Cienie przeszłości

Okładka książki Cienie przeszłości
Magda Parus Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA Cykl: Wilcze dziedzictwo (tom 1) fantasy, science fiction
419 str. 6 godz. 59 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Wilcze dziedzictwo (tom 1)
Data wydania:
2007-09-21
Data 1. wyd. pol.:
2007-09-21
Liczba stron:
419
Czas czytania
6 godz. 59 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389595331
Średnia ocen

                5,7 5,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cienie przeszłości w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Cienie przeszłości



książek na półce przeczytane 2041 napisanych opinii 1738

Oceny książki Cienie przeszłości

Średnia ocen
5,7 / 10
126 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2190
810

Na półkach:

Trudna w ocenie. Fabuła jest ciekawa i nieciekawa zarazem. Pomysł książki jest fajny i niefajny zarazem. Książka nie ma błędów logicznych i całkiem ciekawy rozwój wypadków, fabuła dość naiwna i powolna ale wciągająca. A więc sami widzicie, trudna w ocenie

Trudna w ocenie. Fabuła jest ciekawa i nieciekawa zarazem. Pomysł książki jest fajny i niefajny zarazem. Książka nie ma błędów logicznych i całkiem ciekawy rozwój wypadków, fabuła dość naiwna i powolna ale wciągająca. A więc sami widzicie, trudna w ocenie

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

315 użytkowników ma tytuł Cienie przeszłości na półkach głównych
  • 175
  • 137
  • 3
80 użytkowników ma tytuł Cienie przeszłości na półkach dodatkowych
  • 61
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Cienie przeszłości

Inne książki autora

Magda Parus
Magda Parus
Magda Parus (urodzona 7 grudnia 1975 w Opolu) – polska pisarka i tłumaczka. Ukończyła Akademię Ekonomiczną (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny) w Poznaniu. Po studiach osiadła w Wielkopolsce. Początkowo pracowała w wyuczonym zawodzie, od paru lat zajmuje się tłumaczeniami literackimi z języka angielskiego. Debiutowała w 2007 roku pierwszą częścią trylogii o wilkołakach „Wilcze dziedzictwo: Cienie przeszłości”, cyklu łączącego w sobie różne gatunki – horror, powieść drogi, urban fantasy, kryminał, thriller i powieść obyczajową. Oprócz fantastyki pisze także powieści obyczajowe.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zły brzeg Piotr Patykiewicz
Zły brzeg
Piotr Patykiewicz
Całe zło zaczęło się, gdy Żarek znalazł na plaży Północnicę. Żarek, młody chłopak wiedzie proste życie, tak jak od wieków jego dziadowie, ojciec i inni mieszkańcy małej rybackiej wioski. Wszystko się jednak zmienia, gdy niespodziewanie przychodzi wielka fala i wyrzuca na brzeg szczątki okrętu z Północy, ciała wojów i jedną wciąż żywą dziewczynę. Od jej pojawienia się wioskę zaczynają nękać coraz dziwniejsze nieszczęścia. Nie upłynie dużo czasu, a rozpętane piekło zmusi Żarka do porzucenia domu, rodziny i przyjaciółki, która jak wszyscy wiedzieli kiedyś zostanie jego żoną, aby wyruszyć z zadziorną, upartą i bezwzględną Gudrun na tamten brzeg, ten o którym starcy mówią, że jest siedliskiem wszelkiego zła. Na Północy Zły przejął panowanie i Żarek z przerażeniem dowiaduje się, że chcąc nie chcąc musi pomóc w jego pokonaniu. Jeśli myślicie, że spotkanie stworów z najgorszych koszmarów, obcięcie jaj diabłu i powalenie gigantów wystarczy żeby nałożyć koronę na głowę nowej królowej, to przemyślcie jeszcze sprawę. Północ nie wybacza pomyłek. Historia jest w pewien sposób klasycznym fantasy. Mamy więc w niej wszystkie niezbędne elementy: księżniczki, młodego dzielnego bohatera, wielkie zło, stwory z legend, magię i pełną przygód podróż. A jednak nie wszystko jest tu takie klasyczne. Bo księżniczki są twardsze i ostrzejsze niż miecze które noszą, dzielny bohater jest w przeważnej mierze zakładnikiem dziejących się wydarzeń, a zło nie zawsze jest takie oczywiste jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Autorowi ponad to zdarza się odjechać z logiką gdzieś na manowce. Ale przyznaję, że w tym gatunku niekiedy lubię kiedy wyobraźnia autora łamie wszelkie prawidła rozsądku i logiki, a Patykiewicz operuje tymi narzędziami w dużą wprawą, bez straty dla samej fabuły. Niewątpliwie silną stroną „Złego brzegu” są sami bohaterowie, których polubiłam od początku. Chyba najbardziej Żarka, za tę jego nieco dziecięcą ufność w świat i ludzi, która z biegiem czasu przekuwa się w prawdziwy chart ducha. Ponadto znajdziecie tu postacie niejednoznaczne, dynamiczne i pełne życia. Sama historia rozgrywa się w świecie opartym na wzorcach średniowiecza, z czasów powiedzmy Mieszka I. Mamy więc tu chrześcijańską religię współistniejącą z magią i pogańskimi legendami. Ale to tyle podobieństw. Narracja jest wartka, płynna i nie pozbawiona niespodzianek ukrytych za zakrętami. Właściwie jedyną wadą tej książki jest opis świata, który jak dla mnie jest zdecydowanie niedostateczny. Autor skąpi nam informacji o otaczającej rzeczywistości. Widzimy tylko jej szkicowy zarys, który ujawnia nieco więcej szczegółów tylko w miejscach gdzie wiedzie nas fabuła. Nic ponad to. O czym jest „Zły brzeg”? To książka o walce ze złem, o miłości, o współczuciu i podłości. To historia bezkompromisowa i surowa jak górskie szczyty. Patykiewicz nakarmi was krwią, żelazem i zmrożonym śniegiem na szlaku. Zdecydowanie polecam wam do przeczytania, choćby po to, aby poznać stare chińskie przysłowie „Zanim napijesz się wódki, którą podaje ci góral, bezwzględnie zapytaj z czego jest zrobiona”.
Elisiv - awatar Elisiv
ocenił na 7 2 lata temu
Tae ekkejr! Eleonora Ratkiewicz
Tae ekkejr!
Eleonora Ratkiewicz
"Marna sprawa, to ratowanie elfów. Uratujesz, a potem raptem się okazuje, że masz wieczny cień, nieodłączne towarzystwo - jednym słowem: osobistego elfa." "Tae ekkejr!" to historia idealna na 5-cio godzinnego one shota! Są ludzie, elfy, krasnoludy - i to całkiem stereotypowe, nie w złym znaczeniu. No i właśnie człowiek - książę Lermett wyrusza z poselstwem do Doliny Elfów, jednak plany krzyżuje mu górska lawina, a w niej... o dziwo, jeszcze żywy elf. Lermett ocala Enneariego, a ten czuje, że ma wobec niego dług. Wkrótce okazuje się, że cele podróży tej dwójki są ze sobą ściśle powiązane, a my obserwujemy ich przygodę z rozwijająca się w tle przyjaźnią. Autorka sprawnie oddaje emocje i charaktery postaci, a początek znajomości księcia i elfa pełen jest bardzo nietrafnych (przy czym bardzo zabawnych :D) prób zrozumienia zwyczajów rasy tego drugiego - rozdziały dzielone są na bohaterów i ciekawie się przeplatają, dzięki czemu poznajemy ich myśli. Niekiedy akcja jest wartka, by zaraz zwolnić i dać im czas na lepsze poznanie siebie. Raz dialogi i wydarzenia są zabawne, a parę stron dalej opisane jest pogorzelisko, skatowane elfy czy głębokie rozterki postaci. Rzeczy ważne potrafią nagle przerodzić się w przydługie dygresje, które wydają się zbędne, jednak po chwili okazuje się, że były one kluczowe, by załapać inny wątek. Zazwyczaj. Raczej nie ma w tym nudy, ale da się odczuć zmiany tempa. Historia nie jest epicka, pompatyczna, tak naprawdę jest to jedna przygoda i nie na wielką skalę, choć zignorowana mogłaby dać tragiczne skutki. Książkę czytało się raz szybciej, raz wolniej, ale był w tym fun, nawet będąc poza docelową grupą (bo to definitywnie fantastyka dla młodzieży). Jestem w trakcie czytania drugiego tomu, a w nim gra się toczy już na znacznie większą skalę, ale ilość nowych postaci przytłacza! Jednak o tym innym razem :P Recenzja pochodzi z instagrama @ofeti_fetio - tam możesz przeczytać ją w całości i zobaczyć zdjęcia oraz cytaty z powieści! :)
ofeti_fetio - awatar ofeti_fetio
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Koniec pieśni Wojciech Zembaty
Koniec pieśni
Wojciech Zembaty
Poznałam świat mroczny, ohydny, przerażający mnie do tego stopnia, że wchodziłam do niego ostrożnie, delikatnie, niepewnym wzrokiem badając czekające mnie wizje, bojąc się następnego zdania, brzydząc się kolejnej sceny i błogosławiąc możliwość stania z boku w roli obserwatora, bezpiecznego przyglądania się zdarzeniom i śledzenia plecionych wątków. Z czasem nauczyłam się nie jeść podczas czytania tej książki z turpistyczną wizją świata, a właściwie dwóch równoległych rzeczywistości, w których śmierć i rozkład były normą, a jej symptomy i objawy skutecznego panoszenia się prawie na każdej stronie ropiały, czerwieniły krwią, uryną i kałem strachu, bólem prutych jelit, trzaskiem łamanych kości i smrodem. Przenikliwą, ostrą, mdlącą wonią wymiocin, bagiennych oparów, rozkładających się trupów, gnijących ran i cuchnących oddechów chorych dziąseł. A jednocześnie byłam tym światem zachwycona, zafascynowana! Przyzwyczaiłam się, nie podjadałam w trakcie czytania, z trudem przełykając nawet ślinę, ale brnęłam wbrew odruchom własnego organizmu, wbrew rozsądkowi i instynktowi samozachowawczemu w te realno-nierealne wizje sięgające samego Matecznika Bogów, do których drzwi otwierał stavalon. Rodzaj memoaktywnej substancji dla współczesnych bohaterów powieści, a dla druidów Zaklęcie Przejścia. A nic nie zapowiadało właśnie takiej zaskakującej fabuły. Prolog wprowadził mnie w znany świat umierającego króla Artura, którego ostatni rycerz Bedevir, pełniący wcześniej rolę jego giermka, pragnął ocalić Brytów przed saskim potopem. Potrzebował do tego wyjątkowego Naszyjnika, tak zwanego torka. Tradycyjnego insygnium celtyckich królów i bohaterów, który był "przekutą wolą, zastygłą w metalu potęgą oraz Nosiciela, bez którego stanowił tylko stary, kosztowny złom". Razem, przy pomocy magii druidów, mogliby odzyskać świetność i przywrócić przyszłość Brytów. Tyle że Naszyjnik znalazł Igi, dziewiętnastolatek o popapranej przeszłości z dwudziestego wieku, nawiedzany przez koszmarne sny, po których pozostawały zupełnie realne rany. Stavalon umożliwił połączenie losów ludzi, demonów i bogów ze średniowiecznej przeszłości i z dwudziestowiecznej teraźniejszości. Otworzył między nimi drzwi udowadniając, że "światów nie dzieli nieprzekraczalna bariera. Współistnieją i czerpią z siebie." Stanowią jedność, w której czas, jakikolwiek czas, nie ma żadnego znaczenia. Dlatego Igi znalazł się w świecie Brytów, stając się Nosicielem Naszyjnika. Łukasz, jego psycholog, u którego początkowo szukał pomocy, mógł funkcjonować w obu, a demony z rzeczywistości równoległej, pożywiać się krwią i mięsem ludzi we współczesnej Warszawie. Podobał mi się ten bezlitosny, okrutny świat, te plastyczne wizje, oniryczne majaki, wędrówki do najdalszych zakątków umysłu kryjących najstraszliwsze instynkty ludzkie i język je stwarzający, opisujący, ożywiający, pobudzający moje zmysły i wyobraźnię. Gęsty, bagnisty, wciągający, mamiący i taki realnie, niemalże namacalnie kreujący obrazy grozy godne najlepszych horrorów. Snujący fabułę pełną przejść z przeszłości do przyszłości, z jaźni do podświadomości, ze świadomości w sen, z rzeczywistości w magię i na odwrót. Czułam ogromną wiedzę jaką autor zgromadził, by mógł powstać ten jeden świat ze splecionych wątków przeszłych i teraźniejszych. Czerpał ją, jak sam wspomniał w podziękowaniach na końcu książki, przede wszystkim z "Narodzin cywilizacji Wysp Brytyjskich" Wojciecha Lipońskiego. Ta fascynacja historią Brytów i chęć umieszczenia jak największej ilości informacji w powieści, mogłaby posłużyć do stworzenia obszernej trylogii, jeśli nie dłuższego cyklu. Pozwoliłoby to na rozproszenie wiedzy historycznej, która momentami brzmiała jak wstawki encyklopedyczne. Można byłoby rozwinąć wiele wątków, tutaj tylko zarysowanych lub wykorzystanych do jednej przygody czy wyeliminować wielość bohaterów. Bardzo brakowało mi jednego spojrzenia na rozwijający się ciąg zdarzeń, wiodącego narratora, z którym mogłabym się utożsamić, przyjąć jego system wartości za swój. Można byłoby też uniknąć szybkiego przeskakiwania z jednej sceny do drugiej bez zdania wiążącego lub uprzedzającego zmianę scenerii. Na szczęście im dalej w powieść, tym tych niespodziewanych cięć było mniej. Przedobrzenie dotknęło również języka. Autor uczynił go bardzo swojskim, potocznym, wulgarnym, nazywającym rzeczy wprost bez zbędnych ozdobników językowych, niezbędnym do tworzenia naturalnych dialogów czy naturalistycznych obrazów, ale czasami wyjechał w swoich szkicach poza linię, serwując zdania tego typu: Jego towarzysz, przygarbiony kulawy facet w szacie koloru gówna, rozdarł się. Swojskość też ma swoje granice, za którymi czai się pułapka ordynarności. I na koniec muszę jeszcze wspomnieć o zbyt pośpiesznym zakończeniu i dialogach. O ile były świetne między bohaterami współczesnymi, o tyle były niewiarygodne, bo z użyciem charakterystycznych powiedzeń młodzieżowych, w ustach postaci historycznych. Całość makabrycznie przepiękna w plastycznych obrazach wizji, ciekawie snutej fabule, której trochę zaszkodził nadmiar wiedzy, fantazji i chęci umieszczenia tego wszystkiego w jednej opowieści oraz niedostatki warsztatu pisarskiego. Pierwsza cecha jest zaletą, z której trzeba się cieszyć i tylko nauczyć panować nad nią, a druga wadą, która na szczęście mija wraz z wiekiem i doświadczeniem. Zwłaszcza że to debiutancka powieść tego pisarza. I jeszcze jedno. Literówki. Rzadko o nich wspominam, jeśli nie są uporczywe. Tutaj bardzo mi przeszkadzały swoją nagminnością. Często zmieniały znaczenie zdania, które musiałam czytać od nowa, by uchwycić prawidłowy sens wypowiedzi czy opisu. Ale to już uwaga czysto techniczna ku rozwadze wydawnictwa. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 6 lat temu
Taniec nad przepaścią Elena Malinowska
Taniec nad przepaścią
Elena Malinowska
Król Damian to największy skurwysyn jakiego napotkałam w swojej czytelniczej karierze. Bezwzględny, bystry oraz manipulujący drań, który dla swoich korzyści potrafi sprawić, że jeden z rodów ugnie się przed jego majestatem w nadziei, że przywróci im utracony status. Dopuścił się do intrygi tak głębokiej, że czytelnik zdał sobie sprawę o tym na końcu książki, gdy już wszystkie karty zostały odkryte. Wykorzystał do swych niecnych celów naiwną i pełną buty dziewczynę, która w przeciwieństwie do niego jest zwykłą szarą myszą zmagającą się ze stanami depresyjnymi. Nic ją nie cieszy, jest bezczelna i strasznie bierna. Król omamił ją swoim wdziękiem, a ona próbowała mu się oprzeć, walczyła z motylkami w brzuchu na jego widok. W końcu doszła do wniosku, że jedyne co ją cieszy na wyspie to właśnie widok tego skurwysyna. Brzmi jak romans? No i troszkę jest. Autorka nie skupiła się na Akademii, świecie przedstawionym, w ogóle systemie magii. Od czasu do czasu rzuciła jakąś ciekawostką lub istotną informacją, ale prędzej skupiła się na postaci głównej bohaterki oraz jej odczuciach. Początki prześladowania jej w wiosce, spotkanie wuja oraz nauka magii w akademii na wyspie, która była bardzo brutalna i bezwzględna. Wymagała od uczniów całkowitego posłuszeństwa i pokory. Wiele zrezygnowało, wiele z nich przypłaciło życiem lub depresją jak nasza bohaterka, która swoją bierną postawą doprowadzała mnie do furii. Książka ma otwarte zakończenie. Czy kiedykolwiek pojawi się kontynuacja? Szczerze wątpię. Szkoda, bo pomysł nawet ciekawy, postać tego skurwysyna intryguje i czytelnik domaga się dalszych części. Jeszcze tyle rzeczy zostało do wyjaśnienia i już pewnie nigdy się nie dowiemy.
ChanLee - awatar ChanLee
ocenił na 6 6 lat temu
Wąż Marlo, t.1 Marcin Wroński
Wąż Marlo, t.1
Marcin Wroński
Początki lektury były trudne - przyznam, że nie miałam pojęcia, czym są węże (oczywiście pomijając powszechne znaczenie tego słowa) i gubiłam się podczas pierwszych trzydziestu, czterdziestu stron. Czytając, wszystko brałam "na wiarę", a mimo to bardzo mnie książka intrygowała. Marla poznajemy jako jedenstaolatka, który zaczyna swoje szkolenie. Jego mistrz Omar kształci go w towarzystwie przybranego brata Lomara. Chłopcy na pozór nie przepadają za sobą, łączy ich specyficzna więź. Gdy Marlo usamodzielnia się i bez niczyjej pomocy wybiera zlecenia, zaczynają się schody. Wąż odkrywa, że jego zajęcia nie zawsze przynoszą pozytywny wynik, a każdy medal ma dwie strony. Jak można doczytać z tyłu okładki - powieść zawiera intrygi, wątki kryminalne, polityczne i magiczne. Z tym ostatnim jest lekki problem. Magii wiele tu nie ma, jest za to wiele przygód. Marlo podróżuje po wielu krainach, szkoli się u drugiego mistrza, który jak się potem okazuje ma związek z przeszłością naszego głównego bohatera. Poznaje niejedną kobietę, choć w większości ich relacje opierają się na fizycznych kontaktach. Mamy tu wiele obrazów nędzy i ubóstwa, różne oblicza demoralizacji - alkohol, prostytucja, złodziejstwo... Brakowało mi kontrastu. Nie było żadnego elementu, którym mogłabym się zachwycić, czy napawać. Nie ma też jednego, głównego wątku - cała książka opiera się na przygodach i zdarzeniach, jakie przytrafiają się Marlowi. Nie jest to wielka przeszkoda, jednak spodziewałam się raczej jednej, wielkiej zagadki, która będzie mnie nurtowała przez całą powieść. owszem, pewna tajemnica rozwiązuje się na ostatnich stronach powieści, ale w mojej ocenie jest to tylko zrzucanie masek - dobrzy okazują się złymi, a ci niejednoznaczni... Książkę czytałam wracając pksem z Ostrowa Wielkopolskiego. A gdy daje radę sięgać po lekturę w autobusie, w którym zwykle nie czuje się zdolna do pożerania liter, to znaczy, że książka jest dobra. Momentami Wąż Marlo bardzo mnie wciągał i nie mogłam oderwać się od mrocznego i niepokojącego klimatu, momentami czytałam fragmenty nawet niebyt dokładnie rejestrując ich w pamięci. Niemniej jednak książka jest godna polecenia i uważam, że prezentuje całkiem przyzwoity poziom. Chciałam zwrócić jeszcze uwagę na język autora - dobrze dopracowany, różnorodny i pasujący do klimatu powieści. http://poczytalna-umyslowo.blogspot.com/2013/03/waz-marlo.html
BlueCarmen - awatar BlueCarmen
ocenił na 7 7 lat temu

Cytaty z książki Cienie przeszłości

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Cienie przeszłości