Pół sposobu, jak tanio ocalić świat

Okładka książki Pół sposobu, jak tanio ocalić świat autora Filip Topolewski, 9788368032574
Okładka książki Pół sposobu, jak tanio ocalić świat
Filip Topolewski Wydawnictwo: BookEdit fantasy, science fiction
576 str. 9 godz. 36 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2024-09-19
Data 1. wyd. pol.:
2024-09-19
Liczba stron:
576
Czas czytania
9 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368032574
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pół sposobu, jak tanio ocalić świat w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pół sposobu, jak tanio ocalić świat



książek na półce przeczytane 2100 napisanych opinii 710

Oceny książki Pół sposobu, jak tanio ocalić świat

Średnia ocen
7,1 / 10
60 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pół sposobu, jak tanio ocalić świat

avatar
986
85

Na półkach: , ,

Literacki odpowiednik kwantowej teorii wszechświata. Chaotyczna, a jednak wewnętrznie spójna. Fascynująca, choć momentami potwornie nużąca. Abstrakcyjna i realistyczna zarazem. Z pozoru lekka i zabawna, jednocześnie skłania do głębszej refleksji.

P.S. Pytanie do autora: co się stało z tą cholerną kolekcją zegarków?😉

Literacki odpowiednik kwantowej teorii wszechświata. Chaotyczna, a jednak wewnętrznie spójna. Fascynująca, choć momentami potwornie nużąca. Abstrakcyjna i realistyczna zarazem. Z pozoru lekka i zabawna, jednocześnie skłania do głębszej refleksji.

P.S. Pytanie do autora: co się stało z tą cholerną kolekcją zegarków?😉

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
795
28

Na półkach:

Trudna, bo dużo fizyki i teorii. Dużo snucia dylematów moralnych. Na swój sposób wciąga. Jest dopracowana i interesująca. Niepodobna do niczego mi znanego... :)

Trudna, bo dużo fizyki i teorii. Dużo snucia dylematów moralnych. Na swój sposób wciąga. Jest dopracowana i interesująca. Niepodobna do niczego mi znanego... :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

@Oldfashioned, przykro mi. Naprawdę. Dokładam starań, by książka trafiała do osób, którym może się spodobać. Na stronie polsposobu.pl (jedynym miejscu, gdzie można ją kupić) znajduje się próbka tekstu oraz blisko 30 minut nagrania audiobooka, by pomóc czytelnikom dokonać świadomego wyboru. Życzę samych trafionych decyzji w przyszłości, ilekolwiek nam jej jeszcze pozostało! ;)

@Oldfashioned, przykro mi. Naprawdę. Dokładam starań, by książka trafiała do osób, którym może się spodobać. Na stronie polsposobu.pl (jedynym miejscu, gdzie można ją kupić) znajduje się próbka tekstu oraz blisko 30 minut nagrania audiobooka, by pomóc czytelnikom dokonać świadomego wyboru. Życzę samych trafionych decyzji w przyszłości, ilekolwiek nam jej jeszcze pozostało! ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

281 użytkowników ma tytuł Pół sposobu, jak tanio ocalić świat na półkach głównych
  • 208
  • 66
  • 7
21 użytkowników ma tytuł Pół sposobu, jak tanio ocalić świat na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Impneurium. Sygnały z kosmosu Andrzej Miszczak
Impneurium. Sygnały z kosmosu
Andrzej Miszczak
„Impneurium. Sygnały z kosmosu” Andrzeja Miszczaka to książka, która nie tyle opowiada jedną historię, co raczej buduje cały system napięć, pomysłów i pytań, które stopniowo zaczynają działać na czytelnika jak dobrze zaprojektowany eksperyment myślowy. To science fiction osadzone w niedalekiej przyszłości Europy, ale bardzo szybko okazuje się, że nie chodzi tu o „ładne futurystyczne gadżety”, tylko o coś znacznie bardziej niewygodnego: o człowieka, jego pamięć, emocje i granice tego, co w ogóle uznajemy za rzeczywistość. Świat przedstawiony jest celowo przytłaczający. Europa w tej książce nie jest ani stabilna, ani szczególnie bezpieczna – raczej przypomina miejsce, w którym wszystkie napięcia współczesności zostały podkręcone do maksimum. Konflikty społeczne, religijne i polityczne nie tylko nie znikają, ale wręcz się nasilają, a technologia zamiast je rozwiązywać, często dokłada kolejne warstwy problemów. Właśnie to zestawienie – rozwój nauki i jednoczesny rozpad społeczny – działa tu bardzo mocno, bo książka sugeruje, że postęp sam w sobie nie niesie poprawy, jeśli człowiek pozostaje taki sam. W centrum opowieści znajduje się Derek Ruyter, neurochirurg, który nie jest klasycznym bohaterem „do kibicowania”. To raczej ktoś, kto sam jest wciągany w wydarzenia, często nie do końca rozumiejąc ich pełną skalę. I to jest jeden z ciekawszych zabiegów tej książki – zamiast bohatera, który prowadzi fabułę, dostajemy kogoś, kto jest przez nią prowadzony. Dzięki temu świat wydaje się większy od jednostki, a wydarzenia bardziej nieprzewidywalne. Ogromną siłą tej powieści są pomysły. Jest tu bardzo dużo koncepcji związanych z ingerencją w ludzki umysł: pamięć, emocje, percepcję, a nawet to, co uznajemy za „prawdę”. Pojawia się też wątek religii i tego, jak mogłaby ona wyglądać w świecie, gdzie technologia potrafi podważać doświadczenie rzeczywistości. W pewnym momencie zaczyna się mieć wrażenie, że książka bardziej testuje granice naszej interpretacji niż prowadzi klasyczną fabułę. Warto też zwrócić uwagę na to, jak ta historia jest zbudowana. Nie ma tu jednego prostego ciągu wydarzeń, raczej mamy strukturę przypominającą kilka powiązanych historii, które składają się na większą całość. To może być dla niektórych czytelników bardzo świeże i angażujące, bo każdy fragment wnosi coś nowego i zmienia perspektywę. Z drugiej strony wymaga to skupienia, bo książka nie zawsze „prowadzi za rękę”, tylko zakłada, że czytelnik sam połączy pewne elementy. Jeśli chodzi o emocje, to „Impneurium” działa trochę inaczej niż typowe powieści. Nie jest to książka, która próbuje wzruszać wprost albo budować przywiązanie do bohaterów w klasyczny sposób. Raczej zostawia czytelnika z poczuciem niepokoju i pytaniami, które nie mają łatwych odpowiedzi. I to jest jednocześnie jej siła i coś, co może być trudne – bo zamiast komfortu dostajemy ciągłe „a co jeśli?”. Nie da się też ukryć, że jest to książka ambitna. Widać, że autor próbuje zmieścić w niej bardzo dużo: od tematów politycznych, przez etykę nauki, aż po pytania o naturę świadomości. Momentami może to sprawiać wrażenie nadmiaru, jakby każda warstwa świata chciała być równie ważna. Ale jeśli się w to wejdziesz, to właśnie ten nadmiar zaczyna działać jak atut, bo daje poczucie obcowania z czymś naprawdę rozbudowanym. To nie jest lekka lektura „na wieczór”, ale jeśli lubisz science fiction, które bardziej miesza w głowie niż daje gotowe odpowiedzi, to ta książka może Cię naprawdę wciągnąć. I co ważne – zostaje w człowieku jeszcze długo po przeczytaniu, nawet jeśli nie wszystko w niej działa idealnie.
booksofsunny - awatar booksofsunny
ocenił na89 dni temu
Kroniki Umierającej Ziemi Jack Vance
Kroniki Umierającej Ziemi
Jack Vance
Kroniki Umierającej Ziemi, Jack Vance (Wyd. Vesper, 2024) Za mną niemal 1200 stron potężnej, fantastycznej cegły! Ponieważ Vance pisał tę książkę przez blisko 50 lat w formie luźnych opowiadań, brakuje jej spójnego planu i to podczas lektury zdecydowanie czuć. Główna oś skupia się na Cugelu. To typowa powieść łotrzykowska: bohater trafia w nowe miejsce, próbuje kogoś oszukać, wpada w kłopoty i ratuje się ucieczką. Cel? Zemsta na magu Iucounu, który zesłał go w niebezpieczne krainy i wszczepił w brzuch potwora pilnującego dyscypliny. Dlaczego to absolutny klasyk? To fundament współczesnego fantasy. Vance inspirował m.in. G.R.R. Martina, G. Wolfe'a czy A. Sapkowskiego. Co więcej, jego unikalny system magii (zaklęcia "wtłaczane" do umysłu i zapominane po rzuceniu) stał się podstawą kultowej gry Dungeons & Dragons! Co mnie zachwyciło? Archaiczny, niezwykle plastyczny język. Uwielbiam takie całkowite oderwanie od rzeczywistości i zanurzenie się w unikalnym, pochłaniającym świecie. Co zgrzytało? Konstrukcja. Opowiadania, które osobno pewnie by intrygowały, zebrane w całość stają się nużące przez ciągle ten sam schemat. Z kolei ostatnia część o Rhialto to przegadana satyra, gdzie potężni magowie kłócą się o intrygi jak przekupki na targu. Przesyt dialogów i brak akcji potrafią potwornie zmęczyć. Podsumowując: zważywszy na czasy, w jakich powstawała, to godna podziwu historia przecierająca szlaki. Warto ją poznać, ale to zdecydowanie lektura dla cierpliwych czytelników. Przez swą powtarzalność i objętość jest to książka trudna do skończenia.
Joanna Korczyńska - awatar Joanna Korczyńska
oceniła na75 dni temu
Frostpunk. Antologia Robert M. Wegner
Frostpunk. Antologia
Robert M. Wegner Anna Kańtoch Janusz Cyran Jakub Nowak
❓Czy zdarza Wam się grać w gry strategiczne❓ 📚"Antologia Frostpunk" to zbiór opowiadań umiejscowionych w uniwersum Frostpunk - cztery wybitne nazwiska Nowak, Kańtoch, Wegner oraz Cyran stworzyły coś nieprawdopodobnego, czyli wykreowali historie, które mogłyby się wydarzyć podczas mroźnej postapokalipsy. "Ciepłe mięso" - Jakub Nowak Grudzień 1887r., Kapitan William Mayhew razem z załogą oraz ciężarną córką Caroline, podróżują na wielorybniczym żaglowcu Rhea Silvia po Pacyfiku. Nadciąga koniec czasów i wieczna zima. Cudem znajdują w miarę ciepły ląd, który ogrzewany jest energią geotermalną wykorzystywaną przez umiejscowioną tam eksperymentalną rosyjską elektrownię. Powstaje tam Miasto zasilane przez generator. Mija 30 rok zimy, Kapitan stał się liderem społeczności, Caroline Dyrektorem Lazaretu, a jej dzieci pracownikami miejscowego "szpitala". Co roku nieczynna elektrownia wysyła impuls elektryczny, który rozmraża otaczające wody ofiarowując mieszkańcom dostęp do ciepłego mięsa stworzeń przebywających w głębinach. Jednak w tym roku żniwa przyniosą z sobą coś jeszcze... "Zimne dzieci" - Anna Kańtoch Ekspedycja mająca za zadanie odkrywać nowe tereny i sporządzać mapy natrafia na nietypową osadę, którą zamieszkują wyłącznie półnagie dzieci-niemowy. Sir George zabiera je do New Ipswitch, miasta ulokowanego dookoła generatora, gdzie zostają nazwane "zimnymi dziećmi" z uwagi na swoją odporność na mróz. Mieszkańcy miasta starają się przekonać je do zdradzenia swojego sekretu, jednak nic nie jest w stanie zmusić je do mówienia. Okazuje się, że tajemnica tkwi w opuszczonej kopalni... "Requiem dla Pana S." - Robert M. Wegner Alfred Shampshawer w dawnych czasach był gwiazdą szekspirowskiej sceny. Obecnie mężczyzna jest handlarzem podróżującym ze swoimi pracownikami Sabiną i Markiem oraz dwójką aktorów Olivią i Joshua. Jeżdżą psimi zaprzęgami po wszystkich osadach wzdłuż Wybrzeża, wymieniając się towarami oraz wystawiając sztuki teatralne. Alfred od wielu lat planuje wyruszenie na Północ do miast zbudowanych wokół mitycznych generatorów, jednak zawsze coś staje mu na drodze. Chcąc nie chcąc, mężczyzna wędruje razem ze swoją trupą przy okazji odkrywając, że sztuki Szekspira nie sprawdzają się w czasach, w których prawie nikt nie rozumie podstawowych pojęć rządzących starym światem. Alfred postanawia więc wyreżyserować własną sztukę, gdzie aktorami będą nie zdający sobie z tego sprawy mieszkańcy pewnej osady... "Wtedy zaś twarzą w twarz" - Janusz Cyran Pułkownikowi Hallerowi zostało powierzone zadanie odeskortowania pana Wellsa, działacza socjalistycznego oraz jego przyjaciela pana Shaw do Yr Aifft celem przeciągnięcia na swoją stronę lidera buntu, który jest ich dobrym znajomym. Taka jest oficjalna wersja. Ta nieoficjalna głosi, że mężczyźni mają już nie wrócić, ponieważ ich ideologia jest wyjątkowo nie na rękę Zarządowi Nowego Jeruzalem. W podróż udają się łodzią podwodną, a na miejscu okazuje się, że Yr Aiff staje się niezależne za sprawą tajemniczego kontrahenta...w zamian za żywność pragnie on ludzi... 📚Jestem wielką fanką postapokalipsy, więc z ogromną chęcią zagłębiłem się w te opowiadania. Wstęp nakierował mnie na to, czego mogę się spodziewać po fabule, która jest wyjątkowa, ponieważ rzadko kiedy koniec świata jest mroźny. Zazwyczaj kojarzy nam się z pożogą, wybuchami, pustynnym klimatem. O ile wstęp był bardzo zachęcający i przybliżył mi specyfikę gry "Frostpunk", o tyle posłowie mnie wyjątkowo zmęczyło. Spostrzeżenia Jacka Dukaja były trafne, jednak zostały napisane w nużący sposób. 📚Jeśli chodzi o same opowiadania, moim ulubionym są "Zimne dzieci" - klimat niepokoju, nieznanego oraz zbliżającej się klęski towarzyszył mi do samego końca. Wszystkie składowe antologii ukazują walkę o przetrwanie za wszelką cenę, czy to chodzi o warunki mieszkaniowe i jedzenie, czy też o wpływy w upadającym świecie. Człowiek przyparty do muru jest w stanie zrobić nieprawdopodobne rzeczy, ponieważ instynkt samozachowawczy jest tak silny. Opowiadania przedstawiają również ciężkie życie, które hartuje, a w najgorszym wypadku najsłabsze jednostki umierają. Tutaj nie ma też miejsca na inność, która budzi strach, niezrozumienie i agresję. 📚"Antologia Frostpunk" to pięknie wydana cegiełka (ponad 600str!),którą polecam fanom gry, strategii oraz postapokalipsy.
Buena1989 - awatar Buena1989
ocenił na72 miesiące temu
Pyłek w Oku Boga Larry Niven
Pyłek w Oku Boga
Larry Niven Jerry Eugene Pournelle
Powieść z 1974 roku, a bohaterowie korzystają z "komputerów kieszonkowych", którymi nagrywają przeróżne sytuacje, a następnie zapisują ją w sieciach komputerowych - sieci komputerowej statku kosmicznego, budynku na planecie, wreszcie w publicznej sieci całego państwa... Zresztą jedna z bohaterek (a właściwie: jedyna bohaterka) łapie się na tym, że za dużo czasu spędza z komputerem kieszonkowym w ręku. Ot, wizjonerstwo. Natomiast pod wieloma względami ta monumentalna powieść science fiction o pierwszym kontakcie stoi w sprzeczności z dzisiejszymi czasami. Jest celowo retrofuturystyczna - o ile opisywana technologia względnie poszła do przodu, o tyle warstwa socjologiczna się cofnęła. I tak miejsce kobiet w społeczeństwie przypomina konserwatywną Ameryką lat 50., a Imperium Ludzkości rządzi arystokracja, z oczywistą megalomanią tytułów. Czułem, jakbym czytał "Honor Harrington", ale nieco bardziej na poważnie. Taką konwencję trzeba kupić, co nie jest łatwe. Choć rzeczywiście podejście autorów do jedynej kobiety na statku jest mocno problematyczne, postać Sally trudno jest jakkolwiek obronić nie tylko z dzisiejszej, ale i jakiejkolwiek perspektywy. Jeśli chodzi o główną warstwę, czyli powieść o pierwszym kontakcie, to jest ona bardzo dobra. Oczywiście obcy okazują się być dość bliscy ludziom, ale jednak na tyle obcy, aby ciekawie się o nich czytało. Autorzy ciekawie grają relatywizmem moralnym. Dużą zaletą powieści jest spokojne tempo, dzięki któremu wszystkiemu udaje się wybrzmieć. Największa wada to natomiast wspomniane już postacie, na czele z Sally, ale też Roderickiem Blainem, który może i jest zajebisty, ale tylko w warstwie deklaracji autorów. Zdecydowanie nie żałuję, że przeczytałem. To bardzo dobre SF, które zostanie w mojej pamięci na dłużej. Są dużo lepsze powieści o pierwszym kontakcie, ale nie ma ich znowuż aż tak wiele. Serdecznie polecam, choć podczas lektury trzeba wziąć poprawkę na rok napisania - od 1974 r. minęło już wiele dekad, a w świecie literatury SF były to wręcz eony. Stąd dla wielu czytelników "Pyłkowi w oku Boga" może być bliżej do ramotki.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na83 dni temu
Żelazny sen Norman Spinrad
Żelazny sen
Norman Spinrad
“Od czasu Ognia upłynęło już więcej niż tysiąc lat, a mimo to mutanci nadal pełzają po tej ziemi, zatruwając prawdziwą ludzkość swoimi nieczystymi, wypaczonymi genami. Kto może zaprzeczyć, że Heldon jest bastionem rasowej czystości na oceanie tej zarazy?” “Feric popierał to działanie z całego serca – jaki jest sens w marnowaniu cennego czasu genetyka na tak ewidentnych podludzi. Nawet zwykły strażnik wiedział, co robić w takich przypadkach, i odsyłał ich z kwitkiem bez badania.” „Jeśli zamierzasz rządzić żelazną ręką, robisz to od samego początku.” Przed lekturą prezentowanej powieści, moja żona ostrzegała mnie, że będę miał problem z przelaniem wrażeń na papier, ale cholera! W życiu bym nie spodziewał, że w taki sposób. Po książce Normana Spinrada słowa same układają się w zdania, sęk w tym, że to akapity pełne zakazanych słów, które media społecznościowe tak bardzo nie lubią. Za przytaczanie pewnego znanego akwarelisty z wąsem, tudzież wariacji hinduskiego znaku szczęścia można pożegnać się z mediami, dlatego dzisiejszy tekst może być niezrozumiałą próbą przekazania czegoś dotąd niespotykanego. Słowo niespotykane idealnie oddaje zawartość „Żelaznego snu” autorstwa wspomnianego wcześniej Normana Spinrada i naprawdę nie ma w tym grama przesady. Zrozumiałem już, że seria z Rebisu rządzi się swoimi prawami i sięgając po nią powinienem zachowywać bardzo otwartą głowę a jednocześnie nigdy bym się nie spodziewał, że ktoś podejmie się sportretowania historii alternatywnej, w której akwarelista nie stał się najbardziej znienawidzoną postacią na świecie, lecz uznanym autorem fantastyki, piszącym powieść nominowaną do nagrody Hugo. „Żelazny sen” to jedna wielka literacka incepcja, gdzie autor opowiada o autorze, który snuje swoją opowieść. W kreacji i wizji szanownego Spinrada najbardziej znany wąs nigdy nie zdobył władzy w Niemczech, a zamiast tego wyemigrował do Stanów, gdzie po czasie napisał coś, co stanowi fantastyczne i krzywe odbicie historii, która wydarzyła się jego oryginalnej wersji. „Żelazny sen” to zatem odpowiedź na to, co mogłoby się wydarzyć gdyby A. nie wyrażał ekspresywnie swoich przekonań, lecz uwięził je na kartach fikcyjnej historii, osadzonej w post-apokaliptycznej przyszłości ziemi, ponad tysiąc lat po wielkim ogniu. Snując swoje rozważania o „Żelaznym śnie” uważam, że autor był wyjątkowo odważny decydując się na napisanie takiej historii. W 1972 roku pamięć o minionych zbrodniach nadal była żywa, a ogrom skrzywdzonych zbierało swoje psychiki w całość, toteż premiera powieści mogła spotkać się z bardzo mieszanym odbiorem. Co raczej nie powinno nikogo dziwić biorąc pod uwagę ogrom zła. No, ale dobra, jak zwykle leję wodę. „Żelazny sen” to opowieść o charyzmatycznym Fericu Jaggarze, we własnej ocenie oddanym sługą ludzkości, chcącym uleczyć Wielką Republikę Heldonu, toczoną przez zmutowaną część ludzkości. Ogień z nieba, tak często zresztą wspomniany, przed tysiącem lat skutecznie podzielił ludzkość na zdrowych i zmutowanych, toteż oddany syn ludzkości, postanowił zrobić z tym porządek. Na zawsze i ostatecznie. Na początku opowieści byłem zbulwersowany i zgorszony faktem oddania głosu akwareliście (nawet jego karykaturalnej wersji),jednak po dokończeniu opowieści i posłowia dodanego do kolejnego wydania inaczej spojrzałem na intencje autora i to, co próbował przekazać. Opowieść chociaż kontrowersyjna i ciężka w polecaniu innym czytelnikom (spróbuj o niej bezinwazyjnie opowiedzieć) w dalszym ciągu jest pokazem talentu i wzorowym przykładem fantastycznej lektury. Chociaż zakończenie jest niesamowicie komiczne. Polecam.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na818 dni temu
Xenogenesis Octavia E. Butler
Xenogenesis
Octavia E. Butler
Z pewnością mogę powiedzieć jedną rzecz - nigdy nie czytałem czegoś takiego jak “Xenogenesis”. Za samą oryginalność niewątpliwie należą się autorce słowa uznania. A o czymże ta lektura jest? Pozornie o tym, o czym literatura science-fiction pisała już wielokrotnie - pierwszy kontakt z obcą cywilizacją. Jednakże przedstawiony w zupełnie innym charakterze. Jakaś resztka ludzkości po katastrofie na Ziemi, którą oczywiście sami sobie sprawiliśmy, zostaje sprowadzona na statek kosmiczny tajemniczych obcych. Ci zaś mają zamiar zwrócić planetę ludzkości, jednakże sama ludzkość ma wrócić na nią zupełnie odmieniona. To co stanowi o dziwności obcych to właśnie ich sposób rozmnażania we wszechświecie. Jest to dla nas ludzi tak abstrakcyjne, przerażające i niezrozumiałe, że budzi zasadniczy opór. Do tego motywu jeszcze wrócimy, natomiast warto również wspomnieć, że perspektywa obcych służy autorce do analizy ludzkiej kondycji. Obca cywilizacja obserwując nas doskonale wie jakie mamy słabości i jak bardzo skłonni jesteśmy do wojen i konfliktów - nawet do stopnia, w którym dokonujemy samounicestwienia. To jednak najbardziej wybrzmiewa w tomie pierwszym trylogii, później niestety autorka robi coś jeszcze bardziej ekstremalnego, moim zdaniem kompletnie nieinteresującego. To bowiem płciowość obcych, ich sposób kopulacji oraz seksualne dojrzewanie stanowi główny temat powieści. O ile jest to ciekawe jako element większej całości, tak poznawanie w szczegółach całej biomechaniki jakichś istot, tak kompletnie dla nas innych, to naprawdę nie jest coś fascynującego. Lektura z czasem staje się nużąca, czemu nie pomagają dość przeciętne dialogi oraz brak jakiejkolwiek wyrazistości bohaterów. Wobec powyższego traktuję “Xenogenesis” jako lekturę eksperymentalną, gdzie początkowy zachwyt i zainteresowanie stopniowo się wypala z czasem, aż pozostaje tylko wrażenie że czytało się coś “innego”.
Witcher-Dunyain - awatar Witcher-Dunyain
ocenił na625 dni temu
Latarnia 23 Hugh Howey
Latarnia 23
Hugh Howey
Historia opowiedziana z perspektywy pierwszej osoby, samotnego operatora jednej z placówek odpowiedzialnych za bezpieczną nawigację w przestrzeni kosmicznej, byłego żołnierza z ciężkim bagażem doświadczeń na polu walki. Powieść jest początkowo teatrem jednego aktora, w którym bohater jest świadkiem kolejnych awarii, które bezskutecznie próbuje usunąć, jak również świadkiem wydarzeń w pobliżu swojego posterunku, które może co najwyżej obserwować ale nie ma najmniejszego wpływu na ich przebieg, wobec których czuje się bezsilny. Monotonia jego obowiązków zostaje skutecznie zakłócona dodatkową, niespodziewaną serią wydarzeń, które bardzo mocno odbiją się na jego uczuciach i wspomnieniach. W książce dowiadujemy się z jakimi własnymi lękami musi walczyć człowiek, jaki wpływ na niego mają codzienne, zawodowe obowiązki, jak dręczą go moralne rozterki, walka z własnymi demonami i wynikająca z nich ciągła niemoc wobec nieubłaganego kosmosu i postępowań innych ludzi. Powieść opowiada o walce z własną psychiką osoby z własnego wyboru niemal całkowicie odciętej od cywilizacji ludzkiej. Narracja odbywa się w czasie teraźniejszym co nadaje całości wyraźnie szybszego biegu i dramatyzmu ale także chwilami komizmu wydarzeń. Język powieści jest bardzo lekki, przejrzysty, obfitujący niekiedy w zabawne dialogi. Mimo tak małej przestrzeni, w której dzieje się akcja, fabuła poprowadzona jest bardzo zgrabnie.
station - awatar station
ocenił na62 miesiące temu
Kukułcze jaja z Midwich John Wyndham
Kukułcze jaja z Midwich
John Wyndham
Kiedy sięgnęłam po „Kukułcze jaja z Midwich”, nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie ta książka zaniepokoi – i to w tak subtelny, niemal cichy sposób. John Wyndham zaczyna tę historię spokojnie, wręcz leniwie, ale z każdą stroną odczuwa się coraz większy niepokój. Kto oglądał film "Wioska przeklętych", nie będzie zdziwiony fabułą. Książka jest jednak znacznie ciekawsza w odbiorze. Historia zaczyna się od tajemniczego zdarzenia – cała wioska Midwich nagle zasypia. Gdy wszystko wraca do normy, okazuje się, że kobiety zaszły w ciążę w niewyjaśnionych okolicznościach. Dzieci, które się rodzą, od początku wydają się dziwne – nie tylko przez swój wygląd, ale przede wszystkim przez sposób, w jaki funkcjonują. Nie jest to jednak typowa historia o obcych. Podczas czytania miałam wrażenie, że to raczej opowieść o czymś znacznie bliższym – o lęku, kontroli i granicach człowieczeństwa. Najbardziej uderzył mnie klimat tej książki. Nie ma tu gwałtownych zwrotów akcji ani taniego straszenia. Zamiast tego dostajemy powoli narastające napięcie, potęgowane przez chłodną, wręcz czasami, beznamiętną narrację. Podczas lektury na pierwszy plan wychodzą dwa pytania. Czym właściwie jest „inność” i  gdzie kończy się człowieczeństwo. Dzieci z Midwich nie wydają się jednoznacznie złe – i to właśnie było dla mnie najbardziej niepokojące. Nie wiedziałam, czy powinnam się ich bać, czy raczej próbować je zrozumieć. Książka zmusza mnie do myślenia. Dla niektórych tempo może być zbyt wolne, a styl zbyt „suchy”. To nie jest dynamiczne sci-fi. Jeśli ktoś szuka wartkiej akcji to będzie rozczarowany. Dla mnie to był powrót do klasyki. Zamiast spektakularnych efektów ksiażka oferuje  inteligentną, niepokojącą refleksję. Jeśli lubisz historie, które zostają w głowie na długo i zmuszają do myślenia – to zdecydowanie książka dla ciebie.
KotkaPsotka - awatar KotkaPsotka
oceniła na719 dni temu
Rękopis Hopkinsa R. C. Sherriff
Rękopis Hopkinsa
R. C. Sherriff
Można faktycznie tę książkę postrzegać jako profetyczną, ale pamiętajmy, że została ona opublikowana w 1939 roku. Ludzkość zresztą doświadczała w swojej historii wielości wszelkiego rodzaju katastrof, więc kolejna nie powinna dziwić, choć rzecz jasna nie były to raczej katastrofy kalibru "końca świata". Choć zawsze nas nimi straszono, ale czy faktycznie w nie wierzono? Przecież nawet Noemu ludzie nie uwierzyli, kiedy ostrzegał przed potopem... Zatem "Rękopis Hopkinsa" przedstawia faktycznie ludzką naturę, taką jaką ona jest, bo raczej w tej naturze nie leży bohaterskie stawianie czoła nieszczęściom i ratowanie ludzkości. Takie rzeczy tylko w filmach. Bardziej normalne reakcje to niedowierzanie, wypieranie, negowanie, wyśmiewanie, lekceważenie, chowanie głowy w piasek, egoizm, także negocjowanie z losem. W tym katalogu ludzkich postaw, jakie pokazał Sheriff brakowało mi tylko ewidentnych panikarzy biegających po ulicach oraz proroków apokalipsy, namawiających do pokuty za grzechy w obliczu gniewu bożego... Także reakcja władz jest typowa - rząd, jak to rząd robi wszystko, by "nie siać paniki" i by społeczeństwo nie poddało się chaosowi. Poza tym opowieść Hopkinsa cechują też typowo brytyjskie cechy, czyli stoickie, tudzież humorystyczne podejście do wyroków losu oraz umiłowanie swoich małych ojczyzn (my home is my Castle) i tradycyjnego wiejskiego stylu życia. Hopkins jest może trochę zadufany w sobie, ale z wszystkich powyższych względów postawy głównego bohatera wcale nie odbierałam jako wyraz głupoty czy zaściankowości (gość martwi się o swoje kury, kiedy nadchodzi koniec świata) ale jako naturalną postawę w obliczu czegoś przerażającego i trudnego do zrozumienia. Próbę chronienia swojego małego kawałka świata i szybką umiejętność przystosowania się tak naprawdę. Zresztą, zastanówmy się szczerze: jak sami byśmy zareagowali na wiadomość, że rychło nas świat zostanie unicestwiony (jak reagujemy??)? Poddalibyśmy się rozpaczy czy optymizmowi, że jednak "nic się nie stanie"? Co byśmy zrobili, jak byśmy wykorzystali pozostały nam czas? Czy chciałoby się nam pracować? Czy schowalibyśmy się w ciemnym kącie i zamartwiali (i co by to zmieniło?). Warto zadać sobie takie pytania, zamiast oceniać bohaterów z perspektywy kogoś, komu wydaje się, że nigdy takiej sytuacji nie doświadczy (a w dzisiejszych czasach wydaje się to coraz mniej pewne). Czy sam/a nie okazał(a)bym się małostkowym ignorantem? Prowadzenie życia "jak zwykle", ale z pełną świadomością tego, co ma się wydarzyć i pomimo tego, wydaje mi się w takich okolicznościach właśnie świadczyć o sile charakteru. I paralela z katastrofą klimatyczną nie jest tu do końca właściwa, ponieważ ta ostatnia jest zbyt odłożona w czasie, trudna do wyobrażenia i nie nastąpi w wyniku jednego nagłego wydarzenia. Mamy też więcej możliwości działania i zapobieżenia jej. Z drugiej strony taki charakter tej katastrofy powoduje tylko wzmocnienie takich postaw, jak negacja, bierność, no i prowadzenie szkodliwego "business as usual". Podobieństwo widzę także w zjawisku "antycypacji żałoby" doświadczanej przez Hopkinsa, czyli żalu za tym, że ten świat, który znamy i kochamy się kończy... Wreszcie genialny zwrot akcji na koniec, ukazujący, że największą katastrofę to sprowadzamy na siebie my sami. Ciekawe co autor myślał (w kontekście tego, co napisał) po tym, jak rozpętała się II wojna światowa...
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na71 miesiąc temu
Bóg Zero Jeden Michał Kłodawski
Bóg Zero Jeden
Michał Kłodawski
„Bóg Zero Jeden” jest debiutem Michała Kłodawskiego, niezwykle dopracowanym i spójnym, wyraźnie nawiązującym do lemowskich koncepcji i harmonijnego łączenia teorii naukowych z dywagacjami filozoficznymi oraz duchowym podłożem. Zderzenie naukowego pragmatyzmu i wysokiej technologii, umożliwiających zbadanie i udowodnienie procesów, ich zasad, prawidłowości, dających możliwość przeprowadzenia precyzyjnych eksperymentów i eksplorację dalekich zakątków Kosmosu, z ludzką psychiką, człowieczym poszukiwaniem idei absolutu, Boga i życia wiecznego, zazwyczaj bywa fascynujące. Tutaj nie jest inaczej. Ludzie nasłuchują sygnałów z Wszechświata, licząc na znalezienie w nim inteligentnej obecności, chcąc wierzyć, że nie są jedyni, samotni. W powieści Michała Kłodawskiego taki sygnał otrzymują, powtarza się on, eliminując tezę o przypadkowości i pomyłce, w konsekwencji misja kosmiczna wyrusza, by sprawdzić słuszność domniemań, nawiązać kontakt, zbadać sytuację. Tym bardziej, że treść wiadomości jest nad wyraz bulwersująca: „Ja jestem waszym Bogiem” brzmi prowokująco, poruszając ukryte struny w niektórych, po ludzku niespokojnych umysłach. Przecież od początków ludzkości zastanawiamy się nad cudem stworzenia, usiłując wytłumaczyć go nadnaturalną mocą, nawet twierdząc, że w nią nie wierzymy, podświadomie poszukujemy choćby cienia potwierdzenia. Statek leci zatem, nieskończenie długo, w pobliże układu AR Chimaera, zaś jego załoga staje się świadkiem niezwyczajnych, trudnych do wytłumaczenia zdarzeń. Ginie kapitan, później kolejni astronauci, a pozostali starają się ze wszystkich sił wyjaśnić te zagadki. Jak to możliwe, by w krótkim czasie, na ich oczach, mgławica implodowała w nową gwiazdę, ta zaś przeobrażała się stale, zmieniała kształt, przybliżała się, to znów oddalała, zapadała, by wystrzeliwać w górę strzelistymi wypustkami, produkowała najrozmaitsze twory, które, choć początkowo robiły takie wrażenie, nie były wcale omamami, halucynacjami zbuntowanych, zainfekowanych umysłów załogantów „Horyzontu”. Wysoka, obca inteligencja czy boska emanacja, przyjazna czy też wroga? Odpowiedzi jednoznacznej wciąż nie ma, są poszlaki i domysły, gdy jedne upadają, rodzą się kolejne. Także intencje nie są oczywiste, ani nawet to, czy głosy, jakie dotarły na Ziemię, były celowym przyzywaniem, czy może zupełnie przypadkową sekwencją kodów. Powieść jest interesującą hard science fiction, silnie umocowaną w nauce. Koncepcje z zakresu fizyki i astronomii, szeroko w niej przytaczane, pozostają oczywiście nie do zweryfikowania dla takiego laika, jak ja, niemniej jednak brzmią wiarygodnie i kładą nacisk na rozwój i stały progres badań nad kosmiczną przestrzenia, nadają gęsty, empiryczny ton całej narracji. Doskonale współgra on z potrzebą człowieka, by odnaleźć w świecie jakiś głębszy, ontologiczny sens, metafizyczne, mistyczne wytłumaczenie naszego istnienia wsparte naukowym doświadczeniem. Sama teza „Człowiek jutra jest Bogiem dla człowieka z wczoraj” jest dalece niewystarczająca, pragniemy bowiem czegoś znacznie więcej, co przerasta możliwości nawet najmądrzejszego człowieka, zbawienie wymaga „deus absolutus”. Astronauci na „Horyzoncie” różnią się osobowościowo, mają odmienne poglądy także w kwestii religii oraz różne osobiste doświadczenia, które siłą rzeczy wpływają na ich decyzje. Nie bardzo się lubią, inicjują konflikty, rywalizują z sobą, bywają też zaskakiwani swoimi własnymi reakcjami w sytuacjach ekstremalnych, nieprzewidywalnych, dziwnych. Są skazani przez lata na własne towarzystwo, co rodzi dużą frustrację. Samotność na statku kosmicznym, rodzaj izolacji - nam zupełnie nieznany, to ciekawy motyw psychologicznych badań, tutaj również interesująco ukazany. Rozważania rozważaniami. Hermetyczne teorie i naukowa terminologia to jedna strona medalu. Przyjrzyjmy się teraz odmalowanemu światu. Tutaj już wkradła się poetycka symbolika, zaduma i bogata ilustracyjność, która musi porwać i wywołuje pod powiekami iście filmowe obrazy. „Szkliste jezioro przypominało poruszający się, trójwymiarowy labirynt luster. Ściany łamały się i rozchodziły, zastępowane symetrycznymi bryłami. W oddali powstawały formy podobne do komnat, które miały w sobie coś z weneckich sal lustrzanych, ale tutejsze pałacowe podwoje nieustannie transformowały, niczym samostwarzająca się maszyna. Połyskujące segmenty unosiły się i opadały, zamieniały miejscami w monotonnym i powtarzalnym ruchu, który przypominał równomierny oddech człowieka pogrążonego w głębokim śnie”. Bohaterowie wkraczają w nieznany obszar, pragnąc skraść jego tajemnicę. Gwiezdny Eden zaś stara się zmylić tropy, zniekształca postrzegane pejzaże, przywołuje lustrzane odbicia i niesamowite inkarnacje, grozi i kusi, zabija i odtwarza, robi rzeczy niemożliwe, które naukowcy próbują dopasować do istniejących teoretycznych wzorów i modeli. Czasami bohaterom, a i nam również, trudno odróżnić sen od jawy, gdyż śnienie odgrywa tutaj dużą rolę, zdaje się być generatorem pomysłów, przyczynkiem do refleksji i interpretacji, wydobywaniem istotnych informacji zagubionych w podświadomości. Senne wizje są też pięknymi, literacko wysmakowanymi sceneriami, którym towarzyszą mistyczno-namacalne odczucia. „Kiedy w końcu metaliczne słońce opadło za horyzont, błękit zmętniał i ściemniał, miałem wrażenie, że świat rozpuszcza się niczym rtęć, a ja sam stawiam kroki w morzu ciekłego metalu”. Opowieść ma zaskakujące zakończenie, wymuszające na nas dalsze refleksje, snucie własnych przypuszczeń i dotknięcie osobistej wrażliwości, obszaru związanego z głębokim uduchowieniem, nadziejami, wiarą, wyobrażeniami… Obok echa Lema wyczuwamy tutaj również pewien klimat rodem z Dukaja, również tropiącego sacrum w kreowanych przez siebie światach, nie poprzestającego na stricte naukowym, eksploracyjnym, sprawdzalnym doświadczeniu. Z tym, że Michał Kłodawski pozostawił na boku leksykalne labirynty i składniowe eksperymenty wyróżniające prozę Jacka Dukaja pośród całej reszty literackiej fantastyki. „Bóg Zero Jeden” to świetna, inteligentna literatura, wnosząca dużo więcej niż tylko rozrywkę, zmuszająca do uważnego śledzenia treści, konfrontowania jej z naszym wewnętrznym „ja”, wyciągania z niej ogólniejszych prawd i wniosków, ważnych dla nas tu i teraz, zaspokajających nasz głód wiedzy o tym, kim jesteśmy, czego pragniemy, z czym się mierzymy. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na825 dni temu
Lodowa kolonia Michał Podgórski
Lodowa kolonia
Michał Podgórski
Po „Lodową kolonię” sięgnęłam z sympatią i całkiem konkretnymi oczekiwaniami – poprzednia książka Michała Podgórskiego zapewniła mi dobrą rozrywkę, więc liczyłam na podobne doświadczenie. I choć nie była to zła historia, trudno nie odnieść wrażenia, że autor zatrzymał się o krok przed pełnym wykorzystaniem drzemiącego w niej potencjału. Na plus zdecydowanie należy zapisać lekki, przystępny styl. Pióro autora jest przyjemne, dynamiczne, a książkę czyta się bardzo szybko. Dodatkowym atutem są różne punkty widzenia, które teoretycznie poszerzają narrację i pozwalają spojrzeć na wydarzenia z kilku perspektyw. Teoretycznie – bo tu właśnie zaczynają się pierwsze problemy. Sama koncepcja fabularna zapowiada się bowiem niezwykle obiecująco. Oto przyszłość, dystopijny świat, w którym większość Ziemi tonie w slumsach, a desperacja popycha ludzi do podpisywania kontraktów, które są biletem w jedną stronę. Główna bohaterka, Helena, decyduje się na wyjazd na Jowisza, by pracować w kopalni i wyrwać się z biedy. Do tego tajemniczy kryształ – kula, która przyciąga obcą cywilizację. Brzmi jak solidny fundament pod ambitne science fiction. Niestety, książka jest po prostu za krótka, by udźwignąć taką liczbę wątków. Akcja pędzi, momentami aż za bardzo, a wiele motywów – zwłaszcza najazd obcej cywilizacji – zostaje potraktowanych skrótowo. To właśnie ten wątek najbardziej domaga się rozwinięcia: większego napięcia, głębi, konsekwencji. Podobnie jak polityka świata, relacje między korporacjami, system społeczny czy realia życia w kolonii – wszystko to jedynie muska powierzchnię zamiast zanurzyć się głębiej. Również bohaterowie wypadają najsłabiej. Jest ich zdecydowanie zbyt wielu jak na tak krótką formę, co skutkuje brakiem wyrazistości. Trudno się z nimi zżyć, trudno zapamiętać ich motywacje, a jeszcze trudniej przejąć się ich losem. Nie są kontrastowi ani pogłębieni – raczej funkcjonalni, podporządkowani pędzącej fabule. Podsumowując: „Lodowa kolonia” to książka, która sprawdzi się jako czysta rozrywka – szybka, lekka, niezobowiązująca. Idealna „na odmóżdżenie”, gdy nie mamy ochoty na analizowanie świata przedstawionego i skomplikowanych zależności. Jeśli jednak oczekujecie rozbudowanego science fiction, pogłębionych wątków, mocnej polityki świata i pełnokrwistych bohaterów, to niestety – nie tutaj. Szkoda, bo potencjał był naprawdę duży. I właśnie dlatego pozostaje lekki niedosyt… który jednak nie przekreśla tej historii, a raczej zostawia ją jako niewykorzystaną szansę.
żyrafa czyta - awatar żyrafa czyta
oceniła na63 miesiące temu
Zaplecza Dawid Kain
Zaplecza
Dawid Kain
Weird fiction to gatunek, po którym spodziewam się niepokoju, rozsadzenia rzeczywistości i wprowadzenia w stan odrealnienia. "Zaplecza" to książka, która zaczyna się jak klasyczny, dobrze skonstruowany horror, by następnie przejść w pełne, odważne i chaotyczne weird fiction, a na końcu... nieco rozczarować. Dawid, jako kilkuletnie dziecko, gubi się w galerii handlowej i trafia do odrealnionego miejsca, które nazywa Zapleczami. Zaplecza istnieją obok naszego świata, lecz pozbawione są logiki i budzą przerażenie. To miejsce stało się źródłem traumy Dawida, z którą zmaga się zarówno w okresie dorastania, jak i w dorosłym życiu. Najbardziej druzgocące jest jednak przekonanie, że tamto miejsce o nim nie zapomniało i że wciąż wywiera wpływ na jego codzienność. To opowieść klaustrofobiczna, przesycona pierwotnym, instynktownym lękiem. Życiowe okoliczności zmuszają Dawida do podjęcia decyzji o powrocie do Zapleczy. A tam? To, co na niego czeka, jest tak nierzeczywiste, że przekracza granice jakiegokolwiek pojmowania. Do tego momentu pochłaniałam historię strona po stronie, nie mogąc się oderwać. Zakończenie okazało się dla mnie lekkim rozczarowaniem. Moje wyobrażenia szły w zupełnie innym kierunku, dlatego finał pozostawił pewien niedosyt. To jednak bardzo subiektywne odczucia, więc jeśli czytaliście Zaplecza, koniecznie podzielcie się swoimi przemyśleniami. Historia nie przedstawia wielu bohaterów, co w tym przypadku działa zdecydowanie na plus. Skupiamy się wokół introwertycznego, pełnego lęków DAWIDA co dodatkowo potęguje klaustrofobiczny klimat. Jego psychika prowadzi nas do najciekawszych obserwacji i refleksji. Zwyczajne imię czyni go kimś „zwykłym”, jednym z nas. Kimś pozbawionym heroizmu czy jakichkolwiek superbohaterskich cech. Do pewnego momentu nie mogłam się od nich oderwać, aż w końcu dotarłam do zakończenia, które okazało się dla mnie rozczarowujące. Mimo to uważam, że warto po tę książkę sięgnąć — to, co dla mnie było wadą, dla innych może okazać się zaletą. To historia oryginalna, klimatyczna i zdecydowanie warta poznania jeśli jesteś fanem weird fiction. Pełna recenzja na Instagramie: @tropemciszy
TropemCiszy - awatar TropemCiszy
ocenił na625 dni temu
Mickey7 Edward Ashton
Mickey7
Edward Ashton
O tym czy śmierć jest problemem, gdy człowiek nie może umrzeć. Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której ludzkość zaczęła kolonizować inne planety. Mickey pracuje na jednej z nowych kolonii jako "wymienialny", czyli osoba, która zajmuje się najbardziej niebezpiecznymi pracami, a w razie śmierci jego DNA wraz ze świadomością zostanie skopiowane do kolejnego klona. Wskutek zbiegu różnych okoliczności, pewnego razu na kolonii znajdują się jednocześnie dwie wersje Mickeya, co jest z wielu względów wielce niepożądane. Sytuacja, w której bohater występuje naraz w dwóch wersjach mogłaby być paliwem dla wielu potencjalnie ciekawych scen i interakcji, być może też jakichś bardziej komediowych momentów. Niestety autor niemal zupełnie tego nie wykorzystuje, a można wręcz mieć wrażenie, że niemal wszystko mogłoby się potoczyć dokładnie tak samo, gdyby Mickey był pojedynczy - jego relacja z klonem sprowadza się właściwie wyłącznie do kłótni o racje żywnościowe. To zdecydowanie największy minus. Wszystko tutaj rozwiązuje się bardzo łatwo i szybko, a retrospekcje zajmują chyba więcej miejsca (i wypadają przy tym dużo ciekawiej) od właściwej fabuły. Książka próbuje też podejmować bardziej filozoficzne tematy - znajdziemy tu trochę rozważań na temat nieśmiertelności czy etyki klonowania ludzi, ale wszystko to mogłoby być zdecydowanie bardziej pogłębione. Z pomysłu z naprawdę sporym potencjałem wyszła niestety książka dość przeciętna.
niedź - awatar niedź
ocenił na66 miesięcy temu
Góra pod morzem Ray Nayler
Góra pod morzem
Ray Nayler
Czasem zastanawiam się, co kryją podmorskie tonie. Wiecie, że według różnych szacunków zbadane zostało mniej niż 5% całego światowego oceanu? Ray Nayler zadaje kilka zasadnych pytań w swojej książce. Po pierwsze – czy istoty rozumne i mające możliwość komunikacji mogłyby rozwinąć się w oceanie? Pomysł zasadza się na rozwoju ośmiornic, które powszechnie znane są ze swojej inteligencji i próbie kontaktu korporacji DIANIMA z zamieszkującymi u wybrzeży Wietnamu głowonogami. Świat przedstawiony przez autora to jednocześnie wizja postapokaliptyczna – kraje zostały strawione przez wojnę, jednocześnie do tego dochodzi szybki postęp technologiczny – przede wszystkim związany z cybernetyką i androidami. I to drugi problem, który jest w centrum zainteresowania. Pojawiają się powszechnie spotykane w literaturze sf pytania: czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Kiedy tworzy się świadomość? Jak ją określić? Chociaż wiele pomysłów, które przedstawia autor są ciekawe, to potknął się w kilku miejscach i trochę odebrało mi to przyjemność z odbioru tej lektury. Po pierwsze – stateczność akcji. Nayler de facto bawi się kilkoma konwencjami – thrillerem, hard sf, elementami szpiegowskimi – ale nie potrafi tego amalgamatu złożyć w jedno. W książce występują trzy wspólne wątki, które tylko pobieżnie się ze sobą schodzą i chociaż wszystkie są rozwiązywane, to równie dobrze mogłyby funkcjonować oddzielnie. Mało tego, usuwając którykolwiek z nich nie stracimy w zasadzie płynności narracji. Po drugie – płytkość zadanych pytań. Nie zrozumcie mnie źle, wiele z aspektów poruszonych przez autora jest ciekawych i istotnych, tylko były one już realizowane przez wielu autorów w wielu książkach na przestrzeni kilkudziesięciu lat – ale przede wszystkim było to robione lepiej. I po trzecie – strasznie mi się ta książka dłużyła.Nie wiem, czy wynikało to z tłumaczenia czy z formy oryginału. W ostatecznym rozrachunku książka była po prostu ok. Kilka pytań było istotnych ale wykonanie było poprawne. Czy to źle? Nie. Ale trochę za mało na zachwyt.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na62 miesiące temu

Cytaty z książki Pół sposobu, jak tanio ocalić świat

Więcej
Filip Topolewski Pół sposobu, jak tanio ocalić świat Zobacz więcej
Filip Topolewski Pół sposobu, jak tanio ocalić świat Zobacz więcej
Filip Topolewski Pół sposobu, jak tanio ocalić świat Zobacz więcej
Więcej