Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie

Okładka książki Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie autora Mykoła Riabczuk, 9788324044467
Okładka książki Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie
Mykoła Riabczuk Wydawnictwo: Znak reportaż
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2022-08-31
Data 1. wyd. pol.:
2022-08-31
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324044467
Tłumacz:
Katarzyna Kotyńska, Michał Petryk, Andrij Saweneć, Joanna Cieplińska, Ivan Kulibaba, Olena Szelążyk
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie

Średnia ocen
7,3 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie

avatar
16710
3154

Na półkach: ,

W swojej książce „Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie”, Mykoła Riabczuk – jeden z najbardziej przenikliwych ukraińskich intelektualistów – kreśli obraz ojczyzny stojącej na krawędzi dwóch światów. Autor, rezygnując z chłodnego dystansu badacza, wybiera formę osobistego eseju, który pulsuje emocjami i aktualnymi lękami.

Obserwacje i treść rozdziałów
Riabczuk buduje narrację z krótkich, lecz gęstych znaczeniowo tekstów. Każdy rozdział to inna perspektywa na ukraińską codzienność, w którą brutalnie wdziera się Wielka Historia. Autor zaczyna od analizy tytułowych rankingów – owa „czternasta lokata od końca” w zestawieniach dotyczących m.in. szczęścia czy dobrobytu staje się pretekstem do rozważań nad zbiorową traumą i postkolonialnym kompleksem niższości. Rozdziały poświęcone językowi i kulturze pokazują dramatyczne zmagania z rosyjską dominacją, podczas gdy fragmenty o „europejskich aspiracjach” odsłaniają naiwność, ale i determinację społeczeństwa. Riabczuk z chirurgiczną precyzją rozcina tkankę ukraińskiej mentalności, pokazując, jak trudno wykorzenić nawyki odziedziczone po systemie radzieckim.
Kluczowym wnioskiem autora jest stwierdzenie, że Ukraina nie jest już „młodszą siostrą” Rosji, ale pełnoprawnym, choć wciąż krwawiącym organizmem, który w bólach rodzi swoją nową tożsamość. Riabczuk dowodzi, że wojna, choć niszczycielska, paradoksalnie stała się fundamentem jedności narodowej. Jego diagnoza jest słodko-gorzka: Ukraina to kraj gigantycznego potencjału ludzkiego, który wciąż musi walczyć z wewnętrznym „cieniem” korupcji i marazmu.

Plusy i minusy (Ocena: 7/10)
Mocne strony:

Intelektualna uczciwość: Riabczuk nie ucieka w patriotyczny patos; jest wobec własnego narodu surowy, co nadaje książce ogromną wiarygodność.

Aktualność i kontekst: Doskonale tłumaczy polskiemu czytelnikowi niuanse, których nie wyłapią media informacyjne – np. dlaczego kwestia języka jest kwestią bezpieczeństwa narodowego.

Eseistyczna swoboda: Książkę czyta się lekko, mimo ciężaru poruszanych tematów.

Słabe strony:

Brak spójności: Jako zbiór tekstów pisanych w różnym czasie, książka bywa nieco chaotyczna i brakuje w niej jednej, domykającej klamry.

Publicystyczny charakter: Niektóre diagnozy mogą zestarzeć się szybciej niż klasyczna literatura faktu, tracąc na znaczeniu wraz ze zmianą sytuacji na froncie.

Podsumowując, to lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą wyjść poza nagłówki gazet i zrozumieć duszę współczesnej Ukrainy. Choć bywa niespójna, nadrabia to pasją i trafną analizą procesów społecznych.

W swojej książce „Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie”, Mykoła Riabczuk – jeden z najbardziej przenikliwych ukraińskich intelektualistów – kreśli obraz ojczyzny stojącej na krawędzi dwóch światów. Autor, rezygnując z chłodnego dystansu badacza, wybiera formę osobistego eseju, który pulsuje emocjami i aktualnymi lękami.

Obserwacje i treść...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
338
187

Na półkach:

Autor uważany za jednego z najważniejszych współczesnych teoretyków Ukraińskiego Nacjonalizmu, tłumaczy nam poprzez swoje eseje czy ten nacjonalizm jest czy też czym bywa a także to jaka jest współczesna Ukraina i jej "dusza"

Ale to nie jedyny wątek poruszany w tym zbiorze, mamy tu też spojrzenie na "różne Ukrainy" różnice etniczne i kulturowe wschodniej i zachodniej części kraju oraz kilka innych wątków

To ważne aby zobaczyć perspektywę tej drugiej strony np. gdy rozpatrujemy temat konfliktów pomiędzy różnymi narodami w tym wypadku Polakami i Ukraińcami.

Autor uważany za jednego z najważniejszych współczesnych teoretyków Ukraińskiego Nacjonalizmu, tłumaczy nam poprzez swoje eseje czy ten nacjonalizm jest czy też czym bywa a także to jaka jest współczesna Ukraina i jej "dusza"

Ale to nie jedyny wątek poruszany w tym zbiorze, mamy tu też spojrzenie na "różne Ukrainy" różnice etniczne i kulturowe wschodniej i zachodniej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
416
412

Na półkach:

Zbiór esejów o współczesnej Ukrainie, napisanych w okresie ostatnich lat, przed wybuchem wojny. Autor pisze o pomarańczowej rewolucji, o stosunku państw Zachodu do Ukrainy i Rosji, o trudnych stosunkach polsko-ukraińskich. Niestety, po wybuchu wojny wszystko się zmieniło i opisywane przez autora problemy i dylematy zeszły na dalszy plan. D

Zbiór esejów o współczesnej Ukrainie, napisanych w okresie ostatnich lat, przed wybuchem wojny. Autor pisze o pomarańczowej rewolucji, o stosunku państw Zachodu do Ukrainy i Rosji, o trudnych stosunkach polsko-ukraińskich. Niestety, po wybuchu wojny wszystko się zmieniło i opisywane przez autora problemy i dylematy zeszły na dalszy plan. D

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

106 użytkowników ma tytuł Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie na półkach głównych
  • 70
  • 36
23 użytkowników ma tytuł Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie na półkach dodatkowych
  • 7
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie

Inne książki autora

Okładka książki Piszą, więc żyją. Pierwszych sto dni wojny Jurij Andruchowycz, Sofija Andruchowycz, Kateryna Babkina, Ołeksandr Bojczenko, Andrij Bondar, Ołeksandr Irwaneć, Andrij Lubka, Wasyl Machno, Roman Małynowski, Taras Prochaśko, Mykoła Riabczuk, Ostap Sływynski, Jurij Wynnyczuk
Ocena 7,7
Piszą, więc żyją. Pierwszych sto dni wojny Jurij Andruchowycz, Sofija Andruchowycz, Kateryna Babkina, Ołeksandr Bojczenko, Andrij Bondar, Ołeksandr Irwaneć, Andrij Lubka, Wasyl Machno, Roman Małynowski, Taras Prochaśko, Mykoła Riabczuk, Ostap Sływynski, Jurij Wynnyczuk
Okładka książki 100 wierszy wolnych z Ukrainy Jurij Andruchowycz, Kateryna Babkina, Natalia Belczenko, Łeś Bełej, Natałka Biłocerkiweć, Mirek Bodnar, Andrij Bondar, Witalij Boryspołeć, Iryna Ciłyk, Tomasz Dejak, Ołeksandr Gordon, Ołeksandr Irwaneć, Lubow Jakymczuk, Ołeksandr Kabanow, Wasyl Karpiuk, Marianna Kijanowska, Wano Krueger, Hałyna Kruk, Switłana Lisowska, Wasyl Łoziński, Andrij Lubka, Ołeh Łyszeha, Wasyl Machno, Anna Malihon, Bohdana Matijasz, Kostiantyn Moskałeć, Maria Mykycej, Dmytro Pawłyczko, Hałyna Petrosaniak, Wołodymyr Rafiejenko, Mykoła Riabczuk, Hryhorij Semenczuk, Wasyl Słapczuk, Ostap Sływynski, Eliasz Strongowski, Wasyl Symonenko, Julia Szeket, Jurij Wynnyczuk, Serhij Żadan
Ocena 8,5
100 wierszy wolnych z Ukrainy Jurij Andruchowycz, Kateryna Babkina, Natalia Belczenko, Łeś Bełej, Natałka Biłocerkiweć, Mirek Bodnar, Andrij Bondar, Witalij Boryspołeć, Iryna Ciłyk, Tomasz Dejak, Ołeksandr Gordon, Ołeksandr Irwaneć, Lubow Jakymczuk, Ołeksandr Kabanow, Wasyl Karpiuk, Marianna Kijanowska, Wano Krueger, Hałyna Kruk, Switłana Lisowska, Wasyl Łoziński, Andrij Lubka, Ołeh Łyszeha, Wasyl Machno, Anna Malihon, Bohdana Matijasz, Kostiantyn Moskałeć, Maria Mykycej, Dmytro Pawłyczko, Hałyna Petrosaniak, Wołodymyr Rafiejenko, Mykoła Riabczuk, Hryhorij Semenczuk, Wasyl Słapczuk, Ostap Sływynski, Eliasz Strongowski, Wasyl Symonenko, Julia Szeket, Jurij Wynnyczuk, Serhij Żadan
Okładka książki Ukraina 2004. Relacje polskich obserwatorów wyborów prezydenckich Dominik Antonowicz, Agnieszka Apanasewicz, Zbigniew Bujak, Marcin Fronia, Radzisława Urszula Gortat, Artur Grossman, Agnieszka Laskowska, Jan Piekło, Mykoła Riabczuk, Anna Wylegała, Honorata Zapaśnik
Ocena 0,0
Ukraina 2004. Relacje polskich obserwatorów wyborów prezydenckich Dominik Antonowicz, Agnieszka Apanasewicz, Zbigniew Bujak, Marcin Fronia, Radzisława Urszula Gortat, Artur Grossman, Agnieszka Laskowska, Jan Piekło, Mykoła Riabczuk, Anna Wylegała, Honorata Zapaśnik
Mykoła Riabczuk
Mykoła Riabczuk
Ukraiński krytyk literacki, eseista i publicysta. W 1988 ukończył Instytut Literacki im. M. Gorkiego w Moskwie. Był redaktorem i zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika "Wseswit" (ukraiński odpowiednik "Literatury na świecie") oraz szefem działu krytyki czasopisma "Suczasnost' ". W latach 1994-96 i w 1999 roku był stypendystą i visitting profesorem w kilku uniwersytetach amerykańskich. W 1997 był współzałożycielem opiniotwórczego kijowskiego miesięcznika "Krytyka". Jest współpracownikiem Centrum Studiów Europejskich Uniwersytetu Akademia Kijowsko-Mohylańska. W Polsce teksty Mykoły Riabczuka były publikowane m.in. w "Więzi", "Tygodniku Powszechnym", "Krasnogrudzie", "Czasie Kultury", "Akcencie", "Dekadzie Literackiej". W 1999 roku Mykoła Riabczuk otrzymał nagrodę POLKUL Foundation za działanie na rzecz dobrych stosunków ukraińsko-polskich, a w 2002 został laureatem polsko-ukraińskiej Nagrody Pojednania.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym Jakub Szymczak
Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Jakub Szymczak
„A nie jest to zwykły sąd. Nie może skazać na więzienie, karę śmierci, grzywnę pieniężną. Może za to potępić. Wydalić ze społeczności żydowskiej. Dać naganę. Dla niektórych to o wiele gorsze niż śmierć”*. Druga wojna światowa jeszcze trwała, gdy na wyzwolonych terenach, Centralny Komitet Żydów w Polsce powołał Żydowski Sąd Społeczny. Celem jego działania było (ewentualne) piętnowanie tych, którzy w czasie okupacji splamili się współpracą z Niemcami. Sprawy rozpatrywane przez Żydowski Sąd Społeczny, w pewnym sensie sąd honorowy, nie dotyczyły zwykłych przestępstw, którymi zajmowały się sądy zwyczajne, państwowe, ale spraw zasadniczych: dobra i zła, dopuszczalnej granicy walki o przetrwanie. Ten niespotykany nigdzie indziej sąd dysponował własnymi, szczególnymi rodzajami kar: a) upomnienie, b) nagana, c) napiętnowanie, d) zawieszenie w prawach na okres od jednego roku do trzech lat, oznaczające utratę prawa wybieralności i wybierania do instytucji samorządu żydowskiego, e) wykluczenie ze społeczności żydowskiej. Autor przedstawia w swojej publikacji głównie i obszernie sprawę Michała Weicherta, działacza Żydowskiej Samopomocy Społecznej (problem w tym, że tę organizację powołali do życia Niemcy),sprawę Wiery Gran (śpiewaczka, występująca w getcie),sprawę Szapsela Rotholca, znanego przed wojną boksera i żydowskiego policjanta, tzw. odemana, w getcie, oraz krócej wiele, wiele innych. Na każde żądanie Niemców odemani byli zobowiązani dostarczyć na Umschlagplatz (niem. punkt przeładunkowy, tu: miejsce zgromadzenia Żydów wysyłanych z getta do obozu) określoną liczbę osób – liczono je zwykle „od łebka”, bo nie było ważne, czy są młodzi, czy starzy, kobiety, czy mężczyźni, dorośli, czy dzieci – i tak odjeżdżali zwykle do pieców krematoryjnych w jakimś bozie koncentracyjnym; liczyła się liczba sztuk. Podczas procesów przed Żydowskim Sądem Społecznym wszyscy lub prawie wszyscy odemani twierdzili, że tego rozkazu Niemców nie wypełniali, łebków na Umschlagplatz nie doprowadzali. Wydaje się to w oczywisty sposób niemożliwe, transporty przecież odjeżdżały, ale to nie jest i nie może być dowodem w sprawie konkretnej osoby. A świadkowie? Większość dawno straciła życie. Zasygnalizuję jeszcze jeden problem w ocenie i sądzeniu spraw z czasów okupacji i gett. „Nie udało mu się uciec, gdy likwidowano getto. Jego kryjówkę wykryto, natychmiast trafił do Auschwitz. Był sprytny, wciąż młody i sprawny. Znalazł sobie pracę. W jednej z fabryk w obozie był odpowiedzialny za nadzór nad suwnicą. Sam opowiadał później o tym, jak jeden z więźniów doprowadził do awarii i groziła mu śmierć. Chaskiel najpierw uprosił niemieckiego żołnierza, by nie zabijał tego więźnia, bo przyda się on do pracy, a następnie demonstracyjnie go skatował. Ale ocalił mu życie. Sam również dzięki pracy przeżył do końca istnienia obozu w Auschwitz”*. Czy Chaskiel bił więźnia? – Owszem, tak. Czy Chaskiel uratował więźniowi życie? – Owszem, tak. A jeżeli umowy z Niemcem nie słyszał lub nie rozumiał żaden świadek ani zainteresowany więzień (bo może stał za daleko, może nie znał niemieckiego),to kto w tych warunkach zdecyduje, czy Chaskiel był bohaterem, czy kanalią i szują? Czyja wersja będzie się liczyć bardziej? Tego typu dylematów opisanych jest w książce Szymczaka wiele. Żydowski Sąd Społeczny przy pierwszych swoich sprawach był niezwykle surowy, nawet jeśli sąd państwowy uwolnił oskarżonego od winy i kary. Szybko jednak jego członkowie stracili rezon i pewność siebie w szafowaniu wyrokami, bo wiele postaw i zachowań Żydów nie było ani proste, ani jednoznaczne. Czasy i warunki też odbiegały zdecydowanie od jakiejkolwiek normalności. Publikacja nie jest może porywająca, ale dostarcza solidnej wiedzy o czasach, okolicznościach, postawach, wyborach Żydów wobec innych Żydów podczas wojny i okupacji. --- Jakub Szymczak, „Ja łebków nie dawałem”, wyd. Czarne, rok 2022.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na73 miesiące temu
Szuga. Krajobraz po imperium Jędrzej Morawiecki
Szuga. Krajobraz po imperium
Jędrzej Morawiecki
I znów Rosja. Nie mogę ostatnio oderwać się od tego tematu. Naprzemiennie, przewijam w sieci posty relacjonujące przebieg heroicznej ukraińskiej obrony przed szaleńczą rosyjską inwazją i przewracam strony książek opisujących i tłumaczących tę niepojętą, a nawet wręcz irracjonalną Rosję i jej przywódcę. Pragnę zrozumieć. I nie udaje mi się. Jędrzej Morawiecki jest reporterem i publicystą, pasjonatem podróży, refleksjami z których dzieli się potem z czytelnikami. „Szuga” nosi podtytuł „Krajobraz po imperium”, gdyż opowiada o Rosji po pieriestrojce, po rozpadzie Związku Radzieckiego, kiedy to Rosjanie zachłysnęli się wolnością i nadzieją. Tutaj mamy okazję ujrzeć, jak naprawdę wyglądało to oczekiwane „nowe”, co ludziom przyniosło, więcej dobrego czy złego. Jędrzej Morawiecki odwiedza syberyjski Tomsk, a także Donbas, który i dzisiaj obecny jest mocno w naszych myślach. Jeździ tam wielokrotnie w latach 2010 – 2019. Rozmawia z ludźmi i rozmowy te przytacza w książce dosłownie, nie chcąc ujmować im wiarygodności jakąkolwiek obróbką. A ludzie opowiadają mu z pełnym zaufaniem swoje historie. Okazuje się, że ta podróż rozpoczęta romantycznym oczekiwaniem na cud przemiany, powoli zaczęła zyskiwać całkiem odmienną perspektywę, a początkowy zachwyt i miłość autora do Wschodu i do Rosji, przeszła nie lada metamorfozę. Jedna rzecz rzuca się w oczy od razu. To ogromne pragnienie wiary u Rosjan. Kiedy religia, jaką był komunizm, z całą swą galerią bohaterów imitujących świętych, z celebrą zebrań, pochodów, hierarchii, z nieomylnym wskazywaniem jedynego właściwego kierunku oraz zbiorem praw, nakazów i zakazów, odeszła w niebyt, powstała ogromna pustka. Ludzie poczuli się niepewnie, zawsze dotąd był przecież ktoś, kto wiedział lepiej. Zaczęto więc szukać zamienników. Wiele w „Szudze” nawiązań do szamanizmu (o którym pisał też bardzo ciekawie choćby Jacek Hugo Bader),różnorakich sekt, wróżek i okultystów, gdyż „Związek Radziecki coraz mocniej wchodził w orbitę astrologii i czarnej magii. Pod ateistyczną powłoką coraz silniej słychać było czarodziejskie szmery i pomruki”. A także mieszanka chyba wszystkich możliwych religii, których wyznawcy zasiadają za okrągłym stołem mniejszości: katolicy, mormoni, krysznowcy, buddyści… Czytamy o mocnym zderzeniu prawosławnej liturgii, konserwatywnej i prorządowej z peryferyjną duchowością szukającą schronienia w rozmaitych wierzeniach i obrzędach. Zachwyciło mnie zdanie: „Nad zajezdnią tramwajową wisi księżyc. Wygląda jak potężna hostia”. Tak łączy się życie z potrzebą wyższej mocy, realizm z uduchowieniem, potrzeba wolności z potrzebą przewodnictwa duchowego. A cóż to takiego szuga? To w tłumaczeniu na polski breja pośniegowa, roztopy, czyli efekt ocieplenia, może nawet początek wiosny. Jak się domyślamy, mowa tu raczej nie o wiośnie atmosferycznej, a tej politycznej, której zapowiedź spowodowała też rozbłysk nadziei, taki właśnie wiośniany, w ludzkich sercach. Temu właśnie przygląda się autor, analizując, na ile spełniły się oczekiwania ludzi, a w jakim stopniu doznali oni rozczarowania. Czy możliwe jest zaczęcie zupełnie nowego rozdziału, zrzucenie starego balastu, sposobu myślenia i działania z czasów, które właśnie minęły? Oto jest pytanie, a odpowiedź na nie otrzymujemy wędrując z Jędrzejem Morawieckim od Syberii po Donbas. Dłuższa chwila refleksji naszła mnie przy fragmencie tekstu, w którym autor zastanawia się nad uczciwością reporterską, nad tym, czy dziennikarzowi wolno w dokumencie, dla podkreślenia jego wymowy, dokonać pewnych uproszczeń lub połączenia fragmentów wizerunku kilku bohaterów w jedną, spójną postać. Czy wówczas będzie to jeszcze reportaż, czy może już kreacja? To zagadnienie odwieczne, odkąd istnieje literatura faktu i reportaż, ich twórcy oraz krytycy literaccy dyskutują na ten temat od czasów Melchiora Wańkowicza i Ryszarda Kapuścińskiego, jak widać, po dziś dzień. Z fascynacją przyglądam się też wrażeniom autora z podroży do Rosji i jej byłych krajów związkowych, kiedy to romantyczne wyobrażenie wyniesione z lektur, marzenie o męskiej, mocnej dziennikarskiej przygodzie zderza się z byle jaką, brudną i kompletnie niepoetycką rzeczywistością, wprawiając go w zdumione rozczarowanie. Pisze więc: „Być może zmagając się z Imperium sam się w nim uwięziłem. Walczyłem z turpizmem i jednocześnie lakierowałem rzeczywistość. Kolorowałem Wschód, upiększałem go na przekór innym reportażystom.” Nigdzie wcześniej nie spotkałam też tylu porównań i refleksji na temat religii katolickiej i prawosławnej w Rosji, które, jak się okazuje, nie są sobie przyjazne. Mamy więc obserwacje autora pogłębione rozmowami z wyznawcami, ale też z zakonnicą, która zmieniła wyznanie, księdzem katolickim i prawosławnym. To ważne, by zderzyć z sobą różne punkty widzenia, by naświetlić złożoność problemu, w tym duże zbliżenie się Kościoła prawosławnego i patriarchy Cyryla do Kremla. Jakże więc teraz mogłoby nas dziwić jego pełne uniżoności poparcie dla toczącej się wojny. Bardzo podoba mi się styl, jakim posługuje się Jędrzej Morawiecki. Zero patosu. Same fakty są tu dostatecznie wymowne. Wypowiedzi przytaczane dosłownie nie są w żadnym razie wygładzane. Każdy rozmówca to trochę inna forma, styl, słownictwo. Czasem dość kolokwialne, ale tak właśnie trzeba, ma być prawdziwie. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie rozmowa, która tak naprawdę się nie odbyła. Tak zapisać ciszę, by wybrzmiało w niej wszystko to, co nie mogło zostać i nie zostało opowiedziane, potrafią tylko wybrańcy pióra. Ponieważ religia, sekty, kościoły, wspólnoty religijne znajdują się w bezpośrednim kręgu zainteresowań i badań autora, w tej materii również musiało spotkać go rozczarowanie: „Wierzyłem w duchowość. Duchowość tu potwornieje. Religia pokazuje kły.” Autor jest też świadkiem gwałtownych reakcji mediów rosyjskich, a także zwykłych Rosjan na spojrzenia Ukrainy ku Zachodowi, a potem ich entuzjazmu po zajęciu Krymu. Niedługo zaś „Donbas staje w ogniu”. To bardzo gorący czas, a także okres wytężonej pracy propagandy medialnej w Rosji, która działa coraz perfekcyjniej, użyźniając umysły obywateli zatrutym nawozem kłamstwa, zabijającym umiejętność, ale i chęć samodzielnego myślenia i wyciągania własnych wniosków. Autor przygląda się Rosji po objęciu władzy przez Putina, notuje opinie i uwagi ludzi, słucha telewizji i uważnie śledzi internet. Widzi, jak ludzie znikają bez wieści lub wyjeżdżają w pośpiechu, cichną i spuszczają wzrok, unikając spojrzeń i odpowiedzi na pytania. „Władza przestała być częścią rzeczywistości społecznej. Ona należy do świata natury: raz wyjdzie słońce, potem szaro i deszcz, ściska mróz, potem coś topnieje, wszędzie wilgoć, mgła, breja. My te zmiany odczuwamy, nie mamy jednak na nie wpływu. Taki klimat.” Skądś znamy te słowa. Lecz w końcu kto, jak nie ludzie w swojej masie mają zdolność czynienia zmian, wywracania porządku do góry nogami. Druga część poświęcona jest Donbasowi, pokazuje, jak w czasie wojny żyje się tu Rosjanom i Ukraińcom, jak bardzo dzieli ich narodowość, ale też religia. Jak duży jest rozdźwięk i niechęć. Widać jak na dłoni wzmaganie się terroru, z tygodnia na tydzień większy ostrzał, śmierć i głód. Do wszystkiego podobno można się przyzwyczaić. A może jednak nie? „Szuga” to książka na już, na teraz, by zrozumieć to, co wydaje się zgoła irracjonalne, zupełnie niemożliwe, a jednak się dzieje. To samo sedno rosyjskiej duszy, odkryte i odsłonięte nam przez bardzo zdolnego reportera, uważnego obserwatora i pisarza, przed którym widzę wielką przyszłość i którego kolejnych książek będę niecierpliwie wyczekiwać. Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na93 lata temu
Czechy. To nevymyslíš Aleksander Kaczorowski
Czechy. To nevymyslíš
Aleksander Kaczorowski
Aleksander Kaczorowski, jeden z najwybitniejszych polskich bohemistów, w swojej książce „Czechy. To nevymyslíš” nie próbuje tworzyć kolejnego przewodnika turystycznego po Pradze. Zamiast tego serwuje nam literacką i historyczną ucztę, która rozbija powierzchowne stereotypy o „wesołym Czechu z piwem w dłoni”. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce wyjść poza ramy czeskiego humoru i zrozumieć, co kryje się w duszy narodu, który – jak głosi tytuł – „sam by tego nie wymyślił”. Poza maskę Szwejka Autor od pierwszych stron rzuca wyzwanie polskiemu postrzeganiu Czechów. My, Polacy, często patrzymy na nich przez pryzmat Szwejka, Krecika czy lekkich komedii filmowych. Kaczorowski brutalnie, choć z wielką klasą, przypomina, że ta powierzchowna lekkość to często pancerz ochronny. Analizując losy takich postaci jak Bohumil Hrabal, Václav Havel czy Ota Pavel, autor pokazuje, że czeska kultura jest głęboko zakorzeniona w tragizmie, traumach historycznych i trudnych wyborach moralnych. Książka jest zbiorem esejów i szkiców, które układają się w fascynującą opowieść o narodzie, który musiał przetrwać między wielkimi mocarstwami, wybierając drogę przetrwania zamiast straceńczej walki. Kaczorowski z chirurgiczną precyzją analizuje momenty zwrotne w czeskiej historii – od porażki na Białej Górze, przez Monachium, aż po Praską Wiosnę i aksamitną rewolucję. Piwo, literatura i polityka Siłą tej książki jest jej wielowymiarowość. Autor płynnie przechodzi od anegdot o przesiadywaniu w gospoda (które w Czechach są centrami życia intelektualnego) do głębokich analiz literackich. Kaczorowski pokazuje, że czeskość to stan umysłu – specyficzne połączenie plebejskości z wysoką kulturą, ateizmu z głęboką potrzebą sensu oraz ironii, która pozwala oswoić nawet największy mrok. Szczególnie poruszające są fragmenty poświęcone Hrabalowi. Kaczorowski, będąc biografem wielkiego pisarza, potrafi nakreślić jego portret w sposób niemal intymny, pokazując, jak „małe życie” zwykłych ludzi staje się w czeskiej literaturze wielką metafizyką. Dlaczego warto? „Czechy. To nevymyslíš” to książka napisana z ogromną erudycją, ale pozbawiona akademickiego zadęcia. Styl Kaczorowskiego jest lekki, potoczysty i pełen intelektualnej pasji. To nie jest tylko opowieść o sąsiadach; to lustro, w którym my, Polacy, możemy przejrzeć nasze własne kompleksy, mity narodowe i podejście do historii. Autor nie boi się trudnych tematów, takich jak czeski kolaboracjonizm, stosunek do Niemców sudeckich czy specyficzna odmiana cynizmu. Jednocześnie robi to z ogromną empatią, dzięki czemu po lekturze Czechy stają się nam bliższe nie jako pocztówkowy kraj, ale jako naród z krwi i kości, zmagający się z tymi samymi demonami nowoczesności co reszta Europy.Podsumowując, książka Aleksandra Kaczorowskiego to błyskotliwy, wielowarstwowy portret narodu, który warto znać lepiej. To lektura, która bawi, uczy, a przede wszystkim – zmusza do myślenia.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Dzieci Nilu. Reporterska podróż przez Afrykę Xavier Aldekoa
Dzieci Nilu. Reporterska podróż przez Afrykę
Xavier Aldekoa
Książka Xaviera Aldekoi „Dzieci Nilu. Reporterska podróż przez Afrykę” to pozycja, która wymyka się klasycznym ramom literatury podróżniczej. To nie jest kolejny dziennik z wyprawy „białego człowieka” do egzotycznego kraju, lecz głęboko humanistyczny portret ludzi żyjących wzdłuż najdłuższej rzeki świata. Moja ocena to solidne 7/10, co w mojej skali oznacza książkę bardzo dobrą, wartościową, choć momentami wymagającą od czytelnika dużego skupienia. Największą siłą Aldekoi jest jego uważność. Autor nie skupia się na statystykach, konfliktach zbrojnych czy wielkiej polityce w sposób podręcznikowy. Zamiast tego oddaje głos tym, którzy zazwyczaj są go pozbawieni: rybakom, matkom, dzieciom i uchodźcom. Każdy rozdział to osobna mikropowieść, w której Nil jest nie tylko tłem, ale niemal żywym organizmem, determinującym losy bohaterów. Aldekoa ma rzadki dar opisywania tragedii bez popadania w tani sentymentalizm czy „pornografię biedy”. Jego styl jest surowy, a jednocześnie pełen empatii. Dzięki temu czytelnik może poczuć kurz sudańskich dróg czy wilgoć brzegów Jeziora Wiktorii, nie czując się przy tym jak intruz. Fragmentaryczność: Momentami odnosi się wrażenie, że reportaż jest zbiorem luźno powiązanych ze sobą artykułów prasowych. Brakuje tu nieco mocniejszej klamry kompozycyjnej, która płynniej spajałaby podróż od źródeł do ujścia. Tempo: Niektóre fragmenty są niezwykle dynamiczne, inne zaś nużą nadmiarem opisów, co sprawia, że rytm lektury bywa nierówny. Kontekst polityczny: Choć skupienie na ludziach jest atutem, momentami brakuje szerszego nakreślenia skomplikowanej sytuacji geopolitycznej regionu, co mogłoby pomóc mniej zorientowanemu czytelnikowi lepiej zrozumieć przyczyny opisywanych dramatów. „Dzieci Nilu” to lektura obowiązkowa dla osób, które chcą wyjść poza stereotypowy obraz Afryki. Xavier Aldekoa udowadnia, że kontynent ten to nie tylko miejsce kryzysów, ale przede wszystkim przestrzeń niezwykłej odporności ludzkiego ducha. To książka, która zostaje w głowie na długo po jej zamknięciu, zmuszając do refleksji nad tym, jak bardzo nasze życie zależy od zasobów, które uznajemy za oczywiste.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na713 dni temu
Niewygodni. Mówią prawdę o wojnie Magdalena Rigamonti
Niewygodni. Mówią prawdę o wojnie
Magdalena Rigamonti
Książka Magdaleny Rigamonti, „Niewygodni. Mówią prawdę o wojnie”, to pozycja, która wdziera się w sumienie czytelnika z siłą pocisku. Autorka, znana z bezkompromisowego podejścia do dziennikarstwa śledczego i wywiadu, tym razem oddaje głos osobom, których relacje nie pasują do wygładzonych, podręcznikowych wersji historii. Moja ocena to solidne 7/10 – to rzetelny, bolesny i niezwykle potrzebny zbiór rozmów, który odziera wojnę z patriotycznego patosu, zostawiając jedynie surowy obraz ludzkiego cierpienia i moralnej dwuznaczności. W przypadku tej książki trudno mówić o fabule w sensie beletrystycznym. To raczej precyzyjnie skonstruowana mozaika wspomnień. Rigamonti rozmawia z ostatnimi świadkami historii – tymi, którzy widzieli rzeź wołyńską, przeżyli obozy, czy walczyli w partyzantce, ale ich opowieści przez lata były spychane na margines. Kluczem doboru rozmówców jest ich „niewygodność”. To ludzie, którzy nie boją się mówić o tym, że polscy bohaterowie bywali katami, a ofiary nie zawsze były niewinne. Autorka rzetelnie prowadzi swoich rozmówców przez labirynty pamięci, wyciągając na światło dzienne detale, które wywołują ciarki. Książka nie skupia się na wielkich bitwach, ale na tym, co działo się „pomiędzy” – w piwnicach, na strychach i w lasach, gdzie walka o przetrwanie często wymagała porzucenia człowieczeństwa. To brutalna lekcja historii, która pokazuje, że prawda o wojnie ma wiele odcieni szarości. Największą siłą tej publikacji jest warsztat dziennikarski Rigamonti. Autorka wykazuje się ogromnym profesjonalizmem, zadając pytania trudne, często bolesne, ale zawsze z szacunkiem do rozmówcy. Jej fachowość objawia się w umiejętności słuchania – pozwala świadkom mówić, nie przerywając im zbędnym komentarzem, co buduje intymną i gęstą atmosferę. Kolejnym atutem jest odwaga w dekonstruowaniu narodowych mitów. Rigamonti nie boi się kontrowersji, wierząc, że tylko pełna prawda, nawet ta najgorsza, może przynieść oczyszczenie. Pomimo wysokiego poziomu, książka posiada pewne słabsze punkty: Emocjonalne przeładowanie: Nagromadzenie traum i opisów okrucieństwa jest tak duże, że lektura staje się chwilami nie do zniesienia. Brak „oddechu” między kolejnymi rozmowami może powodować u czytelnika znieczulenie na opisywane tragedie. Nierówność rozmów: Niektóre wywiady są wybitne i odkrywcze, inne zaś wydają się powielać znane już schematy, co nieco osłabia siłę rażenia całej publikacji. Brak szerszego komentarza historycznego: Choć surowość relacji jest zamierzona, momentami brakuje mocniejszego osadzenia faktograficznego, który pomógłby młodszym czytelnikom w pełni zrozumieć kontekst opisywanych wydarzeń. „Niewygodni” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, że wojna to przede wszystkim trauma pokoleń, a nie tylko daty w podręczniku. Magdalena Rigamonti wykonała rzetelną pracę, ratując od zapomnienia głosy, które dla wielu wciąż są zbyt trudne do wysłuchania.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec Jerzy Haszczyński
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec
Jerzy Haszczyński
Inne Niemcy Tytuł „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” jednoznacznie nawiązuje do powieści Kurta Vonneguta. Nie jest to raczej przypadek, choć tytułowy reportaż jako tako odnosi się po prostu do największej rzeźni w Europie. Jednak w naszym zbiorze tekstów Jerzego Haszczyńskiego znajdziemy dużo więcej. Wątki polskie w Niemczech? Jest. Różnice między wschodem i zachodem Niemiec? Jeszcze jak. Podobieństwa dawnego NRD do Polski? Oczywiście. A wszystko w imigrancko-prawicowym sosie. Co ciekawe reportaże Haszczyńskiego nie tylko potrafią cofnąć nas w czasie do I Wojny Światowej, to także reportaże powtarzane przez autora. Autor odwiedza niektóre osoby i miejsca ponownie, porównując je. Czasem komuś się polepszyło, ktoś inny już nie chce rozmawiać, a kto inny jak skała stoi niezmieniony. Takie reportaże są niezwykle interesujące, bo można porównywać tabelki i cyferki z urzędów statystycznych, ale choćby taki ograniczony porównawczy wycinek rzeczywistości potrafi mieć dużą wartość. Sam autor w jednym wywiadzie powiedział, że właśnie powrót do tych starych tematów skłoniła go do napisania tej książki, a inne reportaże już przyszły same. Niestety mamy jedynie te napisane w okolicach 2020 roku. Te starsze trzeba znaleźć już samemu. Pierwszy reportaż zajmuje się dziećmi polskich pracowników przymusowych z II Wojny Światowej. Dzieci polskich mężczyzn i niemieckich kobiet w państwie poważnie myślącej o eugenice to przerażająca myśl dla obu stron – dla nazistów przerażonych zanieczyszczeniem krwi i Polaków przerażonych tym, co z dziećmi zrobią. Nie będę odkrywał tu szczegółów, bo jest tam więcej, również osobistych kwestii. Mogę powiedzieć tylko, że bardzo często motyw szukania rodziców nie kończy się w rzeczywistości tak słodko. Najciekawsze w tym reportażu było jednak tzw. zniemczanie obiecujących aryjsko ojców. Czego się nie robi dla zachowania twarzy? Innym nieoczywistym reportażem jest ten o muzułmańskich fascynacjach niemieckich nastolatek. Czytane Koranu, czy marzenie o hierarchicznej i bezpiecznej rodzinie nie może być przecież niebezpieczne? Gorzej, jak zrobi się coś w kierunku urzeczywistnienia tych marzeń i ucieknie do Państwa Islamskiego… A jak z każdą fazą – te bardzo szybko zanikają w strefie wojny. Nie jest to jedyny tekst zabierający nas geograficznie z Niemiec. W jednym z reportaży poznajemy kulisy hymnu arabskiej wiosny i jej autora, które nie są tak romantyczne, jak mogłoby się wydawać. Te podróże zabierają nas nie tylko do krajów muzułmańskich, a również na Litwę i do Polski. Haszczyński szuka prawdziwego grobu lub zwłok niesławnej Róży Luksemburg z komentarzem na temat niemieckiej lewicy. Wśród tych poszukiwań znajduje też inne tematy, jak korzenie Angeli Merkel, które prowadzą oczywiście do Polski. Czy Niemcy wiedzą o tych korzeniach, albo ich je obchodzą? Czy to jak z dziadkiem Tuska z Wermachtu? A może po prostu każdy wielki Niemiec lub kanclerz musi mieć związki z Polską? Jak Nietzsche albo Bismarck. Wielki nihilista robił to, by denerwować narodowe mieszczaństwo. I dziś w świecie „końca historii” i wzmożonej imigracji znów nacjonaliści są widoczni. W wielu swoich reportażach Jerzy Haszczyński pochyla się nad jedną zauważalną zmianą od swoich poprzednich tekstów. W Niemczech pojawili się prawicowi ekstremiści, politycy z wypowiedziami nieodróżnialnymi od Hitlera, czy właśnie AfD (niem: Alternative für Deutschland, pl: Alternatywa dla Niemiec). Autor zadaje pytanie dlaczego i skąd się wzięli? To, że schizofrenik dokona zbrodni, wyobrażając sobie ludobójstwo nawet połowy Niemców i wszystkiego na wschód po Pacyfik (sic!),jeszcze nic nie znaczy. Zastanawiające jest otoczenie i jak ono reaguje. A raczej, czego nie zrobiło i do czego dopuściło. A na wschodzie, wyzyskiwanym przez Zachód tak samo jak Polska w latach 90., rośnie frustracja. Frustracja, którą wykorzystują wpierw postkomuniści, a potem ugrupowania prawicowe. Brzmi znajomo? Nawet bardziej osobiste historie bywają podobne. Nie należy jednak popadać w zbytnie upodobnianie. PRL był jednym z najbardziej liberalnych politycznie państw bloku wschodniego. Wiele innych demoludów, w tym NRD nie miało tego luksusu, a jedynie ten gospodarczy dla uspokojenia ludności. Z tego powodu pierwsze protesty to dopiero 1989. Ze wschodem ostatecznie anektowanym i bez własnych większych tradycji politycznych ponad postkomunistów. Polska pod tym względem, stety niestety wyszła chyba nieco lepiej. Haszczyński skupia się na podobieństwach, a te różnice jedynie zaznacza. W reportażach Haszczynskiego można też dostrzec inne podobieństwa między Polską a Niemcami. Szczególnie w tytułowym reportażu – „Rzeźnia numer jeden”, który zostawiłem na koniec. Reżyser Bong Joon-ho twierdził, że kiedy opowiada swoje historie, mówi do swojego narodu – do Koreańczyków. Jednak okazuje się, że na twórczość oskarowego reżysera widownie innych narodów reagują podobnie. Po odkryciu tego stwierdził, że oni też są jednym narodem. Że wszyscy jesteśmy narodem kapitalistów. I o tym problemie opowiada ten reportaż. Ofiarami gastarbeitu w Niemczech okazują się Polacy, ale to model imigranckiej taniej siły roboczej kapitalizmu. Działa równie dobrze w Polsce. Po prostu kto inny jest ofiarą. A kapitalizm, jak by powiedział Marks, wzbudza tylko poczucie alienacji, tranzakcyjności relacji, myślenie w kategoriach gry o sumie zerowej i wyzysk. I o tym właśnie jest „Rzeźnia numer jeden”. O ironio wiele z powyższych tematów wydaje się bardzo lewicowych, albo proniemieckich. Nic bardziej mylnego – niektórzy twierdzą, że Jerzy Haszczyński należy do prawego skrzydła „Rzeczypospolitej”. Bo jak zawsze, często lewica i prawica dostrzega podobne problemy, ale daje inne rozwiązania. Jednak poza polityką – zrozumienie drugiego człowieka może mieć wartość samą w sobie. A autor pozwala wyjść nam poza stereotypy i zobaczyć, że w Niemczech też są ludzie. Tak, jak sprawa w rzeźni sprawiła, że Niemcy dostrzegli ich w gastarbeiterach. I tak Niemcy mają swój ordnung, ale i on ma swoje problemy. Problemy, które ironicznie wynikają u nich z zaufania do państwa, a u nas z jego braku. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na86 miesięcy temu
Dookoła. Pieszo po obrzeżach Berlina Paul Scraton
Dookoła. Pieszo po obrzeżach Berlina
Paul Scraton
Miasto pośrednie – berlińskie obrzeża „To podczas martwych dni między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, gdy Berlin wydaje się opuszczony, zanim wszyscy wrócą na wystrzałowego i hucznego sylwestra, kupiłem mapę. Rozłożyłem ją na kuchennym stole i zacząłem wytyczać przybliżoną trasę. Dziesięć wędrówek. Dziesięć tygodni. Wydawało się to niezbyt skomplikowane”. Każde miasto ma swoje charakterystyczne miejsca, z których jest najbardziej znane. Ich zobaczenie stanowi punkt obowiązkowy każdej szkolnej wycieczki, na ich tle niezliczone tłumy turystów robią sobie zdjęcia. Wszyscy wiemy, co mam na myśli. Most Karola w Pradze, Sukiennice i Wawel w Krakowie, Koloseum w Rzymie, kolumna Zygmunta w Warszawie. Trudno sobie wyobrazić wizytę w którymś z tych miast i nie zobaczyć właśnie tych miejsc. Co by się jednak stało, gdybyśmy mieli czas i możliwość zwiedzić każde z tych miast, spacerując po jego obrzeżach? Czy nadal bylibyśmy zachwyceni niepowtarzalnym klimatem Pragi, Krakowa czy Rzymu? Czy nie poczulibyśmy raczej rozczarowania, widząc zaniedbane dzielnice, zaśmiecone chodniki i szare osiedla? Właśnie na taki pomysł wpadł Paul Scraton, angielski pisarz i dziennikarz. Chociaż już od długiego czasu mieszkał w Berlinie, to pewnego dnia uświadomił sobie, że być może słabo zna to miasto. Postanowił więc obejść Berlin pieszo. Efektem tych wędrówek jest reportaż pod tytułem „Dookoła. Pieszo po obrzeżach Berlina”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Czarne w serii Sulina. Myśląc o Berlinie, mimowolnie przychodzi na myśl słynny Mur i Brama Brandenburska. Jak jednak stolica Niemiec wygląda z innej perspektywy? Z perspektywy przedmieść, które – jak zauważa autor – jeszcze nie są miastem, choć już nie są wsią? Wyrusza więc zatem w dziwną podróż, chcąc doświadczyć Berlina w pełni. Nie tylko poznać jego centrum, lecz także peryferia. Jezioro Tegel, Spandau, pogranicze berlińsko-poczdamskie. Czy miejsca te okażą się ciekawe? Jaką historię skrywają? Czy autor nie będzie zawiedziony realizacją swojego pomysłu? Co znajdzie na końcu linii U-Bahnu? Czy uchwyci istotę podmiejskich blokowisk? Nie ukrywam, że dla mnie najciekawsze były fragmenty nawiązujące do historii. Mur berliński, który na długie lata podzielił miasto i stał się symbolem żelaznej kurtyny – do dziś jego ślady są widoczne w niemieckiej stolicy. Paul Scraton przywołuje ludzi, którzy stracili życie próbując przedostać się na upragnioną zachodnią stronę. Pisze także o słynnej willi, w której odbyła się konferencja dotycząca „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Berlin z reportażu Scratona to miejsca niezbyt spektakularne. To miejsca, na tle których tłumy turystów nie robią sobie selfie. Czy jednak te miejsca nie są esencją zwykłego, codziennego życia? Warsztaty samochodowe, myjnie, markety i magazyny, hale produkcyjne. To właśnie tam zmierzają codziennie tysiące ludzi aby pracować i skorzystać z podstawowych usług. Jeśli chcecie poznać mniej znaną twarz stolicy Niemiec, to razem z Paulem Scratonem wyruszcie „Dookoła. Pieszo po obrzeżach Berlina”. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na611 miesięcy temu
Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 Grzegorz Piątek
Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939
Grzegorz Piątek
Mam mieszane uczucia po lekturze. Podzielę komentarz na wady i zalety tej publikacji. Zalety: - dobrze przedstawiona geneza portu i miasta Gdyni, opis rozwoju od małej wioski, po nowoczesne miasto portowe, znaczenie w przedwojennej Polsce i zaprezentowanie przekroju społecznego Gdyni. - liczne fotografie miasta, portu i poszczególnych budynków z lat 20, 30-tych z opisami, co pozwala lepiej wczuć się w opowieść o historii Gdyni. - autor jest architektem, dzięki czemu dostajemy profesjonalny opis stylów różnych budynków które pojawiły się w Gdyni w tamtym czasie Wady : Ogólna poprawność polityczna bijąca z tej książki. Przesadą byłoby twierdzenie że z każdej kartki, ale jednak często rozbrzmiewająca. - książkę miałem ochotę rzucić po pierwszej stronie, bo autor rozpoczyna ją opowieścią o młodej dziewczynie, która czuła się mężczyzną i ostatecznie "zmieniła płeć". Później podobno już jako chłop, ożeniła się i miała dzieci (???). I rzecz ma miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym a nie w XXI wieku. Co to ma wspólnego z przedwojenną Gdynią? Ano to że zawiedziony chłopak, który kochał się w tej dziewczynie, aby zapomnieć o nieszczęśliwej miłości wyjechał do Gdyni. Rozpoczynając książkę taką historyjką dziwnej treści, autor chciał chyba przyciągnąć uwagę lewicowo usposobionej młodzieży... - lewacka nowomowa bijąca z kart książki. Często można spotkać frazy w stylu "wyborczynie i wyborcy", "mieszkanki i mieszkańcy", "polityczki i politycy". Posługiwanie się takimi formami irytuje i wygląda karykaturalnie. Tak jakby autor miał czytelników za ludzi ograniczonych umysłowo i nie wiedział że w języku polskim, kiedy podaje się np. nazwę jakiegoś zawodu w rodzaju męskim odnosi się to i do kobiet i do mężczyzn. - ubolewanie nad "antysemityzmem" w przedwojennej Polsce. Oczywiście według autora niechęć do Żydów była całkowicie bezpodstawna i wynikała tylko i wyłącznie z uprzedzeń. Dla Piątka zwalczanie żydowskiego handlu i np. ograniczenia osiedlania dla Żydów w Gdyni były czymś karygodnym i są powodem do wstydu. Musiały się też pojawić wzmianki o późniejszym holokauscie ku przestrodze. Jakżeby inaczej. - widoczna niechęć autora do endecji, która była przed wojną wiodącą siłą polityczną w Polsce, szczególnie zachodniej, czyli także w Gdyni. Piątek pisząc o wyborach w Gdyni i komentując kampanie polityczne różnych partii, narodowcom poświęca krótki fragment który nie zawiera istoty rzeczy, tylko jest pogardliwym komentarzem. Zapewne, gdyby nie te wszystkie aspekty, które ja postrzegam jako wady, książka nie dostałaby "prestiżowego" Paszportu Polityki i nagrody literackiej Nike gazety Wyborczej. Zresztą widząc te "odznaczenia" i polecajkę pseudohistoryka Adama Leszczyńskiego na tylnej okładce, wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać. Mimo tych mankamentów uważam że warto po tę książkę sięgnąć. Jeśli wyrzucimy z niej całą lewacką otoczkę i tropicielstwo "antysemityzmu" to dostajemy całkiem dobrze napisaną historię przedwojennej Gdyni.
Banita - awatar Banita
oceniła na610 dni temu

Cytaty z książki Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie

Więcej
Mykoła Riabczuk Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie Zobacz więcej
Więcej