Anioły w Krakowie

Okładka książki Anioły w Krakowie
Witold Bereś Wydawnictwo: Wielka Litera literatura piękna
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2023-10-18
Data 1. wyd. pol.:
2023-10-18
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383608389
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Anioły w Krakowie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Anioły w Krakowie

Średnia ocen
7,8 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
162
157

Na półkach:

Wzruszająca i pełna życiowych przemyśleń. Utwierdzająca w przekonaniu, że najważniejsza w życiu jest Miłość i to czy spędzamy naszą codzienność z odpopwiednią osobą.
A wszystko to zanurzone zostało w atmosferze i pięknie Krakowa. To niesamowite,0 jak koloryt i cudowności miasta wpływają na opowiadana przez Witolda Beresia historię. Jak nas prowadzą przez kręte i tajemnicze uliczki Kazimierza. Jak odsłaniają blaski i cienie Starego Miasta. Szczególnie jednej z wielu kawiarni, zwanej Zwisem i
i jej oryginalnych klientów...
Przyglądamy się życiu z punktu widzenia Adama B., sławnego aktora, który robi karierę nie tylko w Krakowie, ale i w Warszawie. Jest również guru studentów Szkoły Aktorskiej. Niestety dopada go choroba, udar niedokrwienny i zapada w śpiączkę. Oprócz lekarzy, pielęgniarek w tych najtrudniejszych, życiowych chwilach jest z nim żona Agnieszka. To ona wierzy, że uda się pokonać zło wbrew wszystkim złym wiadomościom i potężnym zmianom w mózgu.
Piękna jest ta opowieść również dzięki postaciom Aniołów, którzy mają swoje zadania i w Niebie, i obok nas na Ziemi.

Czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, żeby nie powiedzieć z zachwytem. Autor skradł moje serce pomysłem na tę opowieść. Magiczny Kraków, moje miasto dopełniło wspaniały obraz.
Jest w tej opowieści cud, który odkrywałam kartka po kartce. Zbliżając się do wymagających, życiowych pytań, szukając odpowiedzi , dumałam nad losem.
Myślę, że każdemu z nas przyda się ta lektura, szczególnie na początku Nowego Roku. Gdy z nadzieją patrzymy w przyszłość , starając się nie pamiętać i nie popełniać błędów z roku minionego.

Autor bardzo umiejętnie wplótł w dialogi bohaterów, cytaty ze znanych dzieł literackich czy popularnych piosenek. Zaprosil na karty książki takie postaci, jak: ks.Tischnera, Jerzego Trelę, Beatę Rybotycką, Krzysztofa Jasińskiegoi, Zbigniewa Wodeckiego i wiele innych.

Cieszę się bardzo, że dzięki wyzwaniu książkowemu trafiłam na ten tytuł. Okładka z chmurką stała się dla mnie zaproszeniem do pięknego świata. O którym śnimy, marzymy, a który bardzo często zaskakuje nas niezwykle wymagającymi problemami.

Rekomenduję ten tytuł!


Książka bierze udział w wyzwaniu 20 książek na rok 2025
Pkt.15 - Książka z chmurami albo przynajmniej jedną chmurą na okładce

Wzruszająca i pełna życiowych przemyśleń. Utwierdzająca w przekonaniu, że najważniejsza w życiu jest Miłość i to czy spędzamy naszą codzienność z odpopwiednią osobą.
A wszystko to zanurzone zostało w atmosferze i pięknie Krakowa. To niesamowite,0 jak koloryt i cudowności miasta wpływają na opowiadana przez Witolda Beresia historię. Jak nas prowadzą przez kręte i tajemnicze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

36 użytkowników ma tytuł Anioły w Krakowie na półkach głównych
  • 20
  • 16
12 użytkowników ma tytuł Anioły w Krakowie na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Witold Bereś
Witold Bereś
Polski dziennikarz, autor książek oraz scenarzysta i producent filmowy. Studiował filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 80. prowadził podziemne pismo "Promieniści", w następnej dekadzie współpracował z "Tygodnikiem Powszechnym". Krótko był szefem publicystyki w TVP 1. Przez lata związany z radiem RMF, na łamach "Gazety Wyborczej" publikował satyryczne felietony pisane wspólnie z Jerzym Skoczylasem. Wraz z Kazimierą Szczuką i Tomaszem Łubieńskim prowadził magazyn kulturalny Dobre książki. Jest autorem lub współautorem kilkunastu książek, w tym kilku w formie wywiadu-rzeki, m.in. z Czesławem Kiszczakiem, Krzysztofem Kozłowskim oraz Januszem Onyszkiewiczem. W 2000 wydał Czwartą władzę, zbiór tekstów o najważniejszych wydarzeniach medialnych w Polsce w latach 1989-1999. Wspólnie z Krzysztofem Burnetko jest autorem tomu poświęconego wybitnemu reporterowi Kapuściński: Nie ogarniam świata. W 1997 wspólnie z Arturem Więckiem założył firmę producencką Bereś & Baron Media Productions. Firma realizowała programy dla telewizji (m.in. Historia filozofii po góralsku według ks. Józefa Tischnera). Więcek i Bereś wspólnie nakręcili także kilka filmów (Anioł w Krakowie, Zakochany Anioł).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bieta Cezary Harasimowicz
Bieta
Cezary Harasimowicz
Nie znałam tej postaci, ale czytałam już tego Autora i na pewno zajrzę jeszcze do kolejnych jego książek. Przecudnie napisane. Bardziej podobała mi się cześć pierwsza, gdzie zapewne Autor - bazując oczywiście na pewnych faktach jako punktach odniesienia - mógł popuścić wodze swojej wyobraźni na temat uczuć i emocji bohaterów. Głównie kobiet, bo ta książka jest przesycona kobietami - zdarzeniami, które na nie wpływają i na które one wpływają, ich emocjami i uczuciami, które mają wpływ na dalsze działania i losy bohaterów. Pięknie to się czyta! A opis naprężającej się niewidzialnej nici między maleńką Bietą śpiącą w plecaku a nogą jej Mamy szyjącej dla nazistów, aby utrzymać rodzinę mieszkającą w Getcie - niesamowita wyobraźnia i zrozumienie kobiecych emocji przez Autora. Jednak żeby nie było - Autor równie fantastycznie pisze o mężczyznach (patrz "Testament.." o Kościuszce i Agrippie). Druga część książki już mnie mniej wciągała, ale tu musiało się dużo dziać i tu było już więcej faktów do przekazania z życia głównej bohaterki, więc nic dziwnego, że zabrakło trochę przestrzeni dla Autora. Ważne w tej książce są też jeszcze drugie "główne" postacie, jak pani Stanisława Bussold (przybrana matka, ratująca dzieci z Getta) czy Jerzy Ficowski (mąż, poeta i pisarz), które nie były nigdy tłem i wniosły oraz pozostawiły zarówno do życia bohaterki jak też do Polski wiele pozytywnych wartości.
Goldie - awatar Goldie
ocenił na 9 3 miesiące temu
Borys albo jeden dzień lata Małgorzata I. Niemczyńska
Borys albo jeden dzień lata
Małgorzata I. Niemczyńska
„Lato to nie tylko słońce, to przede wszystkim czas, w którym najgłośniej brzmią niewypowiedziane słowa”. Bohaterem kameralnej powieści Małgorzaty I. Niemczyńskiej „Borys albo jeden dzień lata” jest kilkuletni chłopiec, którego oczyma obserwujemy świat dorosłych w trakcie jednego, upalnego dnia. Fabuła, zgodnie z tytułem, zamyka się w wąskich ramach czasowych, skupiając się na mikrozdarzeniach, rodzinnych napięciach i subtelnych sygnałach, których dziecko często nie potrafi nazwać, ale które bezbłędnie wyczuwa. To proza nastrojowa, próbująca uchwycić ulotność chwili i specyficzny stan zawieszenia, jaki towarzyszy wakacyjnemu bezruchowi. Moja ocena tej pozycji to 6/10. Niemczyńska, znana ze świetnych reportaży, tym razem postawiła na formę literacką, która jest rzetelnym rzemiosłem, ale nie do końca porywa jako całościowa wizja. To książka poprawna, momentami bardzo trafna w obserwacjach obyczajowych, jednak cierpiąca na pewien niedobór literackiego magnetyzmu, który sprawiłby, że losy Borysa zostałyby z nami na dłużej. Między nostalgią a nudą Największym atutem książki jest perspektywa dziecka. Autorka sprawnie oddaje sposób, w jaki mały Borys interpretuje zachowania rodziców – ich półsłówka, nagłe milczenia czy wymuszone uśmiechy. Niemczyńska ma oko do szczegółu: potrafi opisać kurz wirujący w słońcu czy smak letniego obiadu w taki sposób, że czytelnik natychmiast wraca do własnych wspomnień z dzieciństwa. To literatura sensoryczna, silnie oddziałująca na zmysły. Styl: Język jest czysty, niemal przezroczysty, co pasuje do dziecięcej narracji, choć momentami brakuje mu głębi. Tempo: Z założenia leniwa akcja bywa problematyczna – momentami „jeden dzień lata” dłuży się nie tylko bohaterom, ale i czytelnikowi. Brak puenty: Choć to literatura wycinka życia, finał pozostawia pewien niedosyt, jakby zabrakło kropki nad „i”. Warsztatowo to książka solidna, ale nieco zbyt bezpieczna. Autorka nie ryzykuje, trzymając się sprawdzonych motywów rodzinnych dysonansów. „Borys...” to miła, nastrojowa lektura, która sprawdzi się jako towarzysz leniwego popołudnia, ale dla czytelnika szukającego mocniejszych wrażeń lub literackich odkryć, może okazać się zbyt efemeryczna
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 2 miesiące temu
Rak i dziewczyna. Jak ułożyłam sobie życie z rakiem Jagna Kaczanowska
Rak i dziewczyna. Jak ułożyłam sobie życie z rakiem
Jagna Kaczanowska
Książka „Rak i dziewczyna. Jak ułożyłam sobie życie z rakiem” autorstwa Jagny Kaczanowskiej to pozycja, która na zatłoczonym rynku literatury o zmaganiach z chorobą nowotworową wyróżnia się brakiem patosu i niezwykłą, niemal brutalną szczerością. Autorka, znana dziennikarka i psycholożka, nie pisze kolejnego poradnika o „walce” (słowa, którego wielu pacjentów onkologicznych szczerze nie znosi), lecz tworzy intymny, a zarazem analityczny zapis procesu oswajania nowej, niechcianej rzeczywistości. Narracja Kaczanowskiej zaczyna się od momentu, który dzieli życie na „przed” i „po” – od diagnozy. Jednak zamiast popadać w ton hagiograficzny czy cierpiętniczy, autorka serwuje nam opowieść pełną czarnego humoru, autoironii i psychologicznej wnikliwości. To właśnie ta psychologiczna podbudowa jest największym atutem książki. Kaczanowska nie tylko opisuje kolejne etapy leczenia – chemioterapię, operacje, wypadanie włosów – ale przede wszystkim dekonstruuje mechanizmy obronne, lęki i społeczne tabu narosłe wokół raka piersi. Książka jest podzielona na rozdziały, które prowadzą czytelnika przez labirynt onkologicznej codzienności. Autorka z dużą odwagą pisze o sprawach, o których często milczy się w eleganckich wywiadach: o lęku przed śmiercią, o trudnych relacjach z bliskimi, którzy nie zawsze wiedzą, jak się zachować, czy o kwestii kobiecości w cieniu mastektomii. To, co u Kaczanowskiej urzeka najbardziej, to jej „dziewczyńskość” – mimo powagi tematu, narracja zachowuje lekkość, która pozwala czytelnikowi nie utonąć w smutku, lecz poczuć solidarność z autorką. Niezwykle ważnym elementem publikacji jest jej wymiar praktyczny. Kaczanowska, dzieląc się swoimi doświadczeniami, daje innym pacjentkom (i ich rodzinom) swoiste przyzwolenie na przeżywanie choroby po swojemu. Pokazuje, że można czuć złość, można się bać, a jednocześnie można – i trzeba – szukać w tym wszystkim okruchów normalności. Autorka odczarowuje „onkora”, pokazując, że życie z rakiem to wciąż życie, a nie tylko oczekiwanie na wyrok czy cud. Pod kątem literackim książka jest napisana bardzo sprawnie. Dziennikarski warsztat autorki sprawia, że tekst jest klarowny, pozbawiony zbędnych ozdobników, a jednocześnie bardzo obrazowy. Kaczanowska nie boi się drastycznych szczegółów, ale używa ich po to, by urealnić chorobę, a nie by epatować cierpieniem. To lektura, która momentami wywołuje śmiech przez łzy, co jest chyba najlepszym dowodem na jej autentyczność. Podsumowując, „Rak i dziewczyna” to pozycja obowiązkowa nie tylko dla osób dotkniętych chorobą nowotworową. To uniwersalna opowieść o kruchości życia, o sile charakteru i o tym, jak ważne jest, by w najtrudniejszych chwilach nie stracić z oczu samej siebie. Jagna Kaczanowska udowadnia, że diagnoza nie musi być końcem „dziewczyny”, a ułożenie sobie życia z rakiem to proces, który wymaga odwagi, ale jest możliwy. To książka niosąca nadzieję, ale tę twardą, opartą na faktach i akceptacji, a nie na tanim optymizmie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Lekcje seksu doktora Alzheimera Radosław Piwowarski
Lekcje seksu doktora Alzheimera
Radosław Piwowarski
Powieść Radosława Piwowarskiego, Lekcje seksu doktora Alzheimera, to pozycja, która już samym tytułem wywołuje konsternację, obietnicę kontrowersji i pewien rodzaj nostalgicznego niepokoju. Znany reżyser przenosi swój filmowy zmysł obserwacji na papier, serwując czytelnikowi tragikomiczny koktajl, w którym erotyka miesza się z postępującym zanikiem pamięci. To historia odważna, momentami bezczelna, a jednocześnie podszyta głębokim smutkiem nad przemijaniem ludzkiego ciała i umysłu. Odważny koncept i słodko-gorzki humor Głównym atutem książki jest bez wątpienia oryginalność ujęcia tematu. Piwowarski nie boi się tabu; zestawia popęd życiowy (Eros) z powolnym umieraniem świadomości (Tanatos). Autor z właściwym sobie sarkazmem punktuje absurdy starości, pokazując, że pragnienie bliskości nie wygasa wraz z pojawieniem się pierwszych luk w pamięci. Postacie są krwiste, a dialogi prowadzone z filmową dynamiką, co sprawia, że przez pierwsze rozdziały płynie się z autentyczną ciekawością i uśmiechem politowania. Mimo intrygującego punktu wyjścia, wystawiam ocenę 6/10. Książka cierpi na kilka przypadłości: Chaos narracyjny: Momentami odnosi się wrażenie, że czytamy zbiór luźno powiązanych scenariuszy, a nie spójną powieść. Nierówny ton: Piwowarski balansuje na cienkiej granicy między błyskotliwą satyrą a rubasznym żartem, który nie każdemu przypadnie do gustu. Niektóre fragmenty wydają się zbyt groteskowe, co odbiera powagę poruszanemu problemowi choroby. Pobieżność: Choć temat Alzheimera jest nośny, autor traktuje go momentami zbyt pretekstowo, skupiając się bardziej na sferze fizjologii niż na głębokim dramacie egzystencjalnym. To lektura specyficzna – dla jednych będzie odświeżającym głosem w literaturze o starości, dla innych zbyt chaotyczną próbą oswojenia traumy humorem. Piwowarski udowadnia, że ma świetne pióro, ale w tej konkretnej historii zabrakło nieco więcej literackiej dyscypliny, by w pełni wybrzmiał jej tragiczny potencjał.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Pocztówka Anne Berest
Pocztówka
Anne Berest
Są książki, które zaczynają się od jednego, niepozornego przedmiotu, by ostatecznie stać się monumentalną rekonstrukcją historii. W przypadku „Pocztówki” Anne Berest tym zapalnikiem jest anonimowa kartka znaleziona w skrzynce pocztowej w 2003 roku. Widnieją na niej jedynie cztery imiona: Ephraïm, Emma, Noémie i Jacques – przodkowie autorki, którzy zginęli w Auschwitz. Przyznając tej powieści ocenę 8/10, doceniam jej niezwykłą strukturę, która łączy rodzinny pamiętnik z trzymającym w napięciu śledztwem historycznym. Anne Berest nie pisze kolejnej typowej sagi o Holokauście. Jej podejście jest znacznie bardziej nowoczesne i osobiste. Autorka, początkowo zdystansowana do swoich żydowskich korzeni, pod wpływem pytania córki o to, dlaczego nie są „tacy jak inni”, postanawia odkryć prawdę o nadawcy tajemniczej pocztówki. To, co następuje później, to fascynująca podróż przez wiek XX – od Rosji połączonej z marzeniami o rewolucji, przez Palestynę, aż po przedwojenny Paryż, który dla rodziny Rabinovitchów miał być bezpieczną przystanią, a stał się śmiertelną pułapką. Najmocniejszym punktem książki jest ukazanie powolnego, niemal niezauważalnego procesu osaczania żydowskiej inteligencji we Francji. Berest z chirurgiczną precyzją opisuje, jak biurokracja, sąsiedzka zawiść i administracyjna obojętność doprowadziły do tragedii ludzi, którzy czuli się przede wszystkim Francuzami, a dopiero potem Żydami. Opis losów Noémie i Jacques’a jest rozdzierający nie dlatego, że epatuje przemocą, ale dlatego, że pokazuje straconą młodość, niespełnione talenty i brutalnie przerwaną codzienność. Książka jest również autoportretem samej autorki. Berest zastanawia się, co oznacza bycie Żydówką dzisiaj, w świecie, w którym antysemityzm wciąż przybiera nowe formy, a pamięć o Zagładzie powoli staje się jedynie muzealnym eksponatem. To zderzenie perspektywy historycznej ze współczesnym życiem w Paryżu nadaje „Pocztówce” uniwersalny wymiar. To opowieść o tożsamości, którą dziedziczymy wraz z traumami naszych przodków, nawet jeśli nikt o nich w domu nie opowiadał. Ocena osiem odzwierciedla uznanie dla ogromu pracy badawczej i literackiej sprawności autorki. „Pocztówka” czyta się jak najlepszy kryminał, mimo że finał historii jest nam z góry znany. Dlaczego nie pełna dziesiątka? Momentami, zwłaszcza w środkowej części opisującej dzieje przodków w Rosji i Palestynie, narracja staje się nieco zbyt gęsta od faktów historycznych, co na krótką chwilę osłabia tempo opowieści. Są to jednak drobne mankamenty w obliczu potęgi emocjonalnej finału. Podsumowanie „Pocztówka” Anne Berest to literacki triumf nad zapomnieniem. To książka, która udowadnia, że dopóki zadajemy pytania o naszych zmarłych, dopóty ich historia pozostaje żywa. Berest udało się stworzyć dzieło, które jest jednocześnie hołdem dla ofiar, rodzinnym rozliczeniem i fascynującą zagadką. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka w literaturze prawdy ubranej w najwyższej próby formę beletrystyczną. To opowieść o tym, że każda rodzina ma swoją „pocztówkę” – pytanie, na które boimy się odpowiedzieć, a które definiuje to, kim jesteśmy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 23 dni temu
Drabina Eugenia Kuzniecowa
Drabina
Eugenia Kuzniecowa
Drabina to książka pozornie cicha, a w istocie boleśnie głośna. Nie krzyczy, nie oskarża wprost, nie domaga się współczucia. Zamiast tego cierpliwie układa kolejne szczeble doświadczenia, po których czytelnik musi wspinać się sam, bez poręczy, bez gwarancji, że na górze czeka jakiekolwiek ocalenie. Niczym Tolik ( główny bohater )wchodzący do swojej sypialni po drabinie ... No właśnie. To proza o wojnie, ale pozbawiona wojennej retoryki, o uchodźstwie, ale bez sentymentalnych skrótów, o stracie, która nie potrzebuje wielkich słów, bo i tak wypełnia wszystko. Kuzniecowa pisze o świecie rozszczelnionym. O rzeczywistości, w której normalność przestała być stanem trwałym, a stała się chwilowym przywilejem. Drabina nie opowiada o heroizmie ani o wielkich gestach. Interesuje ją codzienność pęknięta na pół, życie „pomiędzy”: pomiędzy domem a obcym miejscem, pomiędzy językiem ojczystym a obcym, pomiędzy pamięcią a koniecznością zapomnienia, żeby w ogóle przetrwać. Tytułowa drabina nie jest tu obietnicą awansu ani drogi ku górze. To raczej konstrukcja prowizoryczna, chwiejna, zbita z doraźnych decyzji, kompromisów i strat. Niczym te pomidory w fontannie, które skradły moje serce. Każdy szczebel kosztuje tutaj: energię, godność, poczucie ciągłości własnego życia. Wspinaczka nie daje satysfakcji, nie prowadzi do triumfu, jest raczej ruchem wymuszonym, próbą utrzymania się nad przepaścią. Język autorki jest prosty, ale nie banalny. Zdania są klarowne, pozbawione ornamentów, a jednocześnie nasycone emocją, która nie potrzebuje podkreśleń. Autorka nie moralizuje, nie tłumaczy świata czytelnikowi, pokazuje go takim, jaki jest: nieuporządkowany, niesprawiedliwy, pełen drobnych okrucieństw i jeszcze drobniejszych aktów czułości. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że Drabina działa tak silnie: dramat rozgrywa się w półtonach, w niedopowiedzeniach, w rzeczach, które „po prostu się dzieją”. Relacje międzyludzkie przedstawione w książce są kruche i niestabilne, jak wszystko, co powstaje w warunkach zagrożenia. Bliskość bywa chwilowa, pomoc niepewna, a solidarność często obciążona zmęczeniem i strachem. Kuzniecowa nie idealizuje ani ofiar, ani tych, którzy pomagają. Pokazuje ludzi zmęczonych, zagubionych, czasem egoistycznych, czasem zaskakująco dobrych, zawsze jednak prawdziwych. Szczególnie przejmujące jest to, jak Drabina opowiada o tożsamości. O tym, jak łatwo ją stracić, gdy trzeba porzucić miejsce, język, rytm życia. Bohaterowie noszą w sobie dawny świat jak ciężki bagaż: nie mogą go zostawić, ale też nie potrafią z nim iść dalej bez bólu. Pamięć nie daje ukojenia, raczej przeszkadza, potyka, ciągnie w dół. To książka pozbawiona łatwego finału. Nie oferuje katharsis, nie zamyka ran. Zostawia czytelnika w stanie zawieszenia, dokładnie tam, gdzie znajduje się jej świat. Drabina nie próbuje dawać nadziei na siłę. Jeśli jakaś nadzieja się tu pojawia, jest cicha, nieśmiała, związana z trwaniem, nie z wygraną. To jedna z tych książek, które czyta się z poczuciem, że literatura spełnia swoją najważniejszą funkcję: nie pozwala odwrócić wzroku. Bez patosu, bez oskarżeń, bez manifestu. Po prostu pokazuje, jak wygląda życie, gdy grunt usuwa się spod nóg, a człowiek mimo wszystko próbuje się wspinać. Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz recenzencki z roku 2024 :)
Mariola Sternahl - awatar Mariola Sternahl
ocenił na 7 2 miesiące temu
Niedaleko od jabłoni Krystyna Śmigielska
Niedaleko od jabłoni
Krystyna Śmigielska
Krystyna Śmigielska "Niedaleko od jabłoni " Czy wiecie kim był niejaki Szczepszczurenko? Czy ktoś o nim słyszał? A może lepiej nie posiadać takowej wiedzy? Cała historia wzięła się z zielonej teczki. Tak, dobrze czytacie i co więcej, ta teczka to taka mitologiczna puszka Pandory. Otworzona raz, uwalnia informacje, które zmienią życie kilku osobą. O czym jest ta historia? Można powiedzieć, że o tym, iż czasem nie warto wybierać drogi na skróty. Bo tak właśnie uczynił jeden student. Przygotował pracę zaliczeniową, która wywołała aferę na Wydziale Humanistycznym jednego z Uniwersytetów. Tak naprawdę, wykorzystał on pracę, którą znalazł w rodzinnym domu, schowaną w zielonej teczce. Ten występek powinien zostać zakwalifikowany jako plagiat. Tylko problem stanowi brak właściciela owej teczki oraz sama postać Szepszczurenki. Kim był Szepszczurenko? No właśnie, też do końca nie wiadomo, dlatego rozpoczęły się poszukiwania. Jakie będą jego wyniki, tego Wam nie powiem, ale zachęcam do przeczytania książki. Książka porwała mnie juz od pierwszej strony. Taka niepozorna cienka książeczka, "ubrana" w szarości a skrywa w sobie wyśmienitą historię. Świetna kreacja bohaterów. Tę historię nazwałabym określeniem "chichot losu", albo "miecz przeznaczenia". Dlaczego? Ponieważ żeby odkryć rozwiązanie tej historii, należy cofnąć się w czasie o kilkanaście lat. Głupi żart skrywany przez lata, nagle ujrzy światło dzienne przez wścibstwo i kombinatorstwo ,jednej nieświadomej niczego osoby. To dzialanie będzie miało wpływ na dalsze losy kilku bohaterów. Wiele tajemnic ujrzy nagle światło dzienne. Nie da się oszukać losu. Jeśli komuś wydaje się że oszukał przeznaczenie i jego niewinny żart, lub niemądry występek ujdzie mu płazem, to się grubo myli. Los da o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie, zadziała z zaskoczenia. A cena jaką przyjdzie za to zapłacić, będzie bardzo wysoka. Kochani polecam Wam serdecznie tę jakże ciekawą historię, którą naprawdę warto przeczytać. Ja musiałam czytać ją na raty, gdyż gdy tylko spuściłam książkę z oczu, ona zniknęła. Znalazła się w rękach innego czytelnika, który był nią równie zaintrygowany, tak jak ja. Także uprzedzam, póki nie przeczytacie, nie chwalcie się znajomym. I pamiętacie czytacie na własną odpowiedzialność 😊 Serdecznie dziękuję Autorce za ofiarowanie mi egzemplarza i możliwość przeczytania tej bardzo interesującej książki. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Krystyny Śmigielskiej, ale na pewno nie ostatnie.
bibliotekarka_czyta - awatar bibliotekarka_czyta
oceniła na 9 1 rok temu
Przeciwciało Ewa Szawul
Przeciwciało
Ewa Szawul
„Tymczasem kurczyłam się, zajmowałam coraz mniej miejsca w świecie, co niosło nadzieję, że nareszcie się schowam i znajdę sposób, jak radzić sobie z tym całym badziewiem”. Z życiem, bo je miała na myśli czternastoletnia Luśka chora na anoreksję. Chociaż w 1987 roku, w którym zaczęła się akcja powieści, medycyna nic nie wiedziała o tej chorobie. Ówcześnie leczono ją od strony organizmu, a nie psychiki. Jej przebieg i pobyt w szpitalu psychiatrycznym poznawałam dzięki pierwszoosobowej narracji zagubionej i przerażonej nastolatki. Drugą bardzo ważną postacią była jej matka Maryla. Niespełna pięćdziesięcioletnia kobieta w okresie menopauzy. Jej spojrzenie w narracji zewnętrznej naprzemiennie wplatanej w wypowiedzi córki, razem budowały powoli obraz skomplikowanego mechanizmu zależności funkcjonujących w ich trzyosobowej rodzinie wraz z ojcem Luśki, a mężem Maryli. Skomplikowanych relacji między matką a córką, ciałem a psychiką oraz warunkami dorastania w przeszłości a teraźniejszością budującą przyszłość. To, co misternie utkała autorka, stało się wnikliwą analizą materii tego zjawiska. W pierwszej warstwie widać było przede wszystkim cierpienie fizyczne nastoletniej córki i jej matki. Luśki męczącej się z chorobą i Maryli cierpiącej z powodu pierwszych objawów menopauzy. Pod nią kryła się dużo grubsza warstwa psychologiczna obu bohaterek. Wątek tłumaczący przyczynę objawów fizycznych – głód miłości u obu, chociaż u każdej innego charakteru i pochodzenia. Córce brakowało uważności i obecności matki, a Maryli miłości mężczyzny, którego kochała. To w tej sferze autorka położyła nacisk na uwypuklenie skutków spowodowanych wyborami życiowymi. Zdecydowanie odcięła jakość życia od determinującego wszystko „parszywego” losu, przypadkowości czy fatalnego przeznaczenia. W efekcie obie podjęły świadomie (matka) lub nieświadome (córka) decyzje, które wpłynęły na ich życie. Zupełnie nie spodziewając się, że ich ciała zaprotestują. W pojmowaniu obu były dla nich „antyciałami”, które zbuntowały się chorobą lub nasilonymi objawami menopauzy. W mniemaniu Maryli babską powłoką, „która nigdy nie daje spokoju. Najpierw pokwita, przerasta, potem kiełkuje do porodu, a po porodzie dźwiga wszystkie bóle dziecka, które wydało na świat. W końcu zaczyna wysychać, a to wysychanie, to obumieranie rodzi ból podwójny, bo nie nosi już w sobie ani śladu nadziei”. Autorka wykorzystała najwrażliwsze etapy w rozwoju psychofizycznym człowieka – dojrzewanie i przekwitanie, w których ciało łatwo może przekroczyć krytyczny punkt własnej odporności i załamać się w prawidłowym funkcjonowaniu. Dobrostan nazywany szczęściem, do którego każdy dąży, a który w tym momencie nie może być osiągnięty, rodząc głód. Dosłowny i metaforyczny. Ten ostatni sposób wyrazu bardzo często wykorzystywany przez autorkę, by nadać opowieści plastyczności obrazów i opisów zarówno rzeczywistych, jak i abstrakcyjnych, budowanych językiem emocji sięgającym do doświadczeń i skojarzeń czytającego. Przewijał się w tej bolesnej historii jeszcze jeden istotny wątek. Dziedzictwo międzypokoleniowej traumy. Maryla była sierotą wojenną wychowaną w sierocińcu z pozrywanymi więziami z rodzeństwem. Silna psychicznie zawsze posługiwała się rozumem, spychając emocje w podświadomość, bo „kto wtedy cierpiał na choroby okresu dojrzewania? Wszyscy marzyli o jednym – żeby jak najszybciej się stamtąd wydostać, wrócić do domu, którego najczęściej już wcale nie było, bo zniszczyła go wojna”. Kobietą niedopuszczającą innej drogi w budowaniu bezpiecznego życia. Ten ochronny pragmatyzm przed skaleczeniem, zniszczeniem i destrukcją stosowała w wychowaniu Luśki, obserwując jednak z przerażeniem, że „córka zaczęła odtwarzać jej wojenny los”. Tym samym wykluczając zbudowanie zdrowej z nią relacji, mimo że „coś w Luśce przypominało jej krzyk, który starała się przez lata odpamiętać”. Autorka celnie ukazała, jak nastolatkowie radzą sobie albo nie ze zniewalającym, oplatającym i duszącym ich wolność stylem wychowania wyrosłym na własnych doświadczeniach rodziców. Pokazała dwa kierunki próby poradzenia sobie z toksyczną relacją rodzica – ucieczka w chorobę lub podjęcie walki poprzez odcięcie się od niego. Luśka wypróbowała obie drogi, decydując się ostatecznie na tę drugą, bo zrozumiała to, czego nie chciała matka - „trzeba było się rozdzielić, żeby każda mogła przeżyć własną historię, w innej konfiguracji nic nie było możliwe. Inaczej byłybyśmy pozlepiane przy brzegu, jedna by ciągnęła drugą, jedna drugą dusiła niewłaściwym ułożeniem. Byłyśmy z jednego ciała, ale nie mogłyśmy żyć bez odłączenia, bo byłam odrębną strukturą, nie kopią”. Do tego balastu dołączali wszyscy napotkani w życiu toksyczni ludzie, bo „nie tylko ci w nas siedzą, co w genach, wszystkich się ze sobą zgarnia, wstrętnych, okrutnych, złych ludzi. Unoszą się w nas, zatruwają jak odpady chemiczne”. Wbrew pozorom opowieść nie była depresyjna. Pomimo ogromnego bólu przeżywanego przez Luśkę, jej rodziców i bohaterów drugoplanowych, autorka zrównoważyła to wskazówką w postaci pozytywnego przesłania w tej powieści – miłość leczy, a ciało nie jest naszym wrogiem, lecz sygnalistą jej braku. Wystarczy go słuchać i dobrze wybierać. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Anioły w Krakowie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Anioły w Krakowie