Sztuczne oddychanie

Okładka książki Sztuczne oddychanie autora Ricardo Piglia, 9788374956475
Okładka książki Sztuczne oddychanie
Ricardo Piglia Wydawnictwo: Muza literatura piękna
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Respiración artificial
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Data 1. wydania:
2008-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374956475
Tłumacz:
Barbara Jaroszuk
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sztuczne oddychanie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sztuczne oddychanie

Średnia ocen
6,8 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sztuczne oddychanie

Sortuj:
avatar
166
159

Na półkach:

Ricardo Piglia to legenda argentyńskiej literatury, a „Sztuczne oddychanie” ma status książki kultowej – takie rekomendacje wysoko podnoszą poprzeczkę, ale muszę przyznać, że rzeczywiście było to niecodzienne doświadczenie lekturowe, choć wyobrażam sobie, że dla wielu może to być przygoda nie do przejścia. Wbrew opisom nie jest to bowiem żaden kryminał, bo nie jest to nawet powieść w typowym rozumieniu tego słowa – bliżej „Sztucznemu oddychaniu” do bardzo rozbudowanego, fabularyzowanego eseju, w którym od jakiejkolwiek akcji i bohaterów (choć ci oczywiście są!) ważniejsze są bardzo liczne odniesienia do historii i kultury Argentyny, zarówno w ujęciu lokalnym, jak i na tle międzynarodowym. Trochę to wszystko w klimacie książek Milana Kundery, a trochę... Witolda Gombrowicza, który notabene pojawia się na kartach książki w dwóch postaciach – epizodycznie jako on sam i jako prototyp jednego z głównych bohaterów (motywów związanych z Polską jest zresztą znacznie więcej). Dla kogoś, kto oczekuje klasycznej narracji, „Sztuczne oddychanie” może być przegadanym wypisem nazwisk, tytułów i wydarzeń z historii Argentyny, ale wszystkie te elementy są równocześnie największym atutem książki – stąd też wybrałem ją jako ostatnią w argentyńskim cyklu, jest bowiem jego znakomitym podsumowaniem. Znajdziemy tu zarówno niezwykle błyskotliwe sformułowania typu „Od czasu odkrycia Ameryki nie zdarzyło się w naszych stronach nic godnego choćby minimum uwagi” (czego równoczesnym zaprzeczeniem jest cały tekst!),przewrotne diagnozy i refleksje nad argentyńską kulturą (dlaczego nie zrodziła powieści epistolarnej? Bo „my tu w Argentynie w ogóle nie mieliśmy XVIII wieku”),jak i rozważania nad istotą literatury i kultury w ogóle, ale zawsze z mocnym akcentem lokalnym (stąd znajdą się odniesienia i do piłki nożnej, i... nazistów). A na koniec (dosłownie!) jeszcze bardzo przydatny słowniczek dat, postaci i wydarzeń kluczowych dla całej historii Argentyny. Trudno o lepsze domknięcie literackiej wycieczki do kraju Borgesa i rządów junty wojskowej, której echa pobrzmiewają w tle całej opowieści.

Ricardo Piglia to legenda argentyńskiej literatury, a „Sztuczne oddychanie” ma status książki kultowej – takie rekomendacje wysoko podnoszą poprzeczkę, ale muszę przyznać, że rzeczywiście było to niecodzienne doświadczenie lekturowe, choć wyobrażam sobie, że dla wielu może to być przygoda nie do przejścia. Wbrew opisom nie jest to bowiem żaden kryminał, bo nie jest to nawet...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
231
113

Na półkach: , , , ,

Pierwsza część bardzo chaotyczna, druga naprawdę ciekawa. Nie jest to łatwa książka, wymaga znajomości historii politycznej Argentyny (ale ułatwia to dołączony przez tłumaczkę spis zagadnień i nazwisk z krótkim opisem). W moim odczuciu skierowana raczej do analizy w środowiskach akademickich (1,5 h dyskusji sporo mi rozjaśniło, ale to wciąż za mało by zrozumieć tę książkę).

Pierwsza część bardzo chaotyczna, druga naprawdę ciekawa. Nie jest to łatwa książka, wymaga znajomości historii politycznej Argentyny (ale ułatwia to dołączony przez tłumaczkę spis zagadnień i nazwisk z krótkim opisem). W moim odczuciu skierowana raczej do analizy w środowiskach akademickich (1,5 h dyskusji sporo mi rozjaśniło, ale to wciąż za mało by zrozumieć tę książkę).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

142 użytkowników ma tytuł Sztuczne oddychanie na półkach głównych
  • 86
  • 51
  • 5
29 użytkowników ma tytuł Sztuczne oddychanie na półkach dodatkowych
  • 16
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Ricardo Piglia
Ricardo Piglia
Ricardo Emilio Piglia Renzi - argentyński pisarz. Przyszedł na świat niedaleko Buenos Aires, w rodzinie pochodzenia włoskiego. Absolwent Narodowego Uniwersytetu w La Placie (Universidad Nacional de La Plata) - historia. Po studiach przez 10 lat pracował w wydawnictwie książkowym publikującym amerykańskie kryminały. Literacko zadebiutował w wieku 26 lat. Tworzył głównie opowiadania, powieści i eseje. Zdobywca najważniejszych argentyńskich nagród literackich, w tym Premio Rómulo Gallegos. Wybrane dzieła: "La Invasión" (1967),"Nombre Falso" (1975),"Respiración artificial" (1980, polskie wydanie: "Sztuczne oddychanie", Wydawnictwo Muza, 2009),"Plata quemada" (1997, polskie wydanie: "Spalona forsa", Wydawnictwo Muza, 2010),"Blanco nocturno" (2010).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kraina najczystszego powietrza Carlos Fuentes
Kraina najczystszego powietrza
Carlos Fuentes
Bez wyjątku wszyscy pisarze iberoamerykańscy zaczynali swoją karierę literacką jako komuniści lub lewacy. Nie powinno to dziwić, bo tylko tacy mieli szansę na reklamę, tłumaczenia i milionowe nakłady we wszystkich krajach świata, w zamian mieli pełnić dla [ Ocenzurowano ] i tuby propagandowej socjalizmu, jeśli byli lepsi, pozostali nieznani, bo nie tłumaczeni. Do teraz nic się nie zmieniło, [ Ocenzurowano] podpisać Rezolucję popierającą wykonanie wyroku śmierci na księdzu katolickim (Józef Lelito) [ Ocenzurowano ] albo ogłosić się feministką, [ Ocenzurowano] dreptając w pochodzie, wszędzie deklarować, że nie ma się nic wspólnego z Kościołem katolickim, [ Ocenzurowano] Nie przeszkadza fakt, że nie potrafi się składać zdań w coś sensownego, a książki ledwo odbijają się od grafomani, którą maskuje ( szantażują czytelnika ),stwierdzeniem, że nie pisze dla idiotów (sic!). W latach 70-tych była popularna seria prozy iberoamerykańskiej, dziesiątki książek, różnych autorów, których już nikt nie pamięta. Kilku pisarzy się przebiło i zdobyło uznanie: Llosa, Marquez, Cortazar, Fuentes. Część z nich po zdobyciu sławy zmieniła swoje poglądy polityczne, czemu trudno się dziwić, w końcu to ludzie inteligentni. Nie będę wymieniał wszystkich, tych najlepszych książek, powinny być znane, podałem też autorów, np. " Pantaleon i wizytantki" Llosy, niezapomniana lektura wieku młodzieńczego. Dlaczego? To już musisz sam/a sprawdzić.To literatura inna niż europejska, ale wcale nie gorsza. Wiele tych książek przeczytałem z prawdziwą przyjemnością, jedne są lepsze, inne takie sobie, dlatego zbiorcze 8 gwiazdekP.S. ( Dopisane po interwencji Administratora Serwisu ) " Zgodnie z regulaminem serwisu "opinie to opinie o Książce odnoszące się do treści i formy opiniowanego dzieła, stylu literackiego dzieła i stylu pisarskiego Autora, danych faktograficznych w nim zawartych, odczuć i wrażeń towarzyszących lekturze. Opinie mogą również dotyczyć aspektów technicznych takich jak druk, okładka, jakość wykonania, a także elementów estetycznych w tym okładki i ilustracji; Opinią nie są wypowiedzi dotyczące Autora, które nie dotyczą jego stylu pisarskiego;" WYJAŚNIAM: Uważam, że przypomnienie faktofrarii dotyczących powstania i rozpowszechnienia współczesnej literatury iberoamerykańskiej w powiązaniu z literaturą innego kontynentu nie narusza Regulaminu, a raczej wzbogaca informacje jej dotyczące. Są to fakty ogólnie dostępne np. w Wikipedii. Rozumiem zarzut jakiegoś sygnalisty, że wybrałem tylko cztery nazwiska, ale uważam, że to najbardziej znane. Innych jest po prostu za dużo i sam nie wiem, czy wszystkie je znam. Wybierając, moim zdaniem reprezentacyjne książki wymienionych autorów, chciałem nimi zainteresować potencjalnego czytelnika, moje odczucia dotyczące literatury iberoamerykańskiej, też miały to na celu. Książki oceniłem stosunkowo wysoko, może się to komuś nie podobać, ale myślę, że zgodnie z Regulaminem mam prawo do własnej oceny i do wyrażania własnej opinii " o danych faktograficznych w nich zawartych, odczuciach i wrażeniach towarzyszących lekturze. " Forma, styl pisarski to odczucia subiektywne i nic do nich nie mam. Wydaje mi się, że nie naruszyłem regulaminu, a jeśli tak to uprzejmie proszę o informację w czym, co i dlaczego, zdaniem Administracji Serwisu, powinienem usunąć?
ando - awatar ando
ocenił na811 miesięcy temu
Beltenebros Antonio Muñoz Molina
Beltenebros
Antonio Muñoz Molina
Jedna z pierwszych powieści autora. Napisana jakieś 35 lat temu, ale czyta się, jakby była napisana 350 lat temu. Za taką literaturę w dzisiejszej Hiszpanii traci się rubrykę w gazecie, członkostwo w prestiżowej organizacji, szanse na nagrodę literacką, może nawet pracę. Zostaje się za to cynicznym manipulatorem, fałszerzem historii, pogrobowcem frankizmu. Zresztą w postepowej prasie hiszpańskiej można nadal wyczytać, że grupa medialna PRISA i jej stajnia, do której należy Muñoz Molina, od lat sączy do głów jad rewizjonizmu. Powieść to w sumie kryminał w stylu noire. Kiedy autor go pisał, a była to końcówka lat 1980-tych, w Hiszpanii dominowała jeszcze wersja „wszyscy mieli swoje za uszami, więc lepiej nie zabierać się za wyrównywanie rachunków”. No i tak rozłożone są akcenty w książce, komuniści to zgraja fanatyków a frankiści to sadyści; zresztą mamy nawet coś w rodzaju syntezy, złowrogi frankistowski komisarz Ugarte to taki trochę Beria. Zwykli Hiszpanie jakoś tam usiłują prowadzić normalne życie, a protagonista wyrósł już ponad wszystkie ideologie i jest takim post-komunistycznym Alain Delonem, melancholijnym zabójcą bez złudzeń. Autor ma dryg do pisania, chociaż jest trochę manieryczny. Fabułę wiąże sprawnie, chociaż niektóre wątki mu się rozchodzą albo wręcz są zbędne. Postacie nieźle zarysowane, w sam raz do kryminału, z tłem psychologicznym ale bez przegięć i nudziarstwa. W bonusie erudycyjne aluzje i zagadki, począwszy od tytułowego Beltenebros, poprzez Darmana, obie Rebeki, Andrade, Waltera, Valdivię, czego tam nie ma... mity greckie, Stary Testament, średniowieczne gestae, Cervantes, powiastki oświeceniowe, Hitchcock, kto chce niech szuka
Kornel Tomaszewski - awatar Kornel Tomaszewski
ocenił na72 lata temu
Rodzina Pascuala Duarte Camilo José Cela
Rodzina Pascuala Duarte
Camilo José Cela
"Kogo los prześladuje, ten mu się nie wywinie" czytamy na kartach powieści i rzeczywiście ma to przełożenie na tytułowego bohatera, Pascuala, który zdaje się całe życie walczyć z losem. W moim odczuciu jest to powieść skrajnie naturalistyczna, wysycona brzydotą, chorobami, śmiercią i wszystkim tym, co nie ma żadnego związku z jakkolwiek rozumianym pięknym. Sposób w jaki autor kreśli rzeczywistość nietrudno przełożyć na wyobrażenia o niej. Z dużą łatwością przychodziło mi wyobrażanie sobie postaci, zdarzeń i poszczególnych etapów życia bohatera, czego nie mogę jednak określić jako jednoznaczną zaletę, ponieważ te obrazy są niekiedy dość brutalne, co nie było dla mnie przyjemne w odbiorze, lecz są to oczywiście jedynie moje preferencje. Mimo wszystko wątkiem, który najbardziej mnie poruszył, jest opis dzieciństwa Pascuala, które było przepełnione przemocą, agresją i wielkim smutkiem, co skumulowane, dało upust dopiero w dorosłości. Jest to świetny przykład tego jak zebrane i niewypowiedziane, nieprzeżyte emocje nie znikają, a uzewnętrzniają się z dużo większą siłą niż byłoby to konieczne. Nie jest to przyjemna powieść, raczej podróż na samo dno duszy człowieka, którego ciągle skreślał świat, los, ludzie, a czasami i on sam. Dla zrozumienia istoty tej podróży konieczne jest zapoznanie się ze szczegółami, które mogą kłuć i boleć, ale ostatecznie pozwalają na nakreślenie portretu psychologicznego osoby, która dla wielu nie znaczy nic. Pojawia się także miejsce na odwieczne pytanie "unde malum" i próbę zrozumienia tego, jaka jest natura człowieka.
Jagoda - awatar Jagoda
oceniła na710 miesięcy temu
Śmierć Artemia Cruz Carlos Fuentes
Śmierć Artemia Cruz
Carlos Fuentes
Carlos Fuentes był pisarzem w Polsce znanym i czytanym, o czym świadczy dość pokaźna ilość polskich przekładów jego utworów. I to nie tylko w okresie Polski Ludowej, gdy społecznie wrażliwa i momentami wyraźnie antyamerykańska proza meksykańskiego pisarza doskonale wpisywała się w zimnowojenną retorykę dwubiegunowego świata. Fuentes mógł być wtedy postrzegany u nas jako „swój” pisarz - postępowy, socjalistyczny, a może nawet komunizujący, o co zresztą podobno podejrzewały go służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych. Ale również po zakończeniu Zimnej Wojny Fuentes nadal był w Polsce tłumaczony i wydawany, co tylko potwierdza jego solidną rangę w dziejach światowej literatury. Inna sprawa, którą poruszam tutaj niejako przy okazji, to zaskakujący dla mnie brak literackiego Nobla dla pisarza tak płodnego i niewątpliwie obdarzonego literackim geniuszem. Ów żelazny kandydat do tejże nagrody nie doczekał się jednak jej przyznania. Jest tu jakaś dziejowa niesprawiedliwość, którą trudno mi wytłumaczyć. Czyżby chodziło o to, że Fuentes był pisarzem zbyt hermetycznym? Zbyt meksykańskim? Możliwe, choć zapewne w dziejach literackiej nagrody Nobla było wielu jemu podobnych pod tym względem. A może chodziło właśnie o owe lewicujące i antyamerykańskie poglądy pisarza, które mogły odstraszyć Komitet Noblowski przed uhonorowaniem tego chyba największego z pisarzy meksykańskich? Naprawdę trudno powiedzieć. Zresztą to już historia. Ale skoro już przy historii jesteśmy, wróćmy na chwilę do początku lat 60. XX wieku, kiedy to nastąpiła eksplozja światowego zainteresowania literaturą iberoamerykańską. W roku 1960 ukazuje się „Syn człowieczy” Bastosa, a trzy lata później - „Miasto i psy” Llosy oraz „Gra w klasy” Cortazara. Dzieła te, uchodzące za „kamienie milowe” dla popularności latynoskiej prozy, rozdziela „Śmierć Artemia Cruz”, która to powieść ukazała się w roku 1962 i okazała się być przełomową dla światowej rozpoznawalności Carlosa Fuentesa. Napisałem wcześniej, że Fuentes był pisarzem pod pewnym względem hermetycznym, gdyż jego twórczość jest mocno osadzona w dziejowej i kulturowej spuściźnie rodzimego Meksyku, co w późniejszej twórczości spróbuje on przezwyciężyć, tworząc własną wykładnie dziejów całego kręgu kultury latynoskiej (np. „Pogrzebione zwierciadło”, „Terra nostra”). Ale w jego pierwszej powieści o światowym rozgłosie pisarz przeprowadza śmiały rozrachunek z historią własnego kraju. Rewolucja meksykańska, która rozpoczęła się w roku 1910, była wydarzeniem o ogromnym znaczeniu dla dziejów tego państwa. Nic zatem dziwnego, że w tamtejszej sztuce twórcy powracali do niej wielokrotnie. Cały problem polega jednak na tym, że ciąg wypadków, który nazywamy rewolucją meksykańska, był tak naprawdę niezwykle skomplikowanym okresem walki wszystkich ze wszystkimi. Jak w przypadku każdej rewolucji, początkowe górnolotne hasła („Tierra y Libertad”) oraz polityczne programy zawsze na końcu są, nieraz bardzo brutalnie, weryfikowane przez realne życie i panujące stosunki społeczne. I tak właśnie należy odczytywać recenzowaną powieść - jako szczery rozrachunek z tym, co zostało z wielkich ideałów rewolucji. Ale Fuentes nie jest tutaj zawiedzionym wyznawcą tej lub innej opcji politycznej. Przeciwnie, jest świadomym recenzentem przeszłości, który uzyskany efekt końcowy odnosi do jego ukrytych przyczyn. A robi to na przykładzie tytułowego bohatera - Artemia Cruz. Charakterystyka tej postaci nie jest prosta, choć zapewne stanowiłaby interesujący temat na jakąś pracę magisterską lub doktorską z zakresu literatury meksykańskiej. Nie miejsce tutaj na przysłowiowe porywanie się z motyką na słońce, aby takową analizę przeprowadzić, ale nie sposób też uciec od chociażby pobieżnego przedstawienia problematyki wykreowanej przez pisarza wokół tej postaci, gdyż jest ona rzeczą kluczową dla zrozumienia sensu powieści. Cruz jest bowiem dzieckiem swoich czasów - dzieckiem meksykańskiej rewolucji. Na pewno nie jest to postać idealistyczna - to nie doktryner gotowy na bezkresne poświecenie dla sprawy. Tak, jest on człowiekiem rewolucji, gdyż bierze udział w walkach, zabija i odnosi rany, popiera tego lub innego pretendenta do władzy nad Meksykiem, ale wraz z postępem wypadków gorzknieje w swoim podejściu do sensu toczącej się rewolucji. Fuentes z pełną świadomością kreśli tutaj obraz wykolejonego i rozczarowanego rewolucjonisty: bezwzględnego człowieka, który potrafił na rewolucyjnych gruzach zbudować własną pozycję, a następnie umocnić ją za pomocą metod dalekich od szczytnych ideałów, o które nie tak dawno toczyła się walka. Wyzysk, przekupstwa, łapówki, przysługi i protekcja - to są środki, za pomocą których główny bohater wspina się po kolejnych szczeblach kariery w ówczesnym Meksyku, kraju post-rewolucji. Nic jednak w życiu człowieka nie jest wieczne, a śmierć ostatecznie przychodzi także po bogatych i potężnych. Fuentes swoją opowieść o życiu Artemia Cruz rozpoczyna właśnie od momentu jego śmierci, gdy, otoczony najbliższą rodziną, doznaje wszystkich stanów psychofizycznych związanych ze słabnącym i gasnącym ciałem. To właśnie w tym momencie czytelnik zanurza się w strumień świadomości bohatera, w którym będzie raz świadkiem jego życiowego rozrachunku przed śmiercią, by chwilę później przenieść się do świata wspomnień z przeszłości, a więc tych kluczowych momentów, które doprowadziły go do miejsca, z którego zaraz opuści ten świat. Meksykański pisarz stosuje tutaj technikę, którą rozwinie inny z latynoamerykańskich gigantów literatury, wspomniany już Mario Vargas Llosa - pomieszane chronologicznie retrospekcje, które czytelnik będzie musiał dopiero ułożyć sobie w całość, aby zrozumieć opowiadaną historię. U Fuentesa jest to o tyle ułatwione, że stosuje on w rozdziałach datację dla opisywanych właśnie wydarzeń, co pozwala o wiele sprawniej uporządkować nam fabułę, niż ma to miejsce w przypadku powieści Peruwiańczyka (zob. „Rozmowa w Katedrze”, „Zielony dom”). Dzieje się tak dlatego, że, w mojej ocenie, Fuentes celowo nie chce za bardzo komplikować czytelnikowi poskładania w całość przeszłości Artemia Cruz, gdyż jest mu ona potrzebna do czegoś innego - do ukazania fatalizmu meksykańskiej historii. Cruz jest bowiem postacią, której przeszłość i przyszłość wprost wynikają z trudnej historii ojczyzny pisarza. Fuentes cofa się tutaj od momentu umierania zestarzałego już Artemia aż do jego dzieciństwa, aby ukazać, że pewne postawy wynikają z określonych fundamentów, co finalnie powinno uczynić tego bohatera niejednoznacznym w naszej ocenie końcowej (całą prawdę o tej postaci odkrywamy dopiero na samym końcu). Dotyczy to zarówno jednostkowego życia tytułowego bohatera, jak i masowego procesu rewolucji. „Śmierć Artemia Cruz” jest zatem powieścią gorzką - powieścią o zawiedzionych nadziejach, o zmarnowanych szansach, ale także o trudnym dylemacie adaptacji do zastanych warunków. W życiowej postawie Artemia Cruz odkrywamy odwieczną prawdę o rewolucji, która zawsze na poziomie idei i postulatów rozpoczyna się od wielkich i chwalebnych haseł, a kończy jako proces adaptacji do tego, co udało się realnie wywalczyć. Wszak rewolucja to gwałtowna zmiana stosunków społecznych. Tyle głosi teoria. Praktyka życia pokazuje, że zmiana ta nigdy nie dotyczy jednak odwiecznego porządku ludzkiej zbiorowości - podziały na rządzących i rządzonych, posiadających i wyzyskiwanych, tych, którym się udało wzbić w górę drabiny społecznej, i tych, którzy ponieśli klęskę próbując. Każda rewolucja to nowe rozdanie stanowisk, dóbr, władzy i wpływów, które trwa do czasu, aż wszystkie miejsca pozostawione przez poprzedni ustrój lub wytworzone przez nowy zostaną zajęte. Właśnie wtedy rewolucja się kończy, choć armatnie salwy mogą jeszcze rozbrzmiewać nadal, i zaczyna się odliczanie do kolejnej. Fuentes stworzył bohatera, który właściwie zrozumiał ten proces. Dla romantycznej wizji rewolucjonisty to potężny cios, ale dla nas - wnikliwe studium przypadku, czego w żaden sposób nie umniejsza jego fikcyjność. Wreszcie powieść Fuentesa to także pewna adaptacja meksykańskiej historii; kreacja świata pełnego niesprawiedliwości, biedy, wyzysku, przemocy, który na chwilę osiągnął stan wrzenia w dobie rewolucji, by potem powrócić w jakimś stopniu do stanu wyjściowego. Oczywiście to nie będą te same koleiny, ten sam kierunek, ale szczytne ideały wolności i ziemi dla szerokich mas uciemiężonych nie zostały finalnie w pełni spełnione. Meksykański pisarz tworzy obraz nowej elity kraju, która zaadaptowała się do świata porewolucyjnego. Cruz jest tutaj postacią skupiającą podejście nowych kręgów do własnego państwa. Podejścia, które sprowadza się do żądzy władzy nad innymi. Taki właśnie jest główny bohater, dla którego bogactwo jest ostatecznie narzędziem służącym do kontrolowania innych. Doskonale widać to na przykładzie balu, jaki wyprawia dla meksykańskich elit, podczas którego to osobiście dyryguje zabawą - zaproszeni tańczą, jak on im zagra. Ale, co bardziej tragiczne, to samo realizuje w życiu prywatnym. Jego najbliższa rodzina, żona i dzieci, kontrolowane są przez jego pieniądze i wpływy. Nic zatem dziwnego, iż w momencie nadciągającej ku niemu śmierci myśli jego najbliższych ogniskują się wokół kwestii testamentu starego. A tu czeka ich niemiła niespodzianka i ostatni pokaz siły Artemia, który zapisał wszystko duchom ze swojej przeszłości. Ale wracając do kwestii nowych meksykańskich elit, ich świat ostro kontrastuje z opisami zapadłych mieścin i wiosek doby rewolucji, lichych budynków z błotnej cegły adobe, z krytych strzechą dachów, zakurzonych ulic pełnych zabiedzonych dzieci. Fuentes zderza te migawki ze sobą, aby ukazać to, co boli go najbardziej - zawiedzione nadzieje tych, którzy w rewolucję naprawdę uwierzyli, przelali za nią krew, a może nawet oddali swoje życie. Obrazek starzejącego się Cruza, wypoczywającego na prywatnym jachcie z młodą kochanką - oczywiście opłaconą z jego pieniędzy - jest tutaj najjaskrawszym przykładem na klęskę pewnego zbiorowego marzenia rzeszy Meksykanów. I zapewne w jakimś stopniu samego pisarza. Na zakończenie warto zatem jeszcze raz powtórzyć, że „Śmierć Artemia Cruz” to powieść, która objawiła światu literackie możliwości Carlosa Fuentesa. Pisarz zastosował w niej wiele - jak na owe czasy - innowacji pisarskich. Zmieniające się formy narracji, zaburzona chronologia, głęboka introspekcja ze strony umierającego bohatera, pogłos jego minionego życia, wreszcie wiernie odmalowana meksykańska rzeczywistość - wszystko to sprawia, że powieść ta słusznie została zauważona na świecie i zaliczona do wspomnianych na wstępie dzieł, które rozpoczęły modę na literaturę iberoamerykańską. Ukazała także niezwykle ambitne podejście meksykańskiego pisarza do twórczości literackiej, jako wyrazicielki głębszych i bardziej złożonych zjawisk społecznych lub procesów, niż tylko chwilowe zaciekawienie czytelnika. I właśnie dzięki temu ta aktualnie mocno już zapomniana powieść nadal warta jest przeczytania.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na81 miesiąc temu
Równina w płomieniach Juan Rulfo
Równina w płomieniach
Juan Rulfo
Zapraszam na bloga Milczenie Liter. *** KRÓTKO To zbiór 15 zdjęć, bowiem każde opowiadanie tutaj przypomina fotografię. Dlatego nie dziwi brak fabuły, fragmentaryczność narracji i plastyczne, konkretne opisy. I choć czasem brak im ikry, nie sposób odmówić Rulfo talentu, który w kilku opowiadaniach zaskakuje swoją skalą. "Luvina" to jedno z najlepszych opowiadań, jakie przeczytałem w ostatnim czasie. *** DŁUŻEJ Ujęcie pierwsze. Gwałtowne opady deszczu zalewają wioskę. Ojciec ze smutkiem obserwuje, jak piękna jałówka, którą podarował dorastającej córce, znika w odmętach wody. Jałówka znika, twarz ojca mokra. Może to woda, może łzy… Stop. Ujęcie drugie. Starszy, zgarbiony mężczyzna dźwiga na plecach rannego. Pokryty kilkoma warstwami potu, ledwo już idzie, zatacza się. Ma nadzieję, że wkrótce dojdą do wioski, gdzie ktoś opatrzy rany jego synowi. A póki co, niesie go na własnych plecach. Ciężar to podwójny, bowiem syn jest mordercą i grabieżcą. Ojciec go wyklął, ale jednak niesie. Stop. Ujęcie trzecie. Młody chłopak. Już na pierwszy rzut oka widać, że dziwny. Nienaturalnie wyrośnięta głowa, chyba choruje na wodogłowie. Rówieśnicy wyśmiewają go, obrzucają kamieniami. Wraca do domu, do matki chrzestnej, która się nim opiekuje, i do kucharki Felipy. Macario, bo tak mu na imię, zastanawia się, czy tej nocy Felipa znów się zakradnie do jego łóżka. Stop. Pokaz fotografii dobiegł końca. Ludzie wstają z miejsc, opuszczają salę. Spojrzałem w bok – za korbkę niewielkiego aparaciku, rozświetlonego teraz mdłym światłem, pociągał niepozorny, starszy mężczyzna. Lekko obwisłe policzki oraz dwie zmarszczki biegnące od kącików ust w dół podbródka nadawały mu wygląd nobliwego, zgorzkniałego erudyty, a przenikliwy wzrok tylko podkreślał te wrażenie. Wciąż przenosił się z miejsca na miejsce, lustrował to prawą, to lewą stronę; jakby nieustannie szukał kolejnych obiektów do sfotografowania lub opisania. A więc tak wygląda ten znany Meksykanin, Juan Rulfo. Podobno oprócz robienia świetnych fotografii pisze także książki. Mówią, że te jego urządzenie w magiczny sposób przenosi czytelnika wewnątrz każdej z fotografii. Że tak naprawdę, sceny które na nich widzimy, nigdy się nie wydarzyły i są jedynie ilustracją wydarzeń z książek, które sam napisał. Przyznaję: brzmi to niesamowicie i niewiarygodnie, ale nie jestem w stanie zweryfikować tych teorii. Niech uczynią to ci, którzy przeczytają jego publikacje, jak chociażby zbiór opowiadań pt. "Równina w płomieniach". *** Kilkadziesiąt lat później Czuję się dziwnie, jakbym po wielu latach snu nagle wyskoczył z pudełka, trzymany w czasoprzestrzennym areszcie przez samego Rulfo. Wiem jednak, że powinienem skrobnąć parę słów na temat jego opowiadań, zatem bez zbędnej zwłoki przystępuję do rzeczy. "Równina w płomieniach" to jedyny zbiór opowiadań autorstwa Rulfo. Składa się na niego piętnaście krótkich historii, których akcja zazwyczaj toczy się niespiesznym tempem w meksykańskich wioskach i bezdrożach. Są to proste historie, w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie znajdziemy tutaj wyrafinowanych zwrotów akcji, pędzącej fabuły i porywających dialogów. Na szczęście Rulfo jest zbyt dobrym pisarzem, by zadowolić się kilkoma przewidywalnymi migawkami. Wnikliwy czytelnik zauważy, jak misternie skonstruowane są te opowiadania, i jak te proste zdawałoby się sytuacje walą obuchem po łbie mocniej, niż rozmyślania niejednego filozofa. Dużo w nich śmierci, cierpienia, złoczyńców, cudzołożników, owrzodzonych, wynaturzonych, walczących o dobrą sprawę, jak i rabusiów. Istna parszywa piętnastka. To proza wyrafinowana w smaku. Jak meksykański przysmak, guacamole, nie porywa od pierwszego wejrzenia i wcale nie ma zamiaru tego robić. Wymaga uwagi i wytrwałości, ale odda wszystko z nawiązką, bo każdy kolejny kęs smakuje coraz lepiej, o czym niniejszym zaświadczam. Jak zawsze przy okazji recenzowania zbiorów opowiadań, wyróżniam kilka, które najbardziej przypadły mi do gustu: 4. Bo jesteśmy bardzo biedni Nie sposób nie uśmiechać się pod nosem podczas lektury tego opowiadania. Rulfo ze śmiertelną powagą umieszcza swych bohaterów w tragikomicznej sytuacji. Oto jedną z meksykańskich wiosek nawiedza powódź. Porywa ze sobą zwierzęta, domy, dobytki wielu mieszkańców. Szczególne znaczenie okazuje się mieć pewna jałówka, którą ojciec ofiarował swej dorastającej córce. Jałówka miała ją uchronić przed zepsuciem i zejściem na złą drogę, a oto zniknęła gdzieś pod falami wody. Woda brudna, a co będzie z czystością córki? 3. Talpa Te opowiadanie wzbudziło we mnie najwięcej emocji. Świetna, niesamowicie plastyczna historia, która aż się prosi o sfilmowanie. Ciekawa konstrukcja, Rulfo zaczyna od końca, następnie zanurza się w przeszłość i opowiada jak do tego zakończenia doszło. Tanilo Santos cierpiał z powodu okropnego owrzodzenia pokrywającego większość jego ciała paskudnymi wykwitami, z których co rusz sączyła się żółta wydzielina. Nieuleczalna choroba. Jako ostatniej deski ratunku Tanilo złapał się Matki Boskiej z Talpy. Wierzył, że jedno jej spojrzenie uzdrowi go z wrzodów i chociaż sam ledwo chodził, namawiał brata i swoja żonę Natalię, by razem z nim wybrali się na kilkudniową pielgrzymkę do Talpy. W końcu ulegają jego namowom. 2. Anacleto Morones Dziełko. Jest tu absolutnie wszystko: niewymuszony humor pierwszej jakości, ciekawi bohaterowie, misterna konstrukcja. Oto do mieszkającego samotnie ranczera Lucasa Lucatero przybywa grupa dziesięciu pobożnych staruszek prosząc o zaświadczenie o boskości i cudach, które za życia zdziałał tytułowy Anacleto. Tak się składa, że obaj panowie znali się bardzo dobrze. Problem w tym, że w temacie domniemanej boskości Anacleta nasz bohater ma nieco inne zdanie niż świątobliwe matrony. Cała historia jest w zasadzie zapisem ich rozmowy. I trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniego słowa, mimo pozornego braku akcji. Dlatego właśnie literacki kunszt Rulfo objawia się najlepiej właśnie w tym opowiadaniu. "Stare cholery! Ani jednej znośnej. Każdej z nich już stuknęła pięćdziesiątka. Powiędłe jak łopuchy, suche i nastroszone. Nie ma się czego chwycić". 1. Luvina …za to w "Luvinie" meksykańskiemu pisarzowi udało się wyczarować niesamowity klimat. Dwóch nieznajomych rozmawia w barze. Jeden pragnie się dostać do Luviny, drugi spędził tam wiele lat i opowiada, czego podróżny może się spodziewać w nowym miejscu. Luvina to najwyższe i najbardziej kamieniste z okolicznych wzgórz. Jałowa ziemia, na której nic nie chce rosnąć, żadnej zieleni, ani jednego drzewka. Do tego wiecznie wiejący wiatr, który bezlitośnie smaga po twarzy wulkanicznym piaskiem. Błękit nieba, który nigdy nie wychodzi zza chmury pyłu Mieszkańcy? Garstka wysuszonych staruchów. Porwał mnie opis tej nędznej wioski. Druga sprawa: po co nieznajomy tak bardzo pragnął dostać się do Luviny? Wiedząc, że spotka go tam pustka, wiatr i śmierć? Nie daje mi to spokoju. "Ja bym powiedział, że to jest miejsce, gdzie gnieździ się smutek. Gdzie uśmiech jest nieznany, jakby wszystkim ludziom skamieniały twarze. I jeżeli pan zechce, może pan zobaczyć ten smutek o każdej porze. Wiatr, który tam wieje, zakłóca go, ale nigdy nie unosi ze sobą. Jest tam ciągle, jakby tam się urodził. I można nawet próbować jego smak i zapach, bo zawsze jest nad człowiekiem, napiera na człowieka i zawsze uciska jak wielki opatrunek na żywym sercu". Ta genialna opowieść jest zresztą głębsza, niż się to z początku wydaje. Opowieść starszego mężczyzny przypomina rozmowę nauczyciela z niedoświadczonym słuchaczem, uczniem. Albo, idąc jeszcze dalej: to starość przemawiająca do młodości. Luvina jako miejsce opuszczone, miejsce gdzie czas się zatrzymał, gdzie powtarzają się te same wydarzenia, może być równie dobrze metaforą czyśćca. Słuchając opowieści doświadczonego narratora możemy wyobrazić sobie, co czeka wędrowca. Niepokój osiąga swój zenit, gdy zdamy sobie sprawę, że owym wędrowcem jesteśmy my sami. Zanim przejdę do podsumowania, jeszcze jedna ciekawostka. W ostatecznej wersji tego zbiorku znalazło się 17 opowiadań, natomiast w polskim wydaniu jest ich 15. Których brakuje i dlaczego? Nie ma La herencia de Matilde Arcángel („Dziedzictwo Matyldy Archanioł„ – opowieść o nienawiści między ojcem i synem),i El día del derrumbe („Dzień upadku”). Zostały dodane w 1971 roku – w tym samym roku, w którym ukazał się polski przekład. Szkoda wielka - zabrakło trochę czasu, by polski czytelnik mógł się z nimi zapoznać. „Dziedzictwo Matyldy…” przeczytać można w jednym z numerów "Literatury na świecie" (nr 5/1988, tom 202). Jako całość, "Równina w płomieniach" prezentuje zaskakująco równy poziom. Większość opowiadań to więcej niż solidna literatura, spalona słońcem i znojem meksykańskiej prowincji. Jednak kilka z nich wyróżnia się zdecydowanie, m.in. wspomniane już "Talpa" czy "Anacleto Morales". Na deser oczywiście "Luvina" – jedno z najlepszych opowiadań, jakie przeczytałem w ostatnim czasie. Sam Juan Rulfo był niezwykle ciekawą postacią. Im więcej o nim czytam, tym bardziej mnie intryguje. Jego dorobek literacki to zaledwie trzy pozycje – poza recenzowanym zbiorkiem opowiadań składa się na niego skromna powieść "Pedro Páramo" oraz zbiór pism "Złoty kogut". To wszystko. Za "Pedro Páramo" zresztą zabiorę się wkrótce – Borges nazwał je jednym z najlepszych tekstów, jakie kiedykolwiek opublikowano w jakimkolwiek języku. Zupełnie inaczej ma się sprawa z fotografiami. Fundacja im. Juana Rulfo wciąż przechowuje negatywy blisko 6 tysięcy zdjęć autorstwa Meksykanina. To ogromna spuścizna. Wracając jednak do "Równiny w płomieniach". To zbiór kolejnych 15 zdjęć, bowiem każde opowiadanie tutaj przypomina fotografię. Dlatego nie dziwi brak fabuły, fragmentaryczność narracji i plastyczne, konkretne opisy. I choć czasem brak im ikry, nie sposób odmówić Rulfo talentu, który w kilku opowiadaniach zaskakuje swoją skalą.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na82 lata temu
Żołnierze spod Salaminy Javier Cercas
Żołnierze spod Salaminy
Javier Cercas
Wybitnie empatyczna opowieść z najstraszliwszą z możliwych wojen, bo domową, w tle. Teoretycznie o pewnym hiszpańskim faszyście, ale faktycznie o tych wszystkich prawdziwie nieznanych żołnierzach (mniejsza nawet, z której strony barykady),potrafiących w czasach nienawiści ocalić człowieczeństwo - i swoje, i Innego.... Taki jak tu obraz wojny, z żołnierskich dołów, a nie perspektywy zawsze dzielnych, bohaterskich i odznaczanych dowódców, widziany, bardzo mi odpowiada. Książka to „kompletna i prawdziwa” – nie da się zaprzeczyć tym słowom Autora (bo to także książka w książce). To także moja kolejna ważka rzecz o pamięci i historii oraz pułapkach w nich się kryjących, a także o niemożliwości ich poznania. „I teraz nie wiem, co było prawdziwe” - pisał Poeta w jednym z najwspanialszych swych wierszy. Prawdy możemy się u Cercasa tylko domyślać, a „jedyną odpowiedzią jest brak odpowiedzi; jedyną odpowiedzią jest jakaś tajemna i bezmierna radość ”…. Za nieporozumienie uznaję opinie, jakby to była rzecz o faszyście Sanchezie Mazasie (a może i jego apologia) - cudem ocalałym spod ognia republikańskiego plutonu egzekucyjnego, którego zaraz potem jeden ze ścigających żołnierzy mógł zabić, ale tego nie uczynił. Czy wraz z narratorem dowiemy się dlaczego? Tymczasem postać czołowego falangisty wydaje mi się raczej przedmiotem, a nie podmiotem tej opowieści jako całości, choć ilościowo faktycznie o nim sporo. Ale według mnie to raczej zwodniczy, a przemyślany zamiar Autora, który w drugiej części koncentruje się na kimś ze strony republikańskiej. Wydaje się nawet, że Cercas od początku zmierza tylko do tego, aby w końcu zacząć opowieść o swym prawdziwym bohaterze – Miralllesie; „o tych niepojętych chwilach, w których cała cywilizacja zależy od jednego człowieka”. O ile wcześniej bywa różnie, to ta część wciąga bez reszty i pozostawia czytelnika w osłupiającym podziwie… Chodzi bowiem o „mięso armatnie”, czyli szeregowych, nikomu nie znanych ludzi. „Żadna ulica w żadnym żałosnym miasteczku żadnego gównianego kraju nie będzie nigdy nazwana imieniem żadnego z nich” – słyszymy prostą, a wieczną prawdę o wojennym rzemiośle. Tak, tacy od zawsze aż po kres ludzkości są i pozostaną „mierzwą dziejów”. Ot, pionki na potwornej szachownicy w rozgrywce wielkich kosztem maluczkich - czym wszak jest każda wojna. Ale pionki z olbrzymią władzą: odbierania życia innym – ale też i ich ocalania. A nie chodzi wszak o kolegów z oddziału, tylko o wrogów – kimkolwiek by byli…. I czy była w ogóle kiedykolwiek taka przedziwna wojna, w której nie zabijano by bezbronnych…? „Te historie nikogo już nie obchodzą, nawet nas, którzyśmy je przeżyli. Był czas, kiedy obchodziły, ale teraz już nie. Ktoś zdecydował, że należy o tym zapomnieć, i coś panu powiem: ten ktoś chyba miał rację. Poza tym połowa tych historii to niezamierzone kłamstwa, a druga połowa to kłamstwa zamierzone”. To zdanie dedykuje swym rodakom – nie tylko w kontekście nadchodzących wyborów…. I jeszcze inny cytat, jakże zawsze i wszędzie prawdziwy: „Jedynym wspólnym, łączącym ich elementem, była według mnie, ich kondycja ludzi, którzy przeżyli, czyli ta zwodnicza przewaga, którą bohaterowie dnia dzisiejszego, zawsze zwyczajnego, nijakiego i pozbawionego chwały, przyznają bohaterom dnia wczorajszego, przeszłość bowiem – poznawana przez filtr pamięci – zawsze jest wyjątkowa, burzliwa i bohaterska”. Albo taki, wart zadedykowania ajpienowi: " Bohaterowie są bohaterami tylko wtedy, kiedy umierają albo ktoś ich zabija. Prawdziwi bohaterowie rodzą się tylko na wojnie i umierają na wojnie. Nie ma żywych bohaterów (…). Są tylko umarli". Podczas lektury wielokrotnie przychodziła mi na myśl inna rzecz o „statystach historii”, czyli skandalicznie zapomniane arcydzieło „Sól ziemi” Józefa Wittlina. Piotr Niewiadomski to jeszcze bardziej „nikt” niż Mirallles, a przecież jak najsłuszniej tytułowy bohater…. Miałem też skojarzenia z niemniej empatycznym obrazem zwykłego, może nawet i tchórzliwego (czyli pragnącego po prostu przeżyć),żołnierza z wybitnego - o dziwo! - „Trenu” Bohdana Czeszki, postaci niewartej pamiętania – w przeciwieństwie do tej jego noweli. Bo jak czytamy u Cercasa, „można być dobrym pisarzem, będąc jednocześnie strasznym skurwysynem”… PS Czy Autor nie rzuca aby wyzwania - nam, Polakom? „Ze wszystkich historii w Historii najsmutniejsza jest niewątpliwie historia Hiszpanii, ponieważ kończy się źle”. Jeszcze nieco cytatów… Zastanawiałem się, czy te relacje będą odpowiadać rzeczywistym faktom, czy też, w nieunikniony pewnie sposób, przykryła je patyna półprawd i zmyśleń, jaka zwykle dodaje splendoru zdarzeniu dawnemu i dla jego uczestników niemal legendarnemu. Czyli to, co mi opowiedzą, będzie nie tym, co wydarzyło się naprawdę, ani nawet nie tym, co pamiętają, że się wydarzyło, lecz tylko tym, co pamiętają, że opowiedzieli już przy innych okazjach. Dla Aguirre, podobnie jak dla wszystkich, pisanie do prasy nie jest pisaniem. Nie potrafiła uniknąć pułapek, jakie w trakcie opowiadania zastawiała na nią nostalgia. Uważał ją za jedyną prawdziwą przygodę swego życia, a przynajmniej jedyną, którą mógł się szczycić bez obawy demistyfikacji. Kraj cywilizowany to taki, w którym ludzie nie muszą tracić czasu na politykę. Rzeczywistość zawsze nas zdradza. Najlepiej więc nie dać jej na to czasu i zdradzić ją wcześniej. Nie pisze się zazwyczaj o tym, o czym chce się pisać, ale o tym, o czym się pisać potrafi. Co się tyczy ojczyzny, no cóż, nie wiadomo, czym jest ojczyzna, może po prostu usprawiedliwieniem dla świństwa albo lenistwa. Gorliwe podkreślanie lojalności często maskuje zdradę. Możliwe, że w głębi duszy przez całe życie w nic nie wierzył, a już najmniej w to, co głosił i czego bronił. „Jeżeli za coś nienawidzę komunistów ekscelencjo, to za to, że zmusili mnie, abym został falangistą”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Plugawy ptak nocy José Donoso
Plugawy ptak nocy
José Donoso
Posadowiona na pograniczu realizmu magicznego i surrealizmu powieść, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia, by przy przekraczaniu owej granicy nie zatracić rozeznania w narracji i roli jej bohaterów. O ile Autor rozpoczyna legendą, to w kolejnych rozdziałach, których akcja rozgrywa się w Chile w latach 60-tych XX wieku, opisuje wydarzenia związane z miejscem i ludźmi, którzy mogą być potomkami osób z przedstawionej opowieści. Miejscem akcji jest opuszczony dom, niegdyś kontemplacji, a w czasie gdy rozgrywa się powieść, prowadzony przez zakonnice ośrodek, czy też przytułek dla starych kobiet, które mają tam swój świat, jakże inny od tego na zewnątrz, gdyż opuszczony i zaniedbany, jednak dla nich ważniejszy i bezpieczniejszy. Poprzez pryzmat świata zatrzymanego wewnątrz murów, jak i tego, związanego z życiem na zewnątrz, Autor ukazał istotę przemijania, przemiany ról życiowych i społecznych i odniesień, które dają preteks do podejmowania określonych działań i przybierania postaw, poprzez pryzmat których czujemy się bezpieczni. Nic nie jest tym, czym się wydaje, wszystko podlega zmianom, sługa może stać się kimś bardzo bogatym, zaś osoba piękna i dystyngowana zostać napiętnowana z tego właśnie powodu przez to, że różni się od oceniających. Zamknięta społeczność staruszek zastępują dziwolągi, postaci pokraczne z uwagi na różne deformacje fizyczne, to co brzydkie, staje się normą. `Nie wiadomo, czy zabieg ten nie posłużył Autorowi do skrytykowania stosunków społecznych i ustroju politycznego, to moje przypuszczenie. Brawa dla Pani tłumacz Zofii Chądzyńskiej, książka jest trudna i wymagająca, nie mniej z pewnością jej drobiazgowość pozwoliła wiernie przekazać zamysł Autora.
Marton - awatar Marton
ocenił na65 dni temu

Cytaty z książki Sztuczne oddychanie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sztuczne oddychanie