Offline

Okładka książki Offline autora Mark Boyle, 9788366611290
Okładka książki Offline
Mark Boyle Wydawnictwo: Mova reportaż
328 str. 5 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The way home
Data wydania:
2020-07-15
Data 1. wyd. pol.:
2020-07-15
Liczba stron:
328
Czas czytania
5 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366611290
Tłumacz:
Ryszard Oślizło
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Offline w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Offline



książek na półce przeczytane 2419 napisanych opinii 1438

Oceny książki Offline

Średnia ocen
7,0 / 10
177 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Offline

avatar
591
346

Na półkach:

Przeczytałem jednym tchem i miałem iść na 9 - 10 gwiazdek. W myślach już układałem strukturę tego co o tej książce dobrego można twierdzić.
Dalej tak uważam. Jest dobra. Nawet bardzo dobra. Facet porzuca cywilizacje z jej udogodnieniami i opisuje jak mu się żyje na irlandzkiej wsi zupelnie bez prądu i udogodnieni cywilizacji zgodzie z prawami natury.
To są świetne refleksje. Pokazują jak w wielu punktach stajemy się nie panami, a przedmiotami, jak mocno jesteśmy zredukowani przez wszystko to co się nam kojarzy że współczesną cywilizacją.
Dużo jest o sadzeniu, łowieniu, chodzeniu pieszo, projektach, życiu małych lokalnych wspólnot i ich wymieraniu przez żarłoczne korporacje i pęd współczesności.
Więc czyta się świetnie i ogólnie nie ma się do czego przyczepić. Więc wszystko by było fajnie, ale gdzieś od połowy książki pojawiła mi się myśl, ok "ale dlaczego to czytam?" Przecież jeśli on to pisał z takim zamiarem to to wszystko, albo większość jest fakem. Po prostu. Ciekawie skrojona historia, dobry eksperyment, bla bla, świat zły, bla bla, porzucam go, a na końcu przepisze na laptopie, wydam i zarobię na tym szmal... Nie wierzę, że w trakcie eksperymentu facetowi nie przyszły takie myśli do głowy, w sensie żeby zmonetyzowac swój antycywilizacyjny projekt.
Drugi aspekt to kłopot relacyjny. Był tam z kobietą. Mam wrażenie, że on tam jest jak ten bohater z "Wybrzeża moskitów" z Harrisonem Fordem i Phenixem Riverem. W sensie, że ceną projektu jest bycie upartym przy tym wrecz nieczulym wladca absolutny, ktory nie bierze pod uwagę innych. Jest opis jak z partnerą jadą z tej wsi do Bristolu kilkadziesiąt godzin, aby spotkać się z rodziną gdzie lot trwały by 45 minut. Nie wierzę, że jakakolwiek kobieta by to zniosła o tak o dla myśli swojego partnera no chyba żeby byla szalenczo zakochana. Z reszta jak kogos to interesuje to zapraszam do tresci, aby nie robic spojlera.
Po prostu dla mnie jest to opis nie prawdziwego życia i tyle. Taką mam opinie.
Ostatnia rzecz. Uważam, że świata w którym żyjemy jest miejscem nam danym i zadanym. Człowiek każdy tak to widzę jest kapłanem świata. Powinien siebie ofiarować, aby świat podtrzymywać, oczyszczać, ratować, chronić, bo ma rozum, wolna wolę, inteligencje, jezyk, technike, cywilizacje. Cały czas slyszym o ociepleniu klimatu, o zmianach w oceanach, wymieraniu gatunkow, ale nikt nie powie ze zwierzęta możemy leczyć i to na zupełnie innym poziomie niz 30 lat temu. Ratujemy gatunki, przenosimy zwierzeta itd. W sensie technologia jest błogosławieństwem, a nie przekleństwem. Z resztą pomyślmy o tomografii, kolonoskopi. Sorry. Nawet dentysta! Kiedyś był kowal i jak miałeś mocny organizm i zakarzenie cię nie powaliło to żyłeś. Owszem - dla zysku zabijamy tą planetę, ale rozwiązaniem nie będzie ucieczka do mysiej dziury, albo zostanie nawiedzonym lękowym prepersem, tylko refleksja, poświęcanie się.
Dlatego takie rozkminki, piękne utopie, troszkę nieszczere, napisane dla szmalu na poziomie ideologii nie kupuje.

Przeczytałem jednym tchem i miałem iść na 9 - 10 gwiazdek. W myślach już układałem strukturę tego co o tej książce dobrego można twierdzić.
Dalej tak uważam. Jest dobra. Nawet bardzo dobra. Facet porzuca cywilizacje z jej udogodnieniami i opisuje jak mu się żyje na irlandzkiej wsi zupelnie bez prądu i udogodnieni cywilizacji zgodzie z prawami natury.
To są świetne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
392
157

Na półkach:

Mam dużo przemyśleń po przeczytaniu tej książki, jednak większość z nich nie dotyczy w ogóle głównego tematu, a raczej osoby autora i jego snobizmu. Książkę czytało mi się przyjemnie, byłam na wakacjach, z dala od komputerów, z ograniczonym zasięgiem i internetem w telefonie, co w pewien sposób korespondowało z przemyśleniami i trybem życia autora. Jednak jest w tej narracji kilka rzeczy, które mnie zastanawiają, a może nawet denerwują. Przede wszystkim autor dzielił przez większość czasu życie na swojej niemal samowystarczalnej farmie ze swoją dziewczyną, a ich wspólne dnie wypełniała głównie ciężka praca związana z zaspokojeniem swoich podstawowych potrzeb. Ona była artystką, tancerką i jak podkreślał wielokrotnie autor, wolnym duchem. Momenty szczerości, w których przyznawał, że są chwilę, gdy obojgu im brakowało dostępu do technologii i choćby obejrzenia wspólnie filmu, zdarzyły się w tej książce może dwa razy. Przez większość czasu czytelnik zapoznaje się z trybem życia autora (to akurat ciekawy aspekt) oraz jego rozterkami odnośnie zakresu i elastyczności własnego przedsięwzięcia (mam tu na myśli np. rozważania nad kupnem wyposażenia wędkarskiego lub zwykłego ołówka). Autor ma dużą świadomość wpływu swoich nielicznych decyzji konsumenckich na świat natury, ale po kilku takich wywodach stają się ona mocno przewidywalne i zwyczajnie nudne - tak, wszyscy wiemy, że moglibyśmy obyć się bez wielu przedmiotów, którymi na co dzień się otaczamy, w dodatku myślę, że po tę książkę sięgają ludzie, którym również, jak autorowi, temat dewastacji środowiska naturalnego przez człowieka itp. nie jest obcy. Chyba spodziewałam się trochę bardziej praktycznego opisu tej nietypowej codzienności, którą autor wybrał dla siebie. Pod koniec książki, gdy niespodziewanie (czyżby?) ukochana autora zostawia go, by wyruszyć w podróż za przygodą dotarło do mnie, że najchętniej poznałabym tę historię z jej perspektywy. Myślę, że kobieta oprócz wszystkich trudności, które dotyczą przy takim stylu życia mężczyzn, ma dodatkowo więcej dylematów i spraw do rozwiązania/zaopiekowania. Jak np. radziła sobie z okresem? Czy stosowała jakąkolwiek antykoncepcję? To nie są pytania wydumane, bo w jednym fragmencie autor wyraźnie daje do zrozumienia, że oboje nie chcieli mieć dzieci, a niedługo potem, że z braku rozrywek typu telewizja, czy internet, w długie jesienne i zimowe wieczory uprawiali seks przy kominku. Tak, to brzmi romantycznie, ale od razu przyszło mi do głowy, że skoro autor ma wielki dylemat, czy kupić syntetyczną żyłkę do wędki, z pewnością prezerwatywy nie są na jego liście zakupów - egzaltowanie przeżywał nawet to, że książkę musiał pisać ołówkiem i że w ogóle musiał ten ołówek kupić (sic). Jak więc połączyć rezygnację z technologii i jednocześnie nie panikować każdego miesiąca? Tak, są sposoby naturalne, ale umówmy się, one nie działają i nie bez przyczyny ludzie w poprzednich epokach mieli zazwyczaj wiele dzieci... Ale oczywiście, tak przyziemne sprawy nie zostały uznane przez niego za godne opisania, a wielka szkoda. Bardzo interesuje mnie właśnie taka kobieca perspektywa w życiu bez elektryczności i technologii; pomiędzy wierszami z narracji autora wyczytałam co najmniej kilka powodów, dla których jego ukochana zrezygnowała z tego życia i ze związku z nim.

Mam dużo przemyśleń po przeczytaniu tej książki, jednak większość z nich nie dotyczy w ogóle głównego tematu, a raczej osoby autora i jego snobizmu. Książkę czytało mi się przyjemnie, byłam na wakacjach, z dala od komputerów, z ograniczonym zasięgiem i internetem w telefonie, co w pewien sposób korespondowało z przemyśleniami i trybem życia autora. Jednak jest w tej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
239
77

Na półkach:

Temat przewodni ciekawy, ale chaotyczny sposób opisania nie pozwolił dobrnąć mi do końca. Myślałem, że dowiem się czegoś o technicznych trudach życia poza cywilizacją, a umęczyłem się opisami jak bohater jeździł rowerem do baru na piwo i pomagał sąsiadom.

Temat przewodni ciekawy, ale chaotyczny sposób opisania nie pozwolił dobrnąć mi do końca. Myślałem, że dowiem się czegoś o technicznych trudach życia poza cywilizacją, a umęczyłem się opisami jak bohater jeździł rowerem do baru na piwo i pomagał sąsiadom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

528 użytkowników ma tytuł Offline na półkach głównych
  • 306
  • 210
  • 12
68 użytkowników ma tytuł Offline na półkach dodatkowych
  • 37
  • 8
  • 7
  • 7
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Offline

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tak dziś jemy. Biografia jedzenia Bee Wilson
Tak dziś jemy. Biografia jedzenia
Bee Wilson
🍽️🧠 Jedzenie przestało być tylko jedzeniem — stało się systemem, wygodą, wyborem i skutkiem cywilizacyjnej zmiany 🧠🍽️ ⭐ Moja ocena: 7/10 — za bardzo rozsądne i wyważone podejście do tematu. Najbardziej cenię tu to, że autorka nie wpada ani w zachwyt nad nowoczesnością, ani w tanią nostalgię za „dawnym jedzeniem”. 🥪 To nie poradnik, tylko opowieść o tym, jak zmieniło się nasze jedzenie 🥪
 Bee Wilson nie pisze książki w stylu „jedz to, nie jedz tamtego”. To raczej biografia współczesnego jedzenia: opowieść o tym, jak zmieniły się smak, głód, gotowanie, zakupy, rytm posiłków i sama relacja człowieka z jedzeniem. To książka bardziej o tym, jak żyjemy, niż tylko o tym, co mamy na talerzu. ⚖️ Współczesne jedzenie dało nam wygodę — i zabrało prostotę ⚖️ Najmocniej działa tu dla mnie to, że Wilson nie upraszcza. Pokazuje uczciwie, że dzisiejszy system żywnościowy przyniósł ogromne korzyści: jedzenie stało się tańsze, bardziej dostępne, łatwiejsze do zdobycia i mniej zależne od sezonowości, lokalności i zwykłego niedoboru. Ale jednocześnie ten sam system wepchnął nas w nadmiar, przetworzenie, chaos wyboru i stopniową utratę zwykłego, spokojnego kontaktu z jedzeniem. Wilson pokazuje też, że współczesna obfitość bywa złudna: półki uginają się od produktów, ale często jest to tylko pozór różnorodności, bo w tle działa monokultura tych samych składników, smaków i żywieniowych nawyków. 🍔 Problemem nie jest tylko to, co jemy, ale jak jemy 🍔
 I tu siedzi dla mnie sedno tej książki. Wilson dobrze pokazuje, że problem nie zaczyna się wyłącznie na poziomie składu czy kalorii. Zaczyna się też na poziomie rytmu życia. Jemy w biegu, między bodźcami, często odruchowo, z wygody albo zmęczenia. I wtedy jedzenie przestaje być częścią codzienności, a zaczyna być szybką reakcją na stres, pośpiech i rozproszenie. 🍞 Jedzenie to kultura, status, marketing i pamięć 🍞 
Bardzo podoba mi się też to, że autorka nie traktuje jedzenia jak czystej biologii. Tu jedzenie jest częścią większej układanki: historii, rynku, reklamy, dzieciństwa, rodzinnych rytuałów i społecznych zmian. Dzięki temu książka nie zamyka się w prostym haśle „jedz zdrowiej”, tylko pokazuje, że nasze wybory żywieniowe są zanurzone w całym stylu życia. 🪞 Największa zaleta: rozsądek bez fanatyzmu 🪞
 To, co naprawdę mnie tu przekonuje, to ton. Bez moralizowania, bez histerii, bez ideologicznego napinania się. Wilson nie robi z jedzenia religii i nie udaje, że istnieje jeden prosty powrót do rzekomo lepszej przeszłości. Zamiast tego daje coś cenniejszego: porządek, proporcje i szerszy ogląd. 📌 Wniosek: mądra książka o jedzeniu jako obrazie współczesnego życia 📌
 To nie jest książka, która miażdży literacko albo zostawia po sobie wielki wstrząs, ale jest naprawdę sensowna i potrzebna. Dobrze porządkuje temat i zostawia z myślą, że dziś problemem nie jest już tylko brak jedzenia, ale to, że mamy go za dużo, za łatwo i coraz częściej bez prawdziwej relacji z nim. 📖 Ta książka nie mówi tylko o jedzeniu. Ona mówi o człowieku, który najpierw dostał ogromny wybór, a potem został z tym wyborem trochę sam.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na726 dni temu
Dość. O zwierzętach i ludziach, bólu, nadziei i śmierci Dorota Sumińska
Dość. O zwierzętach i ludziach, bólu, nadziei i śmierci
Dorota Sumińska
Wybrałam tę książkę w postaci audiobooka do samochodu. To był błąd – cały czas prowadziłam przez załzawione oczy. Na początku zdziwiłam się, że jest taka krótka. Teraz już wiem, że tyle wystarczyło. Zaglądamy do różnych przybytków, które człowiek – korona stworzenia, najwyższy stopień na drabinie ewolucji – zbudował dla racjonalizacji cynicznego wykorzystywania tych, którzy nie umieją się przed nim obronić. Dostajemy krótkie migawki na życie krowy mlecznej i mięsnej, świni, gęsi, karpia, ale także ukochanego domowego chomiczka, śmiesznej małpki, pociesznego delfinka, słodkiego pieska z płaską mordką. I nagle wszystkie nasze problemy przestają być ważne – bo doświadczamy codzienności wypełnionej cierpieniem od pierwszych do ostatnich chwil życia, dzień i noc. Czy łudzę się, że ta książka kogoś przekona? Absolutnie nie. No może tego, kto i tak skłania się w stronę kotleta z ciecierzycy i kurtki z eko-skóry, więc potrzebuje tylko ostatniego utwierdzenia w tym wyborze. Ci, którzy uważają, że zostali powołani do czynienia sobie ziemi poddaną, nie zaryzykują dysonansu poznawczego. Nie chcę przy tym sprawić wrażenia, że kogoś potępiam – uważam, że wegetarianizm/weganizm czy po prostu wejście do ciuchlandu zamiast do markowego sklepu to wybór, do którego każdy musi dojść sam. Ta książka nie jest więc po to, żeby zmieniać czyjś pogląd na świat – raczej żeby utwierdzać ludzi takich jak ja w naszych wyborach, gdy w wielu miejscach spotykamy się z wyśmianiem i niezrozumieniem. Jeśli więc za nic nie oddasz przyjemności zjedzenia skwierczącej kiełbaski z grilla – odpuść sobie lekturę. Nie dlatego, że jesteś złym człowiekiem, tylko dlatego, że to jeszcze nie Twój czas. Z kwestii technicznych – bardzo mnie ucieszyło, że książkę czyta autorka. Lubię jej nieco zadziorny, sugestywny ton, a i do dykcji nie można mieć zastrzeżeń.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na83 miesiące temu
Auroville. Miasto z marzeń Katarzyna Boni
Auroville. Miasto z marzeń
Katarzyna Boni
Auroville to eksperymentalne miasto w Indiach. Miejsce z założenia wolne od polityki czy religii, skupione na braterstwie, a wszystko to by odnaleźć duchową ścieżkę w zgodzie ze światem. Po latach starań, starć z korporacjami oraz państwem, stało się kulturową enklawą, odrębnym terytorium, które jest samowystarczalne pod względem energii, edukacji, opieki medycznej i wytwarzanych towarów. Wiele początkowych założeń na pewnym etapie uległo erozji — powstał kult Matki-założycielki, miasto stało się popularnym miejscem dla turystów, a starcia z państwem oraz wielkimi korporacjami udowodniły, że nie da się pozostać całkowicie wolnym od polityki czy dzisiejszego świata — ale miasto zachowało swój duchowy wymiar. Niektórych zawiodło, dla innych okazało się miejscem, którego od zawsze poszukiwali i postanowili tam już zostać. Niezależnie jednak od emocji — Auroville to marzenie o utopijnym mieście przyszłości, które ciągle dąży do postępu, ale najważniejsza dla jego mieszkańców jest duchowa równowaga. Katarzyna Boni odwiedziła Auroville kilka razy. Mieszkała tam dłuższy okres, poznawala ludzi, rozmawiała z tymi, co zostali oraz zdecydowali się odejść, zbierała doświadczenia własne oraz cudze, a to by na kartach książki odbić życie i mentalność, jaka wypełniła to miejsce. Z mojego punktu widzenia wykonała kawał dobrej roboty, a na szczególną uwagę zasługuje odbicie kultu matki i zgubienie wcześniejszych ideałów, gdy doszło do koniecznej walki o niezależność. Zabrakło mi w tym wniknięcia w pewne elementy, pogłębienia codziennych tematów, ale jako całość zostałam pozytywnie zaskoczona. Dobry reportaż o temacie, który budzi wiele emocji oraz przemyśleń.
Czytajacamewa - awatar Czytajacamewa
oceniła na811 miesięcy temu
Pieśń Ziemi. Rdzenna mądrość, wiedza naukowa i lekcje płynące z natury Robin Wall Kimmerer
Pieśń Ziemi. Rdzenna mądrość, wiedza naukowa i lekcje płynące z natury
Robin Wall Kimmerer
To nie jest zwykła książka o ekologii – to literackie i duchowe wydarzenie, które zmienia sposób, w jaki patrzymy na każdy liść, owoc czy źdźbło trawy. „Pieśń Ziemi” (Braiding Sweetgrass) autorstwa Robin Wall Kimmerer, botaniczki i członkini narodu Potawatomi, to rzadki przykład dzieła, które z równym szacunkiem traktuje obiektywizm mikroskopu, co subiektywność rdzennej legendy. Przyznając tej pozycji ocenę 8/10, uznaję ją za jedną z najważniejszych lektur współczesności, niosącą ukojenie i mądrość w czasach klimatycznego niepokoju. Robin Wall Kimmerer dokonuje w swojej książce rzeczy niemal niemożliwej: splata trzy nitki – wiedzę naukową, rdzenną mądrość przodków oraz osobiste doświadczenie kobiety i matki – w jedną, nierozerwalną całość. Tytułowe „zaplatanie trawy” to metafora przywracania równowagi między człowiekiem a naturą. Autorka przypomina nam, że Ziemia nie jest „zasobem” do eksploatacji, lecz „darczyńcą”, wobec którego mamy dług wdzięczności. Przyznając tej książce 8/10, doceniam jej niesamowitą wrażliwość oraz fakt, że nauka w wydaniu Kimmerer nie odziera świata z magii, lecz tę magię precyzyjnie nazywa i uzasadnia. Rośliny jako nasi nauczyciele Najbardziej fascynującym elementem książki jest oddanie sprawstwa roślinom. Kimmerer pisze o klonach, mchu czy „trzech siostrach” (kukurydzy, fasoli i dyni) nie jako o obiektach badań, ale jako o istotach posiadających własną inteligencję i historię. Rozdziały poświęcone biologii roślin są nasycone poezją – autorka potrafi opisać proces fotosyntezy czy symbiozy grzybów z korzeniami drzew w sposób tak zachwycający, że czytelnik czuje się częścią wielkiego, kosmicznego mechanizmu. To lekcja pokory, która uczy nas słuchać świata, zamiast go zagłuszać. Ekonomia wdzięczności Autorka przeciwstawia zachodni kapitalizm, oparty na niedoborze i gromadzeniu, rdzennej „ekonomii daru”. Przekonuje, że gdy traktujemy dary natury – jak dziki ryż czy jagody – jako prezenty, rodzi się w nas naturalna potrzeba odwzajemnienia. Kimmerer nie jest jednak naiwną marzycielką; jako naukowiec doskonale rozumie skalę zniszczeń, jakich dokonaliśmy. Jej proza nie jest jednak oskarżycielska. Zamiast budować poczucie winy, buduje miłość do świata, która jest jedynym skutecznym motorem do jego ratowania. Ósemka to nota dla książki, która zostaje w człowieku na lata. Kimmerer pisze z niebywałą gracją, a jej opowieści mają kojący, niemal medytacyjny rytm. Dlaczego nie pełna dziesiątka? Momentami książka powtarza te same treści, a niektóre metafory są eksploatowane do granic możliwości, co przy sporej objętości tomu może wywołać chwilowe znużenie. Niemniej, to wciąż literatura najwyższej próby, łącząca intelekt z sercem w sposób niespotykany. „Pieśń Ziemi” to solidne 8/10 – to manifest czułości wobec świata, który desperacko potrzebuje naszej uwagi. Robin Wall Kimmerer napisała książkę, która jest jak balsam na duszę współczesnego człowieka, zagubionego w betonowej dżungli. To lektura, która uczy, że ratowanie planety zaczyna się od podziękowania za to, co od niej dostajemy każdego dnia.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na820 dni temu
QualityLandia Marc-Uwe Kling
QualityLandia
Marc-Uwe Kling
Bardzo zabawna i świeża książka, doskonała satyra na postępujące automatyzowanie życia sztuczną inteligencją. Choć jest reklamowana jako antyutopia i porównuje się ją z Orwellem, moim zdaniem bardziej przypomina „Limes inferior” Zajdla, „Przedrzeźniacza” Tevisa, czy odcinek „Na łeb, na szyję” serialu „Czarne lustro”, bo w sporej mierze skupia się na kwestiach statusu społecznego, wyrażanego ilościowo – jako odpowiedni poziom. Całość podana jest w lekki, czasem dosadny, czy wręcz nieco wulgarny sposób. Mimo, że przedstawiona wizja dotyczy Niemiec, jest dość uniwersalna. „Qualitylandia” punktuje różne absurdy życia w wysoce zautomatyzowanym świecie. Krótkie rozdziały są rozdzielone sekcjami stylizowanymi na komentarze internetowe. Z kolei na początku mamy coś w rodzaju dziennika zmian dołączonego do oprogramowania. Oprócz ludzi ważną rolę odgrywają roboty, pojawiające się wszędzie – nawet w polityce. Jak na krytyczną wobec technologii książkę przystało, są w niej także chciwe i potężne korporacje. Marc-Uwe Kling również wplata rozmaite koncepcje robotyczne, jak prawa Asimova, czy paradoks Moraveca. Bardzo ciekawa jest autorska idea „piotrowego problemu”: niedostosowania cyfrowego obrazu konsumenta, używanego przez sztuczną inteligencję, do jego rzeczywistych potrzeb. Z podobnymi problemami możemy mieć rzeczywiście wiele do czynienia w najbliższej przyszłości. Lektura niniejszej książki dostarczyła mi wiele przyjemności i okazji do śmiechu, dlatego gorąco ją polecam. Z pewnością jest to jedna z najoryginalniejszych pozycji, jakie ostatnio miałem w ręku.
Zbyszek - awatar Zbyszek
ocenił na97 miesięcy temu
Ok, amen. Miłość i nienawiść w świecie nowojorskich chasydów Nina Solomin
Ok, amen. Miłość i nienawiść w świecie nowojorskich chasydów
Nina Solomin
Ta książka pochłonęła mnie w całości. Nie jest jednak wybitna pod względem literackim — czuć braki warsztatowe, a reportaż momentami mógłby być pogłębiony. Umówmy się: nie pisał tego Kapuściński. Mimo to autorka wykonała dobrą robotę. Nina Solomin opisuje życie zamkniętej enklawy ortodoksyjnych Żydów w Nowym Jorku. Robi to w sposób przystępny, momentami poruszający, momentami niewygodny. To książka, która wciąga treścią, nawet jeśli nie zawsze zachwyca formą. Największą siłą „Ok, amen” jest pokazanie codzienności świata rządzącego się surowymi zasadami, wyraźnie oddzielonego od reszty miasta — świata, który istnieje tuż obok, a jednocześnie funkcjonuje jakby w innym stuleciu. Autorka zagląda za mur społeczności chasydzkiej, pokazując mechanizmy kontroli, religijne rygory, role kobiet i mężczyzn oraz napięcie między wiarą a jednostkową wolnością. Czytanie tej książki bywa momentami trudne. Jako osoba z zewnątrz — „goj” — czytelnik zderza się z perspektywą ludzi, dla których świat poza wspólnotą jest nieczysty i moralnie gorszy. Solomin nie epatuje sensacją, raczej obserwuje i opisuje, zostawiając miejsce na własne emocje i refleksje odbiorcy. To reportaż, który skłania do pytań: jak to możliwe, że w samym sercu nowoczesnego Nowego Jorku funkcjonują społeczności żyjące według zasad sprzed dziesięcioleci? Jaką cenę płaci się za przynależność i bezpieczeństwo, a jaką za próbę wyrwania się poza narzucone ramy? „Ok, amen” nie jest książką doskonałą, ale jest ważna. Zostaje w głowie i zmusza do myślenia — a to w reportażu liczy się najbardziej.
ania020283 - awatar ania020283
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki Offline

Więcej
Mark Boyle Offline Zobacz więcej
Mark Boyle Offline Zobacz więcej
Mark Boyle Offline Zobacz więcej
Więcej