Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.)

Okładka książki Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.)
Cyprian Herl Wydawnictwo: INFORTeditions Seria: Bitwy/Taktyka historia
533 str. 8 godz. 53 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Bitwy/Taktyka
Data wydania:
2023-09-23
Data 1. wyd. pol.:
2023-09-23
Liczba stron:
533
Czas czytania
8 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367730204
Średnia ocen

                8,8 8,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.) w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.)

Średnia ocen
8,8 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1
1

Na półkach:

Kolejna świetna pozycja w literaturze historycznej, która wnikliwie i przystępnie przedstawia najważniejsze wydarzenia i postacie związane z jedną z najbardziej fascynujących cywilizacji w historii świata.
Autor, dzięki dogłębnej wiedzy i przemyślanej narracji, skutecznie łączy analizę polityczną, społeczną i militarną, co sprawia, że książka jest pełna cennych informacji, ale jednocześnie nie przytłacza czytelnika.
Polecam serdecznie jej lekturę. :)

Kolejna świetna pozycja w literaturze historycznej, która wnikliwie i przystępnie przedstawia najważniejsze wydarzenia i postacie związane z jedną z najbardziej fascynujących cywilizacji w historii świata.
Autor, dzięki dogłębnej wiedzy i przemyślanej narracji, skutecznie łączy analizę polityczną, społeczną i militarną, co sprawia, że książka jest pełna cennych informacji,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

23 użytkowników ma tytuł Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.) na półkach głównych
  • 13
  • 10
14 użytkowników ma tytuł Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.) na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bejrut 1982 Krzysztof Mroczkowski
Bejrut 1982
Krzysztof Mroczkowski
Bardzo przyzwoity HaBek, któremu niewiele brakuje do oceny 8/10. Dodatkowo ocenę taką uniemożliwia spora ilość literówek i błędów gramatycznych która uszła uwadze wydawnictwa. Poza tym jest dobrze. Autor koncentruje się na latach 1975-1985, czyli mamy po kolei opisane: wypchnięcie Palestynczykow z Jordanii do Libanu (300-400 tys.), destabilizację tego państwa, gdzie zgoda między chrześcijańskimi maronitamu, a muzułmanami była bardzo krucha, operację izraelską "Litani" i zajęcie części Libanu w 1978, operacje "Pokój dla Galilei" w 1982 z 9-tygodniowym oblężeniem Bejrutu i kapitulacją OWP. Autor opisał ten konflikt czytelnie, tłumacząc jego przyczyny, zawiłość, grę interesów Syrii, Izraela, OWP, maronickich falang, Iranu (który zainstalował wówczas w Libanie Hezbollah). Bardzo ciekawa lektura pokazująca jak nie zerojedynkowe są wojny toczone w tym tyglu. Ciężko czyta się opis rzezi dokonanej przez maronitów na bezbronnych palestynczykach w obozach Sabra i Szatila. Również brutalne ataki palestynczykow na niewinnych cywili ukazują nam, że nie ma w tej wojnie dobrych i złych, a jego zakończenie wydaje się jak to pisze Autor "political fiction". Interesująco pokazany jest też wpływ Ariela Szarona na zasięg tego konfliktu, co nie do końca było uzgadniane z premierem Beginem, czy Amerykanami. Operacja mająca sięgnąć 40km w głąb Libanu dotarła aż do Bejrutu, a na wschodzie przerodziła się w konflikt syryjsko-izraelski. Na końcu zostają tysiące zabitych cywili i zrujnowany Liban z Bejrutem, który był kiedyś "Paryżem Bliskiego Wschodu". Ciekawa lektura.
Getos - awatar Getos
ocenił na 7 7 dni temu
Od Monongaheli do Bushy Run 1755 - 1763. Z dziejów wojen kolonialnych w Ameryce Północnej Marcin Pejasz
Od Monongaheli do Bushy Run 1755 - 1763. Z dziejów wojen kolonialnych w Ameryce Północnej
Marcin Pejasz
Interesują mnie wojny indiańskie, szczególnie te wcześniejsze niż konflikty z drugiej połowy XIX wieku. Dlatego ten tytuł podszedł mi wyjątkowo. Autor przedstawia bowiem walki z czasów powstania Pontiaca, powiązane z północnoamerykańską odsłoną wojny siedmioletniej, w której starły się kolonialne wojska francuskie i brytyjskie. Książka jest bardzo szczegółowa, ale konkretna, przedstawia tytułowe bitwy, podając wprawdzie szeroko tło polityczne, wydarzenia im towarzyszące, ówczesną wojskowość, dyplomatyczne zabiegi stron, ale autor nie rozciąga historii na długie lata, tylko skupia się na okresie, którego publikacja dotyczy. A sam konflikt i walki są ciekawe także z powodu udziału w nich bohaterów późniejszych wydarzeń związanych z powstaniem Stanów Zjednoczonych, w szczególności samego Jerzego Waszyngtona, odgrywającego ważną rolę, także kontrowersyjną, po stronie brytyjskiej. Autor bardzo dokładnie opisuje walki, w sposób pozwalający zrozumień ich specyfikę, przebieg, ale także dokładnie rozeznać się w wydarzeniach, miejscu ich rozgrywania, w czym pomagają także bardzo dobre mapy. Od strony edytorskiej właśnie w zakresie map i ilustracji książka wypada bardzo dobrze. Będę oczekiwał na kolejne prace Marcina Pejasza i mam nadzieję, że sięgnie po inne wojny plemion rdzennych Amerykanów.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na 8 1 rok temu
Tam, gdzie rosną Żelazne Krzyże. Krym 1941-1944 Robert Forczyk
Tam, gdzie rosną Żelazne Krzyże. Krym 1941-1944
Robert Forczyk
Odczuwam dotkliwy brak wiedzy na temat działań militarnych w czasie II wojny światowej. Aby to przykre uczucie choć nieco zmniejszyć sięgnęłam po „Tam, gdzie rosną żelazne krzyże. Krym 1941-1944” Roberta Forczyka. Autora znałam już z innej publikacji, „Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939”, widziałam więc, czego się spodziewać. Książka jest bardzo dobra, ale poniosłam porażkę, niestety. Najbardziej skorzystałam z rozdziałów na temat dziejów Krymu w XX wieku oraz okupacji niemiecko-rumuńskiej. Co do samych działań wojennych, to temat mnie przerósł. Nie jest to absolutnie zarzut wobec autora. Pisze tak, jak powinien. Ponieważ tematem są działania wojenne, więc je dokładnie omawia, a to że brnęłam z trudem przez takie jak ten opisy: „Objął on dowództwo improwizowanej brygady złożonej z 22. zmotoryzowanego batalionu rozpoznawczego, 1. batalionu 391. pułku piechoty, 560. batalionu przeciwpancernego, 154. dywizjonu artylerii ciężkiej (12 s. FH 37(t) kalibru 149 mm), 6. baterii 818. pułku artylerii (4 s.K 18 kalibru 100 mm)” itd., to już mój problem. No dobrze, może jednak trochę skorzystałam. 12 s. FH 37(t) nic mi nie mówi, ale co nieco zrozumiałam z samej natury działań na Krymie. Najbardziej uderzające jest to, jak wielkie straty poniosły obie strony w walce o w sumie drugorzędny obszar frontu, nawet jeśli potraktować Krym jako zabezpieczenie od zachodu dla niemieckiego uderzenia na Kaukaz. Forczyk, chyba słusznie, podkreśla nonsensowny opór Hitlera wobec pomysłu ewakuacji Krymu na samym początku radzieckiej ofensywy 1943-1944. Nie docierały do niego argumenty, że jeśli w porę ewakuuje się 17. Armię, to może ona zostać wykorzystana na innych odcinkach frontu. Rzuca się także w oczy kompletnie inne morale w wojskach radzieckich i niemieckich. O ile u tych drugich dbano o zachowanie Kameradschaft, poczucie lojalności i zaufania wobec oraz pośród oficerów i podoficerów, o tyle u sowietów „oficerowie polityczni dbali o to, by lojalność zachowano wyłącznie wobec Stalina, partii lub ojczyzny, nie zaś wobec dowódców czy oddziałów”. Omawiając przebieg holokaustu na Krymie, Forczyk wskazuje na współpracę pomiędzy Wehrmachtem a Einsatzgruppe D SS (dow. Otto Ohlendorf), czyli o czymś, co Niemcy chcieliby wymazać z historii (bo SS owszem złe, ale Wehrmacht „porządny”). Tymczasem „Einsatzgruppe D była dołączona bezpośrednio do 11. Armii i należała do niej pod względem logistycznym.” Co więcej, sam generał Erich von Manstein, niemiecki geniusz wojskowy, wydał dyrektywę nakazującą żołnierzom współpracę z SS w zakresie likwidowania Żydów i spotykał się z Ohlendorfem w celu koordynacji działań. Nie potrafię się odnieść do oceny kompetencji poszczególnych dowódców (Iwan Pietrow, Filipp Oktiabrski i wielu innych) przedstawianych przez Forczyka, bo nie mam o tym bladego pojęcia. Na pewno rację miał gen. Erwin Jaenecke domagając się od Hitlera szybkiej ewakuacji wojsk z Krymu, a przynajmniej swobody podejmowania decyzji w tej kwestii. Nawet czytając o tak drugorzędnym teatrze działań wojennych, jak te na Krymie w latach 1941-1944, w pełni widać kompletny, obłąkany absurd niemieckich wizji podboju świata w czasie II ww. Jakieś kretynizmy o odbudowie osadnictwa Gotów czy niemieckiej riwierze nad Morzem Czarnym… Trzeba przy tym zrozumieć, że nie można winić tylko Hitlera i paru jego współpracowników. Naród niemiecki chętnie tę wizję wspierał i ją realizował, szczególnie „zwykli Niemcy” w Wehrmachcie. Otrzeźwienie przyszło za późno i tylko w wyniku doznawanych klęsk, a nie moralnego przebudzenia.
Karola - awatar Karola
oceniła na 7 3 miesiące temu
Wojna domowa. Wojny trzech królestw 1638-1660 Trevor Royle
Wojna domowa. Wojny trzech królestw 1638-1660
Trevor Royle
Na początku trzeba docenić autora za podjęcie tematu konfliktów z szerszej perspektywy nie tylko angielskiej (hasło Wikipedii - English civil war), ale całych wysp brytyjskich, z dość dobrze opisanymi wydarzeniami w Szkocji i Irlandii. Royle potwierdza słuszność tego spojrzenia wyliczając straty ludzkie na poszczególnych obszarach tych konfliktów. „Po raz pierwszy od dziewięciu lat Anglia była wolna od plagi wojny. W tym okresie zginęło ok 85 tys. żołnierzy, przeważnie rojalistów (50 000) i szacowano, że wśród 5 mln Anglików 20 % zostało w ten czy inny sposób uwikłanych w działania militarne z lat 1642-46. Ofiarami byli też cywile na skutek oblężeń czy chorób (szczególnie dymieniczych) … zginęło ich 40 000.” „Licząca milion mieszkańców Szkocja poniosła proporcjonalnie większe straty od południowego sąsiada (głównie dlatego, że żołnierzom z wyżyn rzadko udzielano pardonu, a walki wewnętrzne, dotykały również cywili) – można słusznie szacować je na 28 000 wśród wojsk oraz 15 000 wśród ludności. Jeszcze gorsze efekty przynosiła wrogość katolicko-protestancka w Irlandii … szacunki strat w Irlandii w latach 1641-52 wahają się od 192 000 do 618 000. Nawet ta mniejsza wartość znacznie przekracza liczbę ofiar w obu pozostałych królestwach.” Nie dość na tym autor dość dobrze opisuje I wojnę angielsko-holenderską (1652-54), wojnę z Hiszpanią (1655-60 czyli dokładnie w czasach naszego Potopu) oraz co nieco naświetla Frondę we Francji i politykę kardynała Mazariniego względem wydarzeń na wyspach. Nie mniej jednak często bardziej interesują go spory polityczne i religijne od spraw wojennych. Trzeba niestety zgodzić się z innymi opiniami, że książka jest napisana trochę chaotycznie i nieco jakby była dla ludzi już orientujących się w temacie. Autor często prowadzi nie porywającą litanię kolejnych nazwisk, które nie zawsze można było sobie wcześniej przyswoić i zapamiętać, kto stał po której stronie sporu. Jeśli chodzi o przedstawienie samych działań wojennych, to bywają bitwy i starcia opisane w miarę zrozumiale i szczegółowo, zdarzają się niezłe mapki kampanii poprzedzającej starcie. Gdybyż tylko autor trzymał się tej linii opisu i obrazu byłoby całkiem zadowalająco, ale niestety przy większości kampanii brak jest takich mapek, a i opisy starć bywają bardzo skąpe. Po opisie wojny parlamentu z królem Karolem I zabrakło mi jakiegoś podsumowania. Nie pamiętam czy to u Wojtczaka czy u innych autorów (chyba w „Anglia w czasach Stuartów”) można było co nieco przeczytać o ekonomicznej przewadze strony parlamentarnej. W „Wojnie domowej” Royla próżno szukać przyczyn tego, że zwycięska w wojnie okazała się akurat strona parlamentu. Da się jedynie zauważyć, że wiele przegranych przez nią bitew nie zmniejszyła zbytnio morale, ani liczby wojsk – czyli zdolności mobilizacyjne zdawały się być większe. Strona rojalistów zdaje się miała mniejsze możliwości odbudowywania swoich strat. Jakimś punktem zwrotnym zdaje się była interwencja Szkotów po stronie parlamentu, gdy nagle ta dodatkowa ok. 20 tys. armia znacznie wpływa na układ sił w konflikcie. Rojaliści nie mieli czym odpowiedzieć na taką liczbę nowych przeciwników. Co mnie zaskoczyło to opis wielu małych powstań i ruchawek rojalistów po roku 1645, skazanych jednak na klęskę ze względu na brak koordynacji i rozproszenie ośrodków przychylnych sprawie Stuartów (oraz na kilkuletnie doświadczenie Armii Nowego Wzoru). Swoje zrobiła oczywiście przewaga floty parlamentu i brak woli pomocy dla Stuartów ze strony państw europejskich zaangażowanych w tym czasie w inne konflikty. „Wszystko to zmienił powrót z wygnania hrabiego Norwich, wspieranego przez Henriettę Marię… mimo braku doświadczenia wojennego szybko dowiódł wielkiej zdolności do godzenia frakcji. 21 maja (1648) ponad 10 000 Kentyjczyków zebrało się na wrzosowiskach pod Maidstone, ruszając na Blackheath i stolicę. Nowiny zaniepokoiły Londyn. Nie tylko z powodów historycznych – w XIV i XV wieku Kent był matecznikiem podobnych sprzeciwów wobec władzy, prowadzonych przez Wata Tylera czy Jacka Cade’a, które pozostały w pamięci ludu – ale strategicznych: hrabstwo leżało pod bokiem stolicy … Armia Nowego Wzoru walczyła w Walii i blokowała groźbę inwazji szkockiej. Fairfaxowi pozostały niepełne regimenty, które jego zdaniem mogły nie starczyć do odparcia zagrożenia. 27 maja wyszedł ze stolicy, w trzy dni docierając do Blackheath. Tutaj przyjął kapitulację tysiąca słabo uzbrojonych cywilów, którzy znienacka uznali się nie za żołnierzy, lecz za zwykłych rzeczników petycji, dalekich od myśli o przemocy.” Wg mnie autor poradził sobie dość przyzwoicie z opisem konfliktów w samej Szkocji czy konfliktami pomiędzy tamtejszymi rojalistami i stronnikami parlamentu. Z drugiej strony nadal ciężko sobie zwizualizować przebieg konfliktów w Irlandii (zważywszy na te najwyższe, być może idące w pół miliona ludzi straty). Przydałoby się więcej jakiejś statystyki i mapek odnośnie zielonej wyspy. Nie mniej trzeba oddać autorowi, że można się zapoznać z wydarzeniami, które po raz kolejny odradzały na kolejne dziesięciolecia nienawiść między Anglikami i Irlandczykami. Ostatnie dziesięciolecie w tej książce, a więc czas Commonwealthu, rządów Cromwella, kadłubowych parlamentów i rządów dowódców wojskowych dają ciekawy obraz i miejsce do rozważań „co było gdyby”. Te wszystkie grupy zrównywaczy, mileniarystów i ekstremistów religijnych mogły teoretycznie dojść do władzy i urządzić jeszcze większe piekiełko na Wyspach Brytyjskich. „W tej epoce wielu zwiedzionych chrześcijan uważało się za wcielenie Jezusa Chrystusa czy ludzi urodzonych do wielkiego dzieła bożego. Większość z nich stanowili szarlatani… ale James Nayler okazał się ulepiony z innej gliny. Przypominał Chrystusa z wyglądu i zachowania… Nayler jednak przypieczętował swój los własnymi szaleńczymi posunięciami…. Objeżdżając z kazaniami zachód kraju, wjechał na ośle do Bristolu, a kobiety rzucały przed nim liście palmowe, wykrzykując hosanna i święty, święty … Procesja odbywała się wśród wielkiej histerii – wielu widzów zaszokowało bluźnierstwo, lecz władze były przerażone. Przybycie Naylera do Bristolu, centrum kwakierstwa, nie stanowiło gestu niedorzecznego czy donkiszotowskiego: mogło zwiastować rewolucję i parlament postanowił ukarać prowodyra … Jeden z parlamentarzystów radził: „On pisze wszystkie ich księgi. Odciąć go a zniszczy się sektę” Jeszcze ciekawsze jest porównanie losów i konfliktów XVII wieku - w mniej więcej w tym samym czasie, gdy Wielka Brytania przeżyła tak długie i o kapitalnym znaczeniu wstrząsy i my zmagaliśmy się ze śmiertelnymi dla państwa zagrożeniemi (1648-1660 czy nawet do 1667 lub 1676). Podobnie długo Francja z Hiszpanią zwarły się w wojennym ścisku (1635-1659, właściwie to wojna na włoskich frontach zaczęła się sporo wcześniej). Także myślę, że takie dwa tematy pisane z takiej ogólniejszej – Royle’owej perspektywy byłyby mile widziane przez czytelników.
Slawinio - awatar Slawinio
ocenił na 7 2 lata temu
Oravais 1808 Krzysztof Mazowski
Oravais 1808
Krzysztof Mazowski
"Może to ostre słowa, ale szwedzcy politycy, jeśli można mówić o jakichś prawdziwych politykach w tym okresie, byli raczej oderwani od rzeczywistości albo mówiąc inaczej, widzieli tylko własną „rzeczywistość”. Zresztą król był tego naj lepszym przykładem, choć powinno się powiedzieć „najgorszym”. Nikt tak naprawdę nie miał szerszej wizji przyszłości. Reagowano na okoliczności. Improwizowano z dnia na dzień, przeciągano linę między okazyjnymi stronnictwami." Pasuje jak ulał do opisu polskich elit... z 2025. „Nikt nie kocha kraju, jeżeli nie ma w tym żadnego interesu. Społeczeństwo jest związkiem ludzi na zasadzie dobrowolności, a jeżeli związek ten nie jest dobrowolny, to można go zawsze opuścić. Ojczyzna nie musi zatem być krajem, w którym człowiek się urodził i wychował albo w którym żyli jego przodkowie, ale ojczyzną będzie ten kraj, który człowiek jest w stanie pokochać i w którym spodziewa się, że jego prawa będą zagwarantowane. Nie należy więc oczekiwać miłości do kraju ojczystego w krajach dzisiejszej Europy, może z wyjątkiem Anglii czy Szwajcarii i w związku z tym nie powinno się odwoływać do uczuć narodowych czy patriotycznych, uznając je za fenomen, jeżeli gdziekolwiek zaistnieją” Axel Gabriel Silverstolpe, jeden z twórców szwedzkiej konstytucji, 1809. Tego w Polsce raczej się nie pojmuje. „Widziałem wojnę z bliska. Znam jej wszystkie odmiany i wiem, że nie ma żadnej zdobyczy, która pocieszyłaby ojczyznę za krew jej dzieci rozlaną na obcej ziemi. Pokój może być jedynym celem, do jakiego powinien dążyć mądry rząd. To nie obszar kraju świadczy o jego sile i niezależności, ale jego prawa, jego handel, jego pracowitość, a przede wszystkim duch narodowy. Szwecja poniosła ciężkie straty, ale szwedzkie imię nie poniosło uszczerbku. Podziękujmy Opatrzności, która zapewnia nam dostatecznie dużo ziemi do uprawy i dostatecznie dużo żelaza do obrony kraju” Karol XIV... czyli Bernadotte, były marszałek Napoleona. Sama wojna nie jest może zbyt ciekawa ale wpisy autora, które dotyczą społeczeństwa, jego mentalności i postawy, są wyjątkowo cenne. Zwłaszcza gdy porównujemy je z obecną polską rzeczywistością.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 8 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Bellum Sociale. Przyczyny, przebieg i skutki wojny ze sprzymierzeńcami (91–88 r. p.n.e.)

Ciekawostki historyczne