy nie widzianym ojcem, który o jej istnieniu dowiedział się kilka dni wcześniej. Przedtem nie ustala z tymże ojcem dosłownie niczego, bo przecież po co, stawia go właściwie przed faktem dokonanym. Litości, jaka istota ludzka zrobiłaby coś równie bezmyślnego? Być może osoby, które w wieku nastoletnim płodzą dzieci z kompletnie przypadkowymi ludźmi, będąc przy tym odurzone do nieprzytomności, powinny mieć niżej zawieszoną poprzeczkę, jeśli chodzi o jakąś elementarną odpowiedzialność, niemniej wciąż jest to zwyczajnie niedorzeczne. Jednak zdecydowanie największą bolączką książki jest Jarle. Nie rozumiem jak mogłam kiedykolwiek lubić tego typa. Ta książka wyraźnie obnażyła fakt, że jest z niego zwykła, parszywa kreatura bez rozumu i godności człowieka. To jest właściwie dokładnie ten sam Jarle, co w poprzedniej części. Sęk w tym, że w międzyczasie minęło jakieś siedem lat. I ten egoizm i poczucie wyższości nad wszystkimi, na które można było patrzeć z pobłażaniem, gdy chodziło o nastolatka, u dorosłego mężczyzny strasznie drażnią. Jarle jest po prostu pretensjonalnym, bufonowatym pseudointelektualistą, który nastawiony jest tylko na własną wygodę i jedyne co potrafi to smętnie pitolić o Prouście, bo to mu pozwala utrzymywać przed samym sobą ułudę bycia wielce wyrafinowaną jednostką - zresztą to smętne pitolenie na wszelkie "wzniosłe" tematy wydaje się być głównym celem książki, fabuła jest naprawdę wyłącznie pretekstowa. Nikt z poprawnie działającym mózgiem nie powierzyłby mu nawet chomika w stanie śmierci klinicznej. I choć autor w widoczny sposób nie traktuje swojego bohatera zbyt poważnie i serwuje mu rozmaite prztyczki w nos, to nie zmienia faktu, że przez całą książkę musimy znosić tego trepa. To było okropne rozczarowanie, ale zupełnie przestałam żałować, że w Polsce nie wydano kolejnych części. Można uznać, że to jakiś plus.
niedź - awatar niedź
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Intryga małżeńska Jeffrey Eugenides
Intryga małżeńska
Jeffrey Eugenides
Właśnie skończyłam czytać. To było moje pierwsze zetknięcie z pupilem czytelników zza wielkiej wody, Jeffreyem Eugenidesem. I o ile ja jego fanką nie zostanę, o tyle zapamiętam jego powieść jako tę, przy której zdarzało mi się czuć nieodpartą pokusę, aby chwycić za zakreślacz i zacząć po niej mazać kolorem, choć zazwyczaj jestem zagorzałym przeciwnikiem traktowania książek w ten sposób. Krótko, rzecz traktuje o nim, o niej i o nim, oraz o skomplikowanej (albo banalnej, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) relacji, w której razem tkwią i nie do końca wiedzą, jak się w niej odnaleźć. Każde z nich próbuje poradzić sobie z tym inaczej, Mitchell odrzucony przez Madeleine szuka ratunku w religii i mistycyźmie, Madeleine ukojenie próbuje znaleźć w patologicznym przeświadczeniu, że jej miłość potrafi uzdrowić Leonarda, a ten, będąc w centrum tego osobliwego trójkąta rozdaje karty między jednym a drugim rzutem choroby maniakalno-depresyjnej, którą u niego zdiagnozowano. Leonard ma nad nimi przewagę, może na więcej sobie pozwolić, więcej zostanie mu wybaczone, bo ktoś, kto kiedyś przeczytał grube książki i zdał autoryzowany przez władzę egzamin, na kartce papieru poświadczył swoim podpisem, że Leonard jest chory psychicznie i jego mózg nie pracuje tak, jak pracować powinien. Kto jednak powinien mieć prawo do tego, aby określać, co jest normalne i pożądane, a jakie zachowania i uczucia powinniśmy eliminować? Czy smutek i agresja, dopóki wymierzane są wyłącznie w samego siebie, a nie zagrażają zdrowiu i życiu innych osób, są zawsze złe? Dlaczego za normalne uznajemy wyłącznie to, co jest typowe dla większości? Może wcale nie jesteśmy tak inteligentni i tolerancyjni za jakich chcielibyśmy uchodzić, skoro z lękiem i obrzydzeniem podchodzimy do tego, co inne i rzadko spotykane? Podobno każdy geniusz, który chodził po naszej planecie, był szaleńcem, u którego z łatwością można by było zdiagnozować jakąś chorobę psychiczną. Może to my – tzw. normalni – powinniśmy w końcu pogodzić się z naszą przeciętnością i dopuścić do siebie myśl, że istnieją jeszcze inne poziomy świadomości, w których nigdy nie będzie nam dane się poruszać? I to wcale nie oznacza, że one są złe. Są po prostu inne. Tekst pochodzi z mojego bloga: http://fochzprzytupem.wordpress.com/2014/04/27/wszyscy-potrzebujemy-pomocy-psychologa/
Przemek1994 - awatar Przemek1994
ocenił na 7 3 miesiące temu
Marzyciele Gilbert Adair
Marzyciele
Gilbert Adair
Historia trojga „niewinnych czarodziei” – rodzeństwa młodych Francuzów i amerykańskiego studenta szkoły filmowej – jest opowiedziana w sposób finezyjny, ale mało angażujący emocjonalnie. Gilbert Adair formuje swą narrację z długich, czasem niemal Proustowskich zdań, nasyconych poetyckimi metaforami i odniesieniami do rozmaitych tekstów kultury. Ma to być w założeniu proza subtelna i erudycyjna. Miejscami jednak autor ociera się o pretensjonalność czy wręcz literackie efekciarstwo. Mami nas estetycznymi błyskotkami, nie oferując ani przekonującej fabuły, ani wyrazistych bohaterów. Rzecz dzieje się głównie w Paryżu, w zapuszczonym domu poety-outsidera, który na pewien czas wybywa z żoną poza miasto. W stolicy zostają jego dorastające dzieci: Danielle i Guillaume. Wcześniej, jako bywalcy paryskiej Kinoteki, zaprzyjaźniają się z dzielącym ich pasję Amerykaninem Matthew. Kiedy z powodów politycznych kino zostaje zamknięte, odnajdują wspólny azyl w tajemniczym zaciszu powierzonego ich opiece mieszkania (a ściślej w przeznaczonym dla siebie skrzydle, zwanym quartier des enfants). Tam izolują się od świata, początkowo oddając się swym filmowym fascynacjom (sztuczki aktorskie, zabawy w skojarzenia), by stopniowo wciągnąć nieśmiałego Matthew w ryzykowną erotyczną grę, której czarowi wszyscy bez reszty ulegną. Uwikłani w miłosny trójkąt przyjaciele spędzający większość czasu w wielkiej wannie, ignorujący tabu, z marzycielską beztroską dokonujący kolejnych aktów transgresji… Wreszcie wyrwani z tego snu na jawie przez kamień zbijający szybę w oknie… kamień ulicznej rewolucji. Jest bowiem maj 1968 roku i fala lewicowych protestów przetacza się przez Europę… W swej końcowej fazie powieść z psychologicznej przekształca się w społecznie zaangażowaną i niebezpiecznie dryfuje w stronę tendencyjnego patosu. Intymny mikrokosmos trojga owładniętych perwersją nastolatków przenosi się w wymiar politycznego makrokosmosu, na którego sztandarach widnieją Marks, Che Guevarra czy Ho Szi Min. Sztandary wznoszą zaś takie persony jak Daniel Cohn-Bendit. Ten zabieg zupełnie nie przekonuje, niekorzystnie wpływa na odbiór całej książki. Pozostajemy z wrażeniem scenograficznego efekciarstwa, choć przyznajmy – częściowo zamierzonego – jako że Adair kreował swój tekst na utwór filmowy (co zresztą znalazło wyraz w adaptacji wyreżyserowanej przez Bertolucciego w 2003 r.). Opowieść ma pewien urok, nie można jej także odmówić walorów językowych. Jednak długimi fragmentami nuży. Brak w niej czegoś poruszającego, jakiegoś wewnętrznego ognia, który powinien przecież emanować z zachowania bohaterów. Trudno wczuć się w ich przeżycia i konflikty, trudno wreszcie sympatyzować z neomarksistowską rewolucją, pomyślaną jako puenta utworu. Wybrane cytaty 1) – Nigdy się nie zabiję – odpowiedział bez ogródek Matthew. – Wierzę (…) że jeśli człowiek odbiera sobie życie, idzie do piekła (…) – Człowiek odbiera sobie życie, bo rodzi się w piekle (Danielle). 2) Gdyby słowo amour nie rymowało się z toujours, być może nigdy nie odczuwalibyśmy potrzeby utożsamiania miłości z wiecznością (Danielle). 3) Zgnilizna, mój drogi Matthew, jest interesująca, tylko dopóki nie zerwiesz jej skorupy i nie przyjrzysz się uważnie temu, co tkwi pod spodem (Danielle). 4) Jego skrzydła były bezużyteczne niby skrzydła mewy uwięzionej w plamie rozlanej ropy (narrator o Matthew). 5) Śmierć czasami nokautuje człowieka, czasem zaś wygrywa z nim na punkty. Tak czy inaczej, pośmiertnie wznosi przeciwnikowi pomnik (narrator).
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na 6 3 lata temu
Serce to samotny myśliwy Carson McCullers
Serce to samotny myśliwy
Carson McCullers
Jak wygląda prawda o nas samych? Rodzimy się w samotności, żyjemy samotnie i umieramy sami. Pomimo tego, że wokół każdego z nas możemy znaleźć kochające i wspierające osoby, pomimo, że sami jesteśmy przekonani, że otacza nas wiele przychylnych nam ludzi, jeżeli głębiej się nad tym zastanowimy, okazuje się, że nasza samotność jest najzupełniej naturalnym i normalnym stanem. Nie ma w tym nic złego, że wybieramy życie w pojedynkę, nawet mając partnera/kę, dzieci czy ukochane zwierzęta. Zdrowy egoizm nie jest niczym złym. Dbanie o własny dobrostan też nie przekreśla nas jako istoty ludzkie. Najgorsze, co możemy zrobić to wisieć na kimś, być uzależnionym od innych, od ich komplementów, mniej lub bardziej trafionych porad czy pieniędzy. John Singer będąc obarczonym problemami innych, stając się ich niemym powiernikiem, pomimo, że sam się o to nie prosił, ani o przyznanie mu takiej dość uciążliwej roli, będąc mocno skonfundowany zaistniałą sytuacją, sam mierzy się z własnymi demonami. Nikt z odwiedzających go, nie proponuje mu, aby się wyżalił, nikt nawet nie pomyślał, żeby mu ulżyć w jego cierpieniu, bo go nie widział, albo nie chciał zauważyć skupiając się na sobie i swoich udrękach. Czy mamy prawo, aby tak oceniać bohaterów, jako samolubnych zapatrzonych w siebie egoistów? I tak i nie. Ludzi, których spotykamy na kartach tej jakże mocno zapadającej w serce powieści, trudno winić o ich krótkowzroczność, gdyż sami borykają się z wieloma dramatami i w pewien sposób są ograniczeni środowiskiem, prostym światem, z którego się wywodzą. Trudno im wyjrzeć dalej, niż poza czubek własnego nosa, bo sami są dość mocno poharatani przez życie. Urzekająca jest głęboka dojrzałość i przenikliwość młodej autorki, której ogromne pokłady empatii, zrozumienia, ale też sprzeciwu wobec niesprawiedliwości zostały mocno zaakcentowane w tej powieści. Brak tu jakiegoś pełnego domknięcia, ale to tylko silniej pobudza czytelnika do refleksji nad sobą i swoją egzystencją. Gorąco polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na 7 11 dni temu
Submarino Jonas T. Bengtsson
Submarino
Jonas T. Bengtsson
Po ,,Submarino” sięgnęłam bez większego zastanowienia, zachęcona opisem fabuły oraz dość wysokimi ocenami na portalach książkowych. Nie podejrzewam jednak, że wybór ten okaże się strzałem w dziesiątkę, a powieść jedną z lepszych, jakie ostatnio czytałam. Historia przedstawiona przez Bengtsson z pewnością nie należy do lekkich i przyjemnych. Nie oferuje czytelnikowi łatwych emocji ani pocieszenia, lecz zamiast tego prowadzi go w sam środek brutalnej rzeczywistości ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa, gdzie przemoc, narkotyki i inne patologie są na porządku dziennym. Fabuła skupia się na losach dwóch braci, których całe życie zostało zdeterminowane przez dzieciństwo naznaczone traumą i zaniedbaniem emocjonalnym. Teraz obaj próbują utrzymać się na powierzchni, nieustannie ściągani w dół przez nałogi, desperację, samotność i agresję, a ich wysiłki, by wziąć odpowiedzialność za innych, niemal zawsze prowadzą do kolejnych tragedii. W surowej i bezlitosnej rzeczywistości ,,Submarino” nie ma miejsca na nadzieję. Jeżeli jest źle, może być tylko gorzej. Choć psychika głównych bohaterów jest niezwykle złożona, bo są oni zdolni do wielkiego okrucieństwa, jak i czułości, ich los wydaje się z góry przesądzony. Nawet kiedy próbują postępować właściwie, wciąż zmierzają w stronę nieuchronnej porażki. Zdecydowanie nie jest to książka dla każdego. Niektórych może przytłoczyć jej ciężar, chłód i pesymizm. Inni jednak dadzą się zahipnotyzować bezkompromisową szczerością oraz mrocznym, niepokojącym klimatem i będą naprawdę zachwyceni - tak jak i ja. Bo czasem naprawdę nie ma nic lepszego niż porażająca smutkiem historia bez happy endu.
booksmore - awatar booksmore
ocenił na 9 23 dni temu

Cytaty z książki Dobre chwile – złe chwile

Więcej
James Kirkwood, Jr. Dobre chwile – złe chwile Zobacz więcej
James Kirkwood, Jr. Dobre chwile – złe chwile Zobacz więcej
James Kirkwood, Jr. Dobre chwile – złe chwile Zobacz więcej
Więcej