Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania

Okładka książki Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania autora Adrian Goldsworthy, 9788383383453
Okładka książki Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania
Adrian Goldsworthy Wydawnictwo: Rebis historia
624 str. 10 godz. 24 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Eagle and the Lion: Rome, Persia and an Unwinnable Conflict
Data wydania:
2025-10-28
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-28
Data 1. wydania:
2023-07-06
Liczba stron:
624
Czas czytania
10 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383383453
Tłumacz:
Janusz Szczepański
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygraniai

Rzym kontra Persja – siedemset lat wojen



938 343 653

Oceny książki Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania

Średnia ocen
7,8 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania

avatar
490
16

Na półkach: ,

Goldsworthy wspanale snuje opowieść poprzez wieki o koegzystencji dwóch ówczesnych światowych potęg. Poprzez kolejne rozdziały poznajemy historię wzajemnych relacji, od nieśmiałych delegacji dyplomatów po rywalizację która stopniowo przeradza się we wzajemną zależność, gdzie jedno państwo stanowi narzędzie do realizacji interesów wewnętrznych drugiego i na odwrót. Ta zimna wojna starożytności trwała przez stulecia a zakończyła się upadkiem obu krajów na przestrzeni kilkunastu zaledwie lat. Książka jest niewątpliwie świetnym studium przypadku z którego można wyciągnąć wnioski również dla współwłasności i tego co dzieje się obecnie wokół nas. Polecam.

Goldsworthy wspanale snuje opowieść poprzez wieki o koegzystencji dwóch ówczesnych światowych potęg. Poprzez kolejne rozdziały poznajemy historię wzajemnych relacji, od nieśmiałych delegacji dyplomatów po rywalizację która stopniowo przeradza się we wzajemną zależność, gdzie jedno państwo stanowi narzędzie do realizacji interesów wewnętrznych drugiego i na odwrót. Ta zimna...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
675
661

Na półkach: , ,

Historyczna lekcja o rywalizacji


Wzajemny respekt Rzymu i Persji wynikał z niemożliwości pokonania przeciwnika. Swoista zimna wojna, która trwała ponad siedemset lat między dwoma mocarstwami skazanymi na konfrontację, stworzyła przekonanie o trwałości zbudowanego układu. Na sam koniec tej epopei wydawało się, że jedna strona zdołała zdominować drugą. W 622 roku zakończyła się wielka sasanidzka ofensywa, która niemal rozbiła swego odwiecznego bizantyjskiego wroga. Często jednak pycha kroczy przed upadkiem. W tym samym bowiem roku nieistotny dla polityki imperiów Mahomet zwiał z jednego prowincjonalnego miasta do drugiego. Niby nic, ale trzy dekady później wyznawcy tego ‘pustynnego kaznodziei’ zlikwidowali wielką Persję i przerazili władców Konstantynopola. Wciąż nie odrabiamy różnych lekcji z historii, bo w naszym mniemaniu to jednak my żyjemy w wyjątkowych czasach.

Po przydługim wstępie umoralniająco-literackim, krótko opiszę wrażenia z lektury mojego czwartego spotkania z brytyjskim historykiem i pisarzem. Choć w dużym stopniu lektura tej książki uwierała monotonią i białymi plamami obiektywnej niewiedzy badawczej, to w podsumowaniu Adrian Goldsworthy solidnie się zrehabilitował, zbliżając się do bardzo dobrego pióra typowego dla wcześniejszych tekstów. „Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania” zamyka między okładkami spójny tematycznie okres, który z reguły w tej postaci nie funkcjonował w obiegu. Podobno (to przekonanie autora) nie ma w zasadzie alternatywnej syntezy agregującej dzieje Partów i Sasanidów w relacji do Cesarstwa Rzymskiego.

Historia zaczyna się na przełomie II/I w. p.n.e., gdy upojona sukcesem punickim Republika znalazła na wschodzie nowe źródło potencjalnych bogactw. Szybko jednak musiała zrewidować strategiczne plany po upokarzających porażkach ‘wielkich wojowniczych Marków’ – Krassusa i Antoniusza. Mitygowanie się w asymetrii, której nie pomagało osobiste uwielbienie dla rzymskiej wojskowości, było wyzwaniem pisarskim. Goldsworthy w całym tekście z różnym skutkiem próbuje niwelować dysproporcję w wiedzy o obu mocarstwach. Niestety Persja nie miała takiego prokonsula Cylicji jak Cyceron, który mógłby równie kwieciście opowiadać o codzienności pogranicza swojego imperium. A Rzym takich kronikarzy miał wielu. Dysproporcja faktograficzna między znanymi detalami o życiu dwa milenia temu chociażby niewielkiej Dacji a milionem kilometrów kwadratowych afgańsko-pakistańskim deprymuje. W książce ten fakt jest tuszowany z różnym skutkiem.

Plusy. Bardzo dobrze wypadło bezpośrednie porównanie mocarstw na poziomie polityki ekspansjonistycznej jako konsekwencji uwarunkowań wewnętrznych. Czy to chodziło o wojny domowe (np. str. 93-96),czy o mimowolne dzielenie się nowinkami technik wojennych lub ‘papugowanie’ ceremoniału dworskiego (np. str. 394),Persja i Rzym napędzały się do wieloaspektowego naśladownictwa. Odkrywcza dla mnie była obserwacja o trwałości dziedzictwa Aleksandra Macedońskiego na Bliskim Wschodzie. Choć minęły z czasem wieki od jego krótkotrwałych podbojów, to chociażby język czy mitotwórcza wyobraźnia grecka pozostawała żywa i tysiące kilometrów od polis. Każde wstawki obyczajowości, choć oszczędnie serwowane, przyjmowałem z zaciekawieniem. Nie wiem czemu Goldsworthy tak skromnie zagłębiał się w te tematyki. Poradził sobie świetnie, a mam wrażenie że niepotrzebnie trochę obawiał się takich analiz. Wątki o procesie podkupywania najemników czy roli miast na pograniczu, to dobra przeciwwaga dla nużących w nadmiarze kolejnych wypadów wojennych. Interesująco wybrzmiał jeden z niewielu mniej podniosłych (czytaj: niemal zabawnych) detali. Za rządów Oktawiana, jedno z przesileń wykorzystał aktualny szachinszach do pozbycia się licznej rodzinnej konkurencji i odesłał do Rzymu duże grono synów z rodzinami na ‘złotą niewolę’ (kopiowano ten proceder w średniowieczu, gdzie chociażby syn króla Francji Jana II trafił jako zakładnik do Londynu). Zabawne było to, że długie dekady później sami przedstawiciele Persów prosili Rzym o wypuszczenie niektórych członków rodziny królewskiej (str. 199):

„Po raz trzeci grupa nobilów zwróciła się do cesarza - w tym wypadku do Klaudiusza – z prośbą o przysłanie kolejnego potomka Fraatesa IV”. Jak poprzednio, legat Syrii – co ciekawe, prawnuk Kasjusza, jednego z zabójców Cezara – odprowadził partyjskiego księcia tylko do granicy na Eufracie.

Z obszaru faktów o znaczeniu strategicznym i długofalowym, trwale przyswoiłem sobie rolę Armenii (rozumianej jako duży region starożytny, ok. 10x większy od współczesnego państwa). Okazuje się, że to tam najczęściej dochodziło do walk, zakulisowych aktywności, zabiegania o przychylność labilnych lokalnych władców.(*) Historyk niemal z dziejów tego regionu stworzył rozbudowaną spójną ‘sub-opowieść’. Osiągnięty efekt - uzmysłowienie współczesnemu człowiekowi zawiłości uwarunkowań epoki – dobrze formuje się jako ‘nowy kawałek wiedzy’.

Ponieważ całość jest lekkim zawodem, to w telegraficznym skrócie opiszę moje żale. Historyk, mimo zapewnień, zbyt licznie dostarcza nazwisk. W związku z europejskim kulturowym dziedzictwem, znamy większość osobistości świata rzymskiego – od Mariusza, Sulli, przez Kaligulę i Trajana, po Juliana Apostatę i Justyniana. Zapewne praprzyczyną jest tu ponownie brak wiedzy partyjsko-perskiej. Autor chciał nam tę dysproporcję zniwelować i dostarczył przyciężkich wyliczanek z dworu Arsakidów i Sasanidów. Brakowało też strukturalnego wątku, który opisywałby ponadczasowe zjawiska ewolucyjne. Taka porządkująca narracja pomogłaby w przepracowywaniu detali kampanijnych. Mamy tutaj zaledwie dalekie echa zmienności jako kolejnych najazdów grup z Azji Środkowej. W jakim stopniu wpływały na decyzje o wyciszaniu granicznego konfliktu persko-rzymskiego? Nie jest jasne. Cała grupa pytań o ilościowe zaangażowania imperiów w budowanie przewagi granicznej również wisi w próżni. Wątek arabski, który tak szybko pozbawił tytułowych drapieżników złudzeń, wypadł słabo. Choć to akurat globalne przetasowanie nie jest przedmiotem książki, to jednak swoją bezprecedensową dynamiką rzutuje na kondycję Persji i Bizancjum na początku średniowiecza. Świetnie zapowiadający się wątek o łatwości przyciągania na swoją stronę przez Bizancjów ludów chrześcijańskich w związku z powinowactwem (str. 449) zakończył się nim nabrał kolorów. Jest też trochę ‘wrzutek’, które zapewne są ważne, choć poprzez zdawkowość, wydają się jakby przyklejone na siłę (np. wątek chiński w VII wieku – str. 515).

Książka ostatecznie zasłużyła na ocenę dobrą. W dużym stopniu to zasługa dwóch elementów. Pierwszym są podsumowania po każdym rozdziale. Spełniają po prostu swoją rolę. Jeśli chciałbym sam wrócić do książki, to najpewniej przeczytałbym ponownie te 10% objętości, śledząc trzy-cztery ostatnie strony każdej partii. Drugim jest podsumowanie. Dla niego warto było zmierzyć się z całością. Ponadto w zasadzie dostarcza ono trafiającej w sedno dawki istoty relacji mocarstw, której kształt w równym stopniu zleżał od jednostkowych ambicji jak i długofalowych strategii. Dla potomności, przytoczę piękny dłuższy fragment (str. 541):

„System oparty na stałej konkurencji i częstych demonstracjach siły, czasem przeradzających się w otwarty konflikt, zawsze zawierał element ryzyka, że działania eskalują do poziomu, na którym nikt już za bardzo nie skorzysta.

Mimo to całymi stuleciami jakoś się to sprawdzało. Dwa agresywne mocarstwa bytowały obok siebie, zawsze prężąc muskuły, czasem walcząc ze sobą, ale z obustronnie akceptowanymi ograniczeniami, bez wojny totalnej, obliczonej na wzajemną destrukcję. System te był doskonały, ale też niepodobny do żadnych innych stosunków międzypaństwowych w starożytności”

7/10 – DOBRE z małym minusem

=======

* Ponieważ lektura tej książki była momentami nużąca i mało w niej lekkości, to dygresja współczesna. Ostatnio Trump w przypływie skromności wymienił jakoby zakończoną przez siebie m.in. wojnę albańsko-azerską. W starożytności Albania zlokalizowana była jako region kaukaski (dzisiejsza Gruzja). Może więc ta bezsensowna i symptomatyczna pomyłka ma jednak drugie dno? :)

Historyczna lekcja o rywalizacji


Wzajemny respekt Rzymu i Persji wynikał z niemożliwości pokonania przeciwnika. Swoista zimna wojna, która trwała ponad siedemset lat między dwoma mocarstwami skazanymi na konfrontację, stworzyła przekonanie o trwałości zbudowanego układu. Na sam koniec tej epopei wydawało się, że jedna strona zdołała zdominować drugą. W 622 roku zakończyła...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
129
37

Na półkach:

Jest to pierwsza książka tego autora, przeczytana przeze mnie . Styl,narracja ,jak i tłumaczenie świetne.Dla Mnie szczególnie cenne i przydatne były opisy walk Rzymu z Partami za czasów republiki , bo poźniejsze za czasów cesarstwa ,prowadzone z Partami i Persami Sasanidów ,oraz Bizancjum są mi znane i w wielu wypadkach lepiej opisane ,niż tutaj ,ale temat jest rozległy i jakoś za bardzo Mi to nie przeszkadzało.

Jest to pierwsza książka tego autora, przeczytana przeze mnie . Styl,narracja ,jak i tłumaczenie świetne.Dla Mnie szczególnie cenne i przydatne były opisy walk Rzymu z Partami za czasów republiki , bo poźniejsze za czasów cesarstwa ,prowadzone z Partami i Persami Sasanidów ,oraz Bizancjum są mi znane i w wielu wypadkach lepiej opisane ,niż tutaj ,ale temat jest rozległy i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

195 użytkowników ma tytuł Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania na półkach głównych
  • 154
  • 34
  • 7
48 użytkowników ma tytuł Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania na półkach dodatkowych
  • 27
  • 9
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Adrian Goldsworthy
Adrian Goldsworthy
Adrian Goldsworthy uzyskał doktorat na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jego pierwsza książka, Armia rzymska na wojnie, została uznana przez Johna Keegana za „imponujące dzieło, oryginalne w podejściu do tematu i znakomite pod względem stylu”. Siedem kolejnych sprzedało się w ponad ćwierci miliona egzemplarzy; przetłumaczono je na kilkanaście języków. Po polsku ukazały się biografia Cezara, W imię Rzymu oraz Pax Romana (REBIS 2018). Goldworthy jest także autorem poczytnych serii powieści historycznych rozgrywających się w Brytanii pod rzymskim panowaniem oraz z czasów napoleońskich. Obecnie całkowicie poświęcił się pisaniu, regularnie współpracuje też przy tworzeniu dokumentalnych programów telewizyjnych dotyczących starożytności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Piąte Słońce. Nowa historia Azteków Camilla Townsend
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków
Camilla Townsend
Dzieje jednego narodu… Camilla Townsend wzięła na tapet historię Azteków (choć jeśli o chodzi poprawność terminologii to powinniśmy posługiwać się pojęciem ludu Mexica, jak sami o sobie mówili, jednak termin Aztekowie na tyle ‘wrósł’ w terminologię powszechną, że nawet sama autorka od czasu do czasu posługuje się tym pojęciem). Począwszy od samych początków powstania narodu, przez budowanie państwa-miasta Tenochtitlanu aż po najazd Cortésa i życie po podboju. Autorka przedstawia nam historię znaną z innych książek, historię wielokrotnie opisywaną, więc skąd ta nowa historia w podtytule? Ano stąd, że jest to pierwsza publikacja oparta na źródłach azteckich, a nie przedstawiona z punktu widzenia Europejczyków. Stąd też książka obala część mitów, które nadal pokutują w przekonaniach ludzi współczesnych, m. in. krwawy obraz narodu azteckiego, składającego stosy krwawych ofiar. Townsend czerpie z licznych źródeł, co sprawia, że „Piąte słońce” jest dość szczegółową publikacją, a tym samym może być niekiedy przytłaczająca dla odbiorcy nie obeznanego choć trochę z tematem. Imiona, nazewnictwo w języku ludu Mexica (języku nahuatl) są dość specyficzne, więc lektura wymaga uważności i wymusza niejako powolność czytania. Na plus należy zaliczyć słowniczek zamieszczony na początku publikacji, który przybliża znaczenie azteckich i hiszpańskich nazw wykorzystywanych w tekście, co pozwala już na wstępie nieco obeznać się z terminologią. Autorka w odniesieniu do postaci posługuje się zarówno ich imionami w języku nahuatl jak i imionami w tłumaczeniu. I ten zabieg akurat, w moim odczuciu, jest nie do końca trafiony. Bowiem podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na tym, że myślałam iż czytam o dwóch różnych osobach, a w rzeczywistości była to historia jednego człowieka w stosunku do którego autorka stosowała zamiennie oba nazewnictwa imienne. Historia, mitologia i wierzenia Azteków interesują mnie od lat (z naciskiem na te dwa ostatnie). Lektura „Piątego słońca” to faktycznie było coś odmiennego na tle innych okołoazteckich książek dostępnych na polskim rynku, które czytałam (chociażby „Aztekowie i tajemnica kalendarza” Jacka Walczaka czy starszych pozycji jak „Mitologia Azteków” Marii Frankowskiej czy „Aztekowie. Naród wybrany przez słońce” Bero i Bojanowskiego). Po pierwsze była to pozycja ściśle skupiona na historii w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, które skupiały się przede wszystkim na mitologii, wierzeniach czy sposobach odmierzania czasu (kalendarzu),a historia ludu Mexica stanowiła w nich jedynie niewielki wycinek treści. A dodatkowo w „Piątym słońcu” mamy spojrzenie ‘z pierwszej ręki’ na historię narodu azteckiego. Reasumując, „Piąte słońce” to obszerna publikacja prezentująca historię narodu azteckiego z ich punktu widzenia. Narodu fascynującego tak z punktu widzenia ich mitologii i wierzeń jak i historii. Narodu, który, choć mocno doświadczony przez życie (m. in. zdziesiątkowany przez choroby przywiezione wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, np. ospę) to trwał dalej. By przetrwać. I przetrwał. A potomkowie dawnych Azteków nadal zamieszkują teren Meksyku i posługują się swoim rdzennym językiem – językiem nahuatl. Wartościowa pozycja dla zainteresowanych tematem. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis. https://www.instagram.com/w_otchlani_wyobrazni
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na72 miesiące temu
Na szerokim, szerokim morzu. Ostatnia wyprawa kapitana Cooka Hampton Sides
Na szerokim, szerokim morzu. Ostatnia wyprawa kapitana Cooka
Hampton Sides
Książka o czasach kiedy „statki były z drewna, a mężczyźni z żelaza”. Towarzyszymy Jamesowi Cookowi podczas jego trzeciej podróży dookoła świata wraz z załogą dwóch statków: „Resolution” i „Discovery”. Jednym z celów, który kapitanowi wyznaczyła brytyjska Admiralicja była próba wytyczenia t.zw. Przejścia Północno-Zachodniego, czyli drogi morskiej biegnącej wzdłuż północnego wybrzeża Kanady, dzięki której znacznie skróciłaby się podróż do Chin, a nawet Indii. Przedtem jednak nastąpiła jeszcze dokładniejsza niż za poprzednich wypraw eksploracja Pacyfiku i – nie lada gratka – niespodziewane odkrycie Hawajów. Te piękne wyspy o łagodnym klimacie, bogatej przyrodzie i – jak się wydawało – przyjaźnie nastawionych tubylcach wydawały się idealnym miejscem dla dłuższego odpoczynku, uzupełnienia zapasów i dokonania niezbędnych napraw. Główny cel wyprawy umykał jednak słynnemu odkrywcy. Żeglowanie wzdłuż zachodniego brzegu Kanady i Alaski przyniosło co prawda dużo cennej wiedzy kartograficznej, jednak po pokonaniu Cieśniny Beringa i rychłym zaobserwowaniu zbliżającej się ściany arktycznego lodu – trzeba było zawracać. Nieustępliwy Cook, zamiast zarządzić powrót do Anglii, postanowił podjąć kolejną próbę w bardziej sprzyjającej porze roku, a w międzyczasie powrócić na Hawaje. Jednak kolejna wizyta na rajskich wyspach miała przybrać zupełnie inny obrót niż poprzednio… Hampton Sides wykonał bardzo solidny research – opis życia na morzu w końcówce XVIII wieku tchnie ogromnym autentyzmem. Niemal widzimy szczury pełzające pod pokładem czy wszechobecne karaluchy, czujemy stęchliznę i smród panujące na statku, wzdrygamy się wraz z marynarzami wobec konieczności spożywania ohydnego mięsa z morsa… Mamy też ciekawy wgląd w osobowość Jamesa Cooka. Imponuje on opanowaniem i spokojem, który potrafi zachować w każdej niemal sytuacji. Jest twardy i zdecydowany, ale sprawiedliwy – nie przesadza z brutalnością, tak częstą u ówczesnych dowódców, cieszy się więc dużym poważaniem u podwładnych. Umie zadbać o ekipę swoich wypraw – na jego statkach nikt nie umiera na szkorbut, zwykle dziesiątkujący ówczesne załogi (intuicja podpowiadała Cookowi, że warto dbać o zróżnicowaną dietę marynarzy). A jednak z czasem coś się zmienia: coraz częściej zdarza się, że traci panowanie nad sobą lub podejmuje nieracjonalne decyzje. Starzeje się? Dają się we znaki trudy i rozterki kilkuletniej podróży z dala od wygodnego domu, żony, dzieci? Pogarsza się jego zdrowie psychiczne? Dość powiedzieć, że słynący dotąd z taktu, dyplomacji i pełnego wrażliwości podejścia do rdzennej ludności Cook wdaje się w konfrontację, która doprowadzi do jego tragicznego końca… Historia ostatniej wyprawy kapitana Cooka jest sama w sobie tak fascynująca, że można wybaczyć autorowi okazjonalne mielizny, czy niepotrzebnie rozbudowane poboczne wątki. Zasadniczo czyta się to dobrze, a momentami wręcz trudno się oderwać. Ten klimat pełnych niebezpieczeństw morskich przygód przypomniał mi z jakim przejęciem pochłaniałem w dzieciństwie pierwszą czytaną samodzielnie powieść – „Wyspę skarbów”. Dużym minusem polskiego wydania książki Hamptona Sidesa jest brak jakichkolwiek ilustracji, czy mapek pokazujących trasę ekspedycji – czytając musimy więc zaopatrzyć się w dobry atlas otwarty głównie na stronach poświęconych Oceanowi Spokojnemu. W wydaniu angielskim na początku książki znajduje się kilka mapek, które obrazują zarówno cały szlak pokonany przez oba statki, jak i kilka szczegółowych fragmentów podróży (Hawaje, Alaska, etc). Polski wydawca uznał jednak, że naszemu czytelnikowi mapki nie będą potrzebne – moim zdaniem taka decyzja to szczyt wydawniczej fuszerki i lekceważenia czytelników.
Spinoza - awatar Spinoza
oceniła na71 miesiąc temu
Upadek Robespierre'a. Ostatnie 24 godziny terroru Colin Jones
Upadek Robespierre'a. Ostatnie 24 godziny terroru
Colin Jones
Na start zaznaczę, że po "Upadek Robespierre'a" warto sięgnąć, mając w miarę dobrze poukładane w głowie wydarzenia oraz bohaterów Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Ten temat nigdy nie leżał w zakresie moich zainteresowań, o rewolucji ostatnio czytałam w szkole, a było to dość dawno... I po kilkudziesięciu stronach książki Jonesa musiałam ją odłożyć na bok i zgłębić się najpierw w odmętach internetu, by wiedzieć, co i jak, no i nie gubić się w treści książki skupiającej się na jednym konkretnym dniu - przewrocie 9 thermidora (27.07.1794). Przyznam, że zabrakło mi tutaj takiego wprowadzenia historycznego, a także podsumowania wydarzeń z kolejnych lat. Nie to, że ten 9 thermidora jest zawieszony w próżni, bo Jones opowiada trochę o wcześniejszych wydarzeniach, ale po pierwsze skupia się tylko na tych, które mają związek z omawianymi tematami, a po drugie czyni to w sposób dość chaotyczny i niechronologiczny. "Upadek Robespierre'a" opowiada godzina po godzinie o tym dniu i jeśli np. o danej porze miały się rozpocząć protesty, to owszem, autor nagle zgłębiał ich przyczyny i wcześniejsze wydarzenia... by nagle przeskoczyć do innego miejsca 15 minut później i omawiać inny temat. Zatem to była dla mnie największa wada tej książki. Drugi, również spory minus, to nierównomierne przyciąganie zainteresowania czytelników. Pierwsza część "Upadku Robespierre'a", właściwie wszystkie wydarzenia prowadzące do jego aresztowania to głównie mocno przegadana polityka. Bardzo dużo nazwisk i miejsc, które osobie nieznającej francuskiego natychmiast zlewały się w jedno. Myślę, że spokojnie z 1/3 lektury po prostu przemęczyłam, licząc na to, że pojedyncze przebijające się ciekawostki są warte dalszej lektury. Na szczęście potem zaczęło się dziać bardzo dużo, a do tego Jones skupił się już na konkretnych postaciach, które łatwiej było zapamiętać. Nie wiedzieć kiedy zaczęło mi się "Upadek Robespierre'a" czytać coraz lepiej i faktycznie, historia nieudanego przewrotu okazała się dla mnie niezmiernie fascynująca. Zwłaszcza że faktycznie nie wiedziałam o nim nic poza tym, że był i jak skończył się dla samego Robespierre'a. Swoją drogą, "Nieprzekupnego" było w tej książce zaskakująco niewiele - głównie w tej pierwszej, politycznej części. W samym przewrocie jego rola była minimalna, a dopiero jego ścięcie następnego dnia przeszło do historii. Jest to lektura bardzo szczegółowa, choć napisana naprawdę dobrym językiem i w całkiem wciągający sposób - no i fajny miał Jones pomysł z tą godziną po godzinie, choć przydałoby się podsumowanie wcześniejszych i późniejszych wydarzeń. To, ile materiałów z epoki autor musiał przeczytać, by przedstawić upadek Robespierre'a tak, byśmy poznali wydarzenia oczami współczesnych, a nie z naszej perspektywy czasowej, też jest godne podziwu. Myślę, że naprawdę warto sięgnąć po tę lekturę, tylko koniecznie z już usystematyzowaną wiedzą o rewolucji.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na722 dni temu
40 najsłynniejszych bitew z Indianami na zachodzie Jarosław Wojtczak
40 najsłynniejszych bitew z Indianami na zachodzie
Jarosław Wojtczak
Wiem, że każda średnio zorientowana w historii osoba wie, iż Stany Zjednoczone zostały zbudowane na krwi, nieszczęściu i tragedii rdzennych mieszkańców, ale między wiedzieć, a poczuć, jest przepaść. A książka Pana Wojtczaka, która jest opisem faktów ze świetnie wyjaśnionym historycznym tłem, daje czytelnikom poczuć tę tragedię bardzo blisko. Ta książka powinna mieć podtytuł "Dobry Indianin to martwy Indianin". Ależ jest to mocna lektura. Mocna i przerażająca. Może nie tak bardzo jak "Pochowaj me serce w Wounded Knee", ale jednak. Tak sobie uświadomiłem po przeczytaniu tej książki, że z tych 40 opisanych bitew, prawdziwymi bitwami było tylko kilka starć. Reszta to masakry, obławy i pogonie amerykańskich żołnierzy za głodnymi, słabymi i w większości przerażonymi Indianami. Więcej w tych "bitwach" zginęło kobiet i dzieci, niż wojowników. Jasne, Indianie nie byli aniołami i są tu opisy mordów Indian na białych, ale to tylko pokazuje jak zaszczuci byli ci ludzie i jak z niemocy i beznadziei rodziła się przemoc, która była tylko bezsilnym aktem zemsty. Nie zostało im nic więcej. Must have każdej osoby interesującej się Dzikim Zachodem. 9/10. "[...] Masakra nad Wounded Knee złamała resztki ich woli, a religia, która przez krótką chwilę wzbudziła w nich nadzieje na powrót do lepszego życia, samoistnie wygasła. Zrozpaczeni i pozbawieni wszelkich złudzeń, dawni władcy Wielkich Rownin zapadli w swoich rezerwatach, gdzie czekały ich już tylko beznadzieja, wstyd, bieda i alkoholizm."
Remmarc - awatar Remmarc
ocenił na94 miesiące temu
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy Richard J. Evans
Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy
Richard J. Evans
Dzisiejsza recenzja dotyczy kategorii która naprawdę unikałam lecz ten temat od dawna mnie interesuję. Czytając „Ludzie Hitlera”, miałem wrażenie, że autor prowadzi mnie za rękę przez zawiłe korytarze historii, nie po to, by zasypać datami i suchymi faktami, ale by pokazać, jak skomplikowane i często zwyczajne były ludzkie losy w cieniu jednej z najbardziej przerażających epok XX wieku. Wojna nie była, nie jest i nie będzie czymś przyjemnym do wspominania czy czytania ale trzeba pamiętać i uświadamiać kolejne młodsze pokolenia żeby nigdy nie powtórzyło się coś podobnego. Muszę przyznać że ta książka nie jest kolejną biografią lub suchym zarysem politycznych przemian. To (moim zdaniem) taki „zbiór” ludzkich historii, które razem składają się na obraz Trzeciej Rzeszy jako systemu stworzonego i napędzanego przez konkretne osoby. Evans, jako historyk z ogromnym doświadczeniem i autorytetem, zanurza się głęboko w życie postaci dobrze znanych i zupełnie zapomnianych. Nie przeczytasz tu tylko o Hitlerze, Goebbelsie czy Himmlerze choć ich portrety są fascynujące i obnażają ludzkie słabości, ambicje, sprzeczności i często paradoksy osobowości. Autor wybiera także tych, którzy pozostawali w cieniu wielkiej historii: urzędników biurokracji, szefów propagandy, członków SS, strażniczki obozów i twórców kultury. Dzięki temu zaczynasz rozumieć, że nazistowskie zło nie było dziełem jednej osoby ani zamkniętej grupy „potworów”, lecz systemu, który zyskał swoich wykonawców w ludziach często nie wyróżniających się niczym szczególnym w ich codziennym życiu. To, co najbardziej porusza w tej książce, to fakt, że Evans nie próbuje moralizować czy upraszczać. On raczej mówi: przyjrzyj się dokładnie tym postaciom i sam zastanów się, jak to możliwe, że zwykli ludzie mogli uczynić tak ogromne zło. Widzimy, jak ambicje, karierowiczostwo, lojalność wobec ideologii, strach przed utratą pozycji czy potrzeba przynależności potrafiły przemienić osoby z codziennymi pasjami i upodobaniami w funkcjonariuszy aparatu terroru. To nie jest tylko sucha analiza, to refleksja nad ludzką naturą i mechanizmami, które mogą prowadzić od „normalności” do współuczestnictwa w bezprecedensowej katastrofie moralnej. Co jeszcze wyróżnia tę książkę? Przede wszystkim fakt, że czyta się ją jak opowieść o ludziach, a nie jak encyklopedię bo trzeba przyznać że w rozmiarach przewyższa inne które posiadam w swoim zbiorze. Autor potrafi z pasją opisać człowieka i jego los z wszystkimi sprzecznościami, motywami i błędami. Dzięki temu ta lektura nie pozostaje obojętna. Po jej skończeniu nie tylko więcej wiesz o Trzeciej Rzeszy, ale zaczynasz również zadawać sobie pytania o granice odpowiedzialności, rolę przypadku i wpływ indywidualnych wyborów na bieg historii. „Ludzie Hitlera. Twarze Trzeciej Rzeszy” to książka, którą warto przeczytać, nawet jeśli temat II Wojny Światowej czy historii nazizmu wydaje się już dobrze znany. To inny sposób patrzenia na te same wydarzenia przez pryzmat ludzkich historii i osobistych wyborów. Dzięki temu lektura jest nie tylko wartościowa merytorycznie, ale też głęboko poruszająca i skłaniająca do refleksji. To jedna z tych książek, które zostają z czytelnikiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Temat nie jest łatwy do czytania ale warto przeczytać żeby pamiętać żeby uczyć, ostrzegać.
Book_matula - awatar Book_matula
oceniła na102 miesiące temu
Miecz i bułat. Czternaście wieków wojny między islamem a Zachodem Raymond Ibrahim
Miecz i bułat. Czternaście wieków wojny między islamem a Zachodem
Raymond Ibrahim
Być może ta książka idealizuje zbytnio chrześcijaństwo i przedstawia dzieje islamu w zbyt czarnych barwach ale raczej w to wątpię. Jest faktem że to nie chrześcijanie jako pierwsi podbili Arabię ale muzułmanie jako pierwsi dokonali podboju świata chrześcijańskiego (I to zdecydowanie jego większej części: Całego chrześcijańskiego wschodu z wyjątkiem części Wschodniego Rzymu, Syrii Egiptu i całej Afryki Północnej oraz przejściowo niemal całej obecnej Hiszpanii i Portugalii ) Bo w dyskursie poprawnych politycznie jaki obecnie panuje na Zachodzie to wyłącznie chrześcijanie są obwiniani za wyrządzenie wszelkich historycznych krzywd muzułmanom a nigdy odwrotnie. Poprawni politycznie idealizują też stosunek muzułmanów do podbitych chrześcijan. Owszem chrześcijanie na podbitych obszarach często byli przez muzułmanów tolerowani ale zawsze jako ludność drugiej kategorii której los zależał od łaski aktualnego muzułmańskiego władcy który w każdej chwili mógł zacząć religijne prześladowania zależnie od kaprysu co zdarzało się dość często. Poprawni politycznie ignorują na przykład fakt że po względnej tolerancji religijnej Umajjadów w Hiszpanii, nastała epoka znacznie bardziej fanatycznych Almorawidów i Almohadów a te dynastie stosowały szerokie prześladowania religijne wobec i chrześcijan i Żydów Bo sam widziałem program telewizyjny gdzie wychwalano rzekomą nienaganną tolerancję religijną jaką mieli się charakteryzować muzułmanie w Hiszpanii wobec chrześcijan bez uwzględnienia tego jaki charakter miała ta tolerancja i że miała ona wybitnie zmienny charakter.
Aztek_Anonim - awatar Aztek_Anonim
ocenił na826 dni temu
Łokietek Rex. Jeden, by wszystkimi rządzić Michael Morys-Twarowski
Łokietek Rex. Jeden, by wszystkimi rządzić
Michael Morys-Twarowski
Władysław Łokietek – Król z tajemnicą.. Gdyby Władysław Łokietek żył dziś, z pewnością unikałby mediów społecznościowych, a przecież jego życie było jak serial pełen intryg, zaskakujących zwrotów akcji i momentów godnych thrillerów. Michael Morys-Twarowski w książce "Łokietek Rex. Jeden, by wszystkimi rządzić" odsłania przed nami nie tylko historię monarchy, ale również kulisy średniowiecznych gier politycznych, które do dziś nie przestają intrygować. Koronacja i polityka: Gra o tron czy walka o przetrwanie? Koronacja Przemysła II w Gnieźnie w 1295 roku jawi się jako symboliczny punkt zwrotny w Polsce. To jednak nie była spokojna ceremonia – przeciwnicy króla widzieli go jako uzurpatora, co zaowocowało politycznymi napięciami i rozłamami. Niewielu pamięta, że kwestia periodyzacji tego okresu związana jest m.in. z biskupem Janem Muskata, którego absencja na koronacji była nie tylko politycznym aktem, ale i preludium do schizm religijnych i sporów kościelnych. Utopienie Andrzeja i tajemnice śmierci Nie brakuje też mrocznych wątków – wśród nich zagadkowe losy Andrzeja, które przypominają, że w tamtych czasach polityka często przeplatała się z tragedią osobistą, a śmierć w tajemniczych okolicznościach nie była rzadkością. To trochę jak w tych kryminałach, gdzie nie wiadomo, czy po drugiej stronie stoi przyjaciel, czy wróg z mieczem. Rzeź armii krzyżackiej i wojenne cuda Opowieść o Łokietku nie omija też konfliktów z Zakonem Krzyżackim. Choć szczegóły nie zawsze są jasne, splądrowane pola bitew i rzezie oddają brutalność średniowiecznych potyczek, gdzie każdy ruch mógł zadecydować o losach całego kraju. Ekskomunika i klątwy – nie tylko w baśniach Co więcej, Łokietek dwukrotnie został obłożony klątwą, a nawet ekskomuniką. W czasach, gdy Kościół miał potężną władzę, była to niemal polityczna śmierć. A to tylko pokazuje, jak bardzo życie monarchy balansowało na ostrzu noża, gdzie każda decyzja mogła zaprowadzić na szczyt.
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na77 miesięcy temu
Wojna gallicka Gajusz Juliusz Cezar
Wojna gallicka
Gajusz Juliusz Cezar
Cezar (pisząc w trzeciej osobie) kreśli sprawozdania z ujarzmienia Galli. Przy okazji raczy nas historią swych wypraw za Ren i za kanał La Manche oraz zwyczajami Celtów i Germanów. Sam twierdzi, że pisze dla przyszłych historyków, ale jak słusznie zauważają badacze mnóstwo tu autopromocji i kreacji wizerunku rzymskiego wodza. Odkrywanie różnych, sprytnych zabiegów mających przykryć niepowodzenia i porażki albo czytanie między wierszami jak to Cezar dla własnych korzyści prowokował spory między poszczególnymi plemionami, aby występować jako bezstronny arbiter, sprawiało mi równie dużo przyjemności, co historie poszczególnych kampanii wojennych. W końcu też mogłem przekonać się, że faktycznie Cezar pisał prosto, bardzo klarownie i harmonijnie, po prostu przyjemnie. Ciężko oceniać dzieło sprzed dwóch tysięcy lat, kamień węgielny literatury europejskiej, na którym pokolenia uczyły się łaciny. Z tego powodu skupię się na stronie redakcyjnej dzieła, a to stoi na wysokim poziomie. Egzemplarz wydany przez Wydawnictwo "Czytelnik" na wstępie raczy nas około stu stronną biografią Cezara, z opisem samej wojny gallickiej "w pigułce". Do tego otrzymujemy z grubsza przedstawienie sytuacji polityczno społecznej Republiki Rzymskiej z przełomu II i I wieku przed Chrystusem. Ciekawe rozwiązanie, pozwala skupić się na lekturze bez konieczności sprawdzania co chwilę w internecie do jakich wydarzeń i postaci nawiązuje Gajusz Juliusz oraz twórcy przypisów. Przy przypisach będąc to należy oddać należny szacunek ich autorom. Są bardzo pomocne, liczne i wyczerpujące. Co dla mnie ważne - umiejscowione w dole strony, nie na końcu książki, więc nie trzeba jej wertować co chwilę. Map, jak to zwykle bywa przy tego rodzaju pracach, brakuje najbardziej, jest to w zasadzie jedyny większy minus tego wydania.
Borowik - awatar Borowik
ocenił na823 dni temu
Inkwizycja hiszpańska Henry Kamen
Inkwizycja hiszpańska
Henry Kamen
Kamen rzeczowo i wyczerpująco rozkłada Inkwizycję na czynniki pierwsze. W efekcie rozbija praktycznie wszystkie mity wyrosłe wokół tej instytucji na przestrzeni wieków. W głównej mierze obala trzy mity z nią związane. Po pierwsze jej krwiożerczy charakter i miliony ofiar poddawane nieludzkim torturom. Po drugie przedstawianie jej jako królewskiej tajnej policji kontrolującej masy niepiśmiennych chłopów. Po trzecie składanie na karb jej działalności zapóźnienia cywilizacyjnego Hiszpanii oraz blokowanie postępu nauki i filozofii. Kamen pokazuje jak z trybunału powołanego ad hoc na finiszu rekonkwisty Półwyspu Iberyjskiego stopniowo Inwkizycja stała się - obok niezmiennego tropienia herezji - narzędziem w walce z reformacją, moryskami i żydami sefardyjskimi. Pokazuje jej niejednorodność na przykładzie Kastylii, Aragonii, Katalonii i Nawarry. Mamy to szczęście, że jak każda struktura biurokratyczna pozostawiła ogrom dokumentacji pisemnej, z której możemy czerpać, więc każda z tez autora poparta jest źródłowo. Merytorycznie praca stoi na bardzo wysokim poziomie. Jest to praca ze wszech miar podważająca czarną legendę Inkwizycji, ale jej nie wybielająca. Kamen raczej stara się umieścić ją w kontekście wiejskiego społeczeństwa przedindustrialnego. Autor niestety w kilku miejscach zafiksowuje się na tematyce hiszpańskich Żydach, ich wspólnocie, obyczajach i strategiach przetrwania poświęcając im nieproporcjonalnie więcej miejsca niż na przykład moryskom albo kobietom podejrzewanym o czary. Innym minusem był dla mnie brak jakiegoś wstępnego wprowadzenia, w postaci przedstawienia funkcjonowania wcześniejszych trybunałów inkwizycyjnych powołanych do zwalczania albigensów i waldensów. A przecież to na nich wzorowali się Hiszpanie. Zabrakło mi także jakiegoś głębszego spojrzenia na nią z perspektywy Kościoła i nauk wiary, okiem "nie-świeckim".
Borowik - awatar Borowik
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Orzeł i lew. Rzym, Persja i wojna nie do wygrania


Ciekawostki historyczne