Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana

Okładka książki Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana autorstwa Vittorio Giardino
Okładka książki Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana autorstwa Vittorio Giardino
Vittorio Giardino Wydawnictwo: Kurc komiksy
92 str. 1 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Rapsodia Ungherese
Data wydania:
2022-04-01
Data 1. wyd. pol.:
2022-04-01
Liczba stron:
92
Czas czytania
1 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396327970
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
W 1938 roku Europa znajduje się na progu drugiej wojny światowej. Dla wywiadów konflikt już trwa. W Budapeszcie pierwszą ofiarą wojny cieni pada francuska sieć Rapsodia, której członkowie zostają wyeliminowani. Ale przez kogo? Sowieckie NKWD? Nazistowską Abwehrę? Aby się tego dowiedzieć, Paryż wysyła śledczego, kogoś dyskretnego, nieznanego, ale skutecznego. Max Fridman nie chce być mężem opatrznościowym, ale nie ma wyboru. Miejsce w pociągu i hotel są zarezerwowane, kontakty węgierskie powiadomione, jednak nic nie idzie zgodnie z planem.



Pierwsza przygoda Maxa Fridmana - Rapsodia węgierska - dzięki niej Vittorio Giardino osiągnął pełną dojrzałość jako twórca oraz zyskał międzynarodowe uznanie. Album został opublikowany w 18 krajach i uchodzi powszechnie za klasykę komiksu. Giardino z pasją łączy czarny kryminał z historią szpiegowską. Komiks wyróżnia się jednak nie tylko szkatułkowym scenariuszem, ale również pełną detali i wyrazistą kreską.



Rapsodia węgierska oferuje czytelnikowi nakreśloną z epickim rozmachem intrygę, wiarygodne charakterystyki bohaterów i dobre osadzenie akcji w realich, zarówno historycznych, jak i topograficznych.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana

Średnia ocen
6,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana

avatar
843
226

Na półkach: ,

Baaardzo porządna szpiegowska historia. Podoba mi się również archaiczny rysunek, ładnie nawiązuje do tamtych czasów. Z chęcią przeczytałbym kolejne przygody Maxa.

Baaardzo porządna szpiegowska historia. Podoba mi się również archaiczny rysunek, ładnie nawiązuje do tamtych czasów. Z chęcią przeczytałbym kolejne przygody Maxa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
102
45

Na półkach: , , ,

Rapsodia Węgierska to bardzo ciekawie poprowadzona historia szpiegowska z ciekawą intrygą. Komiks w odpowiednich proporcjach łączy ze sobą akcję oraz gadające głowy. Wszystko to jest pierwszym planem na tle intrygi, w którą zaangażowane są wszystkie kluczowe wywiady czasów międzywojennej Europy.

Rapsodia Węgierska to bardzo ciekawie poprowadzona historia szpiegowska z ciekawą intrygą. Komiks w odpowiednich proporcjach łączy ze sobą akcję oraz gadające głowy. Wszystko to jest pierwszym planem na tle intrygi, w którą zaangażowane są wszystkie kluczowe wywiady czasów międzywojennej Europy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1380
1379

Na półkach: ,

To takie komiksy, o których najlepiej byłoby napisać, że nudnawe, ale z racji jakiegoś tam uznania określisz je raczej jako "solidne" i "oferujące klasyczną narrację". Główny bohater jest tak bezpłciowy, że jutro już nie będę o nim pamiętał, a fabuła toczy się ślamazarnie z racji zbyt wielu słów, nazwisk, które trudno zapamiętać i intrygi, jaką można sobie wprawdzie w głowie sensownie poukładać, ale żeby się nią ekscytować trzeba mieć pewnie 70 lat. Nie no, przesadzam, ale w 2022 naprawdę trudno się tu czymkolwiek podniecić

To takie komiksy, o których najlepiej byłoby napisać, że nudnawe, ale z racji jakiegoś tam uznania określisz je raczej jako "solidne" i "oferujące klasyczną narrację". Główny bohater jest tak bezpłciowy, że jutro już nie będę o nim pamiętał, a fabuła toczy się ślamazarnie z racji zbyt wielu słów, nazwisk, które trudno zapamiętać i intrygi, jaką można sobie wprawdzie w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

28 użytkowników ma tytuł Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana na półkach głównych
  • 23
  • 5
19 użytkowników ma tytuł Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana na półkach dodatkowych
  • 8
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana

Inne książki autora

Czytelnicy Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana przeczytali również

Giant Mikaël Suivre
Giant
Mikaël Suivre
Kojarzycie to zdjęcie z grupą mężczyzn siedzących na metalowej belce gdzieś ponad rozrastającym się miastem? To jeden z tych obrazów, który żyje już własnym życiem, stał się popkulturową ikoną wyjętą poza rzeczywisty kontekst. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kim są ci ludzie, jak się tam znaleźli, powinniście przeczytać rewelacyjną powieść graficzną Giant, w której za scenariusz i rysunki odpowiada Mikaël Suivre. To rewelacyjna historia osadzona w czasach wielkiego kryzysu, kiedy do Nowego Jorku wciąż napływały fale imigrantów, a jednocześnie o pracę było coraz trudniej. W tym świecie załapanie się do pracy na budowie drapacza chmur, bez kwalifikacji, było jak manna z nieba. Mikael wciąga w tę historię, zaczynając od mocnego akcentu, jakim jest śmierć jednego z robotników. Motyw ten jest nie tylko próbą uchwycenia uwagi czytelnika, ale i punktem wyjścia do całej opowieści. Autor świetnie buduje klimat swojej opowieści. Po pierwsze - graficznie, decydując się na utrzymanie całej opowieści w palecie barw kojarzonych ze starymi zdjęciami w sepii, ale też kreską nieco przypominającą szkice rysowników z gazet. Mikaelowi udaje się też w oszczędny sposób ożywić całe tło fabularne, pojedynczymi scenami oddając atmosferę czasów - nędzne mieszkania robotników, często zbiorowe, proste przyjemności, popijawy i inne "uciechy" w kontaktach towarzyskich. Wystarczy kilka kadrów, by odwołać się do tego, co czytelnik już wie, widział, o czym czytał, a dzięki temu sama historia pozostaje nieprzegadana. To opowieść, która paradoksalnie mocno wybrzmiewa właśnie teraz, kiedy obserwujemy wszystko, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ opowieść Mikaela przypomina, że Ameryka to kraj budowany rękami imigrantów, zasilany ich marzeniami i pracą. Choćby dla tak banalnego przypomnienia warto po tę historię sięgnąć. Ale nie tylko. Obok obrazu codzienności najniżej w hierarchii stojących robotników budowlanych, pracujących bez zabezpieczeń, za marne stawki, ale wdzięcznych za jakąkolwiek pracę, mamy też historię samotnego mężczyzny, który izoluje się od wszystkich. Nieprzystępny, wzbudzający ciekawość wielkolud, skrywa wrażliwe wnętrze i z czasem objawia się jako człowiek zamknięty we własnym bólu. Jego historia osobista jest przypomnieniem też o bolesnych kartach historii Irlandii i ranach, które zmęczeni walką imigranci zabrali ze sobą do nowego świata. Mikael zdaje się operować na znanych schematach fabularnych, ale operuje nimi z takim rozmysłem, że udaje mu się stworzyć opowieść emocjonalnie angażującą i wciągającą. To opowieść, która jest przypomnieniem przeszłości, uniwersalnym odbiciem historii, a jednocześnie pozostaje jednostkowa. Przepięknie wybrzmiewa w niej ludzka niedoskonałość, samotność, która staje się skorupą odgradzającą od bólu, ale też potrzeba relacji z drugim człowiekiem, nawet jeśli ze świadomością, że jest ona złudna. W strukturze opowieści ujawnia się scenariuszowy talent autora, który zamyka historię robotników w klamrze radiowego głosu komentującego rzeczywistość. Jednocześnie autor nie napędza biegu wypadków przesadnym nagromadzeniem twistów. W tej historii rozwija się społeczno-obyczajowe tło, jak i tajemnica skrywana przez tytułowego bohatera. Oba te plany ze sobą współgrają, przeplatają się i rozwijają w nieco gawędziarskim rytmie, podkręconym choćby przez pojawienie się dociekliwej dziennikarki. Mikael postawił na proste emocje, na historię, która wyda się znajoma nam wszystkim, jednocześnie oddając autentyzm zamknięty w fikcji. Wizualnie komiks również przemawia prosto, ale dobitnie. Kolorem, kreską, ale też kadrami. Udaje się w nich zamknąć zarówno codzienną rutynę, jak i dynamiczne, zaskakujące zdarzenia. Starannie rozłożone akcenty i pomniejsze sceny budują autentyczne tło dla fikcyjnych zdarzeń i nie ma tu miejsca na przypadkowe, zbędne sceny. Kadry wizualnie osadzają czytelnika w strukturze opowieści i jej atmosferze. Niemal filmowo zderzają ze sobą metaforyczną przyziemność życia budowniczych Nowego Jorku z rozpasaną, sięgającą nieba ambicją możnych. To komiks przypominający czytelnikowi o tym, że ambicje jednych okupione były często ciężką pracą innych. O zderzeniu nadziei z rzeczywistością. O jednostkowych tragediach, które wpływały na wielu ludzi. Świetnie opowiedziana obrazem i słowem historia.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na71 miesiąc temu
Republika Czaszki Vincent Brugeas
Republika Czaszki
Vincent Brugeas Ronan Toulhoat
"Republika czaszki" to świetny komiks o piratach. Szalone tempo akcji, zapierające dech w piersiach walki na morzu, pytania i tajemnice, na których rozwikłanie czekamy do końca. Mamy ciekawe, wyraziste postaci, z którymi sympatyzujemy i wspaniałe rysunki żaglowców.  Jest to historia dziejąca się wśród historycznych wydarzeń pierwszej połowy XVIII w., jak rozkwit handlu niewolnikami, międzynarodowa rywalizacja o dominację na morzach, czy śmierć Czarnobrodego. Opowiada o załodze pirackiego okrętu, który na pełnym morzu odnajduje dryfujący statek handlowy. Okazuje się że na jego pokładzie znajdują się zbuntowani niewolnicy porwani z Afryki i transportowani do Nowego Świata. Na czele tego "hebanowego ładunku" stoi wspaniała, dumna czarna królowa.  Jest to opowieść o codziennym życiu piratów na morzu, ich barwnych obyczajach. Ukazuje tę ciemną, chciwą i brutalną stronę piratów i tę ukazująca ich solidarność, nienawiść dla wszelkiego poddaństwa oraz skłonność do zabawy i życia na krawędzi. Jest to też historia o próbie stworzenia republiki rzadzącej się demokratycznymi prawami i gwarancjami wolności dla każdego, gdy na Karaibach zniszczono ich pierwszą republikę w Nassau. W tamtym czasie to były rewolucyjne idee. Piraci byli ścigani przez ówczesne imperia nie tylko z powodu łupienia statków handlowych i zakłócania szlaków transportowych. Byli niszczeni również z powodu wywrotowej natury pirackich rządów. Mogły one rozpalić umysły poddanych, zagrozić wladzy i bogactwu królów, arystokracji oraz bogatych kupców i plantatorów. Ciekawy jest tu wątek królowej, która musi nauczyc się pirackiego życia. Jej funkcja stoi w sprzeczności z demokracją piracką i budzi obawy. Tu przecież nie ma miejsca na absolutnych władców i poddanych. Ta część historii nie jest sztampową opowieścią o kobietach w niewoli pirackiej rozpowszechnianych w popkulturze. Tu postać kobieca jest obdarzona charyzmą i głębią. Co ciekawe ma swoje odzwierciedlenie historyczne. Przed lekturą komiksu warto poznać choć odrobinę historie piratów z Karaibów. Przewodnikiem mógłby być film dokumentalny "Zaginione królestwo piratów" dostępny  na Netflixie. Na końcu komiksu jest zawarty bardzo ciekawy esej poświęcony piractwu i postaci prawdziwej afrykańskiej królowej którą inspirowali się twórcy. Co do warstwy ilustracyjnej, mamy tu piękne kolorowe rysunki i świetne sceny batalistyczne. Duży format albumu pozwala na zanurzenie się w tej historii. Brawo dla wydawnictwa Lost in Time. Komiks ma ponad 200 stron, ale chciałoby się dłużej poobcować z tą załogą. Został mi mały niedosyt. To tylko zachęca do czytania kolejnych pirackich historii, których trochę zostało wydanych na naszym rynku.
Adam - awatar Adam
ocenił na98 miesięcy temu
Buddy Longway. Księga 1. Chinook na całe życie Derib
Buddy Longway. Księga 1. Chinook na całe życie
Derib
Kim jest Buddy? Tłumacząc dosłownie to kumpel, teraz mój kumpel. I do tego wszystkiego to Longway, czyli czeka nas długa droga. To będzie wspaniała przygoda. Buddy Longway, traper, to człowiek żyjący na granicy dwóch światów. Western jako gatunek wielokrotnie portretował takie figury, Longway nie jest więc wyjątkowy. Wyjątkowy natomiast jest sam album, który w prezentowanym integralu (cztery opowieści),proponuje spójną rodzinną sagę. I widać to już od początku, jesteśmy zaproszeni do śledzenia losów Buddy'ego i jego wybranki, Indianki z plemienia Siuksów, Chinooki. Zatem cztery pierwsze epizody to odpowiednio: "Chinook", ("Chinook"),"Nieprzyjaciel" ("L'Ennemi"),"Trzech przejezdnych" ("Trois hommes sont passés") i "Zdany na siebie" ("Seul..."). W kwestii ukazywania się komiksów na rynku te epizody dzieli kilka lat. Czytelnicy poznali Buddy'ego i Chinook w 1973 roku, premiera "Zdanego na siebie" miała miejsce w 1975 roku. Album poprzedzony jest bogatym materiałem dodatkowym o autorze, jego pasji, inspiracjach i o samym rzecz jasna Buddym i jego miejscu w kulturze komiksu. Wszystkie przygody układają się w spójną narrację o dojrzewaniu do miłości i rodziny, ale także o nieustannym napięciu między kulturą białych, a światem rdzennych Amerykanów. W "Chinook" pojawia się fundament całej serii: spotkanie Buddy’ego z młodą Indianką. To samo spotkanie nie jawi się jako romantyczna legenda, to raczej zderzenie dwóch odmiennych doświadczeń. Buddy, choć silny i zaradny, jest przede wszystkim człowiekiem wrażliwym, a Chinook nie jest egzotyczną ozdobą, lecz pełnoprawną postacią z własną historią i traumą. Tak się spotykają - Buddy ratuje dziewczynę z opresji, pojawia się uczucie, później coś jeszcze piękniejszego. To rodzinna saga i jak w każdej sadze musimy przejść przez wiele etapów kształtowania tejże. Musi być niebezpieczeństwo, dramatyczne sekwencje, również tragizm. Ale również jak w każdej sadze, głównie tej rodzinnej, muszą być te ciepłe chwile i momenty, w których rodzina staje się silniejsza. W kolejnym odcinku pojawia się Jeremy, syn Buddy'ego i Chinook. Przed małżeństwem pojawią się kolejne wyzwania, ale para wytrwa w tym świecie ogrzewając się własną miłością. Nie wiem jak będzie dalej, ale te wczesne tomy serii tworzą więc obraz bohatera, który nie jest nieomylny ani niezniszczalny. To człowiek, który kocha, boi się, cierpi i popełnia błędy. Derib (Claude de Ribaupierre) pokazuje, że prawdziwa siła nie polega na przemocy, lecz na zdolności do empatii i wierności własnym wartościom. Dzięki temu "Buddy Longway" staje się dla mnie w trakcie czytania tym komiksem o humanistycznym wydźwięku, który jest dodatkowo bardzo mocno zakorzeniony w gatunku europejskiego westernu. Wydawałoby się że w tych buntowniczych latach 70. Kiedy kontrkultura domagała się właśnie buntu, negowania raczej tradycyjnych wartości, album taki jak Buddy Longway może być skazany na porażkę. Nic z tego, nie było szans na to, by projekt, który zaświtał autorowi już od maleńkości, czyli był niejako marzeniem, mógł się nie udać. I to jest kolejny wspaniały dowód na to, że warto trwać przy swoim. Widać tutaj wielką miłość do gatunku. Nie będę się rozpisywać na temat kolejnych przygód, epizodów, nie wspomnę o tych dramatycznych początkach kiedy Longway przechodził "próbę strzały" wśród Indian - tak dramatycznie sfilmowaną przez Samuela Fullera w filmie "Run of the Arrow" w 1957 roku (polecam). By western się udał, czy to ten filmowy, czy pod postacią jakiegokolwiek innego medium, autor musi go czuć, kochać ten okres, rzecz musi być szczera i uczciwa. Buddy Longway ma to wszystko. Warstwa graficzna natomiast jest od początku spójna i konsekwentna: realistyczna, ale nie przesadnie szczegółowa, z pięknymi pejzażami i świetnym wyczuciem światła. Derib potrafi oddać zarówno majestat natury, jak i intymność ludzkich emocji. Ale to też styl, który ewoluuje, przynajmniej jeżeli chodzi o stosowanie środków wyrazu i podejście do medium. O ile w "Chinook" artysta trzyma się klasycznie przedstawionych kadrów, a rysunki się w nich mieszczą (z wyjątkami),to już w kolejnych odcinkach Derib pozwala sobie na więcej. Pojawiają się coraz większe ilustracje, rysunek wychodzi częściej poza kadr, a niektóre plansze są po prostu pozbawione ograniczeń, rysunki przenikają się, ilustracja nie ma już granicy. Zapewne przy kolejnych epizodach artysta znajdzie jakiś złoty środek i będzie mu wierny do końca. Jestem na początku tej drogi, ale już czuję co kryje się za największą siłą serii. To autentyczność, empatia którą obdarzona jest para głównych bohaterów. Nie sposób im nie kibicować na każdej życiowej ścieżce, zakręcie, przy kolejnym przeżytym roku w leśnej głuszy w ich małym domku nieopodal prerii. To będzie wspaniała przygoda.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na92 miesiące temu
7 żywotów Krogulca Patrick Cothias
7 żywotów Krogulca
Patrick Cothias André Juillard
Komiks Patricka Cothias'a i André Juillard'a to dzieło kompletne. 7 Żywotów Krogulca łączy klasyczne elementy powieści spod stylu płaszcza i szpady, akcję, wątki historyczne, oraz nutkę motywów nadprzyrodzonych. Doświadczymy również spojrzenia na władzę, odrobinę dworskiej polityki, wglądu na losy nizin społecznych i kształtującej się w nich potrzeby buntu, niesprawiedliwości, przemocy, motywu zemsty, a także nawiązania do słynnych dzieł francuskich twórców (np. do powieści Trzej muszkieterowie). Komiks ma bardzo dużo zalet. Podobał mi się scenariusz, jego tempo, zwroty akcji, postacie i ich motywacje, a także rysunki (które początkowo nie do końca mi odpowiadały). Jeśli miałby szukać minusów to wskazałbym humor. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale w tego typu dziełach liczyłem na większe zachowanie powagi. W niektórych momentach humor mi przeszkadzał i wprowadzał pewną dysharmonię. Nie podobało mi się również zakończenie, a w zasadzie fakt, że działania wszystkich bohaterów finalnie nie wpłynęły na status quo. Odbieram je jako smutne, ale odczuwam lekki niedosyt. Więcej wad nie zauważam. „7 żywotów Krogulca” nie uważam za arcydzieło, ale na pewno nie rozczarowałem się lekturą. Ani trochę nie żałuję poświęconych na niego pieniędzy i czasu (w komiksie było naprawdę sporo tekstu). Myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę. Tymczasem odkładam go na półkę obok innych znakomitych i wspaniale wydanych dzieł.
alcybiades - awatar alcybiades
ocenił na82 lata temu
Księżycowy jeleń Yoann Kavege
Księżycowy jeleń
Yoann Kavege
Wydawało mi się, że jestem dość na bieżąco z różnymi wydawanymi w Polsce komiksami. A jednak Księżycowy jeleń mi jakoś umknął. Na szczęście ten niepozorny komiks niszowego wydawnictwa dostałam w prezencie urodzinowym i… od razu zwrócił moją uwagę. W tej minimalistycznej historii, w której prawie w ogóle nie ma tekstu śledzimy losy małego jelonka – kosmonauty oraz ścigającej go istoty. Możemy się jedynie domyślać, że dziwna istota chce zabrać jelonkowi chroniony przez niego artefakt. Nie znamy jednak motywu pościgu, ani czym ten artefakt jest. I oczywiście, że czytelnik jest po stronie uroczego uciekającego jelonka. 🦌 Nie wszystko oczywiste Jednak później okazuje się to, co się okazuje i czytelnik zmienia spojrzenie na ucieczkę oraz samych bohaterów. Nie będę spoilować, bo ten plot twist jest największą zaletą tego komiksu. I przyznaję, że autor ciekawie wykorzystuje tutaj urok jelonka oraz fakt, że ten ucieka przed kimś, kto chce mu najwyraźniej zrobić krzywdę. Księżycowy jeleń jest ładnie narysowany i choć jest to w sumie prosta oraz krótka historia, to jest ciekawa. Końcówka robi tu robotę. Poza tym minimalizm także robi wrażenie. W całym komiksie jest nie więcej niż dziesięć dymków z tekstami, ale to w sumie wystarcza żeby nakreślić przyczyny pościgu oraz większą historię. 🦌 Minimalizm pobudza wyobraźnię Wprawdzie szczegółów musimy się domyślić sami, ale to akurat wcale nie jest żaden minus, bo pozostawia pole do popisu wyobraźni i zadawania pytań. Np. dlaczego akurat księżycowy? I dlaczego antropomorficzny jelonek – dziecko? Czyżby właśnie dlatego, żeby zwabić czytelnika w pułapkę współczucia? Niby prosta historyjka, a jednak zadaje też kilka filozoficznych pytań. Np. autor zdaje się pytać o to, czy to co miło wygląda na pewno jest tym, czym się wydaje. Pozory lubią mylić. Zadaje też pytanie o wartość życia we wszechświecie. Czy za wszelką cenę można dążyć do ciszy? Samą ciszę zresztą też zapewne można rozpatrywać jako symbol, niekoniecznie wprost. Ale nie napisze już nic więcej, bo nie chcę psuć zabawy tym, którzy zdecydują się przeczytać tę historyjkę.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na81 rok temu
Blue Note. Ostatnie dni prohibicji Mikaël Bourgouin
Blue Note. Ostatnie dni prohibicji
Mikaël Bourgouin Mathieu Mariolle
Okres prohibicji w USA jest bardzo nośnym tematem do opowiadania historii. Wiele z nich skupiało się na potyczkach gangsterów ze stróżami prawa. Jednakże gdzieś w tle również zwykle rozgrywały się dramaty zwykłych ludzi. W skład wydania zbiorczego wchodzą dwa albumy przedstawiające dwie powiązane ze sobą opowieści. W pierwszej z nich podstarzały bokser Jack postanawia wrócić do walk. Szybko okazuje się, że w ten sport zaangażowana jest mafia. Druga historia opowiada o początkującym gitarzyście Rayu, który marzy o nagraniu płyty. Powiązanie boksu ze światem gangsterów nie jest niczym nowym. Tutaj jednak jest to przedstawione z punktu widzenia jednostki, która została wmanipulowana w grę, z której nie można się wycofać. Jest to smutna historia o tym, że często marzenia o powrocie do dawnej chwały mogą się okazać zgubne. Przy czym jednak jest tutaj pewna iskierka nadziei. Również historia gitarzysty opowiada o podążaniu za marzeniami. Tutaj jednak jest to perspektywa kogoś niedoświadczonego, któremu się wydaje, że może łamać pewne reguły bez ponoszenia konsekwencji. Wydaje się, że dzięki pewności siebie jest w stanie zawojować świat, ale szybko okazuje się to złudne. Podobało mi się, że ta cześć albumu uzupełniała pewne luki fabularne w historii boksera. Na uwagę zasługuje warstwa graficzna. Wyblakłe kolory wywołują odczucie obcowania ze starymi materiałami. Rysownik potrafi tu oddać dynamikę i brutalność warstw bokserskich. Również sceny koncertów wyglądają niesamowicie. Nie słyszałem wcześniej o tym tytule i jest to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Polecam osobom, które lubią klimaty czasów amerykańskiej prohibicji.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na83 miesiące temu
Kroniki Roncevaux. Wydanie zbiorcze Juan Luis Landa
Kroniki Roncevaux. Wydanie zbiorcze
Juan Luis Landa
Kroniki Roncevaux to epopeja Karola Wielkiego w malowniczym wydaniu. Rok 778. Europa kipi od napięć religijnych i politycznych, a Karol Wielki – władca, którego ambicje wykraczają daleko poza granice Frankonii – podejmuje próbę rozszerzenia swojego imperium na południe. Celem jego wyprawy jest Saragossa, kluczowe miasto północnej Hiszpanii, które ma stać się nową granicą chrześcijańskiego świata. Tak rozpoczyna się Kroniki Roncevaux – komiks, który zabiera nas w sam środek średniowiecznych konfliktów, zdrad i nieoczywistych sojuszy. Fabuła, choć oparta na historycznych wydarzeniach, stawia raczej na dramatyzm, napięcie i wewnętrzne przeżycia bohaterów. Historia wciąga, choć momentami można odczuć niedosyt, pewne wydarzenia pojawiają się bez wystarczającego kontekstu, a niektóre wątki (jak chociażby pobieżny wątek miłosny) pozostają nie do końca rozwinięte i trzeba je samemu sobie dopowiedzieć. Prawdziwą siłą komiksu jest jednak jego warstwa wizualna. Duże, pełne rozmachu i szczegółów kadry. Piękne krajobrazy, które są niemal malarskie. Twarze postaci – ekspresyjne, pełne emocji – świetnie oddają napięcie i dramatyzm opowiadanej historii. Jest na czym oko zawiesić! Choć Kroniki Roncevaux nie wywracają gatunku do góry nogami, pozostają solidną, rzetelnie wykonaną opowieścią historyczną, która wizualnie może konkurować z najlepszymi tytułami na rynku. To komiks, który zostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DMhWUFoMP7N/?igsh=MTE5d3V4NG9qd2x6cw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na89 miesięcy temu
Serpieri - Kobiety Dzikiego Zachodu Paolo Eleuteri Serpieri
Serpieri - Kobiety Dzikiego Zachodu
Paolo Eleuteri Serpieri Roberto Ambrosio
Opowiadania są trzy, jedno długie i dwa krótsze. Można by się stwierdzić, że posiadają w sobie coś wspólnego co mogłoby je połączyć i nie mam na myśli tytułowych kobiet. Tak się jednak nie dzieje i moim zdaniem jest to wada, ponieważ żadne z tych opowiadań nie daje pełnej satysfakcji po zapoznaniu się z ich treścią. Rysunki Serpieriego to mistrzostwo świata, samo wydanie pozostawia wiele do życzenia, ma sporo wad technicznych. Przykładem mogą być dymki z tekstem wypowiadanym przez postaci, czasami wyglądają jakby były dorysowane lub korygowane w post produkcji i nie mają wspólnego stylu z rysunkiem. Rozumiem, że dymki lub tekst w nich zawarty musi być nieco zmieniony w stosunku do oryginalnej wersji, aleprzy okazji tego tomu wygląda to bardzo niedbale. Na niektórych kadrach widać strzałki kierujące czytelnika do kolejnych kadrów, nie wiem po co ten zabieg. Serpieri , co prawda lubi tworzyć niekonwencjonalne kadry oraz dymki z tekstem współdzielące kilka kadrów, mimo to efekt ten nie jest na tyle dezorientujący, że koniecznym jest prowadzenie czytelnika z jednego kadru w następny. Numeracja stron to kolejna stylistyczna wpadka, jest ona wykonana czcionką kompletnie niepasującą do stylu całości. Podsumowując, Kobiety Serpieriego to zbiór kilku gatunkowych opowiadań niewychadzących poza klasyczne ramy westernu. Wszystko ozdobione, jak zwykle prześwietnym rysunkami włoskiego autora. Efekt psuje wydanie, nie wiem czy jest to reprint z innej wersji językowej czy jest to wina polskiego wydawcy. Niestety posiadam kilka innych tytułów Serpieriego i drżę na samą myśl, że każdy następny tom zaoferuje tą samą jakość wydania. Nie jestem w stanie w pełni polecić tego komiksu. Zważając na prostotę treści poszukałbym solidniejszego wydania zagranicznego. Miłośniku rysunków Serpieriego, jeżeli nie zraziłem Cię moimi zastrzeżeniami do produktu, to nie masz nad czym zastanawiać, kupuj, dostaniesz więcej tego co już znasz i lubisz.
exogenesick - awatar exogenesick
ocenił na63 lata temu
Sercożerca Jean-Baptiste Andréae
Sercożerca
Jean-Baptiste Andréae Mathieu Gallié
Pięknie łączy się ta prawdziwa historia Benjamina - chłopca, cyrkowego akrobaty, którego popisowym numerem jest stąpanie po cienkiej linie - z wyśnioną fabułą, surrealizmem wyciągniętym z drugiej strony lustra. Chłopiec jest członkiem cyrkowej trupy i wychowywany jest przez dziadka. Łączy ich mocna więź, największa jaką można sobie wyobrazić. Dziadek niczym władca marionetek wprawia w ruch swoje zebrane lalki ku uciesze widzów. Wśród tych marionetek jest na przykład tajemniczy kot, ważna figura w stworzonym przez scenarzystę świecie. Gdy dziadek zapada na chorobę, lekarze wydają się być bezradni. Benjamin jest zrozpaczony, ale pojawia się nadzieja. Chłopiec musi odnaleźć motyla, sercożercę. Trop prowadzi do wielkiego lunaparku. Tak, jest to ten punkt graniczny. Przerażony chłopiec ucieka w świat fantazji, wszystko wydaje się takie realne! Marionetka kota ożywa i służy dobrą radą, do wesołego miasteczka chłopiec trafia więc bez problemu. To miejsce tylko dla dorosłych, chociaż mieni się niezwykłymi barwami. Czyżby tylko dorośli mogli zrozumieć niektóre rzeczy? Czy świat dziecka powinien być pod ochroną? Szybko wkraczamy na pole pełne metafor. Tam, w tym wielkim kolorowym mieście, chłopiec przedziera się przez całą frymuśną menażerię kolejnych zjawiskowych person. Kogóż tam nie ma! Dziwni, niebezpieczni, czasem staną po stronie Benjamina, niekiedy będą chcieli wygarbować mu skórę. Nie jest to przyjazny świat, ale tylko tutaj można odnaleźć sercożercę i uratować dziadka. Nie ma wyboru, trzeba stawić czoła własnym lękom, poznać historię, Benjamin udowodni że jest tym odważnym młodzieńcem, który będzie w stanie przełknąć grozę, gorycz, dramatyczne opowieści z przeszłości, przełknie również smutek. Szybko dorośnie. "Sercożerca" to komiks powstały najwyraźniej z mocnej potrzeby eksplorowania formy mrocznej baśni. Za powstanie tytułu odpowiada scenarzysta Mathieu Gallie i ilustrator Jean‑Baptiste Andreae. Gallie w swoim tekście preferuje narracje z mocnym trzonem emocjonalnym. Widać tu skłonność do budowania opowieści, nawet tej metaforycznej, skupionej wokół relacji rodzinnych i traum. To właśnie rodzinna historia i związane z nią wspomnienia (głównie te bolesne),próba ich zrozumienia przez małego chłopca determinują również jego rozwój, czyli rozwój głównego bohatera. Opowieść o traumie nigdy nie jest podana wprost, ściśle wiąże się z charakterystycznym, zawsze mocnym i wyrazistym rysunkiem. Andreae łączy natomiast malarską miękkość z groteskową deformacją. Jego ilustracje są pełne światłocienia, organicznych kształtów i subtelnych detali. Trochę barokowe, zawsze z przepychem. Cyrkowa przestrzeń musi być właśnie taka, nad wyraz bogata. Nie można przelatywać wzrokiem przez plansze, czy pojedyncze nawet kadry. Trzeba cierpliwie studiować ten rysunek. To ilustracje, które jednocześnie zachwycają i niepokoją. Myślę, że warstwa graficzna jest tu kluczowa dla odbioru. Nie znam serii "Azymut", nie znam również "Wędrującej ziemi", tytułów w które Andreae również był zaangażowany. Czytałem natomiast "Kuchnia Ogrów. Umarła Po Trzykroć". To podobne nastroje, chociaż w "Kuchni Ogrów" byliśmy cały czas w krainie baśni, a tutaj, w "Sercożercy" dwa światy (magiczny i realny) są zespolone w tańcu, pięknym, ale czasem groteskowym. Można tutaj odnaleźć tradycję europejskich baśni. Jeżeli poczujecie ducha braci Grimm, to jest to trop prawidłowy. Mit przejścia, bohater skonfrontowany z własnymi lękami, inicjacja. "Sercożerca" to klasyk w tym gatunku. Mroczna baśń o dojrzewaniu o przechodzeniu przez próg do dorosłości, która de facto powinna nadejść później (ta dorosłość). Te wydarzenia zawsze zbliżają się przez smutne incydenty. Dobry komiks, bajeczny, kolorowy, porusza ważne kwestie.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana

Więcej

- Chciałabym pojechać z tobą. - To niemożliwe.

- Chciałabym pojechać z tobą. - To niemożliwe.

Vittorio Giardino Rapsodia Węgierska - Przygoda Maxa Friedmana Zobacz więcej
Więcej