rozwińzwiń

Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii

Okładka książki Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii autora Edmund Husserl, 9788376830070
Okładka książki Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii
Edmund Husserl Wydawnictwo: Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN Seria: Klasyka filozofii filozofia, etyka
293 str. 4 godz. 53 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Seria:
Klasyka filozofii
Tytuł oryginału:
Cartesianische Meditationen
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1982-01-01
Liczba stron:
293
Czas czytania
4 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376830070
Tłumacz:
Andrzej Wajs, Andrzej Półtawski
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii

Średnia ocen
7,4 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii

Sortuj:
avatar
309
260

Na półkach:

Husserl to monstrum. O ile chłopaka nazwisko brzmi gładko - nawet jak antagonisty w anime - to jego teksty pozostają właśnie chropowatymi, ciężkimi, gotowymi atakować tytanów. Nienawidzę anime, pogardzam Edmundem; Niemiec ten jest bystry, sprytny, przegania samego siebie zmieniając własną opinię setki razy, dzięki czemu jego zdania zdają się drżeć (beznadziejny z niego pisarz),a opracowania sypać jedno na drugie(każdy biograf intelektualny musi uwzględniać milion różnych etapów rozwoju Husserla)- Heidegger już pokazał, że jeśli utrudnisz zrozumienie własnych myśli, ludzie na facebookowych forach zaczną publikować bezmyślnie twoje cytaty. Z tym tutaj tak się nie stało, ponieważ nie miał jednego krótkiego zdania. A jego poglądy można właśnie takowymi podsumować. Autor tak zanurzył się w abstrakcyjną autorefleksję, że nieświadomie powtórzył to, co powtarzają oczy, a do abstrakcji nic nie dodał. Ostatecznie fenomenologia poprzez uzasadnione "ogłupienie" stara się o cel podobny jak kantyści, realiści i wszyscy inni, czyli uwolnienie filozofii od ontologicznego brodzenia i wzięcie się do rzeczy.

Husserl to monstrum. O ile chłopaka nazwisko brzmi gładko - nawet jak antagonisty w anime - to jego teksty pozostają właśnie chropowatymi, ciężkimi, gotowymi atakować tytanów. Nienawidzę anime, pogardzam Edmundem; Niemiec ten jest bystry, sprytny, przegania samego siebie zmieniając własną opinię setki razy, dzięki czemu jego zdania zdają się drżeć (beznadziejny z niego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2857
2855

Na półkach: ,

fenomenologia... nie jestem wielkim fanem.

Studiowało się tą filozofię w sumie bodajże 6 lat, więc i troszkę filozoficznych książek się przeczytało. To książka z mojej półki "różności", wrzucam tu te setki książek które przeczytałem w życiu w latach 2000-2019.

fenomenologia... nie jestem wielkim fanem.

Studiowało się tą filozofię w sumie bodajże 6 lat, więc i troszkę filozoficznych książek się przeczytało. To książka z mojej półki "różności", wrzucam tu te setki książek które przeczytałem w życiu w latach 2000-2019.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
403
148

Na półkach: ,

Medytacje kartezjańskie to gruntowne wprowadzeni do perspektywy fenomenologicznej. Husserl podąża za Kartezjuszem budując swoją filozofię na całkowitym odrzuceniu jakiejkolwiek wiedzy, która nie znalazłaby swojego uzasadnienia w oczywistości stwierdzenia "Ja myślę". Inaczej jednak niż Kartezjusz, Husserl wstrzymuje się od przyznania tak rozumianemu myślącemu podmiotowi bezwzględnego istnienia. "Istnienie" jest bowiem tylko kolejnym sensem, który jest nadawany przez podmiot przedmiotom w świadomości, i jako takie wymaga osobnego rozpatrzenia.

Dzieło Husserla jest bardzo drobiazgowe, wypełnione terminologią filozoficzna, przez co czyta się je dość powoli. Jak to bywa z postaciami przełomowymi, Husserl jest jeszcze jedną nogą w epoce poprzedniej, skupia się dość mocno na samym uzasadnieniu tego w jaki sposób powstają przedmioty w świadomości, a mniej na wyciągnięciu ostatecznych konsekwencji ze zwrotu, którego dokonał. Sam zwrot jest bowiem fundamentalny, zmienia radykalnie perspektywę z jakiej filozofia patrzy zarówno na świat, jak i na samą siebie. Fenomenologia przedstawiona w tym dziele jest już jednak metodą w pełni dojrzałą, gotową zainspirować kolejne pokolenia.

Medytacje kartezjańskie to gruntowne wprowadzeni do perspektywy fenomenologicznej. Husserl podąża za Kartezjuszem budując swoją filozofię na całkowitym odrzuceniu jakiejkolwiek wiedzy, która nie znalazłaby swojego uzasadnienia w oczywistości stwierdzenia "Ja myślę". Inaczej jednak niż Kartezjusz, Husserl wstrzymuje się od przyznania tak rozumianemu myślącemu podmiotowi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

132 użytkowników ma tytuł Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii na półkach głównych
  • 94
  • 36
  • 2
29 użytkowników ma tytuł Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii na półkach dodatkowych
  • 12
  • 11
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Edmund Husserl
Edmund Husserl
Niemiecki matematyk, logik i filozof, profesor Uniwersytetu Albrechta i Ludwika we Fryburgu. Studiował w Lipsku matematykę, fizykę, filozofię i astronomię. W 1876 roku kształcił się na Uniwersytecie Berlińskim, studiując filozofię i matematykę. W Wiedniu w 1881 roku uczęszczał na wykłady Franza Brentano, które wywarły duży wpływ na jego późniejszą filozofię. W 1883 roku uzyskał doktorat za pracę o rachunku wariacyjnym. Następnie był asystentem Karla Weierstrassa w Berlinie. Po odbyciu służby wojskowej studiował u Brentana w Wiedniu, gdzie poznał Karla Stumpfa (również ucznia Brentano). Pod kierunkiem Stumpfa habilitował się. W 1887 roku otrzymał katedrę na Uniwersytecie w Halle. Po opublikowaniu Philosophie der Arithmetik wdał się w spór z Gottlobem Frege o istotę logiki. Stał się w tym czasie krytykiem prac Kazimierza Twardowskiego, którego niedoskonałości pracy poprowadziły go do badań nad istotą przedstawienia i znaczenia; później przekonał się raczej o istnieniu fenomenów. Po kilku latach rozpoczął pracę nad Badaniami logicznymi. W nich podjął próbę opisania swoich poszukiwań czystej logiki, teorii matematyki i teorii poznania, przez co odkrył w swoich badaniach naturę fenomenów i ludzkiego poznania ich. Następnie pracował w Getyndze (1901),gdzie w 1912 wspólnie z Schelerem, Reinachem i Geigerem założył rocznik Jahrbuch für Philosophie und phänomenologische Forschung, w którym były publikowane jego prace. W 1916 objął katedrę filozofii we Fryburgu Bryzgowijskim aż do roku 1928, kiedy przeszedł na emeryturę, prowadząc wykłady jeszcze do 1933 roku. Filozofia Husserla miała duży wpływ na myślicieli takich jak Martin Heidegger, który był jego uczniem, Edytę Stein (późniejsza św. Teresa Benedykta od Krzyża napisała pod kierunkiem E. Husserla pracę doktorską),Jean-Paul Sartre, Maurice Merleau-Ponty, Roman Ingarden oraz wielu innych. Początkowo Husserl próbował sprowadzić prawa logiki i arytmetykę do praw psychologicznych, jednak później w Badaniach logicznych, pod wpływem Fregego i panującego na uniwersytetach niemieckich neokantyzmu, stał się krytykiem i przeciwnikiem psychologizmu, twierdząc, że nie da się zredukować logiki do psychologii. W filozofii Husserla świadomość jest intencjonalna, czyli zawsze jest świadomością czegoś, zwraca się ku czemuś. Husserl odróżnia akty psychiczne (akt świadomości w terminologii husserlowskiej to noeza) od tego, do czego te akty intencjonalnie się odnoszą, czyli obiektów świadomości (noematów). Punktem wyjścia fenomenologii jest redukcja fenomenologiczna (epoche),zawieszająca sądy o świecie. Powoduje ona zwrot w stronę świadomości i uobecniających się tam aktów immanentnie skierowanych. Dlatego metoda ta jest nazywana także fenomenologią transcendentalną, gdyż pyta o najbardziej podstawowe warunki naszego poznania (dzieje się to jednak inaczej niż w przypadku filozofii Immanuela Kanta). Husserl zajmował się także semantyką logiczną, wprowadzając ideę kategorii semantycznych, semantyka ta opiera się na pojęciu intencjonalności. Koncepcja ta była później rozwijana między innymi przez Kazimierza Ajdukiewicza i Stanisława Leśniewskiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Badania dotyczące rozumu ludzkiego David Hume
Badania dotyczące rozumu ludzkiego
David Hume
Zdążyłem już (w opinii o "Esejach") nazwać Davida Hume'a jednym z najlepszych umysłów, jakie znam z historii filozofii. "Badania dotyczące rozumu ludzkiego" nie tylko potwierdzają te słowa, ale wnoszą je na pewien (jeszcze) wyższy poziom poznania. Być może dlatego, że dzieło to nie ma aż tak lekkiej formy jak "Eseje", natomiast nie jest też tak "groźne", jak mógłby wskazywać jego tytuł. Cóż więc kryje się pod tak enigmatycznym sformułowaniem? Badania te należy rozumieć jako, w istocie, pewien obraz właściwego, poprawnego i rzetelnego rozumowania - takiego, który dąży do ścisłych i trafnych (z punktu widzenia określonych założeń) wniosków, przy użyciu krytycyzmu i "kilku kropelek pyrronizmu". Właśnie postawa sceptyczna, jako remedium na "pychę i upór" wszelkiej maści uczonych, których "wiedza" ma swą genezę w "pewnikach", a efekt rozmyślań zdeterminowany jest dogmatami, sterującymi ich poczynaniami niejako z tylnego fotela, jest tu na wskroś polecana. Hume zauważa, że "Istnieje w ogóle pewien stopień wątpienia, ostrożności i skromności, który nie powinien nigdy opuszczać dobrego myśliciela we wszelkiego rodzaju badaniach i sądach". Niestety, piękna ta teoria, w praktyce ma się zwykle nijak do rzeczywistości. Jak zwykle też u Hume'a, mamy w "Badaniach" kilka subtelnie złośliwych uwag o religii. Aczkolwiek nie znaczy to, że ich trafność traci przez to na znaczeniu - wręcz odwrotnie. Myśliciel potrafi utrafić w sedno sprawy, przy pomocy niewielkiej ilości słów. Zauważa, że nie sposób na gruncie religii używać argumentów racjonalnych. Błędy takie były nagminne w całej historii filozofii przed Hume'em, nie przestały się również pojawiać i po nim. "Wyłożony tutaj sposób rozumowania podoba mi się tym lepiej, że, jak sądzę, może pomieszać szyki tym niebezpiecznym przyjaciołom lub zakapturzonym wrogom religii chrześcijańskiej, którzy podjęli się jej bronić przy pomocy zasad rozumu ludzkiego. Najświętsza nasza religia opiera się na wierze, nie na rozumie; jest to pewny sposób narażania jej, jeśli poddaje się ją próbie, której żadną miarą sprostać nie potrafi". Niby takie proste, a ileż tych "prób" ciągle i z uporem maniaka jest podejmowanych? Szkocki filozof stara się także logicznie wyjaśnić, to co w kilkadziesiąt lat później stanie się istotą filozofii i stosunku do religii Ludwika Feuerbacha: "Przyznając zatem, że twórcami bytu albo ładu wszechświata są bogowie, otrzymujemy wniosek, że posiadają dokładnie taki stopień mocy, inteligencji i dobroci, jaki się przejawia w ich dziele; niczego więcej tym sposobem dowieść nie można, chyba że przywołamy na pomoc przesadę i pochlebstwo, aby wypełnić braki dowodzenia i rozumowania. (…) Skoro nasza znajomość przyczyny opiera się wyłącznie na skutku, muszą one dokładnie do siebie pasować - przyczyna nie może nigdy wskazywać na nic, co wykracza poza skutek, ani dostarczyć podstaw do jakichś nowych wniosków i konkluzji". Niech te kilka fragmentów będzie zachętą do sięgnięcia po doskonałe pisarstwo Hume'a. Warto go czytać, bo można się odeń nauczyć więcej i lepiej, niż z niejednego powszechnie dostępnego źródła "wiedzy".
Munk - awatar Munk
ocenił na101 rok temu
Dociekania filozoficzne Ludwig Wittgenstein
Dociekania filozoficzne
Ludwig Wittgenstein
“Dociekania filozoficzne” to jedno z najważniejszych dzieł filozofii XX wieku, które ukazało się pośmiertnie w 1953 roku1. Książka jest zbiorem uwag i refleksji Wittgensteina na temat języka, znaczenia, logiki, gier językowych, języka prywatnego i wielu innych zagadnień. Autor krytykuje tradycyjne pojęcia filozofii i proponuje nowe sposoby badania i rozumienia rzeczywistości. Nie ma tu ciągłego wywodu ani systematycznego ujęcia problemów. Wittgenstein często zadaje pytania, podważa założenia, podsuwa przykłady i analogie, porównuje różne sytuacje i konteksty. Jego styl jest prosty, klarowny i bezpośredni, ale też pełen ironii i paradoksów. Książka nie jest łatwa do zrozumienia ani jednoznaczna w interpretacji. Nie ma tu gotowych odpowiedzi ani dogmatycznych tez. Wittgenstein nie chce narzucać swojego poglądu czytelnikowi, ale skłonić go do samodzielnego myślenia i dociekania prawdy. Jego celem jest nie tyle rozwiązywanie problemów filozoficznych, co wykazywanie ich nonsensowności lub błędności. Chce pokazać, że wiele kwestii filozoficznych wynika z niewłaściwego użycia języka lub z przyjmowania fałszywych założeń. Jego metoda polega na analizowaniu konkretnych przypadków użycia języka w różnych sytuacjach życiowych i porównywaniu ich ze sobą. Nie ma tu mowy o uniwersalnych definicjach czy regułach, ale o wielości znaczeń i funkcji języka. “Dociekania filozoficzne” to książka fascynująca i inspirująca, która stawia wiele wyzwań intelektualnych i wymaga aktywnego udziału czytelnika. To dzieło jest świadectwem osobistego rozwoju i zmiany poglądów Wittgensteina, który odszedł od swojej wcześniejszej koncepcji przedstawionej w “Traktacie logiczno-filozoficznym”. Uważam, że autorowi zabrakło błysku geniuszu objawionego w traktacie.
yedboard - awatar yedboard
ocenił na72 lata temu
Myślenie Hannah Arendt
Myślenie
Hannah Arendt
Arendt stawi sobie za zadanie odpowiedzieć na pytanie o myślne. Dlaczego myślimy, po co myślimy, gdzie jesteśmy jak myślimy? Jednocześnie pyta o filozofie o jej rolę o to czym się wyróżnia i jakie są jej początki. Momentami zestawia ją z religią. Wiarą, ale także z nauką. Co bardzo ciekawe, starając się odpowiedzieć na pytania o myślenie jednocześnie odpowiada na pytanie, które ją jako filozofkę niemiernie interesuje, a mianowicie o zło. Dlaczego są ludzie źli? Dlaczego są tak okrutni, że jest to nie do pojęcia? Odpowiadając na pytanie o myślenie i poniekąd o zło odpowiada także na pytanie o dobro i źródło moralności. Arendt uważa, że zło to brak myślenia. Sokrates mówił, że zło wynika z głupoty z nieumiejętności odróżnienia dobra od zła, ale dla Arend to nie tylko brak umiejętności, ale brak myślenia o dobru i złu. W takim ujęciu zło wynika z braku myślenia i na tym polega jego banalność. Tym sposobem mamy także odpowiedź w kwestii dobra - Dobro wynika z myślenia. Ważne są tu jeszcze dwa pojęcia intelektu i rozumu. Arendt myślenie wiąże z rozumem a intelekt z wiedzą, z inteligencją. Tym sposobem filozof myśli i kieruje się rozumem a naukowiec, prawnik, inżynier ma wiedzę i kieruje się intelektem. Filozof myśli ponad empirią, myśli o tym co poznawalne tylko myślowo, w tym o wartościach o dobru i złu. Co ciekawe tym sposobem Arendt tłumaczy zarazem, dlaczego z filozofii wyrosła etyka, dlaczego od zarania filozofii każdy system ma etykę. Dlaczego od myślenia, od intencji dobrego życia dochodzimy do moralności. Jestem zachwycona ta książka pozwoliła mi wiele ułożyć sobie w głowie. Połączyć myśli, które znałam. Myśle jednak, że osoba, która nie zna historii filozofii nie wyciągnie tak dużo z tej książki niewiele zrozumie. Arendt pisze dla filozofów nie dla laików.
CharlieSheen - awatar CharlieSheen
ocenił na94 lata temu
Prolegomena Immanuel Kant
Prolegomena
Immanuel Kant
Rzecz absolutnie wybitna. Kant stworzył książkę, która w krótki i przystępny sposób prezentuje podstawowe założenia jego „Krytyki czystego rozumu” oraz stanowi wywód na temat metafizyki jako takiej, a raczej jej możliwości zaistnienia jako nauka. To moje pierwsze zetknięcie z tekstem Kanta, choć wcześniej rzecz jasna o nim czytałem. Mogę powtórzyć rzecz najogólniejszą, jaką się o nim słyszy – tak, Kant jest trudny. Kant jest trudny głównie dlatego, że jego filozofia jest w najwyższym stopniu formalna, a spory i batalie, które chce toczyć w ramach obrony swojego systemu są... przestarzałe. Nie zrozumcie mnie źle; bez Kanta nie byłoby Oświecenia takiego, jakie znamy. Można i należy docenić jego rzetelność w tworzeniu systemu filozoficznego, który łączyłby racjonalistów i empirystów. Tyle tylko, że jego prawdy nie są już dzisiaj prawdami. Po Freudzie, po Wittgensteinie, po Jungu... dziś patrzymy już na podejmowane przez Kanta tematy w zupełnie inny sposób. Czytając go, trzeba pamiętać, że żył on w epoce, w której inaczej postrzegano rozum, język czy jaźń. Dziś struktura filozoficzna, którą stworzył Kant, na niewiele się już przydaje i nie przystaje do dzisiejszego świata. Nie można być dzisiaj kantystą. Można za to docenić jego wkład w tworzenie światowej filozofii i pamiętać, że bez niego być może nie byłoby wyżej wymienionych panów.
Adrian Pezda - awatar Adrian Pezda
oceniła na1010 miesięcy temu
Wprowadzenie do filozofii Arno Anzenbacher
Wprowadzenie do filozofii
Arno Anzenbacher
"Wprowadzenie do filozofii" Anzenbachera zawiera systematyczne ujęcie podstawowych zagadnień tej nauki. Autor rozpoczyna od prezentacji koncepcji "trójkąta platońskiego", czyli trzech możliwych punktów wyjścia dla namysłu filozoficznego, którymi są: świat, człowiek i absolut. Następnie omawia każdy z tych punktów wyjścia przedstawiając charakterystyczne dla niego koncepcje filozoficzne. Na tak wypracowanym podłożu zagłębia się dopiero w dziedziny bardziej szczegółowe: logikę, antropologię, etykę oraz filozofię religii. Anzenbacherowi udało się zmieścić prawdziwy ogrom zagadnień w bardzo małej objętości, książka może więc stanowić pewne wyzwanie dla osób rozpoczynających dopiero przygodę z filozofią. Widać jednak przy tym, że autor dbał o przestępność formy, starając się wyjaśnić kolejne zagadnienia najprościej jak to możliwe, jednak bez uproszczeń w stosunku do ich treści. Trudność tej książki jest więc w zasadniczej części trudnością samej dziedziny. Dużym plusem tej pozycji jest także to, że dzięki ciągłemu odsyłaniu do "trójkąta platońskiego" jest ona naprawdę spójna, co nie jest łatwe przy omawianiu takiej różnorodności kierunków filozoficznych. Skłonność autora w stronę filozofii chrześcijańskiej jest widoczna, być może nawet trochę bardziej, niż by mogła, jest to pewien minus tej książki. Póki co, jest to jednak najlepsza pozycja tego typu, jaką dane mi było poznać.
Arczi - awatar Arczi
ocenił na84 lata temu
Traktat o zasadach ludzkiego poznania, w którym poddano badaniu główne przyczyny błędów i trudności w różnych dziedzinach wiedzy oraz podstawy sceptycyzmu, ateizmu i niewiary George Berkeley
Traktat o zasadach ludzkiego poznania, w którym poddano badaniu główne przyczyny błędów i trudności w różnych dziedzinach wiedzy oraz podstawy sceptycyzmu, ateizmu i niewiary
George Berkeley
Antyabstrakcjonim. Epistemiczny dualizm antysceptyczny. Berkeley spiera się tu między innymi z Locke’m. (Odnoszę wrażenie, że Hume oprócz Locke’a zainspirował się również Berkeleyem) Właściwie w traktacie przedstawia myśli zawarte w „Trzech dialogach”. Berkeley’owi chodzi o to, by z jednej strony nie być naiwnym realistą, ale z drugiej, sprzeciwia się traktowaniu intelektualnych abstrakcji jako rzeczy istniejących na równi z ideami, które mają ugruntowanie w postrzeganiu zmysłowym (tzn by nie popaść w jakiś subiektywny solipsyzm). Celem traktatu jest "uproszczenie" nauki (dość karkołomne) i uchronienie jej przed ateizacją i sceptycyzmem, w czym miało by pomóc wyrzucenie z niej abstrakcyjnych pojęć, z materią na czele - co czyni traktat bardziej apologetycznym, niż dociekającym prawdy. Krótko ujmując, istniejące umysły/duchy są w stanie „postrzegać” dwa rodzaje „idei”: a) mające źródło we wrażeniach zmysłowych (np. rzeczy istniejące, wywołujące wrażenia) b) niemające takiego źródła, a będące tylko konstruktami umysłu (np. „materia” czy „substancja cielesna”). Duch nie jest ideą, jest substancjalnie inny od idei i właściwie ducha nie da się poznać (postrzegać) – coś jak: widzimy oczami, ale nie da się zobaczyć widzenia oczu. Dużą część traktatu stanowią odpowiedzi na krytyki i nieporozumienia, które – co zdumiewające – powtarzane są do dziś! Berkeley podobnie jak w „Trzech dialogach” wyjaśnia, iż nie postuluje istnienia jakiegoś „Matrixa” i nie twierdzi, że rzeczy doświadczane zmysłami nie istnieją, ani tego, w myśl sentencji „istnieć to znaczy być postrzeganym”, że rzeczy te znikają, gdy zamykamy oczy. Sprzeciwia się traktowaniu abstrakcji (filozoficznych i naukowych konstruktów pomagających w wyjaśnianiu realnych zjawisk) jako rzeczy istniejących. Ujmując to bardziej współcześnie: walczył z rosnącą tendencją ludzi do przyjmowania naukizmu (bezmyślnej wiary w „światoobraz” tworzony przez środowiska naukowe). Próbując to zobrazować w skrócie jego własnym przykładem: Zakładanie istnienia rzeczy, których nie miałby kto postrzegać jest pozbawione sensu. O ile jesteśmy w stanie wyobrazić sobie pusty las, bez oglądającego go człowieka w środku – zapominamy, że jest ktoś, kto taki pusty las sobie wyobraża. I to ma też doprowadzić nas do myśli o Bogu, który jest gwarantem istnienia wszystkiego, bo inaczej po cóż miało by to wszystko istnieć, kiedy nikt nie mógłby tego postrzegać? I w ogóle jak mógłby pojawić się postrzegający podmiot, wśród przedmiotów niezdolnych do postrzegania? (argument przeciw „odwiecznej materii”). Nie mogę się zgodzić, jakoby przekonywająco udowodnił swoje racje, a nawet bywa niekonsekwentny, ale samym racjom warto się przyjrzeć i rozważyć, bo cel jest zbożny. Przyglądając się współczesnym tendencjom, Berkeley ma nam do przekazania coś wciąż aktualnego – wystarczy tylko nie ulegać zwulgaryzowanym groteskowym interpretacjom jego pism. Trudność mogą sprawiać takie sformułowania jak: „idee” oraz „istnieć w umyśle”. Ich znaczenie trzeba niejako samemu wyjąć z całości treści, i tak: idee są czymś w rodzaju qualiów (wrażeń które czujemy wewnętrznie dzięki zmysłom)[te drugie „idee” wytwarzane przez wyobraźnię są iluzją]; natomiast „istnieć w umyśle” to tyle, co być możliwym do postrzeżenia przez umysł (bo nie da się postrzegać czegoś, co nie wywołuje żadnych wrażeń/qualiów [duh!]). (Po lekturze poszperałem, i proponuje się „w umyśle” czytać jako „dla umysłu”, a „poza umysłem” jako „nie dla umysłu” – ponownie: w myśl zasady, że istnienie rzeczy „dla nikogo” jest bezsensem). Może Berkeley intuicją wyprzedziły swoje czasy? Tak czy siak jest trochę intelektualnej igraszki, zatem polecić mogę jedynie szczerze zainteresowanym – zwłaszcza antyoświeceniowym chrześcijanom. Możne nawet bardziej jako ciekawostka z historii filozofii. Przeciętnemu czytelnikowi na niewiele się zda. Z resztą sam Berkeley kierował swój traktat do żaczków, a nie do szaraczków. ----------------------- „Wydaje się nie mniejszą niedorzecznością przyjąć istnienie substancji bez przypadłości, niż przyjąć istnienie przypadłości bez substancji”. „Choć bym jednak nie wiem jak był gotów uznać ograniczoność mojego pojmowania, gdy chodzi o nieskończoną różnorodność duchów i idei, które mogą istnieć, to przecież nawet gdyby któryś z tych duchów utrzymywał, że posiada pojęcie istoty czy istnienia w oderwaniu od ducha i idei, od postrzegania i bycia postrzeganym, głosiłby jawną sprzeczność, bawiąc się słowami”. „Ci zaś, którzy twierdzą, że dusza człowieka jest jedynie nikłym płomykiem życia albo zasadą życia organizmów zwierzęcych, czynią ją zniszczalną i podlegającą rozpadowi tak samo jak ciało, gdyż nie ma niczego, co byłoby bardziej podatne na unicestwienie niż taki byt, który ze swej natury niezdolny jest przetrwać zniszczenia tego przybytku, który zamieszkuje. Ten właśnie pogląd upodobała sobie i skwapliwie zaadaptowała najgorsza część rodzaju ludzkiego, upatrując w nim najskuteczniejszego środka przeciwko wszelkim wpływom moralności i religii”.
Graven - awatar Graven
ocenił na72 lata temu
Struktura rewolucji naukowych Thomas Kuhn
Struktura rewolucji naukowych
Thomas Kuhn
Wciąż ważna i aktualna, szczególnie przyglądając się ciągłemu rozprzestrzenianiu fanatyzmu naukowego (scjentyzm). Wbrew krytykom, Thomas Kuhn nie jest relatywistą i nie jest jego zamiarem uderzanie w samą naukę, a tym bardziej w samą prawdę. Gardził osobami piszącymi prawdę wyłącznie w cudzysłowiu i stanowczo odcinał się od lewicowych intelektualistów pierniczących o "konstruktach społecznych", albo postulujących całkowitą dowolność w umownym wybieraniu paradygmatów. Kiedy pisze, że dwie sprzeczne ze sobą teorie mogą być w pewnym stopniu prawdziwe, nie jest to wyrazem relatywizmu, a trywialnym stwierdzeniem faktu ograniczonej perspektywy człowieka, który nie jest Stwórcą, wobec czego nie możne znać całej prawdy o rzeczywistości. Teoria czy model nie jest rzeczywistością samą, a tylko opisem jej niewielkiego wycinka. Koniecznie trzeba wspomnieć o genialnej książce naszego rodaka, Mikołaja Brykczyńskiego - "Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty", która czerpie ze Struktury Kuhna, ale idzie dużo dalej, a przy tym jest bardziej aktualna. Sięgnij po nią koniecznie - a jeśli musisz wybrać tylko jedną, to polecam sięgnąć po "Mit nauki". --------------------------------------- „Niestety koncepcje te wypaczyła rzesza sceptycznych intelektualistów, którzy widzieli w nich narzędzie podważenia samej idei prawdy. Kuhn nie żywił tego rodzaju zamysłu. Był zaiste miłośnikiem faktów i poszukiwaczem prawdy”. Ian Hacking „To prawda, że Struktura dała potężny impuls badaniom socjologicznym nad nauką. Niektóre z nich, akcentujące, że fakty to „konstrukcje społeczne”, i jawnie uczestniczące w negowaniu „prawdy”, budzą protest konserwatywnych naukowców. Kuhn pisał wprost, że nie cierpi tego rodzaju rozwinięć jego pracy”. Ian Hacking „Element dowolności nie oznacza jednak, że jakakolwiek grupa naukowa prowadzić może badania, nie przejmując pewnego zespołu przeświadczeń od swoich poprzedników”. „Większość uczonych poświęca się w swojej działalności zawodowej pracom porządkowym. One właśnie składają się na to, co nazywam nauką normalną. Jeśli poddać je dokładniejszej analizie, czy to w aspekcie historycznym, czy w ich współczesnej postaci, odnosi się wrażenie, że polegają one na próbie wtłoczenia przyrody do gotowych już i względnie sztywnych szufladek, których dostarcza paradygmat. Celem nauki normalnej nie jest bynajmniej szukanie nowych rodzajów zjawisk; raczej nie dostrzega ona tych, które nie mieszczą się w jej gotowych szufladkach. Również uczeni nie starają się zazwyczaj wynajdywać nowych teorii i są często nietolerancyjni wobec tych, które sformułowali inni. Badania w ramach nauki normalnej dążą do uszczegółowienia tych zjawisk i teorii, których dostarcza paradygmat”. „Na przykład maksima na obrazie dyfrakcyjnego rozproszenia elektronów, które później uznano za wskaźnik długości fali elektronu, były czymś niezrozumiałym, gdy je po raz pierwszy wykryto i opisano. Aby stały się miarą czegoś, należało powiązać je z teorią, która przewidywała falowe własności poruszających się cząstek. Ale nawet wtedy, gdy związek ten już uchwycono, trzeba było przebudować przyrząd tak, aby doświadczalne wyniki dawały się jednoznacznie przyporządkować teorii. Póki nie spełniono tych warunków, póty żaden problem nie mógł zostać rozwiązany”. „Przyjmijmy więc, że kryzysy są koniecznym warunkiem wstępnym pojawienia się nowych teorii, i zapytajmy, w jaki sposób uczeni reagują na nie. Część odpowiedzi – równie ważną jak oczywistą – można odnaleźć, wskazując ogólnie na to, czego uczeni nigdy nie robią, gdy mają do czynienia nawet z ostrymi i długotrwałymi anomaliami. Chociaż mogą tracić zaufanie do paradygmatu i poszukiwać alternatywnych wobec niego rozwiązań, nie odrzucają paradygmatu, który doprowadził do kryzysu. To znaczy nie traktują anomalii jako świadectw obalających teorię, jak by się tego domagała filozofia nauki. Uogólnienie to jest częściowo po prostu konstatacją historycznych faktów opartą na przykładach, jak te, które omówiliśmy poprzednio, i inne, o których jeszcze będzie mowa. Pokazują one – co jeszcze uwydatni dalsza analiza sposobu odrzucania paradygmatów – że teorię naukową, która uzyskała już status paradygmatu, uznaje się dopóty, dopóki nie pojawi się inna, zdolna pełnić tę funkcję. Historyczne badania rozwoju nauki w żadnym razie nie potwierdzają owego metodologicznego stereotypu falsyfikacji, jakoby miała ona polegać na bezpośrednim konfrontowaniu teorii z przyrodą. Uwaga ta nie głosi, że uczeni nie odrzucają teorii naukowych albo że obserwacja i eksperyment nie odgrywają w tym istotnej roli. Powiada natomiast – co okaże się sprawą zasadniczą – że akt oceny, który prowadzi uczonych do odrzucenia poprzednio akceptowanych teorii, oparty jest zawsze na czymś więcej niż tylko na konfrontacji teorii z doświadczeniem. Decyzja porzucenia jednego paradygmatu jest zawsze zarazem decyzją przyjęcia innego, a ocena prowadząca do niej wymaga porównania obu paradygmatów zarówno z przyrodą, jak i między sobą”.
Graven - awatar Graven
ocenił na83 lata temu
Bojaźń i drżenie; Choroba na śmierć Søren Kierkegaard
Bojaźń i drżenie; Choroba na śmierć
Søren Kierkegaard
Zacząłem czytać w tłumaczeniu Bienestocka z 1911 roku (odradzam),ale kontynuowałem w tłumaczeniu Iwaszkiewicza z 1966 roku (polecam). Bienestock tłumaczył z przekładu niemieckiego - to wydanie ma zupełnie zmienioną strukturę, pełne jest streszczeń, interpretacji; raczej zabytek historyczny dla tych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o recepcji Kierkegaarda w Polsce, a nie dla tych, którzy chcą poznać dzieło Kierkegaarda. Sięgnąłem po "Bojaźń i drżenie" po lekturze Mitu Syzyfa Camusa - Kierkegaard był tam krytykowany za swój "skok" wiary, który autor "Dżumy" ocenił jako "samobójstwo filozoficzne". Chciałem się dowiedzieć w zasadzie czym ten skok jest bezpośrednio u źródła i czyje pisanie bardziej mnie przekonuje. Bo sam chyba skłaniam się bardziej ku teizmowi niż ateizmowi, choć jak ze wszystkim dzisiaj - i tutaj jestem pewnie gdzieś na spektrum ;) Nie jestem specjalnie obyty w lekturach filozoficznych - ale w przypadku egzystencjalistów to nie przeszkadza, bo oni są bardzo "literaccy". Obydwaj - i Kierkegaard i Camus w odwołują się do fundamentalnych postaci z europejskiej mitologii antyczno-chrześcijańskiej; u Camusa mamy Hamleta, Don Juana i w końcu Syzyfa, który jest główną postacią jego eseju, a u Kierkegaarda jest to Abraham - ojciec wiary nie tylko chrześcijańskiej, też judaizmu i islamu. Mamy u Duńczyka też odwołania między innymi do Szekspira, Eurypidesa, Goethego, ale i wielu innych postaci literackich. Skupia się on na bohaterach tragicznych, próbując narysować różnicę między nimi a "rycerzami wiary", który mogą dokonywać podobnych czynów, ale z innych pobudek - pierwsi w ramach etyki, drudzy w ramach osobistego stosunku do absolutu, czyli ponad (lub poza) etyką. U Kierkeegarda odpowiedzią na trwogę w obliczu braku sensu jest wiara, u Camusa bunt. U Kierkegaarda Bóg jest absolutem, u Camusa Bóg jest nieobecny i człowiek musi żyć bez transcendencji, w pełniej świadomości absurdu. To są bardzo odrębne odpowiedzi na doświadczenie egzystencjalnej trwogi i poczucia absurdu istnienia. Bojaźń i drżenie to dziełko średnio trudne, ale - że tak powiem - przyjemne. Dużo odniesień, ironiczny, subkiektywny styl celujący we współczesnych sobie, aluzje do aktualnych mu pisarzy. Autor stosuje tutaj lirykę maski - wydaje tę książkę pod pseudonimem Johannes de Silentio, który próbuje pojąć czyn Abrahama. Taki zabieg pozwala się zdystansować do tematu i popłynąć w rozważaniach - co zresztą robi. I nie ma tutaj jednoznacznych odpowiedzi - jest raczej oglądanie paradoksu wiary, próby uchwycenia jej istoty, z bardzo subiektywnej perspektywy. Jak zauważa Iwaszkiewicz (w znakomitej przedmowie),Kierkegaard "bardzo często mówi o "wierze" jak gdyby w oderwaniu od tego, w co wierzy. Wiarę uważa za pewien stan, euforię (...). Ta wiara jako namiętność, nieuchronnie połączona z cierpieniem, zawrotem głowy, z szaleństwem absurdu, daleka jest od ukojenia mistyków. (...) Nie ma obcowania z absolutem (...). Bóg milczy."
melizmat - awatar melizmat
ocenił na71 miesiąc temu
Bycie i czas Martin Heidegger
Bycie i czas
Martin Heidegger
„Bycie i czas” (Sein und Zeit, 1927) to dzieło, w którym Martin Heidegger dokonuje radykalnego przewartościowania całej tradycji filozoficznej Zachodu. Jego główna teza brzmi: filozofia od czasów starożytnych pytała o byty, ale zapomniała o samym sensie bycia. Heidegger chce przywrócić to pytanie, które uważa za najbardziej fundamentalne i zarazem najbardziej zaniedbane. Aby to zrobić, nie zaczyna od abstrakcyjnej ontologii, lecz od analizy bytu, który sam pyta o bycie — Dasein, czyli „jestestwa”. Dasein nie jest „człowiekiem” w sensie biologicznym czy psychologicznym, lecz strukturą egzystencjalną: sposobem, w jaki istnienie staje się dla siebie problemem. Heidegger pokazuje, że Dasein istnieje zawsze jako bycie‑w‑świecie — nie jako obserwator naprzeciw rzeczy, lecz jako istota zanurzona w praktykach, relacjach, narzędziach, troskach i możliwościach. Świat nie jest zbiorem obiektów, lecz siecią znaczeń, w której człowiek jest od początku osadzony. Kluczowym odkryciem Heideggera jest to, że egzystencja ma strukturę czasową. Dasein nie jest „tu i teraz”, lecz jednością trzech wymiarów: przeszłości (rzucenie — fakt, że znajdujemy się w świecie, którego nie wybraliśmy),teraźniejszości (upadanie — pochłonięcie codziennością),przyszłości (projekt — otwieranie możliwości). To właśnie czasowość jest według Heideggera horyzontem wszelkiego rozumienia bycia. Nie można zrozumieć sensu istnienia, jeśli nie zrozumie się, że człowiek jest istotą projektującą siebie ku przyszłości, zakorzenioną w przeszłości i stale zagrożoną utratą siebie w codzienności. Najbardziej własną możliwością Dasein jest śmierć. W doświadczeniu bycia‑ku‑śmierci człowiek konfrontuje się z własną skończonością i niepowtarzalnością. Śmierć nie jest faktem biologicznym, lecz egzystencjalnym horyzontem, który nadaje powagę i autentyczność wszystkim innym możliwościom. Heidegger rozróżnia dwa podstawowe tryby istnienia: nieautentyczność — życie w trybie „Się”, w anonimowej przeciętności, w rozproszeniu i ucieczce od własnej skończoności, autentyczność — przejęcie własnych możliwości, odpowiedzialność za siebie, życie w świetle własnej śmierci. „Bycie i czas” nie jest więc książką o „człowieku” w sensie psychologicznym, lecz ontologią egzystencjalną: próbą zrozumienia, czym jest bycie, poprzez analizę sposobu, w jaki byt ludzki istnieje. To dzieło otworzyło drogę dla egzystencjalizmu, hermeneutyki, fenomenologii późnej, filozofii dialogu, a także dla wielu nurtów współczesnej humanistyki. Jego wpływ jest ogromny, a język i metoda — wymagające, ale niezwykle precyzyjne.
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na91 miesiąc temu

Cytaty z książki Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Medytacje kartezjańskie. Wprowadzenie do fenomenologii