Historia rozpoczyna się w niewielkiej mieścinie Chepsenyt, gdzie poznajemy młodą, milczącą z wyboru, dziewczynę – Mathembe Fileli oraz jej rodzinę. Grupy religijne Spowiedników i Proklamatorów żyją sobie harmonii i zadowoleniu dzięki biotechnologicznym cudom przyszłości, gdy pewnego dnia przybywają żołnierze Imperatora. Po odkryciu dwójki rewolucjonistów szukających azylu w Chepsenyt, osada zostaje spopielona ogniem helikopterów, jej mieszkańcy zredukowani do roli uchodźców i zmuszeni do ucieczki przez świat pogrążony w politycznym sporze między nacjonalistami, a imperialistami. Przemoc wojny domowej odciska swoje piętno na wszystkich ludziach, niezależnie od ich politycznych afiliacji czy zaangażowania w konflikt. Ten brutalny świat wystawi na próbę przekonania i determinację Mathembe, nakreśli granice jej osobistej odpowiedzialności oraz pozwoli wykształcić indywidualne zrozumienie politycznych zawiłości, które przyczyniają się do powstawania podziałów, uprzedzeń i braku wzajemnego zrozumienia.
Jest to bardzo niezwykła książka, bardzo ciężka do polubienia. Mimo, że wydarzenia śledzimy z perspektywy poszczególnych postaci, to ich losy nie mają charakteru powieści. Nie mamy klasycznej konstrukcji fabularnej, w której bohater zmierza w wyraźnym kierunku zamiarem wypełnienia jakiegoś zadania lub osiągnięcia celu. Postacie po prostu żyją w świecie przyszłości, świecie biotechnologii, niepokojów społecznych, przyjmują na swoje barki ciężary losu i starają się utrzymać na powierzchni oceanu chaosu. Nie mają narracyjnego celu, do którego zmierzają, tak jak prawdziwe życie jest po prostu zlepkiem kolejnych dni i nocy spędzonych na jego doświadczeniu. Owszem, Mathembe ma wyższe cele, jednak są one wpisane w ciągłość jej egzystencji, a nie stanowią jądra, wokół którego wydarzenia są skoncentrowane fabularnie. Bardzo często są one odległe, zbliżające się mimochodem, gdy dziewczyna próbuje sobie poradzić na uchodźctwie, poznać zasady funkcjonowania świata, który do tej pory był przed nią ukryty.
Brzemię odpowiedzialności i poczucie winy, które ciąży na dziewczynie i determinuje jej wybory i ścieżkę życia jest istotnym punktem narracji. Mathembe próbuje ocalić młodszego brata przed wpływami bandy chuliganów-terrorystów, wesprzeć matkę w swojej dumie i dzielić jej umiejętności formowania plazmy, odnaleźć aresztowanego ojca, ocalić dziadka przed zapomnieniem. Owe silne poczucie odpowiedzialności całkowicie kontroluje poczynania bohaterki, posyłając ją przez odmęty nieszczęść, bólu i rozczarowań. Zawsze żyjąca dla innych Mathembe nie potrafi odpuścić, przełożyć własnego dobra kosztem innych. Jej wewnętrzna misja ratowania bliskich wielokrotnie napotyka na swojej drodze brutalną weryfikację, gdy okazuje się, że niekiedy ów ratunek jest już niepotrzebny, odbierając tym samym sens wszelkich poświęceń poczynionych przez dziewczynę. Bardzo ciężko jest zrzucić te kajdany odpowiedzialności i zacząć żyć na własny rachunek. Między innymi o tym jest ta historia. O wytrwałości ducha w obliczu zagłady społecznego porządku, poświęceniu, wątpliwościach i problemie samorealizacji.
McDonald wspaniale pokazuje konflikt pomiędzy złożonością świata idei a ludzką tendencją do upraszczających pojęć i dychotomicznej klasyfikacji (str. 74). Pokazuje wielką politykę, przed którą nie sposób uciec, nie sposób zachować wobec niej neutralności, ponieważ prędzej czy później ona wzywa cię, siłą zmusza cię do działania, do podjęcia decyzji celem ochrony siebie lub bliskich. Gdy już wkręci cię w ten mechanizm identyfikacji stron, gdy ulegasz pokusie ortodoksji, pomalutku zaczynasz zatracać umiejętność racjonalizacji swoich poglądów. Przestajesz wiedzieć, czego pragniesz dla siebie i rozumujesz tylko w odniesieniu do tego, czego chcesz przeciwko komuś innemu. Autor świetnie przedstawia mechanizm, w jaki powstają uprzedzenia religijne, rasowe, etniczne (str. 260 oraz zakończenie). To błyskawiczne zmiany w kształcie świata tworzą podziały, które siłą inercji trwają i kiełkują w umysłach kolejnych pokoleń, stulecia a nawet tysiąclecia po wydarzeniach, które ten podział wytworzyły. By naprawić ten stan rzeczy, młodzi muszą zadać sobie istotne pytanie – czego chcemy od świata, który zastaliśmy? Wspaniałym podsumowaniem będzie poniższy cytat:
„Droga pojednania była drogą odwagi. Odwagi, by nie przyjmować świata takim, jakim go zastajesz. Odwagi, by porzucić uprzedzenia i przyznać, że nie miały zbyt wiele wspólnego ze świętością. Odwagi, by się zmienić. Odwagi, by zmienić innych”.
Polaryzacja społeczna to bardzo istotny temat w obecnym świecie i McDonald w bardzo kompleksowy, uniwersalny sposób komentuje te zjawisko, wyciąga na światło dzienne jego ułomności, fatalne skutki oraz jedyny sposób, aby położyć temu kres – nie pozwalać sobie na szufladkowanie ludzi ze względu na ich poglądy ukształtowane przez zawiłości historyczne. W powieści jest jedna taka postać - poeta, który jest jednocześnie Proklamatorem oraz nacjonalistą. Powszechnie uważa się, że każdy Proklamator to imperialista, a każdy Spowiednik to nacjonalista. Łatwo można sobie wyobrazić, jak postrzegany jest przez wszystkich tych, którzy z łatwością dokonują tego mentalnego podziału na kategorie.
Świat przedstawiony, poza jego polityczną otoczką, jest niebywale oryginalny i stanowi kwintesencję dobrego science fiction. Bioinżynieria genetyczna zarysowana jest miejscami niemal niczym jakaś magiczna umiejętność, ale wystarczy cień pobieżnego zrozumienia abyśmy uświadomili sobie, że to wszystko jest tak naprawdę odmianą zaawansowanej technologii i bioformatyki, kształtowania materii za pomocą odpowiednio skonstruowanych poleceń. Cały ten przyszłościowy high-tech znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w warstwie społecznej oraz religijnej. Dla przykładu mogą podać wydarzenie z początku książki: głowa dziadka Mathembe wraz ze śmiercią zostaje odcięta od ciała, a następnie przeniesiona do Gaju Przodków, gdzie świadomość jest przetransferowana do neuronowej matrycy korzeni pokrywającej większość (całość?) planety. Jest to forma transcendencji i odpowiedź na tradycyjnego Boga Proklamatorów – metafizyczny raj na Ziemi. Wszyscy korzystają z dobrodziejstw biotechnologii (które przyszły wraz z Zieloną Falą),choć najbardziej ortodoksyjne odłamy Proklamatorów wyraźnie sprzeciwiają się tworzeniu nowego życia z syntetycznej materii organicznej (plazmy) przez Spowiedników. Wiele rzeczy w tej książce wywołuje uczucie „sense of wonder” – wydaje się nam fantastyczne, magiczne, lecz za wszystkim kryje się odpowiednio zaawansowana technologia, która staje się zarzewiem konfliktu religijnego. Doświadczymy też wzmianki o koloniach pozaziemskich oraz wielkich Świętych Statkach z innych układów planetarnych, przybywających tutaj przez Ur-przestrzeń (która to nawet odegra pewną rolę w przebiegu fabuły).
Chcę dodatkowo podkreślić, że książka w piękny sposób opowiada o zachowywaniu wartości w obliczeniu okrucieństw wojny. Jak już wspomniałem, to nie jest tradycyjna powieść – łatwo popaść tutaj w obojętność na krzywdę, gdy nie mamy charakterystycznego łuku fabularnego, punktu, do którego postacie zmierzają. Skoro Mathembe zaledwie doświadcza świata polityki, jest trybikiem w jej śmiertelnych kołach, dlaczego mamy jej kibicować, skoro sama niczego dla siebie nie chce, a jej rzeczywistość nie ma z naszą żadnych punktów wspólnych? Jako czytelnicy wcielamy się w rolę socjologa podejmującego się analizy społeczno-politycznej tego uniwersum. Postrzegamy pełnowymiarowe społeczeństwo, które dopuszcza się aktów okrucieństwa oraz niewielkiej grupki ludzi starającej się znaleźć antidotum na ludzką skłonność do krzywdzenia innych, do uprzedzeń i nieumiejętności okazywania empatii. W tym zakresie tematycznie jest to książka bardzo zbliżona do „Lewej Ręki Ciemności” Ursuli K. Le Guin.
Na koniec dodam coś prywatnie od siebie – książka dzieli się na 6 rozdziałów/części. Osobiście uważam, że o ile nie wszystkie śledzi się z równym zainteresowaniem („Rozdział 4 – Rzeka” wydawał mi się wyjątkowo nudny),to dwa ostatnie rozdziały są mocną klamrą spinającą całą powieść. „Część 5 – Obozy” opisuje dwie poruszające do łez historie kłamstwa i bezsilności, natomiast „Część 6 – Ziemia Graniczna” stanowi doskonałe podsumowanie istoty warstwy ideowej powieści oraz dostarcza budujących rozwiązań wobec wojowniczej natury ludzkiej i kulminację wątku wewnętrznych poszukiwań Mathembe. Warto wracać do ostatnich 20 stron tej powieści regularnie, jest tam wiele ludzkich spraw wartych rozważenia.
Nie czytajcie tego jak powieść fantastyczną. Nie znajdziecie tu grama rozrywki. Czekają was za to hektolitry bólu i walki z samotnością, niezrozumieniem i przemocą. Czytajcie ją jak opowieść o nas, o ludzkości i o tym, dlaczego żywimy wobec siebie nienawiść. A następnie krzewcie w sobie dobre wartości tu opisane i zmieniajcie świat, krok po kroku…
„Jedno życie po życiu zakończymy to milenium ignorancji i nienawiści, po jednej duszy na raz przyniesiemy pokój tej udręczonej ziemi.”
Polecam bardzo wytrwałym i oczytanym w gatunku science fiction pod kątem filozofii życia oraz idei różnic światopoglądowych. Największa wartość tej opowieści tkwi w warstwie symbolicznej i społecznej, a więc zdecydowaną większość czytelników fantastyki po prostu zanudzi. Świetny, wybitnie oryginalny bio-cyberpunk z przesłaniem i analizą demonów ludzkiej natury. Czytać bardzo wolno, ze zrozumieniem i otwartościa na niedookreślone cuda wyobraźni Iana McDonalda.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Złota obręcz