Star Wars: Z pewnego punktu widzenia. 40 opowiadań na 40-lecie Nowej nadziei
Christie Golden Meg Cabot Paul S. Kemp Greg Rucka Claudia Gray John Jackson Miller Jason Fry Beth Revis Ken Liu Nnedi Okorafor Alexander Freed Tom Angleberger Rae Carson Matt Fraction Pablo Hidalgo Kieron Gillen Madeleine Roux Jeffrey Brown Elizabeth Wein Pierce Brown Kelly Sue DeConnick Paul Dini Sabaa Tahir Ian Doescher Renée Ahdieh Daniel José Older Delilah S. Dawson Charles Soule Emily Kate Johnston Cavan Scott Adam Christopher Ben Blacker Ben Acker Gary D. Schmidt Mur Lafferty Gary Whitta Zoraida Córdova Ashley Eckstein Griffin McElroy Mallory Ortberg Glen Weldon Richard William Wheaton
W dobie popkulturowych różności, nawet w obrębie uwielbianego Uniwersum czy danego gatunku, tematyki, wątków, typów ulubionych postaci, warto być otwartym na zmiany i swego rodzaju osobiste wyzwania w tym, co, jak i dlaczego ,,wyznaje się”, jakim jest się tego miłośnikiem, wokół swojej pasji książkowej, filmowej, czy chociażby serialowej.
Jednym z najbardziej ostatnio krytykowanych zarówno przez media, jak i swój wewnętrzny fandom (bo ten akurat wykazuje oznaki rozdarcia i podzielenia na ,,środowiska”, które wprost uwielbiają zjadać się nawzajem) jest Świat Gwiezdnych Wojen. Po słynnej marce, po jej Imperium, które budował przez około 35 lat George Lucas, a które dzisiaj według wielu geeków i tak zwanych specjalistów popkultury z racji przejęcia przez Disneya w 2012 roku zaczyna powoli umierać, wielu z nas ,,jeździ” jak po najgorszego sortu rozrywce, zarzucając – w szczególności ,,białym kołnierzykom” Korpo-Myszki Miki oraz tym, którzy sprawują kontrolę nad Lucasfilm Ltd., np. Kathleen Kennedy - byle jaką jakość tworzonych filmów, seriali animowanych i live-action oraz w odniesieniu do danych tytułów: brak konkretnych budujących fanów jak i markę pomysłów w nich wtłaczanych, idei na coś nowego w galaktycznym Świecie bądź na wyciągniętą z ,,wora przeszłości” klasykę, którą w sprytny i intuicyjny sposób można by odświeżyć lub dodać do niej coś nowego.
Najgorsze, co jest swego rodzaju podsumowaniem jak i rozwinięciem myśli powyższego wstępu do omówienia pewnego książkowego dzieła ze starwarsowych soczyście mocnych materii, w tym wszystkim jest to, że my galaktyczni nerdzi, którzy ,,tak niby uwielbiamy Gwiezdne Wojny!” boimy się różnorodności – jakbyśmy nie chcieli czegoś nowego i ryzykownego zarazem; to samo tyczy się stajni twórców, czy całego organizmu Lucasfilm Ltd., który nie chce ryzykować budowy swojej przyszłości w oparciu o coś nowego, skoro dotychczas produkowany ,,towar” dość dobrze się sprzedawał, nadal sprzedaje i będzie sprzedawał, mimo momentów spadku formy. I żeby by było ironicznie ,,śmieszkowo” nikt, czy to Disney, czy pojedyncze osoby z którejś z Korporacji bądź środowisko fanów, nie przyznaje się, że choćby i w najmniejszym stopniu było odpowiedzialne za ów, mówiąc krótko, ,,jakościowo-realizacyjno-ilościowy” stan rzeczy w serduchu jednej z najbardziej pożądanych franczyz tematycznych treści na całym globie, którą dekady temu zapoczątkował ,,Papa Lucas”. To specyficzna marka, która potrzebuje odbudowania nazwijmy to nici zaufania, ot jej solidnego i trwałego zawiązania na końcach każdej ze stron, dopiero wtedy będzie można mówić o stabilizacji przyszłości planów i produkcji Disneya oraz jego od 2012 roku ,,lucasowskiego przybranego dziecka”. Nikt nie chce wojny o popkulturę w tym Uniwersum, tym bardziej na ,,otwartym gruncie”, gdy w dobie rozbudowanej wymiany informacji i cholernie szybkiego dostępu do ,,Internetów” w każdej chwili może do niej dołączyć każdy.
Czy to za 5 czy 10 lub 16 lat, nieważne, co by nie było, Uniwersum, które lubię określać ,,galaktycznymi wojażami z mieczami świetlnymi, Jedi, Sithami, wszechobecną wypełniającą wszystko Mocą, baśniowym dualizmem z Imperium oraz Rebelią czy Najwyższym Porządkiem i Ruchem Oporu, jako tymi przedłużeniami idei walki dobra ze złem w rolach głównych”, będzie wciąż i wciąż istnieć. Owszem ,,starwarsy” są globalnym mitem, który wciąż jest żywy i istnieje, bo wierzy w niego cały świat, jednak na najbardziej podstawowym poziomie lucasowska marka to ekonomiczne Imperium, które wciąż musi produkować, aby chociażby trwać i utrzymywać określony dochód, który dalej i dalej będzie pchał rozwój firmy w określonym kierunku. I tak, nowego kontynentu tym stwierdzeniem nie odkryję, ale warto to podkreślić: czy to książka, komiks, czy to film, Gwiezdne Wojny nieustannie ,,wypluwają” kolejny ,,content” do doświadczenia przez fanów, kolejną pozycję do obejrzenia, do dyskutowania o niej, do kupowania związanych z nią mnóstwa gadżetów. Tylko ci, którzy stoją za sterami Lucasfilm Ltd. i Disneya wiedzą (albo im się wydaje, że wiedzą – zależy to od punktu widzenia na ów problem, czy to z osoby fana, grupy fanów, czy tych, co ,,starwarsy” realizują),co według nich marce tej jest potrzeba, aby zarabiała, rozwijała się i była czymś dużo, dużo większym niż tylko ,,zapychającą wolny czas jak spora sterta kupska i papieru w muszli klozetowej, taką tam sobie rozrywką”. I tylko ci ludzie, którzy albo rozumieją fanów, albo i nie, albo dają wolną rękę twórcom w obrębie marki albo i nie w ostateczności powinni być odpowiedzialni za to, co w danym momencie wypuszcza na popkulturowy rynek dóbr gwiezdnowojenna franczyza. Jak do tej pory, uśredniając, Świat nie zawodzi się na Galaktyce ex-Georga Lucasa: typowy kanapowy i ten niedzielny miłośnik Star Wars szanuje to Uniwersum, wciągnięty w to od wielu, wielu lat nerd... nie do końca. Dlatego przez ostatnie 5 lat, a może i troszkę więcej, zaczyna powstawać wiele eksperymentalnych, pojedynczych albo krótkich serii, filmów, czy ,,jednostrzałowych” książek i komiksów, które owszem tworzone są dla wszystkich entuzjastów Galaktyki, ale ,,uderzyć!” pod względem pozytywnym mają przede wszystkim w gusta tych oddanych franczyzie geeków, nerdów, nawet ortodoksyjnych i konserwatywnym zwolenników, tak zwanych ,,specjalistów od Klasycznej Trylogii”. Dostaliśmy mini-serial o Kenobim, dodający sporo treści i nowych wątków do Kanonu, także kinowe Spin-Offy z Hanem Solo i ekipą ,,Łotra 1” w roli głównej, dość ciekawe komiksy, choćby i ten o początkach Kylo Rena w Ciemnej Stronie Mocy i zakonie Ren, a także pewną, wydaną w Polsce dopiero niedawno, będącą zbiorem opowiadań książkę, przygotowaną dla nas, geeków, na pewną wielką gwiezdnowojenną rocznicę – książkę, której postanowiłem z niekłamaną wręcz przyjemnością poświęcić swój hobbystyczny czas na tyle na ile będzie trzeba, i którą to niniejszym z taką samą radością omawiam i recenzuję.
Star Wars to nie tylko firma, ale i marka, Świat rozrywki, symbol popkultury; to po prostu Organizm Twórczy lubiący zaskakiwać swoich miłośników. Owym zaskoczeniem okazała się wspominana powyżej powieść, a tak właściwie to zbiór mini-powieści, pisanych przez ,,starwarsowych” czy ogólnie gatunkowo fantastyczno-naukowych i temu podobnych weteranów, mistrzów w swojej profesji. Na ową pozycję, mającą mimo wszystko prosty, ale i sprytny i ciekawy tytuł ,,Star Wars. Z pewnego punktu widzenia. 40 opowieści na 40-lecie Nowej Nadziei” zapracowali swój wkład pisarski, wtłoczyli w całość około 550 stron ,,mięska” galaktycznych treści m.in. Meg Cabot, Pablo Hidalgo, Nnedi Okorafor, Wil Wheaton czy Gary Whitta. Co istotne pierwotnie publikacja pojawiła się w 2018 roku, a pisana była nieco wcześniej, w Polsce zagościła na naszym rynku dopiero w 2024 roku, a jak wiemy od premiery filmu ,,The Star Wars”, ot ,,Nowej Nadziei", minęło 47 lat; nieistotne, że Polska nieco spóźniła się z tłumaczeniem i wydaniem tych opowiadań, ale ważne że w końcu one tu są, że mają tą konkretną ilość w zbiorze, w oparciu na konkretną rocznicę konkretnego filmu.
Ta specyficzna liczba ,,wiekowa” swych popkulturowych wiosen, które marka Star Wars ma na koncie, także wszystko to o czym wspomniałem wyżej... ma znaczenie. ,,40 Opowieści na 40-lecie…" ,tak, na pewno nie wprowadza czytającego w błąd, ma określone ramy tematyczne i pierwowzór fabularny, a różnorodność opowiadań, cóż, nie sposób będzie zaliczyć ich do Kanonu, chociaż… z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak uczynić – wskazują na to niektóre, nie zdradzając spoilerów z ich treści, opowiadania. Ostatecznie na najbardziej podstawowym poziomie nie ma to znaczenia: czy te dziesiątki, ba!, okrągłe ,,cztery dyszki starwarsowych nowelek” zaliczy się w poczet rozwijanego ,,lore”, czy nie. Najistotniejsze jest to, że one po prostu są, że… można doświadczać ich jedno po drugim, albo wybierać dane opowiadanie ze spisu treści, wracać do niego; że można być świadkiem tego, jak cenne dla artystów pióra światowego formatu w gatunku fantastyki naukowej nadal moi drodzy są Gwiezdne Wojny. Dlatego też te ,,40-latkowe” nowelki z galaktycznych realiów, gdzie króluje Moc i walka na miecze świetlne oraz cała, cała masa ,,dawno, dawne temu w Galaktyce… „ przygód, powinno się traktować jako okazję, prezent, jako alternatywę tego ,,jak mogą wyglądać inne Gwiezdne Wojny”.
To, jak potężny jest to wciąż plastyczny materiał, w którym można rzeźbić setki kolejnych tworów: od opowiadań przez powieści a na komiksach i w końcu medium filmowo-serialowym” skończywszy – świadczą o tym napisane tu historie. I co ważne, z racji tego z jakiej okazji zostały one stworzone, jak są długie, jak każde z listy rozbudowane w samej przestrzeni Galaktyki i połączone z tym, co przedstawił Kanon czy nawet Legendy – z tego powodu nie ma nawet okazji, no bo po co, do zagłębiania się nad ,,ewaluacją!” ich calutkiej, jakby uśrednionej jakości. Wiadomo, że będą słabsze i mocniejsze momenty w zawartości tegoż to ,,morza opowiadań” z zakresu Star Wars – to jest zrozumiałe. Powinno wybrać się najlepsze i najsłabsze z nich, ocenić, stworzyć swoją własną średnią ocen z takiego duetu i tak na mniej więcej ocenić ten cykl. ,,Normalne” wyciągnięcie jakieś zdroworozsądkowej z niego noty jest praktycznie… mało co możliwe: dzieje się zbyt dużo, zbyt dobrze, ale i zbyt nachalnie, mamy masę wątków i relacji między bohaterami, czy miejscami etc., gdzie ciężko jest to ,,zebrać razem w kupę” i powiązać np. z Kanonem (choć teoretycznie jest to możliwe.). Dlatego też z tego powodu i Ja na zakończenie niniejszych recenzenckich deliberacji dodam: najlepsze, najbardziej twórcze, najbardziej nietuzinkowe okazało się opowiadanie pt. ,,Historie zapisane w piasku”; to z zupełnie tej ,,nieco gorszej” strony bieguna jakości tych treści opowiadanie, to: ,,Laina”.
A samo wydanie, fizycznie, z ,,barwionymi brzegami”, nad którym miałem przyjemność skupić się stopniowo (czytając przy tym inne tytuły z tym Uniwersum nie związane) przez ostatnie naście dni, z tą pięknie wykończoną częścią zewnętrza… dodaje +1 do ogólnej oceny. Czytajcie, doświadczajcie, smakujcie takich ,,alternatywnych” (a może i nie?) starwarsów.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Inkwizytorka. Droga Czerwonego Ostrza
Iskat Akaris poświęciła życie na podróże po galaktyce i poznawanie arkanów Mocy u boku mistrzyni, by zostać przykładną Jedi. Jednakże każda porażka i kolejne tajemnice sprawiają, że zaczynają pojawiać się pytania o słuszność idei Zakonu. Iskat czuje się odtrącona i coraz chętniej sięga po ciemną stronę Mocy.
🔺 Po szmirze „Jedi. Wojenne Blizny” nie liczyłem na nic wielkiego, jeśli chodzi o nowy kanon. Uznałem jednak, że nic gorszego nie da się już napisać. Tutaj wstęp autorki również nie zapowiadał arcydzieła.
No i mnie Dawson zaskoczyła.
🔻 Bezsprzecznie jedna z najlepszych książek ze świata Star Wars, jaką miałem okazję przeczytać.
Jest tutaj wszystko, czego oczekiwałem od historii, która w końcu przestaje lukrować Jedi i pokazuje prawdę o Zakonie - skostniałym i pozbawionym widoków na przyszłość. Oczami Iskat można dostrzec (czasami aż do przesady),że niemal wszyscy są zaślepieni własnymi przekonaniami. Książka opisuje Inkwizycję; jest brutalnie i nie wszystko kończy się dobrze.
🔺 Niechęć do Jedi narasta powoli. Autorka zadbała, żeby przemiana Iskat nastąpiła naturalnie i wynikała z konkretnych zdarzeń. Przy okazji stworzyła atmosferę samotności, która naprawdę przebija się przez kolejne strony i wręcz przytłacza główną bohaterkę.
W pewnym momencie nie da się jej nie współczuć. Szczególnie dobijająca jest codzienność w Świątyni, której monotonia i brak wsparcia działały druzgocąco na psychikę.
🔻 Czasy Inkwizycji to również świetna część. Autorka zadbała, żeby nie wyglądało to jak wczasy na Hawajach z Imperatorem na leżaku, tylko surowy, pozbawiony słabości obóz przetrwania, w którym krwawe walki, spiski i rozchwianie emocjonalne to codzienność.
🔺 Żeby była jasność - Iskat to nie postać, która na końcu ratuje galaktykę. Rozkaz 66 i dalsze wydarzenia były jej na rękę. W końcu mogła być sobą: pozbawiona kontroli i sumienia.
Jeśli chodzi o Mace’a Windu (którego szczerze nie lubię),finalnie nie można odmówić mu racji w kwestii jego podejścia do Iskat.
ig: multiverse_hunter
Iskat Akaris poświęciła życie na podróże po galaktyce i poznawanie arkanów Mocy u boku mistrzyni, by zostać przykładną Jedi. Jednakże każda porażka i kolejne tajemnice sprawiają, że zaczynają pojawiać się pytania o słuszność idei Zakonu. Iskat czuje się odtrącona i coraz chętniej sięga po ciemną stronę Mocy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🔺 Po szmirze „Jedi. Wojenne Blizny” nie liczyłem na nic...
Świetna książka. Główna bohaterka nie od razu zostaje Inkwizytorką i ta droga bardzo dobrze została opisana. Końcówka epilogu trochę słabsza ale ogólnie bardzo mi się podobała ta pozycja, nie było ani przez chwilę żadnej dłużyzny. Książka mogłaby być nawet dłuższa. Właściwie nie chciałem jej kupować ale na święta miałem podrzucić Mikołajowi listę prezentów i mówię, w sumie czemu nie. Warto sięgnąć po tę powieść. Nawet jak na wyświechtany już okres wojen klonów.
Świetna książka. Główna bohaterka nie od razu zostaje Inkwizytorką i ta droga bardzo dobrze została opisana. Końcówka epilogu trochę słabsza ale ogólnie bardzo mi się podobała ta pozycja, nie było ani przez chwilę żadnej dłużyzny. Książka mogłaby być nawet dłuższa. Właściwie nie chciałem jej kupować ale na święta miałem podrzucić Mikołajowi listę prezentów i mówię, w sumie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra rozrywa ze świata Star Wars
Najmocniejsza strona to dość ciekawe ukazanie ciemniejszej strony Jedi, niekoniecznie pełnych pokory i rozumienia strażników pokoju, ale i zagubionych istot (no bo nie tylko ludzi ;) ) nie potrafiących rozpoznać zła czającego się tuż obok.
Dzięki wewnętrznym dialogom Iskat lepiej widzimy jak wiele tych drobnych niedociągnięć Zakonu skraplało się w zwiastuny późniejszej klęski w obliczu Sithów. Ba, nawet zwyczajny biurokratyzm instytucji nie sprzyjał pogłębionej więzi z mocą.
Nie jest to rzecz jasna wielka literatura, ale ciekawy oddech od trudów codzienności a i mimo wszystko o naturze "Wielkich nauczycieli i idei" coś tam mówi ;).
Dobra rozrywa ze świata Star Wars
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajmocniejsza strona to dość ciekawe ukazanie ciemniejszej strony Jedi, niekoniecznie pełnych pokory i rozumienia strażników pokoju, ale i zagubionych istot (no bo nie tylko ludzi ;) ) nie potrafiących rozpoznać zła czającego się tuż obok.
Dzięki wewnętrznym dialogom Iskat lepiej widzimy jak wiele tych drobnych niedociągnięć Zakonu...
Książka świetnie ukazuje przejście bohaterki na ciemną stronę i nie gloryfikuje rycerzy Jedi jak inne dzieła z tego uniwersum.
Książka świetnie ukazuje przejście bohaterki na ciemną stronę i nie gloryfikuje rycerzy Jedi jak inne dzieła z tego uniwersum.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiazka jest dobra, mozna zrozumiec motywacje głównej bohaterki, motywy jej działania są jasne i wynikają z jej wrodzonych cech charakteru.
Widzimy również obraz zakonu Jedi który nie musi nam się podobać - mamy tutaj organizację która nie potrafi poradzić sobie z trudnym przypadkiem, tłamsi Iskat powtarzając jej wyuczone na pamięć frazesy. W pewnym momencie poczułam że Jedi przestali rozumieć swój kodeks i tylko ślepo za nim podążają . Z perspektywy głównej bohaterki czujemy się wykluczeni, czujemy się ciężarem dla ogarniętych wojną rycerzy.
Myślę, że książka świetnie się sprawdzi nie tylko dla fanów Star Wars - wśród wewnętrznych rozterek bohaterki możemy odnaleźć również siebie.
Ksiazka jest dobra, mozna zrozumiec motywacje głównej bohaterki, motywy jej działania są jasne i wynikają z jej wrodzonych cech charakteru.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidzimy również obraz zakonu Jedi który nie musi nam się podobać - mamy tutaj organizację która nie potrafi poradzić sobie z trudnym przypadkiem, tłamsi Iskat powtarzając jej wyuczone na pamięć frazesy. W pewnym momencie poczułam że...