rozwińzwiń

W pogoni za cieniem

Okładka książki W pogoni za cieniem autora Robert Kurson, 8373917721
Okładka książki W pogoni za cieniem
Robert Kurson Wydawnictwo: Świat Książki reportaż
399 str. 6 godz. 39 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Shadow divers
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
399
Czas czytania
6 godz. 39 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7391772-1
Tłumacz:
Jakub Urbański
Średnia ocen

8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W pogoni za cieniem w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

W pogoni za cieniem



książek na półce przeczytane 2005 napisanych opinii 16

Oceny książki W pogoni za cieniem

Średnia ocen
8,4 / 10
84 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce W pogoni za cieniem

avatar
1166
1122

Na półkach:

Całkiem niezła książka, która zachęca, by sięgnąć po kolejne tomy.

Całkiem niezła książka, która zachęca, by sięgnąć po kolejne tomy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
96
15

Na półkach:

Książka ta wpadło w moje ręce przez przypadek ... i porwała mnie od samego początku. To zupełnie nie moja bajka, gdyż nie interesuję się ani nurkowaniem, ani tematyką u-bootów , a pomimo tego nie mogłem się od tej książki oderwać. Napisana bardzo rzetelnie i z polotem, polecam każdemu kto chciałby spróbować czegoś innego

Książka ta wpadło w moje ręce przez przypadek ... i porwała mnie od samego początku. To zupełnie nie moja bajka, gdyż nie interesuję się ani nurkowaniem, ani tematyką u-bootów , a pomimo tego nie mogłem się od tej książki oderwać. Napisana bardzo rzetelnie i z polotem, polecam każdemu kto chciałby spróbować czegoś innego

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
6
1

Na półkach: ,

Książka, od której odrywa się z niechęcią, czekając w niecierpliwości na kolejną chwilę z nią spędzoną. Ma co najmniej trzy aspekty. Pierwszy to aspekt historyczny. Wspaniale opisany przebieg wydarzeń związany z odnalezieniem i identyfikacją tajemniczego obiektu spoczywającego na dnie oceanu. Wydarzenia te przeplatają się z opisem głównych bohaterów z czasów ich dzieciństwa, co pozwala na lepsze wyobrażenie drogi, jaką pokonali, by moć stać się tym kim są "obecnie". Zaliczyć tu można również fakt chwalebnego "poprawienia historii", gdyby nie ich determinacja, nikt nie dowiedziałby się o prawdzie. Drugi to aspekt techniczny. Książka jest zbiorem potężnej wiedzy na temat wszystkich praw, jakimi rządzi się, a dokładniej rządziło nurkowanie w latach 90. Można od podstaw poznać, z czym musieli zmagać się nurkowie głębinowi, jak pokonywali przeszkody, które dziś są już znacznie łatwiej omijane dzięki ewolucji sprzętu i technologii. Trzeci to aspekt ludzki. Pokazuje, że warto jest być "człowiekiem" a nie chodzącą kupą mięśni. Daje do myślenia, że z każego zakątka ludzkiej, tej gorszej natury można wyjść, jeśli się tylko chce, a prawdziwym szczęściarzem jest się wtedy, jeśli ma się dodatkowe wsparcie przyjaciół. Eksponuje dobrą przemianę człowieka i to, co może dać od siebie innym, gdy sam ze sobą pozostaje w harmonii. Daje wskazówki i uświadamia, że w każdej chwili można zmienić swoje życie.
Jedyną wadą książki, jest to, że za szybko się ją kończy ;) Szczerze polecam lekturę, każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Książka, od której odrywa się z niechęcią, czekając w niecierpliwości na kolejną chwilę z nią spędzoną. Ma co najmniej trzy aspekty. Pierwszy to aspekt historyczny. Wspaniale opisany przebieg wydarzeń związany z odnalezieniem i identyfikacją tajemniczego obiektu spoczywającego na dnie oceanu. Wydarzenia te przeplatają się z opisem głównych bohaterów z czasów ich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

249 użytkowników ma tytuł W pogoni za cieniem na półkach głównych
  • 146
  • 102
  • 1
54 użytkowników ma tytuł W pogoni za cieniem na półkach dodatkowych
  • 34
  • 9
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki W pogoni za cieniem

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dotknięcie pustki Joe Simpson
Dotknięcie pustki
Joe Simpson
„Dotknięcie pustki” – książka, która weryfikuje pewność siebie Po tę książkę sięgnąłem po obejrzeniu filmu, w czasie gdy sam intensywnie się wspinałem. I choć wielu mogłoby się spodziewać, że taka historia działa odstraszająco, na mnie podziałała wręcz odwrotnie — była ogromną dawką motywacji. Czytając, nie oceniałem bohaterów i nie szukałem winnych. Miałem w sobie przekonanie, że na ich miejscu znalazłbym lepsze rozwiązanie, że zachowałbym się inaczej, może nawet „lepiej”. Góry jednak szybko weryfikują takie myślenie. Innym razem, już w realnej sytuacji, gdzieś w szczelinie, zrozumiałem coś bardzo prostego: człowiek może być pewny siebie tylko na tyle, na ile już się sprawdził. Nic więcej. To nie jest książka wybitna literacko — w końcu to reportaż. Ale jej siła nie tkwi w stylu, tylko w autentyczności. W prawdzie. W pokazaniu, czym naprawdę są wysokie góry — nie romantyczną wizją, lecz przestrzenią decyzji podejmowanych pod presją, gdzie każda ma swoje konsekwencje. Uważam, że to lektura obowiązkowa dla adeptów wspinaczki wysokogórskiej. Nie po to, żeby odstraszać, ale żeby pokazać, jaka przygoda — w pełnym znaczeniu tego słowa — może ich czekać. Może to zabrzmi paradoksalnie, ale wiem z własnego doświadczenia, że takie historie nie odbierają motywacji. One ją porządkują. Nie jestem pewien, czy to książka dla tych, którzy w góry nie chodzą. Być może tak — ale dla tych, którzy naprawdę się wspinają, ma zupełnie inny ciężar.
AUTOR Lipkowski - awatar AUTOR Lipkowski
ocenił na81 miesiąc temu
Zaginiony Conrad Anker
Zaginiony
Conrad Anker David Roberts
George Mallory to człowiek legenda, wręcz mityczny bohater wspinaczki wysokogórskiej. W 1924 roku brał udział w brytyjskiej wyprawie na Everest. Patrząc na możliwości sprzętowe i techniczne tamtych czasów, zastanawiam się na co porywali się ci ludzie. Panowie dżentelmeni w tweedowych marynarkach, wełnianych swetrach i getrach, czekanach, które bardziej przypominały laski niż sprzęt spinaczkowy, wchodzą na górę, którą trudno zdobyć nawet dzisiaj przy tak zaawansowanej technice, gdzie każdy najmniejszy szczegół wyposażenia jest drobiazgowo dopracowany. Czy oni mieli w ogóle rację bytu w strefie śmierci, na wysokości powyżej ośmiu tysięcy metrów? Podobno w wyprawie z 1924 roku brali udział brytyjscy wspinacze najlepsi z najlepszych, a wisienką na torcie miał być właśnie Mallory. Mallory był tak dobry, że ta wyprawa musiała się powieść. Dzisiaj dyskutuje się jeszcze czy George Mallory i Andrew Irvine zginęli w drodze na szczyt, czy w drodze powrotnej po zdobyciu Everestu. Ekspedycja poszukiwawcza, która znalazła ciało Mallorego w 1999 roku miała pomóc w odpowiedzi na to pytanie. Książka „Zaginiony” w wciągający sposób przybliża pasję i jednocześnie obsesję Everestu Mallorego. Pokazuje trochę realia wspinaczkowe tamtych czasów. Dużo miejsca zajmuje w niej opis działań górskich pozostałych członków zespołu poszukiwawczego z 1999 roku. Realizowano też program zdobycia szczytu Everestu domniemaną drogą Mallorego i Irvine’a bez dodatkowych ułatwień. Czytając ją ma się też czasami wrażenie, że autorzy zbyt mocno skupiają uwagę na sobie. Generalnie książka jest bardzo ciekawa i bardzo dobrze się ją czyta.
PanKracy - awatar PanKracy
ocenił na95 lat temu
Okrutny szlak Gay Salisbury
Okrutny szlak
Gay Salisbury Laney Salisbury
Ziemia na grobach ofiar ostatniej epidemii jeszcze nie zdążyła się dobrze uleżeć, gdy w 1925 roku kolejna zaraza, tym razem błonica, nawiedziła miasto Nome na Alasce. Pierwsze zachorowania zaczęły pojawiać się wkrótce po odpłynięciu ostatniego statku, zapadła decyzja o dostarczeniuSerum. Liczący 1085 km odcinek trasy obliczony na niemal dwa tygodnie miały przebyć psie zaprzęgi. 20 maszerów ze 150 psami zaprzęgowymi podjęło się próby przewiezienia serum. To właśnie styczniowa sztafeta uskuteczniona przy pizgającym wietrze i okrutnym mrozie (odczuwalna wynosiła -65),przeszła do historii i zapisała się w popkulturze. Przez wiele lat na piedestale był Balto, kilka lat temu do masowej świadomości dostał się Togo. Wydany w 2005 roku nakładem wydawnictwa @swiatksiazki “Okrutny szlak” to opowieść o tamtej zimie osadzona w kontekście, którego latami brakowało, np. historią miasteczka Nome, specyfiki jego położenia i funkcjonowania. Książka nie stroni od naturalizmu, więc rzetelne ostrzeżenie dla wrażliwych - są śmierci dzieci, zbijanie maleńkich trumienek, ludzka bezradność w obliczu epidemii, oraz opis przebiegu błonicy. Są też śmierci piesków, bo sama sztafeta o ludzkie życie nie obyła się bez ofiar w psach. Całość trzyma w napięciu niczym thriller. Niestety, autorzy wychwalają głównie osiągnięcia poganiaczy - poniekąd słusznie, bo ta praca wymagała wiedzy, sprawności, poświęcenia i odrobiny szaleństwa. Ale mocno marginalizuje mi to rolę psów. A gdyby nie one, nie tylko sama sztafeta z surowicą by się nie powiodła - łączność między Alaskimi miasteczkami, czy miejscami wydobycia złota byłaby niemożliwa, albo przynajmniej mocno utrudniona. Salisbury zwracają też uwagę na jeden ze smutnych, acz charakterystycznych dla tamtych czasów aspektów - stosunkowo najmniej wiemy o tubylczych poganiaczach, którzy pokonali przecież niemal 2/3 (!) tej trasy. Niestety, niewielu reporterów i producentów filmowych chciało słuchać ich opowieści, a przecież rdzenni mieszkańcy Alaski mówili tym samym językiem co Seppala czy Kaasen, więc jedyną barierą komunikacyjną był stosunek do nich. Wielu uczestników sztafety o życie odeszło, zanim zreflektowano się, by wysłuchać również ich historii.
Delvardian - awatar Delvardian
ocenił na92 lata temu
Zielone piekło Raymond Maufrais
Zielone piekło
Raymond Maufrais
OCENA - 6/10 DOBRA Mam mieszane uczucia po zapoznaniu się z lekturą „ZIELONEGO PIEKŁA” i zastanawiam się dlaczego tak wysoko jest oceniana ta pozycja na LC. Książka jest zdecydowanie nierówna przez to mniej fascynująca. Zwłaszcza pierwsza część (licząca ponad 200 stron),w której autor w formie reportażu poświęca wyprawie do Mato Grosso. Te relacja nie była ciekawa z małym wyjątkiem kiedy autor przebywał w wiosce Indian Karaja. Ten fragment szczególnie przykuł moją uwagę i był bardzo interesujący. Pozostała cześć to opisy przygotowań i planowanie do wyprawy, potrzebny ekwipunek, z kim autor się z nią wybiera oraz spostrzeżenia z obserwacji dzikiej przyrody, fauny i flory. Maufrais Raymond był francuskim podróżnikiem, odkrywcą który żył krótko lecz intensywnie, jego największą pasją oraz marzeniami były podróże w odległe dzikie pełne niebezpieczeństw miejsca. Marząc o wielkich przygodach szczególnie w odkrywaniu nieznanych terenów w lipcu 1946 roku pojechał do Brazylii wziąć udział w ekspedycji do serca Mato Grosso, o której po części wspomniałem już wyżej. Planami autora było przemierzenie dzikiej niedostępnej amazońskiej puszczy oraz wyruszenie śladami Indian Xavente, zwanych też „Zabójcami z Mato Grosso”. Wyprawa ta nie przyniosła jednak rozgłosu oraz wielkiego sukcesu właśnie za sprawą Indian, którzy stanęli podróżnikom na drodze, ostrzeliwując ich z łuków, zmuszając ostatecznie do odwrotu i rezygnacji z planów eksploracji tych terenów. Aby przenieść się do Mato Grosso oraz poczuć prawdziwy zew przygody polecam inną książkę o wiele bardziej interesującą z większymi walorami poznawczymi, a mianowicie opowieść Tony Halika „ Z KAMERĄ I STRZELBĄ PRZEZ MATO GROSSO”. Natomiast druga część relacji „ZIELONEGO PIEKŁA” napisana w formię dziennika z podróży nabrała wreszcie rozpędu i była bardzo ciekawa, z pazurem a dotyczyła ona obszaru Gujany Francuskiej, gdzie Maufrais przedzierając się samotnie przez dżunglę chciał dotrzeć do gór Tumuc - Humac i wydrzeć ich tajemnicę. Autor wierzył w swoją gwiazdę i szczęście i był przekonany że mu się powiedzie, stało się inaczej, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i nigdy nie wyjaśniono co się z nim naprawdę stało. Mimo mojej niższej oceny, polecam zapoznać się z tą relacją, bo czytać zawsze warto. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na61 rok temu
Powiedz, że się boisz Robert Mason
Powiedz, że się boisz
Robert Mason
Ocena książki: 9/10 Ocena tłumaczenia: 2/10 Recenzja dotyczy polskiego wydania w tłumaczeniu Janusza Ruszkowskiego (Vesper, 2018) Książka wybitna, tłumaczenie tragiczne Robert Mason napisał jedną z najlepszych książek o wojnie w Wietnamie - brutalną, szczerą i technicznie precyzyjną opowieść pilota śmigłowca UH-1 Huey, który przeleciał ponad 1000 misji bojowych. Chickenhawk to od 1983 roku pozycja kultowa, sprzedana w ponad pół miliona egzemplarzy, uznawana w środowisku lotniczym za "śmigłowcową biblię" i lekturę obowiązkową dla aspirujących pilotów. Niestety, polskie wydanie nie oddaje nawet połowy jej wartości. Od mniej więcej 50. strony, czując co się święci, kupiłem ebooka w oryginale i czytałem obie wersje równolegle. 1. Problem zaczyna się od tytułu "Chickenhawk" to w amerykańskim slangu wojskowym pogardliwe określenie polityków popierających wojnę, którzy sami w niej nie walczyli (dosłownie: "jastrzębie zachowujące się jak tchórze"). Mason używa tego tytułu ironicznie - sam jako pilot był "jastrzębiem", ale czuł się jak "chickenhawk" w absurdalnym systemie wojny wietnamskiej. Polski tytuł "Powiedz, że się boisz" redukuje tę wielowarstwowość do prostego stwierdzenia o strachu, całkowicie gubiąc gorzką ironię i kontekst polityczny oryginału. 2. Terminologia lotnicza - katastrofa Jako pilot zawodowy muszę powiedzieć wprost: tłumaczenie terminologii lotniczej to kompletna porażka. Mason pisze książkę o lataniu - techniczna precyzja jest tu absolutnie kluczowa. Tymczasem dostajemy: - "helikopter" zamiast "śmigłowiec" (w slangu wojskowym jeszcze by doszło "śmigło") - "pedały" zamiast "orczyk" (rudder pedals) - "szybkościomierz" (?) - "prędkość translacyjna" (?) - "wskaźnik prędkości pionowej" zamiast "wariometr" - "dolny pułap chmur" zamiast "podstawa chmur" - "górny pułap chmur" zamiast "wierzchołki chmur" - "poduszka powietrzna wytwarzana przez podmuch odbity od ziemi" zamiast po prostu "efekt przyziemny" To nie są drobne niedokładności - to fundamentalne błędy, które odbierają tekstowi wiarygodność. Mason buduje autentyczność właśnie przez skrupulatną dokładność techniczną. Gdy ta precyzja znika, zostaje tylko ogólnikowy opis "latania helikopterem". 3. Konwersja jednostek - sztuczność Wszystkie jednostki lotnicze (stopy, węzły) zostały przeliczone na metry i kilometry. Efekt? Czytamy o "wysokości 365 metrów" zamiast "1000 stóp". Pilot - zwłaszcza amerykański w latach 60. - myśli w stopach i węzłach. To tak, jakby w książce o NASCAR przeliczać mile na kilometry. Nic to nie wnosi, a bardzo wiele zabiera z autentyzmu. 4. "Ugrzeczniony" język żołnierski Mason pisze językiem młodych żołnierzy w warunkach ekstremalnej presji. Przekleństwa lecą na prawo i lewo, humor jest czarny, język brutalny. Polskie wydanie oferuje "uprzejmą" wersję tego wszystkiego, co dramatycznie odbiera tekstowi autentyczności. To pamiętnik 22-letniego pilota latającego pod ostrzałem, a nie protokół dyplomatyczny. 5. Błędy merytoryczne Są też przypadki oczywistych błędów, które sugerują, że tłumacz nie zawsze miał pojęcie co robi - pomylenie rodzajów amunicji i środków samoobrony ("tracers" i "flares" w jednym worku jako "smugacze") błędne interpretacje terminów technicznych itp. Ale mój absolutny faworyt i wisienka na torcie to przetłumaczenie określenia "blow job" w kontekście seksualnym jako... "dmuchanie". 6. Pominięte fragmenty Co szczególnie bolesne w literaturze wspomnieniowej - tłumaczenie zawiera liczne pominięcia fragmentów oryginału. Nie wiem, czy z powodu trudności w przekładzie, czy świadomej decyzji, ale efekt jest katastrofalny. 7. Brak przypisów - stracona szansa Książka to kopalnia wiedzy o wojnie w Wietnamie, taktyce śmigłowcowej i realiach lat 60. Ani jeden przypis. Żadnych wyjaśnień skrótów (np. LBJ, ARVN),kontekstu historycznego, czy dodatkowych informacji. Moje podsumowanie Chickenhawk to arcydzieło - jedno z najlepszych świadectw wojny wietnamskiej, pełne "zdumiewająco intensywnych opisów latania" (jak pisała prasa). Polskie wydanie to cień oryginału. Jeśli znasz angielski - czytaj po angielsku. Jeśli nie - przygotuj się na frustrację, bo będziesz czuł, że coś ci ucieka. Szkoda. Ta książka zasługiwała na znacznie więcej. Dla kogo: Miłośników literatury wojennej z dużą tolerancją na niedoskonałości tłumaczenia. Dla pilotów i osób związanych z lotnictwem - ostrzegam: będzie boleć. PS: Książka jest praktycznie niedostępna (papierowe egzemplarze po 200 zł na rynku wtórnym, brak ebooka),co tylko potęguje frustrację. Ta pozycja powinna być łatwo dostępna w dobrym tłumaczeniu.
Jan - awatar Jan
ocenił na94 miesiące temu
Apollo 13. Utracony Księżyc James (Jim) Arthur Lovell, Jr
Apollo 13. Utracony Księżyc
James (Jim) Arthur Lovell Jr Jeffrey Kluger
Przypomniałem sobie tę książkę po ponad dwudziestu latach i po obejrzeniu filmu. Książka jest lepsza niż film, chociaż reżyser starał się, jak mógł (niestety, przedobrzył, jeśli chodzi o emocje w niektórych scenach, co delikatnie oprotestowali nawet sami astronauci). Nie jest to jednak filmowa katastrofa. To solidne kino, ale najpierw lepiej sobie poczytać, a potem obejrzeć, bo również warto. "Apollo 13" to świetna książka, o bardzo wysokim tempie akcji. Trudno uwierzyć, jak bardzo sytuacja astronautów była skomplikowana, jak niebezpieczna i że w latach 70-tych, przy ówczesnej technologii można było wysłać ludzi w tak daleką podróż, tak precyzyjnie zaplanowaną oraz że można było ściągnąć żywą załogę w statku, który był tak potwornie uszkodzony. Doszło do awarii i uszkodzeń, które w teorii nie miały prawa się wydarzyć. Ale życie realizuje każde scenariusze, również niemożliwe. Obecnie można wirtualnie zapoznać się z działaniem komputera AGC, który był używany w misjach Apollo. Dokładniej oprogramowaniem tego, który był użyty w Apollo 11. Polecam stronę http://www.ibiblio.org/apollo/ Pokolenie naszych dziadków i rodziców miało okazję śledzić program Apollo, a nam i naszym dzieciom może dopisze szczęście zobaczyć jak rozwija się program Artemis. Oby bez takich "przygód", jakie były udziałem Lovella, Swigerta i Haise'a.
Virgo13 - awatar Virgo13
ocenił na72 lata temu
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I Tadeusz Perkitny
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I
Tadeusz Perkitny
Prawie sto lat temu dwóch młodych absolwentów poznańskiego uniwersytetu wyruszyło w podróż dookoła świata. Bez lotów, rezerwacji w hotelach, GPS-ów, translatorów i kart kredytowych. Na koszty życia i przemieszczania się musieli zarobić. Dzięki temu poznali i widzieli więcej i mieli czas to przemyśleć. Nocowali nierzadko „pod chmurką” czy w międzypokładzie czwartej klasy. Ale za to stykali się z prawdziwym życiem tych na dole drabiny społecznej, którzy okazali im wiele pomocy i sympatii. Kierunek nietypowy – od północy, poprzez zachód i południowy zachód. Z mnóstwem spotkań z rodakami, z których najciekawsze miały miejsce w … Brazylii. Lasy i morze, step (pampa) i góry, zima w Skandynawii i upał w Dakarze. Wszystkiego po trochu. I dużo przygód, odwagi i wytrzymałości oraz odporności na przeciwieństwa losu. Styl opowieści jest niezbyt literacki, ale za to bardziej gawędziarski. Humor ironiczny, nawet tam, gdzie pewne figury występują w nadmiarze. Ciekawostką jest słownictwo, częściowo archaiczne, np. słowo „kumoter”, dziś kompletnie nigdzie nie stosowane. Za to wszystko przebija fabuła – pełna przygód i zmienności „okoliczności przyrody” i ludzkiego losu. Do tego niszczy stereotypy. Bohaterowie (autor i jego przyjaciel) są z Wielkopolski, ale podróż nie posiada ani planu (brak organizacji) ani celów ekonomiczno-zarobkowych. Wręcz przeciwnie – młodzi ludzie wykazują się fantazją, romantyzmem i niesamowitą pomysłowością oraz humorem. Nic ich nie zniechęca ani nie deprymuje. Żadna praca im nie straszna, by zrealizować swoje marzenie. Na nikogo nie patrzą z góry, nawet, jeśli stosują słowa, których dziś nie wypada używać („Murzyn”),a które 100 lat temu nie miały żadnego negatywnego zabarwienia. Do tego fascynujące opisy trzech krajów północnej Europy, ówczesnej afrykańskiej kolonii jednego z nich oraz trzech państw Ameryki Południowej. Bardzo ciekawe są porównania emigrantów z Polski i półwyspu iberyjskiego oraz opisy naszych rodaków w Brazylii i Argentynie. Jednym słowem geograficzno-przygodowa gratka retro o prawdziwych podróżnikach, pełnych zapału, o szerokim spojrzeniu i horyzontach. Przeczytane w ramach czerwcowego wyzwania – książka z motywem podróży.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki W pogoni za cieniem

Więcej
Robert Kurson W pogoni za cieniem Zobacz więcej
Robert Kurson W pogoni za cieniem Zobacz więcej
Robert Kurson W pogoni za cieniem Zobacz więcej
Więcej