Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda

Okładka książki Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda autora Sławomir Mrożek, 8320334632
Okładka książki Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda
Sławomir Mrożek Wydawnictwo: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
127 str. 2 godz. 7 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Data wydania:
1989-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
127
Czas czytania
2 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
8320334632
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda



książek na półce przeczytane 3728 napisanych opinii 3174

Oceny książki Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda

Średnia ocen
7,6 / 10
172 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda

avatar
3190
3175

Na półkach: , ,

"Proszę uprzejmie o oddanie mi władzy nad światem. Prośbę moją uzasadniam tym, że jestem lepszy, mądrzejszy i bardziej osobisty od wszystkich ludzi."
- "Wesele w Atomicach"

Opowiadania pełne groteskowego, absurdalnego, przewrotnego humoru.
"Tango" mnie nieco przerasta interpretacją i językiem, ale za to "Woda", "Wesele w Atomicach", "Słoń" - całkiem zabawne i zwariowane.

"Proszę uprzejmie o oddanie mi władzy nad światem. Prośbę moją uzasadniam tym, że jestem lepszy, mądrzejszy i bardziej osobisty od wszystkich ludzi."
- "Wesele w Atomicach"

Opowiadania pełne groteskowego, absurdalnego, przewrotnego humoru.
"Tango" mnie nieco przerasta interpretacją i językiem, ale za to "Woda", "Wesele w Atomicach", "Słoń" - całkiem zabawne i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
178
36

Na półkach:

Niestety, tango tańczone przez bohaterów dramatu Mrożka kompletnie mnie nie porwało, stąd ta niska ocena. Fabuła jest absurdalna i chaotyczna, a humor - ciężki. Nie zawsze da się wyczuć ironię. Również mądre myśli i groteskowe sytuacje ukazane w utworze nie trafiły do mnie. Nie zaciekawił mnie los Artura, pozostał mi zupełnie obojętny. Nie żal mi go. Jakoś nie dotarło do mnie clou utworu, czułem tylko kompletny bezsens. Utwór opiera się na wyświechtanych frazesach i walce o ideach, które nie mają żadnego wpływu na rzeczywistość. "Słoń" całkiem dobry, podobnie "Wesele w Atomicach". Całościowo jednak rozpatrując to zestawienie, rozczarowałem się mocno mimo braku oczekiwań.

Niestety, tango tańczone przez bohaterów dramatu Mrożka kompletnie mnie nie porwało, stąd ta niska ocena. Fabuła jest absurdalna i chaotyczna, a humor - ciężki. Nie zawsze da się wyczuć ironię. Również mądre myśli i groteskowe sytuacje ukazane w utworze nie trafiły do mnie. Nie zaciekawił mnie los Artura, pozostał mi zupełnie obojętny. Nie żal mi go. Jakoś nie dotarło do...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1089
748

Na półkach:

Na koniec czytania Mrożka moja opinia. Taka, ile gwiazdek. Mając do wyboru długaśne i rozpasane opowiadanie lub ewentualnie trzy, no góra cztery zdania, wybieram opcję nr.2, wielokrotnie złożoną, za to. Ergo, (więc),"jajeczko jest częściowo nieświeże", głownie "w temacie opowiadań", oraz prozy tzw. użytkowej (publicystycznej),ale za to dramaty "trzymają się mocno", czego i państwu życzę, w dobie pandemii i innych nieszczęśliwości.
Mimo to: polecam!. No raczej.

Na koniec czytania Mrożka moja opinia. Taka, ile gwiazdek. Mając do wyboru długaśne i rozpasane opowiadanie lub ewentualnie trzy, no góra cztery zdania, wybieram opcję nr.2, wielokrotnie złożoną, za to. Ergo, (więc),"jajeczko jest częściowo nieświeże", głownie "w temacie opowiadań", oraz prozy tzw. użytkowej (publicystycznej),ale za to dramaty "trzymają się mocno",...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

303 użytkowników ma tytuł Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda na półkach głównych
  • 271
  • 32
83 użytkowników ma tytuł Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda na półkach dodatkowych
  • 52
  • 8
  • 7
  • 5
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda

Inne książki autora

Sławomir Mrożek
Sławomir Mrożek
Urodził się w Borzęcinie, jako syn kierownika poczty Antoniego Mrożka (1903–1987) i Zofii z domu Kędzior (1906–1949),córki przedsiębiorcy branży mleczarskiej. Pisarz był jednym z trojga dzieci małżeństwa Mrożków. Miał brata Jerzego (1928–1932) i siostrę Litosławę (1935–1995. Zadebiutował w 1950 jako rysownik, od 1953 publikował cykle rysunków w Przekroju. Pisał także krótkie humorystyczne artykuły pełne gier słownych i groteskowych sytuacji. Wydane w tym samym roku zbiory opowiadań: Opowiadania z Trzmielowej Góry oraz Półpancerze praktyczne stanowiły jego literacki debiut. W 1953 podpisał tzw. Apel Krakowski, wyrażający poparcie dla stalinowskich władz PRL po aresztowaniu pod sfabrykowanymi zarzutami duchownych katolickich, skazanych w sfingowanym procesie księży kurii krakowskiej i skazaniu na karę śmierci Edwarda Chachlicę, Michała Kowalika i księdza Józefa Lelitę. W 1963 roku wyjechał z żoną na wycieczkę do Włoch, gdzie postanowili nie wracać już do Polski. Po 5 latach wyemigrował do Francji, w 1978 roku otrzymując francuskie obywatelstwo. W 1968 na łamach prasy francuskiej opublikował list protestujący przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, a w grudniu 1981 zaprotestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Od 1989 do 1996 mieszkał w Meksyku, a następnie na kilka lat powrócił do Polski. W 2002 przeszedł udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Skutkiem tego utracił możliwość posługiwania się językiem zarówno w mowie, jak i w piśmie. Dzięki terapii, która trwała około trzech lat, odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. W 2008 z powodów zdrowotnych powrócił do Francji, by osiąść w Nicei. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat Policja, wydany w 1958, utrzymana w klimacie absurdu, z którego stanie się znany, opowieść o policjantach w świecie, gdzie zanikła wszelka opozycja polityczna. Przez lata 50. i 60. stał się ważną postacią polskiej literatury, a absurdalność jego sztuk i opowiadań pozwalała mu oprzeć się cenzurze. Tango z 1964 przyniosło mu światową sławę i było wielokrotnie wystawiane na całym świecie. Był jednym z wiodących europejskich satyryków drugiej połowy XX wieku, wykazujący bezsensowność wielu współczesnych wydarzeń. Jego prace, dzięki kombinacji humoru, ciętego języka i groteski wykroczyły poza granice politycznych oraz ekonomicznych systemów, ujawniając ich podobieństwa i inne, śmieszniejsze, aspekty. Wiele z jego sztuk, w tym "Policja", "Męczeństwo Piotra Oheya", "Tango" czy "Striptiz" zostały przetłumaczone na wiele języków, w tym angielski, niemiecki czy francuski i wystawiane wielokrotnie na deskach światowych teatrów. Sławomir Mrożek zmarł nad ranem 15 sierpnia 2013 w szpitalu w Nicei. ego prochy spoczęły w Panteonie Narodowym w Krakowie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 17 września 2013 w kościele Świętych Piotra i Pawła w Krakowie. Mszy świętej przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przed nieznanym trybunałem Jan Józef Szczepański
Przed nieznanym trybunałem
Jan Józef Szczepański
Interesujące eseje z 1975 r., zawierające etyczne credo Jana Józefa Szczepańskiego (rocznik nie byle jaki– 1919),jednego z lepszych polskich pisarzy, ostatniego prezesa Związku Literatów Polskich, zlikwidowanego przez Spawacza w stanie wojennym. Najciekawszy wydaje się tekst „W służbie wielkiego armatora” – czyli Ojczyzny (dziś już nie da się nie dodać: i Synczyzny z Córczyzną). Opisując zbiorowy portret swego pokolenia, Autor wspomina niby rzecz oczywistą, ale jakże gorzką w kontekście tego wszystkiego, co już czekało za progiem dorosłości i trwało aż do wieku mocno dojrzałego. „Dwadzieścia lat bez garbu owej wyjątkowości narodowego losu – bez piętna przekleństwa i świętości, w przekonaniu że już za nami cała ta atmosfera pokuty i misji, anielstwa i diabelstwa, infantylizmu i wzniosłości, które z historii naszej uczyniły rodzaj misterium – patetycznego i (jakeśmy to chyba odczuwali) nieco histerycznego zarazem”. „Byliśmy pierwszym normalnym, zdrowym psychicznie pokoleniem Polaków od paru stuleci. Więc i sztandary nasze musiały być inne. Inne gesty. Inny styl gry na dziejowej scenie”. „Stąd zapewne Conrad. Ledwo zauważany dotychczas - jeden z klasyków w bibliotece. (…) I nagle odkrycie: aktualniejszy niż wszyscy. Jak gdyby czekał na ten czas, żeby wyznaczyć nam kurs na mapie”. Chodzi oczywiście o etykę wierności - sobie i zasadom - która wyznawało i generalnie jednak zachowało pokolenie Szczepańskiego. Autor nigdy się w Peerelii nie zeszmacił, wręcz przeciwnie – pamiętam go jako autorytet i nie byle jaka osobowość. I pamiętam też jego niewielkie, wstrząsające opowiadanie „Buty” – o wymordowaniu ”na zimno” przez AK oddziałku azerskich kolaborantów, którzy nie chcieli już walczyć po stronie Niemców, a tylko przeżyć, i przyłączyli się do partyzantki. Było ono jednym z pierwszych (1956),a raczej nielicznych, tekstów o tym, co naprawdę się działo podczas wojny, a nie kolejną malowanką dla grzecznych przedszkolaków na rocznicową akademię wypichconą. Mam zaś problem z tekstem z tego zbioru o o. Maksymilianie Kolbe. Jego czyn był heroiczny, jak żadne inne samobójstwo, bo także i w tych kategoriach można rozpatrywać to, co uczynił w tamtym antyświecie – samobójstwa, aby Inny przeżył. Istotę obozu Autor ujmuje w kilku mistrzowskich zdaniach: „Obozy koncentracyjne służyły nie tylko represji i eksterminacji +elementów niepożądanych+. Ich zadaniem było między innymi wskazanie fikcyjności etyki ludzkiego braterstwa – zasady podważającej najoczywiściej roszczenia rasowego elitaryzmu. Podludzie powinni byli ginąć wdeptywani w błoto jak robaki – masowo, lecz samotnie, anonimowo, bez godności należnej ofiarniczemu cierpieniu, w upodleniu i hańbie, o ile możności przykładając się sami do własnej zagłady”. „Stąd szczególna pogarda, z jaką odnosili się do wszelkich głosicieli humanitaryzmu. Intelektualiści, księża, przedstawiciele doktryn politycznych, opartych na założeniach uniwersalizmu, poddawani byli w obozach specjalnemu reżimowi poniżeń. Bo to była próba prawdy. +I gdzie wasza ludzkość? Gdzie się podziała, kiedy skaczecie sobie do gardeł o skórkę chleba, kiedy na rozkaz kapo okładacie się kijami?+ W pewnym sensie obozy koncentracyjne były fragmentem ostatecznej światopoglądowej debaty”. „Kosztem dobrowolnej ofiary z życia, złożonej przez jednego człowieka, ocalony został drugi człowiek. Obcy. Niepowiązany ze swym wybawcą innymi więzami, jak tylko więzy ludzkiego braterstwa. Abstrakcyjne hasło ludzkości odzyskiwało widomą treść. Życie okupione śmiercią znów nabierało ceny”. Ale była i druga strona zakonnika (przed wojną nawet pierwsza): nienawiść do Innych. Owszem, Szczepański tego nie ukrywa: „Klerykalne fobie, antysemityzm, system podejrzeń, wiodący do upatrywania szatańskiego spisku w manifestacjach każdego odmiennego stanowiska”. I tylko pytanie, czy dlatego nie pisał o tym moralnym brudzie mocniej czyli prawdziwie, bo byłaby to tzw. „woda na młyn komuny” (świetnie taki mechanizm pamiętam)? Autorowi być może udziela się coś z tej postawy, za to we mnie niestety ma wielkiej wyrozumiałości wobec tamtej postawy Świętego (a czytałem teksty „Małego Dziennika”, ohydnego, prostackiego, szczującego brukowca),czyli kogoś, kto „krzyż miał na piersi a nienawiść w sercu” - nawet po jego wielkim czynie z Auschwitz. Z kolei tekst o bandzie Mansona niczym nie zachwycił, zwłaszcza że Autor podjął chyba zbyt łatwą próbę zrozumienia i wytłumaczenia tego zjawiska, bo chyba nie fenomenu. I tylko dziwne, że tak głęboki umysł podsumował swe wywody w tak płytki sposób: „Pierwszym jednak warunkiem umożliwiającym Chrystusowi-diabłu połów dusz był klimat intelektualny i moralny młodzieżowej rewolucji lat 60. Klimat protestu przeciw wynaturzeniom cywilizacji, identyfikowanym z każdą postacią oficjalnego autorytetu”. Wszystko jest napisane wspaniałym językiem, który najlepiej byłoby określić mianem przedwojennego, w najlepszym tego słowa rozumieniu. J.J. Szczepańskiego znałem jako wybitnego moralistę. Z tym większym, niekoniecznie miłym, zaskoczeniem było dla mnie posłowie Naczelnego Moralizatora RP (różnica obu pojęć oczywista) Jego Najwyższej Przemądrzałości Krzysztofa Zanuddziego. ”Konrad nie chce zejść ze sceny” – tematem sztuki Jerzego Zawieyskiego sprzed lat nie był wprawdzie Wielki Reżyser (ostatni dobry film nakręcił kilka dobrych dekad temu),ale mógłby być. A nawet powinien…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Matka Courage i jej dzieci Bertolt Brecht
Matka Courage i jej dzieci
Bertolt Brecht
„Matka Courage i jej dzieci” to tragikomiczny utwór sceniczny osadzony w realiach wojny trzydziestoletniej (XVII wiek). Część dramatu toczy się na terenie Polski, co dla samej sztuki nie ma większego znaczenia, podkreśla jednak fakt, że swoim przesłaniem nawiązuje ona do aktualnych wydarzeń (Brecht napisał „Matkę Courage…” w 1939 r. w reakcji na wybuch drugiej wojny światowej). Utwór jest oczywiście antywojenny. Autor w krzywym zwierciadle groteski pokazuje ludzi żywiących się wojną – ludzi, dzięki którym konflikty zbrojne zawsze toczyć się będą. Brecht do tego stopnia chciał obrzydzić widzom postać Anny Fierling (tytułowej markietanki o pseudonimie „Matka Courage”),że już po premierze sztuki i jej pierwszych recenzjach wprowadził do tekstu kilka zmian (rzetelnie zaprezentowanych w niniejszym wydaniu). Ich celem było usunięcie lub przerobienie fragmentów, które za bardzo ocieplały wizerunek głównej bohaterki. Czy to się udało? Moim zdaniem – nie bardzo. Annę Fierling darzyłem bowiem sympatią do samego końca. Owszem, była rozgadaną i chciwą chytruską – ale swoje dzieci kochała. To, co robiła, robiła dla siebie i dla nich. Jakie wrażenia? Momentami było śmiesznie, momentami niekoniecznie (głównie za sprawą zbyt jaskrawej groteski),czasem też powiało nudą (tu z kolei najbardziej zawiniły piosenki). Utwór jednak niewątpliwie ważny. Pozdrawiam 6/10
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na66 miesięcy temu
Dramaty t. I Stanisław Ignacy Witkiewicz
Dramaty t. I
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Nie mógłbym dzisiaj stwierdzić, że odczuwam niedosyt dziwności. Postawienie tezy o moich logicznie uporządkowanych wrażeniach, wydałoby się nieuzasadnione i bardzo karkołomne. Bo jak znaleźć logikę w sztucznych jaźniach wytworzonych przez Stanisława Ignacego Witkiewicza? W jaki sposób podejść do karykatur uczuć w zdeformowanym świecie jego dramatów? Po co interesować się perwersyjnie uprawianą sztuką, pełną "fazdrygulstwa i gnypalstwa"? Otóż po to, aby bawić się zanarchizowanymi myślami, z wręcz koronkowo wykończoną projekcją innego wymiaru istnienia. Żeby domacać się ciemnych punktów na naszych własnych i niezbadanych duszach. Aby szukać dojrzałości w próbach dalekowzrocznego postrzegania tego, co nas otacza. Wreszcie być może dlatego, żeby samemu odkrywać i analizować metafizyczny i psychiczny ekshibicjonizm pisarza, któremu towarzyszył twórczy obłęd. Ujęła mnie dialektyka, dzięki której jestem nieco dalej od tego aby zwariować, a o wiele bliżej od zrozumienia istnienia. Udał mu się ten humbug. Dobrze mu wyszło ordynarne odkrywanie prawd, które na koniec stają się banalnie proste. Z rozreklamowanych odczuć zrobił myślowe eksperymenty i przerobił je finalnie na zupełną blagę. To wszystko jest w błyskotliwym stylu Witkiewicza. Na tym polega wielkość jego twórczości. Na metafizycznych stylizacjach codziennych ludzkich problemów. Lubię dokopywać się do esencji nonszalanckich tekstów tego "zakopiańskiego zagwazdrańca". Odczuwam rozkosz z usprawiedliwiania przez niego obrzydliwego bytu, jaki jest naszym obowiązkiem na ziemskim padole. Jednocześnie bardzo sobie cenię umiejętność Witkacego w doszukiwaniu się sensu w ogólnej kompozycji jaką jest życie. Czy to stanowi fragment jego swobodnej "Czystej formy", tego nie wiem. W każdym razie mam ogromny szacunek do tak abstrakcyjnych konstrukcji myślowych. Podczas lektury dramatów Witkiewicza, czułem się czasami jak psychicznie gwałcony przez jego degrengoladę. Jednak to, co może się wydać moralnym upadkiem, jest próbą uwypuklenia przestróg dla ludzkości poprzez czysty nonsens. Tonięcie w wątpliwościach bywa dobrą okazją do lepszego poznania naszych ludzkich ziemskich powłok. Tak się chociażby dzieje w krótkim intermezzo, jakim jest nawiązanie do wyspiańskich elementów w "Szewcach". Ten chocholi łącznik pomiędzy odmiennymi światami dwóch pisarzy, stanowi spotęgowane do ostatnich granic ostrzeżenie przed spuszczonymi z łańcucha pożądaniem i żalem. To wstawka osiągająca wieszcze wymiary, którą sam autor mógłby nazwać szkorbutem społeczeństwa. Stanisław Ignacy Witkiewicz posiadał niezmiernie otwarty umysł na wszelkie formy myślenia. Bardzo mu tego zazdroszczę i zamierzam się wiele nauczyć, mierząc się z jego literaturą. Dyskusje o roli sztuki, przeświecające przez odkrywane przeze mnie dzieła, przeplatały się z głębinami istnienia, których geometria stanowi nieporównywalny z czymś innym majstersztyk. Nasz widzialny świat jest niczym przy ogromie witkiewiczowskich gmachów, wzniesionych przy okazji odkrywania lekarstwa na choroby ludzkości. W mojej głowie na zawsze pozostanie ten metafizyczny geniusz, którego przykłady odczułem podczas ostatnich kilku dni.
czytający - awatar czytający
ocenił na78 lat temu
Panny z Wilka ; Ikar ; Staroświecki sklep ; Wiewiórka Jarosław Iwaszkiewicz
Panny z Wilka ; Ikar ; Staroświecki sklep ; Wiewiórka
Jarosław Iwaszkiewicz
Zbiór czterech opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza. Sięgnęłam po tę pozycję ze względu na "Panny z Wilka", które już od bardzo dawna chciałam przeczytać. Niestety to opowiadanie mnie rozczarowało. Opowiedziana przez autora historia jak dla mnie kompletnie nierealna. Wiktor Ruben, zbliżający się do czterdziestki mężczyzna, który jest rozczarowany swoim dotychczasowym życiem, odwiedza po piętnastu latach dworek w Wilku, gdzie pracował jako nauczyciel mieszkających tam panien. Oczywiście wszystkie się wówczas w nim kochały, a jego pociągały fizycznie. Po piętnastu latach to się nie zmieniło i nadal wszystkie są nim zafascynowane, a on nie wie, która mu się podoba najbardziej. Serio? Czym Wiktor fascynował owe panny to nie mam pojęcia, bo raczej nie wyglądał jak Brad Pitt u szczytu sławy, a i jego osobowość też mnie nie powaliła. Niemniej jednak warto znać "Panny z Wilka", choć mnie nie zachwyciły. Chciałabym polecić za to opowiadanie "Ikar". W trakcie czytania odkryłam, że znam ten utwór i czytałam go chyba w podstawówce. Zrobił na mnie wówczas duże wrażenie, podobnie jak teraz. Bardzo krótka historia, ale jakże pełna treści i zmuszająca do refleksji. Moja ocena poszczególnych opowiadań: "Panny z Wilka" 5/10 "Ikar" 8/10 "Staroświecki sklep" 6/10 "Wiewiórka" 5/10 Warto sięgnąć po ten zbiór dla "Ikara" i "Staroświeckiego sklepu".
Justyna - awatar Justyna
oceniła na61 miesiąc temu
Operetka Witold Gombrowicz
Operetka
Witold Gombrowicz
🔰"Intelektualiści dzielą się na dwie kategorie: takich, co nie dostali kopniaka w tyłek, i takich, co dostali kopniaka w tyłek. Ci drudzy są rozsądniejsi." W literaturze opis balu nie zawsze jest tylko relacją z beztroskiej zabawy. Dla pisarzy nie rzadko staje się on okazją do pokazania środowiska i panujacych w nim napięć. Bo bal to miejsce spotkań oraz konfrontacji ludzi o różnych przekonaniach i poglądach. Taką funkcję pełniły m.in sceny zbiorowe z balu u Senatora w "Dziadach cz. III", "Weselu" czy "Lalce". U Gombrowicza bal został ukazany w krzywym zwierciadle groteski i stał się okazją do zdemaskowania pozoranctwa, jałowości i pustki świata arystokratów, kleru oraz celebrytów (dyktator mody). Zanim jednak odbył się bal: "Zblazowany birbant i lampart, hrabia Szarm, syn księcia Himalaj" planuje uwiedzenie Albertynki, cud dzieczynki. Wymyśla intrygę podrywu i w celu realizacji tego zamierzenia sprowadza kompana, złodziejaszka i wisusa. Urwipołeć ten niechcący budzi w Albertynce marzenie o nagości i "dotknięciu obnażającym". A kiedy z Paryża na zamek Himalaj przybywa słynny Fior, światowy mistrz i dyktator mody męsko-damskiej, wydany zostanie wielki bal połączony z rewią mody. Podczas jego trwania Hrabia Szarm i Baron Firulet ostro rywalizują o względy Albertynki, cud dzieczynki, wciąż marzącej o nagości i "dotknięciu obnażającym". Arystokracja na ogół się nudzi, jedyną rozrywką jest ten bal, wizyta Fiora i zabawa "w worki". Goście na balu cały czas wygłaszają nic nie znaczące konwencjonalne formułki grzecznościowe i pozbawione treści dialogi, które autor sparodiował i mocno przyprawił groteską: 🔰"Ach, ach, ach, ach, witam, witam!" "Ach, ach, ach, ach, ach, to mistrz Fior!" "O, o, o, o, o, o, to mi bal!" "Ach, ach, ach, ach, bal więc bal!" "... tiu, tiu, phoszę, phoszę na wysokościach tiu, tiu!". Wielmożni żyją w świecie pozorów starając się za wszelką cenę utrzymać klasę, za którą nic się nie kryje, z czego zresztą zdają sobie sprawę: 🔰"Cóż by było, gdyby gmin odkhył, że nasza dupa taka sama?!" - mówi hrabina. Ani słowa, ani zasady w tym gronie już właściwie nic nie znaczą. Toczą się banalne rozmowy, padają formułki pełne okrągłych słówek legalizujące umysłową degrengoladę i etyczną ohydę. W ostatnim akcie jaśnie wielmożni uczestnicy balu dostają się w wir Historii, atmosfera gęstnieje i wzbiera szaleństwem. Aż w końcu wszystko nagle wymyka się spod kontroli i wtedy dzieje się, oj dzieje ... 🔰"Thumno! W porę zjawiłaś się! I mnie się przydasz!". "Operetka" Gombrowicza to opowiedziana w formie rewii mody prowadzonej przez mistrza Fiora, historia XX wieku z jej kluczowymi dla minionego stulecia wydarzeniami: upadkiem "ancien régime'u - religii i władzy z bożej łaski", narodzinami totalitaryzmów i ich tragicznymi następstwami. Ta pisana przez blisko dekadę ostatnia sztuka sceniczna Gombrowicza jest dramatem, który w tandetnym opakowaniu operetki i za pomocą groteskowego obrazowania mówi o sprawach najważniejszych: władzy, przemocy, upodleniu człowieka, ideologii pogardy, pragnieniu miłości, jej braku oraz jej ocalającej mocy. 🎭 Można też obejrzeć, ale trzeba się pospieszyć, bo strona jest w likwidacji: https://vod.tvp.pl/teatr-telewizji,202/operetka,308881
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na77 dni temu
Iwona, księżniczka Burgunda Witold Gombrowicz
Iwona, księżniczka Burgunda
Witold Gombrowicz
Czas na Gombrowicza i jego dramaty zawsze jest zawsze dobry. Ponadczasowość, uniwersalizm mechanizmów i schematów działania systemów władzy i porządku społecznego, z doskonałą obserwacją natury ludzkiej wspisuje się w konwencję XXI wieku. "Iwona, księżniczka Burgunda" to sztuka Witolda Gombrowicza pubikowana w 1938 roku gdy nastroje społeczne w Europie mocno akcentowały nadchodzące zmiany i wrogość nacji i inności. Dekadenckość fikcyjno - hermetycznego świata dworu królewskiego, z etykietą konwenansów i systemem władzy, i wartości musi zmierzyć się prostą, nieśmiałą i milczącą Iwoną. Bierność i niewerbalność Iwony to demaskatorski wyraz na satyrę dworską z obłudą, fałszem i słabości dworzan, prowokując ich do coraz bardziej absurdalnych, patologicznych zachowań prowadzących do unicestwienia "niemego krzyku i inności". "Niemy krzyk i Inność" Iwony to konfrontacja z dworem królewskim, ich statusem społecznym, ekonomicznym czy dydaktycznym ? Powierzchowność fizyczno-umysłowa w kreacji z odbiciem lustrzanym obnaża wszystkie niedoskonałości i braki. Stabilizacja i porządek społeczny zostaje naruszony. Zhierarchizowana machina ruszyła. Teatr Polski w Bielsku-Białej obchodzi 135 lecie i ma w swoim repertuarze spektakl, na który serdecznie zapraszam. Gombrowicz skrojony na XXI wiek z uniwersalnością i ponadczasowością. Dystopijne futuro-fiction z estradowo - zabiegowym wybiehiem dla modelingu z nawiązaniem do kultowych modelek lat 80/90.XX, sekwencje z Jamesa Bonda, Lyncha kult ciała w neonowej scenografii. Groteskowość Gombrowicza doskonale wpisuje się w XXI wiek z Iwoną, która od 90 lat milczy wymownie. Wszechobecna cyfryzacja i medialność w dobie kultu ciała z cielesnym zaburzeniem dysmorficznym (BDD) i zniekształconym obrazem siebie i ciała wchodzacym w estetoreksją, i kompulsywnośc polubień, algorytmów. Byt i niebyt. Złożoność jednostki i jej relacji. Kreowana rzeczywistość z mową nienawiści, przemocą psychiczną przeciwko "inności ". "Inność" Iwony w roli Jańci w kostiumie "standardowym" , bezpieczny t-shert i jeansy doskonale kontrastuje z kreacjami pastelowych barw, by w odpowiednim momencie przystąpić do ataku, przywdziać zbroję czarnego stroju - czarnego charakteru. Przerysowanie, manipulacja i odrzucenie jednostki , która nie wpisuje się w przyjęte trendy. Inności boją się grupy. Zachwycona jestem wersją spektaklu, ascetyczna scenografia kontra kostium i środki wyrazu. Interpretacja i konwencja spektaklu wpisuje się w XXI wiek i gombrowiczowski dramat groteski. Spektakl bierze udział w XI edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej KLASYKA ŻYWA. Twórcy Autor – Witold Gombrowicz Reżyseria – Lena Frankiewicz, Scenografia – Agata Stanula Kostiumy – Krystian Szymczak Choreografia – Agnieszka Kryst Reżyseria świateł – Damian Pawella Multimedia/ Video – Mateusz Zieliński Muzyka – Stefan Wesołowski Asystent reżyserki – Mateusz Wojtasiński Asystentka choreografki – Katarzyna Sikora Obsada Iwona – Anita Jancia Król Ignacy – Grzegorz Sikora Królowa Małgorzata – Marta Gzowska-Sawicka Książę Filip – Michał Czaderna Szambelan – Piotr Gajos Iza – Marta Suprun Cyryl – Mateusz Wojtasiński Cyprian – Grzegorz Margas Dama I – Jagoda Krzywicka Dama II – Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt Dama III – Flaunnette Mafa Inocenty, Żebrak – Sławomir Miska Walenty – Adam Myrczek Premiera 17.05.2025
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na105 miesięcy temu
Wiersze zebrane Stanisław Barańczak
Wiersze zebrane
Stanisław Barańczak
„Hemofilia” Czesławowi Miłoszowi „Szpital w Okresie Błędów sklecony z pustaków w ramach akcji „dogonić i przegonić Zachód”, był pustakiem- gigantem, który padł na plecy powalony ceglicą (rodzaj apopleksji) i czekał teraz na ostatnie namaszczenie cementem chmur- by inną ostatnią rzecz, tchnienie, wydały nozdrza jego samogłosek (pustak ma tę parę otworów zawsze) albo USTA ziejące jeszcze bardziej symetrycznie w słowie PUSTAK. W tych szkolnych latach miałem jedno w głowie: nie chemię, ani Boże broń, trygonometrię, nauki, jak twierdziłem zbędne mi kompletnie, lecz słowa, ich kontury, konszachty, koneksje - chyba że, oczywiście, myślałem o seksie, (…)". s. 491. Stanisław Barańczak, „Wiersze zebrane”, Wyd. A.5, Kraków 2007. W zbiorze, jak napisze wydawca R. Krynicki, znajdziemy wszystkie wiersze poety zawarte w książkach poetyckich, od „Korekty twarzy” przez „Jednym tchem”, „Atlantydę” do „Podróży zimowej” i „Chirurgicznej precyzji”. Z nowych wierszy zamieszczono „Hemofilię” (fragm. powyżej),wiersz dedykowany Czesławowi Miłoszowi. W Aneksie zaś „Parę przypuszczeń na temat poezji współczesnej” i tekst „Tablica Macando”. Czytelnik ma się nad czym pochylić, ponad 500 stron wyjątkowej poezji, niełatwej, wymagającej, poezji zmuszającej do spojrzenia na siebie, drugiego człowieka i świat z bliższej i dalszej perspektywy. Perspektywy poety, którego zdjęcie widnieje na okładce w towarzystwie uczepionych u ramion gołębi (zdjęcie wykonała, jak przeczytamy na okładce, Anna J. Barańczak). Wielość skrzydeł (widocznych i symbolicznych) - to dla poety- skala poetyckiego kunsztu. Jak przeczytamy w „Paru przypuszczeniach na temat poezji współczesnej”: „poezja tym różni się od innych sposobów użycia słowa, że w tych samych rozmiarach tekstu potrafi zmieścić więcej znaczeń. (...)Wiersz, strofa, linijka jest kompresorem, który sprasowuje treść,wycieka woda, zostaje wielowarstwowa cegiełka sensu”. (s. 508,) Myśl na miarę poety, a samochodowe skojarzenia na miarę męskiej pasji. Poezja Barańczaka zostaje i zmusza, zostaje i towarzyszy, zostaje i ... Poezja Barańczaka- klasa sama w sobie. Skala Nobla. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda

Więcej
Sławomir Mrożek Tango, Słoń, Wesele w Atomicach, Woda Zobacz więcej
Więcej