Wszechświat to nauka, wiedza, to dane. Wszechświat to wszystko co nas otacza, nawet stanowiąca odrębny ocean nieskończonych dóbr najrozmaitszych form, mediów i gatunków popkultura, stanowiąca w tej oazie wszechdobra Kosmosu, ot paradoksalnie odrębny mikrokosmos - tą przestrzeń, i to mocno specyficzną, indywidualną, z perspektywy gatunku ludzkiego, naszej cywilizacji, która tego rodzaju odłam kulturo-rozrywki tworzy od dziesiątek lat, jak nie więcej. Jak wiemy ,,rozrywkę dla mas”, w porównaniu do obecnej formy popkultury, czyli to co znaczy ona dla typowego, spragnionego ciekawej rozrywki odbiorcy na Świecie, znano już w starożytności – w końcu słynne powiedzenie ,,Chleba i Igrzysk!” od gawiedzi, znudzonego biernością Cesarstwa pospólstwa, domagającego się w Starożytnym Rzymie wartkich rozrywek, cóż, nie ma zmiłuj, znane na pewno jest każdemu, i w pewien sposób potwierdza to, ile dla typowego, zamieszkującego dane zbiorowości i społeczności człowieka ważna jest jakakolwiek rozrywka. Chyba świata na nowo tym wnioskiem nie odkryję: popkultura prędzej czy później musiała się więc narodzić, także dojrzeć i ewoluować do tej formy, w której tak szeroko jak tylko można doświadczamy jej obecnie.
Nie tylko film, serial, powieść, przewodnik, biografia, nowelka czy poradnik. W olbrzymim, praktycznie rozrastającym się do nieskończonych rozmiarów przeogromnym worze, w którym mieści się cała zgromadzona i wciąż i wciąż rozwijana i realizowana popkultura, swoje szczególne miejsce, opisujące w specyficzny sposób, co to znaczy być typowym, zakochanym w swojej pasji geekiem i nerd-maniakiem, zajmuje coraz bardziej popularne globalnie medium komiksowe. W szczególności swoją ,,małą ojczyznę” dla wielbicieli narracji obrazkowych kreuje komiks superbohaterski – mnogość opowieści o mężnych postaciach, obdarzonych supermocami, przedkładającymi życie i los mieszkańców danej metropolii czy obywateli Świata nad swoje życie, poświęcającymi się bez reszty dla słusznej sprawy, walczącymi z okrutnymi złoczyńcami chcącymi zniszczyć rzeczywistość, stłamsić ludzi, a nawet i zapanować nad całą Galaktyką czy Wszechświatem. To one zaczęły powoli podbijać Świat od momentu kiedy pojawiły się w latach 30 XX wieku w USA, a także potem gdy rozpowszechniły się (i wciąż to robią!) na cały glob. To one potrafiły rozkochać w sobie cały świat, przykuć uwagę doszczętnie, także sprawić, by tego rodzaju ,,superbohaterska” rozrywka stała się pasją za którą się podąży. W końcu historie o odwadze, niezłomności, ratowaniu Świata, przeciwstawianiu się tyranii są nam bliskie, gdyż stanowią odzwierciedlenie naszych cywilizacyjnych, społecznych lęków, naszych potrzeb, pragnień akceptacji, zrozumienia, wysłuchaniu i wielu, wielu innych problematyk i rozważań, które dręczą jednostkę czy grupy. Jak to się mówi ,,nie dziwota”, że komiksy o superbohaterach stały się na przestrzeni dziesiątek lat nazwijmy to ,,globalną małą ojczyzną” dla określonej grupy odbiorców. To naturalny stan rzeczy – powiedzmy: pociąg do narracji graficznych, kreślonych na dodatek urozmaiconą ,,kreską”, wypełnieniami, sposobem planowania kadrów etc., to naturalna popkulturowa potrzeba współczesnego cywilizowanego człowieka, przedstawiciela klasy średniej. Nie inaczej, komiksy, tym bardziej te ,,superheroe” nie są więc ,,ble”, to ważna część naszego dziedzictwa, wyznacznik tego, jakiego rodzaju kulturę, jakie jej standardy, wybór mediów i formy jest w stanie tworzyć ludzkość. I chyba jednym z tych ,,tworzycieli” najważniejszego sądzę odłamu ogólnej komiksu, czyli opowieści o ,,walczakach w trykocie lub spandeksie”, czyli kreacje o superbohaterach i ich nemezis, stanowią wydawnictwa Marvel Comics oraz DC Comics, Image czy Dark Horse. Jednakże to tylko pierwszy z nich, na dzień dzisiejszy potrafił przykuć moją uwagę w sposób, którego się nie spodziewałem, w sposób, który dał ,,skutek” w postaci niniejszych deliberacji poświęconych w głównej mierze konkretnemu komiksowi od ,,domu pomysłu Marvela”.
To nie ślepy, niczym nie poparty fakt. To opisana danymi, liczbami, tabelkami i głosami ,,dziękczynienia” od uwielbiających wszelakie treści Marvela fanów, najczystsza obiektywnie prawda: wydawnictwo "Marvel", wróć, nie wydawnictwo a obecnie już globalna, licząca się w ogólnym segmencie światowej rozrywki, potęga, to nie tyle co korporacja, a samowystarczalny organizm, zbudowany z komórek opartych o gatunki, nurty i temu podobne struktury, związane z superbohaterami i wszystkim tym, co z heroizmem ubarwionym najrozmaitszą fikcją się wiąże. Marvel Comics niegdyś prowadzony w latach najlepszej jakościowo, moim zdaniem!, świetności przez świętej pamięci Stana Lee, uchodził za cholernie poważaną markę, z którą chciał współpracować każdy, ba!, za Instytucję, Króla i Boga w pojęciu kreacji popkulturowego oceanu możliwości. Nie lubię takich określeń, ale obecnie Marvel czy to w sferze komiksu czy jako wszystko to, co wytworzy Marvel Studios, i jako cała masa powiązanych z tym gadżetów, książek, mang i temu podobnych, to również mocarz i lider na caluktim Świecie, to również dominator i egzekutor w jednym. Jednak jest to nieco bardziej chaotyczny, nieprzewidywalny potentat na rynku rozrywki - nieco inny w stosunku do tego, co było te ,,naście lat temu!". Nie lubię nad wyraz wyszukanych, zbyt kombinowanych porównań, ale mówiąc delikatnie ,,obecny Marvel z racji chaosu powiązanego na linii Marvel Studios – Disney, nie jest tym samym Marvelem, co jeszcze około 15 lat temu. To marka, która wciąż robi fantastyczne filmy, seriale, daje świetne odświeżone historie komiksowe dla danych postaci czy drużyn bohaterów, ale… Marvel to już tylko Marvel, podążający jakby nie do ogarnięcia przez umysły wielu fanów ścieżką, której to kierunkowi rozwoju nawet i Ja, tak słabo wybrzydzający jestem coraz bardziej przeciwny.
Ciekawym spostrzeżeniem, czy też nazywając to bardziej geekowsko: ,,fanowską rozkminą”, będzie zadanie sobie pewnego pytania czy Marvel Entertainment, albo jak kto woli ,,Marvel Comics”, najpotężniejszy, bodaj najstarszy i cholernie globalnie intensywnie popularyzowany producent i wydawca komiksów oraz wszystkiego, co z komiksów od książki aż po filmy jest związane, nadal potrafi zadowolić jakością tworzonej przez siebie popkultury? Czy, dajmy na to, wciąż jak to było około 2000-2008 roku potrafi dzięki angażowaniu odpowiednich ludzi na odpowiednie miejsca dać światu ciekawy i intrygujący komiks, powieść albo serial? Czy komiksy Marvela przechodzące ostatnio jakąś dziwną chaotyczną rewolucję, to wciąż konsekwentne fabularnie i wizualnie, pod względem kreacji atmosfery, napięcia, prowadzenia historii postaci ,,mięsko treści”, które aż chce się masami doświadczać, i to teraz?! Odpowiedź na tego rodzaju zagwozdko-bolączki fana może być bardziej subiektywna niż obiektywna; sporo w organizmie Marvela się pozmieniało. Tak, każdy wciąż znajdzie tu dla siebie odpowiedni ,,content”, ale tak jak ogólnie zmienia się trend popkulturowy, konwenanse, tak jak zmienia się ,,styl cywilizacji” i moda na rozrywkę, tak zmienia się źródło rozrywki, tym samym tak zmienia się Marvel. Mimo, mimo wszystko, mimo tych trudnych, dziwnych zmian w sercu zarządzania i planowania Marvel Entertainment, Marvel to wciąż gigantyczny świat, który fani lubią nazywać swoim prywatnym "Uniwersum". Teoretycznie, dzięki obecnym zmianom ,,inside” tej marki, mogę doświadczać tak dziwnego, jakby nie do końca równego i spójnego komiksu – opowieści poświęconej Wolverinowi, która ma jednak swój urok! - ot, tego rodzaju historii, nad której ,,moją fascynacją nad jej całością” będę jeszcze długo po jej omówieniu i niniejszym zrecenzowaniu rozważał. Tą historią jest ,,Powrót Wolverine’a” autorstwa S. McNivena, D. Shalvey’a oraz m.in. C. Soule’a, którego scenariusze znam dość dobrze z komiksów: ,,Star Wars: Kylo Ren. Początki”, „Thunderbolts: Nieskończoność” oraz powieści: ,,Star Wars: Wielka Republika: Światło Jedi”.
Marvel FRESH to ciekawa inicjatywa – to linia czy raczej cykl wydawniczy Marvel Comics, założony jako kontynuacja po Marvel Now! 2.0 i Marvel Legacy. To do serii ,,Fresh” należy ,,Powrót Wolverina” – tej marki Marvela, i to w świecie komiksu, w takiej a nie innej chronologii wydań się nie spodziewałem. Ostatnio moją ,,komiksową” stycznością z tą franczyzą była seria ,,Marvel NOW!” lub ,,Marvel NOW! 2.0” – nie zdawałem sobie sprawy z takiej adaptacji i zmian w serduchu organizacyjnym firmy; duży plus za odwagę, choć za lekki chaos takowych zmian niekoniecznie. Teoretycznie – choć znajomość losów Wolverine’a w Marvelu w tej akurat linii komiksów nie jest mi do końca znana, dla mnie nie aż tak zrozumiała – powracający w nieco ,,dziwny” sposób do żywych niezniszczalny ,,Rosomak” to ta część inicjatywy ,,Fresh”, którą mogę uznać za udaną – w tym sensie, że zachęcającą mnie do sięgania po wcześniejsze komiksy z tym bohaterem w omawianej linii, czy późniejsze lub inne z całego ,,Fresh” jaki istnieje i wydawany będzie – czy to w wydaniach zbiorczych czy w pojedynyczh zeszytach. Tak, ,,Powrót Wolverine’a” to jak na ,,Fresh” przystało bardzo świeże, zrywające z klasyką starego Marvela piszącego o tej postaci czy to w X-Menach, czy pojedynczo, czy w wystąpieniach okazyjnych, spojrzenie na ,,rosomakowatość” w sercu komiksowego ,,domu pomysłów”. Do perfekcji daleko na pewno samej szacie graficznej, która potrafi być na przestrzeni Rozdziałów różna - ,,różna” tzn. nierówna i gubiąca styl dla całego założenia fabularnego wydania zbiorczego. Kontury potrafią być zbyt intensywne, zlewające się z krawędziami kadrów, a bywa i tak, że kolory, zwłaszcza wypełnienia postaci, teł są jakby ,,mokro-pastelowe” – rysunek ogólnie nie odpowiada emocjom wynikającym z przebiegu wydarzeń, od 1 do ostatniej strony komiksu, jakby zmiękczał on to co chce scenariuszem pokazać.
Najważniejszy w ,,Powrocie Wolverine’a” jest sam… Wolverine, ot powód całego zamieszania. Zaczyna się intensywnie, choć jakby same kadry nie pokazywał całej historii, z masą dziur fabularnych na dodatek w tle. Nasz ,,Rosomak”, mówiąc kolokwialnie… budzi się w zniszczonym laboratorium i jest generalnie w dupie. Dopiero, nie spoilerujac, znajomość z tajemniczą panią naukowiec zaczyna wyprowadzać go z tej pułapki, a nam ukazywać coraz więcej i więcej historii. Logan przechodzi przez istny chaos, aby teoretycznie jakoś dojść do siebie – to samo może czuć czytelnik – jest tu sporo miejsc w fabule, w których można by ,,dopchać” ze 30-40 stron dodatkowych informacji do komiksu, i odpowiednio to rozrysować. Trzeba dać wszystkiemu to opisanemu szansę, czytać wydanie uważnie, a nie zrywkowo, wtedy umysł uzupełni sobie luki, które świadczą pewnych brakach, a sama lektura okaże się na pewno przyjemniejsza. Finalnie ,,Powrót Wolverine'a" jest opowieścią dla mało wybrednych fanów, mógłbym powiedzieć dla nastolatków, którzy chcą czegoś świeżego, ciekawego i intensywnego.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Amazing Spider-Man. Życiowe osiągnięcie. Tom 3
Troszkę ciekawsza fabuła a i rysunki tym razem bardziej mi się podobały.
Troszkę ciekawsza fabuła a i rysunki tym razem bardziej mi się podobały.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, opowieści o Pajęczaku w odsłonie Nicka Spencera niezbyt do mnie przemawiają. Są lekkie, pełne humoru, ale brakuje mi tu jakiejkolwiek głębi. Do przeczytania w godzinkę wolnego czasu.
Niestety, opowieści o Pajęczaku w odsłonie Nicka Spencera niezbyt do mnie przemawiają. Są lekkie, pełne humoru, ale brakuje mi tu jakiejkolwiek głębi. Do przeczytania w godzinkę wolnego czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak strasznej, tragicznej lektury Spider-Mana jeszcze w swoim życiu nie doświadczyłem. Fabuła dwóch historii jest tak głupia i infantylna, że brakuje mi słów, aby to w należyty sposób oddać. Rzadko zdarza się, żeby podczas czytania towarzyszyło mi uczucie zażenowania, a właśnie tak było tym razem - zwłaszcza podczas historii o Jamesonie. Dramat w dwóch aktach. Ocena zawyżona przez to, że komiks jest na szczęście krótki.
Tak strasznej, tragicznej lektury Spider-Mana jeszcze w swoim życiu nie doświadczyłem. Fabuła dwóch historii jest tak głupia i infantylna, że brakuje mi słów, aby to w należyty sposób oddać. Rzadko zdarza się, żeby podczas czytania towarzyszyło mi uczucie zażenowania, a właśnie tak było tym razem - zwłaszcza podczas historii o Jamesonie. Dramat w dwóch aktach. Ocena...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKŁOPOTY PREZENTERA
Wydawanie „Amazing Spider-Mana” Spencera trwa. I chociaż to już trzeci tom, scenarzysta trzyma poziom do jakiego nas przyzwyczaił, ale którym bynajmniej chyba nikogo nie zachwycił. „Życiowe osiągnięcie” to zatem kolejny dość przeciętny zeszyt, z przesadzonym humorem i chwilowymi przebłyskami inwencji, który dopiero pod sam koniec staje się ciekawszy, zapowiadając nadchodzące wydarzenia.
J. Jonah Jameson powraca. Tym razem, jako prezenter radiowy. Oczywiście prezenter radiowy z masą kłopotów, gdy na cel biotą go Enforcers i… Właśnie, poradzi sobie sam, czy będzie musiał poprosić o pomoc Pajączka, z którym nie układa mu się najlepiej? Co gorsza nie tylko on jest zagrożony, ale i ciotka May, a na horyzoncie zbierają się czarne chmury. Jak rozwinie się ta sytuacja? I jak poradzi z nią sobie Spider-Man?
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2022/02/amazing-spider-man-3-zyciowe.html
KŁOPOTY PREZENTERA
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawanie „Amazing Spider-Mana” Spencera trwa. I chociaż to już trzeci tom, scenarzysta trzyma poziom do jakiego nas przyzwyczaił, ale którym bynajmniej chyba nikogo nie zachwycił. „Życiowe osiągnięcie” to zatem kolejny dość przeciętny zeszyt, z przesadzonym humorem i chwilowymi przebłyskami inwencji, który dopiero pod sam koniec staje się ciekawszy,...