Złota obręcz

Okładka książki Złota obręcz autora Julian May, 8370019919
Okładka książki Złota obręcz
Julian May Wydawnictwo: ALFA Cykl: Saga o plioceńskim wygnaniu (tom 2) Seria: Biblioteka Fantastyki fantasy, science fiction
555 str. 9 godz. 15 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Saga o plioceńskim wygnaniu (tom 2)
Seria:
Biblioteka Fantastyki
Tytuł oryginału:
The Golden Torc
Data wydania:
1996-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
555
Czas czytania
9 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
8370019919
Tłumacz:
Juliusz W. Garztecki
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Złota obręcz w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Złota obręcz

Średnia ocen
6,5 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Złota obręcz

Poznaj innych czytelników

30 użytkowników ma tytuł Złota obręcz na półkach głównych
  • 16
  • 14
17 użytkowników ma tytuł Złota obręcz na półkach dodatkowych
  • 10
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szachowisko Henry Kuttner
Szachowisko
Henry Kuttner
Ameryka prowadzi wojnę z Falangistami, to wojna długotrwała, którą większość ludzi traktuje jak coś oczywistego. Strony konfliktu naprzemiennie ponoszą porażki i zwycięstwa. Przez wojnę prawie odeszły w zapomnienie Niewypały, niezidentyfikowane struktury, które pojawiły się na Ziemi już dawno temu. Nie stanowią zagrożenia, opierają się wszelkim badaniom. Przełomem w wojnie może być tajemnicze równanie matematyczne, a kluczem do zwycięstwa jego rozwiązanie. Jednak samo równanie wymyka się logice, każdy kto podejmie się jego rozwiązania, albo popada w obłęd, albo zyskuje moce, nad którymi nie potrafi zapanować, albo są zbyt niebezpieczne, żeby mógł żyć. Nie jest to jedyne zagrożenie, nie tylko dla jednej ze stron konfliktu, ale i dla całej ludzkości – największym jest Ridgeley oficer, który... skrywa wiele tajemnic. Trzech mężczyzn ma zadanie rozwikłać zagadkę równania: Cameron – Cywilny Dyrektor Departamentu Psychometrii, jego sekretarz DuBrose i Pell. Szybko na „polu walki” pozostaje jedynie DyBrose, a ostatecznym ratunkiem może być Eli Wood – specjalista od bajkowych szachów... Kuttner kreuje skomplikowany, a przede wszystkim, zadziwiający pomysł i buduje wokół niego świetną fabułę. Mało tego, robi to w bardzo przekonujący i – wydaje się – całkowicie logiczny sposób. Mamy tutaj wszystko co w klasycznym SF: podróże w czasie, obce cywilizacje, konflikt zbrojny, zaawansowaną technikę i zdobycze naukowe, i kilka niezobowiązujących pytań o naturę człowieka, jego przyszłość.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na72 lata temu
Eryk Promiennooki Henry Rider Haggard
Eryk Promiennooki
Henry Rider Haggard
+ Naprawdę fajna książka. Da się poczuć ten styl islandzkiej sagi, gdzie historia jest prosta, los nieubłagany, a całość opiera się na waśniach rodowych, bohaterskich czynach i czasem odrobinie magii. Być może nie każdemu przypadnie do gustu taki styl, jednak docenią książkę ci, którzy zetknęli się w sagami w przeszłości. Autor dał radę utrzymać ich klimat. Nie jest to oczywiście opowieść pozbawiona wad. Tytułowy Eryk podejmuje niejednokrotnie naprawdę głupie decyzje, a obecny przez całość książki wątek miłosny niekiedy męczy. Da się jednak wyczuć to, co najważniejsze w tego typu historii, czyli bohatera, którego przeznaczenie pędzi do wypełnienia. Który choć jest człowiekiem mężnym, walecznym i cnotliwym, to ciągnie za sobą klęski, niedolę i fatum, przed którym nie sposób uciec. Prócz tego gwarne halle, sztormy i śnieżyce, rajdy i drakkary, braterstwo w boju i niecne intrygi, a zatem wszystko, czego można pragnąć od nordyckich historii. A tak na marginesie, to miłośnicy zdrowego rozsądku pokochają Skallagrima, który niekiedy wydaje się być jedynym trzeźwo myślącym człowiekiem, choć jest berserkiem-pijakiem :D - Na koniec jeszcze jedna uwaga. Nie zaważy to na ocenie książki, bo jednak ta dotyczy samej opowieści. Jednak co mnie odrzuca w tym nowym wydaniu Vespera, to obrzydliwie wręcz widoczne użycie AI przy ilustracjach. Nie wiem, czy to wydawnictwo posługiwało się tym sposobem wcześniej. Być może tak. Jednak nawet jeśli, to nigdy nie było to aż tak perfidnie widoczne, jak w tym wydaniu. Nie wiem, co robiły osoby za to odpowiedzialne, skoro nikomu nie wydał się dziwny fakt, że na jednym z obrazków dłoń Swanhildy jest odwrócona nie w tę stronę, a z kolei na innym Jarl Alti trzyma w jednej (lewej) dłoni zarówno miecz, jak i tarczę. Naprawdę ogromny zarzut w stronę wydawnictwa i po prostu przykry widok...
Lintu - awatar Lintu
ocenił na73 miesiące temu
Demon ciemności Tanith Lee
Demon ciemności
Tanith Lee
"Demon Ciemności" jest zbiorem opowiadań, połączonych ze sobą postacią tytułowego Demona Ciemności: Księcia Demonów, Pana Udręki – Ażrarna. Czytając, miałam wrażenie, że zanurzam się w świecie mrocznych baśni, opisujących niegodziwość, próżność i nienawiść, lecz także oddanie, spryt i hart ducha. Odczucia te potęguje język – poetycki, pełen niezwykłych porównań, piękny i wzniosły. Jednocześnie narrator nie zalewa nas nadmiarem opisów, a jedynie snuje gawędę, w której każde słowo ma znaczenie. Książka pierwszy raz została wydana w 1978 roku i podczas lektury czuć różnicę czterdziestu lat podejścia do fantastyki. Nawiedzało mnie przy niej skojarzenie z uniwersum Conana, ale wyraża się ono głównie w wizji świata i magii. Niemniej, mocno do mnie przemawia! W kolejnych opowiadaniach odwiedzamy Podziemie, srebrzysto-cienistą krainę demonów, wraz z ich stolicą Druhim Wanaszta, w której wznosi się kipiący przepychem pałac księcia. Jesteśmy tu świadkami polowań na dusze śmiertelników, pracy Drinu (demonicznych kowali, nieco przypominających karły z mitologii nordyckiej),a także dworskiego życia urodziwych demonów kasty Wazdru i Eszwa. Większość akcji toczy się właśnie tutaj, w stolicy demonów, oraz na ziemi, w królestwach ludzi. Ażrarn lubi zaglądać do świata śmiertelnych, by plątać ich nici losu, dostarczając im powodów do zgryzot i cierpienia. Mimo że na kartach zbioru książę jawi nam się jako postać bez skrupułów, skłonna do okrucieństwa i podłości, jest to również prawdziwie demoniczny władca, o królewskim geście. Jest nawet zdolny do miłości, choć to miłość na wskroś nieludzka. Szczególnie pod sam koniec lektury ciężko nie poczuć nici sympatii do Władcy Ciemności... By nie zdradzać zbyt wiele, zaznaczę jedynie, że wszystkie uczynki Pana Udręki idealnie oddają jego przewrotną naturę.
amenarhi - awatar amenarhi
ocenił na96 lat temu
Uczeń czarnoksiężnika Fletcher Pratt
Uczeń czarnoksiężnika
Fletcher Pratt L. Sprague de Camp
Ostatnio pozwoliłem sobie na troszkę eksperymentów czytelniczych i tym razem potrzebowałem jakiegoś pewniaka. Sięgnąłem zatem po moje niezawodne i wciąż niewyczerpane źródło czyli spis kanonu fantastyki wg Sapka. Okazało się, o dziwo,, że dość wysoko na liście znajduje się pozycja, której nie czytałem, a którą mam w swojej biblioteczce. Mowa tu o “Uczniu Czarnoksiężnika” autorstwa L. Sprague de Campa i Fletchera Pratta. Książka ta to konkretny staroć. Składa się ona z dwóch opowiadań, pierwotnie wydanych w roku 1940! Obie historie opisują przygody ludzi z naszego świata, którzy przenoszą się do światów równoległych. Światy te będą czytelnikowi znane, w pierwszym opowiadaniu jest to świat mitów skandynawskich a w drugim świat legend dawnych mieszkańców wysp brytyjskich. Podobieństwa tych obcych krain do wierzeń dawnych ludów naszej Ziemi, w opowiadaniu tłumaczone jest tym, że czasami osoby, odpowiednio uwarunkowane psychologicznie potrafią ‘zajrzeć’ do innego wymiaru, a to co tam zobaczą, staje się inspiracją do stworzenia legendy. Jeżeli wydaje Ci się, że motyw równoległych wymiarów, które przenikają czasem do naszej rzeczywistości, jest oklepany i na pewno już go gdzieś spotkałeś, to pamiętaj, że “Uczeń Czarnoksiężnika” to najprawdopodobniej jedno z pierwszych miejsc gdzie się pojawił. To co jest naprawdę ciekawe to sposób w jaki bohaterowie przemieszczają się pomiędzy wymiarami. Powiem szczerze, że na początku miałem trochę problem z pojęciem o co chodzi, ale w końcu udało mi się to załapać :) Aby przenieść się do innego wymiaru, należy uwierzyć w jego istnienie, problem polega na tym jak do tego dojść. Bohaterowie pomagają sobie logiką matematyczną. Wypisują teorie, przeczące naszej logice, ale które pokrywają się z logiką wymiaru do którego chcą dotrzeć. A skąd wiedzą jak wygląda tamtejsza logika? Z baśni i legend, oczywiście :) A gdy już uda im się rozpisać teorie logiczne na tyle szeroko, że ich mózg zaczyna pojmować ogół działania obcego świata, przenoszą się. Na pierwszy rzut oka, może wydawać się to lekko głupkowate i naiwne, ale jak się nad tym zastanowić to w sumie trochę naciągany ale jednak bardzo interesujący motyw. Gdy postać znajduje się w innym wymiarze, przedmioty z Ziemi, które posiada przy sobie, na przykład zapałki, nie działają ponieważ przeczą lokalnej logice xD Za to rzeczy które zadziałać nie powinny… Głównym bohaterem jest Harold Shea, psycholog. To on właśnie wynajduje sposób na przemieszczanie się między światami. W pierwszym opowiadaniu planuje udać się do świata mitów irlandzkich, jednak przez błąd w “obliczeniach” zamiast tego trafia do wymiaru wierzeń skandynawskich. Tam spotyka takie postaci jak Loki, Heimdall czy Thor. Dla mnie jednym z przyjemniejszych aspektów tej książki było rozpoznawanie kolejno pojawiających się postaci i przyglądanie się jak wyglądać będą interakcje bohatera z nimi. Zresztą Shea też rozpoznaje niektórych z nich. Kłopoty pojawiają się gdy bohater uświadamia sobie, że powrót do domu nie jest wcale taki prosty. Fabuła nie jest specjalnie odkrywcza, ale to nie szkodzi, tak jak z postaciami, czytelnik zaznajomiony z legendami mitów skandynawskich, czy poematami Edmunda Spensera, będzie miał sporo frajdy, rozpoznając kolejne wydarzenia w których biorą udział bohaterowie (w drugim opowiadaniu do Harolda Shea dołącza inny kolega profesor). Nie będę oczywiście zdradzał szczegółów… Pomimo lat, książkę czyta się bardzo przyjemnie, chociaż fakt, ostatnio czytam sporo staroci, więc mogę być troszkę odchylony od normy :) “Ucznia czarnoksiężnika” polecam każdemu fanowi fantasy. Jest to na pewno “coś innego” a przy okazji można zaliczyć powrót do początków nurtu, a to zawsze przyjemna podróż. Przyznaję siedem Ogromnych Trollowych Nochali na dziesięć!
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na73 lata temu
Serca, dłonie, głosy Ian McDonald
Serca, dłonie, głosy
Ian McDonald
Historia rozpoczyna się w niewielkiej mieścinie Chepsenyt, gdzie poznajemy młodą, milczącą z wyboru, dziewczynę – Mathembe Fileli oraz jej rodzinę. Grupy religijne Spowiedników i Proklamatorów żyją sobie harmonii i zadowoleniu dzięki biotechnologicznym cudom przyszłości, gdy pewnego dnia przybywają żołnierze Imperatora. Po odkryciu dwójki rewolucjonistów szukających azylu w Chepsenyt, osada zostaje spopielona ogniem helikopterów, jej mieszkańcy zredukowani do roli uchodźców i zmuszeni do ucieczki przez świat pogrążony w politycznym sporze między nacjonalistami, a imperialistami. Przemoc wojny domowej odciska swoje piętno na wszystkich ludziach, niezależnie od ich politycznych afiliacji czy zaangażowania w konflikt. Ten brutalny świat wystawi na próbę przekonania i determinację Mathembe, nakreśli granice jej osobistej odpowiedzialności oraz pozwoli wykształcić indywidualne zrozumienie politycznych zawiłości, które przyczyniają się do powstawania podziałów, uprzedzeń i braku wzajemnego zrozumienia. Jest to bardzo niezwykła książka, bardzo ciężka do polubienia. Mimo, że wydarzenia śledzimy z perspektywy poszczególnych postaci, to ich losy nie mają charakteru powieści. Nie mamy klasycznej konstrukcji fabularnej, w której bohater zmierza w wyraźnym kierunku zamiarem wypełnienia jakiegoś zadania lub osiągnięcia celu. Postacie po prostu żyją w świecie przyszłości, świecie biotechnologii, niepokojów społecznych, przyjmują na swoje barki ciężary losu i starają się utrzymać na powierzchni oceanu chaosu. Nie mają narracyjnego celu, do którego zmierzają, tak jak prawdziwe życie jest po prostu zlepkiem kolejnych dni i nocy spędzonych na jego doświadczeniu. Owszem, Mathembe ma wyższe cele, jednak są one wpisane w ciągłość jej egzystencji, a nie stanowią jądra, wokół którego wydarzenia są skoncentrowane fabularnie. Bardzo często są one odległe, zbliżające się mimochodem, gdy dziewczyna próbuje sobie poradzić na uchodźctwie, poznać zasady funkcjonowania świata, który do tej pory był przed nią ukryty. Brzemię odpowiedzialności i poczucie winy, które ciąży na dziewczynie i determinuje jej wybory i ścieżkę życia jest istotnym punktem narracji. Mathembe próbuje ocalić młodszego brata przed wpływami bandy chuliganów-terrorystów, wesprzeć matkę w swojej dumie i dzielić jej umiejętności formowania plazmy, odnaleźć aresztowanego ojca, ocalić dziadka przed zapomnieniem. Owe silne poczucie odpowiedzialności całkowicie kontroluje poczynania bohaterki, posyłając ją przez odmęty nieszczęść, bólu i rozczarowań. Zawsze żyjąca dla innych Mathembe nie potrafi odpuścić, przełożyć własnego dobra kosztem innych. Jej wewnętrzna misja ratowania bliskich wielokrotnie napotyka na swojej drodze brutalną weryfikację, gdy okazuje się, że niekiedy ów ratunek jest już niepotrzebny, odbierając tym samym sens wszelkich poświęceń poczynionych przez dziewczynę. Bardzo ciężko jest zrzucić te kajdany odpowiedzialności i zacząć żyć na własny rachunek. Między innymi o tym jest ta historia. O wytrwałości ducha w obliczu zagłady społecznego porządku, poświęceniu, wątpliwościach i problemie samorealizacji. McDonald wspaniale pokazuje konflikt pomiędzy złożonością świata idei a ludzką tendencją do upraszczających pojęć i dychotomicznej klasyfikacji (str. 74). Pokazuje wielką politykę, przed którą nie sposób uciec, nie sposób zachować wobec niej neutralności, ponieważ prędzej czy później ona wzywa cię, siłą zmusza cię do działania, do podjęcia decyzji celem ochrony siebie lub bliskich. Gdy już wkręci cię w ten mechanizm identyfikacji stron, gdy ulegasz pokusie ortodoksji, pomalutku zaczynasz zatracać umiejętność racjonalizacji swoich poglądów. Przestajesz wiedzieć, czego pragniesz dla siebie i rozumujesz tylko w odniesieniu do tego, czego chcesz przeciwko komuś innemu. Autor świetnie przedstawia mechanizm, w jaki powstają uprzedzenia religijne, rasowe, etniczne (str. 260 oraz zakończenie). To błyskawiczne zmiany w kształcie świata tworzą podziały, które siłą inercji trwają i kiełkują w umysłach kolejnych pokoleń, stulecia a nawet tysiąclecia po wydarzeniach, które ten podział wytworzyły. By naprawić ten stan rzeczy, młodzi muszą zadać sobie istotne pytanie – czego chcemy od świata, który zastaliśmy? Wspaniałym podsumowaniem będzie poniższy cytat: „Droga pojednania była drogą odwagi. Odwagi, by nie przyjmować świata takim, jakim go zastajesz. Odwagi, by porzucić uprzedzenia i przyznać, że nie miały zbyt wiele wspólnego ze świętością. Odwagi, by się zmienić. Odwagi, by zmienić innych”. Polaryzacja społeczna to bardzo istotny temat w obecnym świecie i McDonald w bardzo kompleksowy, uniwersalny sposób komentuje te zjawisko, wyciąga na światło dzienne jego ułomności, fatalne skutki oraz jedyny sposób, aby położyć temu kres – nie pozwalać sobie na szufladkowanie ludzi ze względu na ich poglądy ukształtowane przez zawiłości historyczne. W powieści jest jedna taka postać - poeta, który jest jednocześnie Proklamatorem oraz nacjonalistą. Powszechnie uważa się, że każdy Proklamator to imperialista, a każdy Spowiednik to nacjonalista. Łatwo można sobie wyobrazić, jak postrzegany jest przez wszystkich tych, którzy z łatwością dokonują tego mentalnego podziału na kategorie. Świat przedstawiony, poza jego polityczną otoczką, jest niebywale oryginalny i stanowi kwintesencję dobrego science fiction. Bioinżynieria genetyczna zarysowana jest miejscami niemal niczym jakaś magiczna umiejętność, ale wystarczy cień pobieżnego zrozumienia abyśmy uświadomili sobie, że to wszystko jest tak naprawdę odmianą zaawansowanej technologii i bioformatyki, kształtowania materii za pomocą odpowiednio skonstruowanych poleceń. Cały ten przyszłościowy high-tech znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w warstwie społecznej oraz religijnej. Dla przykładu mogą podać wydarzenie z początku książki: głowa dziadka Mathembe wraz ze śmiercią zostaje odcięta od ciała, a następnie przeniesiona do Gaju Przodków, gdzie świadomość jest przetransferowana do neuronowej matrycy korzeni pokrywającej większość (całość?) planety. Jest to forma transcendencji i odpowiedź na tradycyjnego Boga Proklamatorów – metafizyczny raj na Ziemi. Wszyscy korzystają z dobrodziejstw biotechnologii (które przyszły wraz z Zieloną Falą),choć najbardziej ortodoksyjne odłamy Proklamatorów wyraźnie sprzeciwiają się tworzeniu nowego życia z syntetycznej materii organicznej (plazmy) przez Spowiedników. Wiele rzeczy w tej książce wywołuje uczucie „sense of wonder” – wydaje się nam fantastyczne, magiczne, lecz za wszystkim kryje się odpowiednio zaawansowana technologia, która staje się zarzewiem konfliktu religijnego. Doświadczymy też wzmianki o koloniach pozaziemskich oraz wielkich Świętych Statkach z innych układów planetarnych, przybywających tutaj przez Ur-przestrzeń (która to nawet odegra pewną rolę w przebiegu fabuły). Chcę dodatkowo podkreślić, że książka w piękny sposób opowiada o zachowywaniu wartości w obliczeniu okrucieństw wojny. Jak już wspomniałem, to nie jest tradycyjna powieść – łatwo popaść tutaj w obojętność na krzywdę, gdy nie mamy charakterystycznego łuku fabularnego, punktu, do którego postacie zmierzają. Skoro Mathembe zaledwie doświadcza świata polityki, jest trybikiem w jej śmiertelnych kołach, dlaczego mamy jej kibicować, skoro sama niczego dla siebie nie chce, a jej rzeczywistość nie ma z naszą żadnych punktów wspólnych? Jako czytelnicy wcielamy się w rolę socjologa podejmującego się analizy społeczno-politycznej tego uniwersum. Postrzegamy pełnowymiarowe społeczeństwo, które dopuszcza się aktów okrucieństwa oraz niewielkiej grupki ludzi starającej się znaleźć antidotum na ludzką skłonność do krzywdzenia innych, do uprzedzeń i nieumiejętności okazywania empatii. W tym zakresie tematycznie jest to książka bardzo zbliżona do „Lewej Ręki Ciemności” Ursuli K. Le Guin. Na koniec dodam coś prywatnie od siebie – książka dzieli się na 6 rozdziałów/części. Osobiście uważam, że o ile nie wszystkie śledzi się z równym zainteresowaniem („Rozdział 4 – Rzeka” wydawał mi się wyjątkowo nudny),to dwa ostatnie rozdziały są mocną klamrą spinającą całą powieść. „Część 5 – Obozy” opisuje dwie poruszające do łez historie kłamstwa i bezsilności, natomiast „Część 6 – Ziemia Graniczna” stanowi doskonałe podsumowanie istoty warstwy ideowej powieści oraz dostarcza budujących rozwiązań wobec wojowniczej natury ludzkiej i kulminację wątku wewnętrznych poszukiwań Mathembe. Warto wracać do ostatnich 20 stron tej powieści regularnie, jest tam wiele ludzkich spraw wartych rozważenia. Nie czytajcie tego jak powieść fantastyczną. Nie znajdziecie tu grama rozrywki. Czekają was za to hektolitry bólu i walki z samotnością, niezrozumieniem i przemocą. Czytajcie ją jak opowieść o nas, o ludzkości i o tym, dlaczego żywimy wobec siebie nienawiść. A następnie krzewcie w sobie dobre wartości tu opisane i zmieniajcie świat, krok po kroku… „Jedno życie po życiu zakończymy to milenium ignorancji i nienawiści, po jednej duszy na raz przyniesiemy pokój tej udręczonej ziemi.” Polecam bardzo wytrwałym i oczytanym w gatunku science fiction pod kątem filozofii życia oraz idei różnic światopoglądowych. Największa wartość tej opowieści tkwi w warstwie symbolicznej i społecznej, a więc zdecydowaną większość czytelników fantastyki po prostu zanudzi. Świetny, wybitnie oryginalny bio-cyberpunk z przesłaniem i analizą demonów ludzkiej natury. Czytać bardzo wolno, ze zrozumieniem i otwartościa na niedookreślone cuda wyobraźni Iana McDonalda.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na82 lata temu
Ląd zapomniany przez czas Edgar Rice Burroughs
Ląd zapomniany przez czas
Edgar Rice Burroughs
[...] Od chwili opuszczenia fortu aż do założenia obozu toczyliśmy prawie nieprzerwaną bitwę. Umysłowi człowieka niełatwo ogarnąć obfitość krwiożerczych form życia zamieszkujących ten zaginiony świat; a tych, które padają ich ofiarą, jest, ma się rozumieć, jeszcze więcej. 𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 𝐖𝐀𝐊𝐀𝐂𝐘𝐉𝐍𝐄 𝐂𝐙𝐘𝐓𝐀𝐃𝐄Ł𝐊𝐀/𝐒Ł𝐔𝐂𝐇𝐀𝐃𝐄Ł𝐊𝐀 ⵑ 🌅⛺🏜🏝🏖🚗📚😎 "Ląd zapomniany przez czas" zaczyna się jako wstrząsająca wojenna przygoda morska, a historia Burroughsa ostatecznie rozwija się w opowieść rodem z zaginionego świata, przypominającą takie powieści jak Zaginiony świat (1912) Sir Arthura Conana Doyle'a i Podróż do wnętrza Ziemi (1864) Juliusza Verne'a . Akcja powieści rozgrywa się w czasie I wojny światowej i przedstawia losy Bowen'a J. Tylera, amerykańskiego pasażera, zatopionego wraz ze statkiem w kanale La Manche przez niemiecki okręt podwodny U-33 w 1916 roku. On i kobieta o imieniu Lys La Rue zostają uratowani przez brytyjski holownik. I tak zaczyna się ich przygoda nie z tego świata... Autor dodaje własny zwrot akcji, postulując unikalny system biologiczny dla swojego zaginionego świata, w którym powolny postęp ewolucji w świecie zewnętrznym jest podsumowany jako kwestia indywidualnej metamorfozy . "The Land That Time Forgot" (tyt. ang.) jest powieścią fantasy tego amerykańskiego pisarza, pierwszą częścią jego trylogii Caspak . Roboczy tytuł opowiadania brzmiał "The Lost U-Boat". Sekwencja została po raz pierwszy opublikowana w Blue Book Magazine jako trzyczęściowa seria. Pełna trylogia została później połączona w celu publikacji w formie książki pod tytułem pierwszej części przez AC McClurga w czerwcu 1924. 𝐊𝐬𝐢ę𝐠𝐚 𝐏𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐚 "𝐋ą𝐝 𝐳𝐚𝐩𝐨𝐦𝐧𝐢𝐚𝐧𝐲 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐳 𝐜𝐳𝐚𝐬" - "𝐓𝐡𝐞 𝐋𝐚𝐧𝐝 𝐓𝐡𝐚𝐭 𝐓𝐢𝐦𝐞 𝐅𝐨𝐫𝐠𝐨𝐭" - kończy się w momencie, kiedy Lys La Rue oraz Bowen J. Tyler Junior udaje się uciec przed niemiecką załogą okrętu podwodnego oraz przed autochtonami i zaszyć się w jaskini, na tajemniczej, odciętej od świata wyspie. 𝐊𝐬𝐢ę𝐠𝐚 𝐃𝐫𝐮𝐠𝐚 "𝐋𝐮𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐩𝐨𝐦𝐧𝐢𝐚𝐧𝐢 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐳 𝐜𝐳𝐚𝐬" - "𝐓𝐡𝐞 𝐏𝐞𝐨𝐩𝐥𝐞 𝐓𝐡𝐚𝐭 𝐓𝐢𝐦𝐞 𝐅𝐨𝐫𝐠𝐨𝐭" : Rozpoczyna się od zorganizowania akcji ratunkowej Bowena J. Tylera Juniora oraz panny La Rue. Całej przeszło 40 osobowej wyprawie przewodnicy Tom Billings, przyjaciel i sekretarz w rodzinie Bower. Byli doskonale przygotowani, mieli statek, liny, pręty stalowe, a nawet aeroplan, ale cały plan poszedł w diabły, kiedy Tom poleciał sam na rekonesans i z niego nie wrócił. Wtedy reszta utknęła na maleńkiej praży pod wielgachnymi, spadzistymi klifami blokującymi dostęp do wnętrza wyspy. Tom po wielu perypetiach odnajduje swoich towarzyszy poszukiwaczy oraz swego zaginionego przyjaciela. Sam odnajduje wśród ludu Galu miłość swojego życia i postanawia zostać na wyspie. 𝐊𝐬𝐢ę𝐠𝐚 𝐓𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐚 "𝐖 𝐨𝐭𝐜𝐡ł𝐚𝐧𝐢 𝐜𝐳𝐚𝐬𝐮" - "𝐎𝐮𝐭 𝐨𝐟 𝐓𝐢𝐦𝐞'𝐬 𝐀𝐛𝐲𝐬𝐬" : Jest to historia Bradleya od chwili opuszczenia przezeń Fortu Dinozaur na zachodnim brzegu wielkiego jeziora leżącego w samym środku wyspy. Czwartego dnia września roku 1916 wyruszył on z czterema towarzyszami – Sinclairem, Bradym, Jamesem i Tippetem – na rekonesans wzdłuż podnóża urwisk granicznych, z zamiarem znalezienia miejsca, w którym można by się wspiąć na ich szczyt. Wyśmienita opowieść, zafascynował mnie cały proces ewolucji, który odbywał się na wyspie Caspak. O wszystkich jego szczegółach dowiadujemy się w ostatniej, trzeciej księdze. A kiedy pierwszą księgę czyta Robert Fraś, to jest jak wartość dodana i podnosząca doznania wraz z rozwijającą się akcją, która ani na chwilę nie zwalnia i trzyma w napięciu do końca. Lekki rys romantyczny, gwarantujący dla większości bohaterów szczęśliwe zakończenie, być może zachęci panie do sięgnięcia po tę książkę 🤩 Fani literatury przygodowej z rysem sci fi powinni być usytasi ... ja w każdym razie jestem 👩👍 Mam również cichą nadzieję, że Pan Robert Fraś zechce przeczytać także drugą i trzecią księgę, byłby komplet. p.s. Na kanale Audiobook. Przygoda z książką. Czyta Robert Fraś jest już Druga Księga 😊 O i trzecia też się pojawiła : https://www.youtube.com/c/AudiobookPrzygodazksi%C4%85%C5%BCk%C4%85 𝗣 𝗢 𝗟 𝗘 𝗖 𝗔 𝗠 ⵑ 𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗭𝗔𝗪𝗦𝗭𝗘 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 ! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝐃𝐋𝐀 𝐂𝐈𝐄𝐊𝐀𝐖𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 : Blue Book Magazine jako trzyczęściowa seria w numerach z sierpnia (tom 27 #4),października (tom 27 #6),i grudnia (tom 28 #2) 1918. Począwszy od wydań Ace Books z lat 60. XX wieku, trzy segmenty były zwykle wydawane jako oddzielne krótkie powieści.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na87 miesięcy temu
Przebudzenie kamiennego boga Philip José Farmer
Przebudzenie kamiennego boga
Philip José Farmer
Zaczyna się tak – jesteś w pracy, eksperymentujecie z technologią, która „zamraża” materię i wydaje się, że jest to szansa na hibernację na setki lat i nagle coś idzie nie tak. Przed sekundą może marzysz o kolejnym kubku kawy, a potem budzisz się, trwa bitwa, dokoła ciebie dziwne istoty, mnóstwo dymu, pożar i poczucie, że nie masz pojęcia, gdzie ani kiedy jesteś, ale jedno przeczuwasz – minęło tysiące, a może i miliony lat. Jesteś prawdopodobnie jedynym człowiekiem na tej planecie (bo nawet nie jesteś pewny, czy to nadal Ziemia) i jeśli szybko się nie ogarniesz, to zginiesz. Tak zaczyna się „Przebudzenie kamiennego boga” Philipa J. Farmera – klasyka sci-fi (chociaż za chwilę się z tym trochę pokłócę, nie z klasyką, z tym sci-fi). Kogo ta książka zachwyci? Miłośników powieści sci-fi w vintage’owej wersji (pierwsze wydanie to 1970 rok i to czuć w sposobie pisania) oraz tych, którzy kochają Farmera jako pisarza, a jest ich sporo. Przyjrzyjmy się nieco bliżej fabule, bo dzięki temu będę się mogła kłócić z „tym sci-fi”. Główny bohater nazywa się Ulisses Singing Bear (Śpiewający Niedźwiedź) i dobrze się domyślacie, że ma indiańskie korzenie. Czy to ważne? Hmmm… Ja tej wagi nie zauważyłam. Wypadek podczas badań powoduje, że zostaje „zamrożony” i jako rodzaj kamiennego posągu przetrwa miliony lat. A kiedy się budzi (i od razu zyskuje status boga, bo mieszkańcy czcili ten posąg i wierzyli, że ożyje),to świat jest zupełnie inny i jeden z recenzentów napisał, że to trochę jak biblijny raj połączony z filmem przyrodniczym na sterydach i to określenie jest zaskakująco trafne. Ludzkość wyginęła, ale ewolucja nigdy nie stoi w miejscu, więc pojawiły się inteligentne zwierzęta, mówiące koty, waleczne szopy, sprytne i jakby dwulicowe nietoperzowate. Farmer napisał powieść, w której pokazał, jak Ziemia mogłaby wyglądać, gdyby dostała drugą szansę na istnienie bez nas. I teraz coś, co dla jednych będzie zaletą, a drugich znudzi do zaziewania. Autor umieścił w książce takie ilości opisów roślin i stworzeń, że audiobooka powinna czytać Krystyna Czubówna. I dzięki temu natężeniu „zieleni” Ziemia w powieści nagle jest zupełnie inna, a z drugiej szybko okazuje się, że bohaterowie nie przypominają ludzi z wyglądu, ale zachowania, intencje, kłótnie i wojny wydają się bardzo „ludzkie”. Ale! Co ważne, to nie jest trudna, przesiąknięta naukowymi akapitami opowieść. To mnóstwo opisów świata i jeszcze więcej akcji. Osoby, które lubią klasykę kina przygodowego pewnie poczują, że to ten sam klimat, te same schematy, tak samo kładzione akcenty. I teraz będę się w końcu kłócić z tym sci-fi. Bo jak na ten rodzaj powieści, to tutaj nie ma za dużo technologii, podróży kosmicznych zero, odniesień do nauki niewiele, chociaż w drugiej części powieści pojawia się niesamowicie ciekawy temat „zielonych technologii”. Ja bym raczej powiedziała, że to książka z nurtu postapokaliptycznego, ale przesunięta hen-hen w przyszłość i ludzkość nie próbuje tu przetrwać jako większa lub mniejsza grupa szczęśliwców (przeklętych?),którym się udało. Tutaj jeden przedstawiciel ludzkości próbuje od pierwszej strony nie zginąć i prawie od początku budować ten swój mit boskości, który mu spadł jak z nieba i może być jedyną szansą na przeżycie. Ale ostrzegam lekko, że jeśli styl pisania takich powieści w latach siedemdziesiątych uznajesz za zbyt uproszczony i wręcz staroświecki, a do tego „przydusi” cię ta ilość zieleni i zwierząt, to może być ciężko zachwycić się, a nawet dobrze się bawić z „Przebudzeniem kamiennego boga”. Ciekawostka – Philip J. Farmer i ta jego fascynacja naturą, przyrodą i jej ewolucją nie jest przypadkowa. W wielu swoich powieściach łączył motywy prosto z dziedziny biologii, ekologii, ewolucji środowiskowej, antropologii i religii. W szczególności fascynowało go to, jak biologia może wpływać na religie i kultury. Do tego miał zwyczaj konstruowania monumentalnych, ale niezwykłych światów – tutaj mamy potężne drzewo, w innej powieści niekończącą się rzekę. I zawsze takie niesamowite środowisko to punkt wyjścia do budowania fabuły i jeden z jej głównych bohaterów, bo w „Przebudzeniu kamiennego boga” to nasze drzewo będzie uznawane za inteligentne. Ode mnie powieść dostała mocne 6/10 i jako powrót do czegoś, co czytałam lata temu (nawet nie przyznam się, ile tych lat jest),to było miłe doświadczenie, ale nie poczułam się rzucona na kolana ani pomysłem, ani wykonaniem. WIĘCEJ RECENZJI ZNAJDZIECIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na67 dni temu
Twarz w otchłani Abraham Merritt
Twarz w otchłani
Abraham Merritt
[...] Człowiek przerwał swoją opowieść. Wywrócił oczy. Drżał cały, a ręce i nogi ponownie rozpoczęły swój potworny czołgający ruch. Z jego ust dobywał się szept. Był echem owego szemrania w powietrzu, które usłyszeliśmy tej nocy, kiedy do nas przyszedł. Położyłem mu ręce na oczach. Uspokoił się. – Przeklęte stwory! – rzekł. – Lud z Otchłani! Szeptałem? Tak... ale nie mogą mnie już teraz dostać, nie mogą! 𝗭𝗔𝗦𝗞𝗔𝗞𝗨𝗝Ą𝗖𝗢 𝗪𝗖𝗜Ą𝗚𝗔𝗝Ą𝗖𝗔 𝗢𝗣𝗢𝗪𝗜𝗘ŚĆ 𝗭 𝗚𝗔𝗧𝗨𝗡𝗞𝗨 𝗛𝗢𝗥𝗥𝗢𝗥 𝗦𝗖𝗜𝗔𝗡𝗖𝗘 𝗙𝗜𝗖𝗧𝗜𝗢𝗡 ! Nicholas Graydon, amerykański inżynier górnictwa podczas poszukiwań zaginionego skarbu Inków w Ameryce Południowej spotyka Suarrę, służącą Matki Węża Yu-Atlanchi. Prowadzi ona Graydona do otchłani, gdzie Nimir, Pan Zła, zostaje uwięziony w złotej twarzy. Podczas gdy towarzysze Graydona zostają przemienieni przez twarz w złote kulki z powodu ich chciwości, zostaje on uratowany przez Suarrę i Matkę Węża, z którymi dołącza do walki z Nimirem. Podobała mi się ta historia "pulp fiction" z elementami fantastyki spekulatywnej. Widzą też podobieństwo do twórczości jednego z moich ulubionych pisarzy H.P. Lovecraft i jego stworzył jako ghostwriter, zatytułowaną "The Mound" / „Kopiec ”. Wysłuchana w formie audiobooka oraz przeczytana w oryginale, również audio i tekst w polskim tłumaczeniu. 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 𝐓𝐘𝐌, 𝐊𝐓𝐎́𝐑𝐙𝐘 𝐎𝐃𝐍𝐀𝐉𝐃𝐔𝐉Ą 𝐒𝐈Ę 𝐖 𝐇𝐈𝐒𝐓𝐎𝐑𝐈𝐀𝐂𝐇 "𝐖𝐄𝐈𝐑𝐃 𝐅𝐈𝐂𝐓𝐈𝐎𝐍". 𝐓𝐀 𝐏𝐎𝐖𝐈𝐍𝐍𝐀 𝐒𝐈Ę 𝐖𝐀𝐌 𝐒𝐏𝐎𝐃𝐎𝐁𝐀Ć ! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝗗𝗟𝗔 𝗖𝗜𝗘𝗞𝗔𝗪𝗦𝗞𝗜𝗖𝗛 : "The Face in the Abyss" w polskim tłumaczeniu "Twarz w otchłani", to powieść fantasy autorstwa amerykańskiego pisarza A. Merritta . Składa się z noweli o tym samym tytule i jej kontynuacji, „The Snake Mother”. Po raz pierwszy została opublikowana w pełnej formie w 1931 roku przez Horace'a Liverighta . Nowela „The Face in the Abyss” pierwotnie ukazała się w magazynie Argosy All-Story Weekly w numerze z 8 września 1923 roku. „The Snake Mother” pierwotnie była publikowana w siedmiu częściach w Argosy, począwszy od numeru z 25 października 1930 roku. ODNIESIENIA : Levi, Peter (August 2007). ""They Have Conquered Dream": A. Merritt's "The Face in the Abyss" and H. P. Lovecraft's "The Mound"". Lovecraft Annual (1): 91–93. informacje z internetu, australijska strona z tekstem oraz wiki
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na81 rok temu
W pogoni za porankiem Michael Scott Rohan
W pogoni za porankiem
Michael Scott Rohan
Spacerowałem kiedyś letnim rankiem uliczkami Southampton. W porcie stały żaglowce biorące udział w jakimś zlocie, a wschodzące dopiero słońce zalewało wszystko płynnym złotem. Panorama portu sprawiała niesamowite wrażenie a wznoszące się nad dachami maszty statków nadawały chwili magię i nierealność. A co, gdyby ta magia nie była nierealna? Gdyby nieopatrzne skręcenie w odpowiednią uliczkę potrafiło nas oddalić od naszego świata, a przybliżyć do widzianej przed chwilą niesamowitej wizji? Poznajmy kogoś, kogo to spotkało. Przyznam szczerze, że to niesamowicie kusząca wizja. Wyrwać się z naszego uporządkowanego świata, oddalić po spirali czasu i zagłębić w świat żaglowców, piratów i magii voodoo. Ah, ale to nie działa tylko w jedną stronę, ten świat potrafi wyciągnąć po nas rękę i chwycić całkiem mocno. Pomimo jego baśniowości – a może właśnie przez nią – jest w nim mrok i siły poruszające się pod jego powierzchnią niczym morski potwór poruszający się pod lustrem otaczającego statek oceanu. A im dalej od Jądra naszych czasów, w dół Spirali, tym dziksze i niebezpieczniejsze stają się oceany. A żaglowce są przepiękne. Może to przez moje umiłowanie do nich i zdolność do wyobrażenia sobie ich w pełnej krasie, ale podczas lektury w pełni odczułem magię ich opisów, potrafiłem zachwycić się podróżą bohaterów, poczuć XIX wiek. I chciałbym też spotkać postacie, które spotkał Steve, które jeszcze bardziej budują nastrój minionego wieku. Bohaterowie, świat, wątki – wszystko dobrze dobrane i splecione w kolorowy kobierzec przygody. Książka niosła ze sobą coś nowego. Pamiętam, że po lekturze słońce wyglądało dla mnie, jak gdyby dopiero wstawało. Aż chciało się ruszyć w pogoń za porankiem.
Bastete - awatar Bastete
ocenił na915 lat temu
Pieśń Łowcy Tad Williams
Pieśń Łowcy
Tad Williams
„Pieśń Łowcy” to zaskakująco urokliwa i nietypowa opowieść fantasy, w której głównym bohaterem nie jest żaden rycerz czy mag, lecz rudowłosy kot o imieniu Łowca. Książka, choć z pozoru może brzmieć jak bajka dla młodszych czytelników, skrywa w sobie znacznie więcej — jest to pełnoprawna przygodowa historia z elementami mistycyzmu i magii, która potrafi wciągnąć zarówno młodszych, jak i starszych fanów gatunku. Świat przedstawiony przez Williamsa jest klasyczny, wręcz retro w swoim stylu: społeczność kotów, ich wierzenia, legendy, niebezpieczeństwa czające się poza znanymi terenami i wędrówka bohatera, która ma go nie tylko zaprowadzić do zaginionej przyjaciółki, ale i przemienić wewnętrznie — to wszystko brzmi jak dobrze znane fantasy, lecz autor potrafi to opowiedzieć z prawdziwym wyczuciem i wdziękiem. Największą siłą książki jest właśnie jej klimat i sposób, w jaki Williams naprawdę wczuwa się w kocie postrzeganie świata — to nie tylko przygody i walki, lecz także zmysłowe opisy, subtelne relacje między postaciami i sposób, w jaki odbierają otoczenie. Dzięki temu łatwo poczuć więź z Łowcą i jego towarzyszami, nawet jeśli momentami fabuła jest dość tradycyjna i przewidywalna jak w klasycznej fantasy. Narracja bywa prosta i spokojna, co dla mnie działało raczej na plus niż minus — choć nie spodziewałam się po tej książce czegoś szczególnie nowatorskiego, sposób prowadzenia historii był na tyle przyjemny, że czytało się ją płynnie i z sympatią dla bohaterów. Czasem brakowało mi nieco większego napięcia lub zaskoczenia, ale jeżeli czyta się ją jako przygodową sagę z kocim twistem, to naprawdę daje się w nią wciągnąć. Ostatecznie oceniam „Pieśń Łowcy” na 8/10 — to ciepła, dobrze napisana i klimatyczna opowieść fantasy o nietypowym bohaterze, która bawi i porusza, choć nie jest to absolutne arcydzieło gatunku.
Samanta_Eko - awatar Samanta_Eko
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Złota obręcz

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Złota obręcz