Gdy życie zsyła hipopotama

Okładka książki Gdy życie zsyła hipopotama autora Annette Bjergfeldt, 9788381399746
Okładka książki Gdy życie zsyła hipopotama
Annette Bjergfeldt Wydawnictwo: Świat Książki literatura piękna
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Højsangen fra Palermovej
Data wydania:
2023-06-14
Data 1. wyd. pol.:
2023-06-14
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381399746
Tłumacz:
Urszula Ruzik-Kulińska
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gdy życie zsyła hipopotama w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Gdy życie zsyła hipopotama



książek na półce przeczytane 5150 napisanych opinii 1934

Oceny książki Gdy życie zsyła hipopotama

Średnia ocen
7,3 / 10
136 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Gdy życie zsyła hipopotama

avatar
651
122

Na półkach: , ,

Przecudowna! Urocza, szczera, nietrywialna, prawdziwe wyjątkowa.

Przecudowna! Urocza, szczera, nietrywialna, prawdziwe wyjątkowa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
465
22

Na półkach: ,

Intrygujący tytuł i tylko tyle. Nuda. Nie umiałam się zżyć z postaciami. Przerwałam lekturę bo szkoda czasu na kiepskie książki.

Intrygujący tytuł i tylko tyle. Nuda. Nie umiałam się zżyć z postaciami. Przerwałam lekturę bo szkoda czasu na kiepskie książki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2854
2263

Na półkach:

„Gdy życie zsyła hipopotama” Annette Bjergfeldt to absolutnie najcieplejsza, najbardziej absurdalna i urocza powieść, jaką ostatnio czytałam.
To saga rodzinna, ale zapomnijcie o nudnych drzewach genealogicznych. Tutaj mamy dziadka Hannibala, który kupił hipopotama, marząc o wielkiej sztuce, babcię – rosyjską śpiewaczkę operową, która sypia z psami, i dom na wyspie Amager, który pęka w szwach od niespełnionych marzeń i wielkich nadziei.

Ta książka jest jak film Wesa Andersona przelany na papier. Jest tu realizm magiczny, ekscentryczni bohaterowie i humor, który otula jak ciepły koc. Ale pod tą warstwą dziwactw kryje się piękna opowieść o szukaniu miłości stulecia i o tym, że nawet najbardziej zepsuta rodzina może być źródłem największej siły.

Jeśli szukacie książki, która Was przytuli, rozśmieszy i pozwoli uwierzyć, że w życiowym chaosie jest metoda bierzcie w ciemno. To prawdziwy plasterek na serce.

„Gdy życie zsyła hipopotama” Annette Bjergfeldt to absolutnie najcieplejsza, najbardziej absurdalna i urocza powieść, jaką ostatnio czytałam.
To saga rodzinna, ale zapomnijcie o nudnych drzewach genealogicznych. Tutaj mamy dziadka Hannibala, który kupił hipopotama, marząc o wielkiej sztuce, babcię – rosyjską śpiewaczkę operową, która sypia z psami, i dom na wyspie Amager,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

404 użytkowników ma tytuł Gdy życie zsyła hipopotama na półkach głównych
  • 245
  • 153
  • 6
36 użytkowników ma tytuł Gdy życie zsyła hipopotama na półkach dodatkowych
  • 8
  • 8
  • 8
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W służbie królowej Tessa Arlen
W służbie królowej
Tessa Arlen
Nigdy nie interesowałam się życiem brytyjskiej rodziny królewskiej, choć nie sposób od czasu do czasu nie natrafić na jakieś informacje i plotki na temat Windsorów. Zawsze wydawało mi się, że to ludzie żyjący w innej rzeczywistości, a ich problemy, o ile takie mają, w niczym nie przypominają problemów zwykłego człowieka. Powieść Tessy Arlen pozwoliła mi zajrzeć za mury londyńskiego pałacu królewskiego i poznać realia życia młodziutkiej Elżbiety (późniejszej królowej Elżbiety) i jej siostry Małgorzaty oraz ich rodziców widziane oczami ich guwernantki, która spędziła z nimi 16 lat i towarzyszyła im w najtrudniejszym dla rodziny okresie. Marion Crawford to prawdziwe nazwisko szkockiej nauczycielki, która została zatrudniona przez księżnę Yorku do opieki nad dwiema córkami w roku 1931, 5 lat przed skandaliczną decyzją Edwarda VIII, który abdykował, by móc poślubić rozwódkę Wallis Simpson, zostawiając tron swojemu bratu Jerzemu VI, który nie za bardzo nadawał się na króla. Cała jego rodzina została nagle postawiona przed wyzwaniem sprostania oczekiwaniom Brytyjczyków, którzy obawiali się wybuchu kolejnej wojny i zmagali się z kryzysem. Nowy król i jego żona Elżbieta wzięli na siebie ciężar podniesienia na duchu obywateli w bombardowanym Londynie, zbierali pieniądze na cele charytatywne i odwiedzali ofiary wojny w szpitalach i na ulicach. W tym czasie nad wychowaniem ich córek czuwała Marion, lojalna i mądra dziewczyna, która nawiązała z dziewczynkami silną więź i mocno zaznaczyła swoją obecność w pałacu. Jej zdanie było tak ważne, że nastoletnia Elżbieta (zwana Lilibet) to właśnie jej wsparcia potrzebowała, by przeforsować u apodyktycznej matki pomysł poślubienia mężczyzny, którego pokochała, a którego cały świat znał jako księcia Filipa. Historia królewskiej guwernantki byłaby nieco bajkowa, gdyby nie to, jak została potraktowana przez rodzinę Windsorów wtedy, gdy zrobiła coś wbrew ich woli. A to dowód na to, że z wielkimi tego świata nie można postępować tak samo, jak ze zwykłymi ludźmi. Marion Crawford, której wydawało się, że stała się członkiem rodziny, boleśnie przekonała się, że była tylko jedną z wielu pracownic pałacu, a jako część personelu mogła zostać równie dobrze nagrodzona, jak i ukarana. Ponieważ ta historia wydarzyła się naprawdę, a główna bohaterka gotowa była nawet poświęcić własne szczęście w imię służby koronie, tym smutniejszy wydaje się koniec jej relacji z rodziną królewską. Powieść Tessy Arlen napisana jest swobodnie i płynnie, bez specjalnego zadęcia czy egzaltacji. Wyłania się z niej obraz życia na królewskim dworze, który wydaje się być bardzo zwyczajny. Nauka, dziecięce zabawy, trudności życia podczas wojny, niepokoje dorastania młodych dziewcząt i pierwsze miłości. Jednocześnie poznajemy też realia życia zwykłej dziewczyny, która martwi się o pozostawioną w Szkocji matkę, pracuje w gospodarstwie podczas odwiedzin w domu rodzinnym, martwi się o mężczyznę, który pojechał na wojnę i tak jak jej podopieczna przeżywa pierwsze uczucie. Znakomicie się o tym czyta. Polecam miłośnikom royalsów, ale i tym, którzy chcą przeczytać powieść o kobiecie postawionej w sytuacji konieczności dokonania wyboru między własnym szczęściem a zaspokojeniem pragnień królowej.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na71 rok temu
Madmuazelka Grażyna Plebanek
Madmuazelka
Grażyna Plebanek
Książka zaczyna się od stawiania pytań nie o to kto zabił, lecz dlaczego to zrobił oraz dlaczego nikt nic nie zrobił wcześniej? Zagadkowa śmierć jest tylko punktem wyjścia do odmalowania konkretnej sytuacji społecznej. Ukazuje mechanizm wyparcia, niewidzenia przemocy, odwracania wzroku, wymazywania pamięci. Dotyczy to zarówno sprawców, jak i ich rodzin, sąsiadów, mieszkańców miasteczka. Jakub brzydzi się postępowaniem ojca, ale dorastając podąża w jego ślady. Mad bardzo chce być inna od swoich rodziców, ale w połowie życia spostrzega, że powieliła ich model. Tak bardzo staramy się być różni od naszych rodziców, młodzi, nastoletni, jeszcze nie wiemy czego dokładnie od życia chcemy, ale jedno jest pewne: my nie będziemy tacy. Jednak pewnych wzorców ciężko jest się pozbyć. Nawet jeżeli powierzchownie wybierzemy inny styl życia i bycia, cechy naszych rodziców i tak gdzieś tam z nas wyjdą. Ta książka jest o zmaganiach z losem i przeszłością. O lizaniu ran. O silnych kobietach, o solidarności kobiecej, o sile przyjaźni. Mężczyźni, poza paroma wyjątkami, wypadają tutaj słabo, blado. Cała nadzieja skierowana jest na najmłodsze pokolenie. Drugim ciekawym zagadnieniem jest kwestia życia podzielonego pomiędzy dwa kraje, którego osobiście też doświadczyłam. To trwanie w zawieszeniu, bo jest się gościem u siebie i tą ze wschodu na zachodzie. „Obca wszędzie i wszędzie u siebie”. To specyficzne uczucie, gdy będąc „tu” tęskni się do „tam”. A będąc tam tęskni się do „tu”. I nie da się tej tęsknoty ukoić. Zawsze jest cena do zapłaty. Ciekawsze życie, ale bez poczucia przynależności. Ciekawie zarysowane sylwetki psychologiczne, dobrze poprowadzone historie. Jedyne co mi nie odpowiadało to mało wyszukany styl i zbyt wulgarny (bezcelowo) język, ale historia broni się sama, da się przymknąć na to oko. Warto przeczytać.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na71 miesiąc temu
Pani England Stacey Halls
Pani England
Stacey Halls
Rok 1904. Ruby May to wykształcona w londyńskim instytucie niania, która zmienia miejsce pracy i wyrusza na północ, by podjąć opiekę nad czwórką dzieci. Z pozoru normalna rodzina skrywa jednak niepokojące sekrety. Sama Ruby również ma swoją tajemnicę, o której wolałaby nie mówić, by nie być ocenianą przez jej pryzmat. Do czego doprowadzi dociekliwość młodej niani? Czy będzie potrafiła unieść ciężar prawdy? Fabuła powieści osadzona jest w czasach edwardiańskich. Jest dobrze skonstruowana, a relacje między bohaterami przedstawione w sposób klarowny i logiczny, dzięki czemu łatwo odnaleźć się w realiach epoki. Od pierwszych stron wyczuwalne jest napięcie panujące w domu Englandów, które skutecznie podtrzymuje zainteresowanie czytelnika. Styl autorki – Stacy Halls – bardzo przypadł mi do gustu. Tempo akcji jest umiarkowane. Momentami odnosiłam wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu, podczas gdy z treści wynikało, iż wydarzenia obejmują zaledwie kilka tygodni. Kreacja bohaterów jest przemyślana i pełna – wszystkie wątki dobrze się ze sobą łączą, prowadząc do zaskakującego finału. Podczas lektury nie brakowało emocji. Napięcie budowane jest stopniowo, mimo że jest to powieść obyczajowa, a nie sensacyjna. Polecam tę książkę osobom, które lubią historie o silnych kobiecych bohaterkach funkcjonujących w świecie zdominowanym przez mężczyzn – kobietach, które mimo ograniczeń potrafiły się sprzeciwić i zawalczyć o siebie.
joanna_czyta - awatar joanna_czyta
oceniła na81 miesiąc temu
Violeta Isabel Allende
Violeta
Isabel Allende
Rozpisany na 100 lat barwny i wielowymiarowy fresk, przedstawiający losy tytułowej Violety na tle tragicznej historii Chile i całej Ameryki Łacińskiej to powieść, która rzeczywiście nie wytrzymuje porównania z „Domem dusz”, czy „Córką fortuny”, ale nie znaczy to wcale, że jest powieścią słabą. Wręcz przeciwnie. Allende nie tworzy tu monumentalnej opowieści, raczej intymny portret kobiecy, w którym pobrzmiewają echa własnych doświadczeń autorki. „Violeta” napisana jest w formie pierwszoosobowej spowiedzi życia, wygłaszanej przez tytułową bohaterkę do Camila, człowieka bardzo jej bliskiego. O jego tożsamości dowiadujemy się dopiero w połowie książki, więc i ja nie zdradzę, kim jest adresat tego wielkiego monologu. Violeta, przeżywszy równo 100 lat, dzieli się z nim swoją historią, która obfitowała w wiele strat i radości, a na jej losy ogromny wpływ miały ważne wydarzenia historyczne: walka o prawa kobiet, zamachy stanu, rządy junt wojskowych, wojna, upadające rządy oraz dwie zarazy, stanowiące klamrę rozpoczynającą i zamykającą całą opowieść. Życie bohaterki rozpięte jest bowiem pomiędzy pandemię grypy hiszpanki w 1920 roku, kiedy przyszła na świat, a znaną nam wszystkim pandemię koronawirusa z 2020 roku. Losy Violety składają się z wydarzeń, które ma w swoim życiorysie większość kobiet: małżeństwo, wielkie namiętności, macierzyństwo, rozstania i powroty. Wszystko to dzieje się w świecie zdominowanym przez mężczyzn, w maczystowskiej kulturze, gdzie bicie i wykorzystywanie kobiet wpisane są w świadomość kulturową, a kobieta, która się przeciw temu buntuje uważana jest za zagrożenie dla tradycji i dziwadło. Dlatego główna bohaterka imponuje swoim hartem ducha w powolnym stawaniu się prawdziwą kobietą. O ile na początku widzimy ją jako powolną i nieświadomą swojej wartości osobę, o tyle w toku zdobywanych doświadczeń życiowych staje się niezależna, silna i wolna. W walce o swoją kobiecość nie jest sama. Towarzyszą jej inne bohaterki, tak samo jak ona zdeterminowane, by podjąć walkę o szczęście własne i bliskich. I nawet jeśli czasem trzeba pomóc losowi, uciekając się do indiańskich rytuałów, chrześcijańskich modłów, czy urzędowych sztuczek, to bohaterki są do tego zdolne. W obronie rodziny, czy przyjaciół zdecydowane są na wielkie poświęcenia. Potrafią kochać i nienawidzić. Z miłości gotowe są zabić, ale i podarować wolność ukochanej osobie, a z nienawiści doprowadzić kogoś do upadku. Bo w świecie Violety emocje są bardzo silne. Biografia bohaterki jest też okazją dla Isabel Allende do podjęcia kilku ważnych społecznie tematów: związków homoseksualnych, przemocy wobec kobiet, narkomanii, uchodźców, prześladowań na tle politycznym czy rasowym. Całość opowiedziana jest swobodnym stylem, bez silenia się na oryginalność, czy intelektualizm, co sprawia, że powieść czyta się znakomicie. Zawiera ona w sobie trochę humoru, trochę smutku, trochę magii i realizmu, znajdziemy tu także nieco filozoficznych wywodów, a nawet sceny erotyczne (ale bardzo delikatne, bez wulgarności). Wszystko podane w idealnie wyważonych proporcjach, a więc smakowite. Czytajcie więc, smacznego!
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na82 miesiące temu
Babetta Nina Wähä
Babetta
Nina Wähä
Nina Wähä, która zachwyciła czytelników sagą „Testament”, w swojej kolejnej książce pt. „Babetta” porzuca surową fińską prowincję na rzecz dusznego, skąpanego w słońcu luksusu Lazurowego Wybrzeża. To radykalna zmiana scenerii, ale autorka pozostaje wierna swojemu zainteresowaniu skomplikowanymi, często toksycznymi więziami międzyludzkimi. Przyznając tej powieści ocenę 7/10, doceniam jej gęstą atmosferę i bezlitosną sekcję zwłok kobiecej przyjaźni, choć dostrzegam pewne mielizny w tempie prowadzenia akcji. Sceneria willi na południu Francji odgrywa w powieści kluczową rolę. Upał jest tu niemal namacalny, a błękit basenu wydaje się sztuczny i niepokojący. Wähä stosuje liczne nawiązania do klasyki kina (m.in. do filmu „Basen” z Romy Schneider),co nadaje książce specyficzny, noir-owy sznyt. To opowieść o „patrzeniu” i „byciu widzianym”. Katja obserwuje Lou z mieszanką podziwu i nienawiści, a czytelnik wraz z nią daje się wciągnąć w tę spiralę domysłów i niepewności. Autorka świetnie portretuje świat elit – znudzonych, powierzchownych, a jednocześnie tragicznie samotnych w swoim narcyzmie. Katja: Cień w blasku jupiterów Główna bohaterka jest osobą, którą łatwo zlekceważyć, co autorka wykorzystuje do budowania napięcia. Jako niespełniona aktorka, Katja patrzy na świat przez pryzmat ról, których nie dostała, i scen, w których nie zagrała. Jej przyjazd do willi Lou nie jest zwykłą wizytą u przyjaciółki – to podróż do jaskini lwa, gdzie każdy luksusowy przedmiot i każde spojrzenie Lou przypomina jej o własnej porażce. Wähä kreuje Katję jako „profesjonalną obserwatorkę”. Bohaterka niemal kompulsywnie analizuje każdy gest swojej sławnej przyjaciółki, próbując zrozumieć fenomen jej sukcesu. Czy to talent? A może tylko kwestia oświetlenia i odpowiedniego kąta patrzenia? Ta obsesja sprawia, że Katja staje się postacią niepokojącą – jej lojalność miesza się z drapieżną chęcią posiadania choćby cząstki życia Lou. Mechanizm wyparcia i pożądania To, co w głównej bohaterce najciekawsze, to jej wewnętrzny monolog. Katja nieustannie toczy walkę między miłością do Lou a głęboką urazą. Jest mistrzynią racjonalizacji; potrafi usprawiedliwić upokorzenia, których doświadcza, tylko po to, by móc dalej pławić się w blasku bijącym od gwiazdy. Jednocześnie Nina Wähä pokazuje, że Katja nie jest jedynie bierną ofiarą. W jej uległości kryje się pewna forma władzy – to ona jest jedynym świadkiem prawdziwego, niespójnego oblicza Lou, co czyni ją powierniczką i zagrożeniem w jednym. Katja to ucieleśnienie naszych najmroczniejszych instynktów – tej części natury, która każe nam porównywać się z innymi i czuć ukłucie zazdrości na widok cudzego triumfu. Dzięki niej „Babetta” przestaje być tylko opowieścią o celebrytach, a staje się uniwersalnym studium kompleksów i desperackiej potrzeby bycia zauważonym.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na722 dni temu
Katedra Ben Hopkins
Katedra
Ben Hopkins
Powieść Bena Hopkinsa, Katedra, to ambitny projekt literacki, który w swoich założeniach miał stać się monumentalną panoramą średniowiecznego Strasburga. Autor, znany wcześniej głównie jako scenarzysta, podjął się próby stworzenia dzieła totalnego – opowieści o wierze, pieniądzach, władzy i architekturze, skupionej wokół wieloletniej budowy katedry. Efekt końcowy to pozycja, którą oceniam na 6/10. Choć książka olśniewa dbałością o detale historyczne i rozmachem, to jako spójna powieść ugina się pod własnym ciężarem, przypominając budowlę, której projektant zapomniał o solidnym spoiwie łączącym poszczególne kondygnacje. Ambicja kontra rzemiosło Hopkins bez wątpienia wykonał tytaniczną pracę badawczą. Czytelnik zostaje wrzucony w sam środek XIII-wiecznego miasta, czując zapach dziegciu, słysząc stukot młotów kamieniarskich i widząc skomplikowane układy handlowe rodzącego się mieszczaństwa. To rzetelny obraz epoki, w której religijna gorliwość nieustannie ściera się z pragmatyzmem kupców i ambicjami kleru. Jednak to właśnie tutaj zaczynają się schody. Mankamenty: Rozproszenie i brak centrum Największym mankamentem Katedry jest jej narracyjne rozproszenie. Hopkins wprowadza dziesiątki postaci – od biskupów i kamieniarzy, przez żydowskich lichwiarzy, aż po heretyków i ambitne kobiety. Choć każda z tych osób ma swój głos (dosłownie, bo narracja zmienia się w każdym rozdziale),żadna nie zostaje z nami na tyle długo, byśmy mogli się z nią w pełni utożsamić. Postacie stają się jedynie pionkami na szachownicy historii, funkcjami mającymi ilustrować konkretne procesy społeczne, a nie ludźmi z krwi i kości. W efekcie czytelnik często czuje się zagubiony w gąszczu imion i profesji. Kiedy już zaczynamy interesować się losem konkretnego bohatera, autor przeskakuje o kilka lat do przodu i oddaje głos komuś zupełnie innemu. Ta fragmentaryczność sprawia, że emocjonalny ciężar powieści jest niemal zerowy. Budowa katedry, która powinna być mistycznym i fizycznym sercem książki, paradoksalnie często schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca drobiazgowym, ale nużącym opisom sporów podatkowych czy prawnych kruczków. Styl: Scenariuszowy chłód Kolejnym słabszym punktem jest styl autora. Hopkins pisze poprawnie, ale bardzo zachowawczo. Widać w tym rękę scenarzysty – sceny są skonstruowane pod kątem wizualnym, dialogi są sprawne, ale brakuje tu literackiej magii, która wyróżnia dzieła takie jak Filary ziemi Kena Folletta czy proza Umberto Eco. Język jest przezroczysty do bólu, co przy tak monumentalnej objętości (ponad 600 stron) sprawia, że lektura staje się momentami męczącym obowiązkiem, a nie czystą przyjemnością.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Zaskocz mnie Maggie Shipstead
Zaskocz mnie
Maggie Shipstead
Najnowsza powieść Maggie Shipstead, „Zaskocz mnie”, to literackie widowisko, które z precyzją godną mistrzowskiej choreografii zagląda za kulisy świata baletu. Moja ocena to mocne 7/10 – jest to książka, która porywa estetyką i głębią, choć jej chłodny, niemal kliniczny profesjonalizm może momentami dystansować czytelnika od emocji bohaterów. Shipstead odmalowuje obraz baletu nie jako eterycznej bajki, lecz jako brutalnej, niewdzięcznej pasji. To świat, który od wszystkich tancerzy wymaga absolutnego poświęcenia, odbierając im zdrowie, czas i spokój ducha, a triumf i spełnienie oferuje jedynie nielicznym, wybranym jednostkom. Główną bohaterką tej opowieści jest Joan – baletnica, która nigdy nie dotarła na sam szczyt. Choć autorka oddaje głos różnym postaciom w krótkich, dynamicznych rozdziałach, to właśnie historia Joan stanowi kręgosłup całej narracji. Śledzimy jej losy, przemieszczając się w czasie o całe dekady i podróżując między Paryżem, Nowym Jorkiem a sennymi przedmieściami Południowej Kalifornii. Te retrospekcje i skoki w przyszłość są niczym poszczególne elementy skomplikowanej choreografii. Dopiero gdy złączymy je w całość, otrzymujemy pełne, zapierające dech w piersiach dzieło o ambicji i rozczarowaniu. Co przyciąga do tej publikacji? Shipstead udowadnia, że potrafi pisać o ciele i ruchu w sposób niemal namacalny. Przyciąga nas: Struktura narracyjna: Skonstruowanie powieści na wzór układu tanecznego sprawia, że czytelnik odkrywa kolejne warstwy tajemnic wraz z rozwojem techniki bohaterów. Psychologia niespełnienia: Portret Joan jest przejmujący; autorka genialnie pokazuje, co dzieje się z człowiekiem, który kocha coś, w czym jest „tylko” bardzo dobry, a nie genialny. Klimat zimnej wojny: Wątek ucieczki radzieckiego tancerza na Zachód dodaje historii dreszczyku emocji i politycznego ciężaru. Wady publikacji Mimo wysokiej noty, „Zaskocz mnie” ma swoje słabsze punkty. Momentami styl autorki wydaje się zbyt zdystansowany – opisy są technicznie doskonałe, ale brakuje im iskry, która pozwoliłaby w pełni pokochać bohaterów. Dodatkowo, finałowy zwrot akcji, który ma uzasadniać tytuł, dla niektórych czytelników może wydać się zbyt melodramatyczny w zestawieniu z wcześniejszą, stonowaną narracją. Podsumowując, to wyśmienita lektura dla tych, którzy cenią prozę intelektualną i chcą zrozumieć cenę, jaką płaci się za piękno. Shipstead stworzyła powieść o tym, że życie, podobnie jak balet, rzadko wybacza błędy, ale zawsze wymaga dyscypliny.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Ostatni sen Pedro Almodovar
Ostatni sen
Pedro Almodovar
„Życie jest niewystarczające. Musimy je uzupełniać fikcją” – te słowa hiszpańskiego mistrza kina zdają się być fundamentem jego debiutanckiego zbioru opowiadań „Ostatni sen”. Pedro Almodóvar, którego świat zna przede wszystkim jako wizjonera ekranu, tym razem zaprasza nas do swojego literackiego laboratorium, gdzie przez dziesięciolecia składował pomysły, szkice i intymne wyznania. Moja ocena to solidne 7/10 – to pozycja obowiązkowa dla fanów jego twórczości, choć dla czytelnika nieznającego estetyki movida madrileña może okazać się zbiorem zbyt eklektycznym i nierównym. Bohaterem zbiorowym tych dwunastu tekstów jest sam proces twórczy oraz obsesje, które towarzyszą Almodóvarowi od lat: religia, pożądanie, śmierć matki i granica między prawdą a zmyśleniem. Fabuła poszczególnych opowiadań rozpięta jest między latami 60. a współczesnością. Znajdziemy tu zarówno niemal punkową nowelę o „gwiazdkowej” narkomance (słynna Patty Diphusa),jak i przejmujący, tytułowy „Ostatni sen”, będący intymnym pożegnaniem z matką. To właśnie ten rozrzut stylistyczny jest największą siłą, a zarazem słabością tomu. Almodóvar pisze tak, jak reżyseruje – barwnie, odważnie i bez cienia wstydu. Jego proza pulsuje emocjami, jest pełna barokowego przepychu i czarnego humoru. Autor genialnie bawi się konwencjami, przechodząc od surowego realizmu po oniryczną fantasmagorię. Czytając te teksty, ma się wrażenie przeglądania tajnego archiwum, w którym ukryte są zalążki takich arcydzieł jak „Złe wychowanie” czy „Ból i blask”. Dlaczego 7/10? Ponieważ niektóre teksty wyraźnie trącą myszką – są raczej pamiątkami po minionej epoce niż autonomicznymi dziełami literackimi. Momentami narracja staje się zbyt chaotyczna, co może nużyć osoby szukające klasycznej dyscypliny słowa. Niemniej, „Ostatni sen” to fascynujący autoportret artysty, który nie potrafi oddzielić swojej egzystencji od opowiadanych historii. To książka głośna, momentami wulgarna, a momentami nieskończenie czuła. Almodóvar udowadnia, że nawet bez kamery potrafi zmusić nas do patrzenia tam, gdzie inni odwracają wzrok.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Pocztówka Anne Berest
Pocztówka
Anne Berest
Są książki, które zaczynają się od jednego, niepozornego przedmiotu, by ostatecznie stać się monumentalną rekonstrukcją historii. W przypadku „Pocztówki” Anne Berest tym zapalnikiem jest anonimowa kartka znaleziona w skrzynce pocztowej w 2003 roku. Widnieją na niej jedynie cztery imiona: Ephraïm, Emma, Noémie i Jacques – przodkowie autorki, którzy zginęli w Auschwitz. Przyznając tej powieści ocenę 8/10, doceniam jej niezwykłą strukturę, która łączy rodzinny pamiętnik z trzymającym w napięciu śledztwem historycznym. Anne Berest nie pisze kolejnej typowej sagi o Holokauście. Jej podejście jest znacznie bardziej nowoczesne i osobiste. Autorka, początkowo zdystansowana do swoich żydowskich korzeni, pod wpływem pytania córki o to, dlaczego nie są „tacy jak inni”, postanawia odkryć prawdę o nadawcy tajemniczej pocztówki. To, co następuje później, to fascynująca podróż przez wiek XX – od Rosji połączonej z marzeniami o rewolucji, przez Palestynę, aż po przedwojenny Paryż, który dla rodziny Rabinovitchów miał być bezpieczną przystanią, a stał się śmiertelną pułapką. Najmocniejszym punktem książki jest ukazanie powolnego, niemal niezauważalnego procesu osaczania żydowskiej inteligencji we Francji. Berest z chirurgiczną precyzją opisuje, jak biurokracja, sąsiedzka zawiść i administracyjna obojętność doprowadziły do tragedii ludzi, którzy czuli się przede wszystkim Francuzami, a dopiero potem Żydami. Opis losów Noémie i Jacques’a jest rozdzierający nie dlatego, że epatuje przemocą, ale dlatego, że pokazuje straconą młodość, niespełnione talenty i brutalnie przerwaną codzienność. Książka jest również autoportretem samej autorki. Berest zastanawia się, co oznacza bycie Żydówką dzisiaj, w świecie, w którym antysemityzm wciąż przybiera nowe formy, a pamięć o Zagładzie powoli staje się jedynie muzealnym eksponatem. To zderzenie perspektywy historycznej ze współczesnym życiem w Paryżu nadaje „Pocztówce” uniwersalny wymiar. To opowieść o tożsamości, którą dziedziczymy wraz z traumami naszych przodków, nawet jeśli nikt o nich w domu nie opowiadał. Ocena osiem odzwierciedla uznanie dla ogromu pracy badawczej i literackiej sprawności autorki. „Pocztówka” czyta się jak najlepszy kryminał, mimo że finał historii jest nam z góry znany. Dlaczego nie pełna dziesiątka? Momentami, zwłaszcza w środkowej części opisującej dzieje przodków w Rosji i Palestynie, narracja staje się nieco zbyt gęsta od faktów historycznych, co na krótką chwilę osłabia tempo opowieści. Są to jednak drobne mankamenty w obliczu potęgi emocjonalnej finału. Podsumowanie „Pocztówka” Anne Berest to literacki triumf nad zapomnieniem. To książka, która udowadnia, że dopóki zadajemy pytania o naszych zmarłych, dopóty ich historia pozostaje żywa. Berest udało się stworzyć dzieło, które jest jednocześnie hołdem dla ofiar, rodzinnym rozliczeniem i fascynującą zagadką. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka w literaturze prawdy ubranej w najwyższej próby formę beletrystyczną. To opowieść o tym, że każda rodzina ma swoją „pocztówkę” – pytanie, na które boimy się odpowiedzieć, a które definiuje to, kim jesteśmy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na823 dni temu
Pięć ran Kirstin Valdez Quade
Pięć ran
Kirstin Valdez Quade
Mam mieszane uczucia co do tej pozycji. Z jednej strony byłam ciekawa, jak autorka poprowadziła postaci, z drugiej strony nie czytałam tej powieści jednym tchem. Na początku wystraszyłam się czy to nie jest czasami pozycja religijna, ale po niedługim czasie odetchnęłam z ulgą, że nie. Później pomyślałam, że dobrze, że czytałam ją teraz właśnie w okresie wielkopostnym skoro akcja powieści rozgrywa się w ciągu roku, od Wielkiego Tygodnia do Wielkiego Tygodnia. Tak, jak wspomniałam na początku, mam mieszane uczucia. Z żadnym z bohaterów nie umiałam się utożsamić, ani chociażby polubić, chciałoby się krzyknąć: halo czy jest tu jakiś dorosły? Chociaż muszę przyznać, że poczułam smutek czytając z jakimi wyzwaniami zmagają się młode nastolatki powielające zachowania swoich rodziców poprzez wczesne macierzyństwo, później bycia młodą babcią i tak od pokoleń. Ile w nich musi być zaparcia aby się utrzymać na powierzchni, albo poddania się ciężkiemu życiu i iść na zatracenie. W innych aspektach już nie będę się rozpisywać za bardzo bo każdy może się przekonać czy chce przeczytać tą książkę, czy nie. Przemilczę także postać bezrobotnego, niezaradnego ojca czy nauczycielki, która czuła się kimś lepszym i w jakimś stopniu kierowała się sympatiami, czy antypatiami. Właściwie cały czas podczas czytania tej powieści miałam wrażenie, że każdy z bohaterów czegoś żądał: mi się "to" należy, bo przecież tyle wycierpiałem/am i z siebie już dałem/am. Nie siegnę po tą książkę drugi raz.
Sylno12 - awatar Sylno12
ocenił na613 dni temu

Cytaty z książki Gdy życie zsyła hipopotama

Więcej
Annette Bjergfeldt Gdy życie zsyła hipopotama Zobacz więcej
Annette Bjergfeldt Gdy życie zsyła hipopotama Zobacz więcej
Annette Bjergfeldt Gdy życie zsyła hipopotama Zobacz więcej
Więcej