rozwiń zwiń

Dlaczego Izrael boi się Palestyny?

Okładka książki Dlaczego Izrael boi się Palestyny? autorstwa Raja Shehadeh
Raja Shehadeh Wydawnictwo: Karakter publicystyka literacka, eseje
112 str. 1 godz. 52 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
What Does Israel Fear from Palestine?
Data wydania:
2024-06-30
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-30
Liczba stron:
112
Czas czytania
1 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368059199
Tłumacz:
Anna Sak
Nowa książka palestyńskiego pisarza, prawnika i obrońcy praw człowieka to zwięzłe wprowadzenie w kontekst wojny w Strefie Gazy. Raja Shehadeh od lat monitoruje rozszerzanie się państwa izraelskiego na tereny okupowane. W tej niewielkiej publikacji próbuje odpowiedzieć na kilka pytań: dlaczego kres apartheidu w RPA nie zmotywował Izraela do zakończenia podobnej polityki na terenach okupowanych? Dlaczego świat nie wywierał nacisków na Izrael, aby ten dążył do pokoju? Czego Izrael obawia się ze strony Palestyny? Czy wojna w Gazie będzie miała wpływ na globalną zmianę w polityce?

Spokojny rzeczowy wywód autora, który z bliska obserwuje rozwój wydarzeń, pozwala lepiej zrozumieć przyczyny obecnej dramatycznej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Opisując procesy polityczne, Shehadeh nie traci z oczu perspektywy pojedynczych mieszkanek i mieszkańców Palestyny i Izraela.
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dlaczego Izrael boi się Palestyny? w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dlaczego Izrael boi się Palestyny?



1383 751

Oceny książki Dlaczego Izrael boi się Palestyny?

Średnia ocen
7,3 / 10
332 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
202
186

Na półkach: , , , ,

Ta krótka książeczka palestyńskiego pisarza, prawnika i obrońcy praw człowieka bardzo dobrze nakreśliła mi genezę konfliktu pomiędzy Izraelem i Palestyną, aż do wydarzeń z 2024 roku. Pokazała jak złożony i nierozwiązywalny jest to problem. Jak odmiennie interpretowane są wszystkie sytuacje przez obie strony.
Być może tu jest ukazana jednostronna perspektywa palestyńska, ale ta nie jest z pewnością rozpowszechniana.

Niewątpliwie tragedia narodu palestyńskiego, czystka etniczna, wysiedlenia, wieloletnie i bezterminowe oblężenie w Strefie Gazy oraz na Zachodnim Brzegu (rozdzielenie narodu, żeby nie stanowił jedności) dzieje się na oczach świata i przy znikomej reakcji. Izrael przedstawia siebie jako ofiarę a stosuje faszystowskie metody likwidacji narodu: "...jeśli odmówimy Palestyńczykom prawa do ich pamięci o przeszłości, to będziemy też mogli zanegować ich przywiązanie do ziemi, a tym samym otworzyć sobie drogę do ich wypędzenia".

Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest jak najbardziej do odczytania. Bardzo ważna pozycja.

Ta krótka książeczka palestyńskiego pisarza, prawnika i obrońcy praw człowieka bardzo dobrze nakreśliła mi genezę konfliktu pomiędzy Izraelem i Palestyną, aż do wydarzeń z 2024 roku. Pokazała jak złożony i nierozwiązywalny jest to problem. Jak odmiennie interpretowane są wszystkie sytuacje przez obie strony.
Być może tu jest ukazana jednostronna perspektywa palestyńska, ale...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1018 użytkowników ma tytuł Dlaczego Izrael boi się Palestyny? na półkach głównych
  • 577
  • 429
  • 12
163 użytkowników ma tytuł Dlaczego Izrael boi się Palestyny? na półkach dodatkowych
  • 69
  • 37
  • 24
  • 9
  • 9
  • 8
  • 7

Inne książki autora

Raja Shehadeh
Raja Shehadeh
Ur. w 1951 r. w Jaffie, palestyński pisarz i prawnik, jeden z twórców organizacji praw człowieka Al-Hak (Prawda). Jest autorem wielu książek na temat prawa międzynarodowego, praw człowieka i Środkowego Wschodu . Mieszka w Ramallah. Za Palestyńskie wędrówki otrzymał w 2008 roku Nagrodę Orwella. W książce Shehadeh nie epatuje historiami pełnymi przemocy i rozlewu krwi, nie pisze o zamachach bombowych i cywilnych ofiarach. Opowiada o tym, jak zielone wzgórza zamieniają się powoli w betonowe twierdze i jak izraelskie państwo przy użyciu administracyjnych wybiegów wywłaszcza mieszkańców z ich ziemi i zasiedla ją nowymi osadnikami. Shehadeh, biorący jako adwokat udział w rozprawach, zna te historie od podszewki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce William Sommer
Uwierz w plan. Skąd się wziął QAnon i jak namieszał w Ameryce
William Sommer
Ta książka miejscami bawi, miejscami przeraża, ale przede wszystkim przygnębia. Wydawałoby się, że w XXI wieku, kiedy dostęp do informacji jest tak łatwy, oszołomi powinni wyginąć. Zdaje się, że jest jednak odwrotnie - dzięki mediom społecznościowym rosną w siłę. Najbardziej zaskoczyło mnie jedno zdanie, zamieszone w ostatnim rozdziale - o tym, że pod płaszczykiem prawicowych fantazji, wyzwawcy QAnonu marzą skrycie o świecie obiecywanym przez... lewicę. Zredykalizowali się, bo czuli się zmarginalizowani przez system, oszukani, pozostawieni samym sobie. Autor postuluje wręcz, że sprawny publiczny system zdrowia, podniesienie pensji minimalnej i przystępne cenowo mieszkania mogą być skutecznym lekarstwem na brednie QAnonu. Ma to sens - frustraci, którzy nie mają się do kogo zwrócić, zwracają się w końcu do innych frustratów oraz cyników, którzy ich frustrację wykorzystują. Kiedyś był to kościół. Z kościołem jednak jest ten problem, że głosi słowo boże przekazane ludzkości dwa tysiące lat temu - lub nawet wcześniej. Przeciętny człowiek w XXI wieku nie widzi jasnego związku między przypowieściami biblijnymi a własnym życiem. Jeszcze 200 lat temu świat niewiele różnił się od czasów Jezusa, jednak wraz z nadejściem ery przemysłowej, wszystko gwałtownie ruszyło do przodu, pozostawiając w tyle zdezorientowanych ludzi. W takiej sytuacji tym łatwiej uwierzyć im w szalone teorie spiskowe, zwłaszcza jeśli ich głosiciele obiecują im "raj na ziemi" i to, że sprawiedliwości stanie się zadość. Szczególnie ciekawa jest fiksacja na punkcie maltretowania, w tym - molestowania - dzieci. To nie tylko odniesienie się do naturalnej potrzeby ludzi, żeby chronić dzieci, jak twierdzi autor. To też odpowiedź na coraz częstsze rewelacje o zbrodniach kościoła. Skoro mainstream może atakować kościół, to dlaczego by nie zaatakować mainstreamu? To, że oskarżenia są wyssane z palca, nikogo nie interesuje, ważne, że można powiedzieć: kościół może i jest zły, ale jego oskarżyciele są jeszcze gorsi. Niepokojąca jest skłonność do przemocy wyznawców QAnonu. Z drugiej strony, nie dziwi - skoro są wśród nich głównie konserwatyści, dla których posiadanie broni jest niezbywalnym prawem człowieka. Majaki QAnonu to wołanie o pomoc - błaganie o godne życie. Szkoda tylko, że jest wykorzystywane przez szarlatanów, a nie jest - jak chciałby tego autor - przyczynkiem do dojrzenia problemów trawiących społeczeństwo i walki z nimi. Oraz edukacji, edukacji, edukacji.
Ida - awatar Ida
oceniła na 8 5 miesięcy temu
Jeden dzień z życia Abeda Salamy Nathan Thrall
Jeden dzień z życia Abeda Salamy
Nathan Thrall
Ten reportaż poruszył mnie z wielu powodów i zdecydowanie pozostanie dla mnie ważny, choć temat początkowo wcale nie wydał mi się interesujący. Nie znam się na Bliskim Wschodzie, niespecjalnie interesował mnie kiedykolwiek ten rejon geograficzny. Nie rozumiałam genezy powstania państwa Izrael, a z pojęciem Zachodni Brzeg chyba nigdy wcześniej się nie spotkałam. Moja wiedza o tych terenach ograniczała się stricte do umiejętności wskazania ich na mapie świata. Książka ta wywołała u mnie na samym początku dezorientację. Nie umiałam sobie wyobrazić ani tych miejsc, ani tej specyficznej rzeczywistości. Zmusiła mnie do obejrzenia kilku filmików podróżniczych z Izraela i Zachodniego Brzegu, żeby móc to jakoś poskładać. Zapoczątkowała też potrzebę usystematyzowania wiedzy o powstaniu Izraela i historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Wnioski, które mi się nasuwają są takie, że rozumiem społeczność Żydów jeszcze mniej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie mogę pojąć jak naród, który przeżył taką tragedię jak Holokaust, getta i wielowiekowe prześladowania może dopuszczać się porównywalnych zachowań względem innego narodu. Wciąż pozostaję jednak osobą o bardzo nikłej wiedzy o tym skomplikowanym rejonie i choć nie mogę powstrzymać subiektywnych odczuć, staram się ograniczać ocenę. Jeśli chodzi o palestyńskich bohaterów tej książki to przede wszystkim im szczerze i głęboko współczuję. Znalezienie się na parę godzin wewnątrz głowy rodziców, którzy poszukują swoich dzieci poszkodowanych w wypadku było wyczerpujące. Wnioski i pytania na końcu książki z kolei bardzo trudne i niewygodne. Wypadek był jednak tylko osią opowieści o niekończących się upokorzeniach i niesprawiedliwości dotykającej Palestyńczyków. Momentami różnice kulturowe i religijne sprawiały, że ciężej było mi empatyzować, szczególnie z męskimi bohaterami. Nic, co napiszę o tej książce nie będzie wystarczające i wszystko co napiszę - zbyt infantylne. Podsumuję więc krótko - warto przeczytać, szczególnie w tych czasach.
Haru99 - awatar Haru99
ocenił na 9 6 dni temu
O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet. Od inceli do artystów podrywu Laura Bates
O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet. Od inceli do artystów podrywu
Laura Bates
To była trudna książka. Autorka, znana w UK działaczka feministyczna, funkcjonując na forach i stronach jak Alex, zinfiltrowała świat tzw. "menosfery" oraz społeczności "inceli". Przykłady są przerażające. I gdyby nie to, że regularnie na pewnej polskiej stronie, na niektórych facebookowych grupach i na subredditach widziałem mnóstwo podobnych postów, jak opisane w książce, to mógłbym uznać za próbę prowokacji lub przesadę... co również należy do technik inceli. Według ludzi tam funkcjonujących, takie czyny wobec kobiet jak gwałt, obmacywanie, znieważanie, bagatelizowanie czy dyskryminacja, jest czymś normalnym i nawet nie powinno wywoływać oporu jak i na część nie powinno być paragrafu. Jednocześnie wychodzi szereg nieścisłości, przeinaczeń jak i braku logiki: indywidualna ocena wydarzeń z historii, wybiórcze, wymyślone lub przekręcone badania naukowe, oburzanie się że kobiety uprawiają seks ale jednocześnie nienawiść do kobiety że nie chcą uprawiać seksu. Nie zdziwiło mnie też, że bigtechy jak Facebook czy Google, nie dość że nie ściągają szkodliwych materiałów, to jeszcze je podbijają. Autorka podaje sposoby jak temu przeciwdziałać: rozmowa twarzą w twarz, łączenie się w grupy i przeciwdziałanie, dążenie do tego by normalni faceci nie wpadli w sidła... i tutaj znalazłem parę zgrzytów. Ubolewam że autorka nie przedstawiła drugiej strony (a nawet miejscami zbagatelizowała coś takiego jak "mizoandria"), gdzie w ramach skrajnego feminizmu dyskryminuje się mężczyzn. Pod koniec również się nieco pogubiła: własne przeżycia, Internet, menosfera, jej facet, mizoginia, politycy. No i nieco naiwne podejście, że wystarczy w szkołach rozmawiać, by uniknąć tego zjawiska. Aczkolwiek ważna książka, prawdopodobnie każdy z nas zna incela ze skrajnymi opiniami, nawet się nie spodziewa że to ta osoba.
Rafał Stefaniak - awatar Rafał Stefaniak
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem Derek Scally
Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem
Derek Scally
Irlandia przez dziesięciolecia uchodziła za bastion tradycyjnego katolicyzmu, a jej tożsamość narodowa była nierozerwalnie spleciona z nauką Kościoła. Było to państwo, w którym głos biskupa ważył więcej niż ustawa, a religijność definiowała każdy aspekt życia społecznego – od szkolnictwa, przez opiekę zdrowotną, aż po sferę najbardziej intymną. Derek Scally w swojej głośnej i bolesnej książce „Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem” podejmuje się karkołomnego zadania: próbuje zrozumieć, jak to możliwe, że ten monolityczny gmach wiary zawalił się w ciągu zaledwie jednego pokolenia. To reportaż rzetelny, surowy i niezwykle potrzebny, który oceniam na mocne 7/10. Anatomia upadku Scally, wieloletni korespondent „The Irish Times” w Berlinie, patrzy na swoją ojczyznę z pewnego dystansu, co pozwala mu dostrzec mechanizmy niewidoczne z wnętrza wyspiarskiego tygla. Autor nie skupia się wyłącznie na samych skandalach pedofilskich, choć stanowią one mroczne tło całej opowieści. Interesuje go przede wszystkim systemowa patologia – świat azyli sióstr magdalenek, domów matki i dziecka oraz brutalnych szkół przemysłowych. Scally stawia niewygodne pytania: gdzie byli rodzice? Gdzie byli sąsiedzi? Autor obnaża zbiorowe wyparcie i „zmowę milczenia”, która pozwoliła Kościołowi na przejęcie niemal totalitarnej kontroli nad duszą Irlandczyka. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych publikacji o kryzysie wiary, to odejście od prostej dychotomii „zły kler – dobre ofiary”. Scally sugeruje, że irlandzkie społeczeństwo było współuczestnikiem tego systemu. Kościół nie był obcą siłą okupacyjną; był częścią każdej rodziny. Autor z chirurgiczną precyzją analizuje proces, w którym Irlandczycy „pożegnali się” z instytucją, przechodząc od ślepego posłuszeństwa do całkowitej obojętności lub gniewu. To pożegnanie nie jest jednak radosnym wyzwoleniem; to proces pełen traumy, poczucia winy i pustki, której współczesna, zsekularyzowana Irlandia jeszcze nie nauczyła się wypełniać. Styl i konstrukcja Warsztat Scally’ego jest godny podziwu – pisze on językiem wyważonym, unikając taniego moralizatorstwa. Przeplata osobiste wspomnienia z wywiadami z politykami, ofiarami i hierarchami, tworząc wielowymiarowy fresk. Momentami książka staje się jednak nieco zbyt dygresyjna, co może rozpraszać czytelnika szukającego zwartej tezy, stąd ocena 7/10. „Najlepsi katolicy pod słońcem” to lektura obowiązkowa, szczególnie w krajach, które przechodzą podobny proces gwałtownej sekularyzacji. Scally nie daje gotowych recept, ale zmusza do refleksji nad tym, co dzieje się z narodem, gdy jego fundamenty moralne okazują się ufundowane na kłamstwie i przemocy. To gorzki, ale oczyszczający portret Irlandii, która przestała być „świętą wyspą”, by wreszcie stać się krajem ludzi wolnych, choć boleśnie poturbowanych przez własną historię. Książka zostawia nas z pytaniem: co pozostaje, gdy Bóg odchodzi, a instytucja, która go reprezentowała, traci twarz? To lektura, która boli, ale i uczy pokory wobec historii.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 20 dni temu
Afryka to nie państwo Dipo Faloyin
Afryka to nie państwo
Dipo Faloyin
Książka Dipo Faloyina, Afryka to nie państwo, to błyskotliwa i bezlitosna intelektualna chłosta wymierzona w zachodnią ignorancję. Autor nie prosi o uwagę – on jej żąda, rozbijając w pył kolonialne mity, które od dekad więżą cały kontynent w klatce krzywdzących stereotypów: biedy, safari i niekończących się wojen. Moja ocena 7/10 odzwierciedla uznanie dla tej potężnej lekcji pokory i pasji autora, choć zaznaczam, że pod względem strukturalnym jest to publikacja nieco nierówna. Już sam tytuł jest manifestem. Faloyin z furią i dużą dawką ironii punktuje zachodnią tendencję do traktowania Afryki jako jednej, homogenicznej masy. Autor przypomina, że mówimy o 54 krajach, tysiącach języków i kulturach tak odmiennych, że wrzucanie ich do jednego worka jest nie tylko błędem, ale formą współczesnego neokolonializmu. Kluczowe punkty, które Faloyin poddaje analizie, to: Konferencja Berlińska (1884): Moment, w którym europejskie mocarstwa narysowały mapę Afryki od linijki, dzieląc grupy etniczne i łącząc wrogie sobie społeczności w sztuczne twory państwowe. Biały Zbawca: Krytyka celebrytów i organizacji pomocowych, które budują swój wizerunek na „ratowaniu” kontynentu, często pogłębiając jego problemy. Popkultura: Analiza tego, jak Hollywood (od Króla Lwa po kino wojenne) utrwala obraz Afryki jako dzikiej krainy bez historii sprzed kolonizacji. Styl i energia Faloyin pisze z ogromną energią. Jego język jest nowoczesny, dynamiczny i często zabawny – szczególnie w rozdziałach poświęconych rywalizacji o to, który kraj robi najlepszy ryż jollof. To właśnie te fragmenty, pokazujące żywą, dumną kulturę miejską, są najmocniejszą stroną książki. Autor pozwala nam poczuć rytm Lagos czy Akry, odchodząc od martyrologii na rzecz celebracji życia. Mimo że misja autora jest szczytna, książka cierpi na pewne problemy kompozycyjne. Fragmenty dotyczące historii politycznej bywają przeładowane faktami, co sprawia, że tempo narracji drastycznie spada po energicznym wstępie. Niektóre rozdziały wydają się nieco powtarzalne – autor tak bardzo chce udowodnić swoją rację, że wielokrotnie wraca do tych samych argumentów. Dla czytelnika zorientowanego w tematyce, część wniosków może wydać się oczywista. Afryka to nie państwo to potężny głos w dyskusji o tożsamości. Faloyin nie tylko wytyka błędy Zachodowi, ale przede wszystkim oddaje głos samym Afrykanom. To książka, która uczy pokory i każe nam zrewidować spojrzenie na mapę świata. Choć momentami nierówna, jest niezbędną odtrutką na dekady uproszczeń. Solidna siódemka za burzenie murów ignorancji.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 5 dni temu
Na bulwarach czyhają potwory. Filmowa historia Ameryki Maciej Jarkowiec
Na bulwarach czyhają potwory. Filmowa historia Ameryki
Maciej Jarkowiec
Wciągająca od pierwszych zdań. Bardzo ciekawe, nieszablonowe połączenie historii, filmoznawstwa, socjologii a nawet filozofii. Mnóstwo smaczków i nieznanych detali, z kolei znane historie przedstawione są z innej strony niż zwykle. Podejście do każdego tematu jest naprawdę oryginalne. Niech Cię nie zwiodą tytuły rozdziałów, odpowiadające słynnym filmom – każdy z nich jest przede wszystkim pretekstem do poruszenia dylematu moralnego, który był aktualny w momencie kręcenia filmu i najczęściej pozostał taki do dziś. Z pewnym niedowierzaniem a może nawet przerażeniem czytelnik odkrywa, że lata lecą a społeczeństwo w zasadzie stoi w miejscu. Rasizm, ksenofobia, mizoginia, bezkarność bogatych i potężnych – może i przebrały się w nowe szaty, ale w swoim jądrze pozostały niezmienione. Ciężko czuć się bezpiecznie w świecie, w którym wystarczy iskra, żeby na nowo rozpalić nigdy niewygasłą nienawiść. Może kiedyś ktoś nakręci o tym film – o kolejnym dzieciaku z getta, który przecież nie jest niewolnikiem ale nie jest też wolny. O kolejnej kobiecie, która nie powiedziała „nie” wystarczająco głośno. O kolejnym koncernie kupującym sobie przychylność polityków i mediów, dla których zera na koncie są ważniejsze od cierpienia jakichśtam obcych, biednych ludzi. Póki co napisał o tym Maciej Jarkowiec – i zrobił to z pomysłem, z polotem, z wizją, z wrażliwością. Odważnie, mądrze, miejscami nawet dowcipnie, często ironicznie. Wspaniale spędzony czas. Słuchałam audiobooka – lektor również spisał się świetnie.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na 8 2 miesiące temu
Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania Bartosz Józefiak
Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania
Bartosz Józefiak
Po "Wszyscy tak jeżdżą" sięgnęłam po kolejną książkę Bartosza Józefiaka i po raz kolejny było to spotkanie z wartościową lekturą. "Patodeweloperka: to nie jest kraj do mieszkania” to reportaż, który wciągnął mnie w informacje o ogromnie ważnej branży, która notabene decyduje o bezpieczeństwie i spokoju człowieka, jest swoistą podwaliną do innych działań i decyzji w życiu. Autor sięgnął po temat budownictwa mieszkaniowego dostarczanego społeczeństwu przez deweloperów. Dodatkowym atutem tej książki jest jej merytoryczność, wielowątkowość i niestety wciąż aktualność. Czy dowiemy się zatem "Jak budować wygodne mieszkania i osiedla z myślą o lokatorach i środowisku?" (str. 267), czy raczej otworzą się oczy jak jest najczęściej w tej branży. Bartosz Józefiak przygląda się problemowi z wielu stron: ekonomicznej, społecznej, urbanistycznej i ludzkiej. Nie ogranicza się do prostych tez ani łatwych ocen, ale cierpliwie odsłania kolejne warstwy oblicza rynku mieszkaniowego, pokazując, jak systemowo doprowadzono do sytuacji, w której mieszkanie w Polsce przestało być podstawową potrzebą, a stało się luksusem dostępnym dla nielicznych, którzy dyktują ceny i warunki bardzo dużej grupie ludzi. "-Mieszkania nie tanieją dlatego, że deweloper stwierdzi: "A, już zarobiłem, teraz macie taniej". Ceny spadają wtedy, kiedy już nikogo nie stać na to, żeby mieszkanie kupić." (str. 267) Autor kieruje reflektory na problem fundamentalny zwłaszcza dla młodego pokolenia, ludzi, których nie stać na własny dach nad głową, mimo pracy, wykształcenia i społecznych aspiracji, bo nie zarabiają wystarczająco, aby uzyskać zdolność kredytową pozwalająca na "zdobycie" własnego M. W książce wyraźnie wybrzmiewa teza, że obecny model rynku mieszkaniowego nie służy mieszkańcom, lecz stał się narzędziem do pomnażania kapitału przez bardzo wąską bogatą grupę beneficjentów. Ci zaś dyktują wygórowane warunki osobom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji braku miejsca do życia. „Patodeweloperka”. …” to także książka ostrzegawcza, brutalnie obnażająca mechanizmy, które normalizują chaos przestrzenny, ciasnotę, mikroapartamenty bez dostępu do światła czy zieleni oraz dehumanizację mieszkania jako przestrzeni do życia. Może być też swoistą "Trąbą jerychońską" skierowaną w stronę zarządzających na poziomie centralnym jak i regionalnym, ale także do nabywców, którzy bezrefleksyjnie dają się wciągać w nieuczciwe gry deweloperów i wreszcie inwestorów, którzy idą na łatwiznę. Obnaża absurdy programów rządowych, które tylko windują ceny metra, pokazuje jak działa cały system i proces nowej inwestycji i kto tak naprawdę dyktuje warunki, wyciska z metrażu ile się da i kieszeni. Wytyka też nieumiejętność decydentów do stawiania warunków deweloperom i ich całkowitą kapitulację: "Menadżerka Agnieszka uważa, że niezbędny jest dialog między inwestorami a samorządem. Bo wbrew pozorom nie musi być tak, że urzędnicy i przedsiębiorcy stają po dwóch stronach barykady. _My jesteśmy otwarci. Czemu urzędnik nie przyjdzie i nie powie "Chcecie budować? Super, pozwolę wam, dogadajmy się, ale ja chcę jedną klatkę z mieszkaniami komunalnymi". (str. 279) Autor wnikliwie przygląda się też "świętemu hasłu" deweloperów, czyli "optymalizacji", które jest kluczem do oszczędności na wszystkim, począwszy od planów, materiałów, sprzętu i wykonawcach. To dzięki "optymalizacji" klienci kupują coraz skromniej wyposażone mieszkania, mniej wygłuszone, mniej ustawne, mniej komfortowe do życia. Dowiemy się co to jest „święty „ PUM i poznamy tajniki marketingu deweloperskiego. Ciekawym wątkiem poruszonym przez autora, który potwierdza też moje obserwacje i przemyślenia, jest ten dotyczący podejścia młodych ludzi do mieszkania. W moim odczuciu dotyczy to także wielu wynajmujących, którzy nie przyzwyczajają się do miejsca. "- Podejście ludzi mieszkających w nowym budownictwie jest kompletnie inne niż lokatorów w starych blokach. Dzisiaj klient ma swoje mieszkanie i ma wywalone, co się dzieje naokoło. Na zebraniach wspólnoty zrobi awanturę, dlaczego on ma utrzymywać ten trawnik, ile to kosztuje, czemu to ma ładnie wyglądać? Jemu są nie potrzebne części wspólne, bo jak coś jest wspólne , to jest niczyje, nikt o to nie zadba." (str. 97) Czy zatem deweloper buduje tak, jak klienci mu na to pozwalają zgadzając się kupić wszystko jak leci, w myśl im taniej tym lepiej, stać mnie tylko na tańsze tu i teraz, nie ważne ile w przyszłości to tanie będzie mnie kosztowało? Albo obchodzi mnie to tylko teraz, bo za jakiś czas będę mieszkał gdzie indziej. A z drugiej strony czy to droższe jest zawsze lepsze, też niekoniecznie. Ogromną siłą tej publikacji jest jej solidne udokumentowanie. Autor opiera się na danych, przykładach, rozmowach i analizach, dzięki czemu książka nie jest publicystycznym manifestem, lecz rzetelnym reporterskim "sprawozdaniem" z branży. To tekst, który działa jak dzwon alarmowy, może budzić z letargu, otworzyć oczy, prowokować do refleksji, niemniej osobiście nie mam nadziei na realną zmianę gdziekolwiek. Choć na ostatnich stronach autor daje pozytywny przykład to jest to tylko jedna jaskółeczka, która w ogromie patologicznego podejścia do swojej roboty, wiosny nie czyni. „Patodeweloperka. ...” to książka ważna i potrzebna, jedna z tych, które zostają w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony. Kolejne chapeau bas dla Bartosza Józefiaka za odwagę, konsekwencję i warsztat. To nie jest tylko książka o mieszkaniach. To książka o prawie do godnego życia."Patodeweloperka: to nie jest kraj do mieszkania" to lektura, obok której trudno przejść obojętnie a na dodatek napisana w bardzo ciekawym ujęciu i schemacie. Zdecydowanie warto.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 9 13 dni temu

Cytaty z książki Dlaczego Izrael boi się Palestyny?

Więcej

Ariel Szaron, który w 1981 roku został mianowany przez Begina ministrem obrony, a później objął stanowisko premiera Izraela, myślał inaczej niż Rabin i miał bardzo odmienny stosunek do osadnictwa. Nie przejmował się obecnością Palestyńczyków na terenach okupowanych i planował postąpić z nami tak samo, jak reżim apartheidu postępował z czarną ludnością Republiki Południowej Afryki. Tamtego roku Szaron potajemnie odwiedził RPA. W trakcie briefingu oznajmił swojemu doradcy, że najbardziej interesują go bantustany, ich struktura i administracja. Ewidentnie szykował podobny los dla Palestyńczyków – tych z nas, którzy mieszkali na Zachodnim Brzegu i w Gazie. Zaprosił przywódcę jednego z bantustanów do Izraela, gdzie przyjęto go z wielką pompą i ceremoniałem. Ów przywódca odwiedził też jedno z żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu i w przemówieniu nazwał tamten dzień „historycznym”. Wtedy zacząłem podejrzewać, że Izrael zamierza uczyć się od reżimu apartheidu z jego enklawami wydzielonymi dla czarnej ludności. Niebawem moje przeczucia się potwierdziły.

Ariel Szaron, który w 1981 roku został mianowany przez Begina ministrem obrony, a później objął stanowisko premiera Izraela, myślał inaczej ...

Rozwiń
Raja Shehadeh Dlaczego Izrael boi się Palestyny? Zobacz więcej

Jeżeli muszę umrzeć
ty musisz żyć żeby o mnie opowiedzieć.
Jeżeli muszę umrzeć niech to przyniesie nadzieję
niech będzie z tego opowieść.
Ramallah, luty 2024.

Jeżeli muszę umrzeć
ty musisz żyć żeby o mnie opowiedzieć.
Jeżeli muszę umrzeć niech to przyniesie nadzieję
niech będzie ...

Rozwiń
Raja Shehadeh Dlaczego Izrael boi się Palestyny? Zobacz więcej

W przeszłości, kiedy pytałem swoich izraelskich znajomych o lewicowych poglądach, dlaczego kres apartheidu w RPA nie stał się inspiracją dla Izraelczyków, padały dwie różne odpowiedzi. Pierwsza była taka, że biali w Południowej Afryce przegrali, natomiast Izraelczycy nie. Było to dla mnie niepokojące, bo moi rozmówcy najwyraźniej wierzyli, że kres białej supremacji oznaczał porażkę białej ludności. Jak widać, nie dostrzegali tego, że w istocie było to zwycięstwo obu stron. Druga, bardziej przekonująca odpowiedź sprowadzała się do tego, że Izraelczycy nie uważali swojej sytuacji za mającą cokolwiek wspólnego z apartheidem, stąd też nie sądzili, że wymaga ona podobnych rozwiązań.

W przeszłości, kiedy pytałem swoich izraelskich znajomych o lewicowych poglądach, dlaczego kres apartheidu w RPA nie stał się inspiracją dla...

Rozwiń
Raja Shehadeh Dlaczego Izrael boi się Palestyny? Zobacz więcej
Więcej