rozwińzwiń

Zaginiony świat

Okładka książki Zaginiony świat autora Michael Crichton, 8371293100
Okładka książki Zaginiony świat
Michael Crichton Wydawnictwo: Świat Książki Cykl: Jurassic Park (tom 2) kryminał, sensacja, thriller
543 str. 9 godz. 3 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Jurassic Park (tom 2)
Tytuł oryginału:
The Lost World
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
543
Czas czytania
9 godz. 3 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7129-310-0
Tłumacz:
Andrzej Leszczyński
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zaginiony świat w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zaginiony świat



książek na półce przeczytane 559 napisanych opinii 312

Oceny książki Zaginiony świat

Średnia ocen
6,9 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zaginiony świat

avatar
43
43

Na półkach: ,

Ciekawy przypadek. W wielu aspektach ta książka jest lepsza od pierwowzoru, choć autor dalej nie jest mistrzem pióra potrafiącym oczarować językiem. Przede wszystkim ma lepiej skonstruowanych bohaterów, szczególnie od strony psychologicznej. Na plus silna postać kobieca która nie razi zbyt bardzo swoimi "męskimi" cechami. Odpuszczę krytykę powrotu Iana do którego nie pałam zbytnią sympatią. W tej części był mniej irytujący jako kaznodzieja. Cała warstwa z dinozaurami to dalej klasa, znów super opisy wyobrażające ich zwyczaje, kilka nowych gatunków. Jedynym przegięciem jest dla mnie kreacja Karnotaura, trochę z fantazją Crichton odleciał. Bardziej wyważone wyobrażenie raptorów na plus. W tomie pierwszym brakowało tylko żeby usiadły przy komputerze i zaczęły programować. Za dużo miały tej inteligencji. Co moim zdaniem położyło ten tom i w ostatecznym rozrachunku podobał mi się mniej od pierwszego? Tempo! Ależ ta książka była męczarnią przez pierwsze dwieście stron. Całkowicie nie rozumiem tego niepotrzebnego wstępu. Tej tajemnicy z badaną próbką kiedy wszyscy czytelnicy wiedzą co bohaterowie znajdą na wyspie. Czemu jakiś redaktor nie uciął tego Crichtonowi? Te dwieście stron powinno być skrócone do dwudziestu. Być wstępem jak historia pogryzionej dziewczynki w pierwszej książce. Nie skłamię twierdzeniem, że książka była współodpowiedzialna za mój zastój czytelniczy na początku tego roku. Jak wspomniałem jest przeraźliwie wręcz nudna i nieciekawa przez prawię pierwszą połowę. Dopiero łapie rytm i tempo w drugiej, ale potrafi masakrycznie wręcz wynudzić balansując na granicy DNFa. Jest to też niestety odgrzewany kotlet. Cały pomysł na fabułę i wydarzenia został wyeksploatowany w Parku Jurajskim. Tu mamy to samo, opowiedziane tylko trochę inaczej. Książka niestety tylko dla wiernych fanów autora, dawno wymarłej fauny lub samej marki. Lepsza druga połowa nie wybroniła dla mnie tej pozycji. 5/10

Ciekawy przypadek. W wielu aspektach ta książka jest lepsza od pierwowzoru, choć autor dalej nie jest mistrzem pióra potrafiącym oczarować językiem. Przede wszystkim ma lepiej skonstruowanych bohaterów, szczególnie od strony psychologicznej. Na plus silna postać kobieca która nie razi zbyt bardzo swoimi "męskimi" cechami. Odpuszczę krytykę powrotu Iana do którego nie pałam...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
136
133

Na półkach:

Druga część Parku Jurajskiego podobała mi się niemal tak samo jak jej poprzedniczka. Jednak "niemal" to w tym przypadku słowo klucz. W tej książce było o wiele dłuższe wprowadzenie, które zostało dodatkowo naszpikowane naukowymi wywodami. Same w sobie te wywody były ciekawe, ale sprawiały, że czyłam sie tak jakbym sprawdziała swoje notatki z uczelni a nie książkę.

Gdy wprowadzenie się zakończyło zmienił się ton historii. Otrzymaliśmy ciekawych i czasami irytujących bohaterów (mówię o tobie Levine),ciekawe teorie na temat dynamiki populacji dinozaurów oraz dreszczyk emocji.

Przyznam, że brak Alana Granta mi się nie przeszkadzał mimo że sie o to obawiałam. Sara Harding jest niesamowitą postacią, o wiele lepiej napisaną niż jej odpowiednik filmowy. Także Kelly i Abry byli na plus.

Polecam, ale może nie koniecznie fanom serii filmów Park Jurajski, bo Zaginiony Świat znacznie różni się od swojego pierwowzoru.

Druga część Parku Jurajskiego podobała mi się niemal tak samo jak jej poprzedniczka. Jednak "niemal" to w tym przypadku słowo klucz. W tej książce było o wiele dłuższe wprowadzenie, które zostało dodatkowo naszpikowane naukowymi wywodami. Same w sobie te wywody były ciekawe, ale sprawiały, że czyłam sie tak jakbym sprawdziała swoje notatki z uczelni a nie książkę.

Gdy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
142
35

Na półkach:

Kontynuacja na takim samym poziomie jak pierwsza część. Tym razem sceny akcji były zdecydowanie ciekawsze niż w 1 części. Podobał mi się również fakt przytoczenia większej ilości ciekawostek o dinozaurach niz w 1 tomie. Niestety postacie w tej części sa mdłe.

Kontynuacja na takim samym poziomie jak pierwsza część. Tym razem sceny akcji były zdecydowanie ciekawsze niż w 1 części. Podobał mi się również fakt przytoczenia większej ilości ciekawostek o dinozaurach niz w 1 tomie. Niestety postacie w tej części sa mdłe.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2592 użytkowników ma tytuł Zaginiony świat na półkach głównych
  • 1 654
  • 905
  • 33
793 użytkowników ma tytuł Zaginiony świat na półkach dodatkowych
  • 619
  • 77
  • 26
  • 24
  • 20
  • 16
  • 11

Tagi i tematy do książki Zaginiony świat

Inne książki autora

Michael Crichton
Michael Crichton
Amerykański pisarz, reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Autor takich głośnych i bestsellerowych powieści jak Andromeda znaczy śmierć, Człowiek terminal, Park Jurajski, System, Państwo strachu, Następny i wielu innych. Jego książki rozeszły się na całym świecie w ponad 200 milionach egzemplarzy, zostały przełożone na trzydzieści osiem języków i były podstawą scenariuszy piętnastu filmów fabularnych. Wyreżyserował takie filmy jak Świat Dzikiego Zachodu, Coma, Wielki napad na pociąg i Wzór piękności, a także stworzył serial Ostry dyżur. Jego powieści określane są jako technothrillery - gatunek literacki, który rozważa naturę technologii oraz pomyłek korzystających z niej ludzi. Popularność zyskały dzięki adaptacjom filmowym (np. Park Jurajski w reżyserii Stevena Spielberga). Z wykształcenia lekarz medycyny (absolwent Harvard University Medical School). Twórczość literacką rozpoczął jeszcze na studiach, aby opłacić rachunki, publikując pod pseudonimami. Jedna z pierwszych powieści Wyższa konieczność, w 1968 niespodziewanie zdobyła nagrodę Edgar Award. Napisana rok później '"Andromeda" znaczy śmierć' stała się bestsellerem i rozpoczęła karierę Crichtona. Trwała ona przez czterdzieści lat aż do jego śmierci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Obcy: Przebudzenie Ann Carol Crispin
Obcy: Przebudzenie
Ann Carol Crispin
Alien: Resurrection autorstwa A. C. Crispin to powieść rozwijająca historię znaną z filmu, oferująca dodatkowe szczegóły oraz wewnętrzne perspektywy, które nie zawsze są widoczne na ekranie. Choć ma swoje mocne strony, rozumiem, dlaczego książka cieszy się raczej niższą niż przeciętna opinią wśród czytelników. Jednym z najbardziej rozczarowujących aspektów był dla mnie zmarnowany potencjał dotyczący punktu widzenia obcych. Uniwersum Obcego jest pełne możliwości eksplorowania instynktów tych stworzeń, ich percepcji, a być może nawet głębszego rodzaju świadomości. Niestety, ten pomysł jest tutaj słabo rozwinięty. Zamiast zagłębić się w coś naprawdę unikalnego lub niepokojącego, fragmenty te sprawiają wrażenie powtarzalnych i dość powierzchownych, przez co tracą szansę na nadanie narracji prawdziwej głębi. To poczucie niewykorzystanej szansy towarzyszy czytelnikowi przez całą książkę. Choć historia podąża znaną strukturą i dostarcza tego, czego fani mogą oczekiwać pod względem akcji i klimatu, rzadko wychodzi poza te ramy. Ma się wrażenie, że mogła być czymś znacznie więcej- zwłaszcza przy tak intrygującym pomyśle wyjściowym. Ostatecznie Alien: Resurrection nie jest pozbawione zalet, ale pozostawia silne wrażenie niewykorzystanego potencjału. I to właśnie, bardziej niż cokolwiek innego, sprawia, że jest nieco rozczarowujące.
silver1724 - awatar silver1724
ocenił na77 dni temu
Obcy: Morze Boleści James Arthur Moore
Obcy: Morze Boleści
James Arthur Moore
"Obcy. Morze boleści" to ostatnia część serii o brutalnych Xenomrphach i ekspansji kosmosu korporacji Weyland-Yutani. Świadomie oznaczam tę pozycję jako ostatnią, choć została wydana jako tom drugi pod szyldem Kanonicznej Trylogii Obcych (czerwona seria),ale po kolei. Morze boleści to wydarzenia na planecie LV178, czyli to samo miejsce, które poznaliśmy z książki "Obcy. Wyjście z cienia", więc pewnie dlatego otrzymała pozycję drugiego tomu. Całą strukturę burzy tu jednak czas, bo wydarzenia z tej części rozgrywają się 356 lat później. Przez ten czas zdążyły popaść w zapomnienie losy bohaterów z książek "Obcy. Rzeka cierpień", "Obcy. Decydujące starcie", "Obcy 3", "Obcy. Zimna kuźnia" oraz "Obcy. Przebudzenie". W tym chronologicznie ułożonym szeregu powinniśmy przeczekać jeszcze sto lat, zanim Morze boleści wejdzie na scenę. Przewińmy ten czas. Jak już wcześniej wspomniałem, korporacja Weyland-Yutani wraca na planetę LV178 z kolejną misją złapania żywych lub martwych okazów obcych. Wiedza na temat tego gatunku jest już bardzo bogata, choć nadal dostępna tylko dla wyższego personelu firmy. Najemnicy zwabieni pokaźnymi nagrodami, obdarowani są minimalnym skrawkiem informacji, a tym bardziej wielkości czyhającego na nich zagrożenia. Do grupy poszukiwaczy zostaje "przekonany" niejaki Alan Decker - pracownik Izby Handlowej, mający specyficzne poczucie deja vu. Okazuje się, że jest z szóstego pokolenia Ellen Riplay (to jedyne nawiązanie) i stąd przebłyski oraz wyczuwanie dotąd niespotkanego zagrożenia. Decker trafia na LV178 wraz z oddziałem najemników, gdzie doświadcza nienawiści, która należy mu się przez wzgląd na minione czasy. "Obcy. Morze boleści" to niestety jedna ze słabszych pozycji z serii. Brakowało mi kluczowych postaci, a Alan Decker i jego szósta krew z krwi nie bardzo mnie przekonała w swojej roli. Klimat oczywiście został zachowany, bo tu się coś wykluwało, tu zabijało, wszystko niby działało bez zarzutu. Nawet został, po raz wtóry wyjaśniony cały proces rozwoju obcej rasy. Od królowej, poprzez jaja, moment "zapłodnienia" dawcy, po narodziny i gotowość do zabijania. To moje ósme spotkanie z serią, więc mogę być już bardziej wymagający. Zabrakło wielu elementów, jak chociażby wyraźnego antagonisty z ramienia Weyland-Yutani, bo ten przestawiony w książce, bardzo rzadko podkreślał swoją obecność. Większą presję można było odczuć poprzez pisemne komunikaty przesyłane do Zimnej Kuźni albo bezwzględne działania Asha - androida z Ósmego pasażera Nostromo. To ostatnia przeczytana przeze mnie książka, jaka wyszła z serii Obcy i wydawnictwa Vesper, ale mam nadzieję, że coś jeszcze się pojawi, a ja odpowiednio umieszczę tytuł na osi czasu.
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na62 miesiące temu
Obcy: Trzy Alan Dean Foster
Obcy: Trzy
Alan Dean Foster
Znów Foster i znów Obcy. Autor w drugiej części "Obcego" dopieścił fanów błyskotliwą akcją, napięciem, ale bardziej oczekiwaniem niż grozą przedstawianych sytuacji. Spodziewałam się równie mocnych wrażeń, czy raczej mocnego uderzenia, w dalszym ciągu opowieści, a kontynuacja jest dużo spokojniejsza mimo zachodzących zmian fizykalnych w ksenomorfach, ich umiejętności uczenia się i dostosowania do zmiennych warunków. Ten spokój towarzyszący fabule na początku przywodzi na myśl pierwszą część i tak jak na Nostromo poznajemy statek i jego ekipę, tak tutaj na Furii 361, nieprzyjaznej planecie, eksplorujemy kompleks niewielkiej kolonii karnej składającej się zaledwie z dwudziestu paru osadzonych. W "Decydującym starciu" nie było czasu na przyglądanie się poszczególnym bohaterom, a w "Obcy3" przeciwnie. Można to ując nawet tak, że gra toczy się między poszczególnymi bohaterami, gdzie nieoczekiwanym katalizatorem staje się ksenomorf. Eliminacja człowieka następuje metodycznie, jeden po drugim, mimo obmyślonego planu i dobrej realizacji kolejnych etapów, człowiek, a bardziej jego emocje, nie potrafią sprostać wyzwaniu. Na początku obserwujemy grę w kota i myszkę, by w nabierającej rozpędu pod koniec powieści (no może tak po przekroczeniu 2/3) zobaczyć tę iskrę. Tylko co z nią? Można powiedzieć, że "Obcy3" opiera się bardziej na psychologii zarówno poczynań ludzkich jak i ksenomorfów. Poznajemy lepiej osadzonych, ich przeszłość, motywy, dobre strony, które można wykorzystać w starciu z obcym. Zauważamy też zmiany w samym obcym, te jakie dokonują się w obrębie jego ciała, jak i w dążeniu do osiąganiu zamierzonego celu. Wszystkich łączy jedno - przetrwanie. Okazuje się, że teraz bardziej niż wcześniej każdy z osadzonych ma marzenie do zrealizowania, to pragnienie pcha ich do podjęcia największego ryzyka, choć wiadomo, że niewielu uda się przeżyć unicestwiając prześladowcę. Tylko czy jeśli uda się im wygrać tę batalię, to równie łatwo przekonają Firmę, żeby ocalałych sprowadzono na Ziemię? Czy ich determinacja może stać się kluczem do sukcesu? Co jest dla mnie na minus w książce Fostera? To znudzenie gonienia za potworem, a przecież w filmie te sceny trzymają widza przed ekranem, podobnie jak cała ta gonitwa w drugiej części Obcego. Zabrakło odczuwalnego zagrożenia, spiętrzenia sytuacji, gdzie potów to się pokazuje to przemyślnie chowa, a nie z rozmachem raz po raz roztrzaskuje mózgi kolejnych ofiar biegających po labiryncie korytarzy, jakby bez sensu. Te sceny ewidentnie nie zagrały w książce, są mało rozbudowane, już nie dostrzegamy poszczególnych bohaterów, a zlepek części ciała. Za to w filmie sceny z biegnącymi z pochodniami gromadzą największe emocje finału morderczych zmagań. Czujemy każde uderzenie ich serca, gdy chcąc przeżyć, starają się jak najlepiej wykonać powierzone im zadanie. On - obcy - jest sam, Oni - działają w zespole, bo tylko dzięki temu, mimo ofiar, zrealizują cel. Miałam prawdziwy dylemat, bo nie jest to aż tak słaba książka, żeby zapunktować zaledwie na 6 gwiazdek, ale bazując na wcześniejszym materiale powieściowym, jak i na równoległym obrazie filmowym mam poczucie, że wypada lekko słabiej niż pierwsza część ze względu na grozę i napięcie determinujące przecież tego typu gatunek. Do tego film z tą częścią uważam za lepszy ze względu na wywołane emocje nawet po którymś tam obejrzeniu niż książkę. I oby ostatnia cześć nie była gorsza.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na63 miesiące temu
Obcy: Azyl Steve Perry
Obcy: Azyl
Steve Perry
Muszę przyznać, że się zaskoczyłem. Po lekturze pierwszego, słabego tomu, spodziewałem się, że drugi utrzyma niski poziom. Myliłem się. Steve Perry wyraźnie się poprawił i tym razem udało mu się dowieźć emocjonującą książkę. Niestety, wciąż w spadku zostawił nam ten nieszczęsny wątek miłosny między Billie a Mitchem. Wątki miłosne w uniwersum Obcego są czytelnikom potrzebne jak trzecia ręka na plecach i nie wiem czemu autor się na coś takiego zdecydował. Widocznie chciał, aby trio głównych bohaterów było bardziej dynamiczne, ale wg mnie mógł z Mitcha zrobić drugiego Bishopa pod względem zachowania i fabularnie by się to bardziej kleiło niż miłość między androidem a ludzką kobietą. Jeśli autor miałby wprowadzić jakiś wątek miłosny (i chyba pod koniec książki robi do tego przymiarki) to miałby on sens między Billie a Wilksem. Wills to taka typowa "father figure" dla Billie, któremu w dodatku zawdzięcza życie. O wiele łatwiej uwierzyć w takie uczucie. Na szczęście sztuczny wątek miłosny jaki dostajemy oraz scena, w której naga Billie robi w balona strażników to jedyne niedociągnięcia tej pozycji. Warto wspomnieć, że w książce pod sam koniec pojawia się Ellen Ripley i to też stanowi swojego rodzaju atrakcję dla czytelników. Skoro Ripley nie widzimy obecnie już w filmach (książka powstała chyba między drugą a trzecią częścią filmu, więc dla autora filmowa Ripley musiała być wciąż żywa) to miło zobaczyć ją chociaż w książkach. Puryści nie mają się czym przejmować, bo książki stanowią rozszerzone uniwersum "Obcego", które i tak nie jest kanoniczne z filmami, więc i wilk syty, i owca cała. Mam nadzieję, że trzeci tom również pozostawi po sobie dobre wrażenie. Naprawdę książka sprawiła mi miłą niespodziankę.
Spiderdog86 - awatar Spiderdog86
ocenił na71 rok temu
Obcy: Decydujące starcie Alan Dean Foster
Obcy: Decydujące starcie
Alan Dean Foster
Powinnam chyba zacząć od małego wyznania: nie jestem obiektywną czytelniczką, jeśli chodzi o uniwersum Obcego. Od lat jestem wielką fanką filmów z tej serii i należę do tych osób, które po prostu nie pozwolą powiedzieć o niej nic złego. Z tego powodu sięganie po Aliens, powieściową adaptację filmu napisaną przez Alana Deana Fostera, było dla mnie mniej krytyczną analizą, a bardziej powrotem do świata, który już od dawna uwielbiam. Trzeba jednak przyznać, że adaptacja Fostera to coś więcej niż zwykłe przepisanie filmu na papier. Aliens bardzo dobrze oddaje intensywność, klaustrofobiczne napięcie i nieustanne tempo akcji, które sprawiły, że film stał się jednym z najważniejszych dzieł science fiction i kina akcji. Od samego początku historia ponownie wciąga czytelnika w ponury świat po wydarzeniach z Nostromo i śledzi losy Ellen Ripley, która niechętnie wraca, by zmierzyć się z koszmarem, który ledwo udało jej się wcześniej przeżyć. Jedną z największych zalet książki jest możliwość głębszego wglądu w bohaterów. Foster rozwija niektóre sceny i myśli postaci w sposób, na który film po prostu nie ma przestrzeni. Trauma Ripley, jej determinacja oraz stopniowo rodząca się opiekuńcza więź z Newt nabierają na kartach powieści dodatkowej emocjonalnej głębi. Również Colonial Marines zostali przedstawieni bardziej szczegółowo, dzięki czemu czytelnik ma lepsze poczucie ich osobowości, zanim sytuacja nieuchronnie wymyka się spod kontroli. Tempo powieści bardzo dobrze odzwierciedla narastające napięcie znane z filmu. Początkowy niepokój towarzyszący przybyciu na LV-426 stopniowo przeradza się w czysty horror walki o przetrwanie. Foster umiejętnie utrzymuje atmosferę grozy charakterystyczną dla uniwersum Obcego — nieustanne poczucie, że coś czai się tuż poza zasięgiem wzroku. Oczywiście dla czytelników, którzy znają film, fabuła nie przyniesie większych niespodzianek. Nie na tym jednak polega sens takiej powieściowej adaptacji. Książka oferuje raczej bogatszy i bardziej immersyjny sposób przeżywania tej samej historii. Drobne szczegóły, opisy oraz wewnętrzne monologi bohaterów dodają warstw, które uzupełniają filmową wersję, zamiast jedynie ją powtarzać. Naturalnie mój entuzjazm wobec całej franczyzy sprawia, że podchodzę do tej książki z sympatią, a nie z chłodnym dystansem. Bez wahania przyznam, że nie jestem najbardziej bezstronną krytyczką, gdy w grę wchodzi cokolwiek związanego z Obcym. Mimo to Aliens autorstwa Alana Deana Fostera pozostaje solidną i wciągającą powieścią science fiction, która dobrze oddaje ducha filmu, jednocześnie pogłębiając jego emocjonalny i fabularny wymiar. Dla fanów serii to pozycja, którą można polecić bez wahania. To jak powrót do dobrze znanego koszmaru , takiego, do którego, o dziwo, zawsze chętnie wracam.
silver1724 - awatar silver1724
ocenił na101 miesiąc temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Kontakt Carl Sagan
Kontakt
Carl Sagan
To moja druga lektura tej książki. Film jest oczywiście klasykiem mojego dzieciństwa i parę lat temu pierwszy raz przeczytałem powieść Sagana (bo w końcu kiedyś trzeba). Wtedy bardzo mi się podobała. Jako, że po 30 latach zdecydowano się na reedycję tej książki, to ciężko o lepszy powód do ponownej lektury. Ale czasem okazuje się, że może to nie być najłatwiejsze doświadczenie. Przeczytałem tych kilka słów, jakie skreśliłem 14 lat temu i raczej nie napisałem nieprawdy. Ale tym razem czytało mi się to opornie. Z kilkoma sprawami naprawdę ciężko mi się pogodzić. 1. Mocne skupienie się na konflikcie religia-nauka. Momentami czułem się jakby czytał jakieś dyskusje na internetach. A uważam je za absolutnie jałowe. Widać nic się od 1985 roku nie zmieniło. Historia finalnie próbuje oddać sprawiedliwość obu stronom tego sporu (jakby było warto zaprzątać sobie tym głowę),ale, cholera, chciałem przeczytać porywającą książkę, a nie drogę autora do wewnętrznej równowagi... 2. Wielokrotne umniejszanie ludzkości :D Wiem, że mamy wiele za uszami; wystarczy poczytać wiadomości z dowolnego dnia. Ale skąd u licha można wiedzieć, czy w ogóle da się porównać dwie cywilizacje wyrosłe z zupełnie innego gruntu? Znów finalnie Sagan stara się jakoś stonować te wszystkie "jesteśmy biednymi krewnymi, zwierzętami w zoo, robactwem, bakteriami" (zabawne, że to eskalowało wraz z lekturą),ale jakoś miałko i niezbyt przekonująco to wyszło... 3. ...bo kwestie techniczne, które miały nas odrobinę zrehabilitować są dość dyskusyjne, cienkie jak barszcz. Że niby obcy nie potrafili dostrzec tego, o czym sami nam mówią i jeszcze, co mamy zrobić żeby to odkryć? Wątek z liczbą Pi jest ciekawy, ale właściwie nie ma znaczenia. 4. W ogóle zresztą sam sygnał, to jak nam go podano na tacy i jak szybko poszło nam jego zdekodowanie, pachnie mocno startrekową naiwnością. Po prostu zwykła bajka. Sorry, no już w tamtych latach i wcześniej powstawały wizje kontaktu znacznie bardziej frapujące, a przede wszystkim nie tak... łatwe. Bo obcy tutaj właściwie nie są obcy. To swojaki z fajnymi zabawkami, rzeczywiście: bogaci sąsiedzi z miasta. Wątków osobistych nie czepiam się, mimo że wypadają dość telenowelowo. Ciekawe są opinie innych czytelników. Jednym książka podobała się, bo była naukowa i porywająca, a innych odrzucało to, że była zbyt naukowa i postacie były niezbyt sympatyczne. A do tego parę głosów o tym, że tej naukowości było za mało :D Biorąc pod uwagę moją własną zmianę stosunku do "Kontaktu", pozostaje to podsumować dość górnolotnie: na wszystko jest w życiu czas. Zapewne ktoś, kto nie styka się z SF za często, ale ma słabość do tego gatunku, może się w powieści Sagana zakochać. Ci, którzy swoje w życiu już przeczytali, mogą się czuć rozczarowani, bo jest to jednak dość cukierkowa wizja. Jedno jest pewne - nie jest to książka przygodowa, ale czuć że to już nie jest rzecz z awangardy gatunku. Na pewno warto znać, ale po lekturze odstawić na półkę "klasyka", gdzie kurzy się wiele wartościowych dzieł, do których nie bardzo ma się chęć wracać.
mrpriv - awatar mrpriv
ocenił na71 miesiąc temu
W dół do ziemi Robert Silverberg
W dół do ziemi
Robert Silverberg
„Ciekawa ale nie zostaje w głowie” Moje drugie podejście do Roberta Silverberga. Pierwsze było kompletnie nieudane i nie pozostawiło przyjemnych odczuć. Z pewną nieśmiałością zabrałem się za „W dół do ziemi” i zostałem pozytywnie zaskoczony. Książka jest ciekawa i wciąga. Nie ma w niej dłużyzn i dość wątpliwej jakości opisów seksu. Uniwersum planety skonstruowane dość interesująco i harmonizuje z akcją utworu. Jest tajemnica i jest napięcie. Zakończenie przewidywalne i dość trudne do usprawiedliwienia, jeśli chodzi o motywy bohatera, ale czytałem gorsze. Książka niesie dość tradycyjne, ale podane w odmienny sposób przesłanie. Warto się nad nim zastanowić. U mnie uruchomiło kilka procesów myślowych w kierunku pełnego poznania i definicji pojęcia „człowieczeństwo” i atrybutów z nim związanych. Chodziło głównie o religijne uniesienie zwane „duszą” i abstrakcyjne myślenie. Zapętliłem się wraz z autorem na koligacjach „abstrakcji” i rozwoju nauki. Czy jest nam to do szczęścia potrzebne? Czy inni też muszą podążać naszym śladem, jeśli nie jesteśmy jedyni w tym wszechświecie. Odpowiedzi na te i inne pytania po części udziela książka, definiując „szczęście innych” na swój sposób. Na pewno warto się zaznajomić z tym utworem. U mnie poza chwilą zadumy i przyjemności nie wzbudził większych emocji. Nie jest to książka, do której wrócę i pozostanie w moich kanonach powieści wielbionych. Inni może zadecydują inaczej. Spróbujcie jest naprawdę dość interesująco.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na715 dni temu
Przyczajona groza H.P. Lovecraft
Przyczajona groza
H.P. Lovecraft
Wygląda na to, że "Przyczajona groza" kończy moją przygodę ze zbiorami opowiadań Lovecrafta od Vesper. Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Jak przeglądałem pozostałe 4 pozycje z serii, to wszystkie zawarte w nich dzieła już się powtarzają. "Przyczajona groza" była nieco innym zbiorem niż reszta. Słodko-gorzko mi się go czytało. Wygląda to tak, jakby zebrane tu 6 opowiadań skupiało w sobie wszystkie problemy, jakie od czasu do czasu przewijają się w twórczości Lovecrafta - niejednokrotnie zdarzało się, że opowiadania pod koniec wytracały impet, rozmywały się gdzieś w środku lub oparte na rasistowskich przekonaniach przesłanie wybijało się na pierwszy plan niczym jedno z opisywanych monstrów (to mój główny problem chociażby ze "Zgrozą z Red Hook"). Mimo to jednak nie mogę powiedzieć, że zbiór jest zły. Oprócz perełek, jak "Przypadek Charlesa Dextera Warda" czy "Coś na progu", pełno tu gęstego klimatu, wymyślnych, abstrakcyjnych potworności i charakterystycznej, wyszlifowanej, analitycznej i inteligenckiej narracji - czyli tego, co u Lovecrafta najlepsze. Po prostu pewne problemy obecne w ogóle jego twórczości tu zaznaczone są wyjątkowo mocno, na tyle, że tym razem nie umiałem przymknąć na to oczu. Z przeczytanych przeze mnie zbiorów ("Zew Cthulhu", "Sny w domu czarownicy", "Koty Ultharu", "W górach szaleństwa" i "Przyczajona groza" właśnie) ten zdecydowanie wypada najsłabiej. Co nie znaczy, że nie ma w nim nic dobrego. Standardowo, oceny poszczególnych opowiadań: "Przyczajona groza" - 5/10 "Opuszczony dom" - 7/10 "Przypadek Charlesa Dextera Warda" - 7/10 "Zgroza w Red Hook" - 6/10 "Coś na progu" - 8/10 "Nawiedziciel mroku" - 6/10 To też kolejny zbiór nawiedzony przez jakąś klątwę ostatniego opowiadania. Nie wiem, o co chodzi. W "Snach w domu czarownicy" w ostatnie opowiadanie zalały literówki, tutaj - dziwaczne, bolące w oczy dzielenie wyrazów (np. "na-jpewniej"). Tak jakby w korekcie po składzie ktoś nie zdążył akurat jego przejrzeć.
Krzysztof Michalski - awatar Krzysztof Michalski
ocenił na614 dni temu
Bill, bohater galaktyki Harry Harrison
Bill, bohater galaktyki
Harry Harrison
“Przy okazji przyjrzał się otwartej czaszce swego kolegi. Pokrywa, trzymająca się na małym metalowym zawiasku, zaczynała się tuż nad linią uszu. Wewnątrz, zamiast kości, mózgu i różnych innych rzeczy, znajdowała się miniaturowa sterownia wyposażona w małe krzesełko, mikroskopijne urządzenia, ekrany i szafkę z napojami chłodzącymi.” “A może zostaliśmy rozbici na atomy i wprogramowani do wielkiego komputera, który myśli sobie, że gdzieś jesteśmy, i wtedy tam jesteśmy?” “Jego twarz, o jednym tylko, nabiegłym krwią oku, wykonana była z plastyku, cztery brakujące kończyny zastępowała plątanina błyszczących tłoków, drutów i elektronicznych podzespołów,a dystynkcje artylerzysty przyspawane miał do metalowej kraty pełniącej funkcję barku.” Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, niezależnie od tego czy rozgrywa się na ziemi, czy gdzieś w przyszłości na innych planetach. Oczywiście żyjemy w czasach, gdzie trudno doszukiwać się kosmicznych podbojów czy heroicznych czynów w walce z galaktycznymi zagrożeniami, ale na szczęście mamy “Billa. Bohatera galaktyki”, który z radością opowie nam o swojej karierze żołnierza w kosmicznej flocie, rzucając trochę światła na wzniosłe legendy. Z tego co się orientuję autor prezentowanego dzieła, Harry Harrison jest poczytnym autorem, którego opowieści cieszą się u nas sporym zainteresowaniem, jednak ja - niedzielny fan sci-fi, spotykam się z nim pierwszy raz. A jak się zaraz przekonacie, było to bardzo udane doświadczenie. “Bill. Bohater galaktyki” to historia młodego byczka z galaktycznych prowinicji, który w niezbyt lotny, pasujący do jego inteligencji poziom, zostaje zwerbowany do galaktycznej armii, by ramię w ramię z innymi druhami walczyć o pokój we wszechświecie, sławę i inne bajery obiecywane przez potężne wojsko. Lecz jak to w życiu bywa, wszystko jest piękne na papierze i na propagandowych filmach. Zabójcze szkolenie i późniejsza służba dalekie są od idylli, a na dodatek ciężko się dostosować do surowego i żołnierskiego życia. Prezentowana powieść to świetna satyra na wojnę, międzygalaktyczny “Paragraf 22” a także opowieść, gdzie mury propagandy zderzają się z delikatnymi głowami naiwnych, gasząc zapał nawet wśród największych zwolenników. Bill, który jest raczej dobrym i prostym chłopakiem, stara się dostosować do nowej rzeczywistości jako trybik w armi, jednak przez wrodzony pech i jeszcze gorsze sploty wydarzeń, co chwilę pakuje się w komiczne, a czasem tragiczne przygody. Nie byłem w wojsku, raczej się nie wybieram (o ile nic nie wybuchnie) jednak wydaje mi się, że Harrison dobrze obnaża mechanizmy stojące za wojskową tresurą, punktując bezmyślne rozkazy i totalne odczłowieczanie jednostki. System nigdy się nie myli, dobry żołnierz ma być posłużny a wszystkie wartości z dawnego życia mają byc zastąpione przez podporządkowanie. W imię praw, które równie dobrze mogą być martwe. Nie chcę zdradzić więcej niż powinienem, ale myślę, że świat się nie zawali, gdy dodam, że rozbawiło mnie straszenie rasą rzekomo ogromnych jaszczurek, które okazały się kilku calowe, a także przyszywanie ręki, gdzie delikwent dostał drugą prawą zamiast lewej. Harry to autor o przekonującym i lekkim piórze, dlatego uważam, że będziecie równie zadowoleni z lektury. Polecam.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na73 miesiące temu

Cytaty z książki Zaginiony świat

Więcej
Michael Crichton Jurassic Park: Zaginiony świat Zobacz więcej
Michael Crichton Jurassic Park: Zaginiony świat Zobacz więcej
Michael Crichton Jurassic Park: Zaginiony świat Zobacz więcej
Więcej