rozwińzwiń

Bloodborne: Królestwo posępnych cieni

Okładka książki Bloodborne: Królestwo posępnych cieni autora Piotr Kowalski (rysownik),9788328170131
Okładka książki Bloodborne: Królestwo posępnych cieni
Piotr Kowalski (rysownik) Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Bloodborne (tom 4) komiksy
112 str. 1 godz. 52 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Bloodborne (tom 4)
Tytuł oryginału:
Bloodborne: The Bleak Dominion
Data wydania:
2025-04-09
Data 1. wyd. pol.:
2025-04-09
Liczba stron:
112
Czas czytania
1 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328170131
Tłumacz:
Mateusz Lis
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bloodborne: Królestwo posępnych cieni w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bloodborne: Królestwo posępnych cieni

Średnia ocen
6,7 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bloodborne: Królestwo posępnych cieni

avatar
347
58

Na półkach:

Patrząc na obecną sytuację na świecie, wakacje w Yharnam nie byłyby aż taką złą opcją.

Łowcy potworów: Gretchen & Abraham wyruszają na poszukiwania Luciena, swojego zaginionego podopiecznego. Zmuszeni są wejść w głąb podziemi i stanąć oko w oko z pradawnymi tajemnicami. Wiele wskazuje na to, że Lucien ma w tym swój cel.

🩸W końcu, w 4 tomie jest jakaś ciągłość historii i coś, co naprawdę pozwala zanurzyć się głębiej w tę opowieść. W pewnym momencie miałem dosyć tej serii. Ten tom był jednak punktem zwrotnym, który pozwolił wkręcić się w fabułę.

🩸Która - nie oszukujmy się - jest prosta jak włos Mongoła. Nie ma tu zbyt dużo czasu na kombinacje alpejskie, więc nic odkrywczego tu nie będzie, ale całość została podana w tak dynamicznym stylu, że czyta się naprawdę szybko.

🩸I właśnie tu pojawia się pierwsza intryga. Lucien jest zagubionym chłopakiem, który ewidentnie nie potrafi sobie poradzić z utratą bliskich (a siostry szczególnie),więc chce się mścić. Jest trenowany, ale nie wykazuje większego talentu. I jak to zwykle bywa, uczeń odwraca się od mistrza (cześć Anakin) i dołącza do spisku mającego zniszczyć Gretchen & Abrahama. Czy można go winić za ten wybór? W sumie tak.

🩸Ta część to również rozszerzenie bestiariusza. Mamy nowe, jeszcze bardziej przeklęte stwory i wynaturzenia. Czyli wszystko to, czym Bloodborne tak naprawdę stoi. Pojawiają się dylematy, zwroty akcji (ale takie przewidywalne) oraz jak zawsze pełno krwi.

🩸Wizualnie jest dosłownie tak, jak w każdym poprzednim tomie. Nie ma żadnej rewolucji ani ewolucji rysunkowej. Przyzwoity, klimatyczny poziom, który może mieć zarówno fanów, jak i hejterów. I jednych, i drugich jestem w stanie zrozumieć. Dla mnie jest to wciąż całkiem przyzwoity styl.

ig: multiverse_hunter

Patrząc na obecną sytuację na świecie, wakacje w Yharnam nie byłyby aż taką złą opcją.

Łowcy potworów: Gretchen & Abraham wyruszają na poszukiwania Luciena, swojego zaginionego podopiecznego. Zmuszeni są wejść w głąb podziemi i stanąć oko w oko z pradawnymi tajemnicami. Wiele wskazuje na to, że Lucien ma w tym swój cel.

🩸W końcu, w 4 tomie jest jakaś ciągłość historii i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
66
66

Na półkach:

Słabość mam do Bloodborne’a. Powinienem trochę ponarzekać w tym poście i trochę szkoda, bo Bloodborne to w końcu Bloodborne.

Będzie to kilka słów o całości - czyli czterech dotychczas wydanych tomach komiksowej adaptacji tej genialnej gry.

Zachodzi tutaj straszna nierówność. Jeśli ktoś oczekuje pełnej ciągłości fabularnej, to niestety nie znajdzie jej w tej serii. Tom pierwszy to dwie odrębne opowieści. Na tyle krótkie, że można je nazwać „opowiastkami”bez cienia przesady. Tom drugi to dziwadło, które bardziej zniechęca niż zachęca do zakupu trzeciego tomu.

A trzeci tomik to już odejście od formy poprzedników. Zmienia się scenarzysta i zaczynamy (w końcu) z jakąś w miarę poskładaną fabułą. I owa opowieść ciągnie się do czwartego tomiku, kończąc wątek i zamykając się wraz z ostatnią stroną, ostatniej części. I to plus, bo przecież każda fabuła lepsza, niż akieś tam szczątki, prawda?

Jednakże trójka i dwójka to tak.. niespecjalnie dobry scenariusz. Szczególnie czwóreczka cierpi na dość powszechne komiksowe bolączki - czyli brak pomysłu na dialog w dymkach, usilnie wrzucanych wtedy, kiedy najmniej pasuje. Nie ma nic gorszego, jak w ferworze walki, bohaterowie wykrzykują do siebie „muszę go pokonać!” czy też „uwaga, atakuje!” - tym bardziej, kiedy ewidentnie mówi o tym sam rysunek.

Małych drobnych niuansów, które do minusów zaliczymy, Bloodborne ma całkiem sporo. Ja jednak czytałem z przyjemnością, przymykając oko na takowe, bo tak jak pisałem w każdym poście o pierwszych tomikach - Bloodborne’a uwielbiam i biorę w ciemno wszystko, co ma cokolwiek wspólnego z tym uniwersum.

Natomiast niewątpliwym plusem jest warstwa wizualna - Kowalski czuje klimat mrocznego, gotycko-wiktoriańskiego horroru z motywami wyjętymi z Lovecrafta (chociaż tego ostatniego w komiksie nie szukajcie). Rysunek jest gęsty, szczegółowy i „mięsisty” - aż szkoda, że całość jest w kolorze. Chciałbym to oglądać w czerni i bieli, oj chciałbym.

Zatem: Ja nie uważam, aby ta seria była warta uwagi dla kogoś, kto nie miał styczności z grą. Może się podobać wizualnie, ale chyba niuanse fabularne są nie do wychaczenia. Ja znam dużo szczegółów z tego świata - i bardzo miło było sobie klarować tą wiedzę, czytając komiksy. Dlatego ja nie zachęcam. Natomiast każdy kto kocha grę, będzie zadowolony ze smaczków, których jest w komiksie niemało.

Słabość mam do Bloodborne’a. Powinienem trochę ponarzekać w tym poście i trochę szkoda, bo Bloodborne to w końcu Bloodborne.

Będzie to kilka słów o całości - czyli czterech dotychczas wydanych tomach komiksowej adaptacji tej genialnej gry.

Zachodzi tutaj straszna nierówność. Jeśli ktoś oczekuje pełnej ciągłości fabularnej, to niestety nie znajdzie jej w tej serii. Tom...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
103
99

Na półkach:

From Software zawojowało świat tworząc Dark Soulsy, a potem kolejne tytuły, które umocniły ich pozycje na rynku gier komputerowych i konsolowych. Czy Królestwo posępnych cieni, komiks bazujący na tym znanym IP, jest jedynie skokiem na kasę, czy może jest w stanie pogłębić naszą wiedzę o świecie gry? [...] Jestem fanem gier od From Software. Gdy tylko zagrałem w Dark Soulsy od razu się zakochałem w tego typu pozycjach. Jednakże miałem jeden, spory problem. Mianowicie, w każdej kolejnej grze z gatunku soulslike zaczęło mnie męczyć i nużyć prowadzenie enigmatycznej, szczątkowej fabuły. Nie miałem ochoty badać każdego zakątka świata, krążyć z zachodu na wschód, aby szukać jakiegoś NPC, a tym bardziej nie miałem żadnej przyjemności z czytania opisów przedmiotów itd. Tym samym lore, fabuła się dla mnie nie liczyły w tych grach, tylko sam gameplay. Z tego powodu zdecydowałem się sięgnąć po komiksy. Bloodborne miał niesamowity klimat, ale szczerze nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło. Wiem tylko, ile frajdy miałem podczas walki z niektórymi bossami. Ale dlaczego walczyłem z Gehrmanem? – nie miało dla mnie znaczenia i w sumie sensu. Trochę się łudziłem, że gra planszowa da mi namiastkę historii, ale tam też mechanika była ważniejsza. Choć sama opowieść była trochę klarowniejsza i przystępniejsza, ale średnio ciekawa. Przed Królestwem posępnych cieni przerobiłem jeszcze pierwszy tom komiksu bazującego na grze od From Software, napisany przez Alesa Kota. I znów się zawiodłem, bo fabuła była prowadzona podobnie jak w grze, czyli w sumie nie wyniosłem dużo z opowieści, poza tym, że popatrzyłem na efektowne starcia z bestiami. Jak zatem wygląda tom czwarty tym razem stworzony przez Cullena Bunna? O dziwo, w tej opowieści historia jest prosta. Nie ma niepotrzebnych wstawek ani trudnych, a wręcz momentami bezsensownych dialogów (jak te z Gehrmanem w pierwszym tomie). Nawet, pomimo że grałem w Bloodborna, to nadal fabuła w tomie pierwszym nie bardzo mi się kleiła. Natomiast w Królestwie posępnych cieni jest o wiele lepiej. Nie dodajemy zbędnych elementów ze świata Bloodborne’a, skupiamy się na samym sednie, czyli zmaganiach łowców z bestiami. W tym wypadku Gretchen i Abraham zapuszczają się do Lochów Kielicha, aby odszukać swojego towarzysza. I poza efektownymi walkami trafiło się kilka ciekawych, choć spodziewanych zwrotów akcji, garść retrospekcji, które dorzuciły dodatkowy aspekt do charakteru naszych mało skomplikowanych i jednowymiarowych łowców. Jednakże nadal Królestwo posępnych cieni jest prostym komiksem wypełnionym przede wszystkim akcją oraz mrocznym klimatem. I mi to wystarczyło, aby się naprawdę dobrze bawić w czasie lektury tej części. Zaryzykowałbym tezę, że nawet osoba nieznająca tego uniwersum mogłaby czerpać pełnię przyjemności z lektury tego tomu. Choć nadal w moim odczuciu są to komiksy skierowane głównie do fanów tego uniwersum, a szczególnie taki tom pierwszy do graczy, którzy zjedli zęby na poznawaniu wszystkich niuansów tego świata. Mocną stroną tego komiksu jest oprawa graficzna, za którą odpowiada Piotr Kowalski. Bardzo podoba mi się jego kreska, która wybrzmiewa zwłaszcza w architekturze (pod tym względem wygrywa tom pierwszy z kilkoma genialnymi całostronicowymi scenami przedstawiającymi Yharnam).

Cała recenzja:
https://ostatniatawerna.pl/podziemia-yharnam-recenzja-komiksu-bloodborne-krolestwo-posepnych-cieni-t-4/

From Software zawojowało świat tworząc Dark Soulsy, a potem kolejne tytuły, które umocniły ich pozycje na rynku gier komputerowych i konsolowych. Czy Królestwo posępnych cieni, komiks bazujący na tym znanym IP, jest jedynie skokiem na kasę, czy może jest w stanie pogłębić naszą wiedzę o świecie gry? [...] Jestem fanem gier od From Software. Gdy tylko zagrałem w Dark Soulsy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

56 użytkowników ma tytuł Bloodborne: Królestwo posępnych cieni na półkach głównych
  • 44
  • 12
24 użytkowników ma tytuł Bloodborne: Królestwo posępnych cieni na półkach dodatkowych
  • 8
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Let This One Be a Devil #1 Piotr Kowalski (rysownik), James Tynion IV
Ocena 6,0
Let This One Be a Devil #1 Piotr Kowalski (rysownik), James Tynion IV
Okładka książki American Psycho, vol. 1 Michael Calero, Piotr Kowalski (rysownik), Brad Simpson
Ocena 8,0
American Psycho, vol. 1 Michael Calero, Piotr Kowalski (rysownik), Brad Simpson
Okładka książki All Eight Eyes - Tom 1 Steve Foxe, Piotr Kowalski (rysownik)
Ocena 6,8
All Eight Eyes - Tom 1 Steve Foxe, Piotr Kowalski (rysownik)
Okładka książki All Eight Eyes Steve Foxe, Piotr Kowalski (rysownik), Brad Simpson
Ocena 7,7
All Eight Eyes Steve Foxe, Piotr Kowalski (rysownik), Brad Simpson
Okładka książki Batman: Świat Brian Azzarello, Lee Bermejo, Ethem Onur Bilgiç, Alessandro Bilotta, Alberto Chimal, Ertan Ergil, Carlos Estefan, Mathieu Gabella, Inpyo Jeon, Jung Gi Kim, Tomasz Kołodziejczak, Stepan Kopriva, Piotr Kowalski (rysownik), Qiu Kun, Kirill Kutuzov, Nicola Mari, Thierry Martin, Pedro Mauro, JaeKwang Park, Egor Prutov, Paco Roca, Michal Suchánek, Rulo Valdés, Xu Xiaodong, Lu Xiaotong, Okadaya Yuichi, Natalia Zaidova, Benjamin von Eckartsberg, Thomas von Kummant
Ocena 6,1
Batman: Świat Brian Azzarello, Lee Bermejo, Ethem Onur Bilgiç, Alessandro Bilotta, Alberto Chimal, Ertan Ergil, Carlos Estefan, Mathieu Gabella, Inpyo Jeon, Jung Gi Kim, Tomasz Kołodziejczak, Stepan Kopriva, Piotr Kowalski (rysownik), Qiu Kun, Kirill Kutuzov, Nicola Mari, Thierry Martin, Pedro Mauro, JaeKwang Park, Egor Prutov, Paco Roca, Michal Suchánek, Rulo Valdés, Xu Xiaodong, Lu Xiaotong, Okadaya Yuichi, Natalia Zaidova, Benjamin von Eckartsberg, Thomas von Kummant
Piotr Kowalski (rysownik)
Piotr Kowalski (rysownik)
Piotr Kowalski urodził się w Warszawie w 1973 roku. Już jako uczeń warszawskiego Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych opublikował pierwszy, kilkustronicowy komiks. Później rozpoczął współpracę z kilkoma magazynami SF i Fantasy: Fantastyka, Fenix, Złoty Smok, Magia i Miecz, jednocześnie rysując także wiele krótkich form komiksowych do periodyków i czasopism. Z Fantastyką, a potem z Nową Fantastyką związał się na dłużej, niemal przez sześć lat ilustrując opowiadania i felietony. Był też autorem kilkuset rysunków do sześciu filmów z cyklu Ucieczki wyprodukowanych dla Telewizji Polskiej. Od 1992 roku pracuje też jako rysownik w agencjach reklamowych, jednak największym przełomem w jego życiu zawodowym okazał sie cykl Gail. Seria pozwoliła autorowi na zaprezentowanie swoich prac i odniesienie sukcesu na rynku frankofońskim. Wydawnictwo Le Lombard powierzyło mu rysowanie czterotomowego sensacyjnego cyklu pt.: La Branche Lincoln, do scenariusza Emmanuela Herzeta. Seria ta jest debiutem młodego polskiego autora na rynku europejskim. Oprócz komiksu autor pasjonuje się także oglądaniem horrorów i słuchaniem death metalu. W wolnych chwilach gra na gitarze basowej. To zamiłowanie jest jego wielkim hobby jeszcze z okresu, gdy grał w zespole metalowym Braintrust.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cyberpunk 2077: XOXO Jakub Rebelka
Cyberpunk 2077: XOXO
Jakub Rebelka Bartosz Sztybor
Kapkę nie czaję lekkiego, zasłyszanego tu i ówdzie w internetu odmętach hejtu, czy też negatywnych opinii o XOXO. Nie do końca wiem, czego ludzie spodziewają się po - zeszytówce, jakby nie było - w uniwersum Cyberpunk’a. Gdzieś tam widziałem - ktoś napisał, że XOXO miał momenty lepsze i momenty gorsze. Albo że to miernota, na szybko strzelona, prosta i zbyt skupiona na jednym wątku. Czego ludzie oczekują, od kilkudziesięcio stronicowego, zamkniętego komiksu z logo Cyberpunk na okładce? Rozwinięcia czterdziestu wątków z gry? Wyjaśnienia absolutnie wszystkich niuansów na pierwszych czterech stronach, ażeby każdy zrozumiał sens? To miał być szybki strzał. Kupiłem XOXO, bo zbieram sajberanki. Spodziewałem się, że pyknę, ciachnę na raz i bajlando. Posta nie będę pieścił, bo o czym? Toż te sajberpanki, to nie wszystkie warte tego, aby posta pieścić.  Ale XOXO w mojej ocenie jest najlepszym jak dotąd Cyberpunkowym komiksem. Przeczytałem dwa razy w ciągu jednego dnia. I jestem zachwycony skurwysyńsko. Bo raz, że to naprawdę skupiona na jednym wątku opowieść - i to ogromny plus. Biorąc kolejny komiks z pokaźnego uniwersum, wcale nie mam ochoty dostawać zbyt długiego przedwstępu, ażebym się połapał. Dlatego Sztybor odwalił kawał dobrej roboty, robiąc z XOXO bardzo przystępną opowieść, która w zasadzie tylko klimatem i światem przedstawionym skleja się z macierzystym uniwersum i nie potrzebuje absolutnie żadnych wyjaśnień. Człowiek, który nie ma bladego pojęcia o Cyberpunku, zrozumie XOXO w 101%. Gdyż XOXO to komiks o… miłości (o zgrozo!),który ukradkiem o miłości stara się nie mówić, a jednak mówi o niej wcale a wcale sporo. I robi to prześwietnie. Pokazując ją od zupełnie… tyłka strony - tej brudnej i pełnej negatywnych konsekwencji. Tej absolutnie pozbawionej romantyzmu, przykrej i zepsutej od samego zaczątku. I jest to niesamowita wręcz skrajność do settingu i półświatka, w którym rzecz się dzieje. Sztosem jest również prowadzona pobocznie rysowana kreskówka, która nie dość, że stanowi przepięknie podaną alegorię tego, z czego zlepiony jest główny wątek, to jeszcze Sztybor kapitalnie wręcz uzasadnia jej istnienie w opowieści. Wizualna strona, za którą odpowiada Jakub Rebelka to miód, orzeszki, trufle - i wszystko inne dobre, co sobie tutaj wymyślisz, co to lubisz czasem wdrążolić na przekąskę, wstaw - a pasowało będzie. Rysunek Rebelki wpasowuje się w komiksowy świat Cyberpunku w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest gęsto, brudno, ciężko i konkretnie. Owa wspomniana kreskówka to absolutny majstersztyk stylistyczny. Nie mogłem się napatrzeć. No coś pięknego. Finalnie więc, jak szacować komiks, który - jakkolwiek zły czy dobry by nie był - to w ostatecznym rozrachunku i tak będzie elementem/kawałkiem/częścią czegoś większego? Na moje oko - w dupie mieć czy to sajberpank, czy nie. Kooperacja świetnego rysunku i dobrego scenariusza obroni się sama. Więcej na (IG) @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na83 miesiące temu
Dni demonów Peach Momoko
Dni demonów
Peach Momoko
Dni Demonów, to komiks wyjątkowy na tle innych powieści graficznych Marvela. Tym razem, zamiast opowiadać o kolejnych superbohaterskich potyczkach, Peach Momoko tworzy własne uniwersum. Czerpie inspiracje przede wszystkim z Japonii. Widać, to zarówno po postaciach, jak i stylu graficznym, mocno kojarzącym się z mangą. I to wszystko zostało podlane marvelowskim sosem. [...] Komiks zaczyna się w ciekawy sposób, czyli od pięknej legendy o konflikcie pomiędzy ludźmi, a Oni – demonami zamieszkującymi góry i lasy. Potem okazuje się, że tę historię czyta nasza protagonistka – Mariko. I tym sposobem trafiamy do współczesnej Japonii. I tutaj zaczynają się schody, bo Peach Momoko zaczyna pędzić z fabułą na złamanie karku. Według mnie przydałby się co najmniej jeden dodatkowy zeszyt, który by nas wprowadził w ten świat. A tutaj raptem po kilku stronach ujawniamy, że protagonistka jest dzieckiem Oni, zaraz wyrusza na górę odkryć swoje przeznaczenie itd. Jak dla mnie trochę za szybko się to dzieje. Wolałbym się rozkoszować tą fabułą ze względu choćby na genialne rysunki. Nie zmienia to faktu, że Peach stworzyła naprawdę ciekawą i fascynująca historię. Co rusz nasza protagonistka natyka się na jakieś nietypowe postacie będące mieszanką japońskich demonów i marvelowych superbohaterów. Starcia są o wiele brutalniejsze niż w typowym komiksie Marvela – zdecydowanie na plus. Trochę szkoda, że przez to gnanie z akcją, nie bardzo jest czas poznać charaktery poszczególnych postaci, których jest tutaj naprawdę sporo. [...] Ocenianie oprawy graficznej często sprawia mi problem. Jakoś z reguły sobie radzę, ale w tym wypadku mam spory kłopot, bo ciężko mi słowami wyrazić moje subiektywne odczucia z obcowania z ilustracjami Momoko. Według mnie są po prostu przepiękne, zachwycające. Jest w nich coś, sam nie wiem… magicznego. Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/marvel-w-japonii-recenzja-komiksu-dni-demonow/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na84 miesiące temu
Bloodborn. Dama z latarnią Piotr Kowalski (rysownik)
Bloodborn. Dama z latarnią
Piotr Kowalski (rysownik)
W mieście pojawia się rozsiewająca pomór istota zwana Damą z Latarnią. Na ulice wychodzą Łowcy, by uspokoić sytuację. W pewnym momencie znajdują nawet sojusznika w postaci kapłana z Kościoła Uzdrowienia. To jednak wciąż zbyt mało, by uratować wszystkich… ⌛️Historia przedstawiona w poprzednim tomie sprawiła, że dalszy rozwój wydarzeń stał się dla mnie w zasadzie obojętny. Ten, jak i kolejny tom, przeczytałem głównie po to, żeby domknąć tę opowieść. ⏳Wizualnie nie zmieniło się nic - i to na plus. Rysunki są spójne z poprzednimi częściami i wciąż trzymają ten sam, klimatyczny poziom. Tym razem jest może nawet mroczniej i krwawiej, bo historia przedstawiona w tym tomie nie bierze jeńców. Dosłownie. ⏳Fabułę można podzielić na dwie części: wątek Łowców polujących na potwory oraz rozterki chłopca, który odegra ważną rolę w kolejnym tomie. I tu, i tu jest pełno akcji, więc ciężko o nudę. Historia rodzeństwa potrafi chwycić za serce, mimo świadomości, jak podłym miejscem jest Yharnam. Nie ma tu miejsca na niewinność, a poczucie bezpieczeństwa to po prostu iluzja. ⌛️Tom 4 wrzucę niedługo i choć nie wiem, czy wyjdą kolejne, to chyba na jakiś czas muszę odpocząć od świata Bloodborne. Oczywiście wciąż czekam na wersję gry na PC, ale prędzej doczekam się mistrzostwa świata naszych na mundialu. Yharnam potrafi zmęczyć człowieka samym klimatem. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na78 dni temu
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin Tom Waltz
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin
Tom Waltz Kevin Eastman Peter Laird Esau Escorza Isaac Escorza Ben Bishop Luis Antonio Delgado
W popkulturze przywykliśmy do konkretnej interpretacji określenia ronin. Tym bowiem mianem, określało się samurajów, którzy utracili pana. Jednak dosłowne znaczenie jest zupełnie inne, a brzmi ono „człowiek-fala” który uda się tam gdzie poniesie go wiatr. Do ostatniego z Żółwi ten przydomek pasuje jak ulał. Jeśli kierowani nostalgią oczekujecie od Wojowniczych Żółwi Ninja relatywnie przystępnej rozrywki z pewną dozą humoru, to w tył zwrot, bo to zdecydowanie nie ten adres. Fabuła „Ostatniego Ronina” jest lepka i brudna niczym najpodlejszy ściek. Ostatni z synów Splintera ma jeden cel: rozprawić się z klanem Stopy, lub zginąć próbując. Zemsta jest tym, co go motywuje, napędza i wyniszcza jednocześnie. Jednak wie, że warto, bo gdy odebrano Ci wszystko, nic poza celem nie ma znaczenia. Oczywiście są jeszcze wątki poboczne. Choćby związany z oddolną rewolucją wymierzoną w klan Stopy, czy dotyczący trenowania pewnej młodej adeptki sztuk walki. Chociaż generalnie są one całkiem ciekawe, to dla mnie stanowią jedynie dodatek. Ten komiks to przede wszystkim znakomite studium straty, cierpienia i brzemienia, które z niej wynikają. O bohaterach będzie ogólnie, bo niemal każde poznane przed lekturą imię byłoby niepowetowaną stratą dla czytelnika. W komiksie spotkamy sporo znanych postaci, będą też zupełnie nowe, bo fabuła jest osadzona wiele lat po tym jak Shredder przewodził klanem Stopy. Można się więc domyślić, że ostatni z braci zdecydowanie wiek nastoletni ma daleko za sobą (dla niewtajemniczonych angielski nazwa tego uniwersum to Teenage Mutant Ninja Turtles). Sposób w jaki skonstruowano jego postać jest niesamowity i zaskakujący. Przyznam też, że gdy dowiedziałem się kim jest Ronin, nie mogłem wyjść z szoku, bo nigdy bym się nie spodziewał akurat jego. W temacie tej postaci warto również wspomnieć o jego relacjach z braćmi. Ich rozmowy czy kłótnie… może to nostalgia, ale za każdym razem miałem kluchę w gardle. Nie mówię tu o retrospekcjach, tylko czasie rzeczywistym. Do samego końca nie wiemy, czy są duchami czy wytworami jego pokiereszowanej przez okrutny los psychiki. To nieważne. Są, mówią i jak zawsze wkurzają, choć doskonale wie, że tak naprawdę ich nie ma. A on został i nie może sobie wybaczyć, że to akurat jemu z wojowniczej czwórki się udało. Styl graficzny jest cholernym majstersztykiem. W zasadzie dwa style. Jeden, stosowany przez większość czasu: niezwykle dopracowany, o mrocznym charakterze, idealnie dobranej kolorystyce i pięknej kresce. Drugi, gdy autorzy wspominają o tym, co się z Roninem działo w przeszłości, jest zupełnie inny. Niezwykle oszczędny, lekko zamazany, wręcz pozornie niedbały. Czarno-biała kolorystyka w stylu kreskowania krzyżowego. Te kadry pokazują największą tragedię w życiu głównego bohatera, więc człowiek ma poczucie, że kolor byłby tu wręcz nie na miejscu. Absolutnie genialny zabieg! Zostaje mi podsumować to następująco: brałem do ręki komiks z myślą, że to będzie fajny powrót do bohaterów z dzieciństwa. A odkładałem dzieło, które obróciło w pył wspomnienia i zredefiniowało postrzeganie tego klasycznego uniwersum. Jeśli kiedykolwiek było Ci z Wojowniczymi Żółwiami Ninja po drodze, musisz to przeczytać. Ostrzegam jednak, będzie bolało. BARDZO. P.S. Ten komiks absolutnie nie jest przeznaczony dla młodego czytelnika.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na1018 dni temu
Futuro Darko Krzysztof Nowak
Futuro Darko
Krzysztof Nowak
Postapo mogą być naprawde różne w swym klimacie. Jest jednak element, który nader często się przez nie przewija, a mowa o nuklearnej katastrofie. Zwykle wiąże się to z jakimś konfliktem, wzajemnym ostrzałem bronią atomową i kończy niebezpiecznymi pustkowiami, gdzie wszystko chce cię ukatrupić. Czy zatem do tak ogranego schematu da się wnieść powiew świeżości? Krzysztof Nowak autor komiksu “Futuro Darko” udowodnił, że jest to możliwe. Akcja owego dzieła rozgrywa się w roku 2124, gdzieś na terenie USA, w rejonach Atomic City. Bohaterami są mechanicy Władysław i Eryk Brońscy, którzy po godzinach są łowcami głów, biorą udział w niebezpiecznych wyścigach, itd. Osią fabuły są ich właśnie perypetie. Już widzę te protesty, a gdzie tu powiew świeżości?! Ano w koncepcie świata. Ponieważ autor głównym graczem uczynił Polskę. W 2053 r., gdy świat pogrążony jest w głębokim kryzysie, wrocławska firma Elwor do spółki ze Stomilem, odkrywają technologię na budowanie antygrawitacyjnych poduszkowców. Najpierw ten wynalazek, a później coraz szersza Polska myśl techniczna, zalewa świat. Tak więc, w USA co i rusz są jakieś polskie akcenty. A żeby było jeszcze ciekawiej, bohaterowie używają języka kojarzonego zdecydowanie bardziej z PRLem, niż z czasami bardziej współczesnymi. Klimat jest właśnie taką mieszanką mad maxowego postapo i nuty Polski okresu socjalizmu. Co do fabuły, to jest ona specyficzna i ciężko ją jednoznacznie ocenić. Trochę jak opowieści snute przy ognisku. Rozdziały łączy jeden luźny główny wątek, ale w zasadzie każdy z nich śmiało mógłby być osobną historią. Ogólnie jest wszystko to, co po takim koncepcie można byłoby się spodziewać, takie jak wyścigi, w których tylko jeden dojdzie do celu czy potyczki z arcywrogiem. Strona wizualna jest dosyć charakterystyczna. Oryginalna kreska nie pozostawia obojętnym, choć szczerze mówiąc z pewnością nie zostanie moją ulubiona. Na uwagę zasługuje dosyć naturalistyczne podejście autora. Tam gdzie ma być brutalnie, to jest brutalnie. Nie ma żadnych niedopowiedzeń i ukrywania przemocy. Czy jest to komiks dla każdego? Z pewnością nie. Ten konkretny klimat postapo albo się lubi albo nie trawi. Mam wrażenie, że jest on głównie skierowany do dwóch grup: osób 40+, u których ma wywołać nostalgię i 18+ którym ma pokazać pewien klimat minionych czasów.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na76 dni temu
Hillbilly. Tom 2 Eric Powell
Hillbilly. Tom 2
Eric Powell
Cholera, naprawdę jest tu coś z Wiedźmina. A kocham Wiedźmina. I nie rzucam takich słów na wiatr. I nie chodzi tu o żadną memiczną już „słowiańskość”, ale pewną urokliwą swojskość. Mamy tu Rondella, potężnego brodacza z tasakiem wędrującego po górach Ameryki Północnej. Co nie napotka jakiegoś prostaczka lub co nie trafi do jakiejś wsi, okazuje się, że jego pomoc jest wskazana. Tasak zazwyczaj również. Bo pełno tam duszków, diabołów i innych baśniowych zmor do zatłuczenia. Rondell ma wygląd ponuraka, jednak poczciwina z niego, co potwora zatłucze, ale dzieciom historię na dobranoc opowie. Służy też mądrym słowem, a za przyjaciółkę ma spotkaną niegdyś niedźwiedzicę. Zaiste barwna to postać w barwnym świecie. Album to zbiór krótkich dość przypowieści, bardzo plastycznych i wciągających w swój magiczny klimat. Sprawnie to poprowadzone, spójne i niepozbawione szczerych emocji. Jakbym miał pomarudzić, to brakuje mi tylko większej stylizacji językowej - nie wiem czy u autora czy u tłumacza, ale językiem Sapkowski bardzo dużo zdziałał w budowaniu klimatu i tu też ładnie by to zadziałało. No i ja to bym dłuższe formy wolał, no. Ale to wdzięczny, dobrze napisany i cholernie klimatyczny komiks jest. Z rozkoszą nadrobię pierwszy tom, bo rozpościera się tu świat w którym naprawdę miło spędzić trochę czasu. Za egzemplarz dziękuję ślicznie Wydawnictwu. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu
Władca much William Golding
Władca much
William Golding Aimée de Jongh
Cholera jasna, nie mogę się otrząsnąć! Ja, który jako student historii zajmowałem się naprawdę trudną tematyką, nie mogę się pozbyć sprzed oczu tych obrazów. Nie wiem jakie demony muszą nękać ludzką psychikę by stworzyć takie dzieło. Jednego jestem jednak pewien, tytuł tej powieści zdecydowanie nie jest na wyrost… Mowa o graficznej adaptacji powieści autorstwa Williama Goldinga, pt. „Władca Much”. Książka traktuje o grupie chłopców, w różnym wieku, którzy na skutek katastrofy trafiają na bezludną wyspę. Początkowo są w panice, zdani sami na siebie, bo żaden dorosły nie przeżył. Szybko jednak zaczynają się organizować. W drodze głosowania wybierają wodza, w tej roli 12 letni Ralph, a on rozdziela wszystkim zadania, w tym to najważniejsze: podtrzymywać ogień sygnalizacyjny. Nie wszystkim jednak podoba się postępowanie wodza, a niektórzy z nich chętnie sięgnęli by po władzę. Czy cokolwiek zmienia sposób opowiedzenia tej historii? Nie, ponieważ autorka adaptacji nie ingerowała w tekst źródłowy, więc dialogi, itd. są tożsame z dziełem Goldinga. Jedyne co zrobiła to zilustrowała używając w tym celu medium jakim jest komiks. Można rozłożyć na czynniki pierwsze każdy element fabuły i analizować go niczym traktat filozoficzny, którym niewątpliwie jest. Ja jednak skupię się na wrażeniach i wydźwięku jaki ów komiks zrodził we mnie. Przede wszystkim perfekcyjne zobrazowanie ludzkiej natury. Ukazanie, że nie ma czegoś takiego jak niewinność, bo każdy będzie miał coś na sumieniu. Nie ma dobra, gdy w grę wchodzi przetrwanie. Nie ma moralność, gdy jedyne co nas ogranicza to my sami. To potworne wnioski, zwłaszcza gdy mamy na myśli dzieci. Szczerze NIC, absolutnie nic, nie przygotowało mnie na taki scenariusz. Na fakt, iż zło zakorzenione jest w każdym i to niezależnie od wieku. Na tempo w jakim demokracja, może przerodzić się w dyktaturę. Na łatwość i lekkość z jakimi można usprawiedliwić lub wymazać najpodlejszy czyn. Golding walczył na wojnie, a „Władca Much”, jego pierwsza książka, stała się nie tylko sposobem na krytykę społeczeństwa. Stała się rozliczeniem z jego wojenną traumą. Autorka we wspaniały sposób zobrazowała to dzieło. Niewątpliwie kreska ma w sobie to coś i jest przyjemna dla oka. Jednak to jeszcze bardziej miażdży czytelnika. Bo czy mogła być w obrazowaniu brutalniejsza i bardziej turpistyczna? Oczywiście. Jednak doskonale rozumiała, że „Władca Much” tego nie potrzebuje. Zło wszak jest ohydne same z siebie, nie trzeba go więc dodatkowo „upiększać”, zwłaszcza gdy w swej surowej formie i tak jest już niemal nie do zniesienia. A co z postaciami zapytacie? Nic. Nie ocenie ich. Po prostu. Próba ustosunkowania się do nich, zbyt głęboko weszła by w fabułę. Jedyne co mogę stwierdzić to fakt, że nie ma tu postaci na siłę, bo wszyscy dopełniają całość zamysłu. Do myślenia niech da wam fakt, że ani razu nie użyłem słowa bohaterowie… Podsumowując, ten komiks to fenomenalne zobrazowanie arcydzieła literatury brytyjskiej. Dzięki takiej formie wydaje się ono być nieco przystępniejsze niż oryginał, więc z pewnością powinien po to sięgnąć zasadniczo każdy, kto będzie na nie gotów. Wydaje mi się, że jest to oczywiste, jednak wspomnę, że mimo iż jest to komiks i to o dzieciach, do dzieci skierowany nie jest. P.S. Dla jasności tytuł „Władca Much” odnosi się do jednego z imion Belzebuba i jest jego dosłownym tłumaczenie z hebrajskiego. Ten demon przez niektórych utożsamiany jest z szatanem, a jedną z jego domen jest wojna.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na1028 dni temu
Transformers. Tom 1: Zamaskowane roboty Mike Spicer
Transformers. Tom 1: Zamaskowane roboty
Mike Spicer Daniel Warren Johnson
Przyznaję się bez bicia, transformersy w ogóle mnie nie interesują, w całym moim życiu widziałem może dwa filmy i kilka odcinków kreskówki z tymi robo-autami. Co mnie za to bardzo interesuje to Daniel Warren Johnson (w skrócie DWJ) i jego rysunki i dla tego człowieka warto jest sięgnąć po ten komiks. DWJ jest jednym z najbardziej dynamicznych rysowników na obecnym rynku komiksowym. Mało kto rysuje akcję, skalę oraz tempo tak jak on. NIkt inny nie narysowałby wielkich samochodo-robotów stosujących na sobie ruchu z amerykańskich zapasów, a jeżeli już jakiś szaleniec wpadłby na taki pomysł, to tylko DWJ był w stanie to zrobić tak dobrze. Niektóre kadry wyryły mi się w umyślę i ich nigdy nie zapomnę, ten gość jest taki dobry. Historia również jest niezła. Zarówno postacie ludzkie jak i mechaniczne potrafią chwycić za serce a złowrogi Starscream jest udanym złoczyńcą. Niestety w trakcie scen walki miałem problemy z rozróżnieniem od siebie poszczególnych robotów; widać tutaj rodowód tych postaci jako zabawki do masowej produkcji. Z tego co wiem to od drugiego tomu, kto inny przejmuje obowiązki rysownika, natomiast DWJ zostaje wyłącznie scenarzystą. Podobno nowy rysownik trzyma poziom, lecz nawet po tej lekturze moje zainteresowanie Transformersami jest znikome; wystarczy mi na półce ten jeden genialnie narysowany tom.
mateuszcelestyn - awatar mateuszcelestyn
ocenił na65 miesięcy temu

Cytaty z książki Bloodborne: Królestwo posępnych cieni

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bloodborne: Królestwo posępnych cieni