rozwińzwiń

Łowca dusz #3

Okładka książki Łowca dusz #3 autorstwa Ryu Fujisaki
Okładka książki Łowca dusz #3 autorstwa Ryu Fujisaki
Ryu Fujisaki Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Łowca dusz (tom 3) komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Łowca dusz (tom 3)
Tytuł oryginału:
Hoshin Engi
Data wydania:
2022-06-10
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-10
Data 1. wydania:
2007-10-02
Język:
polski
ISBN:
9788380019263
Tłumacz:
Paulina Ślusarczyk-Bryła
Taikobo staje w obronie książąt, jednak nieoczekiwanie jego przeciwnicy okazują się być odporni na jego ataki. Czy nasz bohater zdoła obmyślić nową strategię? Tymczasem do stolicy powraca Bun Chu - marszałek dworu, a zarazem potężny pustelnik, który jako jeden z niewielu jest w stanie przeciwstawić się mocy Dakki. Czy zdoła uwolnić władcę spod uroku okrutnej królowej?
Średnia ocen
7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Łowca dusz #3 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Łowca dusz #3

Średnia ocen
7,6 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Łowca dusz #3

Sortuj:
avatar
11
3

Na półkach:

Super

Super

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
268
255

Na półkach: , , , ,

Działo się… dużo. Bardzo dużo. To zdecydowanie nie jest manga dla każdego, a na pewno nie na odmóżdżenia po męczącym dniu. Ilość wątków, powiązań i intryg może przytłaczać. A to dopiero trzeci tom.
I właśnie to wciąga mnie coraz bardziej!
Mam trochę analityczny umysł i lubię kminić nad tym, co czytam, a Łowca Dusz to jest dla mnie jeszcze lepszy kąsek niż Moriarty. Ogromną frajdę sprawia mi śledzenie, jak rozstawiane i przesuwane są pionki po tej planszy. Siłą napędową są tu intrygi i polityka, a nie walka stricte - choć i jej tu nie zabrakło.

Synowie króla uciekają z pałacu, aby nie stać się kolejnymi ofiarami Dakki. Ki Hakuyuko - najstarszy syn Markiza Zachodu - przybywa do stolicy, aby uwolnić swojego uwięzionego ojca, ale za sprawą fortelu Dakki zostaje skazany na śmierć. Do stolicy wraca też Marszałek Dworu - Bun Chu, któremu na chwilę udaje się zaprowadzić porządek, ale jest zmuszony znów opuścić pałac, aby stłumić rebelię na wschodzie. W tym czasie żona i siostra Walecznego Księcia Obrońcy giną w kolejnej intrydze Dakki, przez co Ko Hiko buntuje się przeciwko królowi. A na domiar złego projekt ,,Łowca Dusz” ma tak naprawdę drugie dno… bo nie wystarczy tylko pozbyć się złych demonów. Zło na dobre zagnieździło się wśród ludzi i tylko oni sami mogą się go pozbyć. A to oznacza tylko jedno - wojnę w świecie śmiertelników…

Uff! Sporo tego, a nie wymieniłam tak naprawdę wszystkiego, co miało miejsce w tym tomie! Wątków już jest sporo, a będzie tylko jeszcze więcej… i nie mogę się doczekać, aż ta historia będzie dalej się rozwijała!

Zdecydowanie jednak moim ulubionym wątkiem staje się ten pomiędzy Hiko i Bun Chunem. No po prostu lubię mięskich chłopa przejechanych przez życie i walkę na froncie… do tego ze szczyptą bromance. To są przyjaciele, i to tacy na śmierć i życie, którzy kuli swoją przyjaźń między innymi podczas wspólnej walki ramię w ramię. Ich dwójka byłaby poważnym zagrożeniem dla rządów Dakki - więc ta uderzyła w ich przyjaźń, aby ich rozdzielić… i to w taki sposób, że nie istnieje żadne dobre wyjście z tej sytuacji. Hiko i Bun Chun zostali zmuszeni do stanięcia po przeciwnych stronach konfliktu. I jeden, i drugi nie ma odwrotu - albo ich przyjaźń, albo to w co od zawsze wierzyli i kochali.

Działo się… dużo. Bardzo dużo. To zdecydowanie nie jest manga dla każdego, a na pewno nie na odmóżdżenia po męczącym dniu. Ilość wątków, powiązań i intryg może przytłaczać. A to dopiero trzeci tom.
I właśnie to wciąga mnie coraz bardziej!
Mam trochę analityczny umysł i lubię kminić nad tym, co czytam, a Łowca Dusz to jest dla mnie jeszcze lepszy kąsek niż Moriarty. Ogromną...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
434
333

Na półkach:

Te zwroty akcji, intrygi... nadal trzyma poziom.
Kolejne postacie, kolejne powiązania. Tu naprawdę zaczyna być potrzebna dobra pamięć.

Te zwroty akcji, intrygi... nadal trzyma poziom.
Kolejne postacie, kolejne powiązania. Tu naprawdę zaczyna być potrzebna dobra pamięć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32 użytkowników ma tytuł Łowca dusz #3 na półkach głównych
  • 22
  • 10
18 użytkowników ma tytuł Łowca dusz #3 na półkach dodatkowych
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

MASHLE #2 Hajime Koumoto
MASHLE #2
Hajime Koumoto
Nie ma to tamto, kocham być popkulturowo nakręcony. Nie inaczej, oglądam, czytam, wchłaniam, po prostu doświadczam to czego i co chcę, a nie wszystko ,,co nowe, łatwe i przyjemne, no bo to każdy ogląda, nawet Pan Janusz z trzeciego piętra". Bez ogródek dodam: ,,,tiaaaa, nie chcę być jak inni, mam swój styl w podejściu do popkultury właśnie; ponad wszystko uwielbiam się nią jarać, choć rzecz jasna z umiarem”. To taki powód ,,sam przez się” do ciągłego i ciągłego podtrzymywania pasji, do poszukiwania jeszcze szerszy i rozleglejszych połaci niezwykłości w ,,masówce”, w popkulturze, które rozszerzą moje fanowsko-pasjowe horyzonty, dając przy okazji kolejne powody do zwyczajnej radości, do cieszenia się, z tego, że w ogóle posiada się ,,jakiekolwiek zainteresowania!”, że właściwy dla siebie sposób spędzania się z nimi czas wolny. Tak, to właśnie japońska ,,masówka” znalazła odbicie w tego rodzaju podejściu do moich zainteresowań ,,poza pracą i obowiązkami”, które stały się czymś szerszym poza takim ogólnym schematem ich celowości. W ten sposób dochodzimy do ciekawego doświadczenia, które w popkulturze z kraju kwitnącej wiśni ostatnimi miesiącami mi się przytrafiło, i które nakierowuje moje podejście do tworów ,,masówki” z tego obszaru, bo przecież ,,kultura Made In Japan” jest jedną z najbardziej oryginalnych na świecie. ,,Nakierowuje”, czyli mówiąc inaczej wprowadza w stan równowagi i trzymania ciągłego respektu dla tego rodzaju rozrywki i dóbr. Cóż, stary byk to ja jestem, ale nie ukrywam, że właśnie niedawno zrobiłem sobie swego rodzaju ,,re-watch" (powolutku, bez pośpiechu; sam serial traktuję jako raczej ciekawostkę i guilty pleasure, które muszę po prostu oglądnąć niż coś bardzo, ale to bardzo ambitnego!) pierwszego sezonu ,,Mashle’a” - ,,doooooość” specyficznego (to mało powiedziane) anime z gatunku fantastyki naukowej z elementami przygody, groteski i kawałka tortu w postaci przeładowania super-mocami głównego bohatera. I to co mogę o całości powiedzieć to jedno: to taka współczesna beko-genna wersja anime, niosąca (owszem) jakieś wartości i ,,morale", ale będąca idealną do oglądania dla starych geeków głównie dla samej ,,kreski" i dla tej odjechanej do reszty specyfiki całości Uniwersum, a przede wszystkimi całości projektu Masha Burnedeada: jego wyglądu, zachowania, stosunku siebie samego i swojej fizycznej siły do ,,uzdolnionych” magicznie postaci i temu podobne. Co najważniejsze dzięki ponownemu obejrzeniu anime ,,Mashle”, za co twórcom, Studiu, animatorom i reżyserom animacji, którzy siedzieli i łamali sobie głowy przy tym tytule… który to jak wiemy ma dwa kapitalne sezonicha, a który stworzono na podstawie mangi o tym samym tytule… serdeczne i wielkie ,,dziękuję!” - zdołałem zebrać się w sobie i ponownie otworzyć się na popkulturę ,,Made In Japan”, by doświadczyć tegoż to właśnie ,,nakręcenia” się na świat rozrywki ze wschodu dzięki czytaniu mangi ,,Mashle’a” w postaci tomu numer 2. I dzięki takiej decyzji, ba!, dzięki w ogóle pełnym zaangażowaniu w lekturę tomu, odniosłem wrażenie, że nabyłem co nieco z tej zdrowej popkulturowej energii do działania. To właśnie japoński komiks, rzecz jasna, zwany popularnie mangą jest jednym z najlepszych wyznaczników jakości i przepastnej wręcz różnorodności tego, co daje nam rozrywka prowadzona ,,pod szyldem” japońskiej swobody twórczej, której każdy z nas, szczególnie tych mocno popkulturowo szajbniętych pozytywnie nerdów, powinien doświadczyć (i na pewno już to zrobił) choć raz w życiu, w takiej właśnie ,,mangowej” konwencji. I Ja ponownie, po raz prawie że niezliczony ,,enty z kolei” wziąłem kolejną, tym razem ,,sequelową”, po pilocie odsłonę z danego mi tematycznie Uniwersum ,,na swą geekowską klatę" i zagłębiłem się w dość szajbnięty świat przeciętności zarazem, jak i niezłomności i dziwnej fizycznej genialności – w Świat rzeczywistości Mashle. Manga w wydaniu no.2 (to samo tyczy się anime i pilota serii komiksu, ale w nieco innym względzie) to potwierdzenie tego jak forma tego biało-czarnego komiksu potrafi być cudownym i sprawdzającym się na wielu polach wymiarem rozrywki, który zapewne zadowoli otwartych na nowe doznania, a nie tych wybrednych ,,anime-mangocholików”. Już od pierwszych stron i dymków dialogowych tomu 2, Mash zdaje się ewoluować: chodzi o jedno – jego przemiana, ta wzrastająca ambicja, świadomość tego, co i jak chce się osiągnąć, i co na ten cel poświęcić jest bardziej widoczna w całości omawianego tomu niżeli w oglądanych kilku odcinkach sezonu 1-ego z rzędu. Tak, on wciąż (choć to bardziej subiektywna opinia) jest taki nieco oderwanym od rzeczywistości z jednoczesnym nieoderwaniem od niej... z jednoczesnym skupieniem na celu, jakim jest stanie się Boskim Wizjonerem, żyjącym we własnym mikrokosmosie ,,nerdem zbzikowanym na punkcie bycia normalnym, ale z umożliwieniem sobie ciągłego ćwiczenia i ćwiczenia… i rozwijania swojego organizmu ku większemu poziomowi, ku większej sile”, co w ostatecznym rozrachunku ma zapewnić mu solidną przyszłość i dobre powodzenie i zdrowie własnej rodzinie. Wciąż Mash jest taki z lekka niepoważny i zarazem zabawny, ale i potrafiący oczarować swoim skupieniem się na celu, swoją pasją. Już od początku pierwszych stron – prawie że tak samo jak w pierwszym tomie mangi z tej serii – przedstawia się wydarzenia tu zawarte z nieco ,,innawej”, bardziej dynamicznej i komicznej, niż stricte konkretnie fabularnej perspektywy. Mash nie zjawia się nagle w kadrze, jakby zabrany gdzieś ,,zza offu” i wstawiony do akcji komiksu; nawet nie przedstawia się go tak samo turbo komicznie, co w pilocie mangi, jako tego odróżniającego się od reszty ,,odmieńca”, tego ,,grzybogłowego Masha”. Zresztą każdy czytelnik powinien się o tym przekonać po pierwszych kilkudziesięciu stronach lektury. Żyćko toczy się dalej... no szkoda, bo przygoda z lekturą tomiszcza drugiego zleciała tak szybko, że aż trudno uwierzyć, że ,,trzeba odejść od popkulturowego życia” i wracać do codziennej szarugi. Ale… to był tak dobrze spędzony czas, że aż mogę sobie to napisać: takie rozdanie mangi ,,Mashle” pozwala nam zatrzymać się w miejscu, zwolnić, dać ujść stresowi i ,,nerwicom współczesnej cywilizacji”; pozwala nam oddać się pasji, jaką jest japońska popkultura. Tak, to dzięki tak ,,skrejzolowanym” twórcom, którym to w tej branży jest Hajime Koumoto – tajemniczy ,,Miszcz" o tajemniczej osobowości, powstaje tak dziwna, wspaniała swą prostotą i wyjątkową ,,kreską”, coś również jednak dla nas znacząca i coś nas ucząca, manga, jak ta, którą niniejszym omawiam i recenzuję. Świat byłby biedny, twardy i tylko z surowymi emocjami bez tak niekonwencjonalnej i kochającej łamać liczne schematy, nazwijmy to ,,twórczo-wizyjno-społeczne”, serii komiksów, którymi są dwa pierwsze (jak na razie, i to z mojej perspektywy – przede mną jeszcze lektura kolejnych wydań) numery mangi o przygodach słynnego ,,grzybogłowego” ultra-potężnego, ale normalnego jegomościa, który nie chciał zmieniać świat, ale chciał tylko uczynić go normalnym, szczerym i prawdziwym. Co istotne ,,Mashle” wyróżna się znacząco spośród oceanu wszystkiego co w popkulturze tworzy nam kultura masowa ,,Made In Japan”. A mnie osobiście ów cykl w rozdaniu no.2 wciągnął mnie w ten szaleńczy przez wielkie S Świat jeszcze bardziej niż pilot mangi, a zrobił to prawie tak samo dobrze jak sumarycznie jak cały pierwszy sezon ,,Mashle” - kilkanaście świetnych odcinków animowanej wersji tej rzeczywistości. Nie inaczej, żyjemy w świecie, w którym mamy dostęp prawie do wszystkiego, i to na wyciągnięcie ręki. A najciekawsze jest to, że wystarczy, że sięgniemy po tak prostą, zabawną, naturalną, mającą w sobie tyle dobrej ludzkiej energii mangę, którą są tomy 1 i 2 ,,Mashle”, a nasze życie stanie się przynajmniej na czas lektury o wiele, wiele prostsze. Przygoda z tym komiksem to taki detoks od współczesnej cywilizacji, zanurzonej w oceanie konsumpcjonizmu. To taka podróż przez powagę, jak i komizm, oraz ironię wobec tego, z czym zmagamy się w dzisiejszych czasach. Sam główny bohater zalicza sporego plusa z tego tytułu, a to dlatego, że całym swoim Ja udowadnia, co w życiu powinno być najważniejsze; problem w tym, że do takiej interpretacji Masha trzeba chcieć się dokopać, a z tym może być u nas różnie. ,,Kreska”, montaż kadrów, cała historia tomu, fakt, na to pozwalają, ale to subiektywna analiza komiksu zadecyduje ostatecznie o jego ,,pocieszności” lub ,,kiczowatości”. Na tym polega cud ,,specyfiki” Pana Grzybka w jego mega-dziwacznie napisanych przygodach. Nic tu nie jest na pewno proste, na pewno nie dla głównego bohatera – powinno się trochę wsiąść w jego skórę i inaczej popatrzeć na to ,,wszyćko” w materii tak nadnaturalnego, pisanego czernią, szarością i bielą (co absolutnie nie jest niniejszym jakkolwiek odczuwalne. Styl Koumoto to rekompensuje!) komiksu, ba, w całym Uniwersum, nawet w wersji dwusezonowego anime! Co istotne, mandze, którą przyszło mi przeczytać, nie brakuje subtelności; przygoda i cała ta ,,mashowość”, fakt faktem ma swój energiczny ton i odpowiednie tempo wyzwalania u czytelnika szalonych emocji, ale niekiedy te istotniejsze bardziej dramatyczne momenty potrafią się mimo wszystko jakoś tam drobno… zaakcentować, np. w momencie – nie spoilerując – gdy nasz ,,grzybogłowy” staje do walki z wieloma wrogami, czy to w ramach egzaminu, czy nagłego testu, gdy wtedy przyparty do muru potrafi pokazać nieco bardziej konkretne i ,,skoncentrowane” oblicze. Uogólniając, jak dla mnie tom 2 przygód ,,Masha w wersji mangi jest prima sort, ba, jest jak miodzik najsłodszej miary. A dlaczego? Pierwszy tom był jedynie swego rodzaju nauką o Mashe’u, m.in. o jego spojrzeniu na rzeczywistość niby zwykłego świata z perspektywy niezwykłego młodzieńca Burnedeada. A drugi, to już coraz większa jazda bez trzymanki z równoczesnym trzymaniem się poziomu, nie szalenia nie wiadomo jak bardzo z głupotkami i memicznością osoby Mashe'a.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na928 dni temu
Łowca dusz #2 Ryu Fujisaki
Łowca dusz #2
Ryu Fujisaki
Taikōbō pomimo porażki w walce z Dakki - a może właśnie dzięki niej? - bierze się w garść i zamiast rozpaczać zaczyna działać. Do walki z królową będzie potrzebował potężnych sojuszników, choć nie tylko w dosłownym, fizycznym znaczeniu. Co prawda trzonem tego tomu jest trójka silnych i zdolnych wojowników, których Taikōbō rekrutuje, ale tak naprawdę coraz wyraźniej widać, że w całej tej grze przewagę ma nie ten, kto mocniej pieprznie, a ci odznaczający się sprytem i posiadający dobry plan. Bo to nie jest samo mordobicie, ale krok za krokiem wchodzimy w kolejne intrygi i politykę. Bardziej niż typowy shonen zaczyna to przypominać baśń - trochę pokręconą, bo od czasu do czasu łamiącą czwartą ścianę… ale mimo wszystko baśń z dzielnymi wojownikami, złymi królowymi, demonami i wielką wojną wiszącą w tle. Szczególnie mocno to widać przy trójce bohaterów, których rekrutuje Taikōbō. Nie tylko w schemacie - przekonałeś mnie do siebie, ale na razie muszę odejść trenować, ale kiedy będziesz mnie potrzebował wrócę i stanę u twego boku. Same ich historie mają coś z baśniowości (nie tylko przez czterdziestomiesięczną ciążę…). W tym świecie Nieśmiertelni co chwilę wtrącają się w ludzkie życia. I choć dają im w zamian wielką moc, tak mimo wszystko ludzie służą tylko jako… narzędzia. Historie Nataku i Raishinshiego za przykład - i jeden, i drugi na swój sposób byli tylko eksperymentami dla Nieśmiertelnych. Zdobyli siłę, której pragnęli - to fakt - ale jednocześnie przestali rozumieć czym ostatecznie się stali. Potworami? Mutantami? I w tym momencie spotkali Taikōbō, który może i nie poradził sobie z Dakki, ale ludzi i otaczający go świat rozumie lepiej niż mało kto. Co prawda wszystko, co robił było tak naprawdę zaplanowane i Nataku z Raishinshim (oraz Yozenem) działali jak po sznurku, według planu. Jednak to nie Taikōbō przedstawiał im wnioski, ale pozwolił dojść do nich samodzielnie. Wszystko, co inscenizował nie miało na celu ich oszukać i zmusić do współpracy, ale samodzielnie rozpracować to, co ich trapi. Taikōbō nawet należąc do świata Nieśmiertelnych nie chce sterować ludzkim losem, ale oddać go właśnie w ręce ludzi i to im pozostawić ostateczną decyzję, co z nim zrobią. No ale Dakki też w międzyczasie nie próżnuje… Choć nowszą wersję anime uważam za lepszą, tak miałam po niej ogromny niedosyt. W dwudziestu-paru odcinkach nie da się zmieścić z należytą starannością ogromu wątków tak, aby cała historia była w pełni zrozumiała. Stara wersja masę rzeczy pozmieniała, a nowsza - musiała ciąć, żeby wyrobić się w czasie. Stąd cieszę się, że seria doczekała się wydania w Polsce. Może nie być najlepszą tego typu na rynku, jednak na pewno jest godna uwagi.
TerraEpsilon - awatar TerraEpsilon
ocenił na92 lata temu
Kiedy yakuza zostaje niańką 7 Tsukiya
Kiedy yakuza zostaje niańką 7
Tsukiya
7 tom rozpoczyna się , gdy zaspana Yaeka widzi jak jej tata i Kirishima wychodzą z domu i dowiaduję się , że idą do pracy czyli na spotkanie z innym członkiem gangu. A konkretnie z szefem Mashiro. I gdy szefowie rozmawiają to Kirishima spotyka Mashiro i ten go prowokuję do bójki , ale bohater nie ma zamiaru z nim walczyć i wtedy Mashiro mówi , że znajdzie mu kogoś kogo nienawidzi bardziej od niego i , że ma nadzieję , że mu się to spodoba. A w tej samej chwili jego szef mówi ojcu Yaeki , że znalazł gangstera , który potrącił jego żonę i ojciec panienki jest w szoku , bo myślał , że zabił całą grupę tych gangsterów i wtedy szef Mashiro mówi , że ich namierzy , a On niech spokojnie czeka. Później są w domu i Yaeka zauważa , że ojciec jest zamyślony. Zupełnie jak Kirishima i wypytuję go co się dzieję i bohater wie , że szef nie powiedział mu o co chodziło na spotkaniu , ale na pewno to jest powodem zamyślenia , a On sam jest zamyślony z powodu słów Mashiro. I nagle Yaeka wpada na pomysł jak rozweselić tatę i przebiera się za Kirishimę i pyta jak może pomóc i jej ojciec przypomina sobie , że jego żona też tak go pytała i odpowiada córce to samo co ukochanej czyli , że zjadłby coś słodkiego i popił herbatą i następnie cała trójka przygotowuję zamówienie. Później Kirishima się nudzi i nagle spotyka Kokiego , który płaczę i okazuję się , że jakiś większy dzieciak go pobił i chłopczyk prosi Kirishimę by nauczył go bić i ten się waha , ale ostatecznie daję mu parę wskazówek i Koki pokonuję dzieciaka , który ucieka z płaczem i przeprasza , a szczęśliwy Koki dziękuję bohaterowi , a ten myśli , że nie powinien go tego uczyć , bo Aoi będzie wkurzony i przekupuję dzieciaka sokiem by nic nie mówił:D Później widzimy Sugiharę , który panikuję , bo zgubił torbę z zabawkami panienki i idzie jej szukać , ale nigdzie nie ma i Kirishima przez telefon mówi mu , że pewnie jest na posterunku policji i uprzedza go , że pracuję tam ojciec Kaede i nie ma prawa się zdradzić , że panienka jest córką szefa Yakuzy , a jeśli się zdradzi to pójdzie na dno:D I przerażony Sugihara idzie na policję i staję twarzą w twarz z ojcem Kaede , który oddaję mu torbę i Sugihara zaczyna panikować , a policjant zaczyna coś podejrzewać i z każdym zdaniem bohater się coraz bardziej pogrąża , a Kirishima , który słucha wszystkiego przez telefon już obmyśla co zrobi Sugiharze , ale ten nagle wkręca ojcu Kaede , że jest wróżbitą i ten daję się przekonać , a na dodatek mówi , że kiedyś skorzystają z jego usług , a Kirishima się zastanawia czy każdy w tym mieście zwariował:D Następnie widzimy panienkę , która rozmawia z Sarą i Kaede , a nauczycielka słucha i jest przerażona niektórymi słowami panienki np: jak ta udaję ojca i mówi takim groźnym głosem albo jak dziewczynki opowiadają jak w wakacje zakopały Sugiharę , ale po jakimś czasie nauczycielka odpuszcza , bo wie , że Kirishima to taki dobry wujek:D Następnie widzimy nowego bohatera(Kishima) , który pracuję razem z Aoi i okazuję się , że nad Kishimą znęca się psychicznie szef i , gdy na jednym z zebrań znów to robi Aoi staję w jego obronie i włącza mu się tryb gangstera i szef jest przerażony:D Później szef Yakuzy proponuję córce by poszli do cukierni , którą lubiła jej mama i Kirishima im towarzyszy i myśli o tym , że wyglądają jak normalny ojciec z córką i żałuję , że nie ma z nimi mamy Yaeki ,a gdy wracają do domu Yaeka chcę iść za rękę i z tatą i Kirishimą i idą tak we trójkę(Yaeka w środku) Następnie Kanami przynosi stary album i wszyscy oglądają i Yaeka zauważa , ze szef Mashiro z którym jej tata od dawna się zna musi być jego najlepszym przyjacielem i ten odpowiada , że nie wie czy są przyjaciółmi , ale zawsze mu pomagał i po chwili widzimy jak szef Mashiro mierzy z broni do człowieka , który może coś wiedzieć o wypadku matki panienki i mężczyzna nagle przyznaję , że kiedyś był w jego grupie i , że to On potrącił tą kobietę i zrobił to , żeby zemścić się na swoim szefie licząc , że utraci On przyjaźń ojca Yaeki i wściekły mężczyzna go zabija. A na koniec mamy dodatek , gdzie młodszy Kirishima chcę opuścić posiadłość i zabić wszystkich z Yakuzy , ale Aoi go pilnuję i próbuję do niego dotrzeć i mówi , że teraz są rodziną i troszczą się o siebie , a do Kirishimy dociera , że u nich czuję się jak z rodzicami i przeprasza za swoje zachowanie , a Aoi i mama Yaeki się uśmiechają. I wtedy też wychodzi na jaw , że rodziców Kirishimy zabili gangsterzy. I tak się kończy już 7 tom. Naprawdę lubię tą historię i już nie mogę się doczekać 8 tomu. Ciekawi mnie też ile tomów ogólnie wyjdzie i jak cała historia się zakończy. Ciągle liczę na przebudzenie mamy Yaeki. W tym tomie ciekawy był też wątek przyjaźni ojca Yaeki i szefa Mashiro. I to jak ten drugi zabił odpowiedzialnego za wypadek mamy Yaeki. Ciekawe czy to już koniec zemsty czy jeszcze wrócimy do tego. No i wyszło na jaw , że faktycznie gangsterzy zabili rodziców Kirishimy. No i świetny był Sugihara na komisariacie:D W ogóle uwielbiam tą postać i to jak ciągle Kirishima go straszy. Świetna też była nauczycielka , która podsłuchiwała dziewczynki i była przerażona opowieściami Yaeki
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na103 lata temu
MASHLE #3 Hajime Koumoto
MASHLE #3
Hajime Koumoto
Nie samym filmem, czy serialem aktorskim a nawet książką lub komiksem superheroe człowiek, ba!, fan starej czy nowej daty żyje. W obecnych czasach, my człowieki, ot ,,popkulturowe ludki”, żyjemy wręcz przesyceni treściami z olbrzymiego sortu danych zwanych ,,rozrywką”, czyli inaczej mówiąc, chociażby bardzo prosto: popkulturą . Fakt, produkujemy tyle tego contentu, że nie ma wała, żebyśmy poczuli granice bezbrzeżnej egzystencjalnej pustki, jakąś tam niechęć, jakby tragiczności własnej osoby w Świecie… jakby nie było ,,co oglądać, czytać, w co grać, na co iść do kina”. To, w czym możemy wybierać na pewno nie należy traktować z góry, jedynie można mieć nadzieję na uporządkowanie tego, co nieustannie nas zalewa, że owszem rozrywki będzie raczej przybywać niż ubywać, ale będzie ona po prostu lepsza jakościowo. Już obecnie popkultura doświadcza ,,lepszego jutra”. Dzięki massmediom, social-mediom, nasza ,,masówka” zyskuje głębię – nie jest to tylko i już ,,rozrywka na godziny wolne po pracy”, ale czymś dużo, dużo większym, po prostu czymś, o czym chce się mówić, o czym chce się pisać, co chce się pamiętać. Tak naprawdę popkultura pisze, tworzy, kreuje się z nicości sama – cywilizacja prawie że od swego zarania pragnęła rozrywki, ba!, ludzie w swoich genach mają wpisane pragnienie zabawy, doświadczania czegoś innego niż podstaw z ,,piramidy potrzeb człowieka”. Dzięki rozrywce sądzę nasze życie staje się głębsze, urozmaicone, bardziej ,,z pazurem” niż tylko ,,takie tam zalane obowiązkami w pracy i dzieciuchami do wykarmienia i wychowania w domu”. Dzięki niej życie współczesnego człowieka nabiera barw, staje się opowieścią, która ma cel, którą inni chcą obserwować, współdzielić, komentować. Tak, rozrywka rozluźnia, zacieśnia więzi, dba o wspólnotę. Bo nutka dramatyzmu potrzebna jest każdemu z nas; czyż nie lepiej wraca się z ,,roboty!”, gdy w myślach ma się nie same smutki a przykładowo same pomysły wobec tego ,,jak może rozpocząć się ulubiony kolejny odcinek danego serialu, który zaraz po przyjściu do domu obejrzymy”. Co najważniejsze, swe solidne miejsce, o czym wielokrotnie wspominam przy okazji omawianiu i recenzowaniu dzieł (głównie mang, dość rzadko nowelek, czy powieści),w kulturze masowej całej naszej ludzki myśli kulturowej zajmuje ,,produkt rozrywkowy Made In Japan”. I tak, dzięki ponownemu zaangażowaniu się w coś z kraju kwitnącej wiśni, co sprawia mi zawsze ogrom satysfakcji (tak, Japończycy są cholernie popkulturowo ambitni!),a chodzi o słynną, dla mnie wprost rewelacyjną z racji swej prostoty i świetnemu przedstawieniu zamysłu fabuły w gatunku fantasy-komedia-akcja, Sagę pt. ,,Mashle”, stałem się coraz bardziej przekonany, że warto inwestować w swe pasje, szczególnie te, które wydają się być początkowo obce, jakby inne; warto zaufać ,,japońskiej masówce”, uczynić ją częścią swojego pasjogennego Ja, bo ostatnio odniosłem wrażenie, że Japończycy coraz więcej serca pokładają w tym, co i dla kogo tworzą. A to wrażenie umocniłem szczególnie dzięki wspominanemu Uniwersum, dzięki rzeczywistości widzianej okiem nadnaturalnie obdarzonego super-siłą i bardzo praktycznym podejściem do życia i widzenia swojego miejsca w otaczającym nas padole, Masha Burnedeada. Po re-watchu, czyli ponownemu obejrzeniu anime ,,Mashle”, za co twórcom, Studiu, animatorom i reżyserom animacji, którzy siedzieli i łamali sobie głowy przy tym tytule… a rzecz jasna chodzi o sezonicho no.1 (re-sesja watchingowa s02., dopiero w planach najbliższej anime-mango listy tytułów do nadrobienia czy powtórzenia) ,,Mashle”, po raz trzeci powtarzam i piszę zarazem: ,,serdeczne i wielkie dziękuję!”, tak, nie ukrywam: dość szybko zdołałem zebrać się w sobie i ponownie otworzyć się na Świat Grzybogłowego. Nastąpiło to całkiem szybko po ogarnięciu tomu 2-ego: tom 3 wpadł mi do moich geekowskich rąk niedawno, a jego przeczytanie zajęło mi zaskakująco długo czasu, głównie z racji tego, jak cholernie dobry okazał się to być dobry numer. ,,Dobry”, w przypadku tych około 190 stron, to nie inaczej jak tylko doświadczenie tegoż to właśnie zakręconego w opór z perspektywy wszystkiego tego, co się wokół Masha dzieje, tomu, z jedną drobną ciekawostką: dostaliśmy nieco więcej emocji i dramatyzmu oraz ciekawostek z ,,lore” Uniwersum (postaci, relacje, zasady działania Szkoły Magii, Domów etc.),w którym osadzony jest ,,grzybkogłowy Świat”. Jednym słowem: bardziej immersyjna rozrywka, oj tak, z wieloma twistami i cliffhangerami w tle, np. z tym wątkiem, gdzie Mash - bo chodzi o to kim ta postać była!, jaką tajemnicę w sobie skrywała - walczył z dziwnym jegomościem, którego twarz zakryta była maską, a o miało miejsce praktycznie na finał tomu. Tak jak przy sięgnięciu po tom no.2 ,,Mashle” o tym pisałem, tak robię to przy ogarnianiu i analizowaniu tomu 3 Uniwersum: nie żałuję, że zająłem się ,,pasjowo” akurat kolejnymi rozdziałami mangi ,,Mashle”, zamiast grania w gry na Ps5, układania klocków LEGO, puzzli, czy czytania innych świetnych mang lub książek, które mnie interesują. Nie spodziewałem się, że w lekturę tomu aż tak się zaangażuję. I znowu: przygody naszego ,,grzybka” z tą nienazwaną wręcz nadludzką siłą, której zasięg jest według mnie na dzień dzisiejszy nieznany nawet autorowi mangi, Hajime Koumoto, sprawiłu, że tak jak przy lekturze poprzednich części i tu, w no.3, nabyłem tej potrzebnej mi, tej konkretnej zdrowej popkulturowej energii do działania. A czym jest jako medium ów komiks? No właśnie, mangą: japońską, cudowną narracją obrazkową; dla mnie dzięki tomowi drugiemu ,,Mashle”: jednym z najlepszych wyznaczników jakości i przepastnej wręcz różnorodności tego, co daje nam rozrywka prowadzona ,,pod szyldem” japońskiej swobody twórczej, swobody, która – dziękować Bogu – dobrze, że otwarła się na Świat po latach 70-tych XX wieku. Nie inaczej, czytelnicza gawiedzi!, manga ,,Mashle” jest wyzwaniem, jest takim konkretnym targetem przeznaczonym głównie dla tych mocno popkulturowo szajbniętych pozytywnie geeków, którzy chcą czegoś znanego, potrafiącego nawiązywać do słynnych Światów w popkulturze, jak i czegoś, co jest z drugiej strony po prostu nowe, inne, groteskowe, ale i bardzo oryginalne. Mangowe wydanie (które polecam ogarniać dopiero po zapoznaniu się z dwoma sezonami anime o naszej ,,grzybkowej” postaci!) ,,Mashle” powinien doświadczyć (i na pewno już to zrobił – oby! – nie jeden z Was) choć raz w życiu, w takiej właśnie konwencji, każdy, kto czyta mangi i jest… ,,krejzi ludkiem”. Tak, jestem ,,krejzi”, ale i jestem kimś, kto stara się nie oszaleć w dzisiejszym Świecie i mieć zawsze tą dozę rozsądku zachowaną ,,na wszelki wypadek” gdzieś z tyłu głowy. Jestem taki jak Mash, choćby i w połowie; i przydała mi się, nie tyle dla samej rozrywki, ale co dla pasji, dla samej lektury o postaci, która jest niesłychanie prosta, zwykła, ale mająca pierońsko twardą psychikę i tytaniczną wolę walki o swoje, o ciągły i ciągły rozwój własnego Ja, ta lektura. Nie tyle co tom 3, ale wszystkie dotychczas doświadczone tomy. Oczywiście, tom 3 okazał się niezwykły, ale stanowił raczej podsumowanie tego, co wydarzyło się od numer 1-ego do 3-ego właśnie, tego kim i dlaczego jest ,,Mr. Mash”. Sądzę, że ,,czwóreczka” będzie tym czymś z mang tej serii, co wzięte ,,na swą geekowską klatę" będzie czymś szokującym fabularnie i jeszcze bardziej komediowo i memicznie niż wszystko to, co ogarnąłem w dotychczasowych trzech pierwszych tomach. No bo nie ma nic bardziej ,,pięknie pozytywnie szajbniętego niż zagłębienie się w dość innawy świat przeciętności zarazem, jak i niezłomności i dziwnej fizycznej genialności – w Świat rzeczywistości nastoletniego Masha , jakby to podkreślił fan Pottera: mugola osadzonego w trudnym, pełnym wyzwań wymiarze magii, baśni i wszystkiego tego, czego ,,przeciętniak" antymagiczny może się nie spodziewać. Tom 3 ,,Mahle” kreślony jest tak samo samo świetną i konsekwentną ,,kreską”, co tom drugi i pierwszy. Może zmienia się coś bardziej z dynamiki grafiki, ale styl i technika rysunku dalej robią tu kapitalną robotę! I jak zwykle zresztą, za wydanie tytułu odpowiada w naszych rodzimych stronach firma ,,Studio JG”, które podkreśla – dzięki takim mangom jak omawiana seria – że jakością druku, projektom okładek, tłumaczeniom etc., odpowiada tuzom na naszym rynku, wydawnictwom takim jak: J.P. Fantastica czy Waneko lub Kotori. Jakość papieru jest wystarczająca, a tusz i kontury ,,ładnie siedzą” w stronach. Całość jest jak najbardziej czytelna, co można podsumować: nic tylko… czytać i dyskutować w gronie o tym czym i dlaczego jest ,,Mashle”. Bo jest to na pewno zjawiskowa rzecz na kanwie kilkudziesięcioletniej historii mangi w Polsce! To dzięki lekturom trzech pierwszych tomów ,,grzybkowej mangi”, dostaje się na tacy, niczym podanie najlepszego z możliwych dla każdego z nas deseru po i tak pysznym obiedzie, specyficzny posiłek w postaci bytu mangowego, który urozmaica i wyróżnia tego rodzaju komiks na tle całej branży komiksowej. I jak tu nie szanować pasjogennie mang, jak nie podziwiać i nie pamiętać takich historii jak te z tomów mang o Mashu? Część trzecia zaznaczyła się o tyle ciekawie na tle reszty tomów, które do tej pory ogarnąłem, głównie z racji pewnych niespodzianek fabularnych (nowe postaci, kolejne informacji do mechanizmu funkcjonowania mashowego odpowiednika Wizarding World!),że gdybym teraz miał kończyć swoją przygodę z tym wymiarem tak niesamowitej rozrywki... tom 3 byłby mi najbliżej serducha fana!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na912 dni temu
Łowca dusz #1 Ryu Fujisaki
Łowca dusz #1
Ryu Fujisaki
Pamiętacie animowaną serię „Łowca dusz”, emitowaną na RTL 7 z dekadę temu? Ja do dziś mam do niej przeogromny sentyment i nie tak dawno odświeżyłam kilka odcinków. Lubię wracać do opowieści, które mnie inspirowały i zderzać je z obecnym postrzeganiem świata. Liczący 26 epizodów „Łowca dusz” wciąż się broni. Muzyka zachwyca, przygody bohaterów porywają, a gagi śmieszą (może mam dziwne poczucie humoru, ale jedzenie ciastka ryżowego okiem dalej mnie bawi). Konsternację wywołują natomiast imiona użyte w polskiej wersji językowej. Ok, może miana wymyślane postaciom są prostsze do przyswojenia widzom z nadwiślańskiego kraju i nie są tak z czterech liter jak Szatan Serduszko, ale quo polazłeś, tłumaczu z anime? Taikun? Fun Faze? Naza? Co tu się odtłumaczyło? Wiem, popełniłam wołanie na pustyni, ale musiałam. W listopadzie 2021 za sprawą warszawskiego wydawnictwa Studio JG na polskim rynku tytuł ten objawił się w formie komiksowego pierwowzoru. W chwili pisania na rynku dostępne jest 9 tomów z 23. Czytelnicy mogą zatem na nowo zejść z góry Kunlun i towarzyszyć bohaterom w przywracaniu spokoju na świecie. Zdecydowanie nie odniosą wrażenia, że wchodzą po raz kolejny do tej samej rzeki. Zaufajcie, nie dało się „upchnąć” wszystkich wątków i postaci do serii telewizyjnej. Nie wiem, jak w porównaniu wypada nowsza seria (z 2018 roku),bo tej za mocno się nie przyglądałam, ale też się nie łudzę, że wyczerpali temat. W starożytnych Chinach (takich zmodyfikowanych, więc proszę sinologów o spokój) rozpanoszyło się zło. Dynastia Shang (nazywana też Yin) chyli się ku upadkowi. Prosty lud głoduje i cierpi z powodu terroru. Cesarscy żołnierze napadają na wioski i porywają tych, którzy mogą przydać się do realizacji chorych pragnień małżonki władcy. Wcześniej było pięknie – młody, zdolny i waleczny król Chu rządził sprawiedliwie do czasu, gdy pojął za żonę piękną, lecz paskudną z charakteru Dakki. Od razu doprecyzuję, że charakter jest błahym problemem wobec faktu, że kobieta jest potężnym nieśmiertelnym bytem, przed którym inni nieśmiertelni czują respekt. I owa paskuda hobbystycznie zmienia tożsamość i wychodzi za chińskich władców, byleby tylko ciągle balować za hajs ludu. Do zainteresowań babska należą również wymyślne tortury, choćby takie z użyciem rozgrzanych słupów. Nie, Dakki „dzień dobry” na klatce by nie mówiła. Jej źle z oczu patrzy. Jej z pozoru uroczym siostrzyczkom też. I obcisłe kostiumiki wizerunku nie ocieplą. Tymczasem w domenie nieśmiertelnych, na górze Kunlun, Taikōbō obija się na treningach. To zdolny, lecz leniwy uczeń mistrza Genshi Tensona. Mimo że na początku sprawia wrażenie totalnego lesera, właśnie on został wybrany do misji przez duże „m”. Otrzymuje on zatem teleskopowy biczyk (takie nieślubne dziecko nauczycielskiego wskaźnika i słynnej „loli”) i zwój z nazwiskami osób, które ma w imię równowagi sprząt… zapieczętować w specjalnie przygotowanym do tego Świecie Bóstw. Bóg jest w swych niebiosach… Ok, nie ta bajka (ale jak złapiecie nawiązanie, to uszanowanko). Bliskim kumplem, a zarazem środkiem lokomocji protagonisty będzie przeuroczy „latający hipcio” Spushan. Chłopaki wyruszą z nastawieniem, że będzie to szybkie zleconko, fajrant i do domu, a przyjdzie im się z tematem „bujać” kilkanaście lat (i 23 tomy mangi, o czym wspominałam). Łatwo nie będzie. Szczególnie, że już na dzień dobry dostali „w ciry” od nosiciela pierwszego nazwiska z listy. Taki niepozorny przykurcz z kotem (przprszm),a jaki potężny troll. Manga Ryu Fujisakiego (znanego polskiemu czytelnikowi dzięki horrorowi „Shiki” wydanemu przez Waneko) to zakręcona historia fantasy, luźno oparta na szesnastowiecznej chińskiej powieści „Fengshen Yanyi” (z tego, co kojarzę, niedostępnej po polsku). Elementy komediowe mieszają się tu z ilustracjami wymyślnego okrucieństwa i gnającą na przód akcją. Plejada ciekawych, nieraz kuriozalnych i niejednoznacznych bohaterów przyciąga do lektury. Studio JG szczęśliwie nie poszło w tę stronę, co mości tłumacz z anime, dlatego też można się cieszyć kanonicznymi imionami i przydomkami bohaterów. I nie czytać, jak gderam. Z designami Fujisakiego nie zawsze mi po drodze. Stworzone przez niego postaci poznałam za pośrednictwem animowanego serialu ze Studa Deen. Bohaterów do wersji ruchomej zaprojektował Tadashi Kojima, człowiek pracujący między innymi przy anime „Emma”. Z takim obrazem wyrosłam i ciężko mi się teraz przestawić na te ogromne jak u klauna z cyrku buty. Próbuję usilnie, idzie tak sobie. Ogólnie z lektury pierwszego tomu „Łowcy dusz” wrażenia mam pozytywne. Na kartach tomiku spotkałam kilkoro dobrze mi znanych bohaterów i mogłam im się na nowo przyjrzeć. Staram się przyzwyczaić do kreski autora, co idzie mi średnio, ale sięgnę po następny tom. Nie wiem, co prawda, kiedy to nastąpi (bo egzemplarzy do recenzji nawał),ale z pewnością wkrótce. Tymczasem, gdybyście się zastanawiali, czy po ten komiks sięgać, ode mnie łapcie polecajkę. Łowca dusz 1 (z 23) Autor: Ryu Fujisaki Wydawnictwo (w Polsce): Studio JG Cena okładkowa: 29,99 zł Moja ocena: 7/10
electric_cat - awatar electric_cat
ocenił na72 lata temu
Ragna Crimson #1 Daiki Kobayashi
Ragna Crimson #1
Daiki Kobayashi
Akcja mangi przenosi nas do fantazyjnego świata, gdzie ludzie muszą sobie radzić z zagrożeniem ze strony smoków. Na potężne bestie polują wyszkoleni do tego łowcy, którzy starają się zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Jednym z nich jest tytułowy Ragna. Chłopak pomimo swoich starań i ciężkiego treningu, nie może się określić mianem najlepszego. Wiele mu brakuje do topowych wojowników, do których na pewno należy jego niezwykła towarzyszka Leo. Mocno niepozorna dziewczyna, która jest w stanie pokonać każdego smoka na jej drodze. Ragna głównie dba o jej przyziemne potrzeby, co noc będąc dręczonym przez koszmary, w których widzi on śmierć towarzyszki i swoją bezradność. Wszystko zmienia się pewnego dnia kiedy miasto, w którym przebywają zostanie zaatakowane przez potężną bestię. Pewne wydarzenie sprawi, że uwolni się potencjał Ragny, którego celem stanie się pozbycie wszystkich smoków ze świata. Ma to jednak swoją dość wysoką cenę, którą będzie musiał on zapłacić. Historia rozpoczyna się bardzo klasycznie. Fantazyjny świat, smoki, słaby bohater pragnący potężnej mocy, aby ratować innych. Nic nie wskazuje na to, aby tytuł mógł czymś zaskoczyć i zachwycić czytelnika. Wystarczy jednak przebrnąć przez prolog ukazujący zarys świata i relacje bohatera z Leo, aby fabuła nabrała znaczącego tempa. Scenariusz nie tylko nabiera swoistej głębi, ale również zaczyna być dla czytelnika mocno intrygujący. Przewracając kolejne strony, widzimy znaczący rozwój „słabego bohatera”. Samo w sobie nie jest to niczym nowym (motyw znany z wielu innych tytułów). Tutaj jednak twórca ewolucję tą podaje w ciekawej otoczce z ogromnym potencjałem na przyszłość. Wartością dodaną tytułu jest również niezły klimat. Prosta fantazyjna historia szybko zaczyna robić się o wiele bardziej „mroczna”, co z pewnością powinni docenić fani dark fantasy. Sięgając po dzieło tego typu, wielu odbiorców oczekuje również solidnej dawki widowiskowości. Pod tym względem tytułowi nie można niczego zarzucić. Sceny walk niemal od samego początku są pokazane z wielką dbałością o ich dynamikę i szczegółowość. https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-mangi-ragna-crimson-tom-1/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na83 lata temu
Iruma w szkole demonów #14 Osamu Nishi
Iruma w szkole demonów #14
Osamu Nishi
Iruma powrócił w 14 tomie i akcja rozpoczyna się , gdy przeciwnicy Azu i Sublo przyznają , że przegrali , ale od razu mówią , że żądają rewanżu. Następnie przechodzimy do Irumy i jego kolegi i , żeby zdobyć mnóstwo punktów postanawiają odnaleźć legendarny liść. I zwracają się z prośbą do Kreoli , która stała się królową podczas święta zbiorów i ma swój własny zamek i daję im wskazówki , a w międzyczasie Amelie razem z pomocnikami pomaga nauczycielom odnajdując uczniów , którzy nie dali rady w święcie zbiorów i nagle dowiaduję się , że Iruma szuka liścia i okazuję się , że Ona też go szukała , ale nie znalazła i jeden demon z rady uczniowskiej pyta ją czy to znaczy , że Iruma przegra , a dziewczyna odpowiada , że Iruma zawsze ją zaskakiwał i , że jest nieprzewidywalny i tak naprawdę nie wiadomo co zrobi i demon pyta się przewodniczącej czy dlatego lubi Irumę i Amelie robi się cała czerwona , a po chwili okazuję się , że inni uczniowie robią zakłady kto przegra i Amelie robi z nimi porządek i okazuję się , że kolega z klasy Irumy(Jazz) przegrał , bo spotkał demona , który zaatakował go swoją iluzją i widział przerażające rzeczy i Amelie słysząc to boi się o Irumę. Następnie wracamy do Irumy i okazuję się , że rozdzielił się z kolegą i każdy szuka wskazówek i Iruma po znalezieniu wskazówki wpada na demona od iluzji i widzi przerażające rzeczy , a konkretnie : Azu i Clara nie chcę mieć z nim nic wspólnego , bo jest człowiekiem , Kalego mówi , że to nie jest miejsce dla człowieka , a dziadek i Opera odsyłają go do domu do rodziców i Iruma mimo , że czuję , że to iluzja nie potrafi jej pokonać , ale nagle przypomina sobie nauki Bacchiko i udaję mu się , a następnie myśli o tym , że musi udowodnić , że może tu być i , że czas wrócić do przyjaciół i rusza w dalsza drogę. I tak się kończy 14 tom. A święto zbiorów wciąż trwa. Trochę mnie już to męczy , a zważywszy na fakt , że na początku mamy informację , że jeszcze kilka dni będzie trwało święto zbiorów to obstawiam , że 15 i może nawet 16 tom jeszcze będą skupiały się na zbiorach. Za to podobał mi się powrót Amelie. I jej reakcja , gdy inny demon powiedział , że przewodnicząca lubi Irumę. Ciekawy był też wątek z iluzją. Aż szkoda mi się zrobiło Irumy. Dobrze , że dał radę ją pokonać. I obstawiam , że chłopak zdobędzie ten liść i uzyska mnóstwo punktów. Rozwaliła mnie też Kreoli jako królowa:D
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na103 lata temu

Cytaty z książki Łowca dusz #3

Więcej

Bezmyślność władców to brzemię, które muszą dźwigać poddani.

Bezmyślność władców to brzemię, które muszą dźwigać poddani.

Ryu Fujisaki Łowca dusz #3 Zobacz więcej

Bracie... zwracam ci wolność. Teraz możesz wybrać własną drogę...!

Bracie... zwracam ci wolność. Teraz możesz wybrać własną drogę...!

Ryu Fujisaki Łowca dusz #3 Zobacz więcej

Hiko... Czy jest nam pisane zostać wrogami? Czy naprawdę będę musiał z tobą walczyć?!

Hiko... Czy jest nam pisane zostać wrogami? Czy naprawdę będę musiał z tobą walczyć?!

Ryu Fujisaki Łowca dusz #3 Zobacz więcej
Więcej