rozwińzwiń

Poison City #1

Okładka książki Poison City #1 autorstwa Tetsuya Tsutsui
Okładka książki Poison City #1 autorstwa Tetsuya Tsutsui
Tetsuya Tsutsui Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Poison City (tom 1) komiksy
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Poison City (tom 1)
Tytuł oryginału:
有害都市 (Yuugai Toshi)
Data wydania:
2017-09-15
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-15
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380012370
Tłumacz:
Jacek Mendyk
Jest rok 2019. Rząd japoński prowadzi agresywną politykę zaostrzenia cenzury w środkach masowego przekazu. Wszystkie treści uważane za obsceniczne, mają zostać wyłączone z obiegu. W tym samym czasie młody rysownik Mikio Hibino, stara się opublikować swoją mangę, opowiadającą o skażonym mieście, w którym tajemnicza choroba sprawia, że o zmroku ludzie zamieniają się w kanibali. Napięta sytuacja polityczna sprawia, że Mikio będzie musiał pokonać wiele przeszkód, aby obronić swój pomysł. Czy uda mu się wygrać z cenzurą i propagandą? Jak daleko posunie się każda ze stron, aby przeforsować swoje racje?
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poison City #1 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poison City #1

Średnia ocen
7,1 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Poison City #1

avatar
1572
1293

Na półkach:

Brawurowe połączenie "Bakumana", "451 stopni Fahrenheita" i "Procesu" Kafki z domieszką "The Walking Dead". Wiele dobrego o tej mandze słyszałem, a dostałem i tak więcej, niż oczekiwałem. Absurd miesza się z niewysłowioną grozą, gdy wprowadzona w Japonii cenzura obyczajowa zaszczuwa młodego artystę pracującego nad - całkiem sztampowym - komiksem o zombie. Świetna satyra na świętoszkowatych konserwatystów, u nas akurat bardzo na czasie i totalnie w punkt.

https://www.instagram.com/polishpopkulture/

Brawurowe połączenie "Bakumana", "451 stopni Fahrenheita" i "Procesu" Kafki z domieszką "The Walking Dead". Wiele dobrego o tej mandze słyszałem, a dostałem i tak więcej, niż oczekiwałem. Absurd miesza się z niewysłowioną grozą, gdy wprowadzona w Japonii cenzura obyczajowa zaszczuwa młodego artystę pracującego nad - całkiem sztampowym - komiksem o zombie. Świetna satyra na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
302
213

Na półkach: , ,

Manga sama w sobie jest bardzo dobra, ale nie jest to temat, który jakoś bardzo mnie fascynuje. Kupując tą mangę myślałam, że to będzie post apokaliptyczna historia w stylu pana Tetsuya Tsutsui. Troszkę się zawiodłam, ale mimo wszystko uważam, że manga o wydawnictwach, tworzeniu mang i ich autorach jest nawet ciekawa. Jeśli ktoś interesuje się w tym to bardzo polecam.

Trochę ciężko mi się to czytało bo jest tu dużo fachowego języka, a całość jest o czymś o czym nie wiem zbyt dużo. (Cała moja dotychczasowa wiedza opierała się głównie na pierwszym sezonie "Sekaiichi hatsukoi"). Czytałam całość przez dłuższy czas i musiałam być przy tym wypoczęta, żeby rozumieć podstawowe polskie słowa. (Ten kto z was tak kiedyś miał powinien zrozumieć o co mi chodzi).
Nie jestem pewna jaka powinna być moja ocena... raczej albo 7 albo 8

Manga sama w sobie jest bardzo dobra, ale nie jest to temat, który jakoś bardzo mnie fascynuje. Kupując tą mangę myślałam, że to będzie post apokaliptyczna historia w stylu pana Tetsuya Tsutsui. Troszkę się zawiodłam, ale mimo wszystko uważam, że manga o wydawnictwach, tworzeniu mang i ich autorach jest nawet ciekawa. Jeśli ktoś interesuje się w tym to bardzo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
520
361

Na półkach: , ,

Po opisie liczyłam na ciekawą dystopię,ale się przeliczyłam, bo praktycznie od początku do końca obserwujemy zmagania początkowego pisarza próbującego wydać swój debiutancki komiks. Napotyka on różne problemy na swojej drodze. Średnio pociągające. Chociaż zakończenie buduje pewne napięcie i aż zachęca do przeczytania kolejnej części to ja się nie skuszę.

Po opisie liczyłam na ciekawą dystopię,ale się przeliczyłam, bo praktycznie od początku do końca obserwujemy zmagania początkowego pisarza próbującego wydać swój debiutancki komiks. Napotyka on różne problemy na swojej drodze. Średnio pociągające. Chociaż zakończenie buduje pewne napięcie i aż zachęca do przeczytania kolejnej części to ja się nie skuszę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Poison City #1 na półkach głównych
  • 64
  • 26
51 użytkowników ma tytuł Poison City #1 na półkach dodatkowych
  • 24
  • 14
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Poison City #1

Inne książki autora

Tetsuya Tsutsui
Tetsuya Tsutsui
Tetsuya Tsutsui zaczął od publikowania własnych mang w sieci. Jego prace zauważyło wydawnictwo Square Enix, które od tamtej pory publikuje wszystkie jego mangi.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ja, Sakamoto 1 Nami Sano
Ja, Sakamoto 1
Nami Sano
Ja, Sakamoto Nami Sano, to jedna z nowych szkolnych serii, które zagościły w Polsce. Zdecydowanie jednak różni się od pozycji, które czytelnicy mogli do tej pory przeczytać. Co jest w niej takiego niezwykłego? Zapraszam do lektury recenzji pierwszego tomu serii i poznania tytułowego Sakamoto, bohatera nad wyraz nietuzinkowego. Gdy sięgamy po jakąkolwiek ze szkolnych serii, czy to mangi, czy anime, możemy być pewni, że natrafimy na któryś z tych elementów: niezwykle utalentowanego ucznia wyróżniającego się na tle, najpopularniejszego/najpopularniejszą chłopaka/dziewczynę w szkole, szkolnych chuliganów, wątek miłosny, rywalizację między uczniami, najczęściej w postaci zawodów sportowych i tym podobne… Ja, Sakamoto nie jest w tym przypadku wyjątkiem, jednak sposób w jaki te schematy zostały przedstawione wywróci wasze spojrzenie na nie do góry nogami. Zacznijmy jednak od początku. Głównym bohaterem serii jest tytułowy Sakamoto, uczeń o nieprzeciętnej inteligencji, wysportowany, nienagannie wykonujący swoje obowiązki. Ulubieniec nauczycieli i osoba posiadająca spore grono wielbicieli zarówno wśród płci pięknej jak i wśród męskiego grona szkoły. Poznajemy go w momencie, gdy typowi szkolni chuligani próbują wszelkich metody, by uprzykrzyć naszemu bohaterowi życie, jednak wszystkie ich próby kończą się fiaskiem, bowiem Sakamoto zawsze znajduje sposób na przechytrzenie swoich oprawców. I robi to w charakterystyczny dla tego tytułu absurdalny sposób. Przykładowo, gdy oprawcy próbują wylać na niego wiadro wody w toalecie, przerzucając je przez drzwi kabiny, magicznym sposobem Sakamoto ma przy sobie parasol, który w porę rozkłada i wychodzi z sytuacji suchy, a wręcz ma jeszcze okazje przybrać triumfującą pozę (siedząc na kibelku) i zakpić z całego zajścia. Sakamoto jest postacią tak idealną, a przy tym wydającą się być wypraną z emocji i skupioną wyłącznie na sobie i dalszym kształceniu, że podczas lektury nie raz będziecie mieli wrażenie iż tak naprawdę macie do czynienia z robotem, a nie istotą ludzką. Pozostali bohaterowie mangi w większości stanowią tło do przedstawienia niesamowitości głównego bohatera, jednak wśród nich znajdą się również postaci, które przyciągną Waszą uwagę, a także pokażą iż Sakamoto dostrzega i reaguje na niesprawiedliwości dziejące się na terenie szkoły i zwalcza je. Jest takim lokalny superbohaterem, którego główną bronią są spryt i przyrządy szkolne. Jak już wspomniałam Ja, Sakamoto to tytuł, który napisany został, by poprzez dużą ilość przesady i absurdalnego humoru wyśmiać znane z innych serii elementy. Bohater co rusz używa coraz to bardziej niewiarygodnych technik, wykonuje przeczące prawom fizyki akrobacje i znajdziemy go w środku wydarzeń o jakich normalnym ludziom się nie śniło – Sakamoto skrzyżuje chociażby ostrze swego cyrkla z żądłem szerzenia i jak się domyślacie uratuje całą klasę. W pierwszym tomie znalazło się miejsce na pięć historii, jeden dodatek specjalny będący krótką historią z nieco wcześniejszych lat nauki bohatera. Pomiędzy poszczególnymi rozdziałami znajdziecie obrazki przedstawiające sportowe wyczyny Sakamoto. Ich przesada idealnie oddaje klimat i całokształt tej mangi. Z resztą przekonajcie się sami: Tomik wydany jest w standardowym formacie, z obwolutą, pod którą koniecznie radzę zajrzeć. Tłumaczenie mangi stoi na wysokim poziomie, dzięki czemu żarty naprawdę bawią, a odzywki i powiedzonka głównego bohatera są odpowiednio epickie. Kreska jest schludna i bardzo szczegółowa, zarówno jeżeli chodzi o same postacie jak i tła. Ja, Sakamoto to tytuł, który nad wyraz pozytywnie mnie zaskoczył. To lekka, przyjemna w odbiorze manga, łącząca w sobie absurdalny humor i umiejętnie wyśmiewająca schematy znane z wszelkiego typu szkolnych (ale nie tylko) serii, które autorzy tak chętnie powielają w kolejnych tytułach. Jeżeli szukacie oryginalnego i zabawnego tytułu warto zapoznać się z tym tytułem. Sama z pewnością sięgnę po dalsze przygody niezwykłego ucznia. Ocena: 7/10
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na78 lat temu
Doll Star - Wariant mocy słów Ebishi Maki
Doll Star - Wariant mocy słów
Ebishi Maki Satomi Ran
„Powiedz… Czego na tym świecie boisz się najbardziej?” Kolejny już raz w moje ręce wpadła pozycja z serii jednotomówek Waneko. „Doll Star – Wariant mocy słów” po raz pierwszy wydany był w formie dwutomowej w 2008 i 2009 roku. Polska edycja stanowiła wydanie zbiorcze, które ukazało się drukiem w 2017. Autorem scenariusza jest Satomi Ran, a rysunki stworzone zostały przez Ebishi Maki. Czy warto zwrócić uwagę na ten mangowy tomik? W każdej klasie znaleźć można wyrzutka, który za bardzo się wyróżnia, stając się obiektem kpin. W takim położeniu jest Yugi Nonoka – uznana za wariatkę dziewczyna. Nie zwraca ona jednak najmniejszej uwagi na zachowanie innych uczniów, żyjąc w swym własnym świecie. Połączenie z rzeczywistością nawiązuje, gdy w klasie pojawia się nowa uczennica. Saho Fukudou właśnie się przeniosła i za wszelką cenę stara się wtopić w tłum, by nie odstawać od reszty. W wyniku zawirowań losu odkrywa niezwykłą moc, którą posiada Nonoka. Przy pomocy pluszowego misia potrafi ona odkryć największe lęki oraz mroczne sekrety innych… Poznanie Frankenwolfa stanowi wstęp do wielkiej przyjaźni, a także walki ze złem tego świata. Odniosłam wrażenie, że pozycja ta może przypaść do gustu przede wszystkim starszej młodzieży. Jest przyjemna, dość dobrze opowiedziana, jednak jej prostota może nie porwać bardziej wymagającego czytelnika. Historia składa się z czterech opowieści, które bezpośrednio łączą się ze sobą. Postaci potrafią mieć głębię, naprawdę poważne problemy, a te faktycznie potrafią przerazić. Mimo wszystko te trudne tematy dość ciężko przedstawić w równie szybko toczącej się historii. Nie wszystkie rozwiązania były w stanie mnie przekonać. Zwłaszcza że obecnie poszukuję czegoś odrobinę innego w pozycjach, po które sięgam. Pomimo usilnie dusznej atmosfery jest wciąż dość lekka lektura, która może skłonić do ciekawych przemyśleń. Od strony rysunkowej manga prezentuje się naprawdę przyzwoicie. Rysunki są zgrabne, szczególnie udanie prezentują się niektóre tła. Największe wrażenie zrobił na mnie wygląd Nonoki. Pomijając odjazdowe kreacje, to w zależności od planszy potrafi ona być urocza, roztargniona lub po prostu przerażająca. Bardzo dobrze wypada ten zabieg i z pewnością bohaterka ta pozostanie mi na dłużej w pamięci. Chociaż dzieją się tu miejscami rzeczy straszne – obywa się bez szczególnie obrzydliwych scen, co również może stanowić dla niektórych zaletę. Najważniejsze jest w tej mandze jednak odwzorowanie emocji: wszak to wokół nich głównie krąży fabuła. Z mojej perspektywy udało się uchwycić to, co najważniejsze. „Doll Star – Wariant mocy słów” to całkiem niezła pozycja, choć mnie nie urzekła w jakimś szczególnym stopniu. Niewątpliwie jednak wielu osobom może przypaść do gustu ten lekki thriller psychologiczny z elementami fantastycznymi. Ode mnie manga ta zyskuje wyłącznie 6/10 – jeśli jednak opis was intryguje i szukacie raczej lżejszych thrillerów… Być może spodobają wam się przygody Nonoki.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na61 rok temu
Acony Kei Toume
Acony
Kei Toume
„Nie starzeję się, nie muszę też spać ani jeść. Bo już jestem martwa” Im dłużej zajmuję się mangami, tym wyraźniej zauważam, jak trudno czasem ocenić, do jakiego gatunku w zasadzie należy dana pozycja. Niekiedy coś wydaje się horrorem, a po otwarciu okazuje się, że trochę nie do końca tak jest. Problem tego typu miałam w przypadku jednotomówki Waneko pod tytułem „Acony” (historia ta pierwotnie została wydana w trzech tomach pomiędzy 2009, a 2010 rokiem). Stworzona przez Kei Toume opowieść zawiera wprawdzie drobne elementy grozy, jednak skupia się głównie na komedii. Przeprowadzki z reguły nie są szczególnie przyjemne – szczególnie te wymuszone życiowymi zawirowaniami. Motomi Utsuki przenosi się do dziadka, gdy jego matka podejmuje się zagranicznej pracy wymagającej ciągłych zmian miejsca pobytu. Trzynastolatek od początku swojego przyjazdu zauważa dziwne i niezwykłe zjawiska związane z kilkudziesięcioletnim budynkiem. Zdaje się on żyć, przyciągać niezwykłych lokatorów, a także powodować paranormalne zjawiska w swojej okolicy. Chłopiec prędko poznaje Acony, swą rówieśniczkę, która twierdzi, że tak naprawdę jest martwa… Znajomość ta wciąga Motomiego w świat pełen niebywałych ludzi, duchów i zmiennokształtnych istot. Opowieść składa się z ponad pięciuset stron nieustannie przeplatających się perypetii bohaterów. Każda wprowadzana postać wnosi swą obecnością zupełnie nowe gagi, a im dalej, tym więcej humoru. Wprawdzie da się wyróżnić pewien główny wątek, jednak szczerze powiedziawszy… fabuła tak naprawdę dąży donikąd. Liczą się tylko coraz to nowsze przygody w nawiedzonej rezydencji. Ot takie „okruchy życia”, które mają być niezobowiązującą lekturą. Manga nie sili się na zmuszanie do żadnych przemyśleń, zapewnia wyłącznie rozrywkę. W pewien sposób może nasunąć również skojarzenie z „Rodziną Addamsów”, lecz niezaprzeczalnie autorka rzadziej i mniej odważnie sięga po elementy grozy niż historia najsłynniejszej gotyckiej rodziny. Między innymi z tego powodu przygody Acony zdecydowanie nadają się dla młodzieży, którą może zafascynować pokraczny świat pełen fantastycznych istot. Wykorzystana kreska jest przyjemna dla oka, bohaterowie silnie przyciągają uwagę swymi nieszablonowymi projektami postaci (Aozaemon Numata wprost skradł moje serce!). Niektóre plansze w ciekawy sposób bawią się przestrzenią, całkowicie zmieniając jej wymiary, co zdecydowanie urozmaica dość jednolitą scenerię budynku. Zdziwiła mnie bardzo liczba kolorowych ilustracji! Jest ich ponad dwadzieścia i to raczej rekord w mojej dotychczasowej przygodzie z japońskimi komiksami. Nie czuję za to zadowolona z okładki kryjącej się pod obwolutą… Wypada ona zupełnie nieciekawie w porównaniu z kolorową „nakładką”. Nie znajduję się w szczególnie korzystnej pozycji, by ocenić tę mangę. „Acony” to dobra pozycja, jednak zupełnie nie należę do grupy docelowej, do której jest ona kierowana. Sprawę pogarsza fakt, że jednak szukałam horroru lub przynajmniej odrobinę mrocznej komedii z mocno zaakcentowanymi elementami grozy. Dostałam zabawną opowieść, fakt. Jednak duchy czy jakiekolwiek okołofantastyczne elementy są tu wyłącznie tłem kolejnych zwariowanych przygód, przez co czuję delikatny zawód. Mimo tego przyznaję jej ocenę 6/10 – przy czym, gdybym była trochę młodsza lub gustowała w innych gatunkach… Najpewniej odebrałabym ją zupełnie inaczej i po prostu lepiej.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na61 rok temu
Inspektor Akane Tsunemori #1 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #1
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Żyjemy w czasach kiedy to dociekania na temat teoretycznego usamodzielnienia się Sztucznej Inteligencji i zyskania przez nią świadomości tudzież samoświadomości celu własnego istnienia, zyskują wręcz, czego nie spodziewałby się prawie nikt, nieprawdopodobny rozmiar. I co w tym wszystkim istotne: my sami nie wiemy jak takowa ewolucja i liczne przeobrażenia AI się zakończą... i czy kiedykolwiek tego rodzaju ,,wyższa inteligencja" przerwie łańcuch swoich niebotycznych przemian i adaptacji rzeczywistości ludzi… być może na swoją korzyść. Na ile jest to prawda specjaliści od AI z wielu placówek na całym świecie pracują nad taką Sztuczną Inteligencją, zapewne opartą na złożonych sieciach neuronowych, która to będzie w stanie przewidzieć przyszłe zbrodnie. I teraz pytanie: jakby ta ,,prekognicja" miała wyglądać? Następna kwestia: czy czegoś to nam nie przypomina, ot swoistego popkulturowego ,,Deja Vu”a? Czy to nie jest tak, że wręcz musi to wymuszać na naszych skromnych mózgach kojarzenia tegoż to zagadnienia z tzw. ,,Współczynnikiem Zbrodni i System Sybill" z pewnego Uniwersum w popkulturze właśnie? Otóż kłania się nam słynny "Psycho-Pass", a potem twory archetypowe, na bazie których powstało to Uniwersum - Świat odważnie idący w ,,gorące tango" z bardzo realnymi hipotetycznymi motywami SI, które tak frapują współczesną cywilizację. Gdy jest się fanem tego rodzaju rozwiązań fabularnych, samego gatunku tego Wymiaru rozrywki i doznań, jakim jest przytaczany Psycho-Pass; jeśli jest się zdecydowanie za tego pokroju kwestiami jak to, co łączy się w tym fikcyjnym świecie z problematycznym zagadnieniem Sztucznej Inteligencji, i ma się z tymi obszarami, co by nie było filozoficzno-naukowym paradoksem, do czynienia nader często i intensywnie, to można tylko gdybać... ,,no bo, co by było gdyby…” twórcy tegoż to omawianego Uniwersum, najlepiej znanego z trzy-sezonowego anime, bo jeśli chodzi o mnie to od medium japońskiej animacji w szczególności zacząłem moją przygodę z tym Światem, zachowali choć o odrobinę więcej zdrowego rozsądku i zmniejszyli tu ilość tych bardzo naboostowanych, przesiąkniętych pierwiastkiem bardziej fantastycznym niżeli naukowym, motywów sci-fi a'la ,,Raport Mniejszości" na korzyść bardziej zwartej i zorganizowanej fabuły i skonkretyzowanych ról w niej postaci, które fajnie by było gdyby były dla ogółu widowni bardziej ,,ogarnięte" i spójne, to takie zrównoważone wykreowanie trudnego tematu związanego ściśle z utechnicyzowaniem ludzkości poprzez ,,algorytmiczną klasę wyższą", która wtłoczona do Systemów - którym podległy jest nasz rozwijający się gatunek - dyktuje nam ,,jej" pomysł na ubezwłasnowolnione rozwijanie się cywilizacji, byłoby wręcz rozwiązaniem perfekcyjnym. Zwłaszcza że Sztuczna Inteligencja w kulturze masowej to temat owszem fascynujący, ale cierpki, trudny, skomplikowany futurologicznie, zachodzący narracyjnie i ,,deliberacyjnie” oraz metodologicznie pod transcendencję i metafizykę, dlatego stosowana w różnych tworach i mediach popkultury z umiarem, na pewno jest ona stabilnym a może i najlepszym czy wręcz jedynym wyjściem dla każdego geeka tematu. I tak, krótka chwilowa dygresja niniejszego motywu ,,około-algorytmiczno SI” bardzo wykorzystywanego na polu badań w nauce, kulturze, technologii, zmusiła mnie do wyciągnięcia pewnych wniosków: a, właśnie, z racji tego jaki wydźwięk ma to anime, czyli "Psycho-Pass" na specyficzne, jakby z drugiej strony medalu, spojrzenie dużej części populacji na wieloaspektową, wielowymiarową Sztuczną Inteligencję, nie mogło w moim przypadku być inaczej: musiałem sięgnąć po mangę tego Uniwersum, która stanowi jego adaptację jak i częściowo coś na miarę ,,alternatywnego pierwowzoru” do serialu, który jest teoretycznie najważniejszą osią ,,PP"; nie mogłem nie skorzystać z okazji: postanowiłem zamówić, a potem przeczytać i niniejszym zrecenzować pierwszy tom tegoż to komiksu, osadzonego w Uniwersum Psycho-Pass, co ciekawe wcale jak ono się nie nazywający, mający jednak tytuł: "Inspektor Akane Tsunemori". Autorem scenariusza do publikacji okazał się Gen Urobuchi, za sferę graficzną w większości odpowiadał Hikaru Miyoshi. W odróżnieniu od anime, do którego fani tej mangi mają dość ambiwalentny stosunek (w tym Uniwersum panuje nieco inna hierarchia; co podejrzewam istotniejsze w ,,PP” okazuje się medium przekazywania treści i budowania tego Świata w formie anime; manga nie jest najważniejsza – to raczej dopełnienie treści i rozbudowania tej iście orwellowskiej rzeczywistości),i które to, co osobiście uważam powinno zakończyć się na pierwszym sezonie, ewentualnie na kilku odcinkach drugiej serii, tom pilotowy ,,Inspektora Akane” wskazuje na jedno: komiks, jak na pierwszy tom przystało, jawi się jako spójniejszy, bardziej przyziemny, nie aż tak dynamiczny, ale za to cholernie inteligentny w kwestii kierowania świadomości odbiorcy do refleksji nad przedstawianym tu tematem, a głównie zagadnieniem SI. Oprócz tego w serii odcinkowej rozciągnięto tak genialny splot tematów fantastyczno-naukowych ponownie skupionych czy też ,,otaczających ją murem” wokół Systemów bazujących na Sztucznej Inteligencji i ich ogromnego wpływu na zbiorowość ludzką dużej część globu do zbyt chaotycznych rozmiarów: z AI zrobiono nie tylko narzędzie kontroli obywateli, ale i głównego bohatera, który może i nie jest nim bezpośrednio ale stanowi tu znaczącą oś wokół której moim skromnym zdaniem skupia się zdecydowana większość fabuły, wątków, relacji. Co za dużo AI... to nie zdrowo. Wykładnikiem tej niezwykłości, ot wyjątkowego geniuszu i całej specyfiki świata przedstawionego, wyróżniającej "Psycho-Pass" z tłumu komiksów różnej konwencji i pochodzenia w tematyce sci-fi z różnymi podgatunkami czy nurtami w tle, jest to, że jako kompletny Byt, ot Wszechświat, co dopiero teraz prawie że w większości zdołałem to zrozumieć przez doświadczenie tomu pierwszego omawianej mangi, mimo iż jeszcze kilka z tej ,,inspektorowej” serii przede mną, "Psycho-Pass" stanowi połączenie ,,philip.k.dickowskiego" wyrazu lęku i apatii, wręcz przerażenia wobec możliwości utraty tożsamości przez ludzkość w rozwijającej się w nieznanym i niepewnym kierunku technologicznym cywilizację, przez jednostki – czyli nas samych! - i wszystkiego co się z tym wiąże: bo Psycho-Pass to odpowiednio doprawiona ,,sosem” japońskiego spojrzenia twórczego mangaków antyutopia/dystopia orwellowska wykreowana w literaturze, jak i licznych adaptacjach filmowych, których jest od groma. I Boże, chroń nas od takiej przyszłości, gdzie w rzeczywistości ,,Inspektora Akane" pojęcie wolnej woli, świadomości własnej przyszłości i życiowych celów nie istnieje, gdzie wszystko to jest zatarte, bardzo płynne i ulotne... zastąpione przez taki oto System Sybill, którego w mandze pierwszego tomu nie poznajemy tak intensywnie jak w anime, jednakże z czasem zaczyna on nabierać kształtów, ot mocy sprawczej, przed którą w tym Świecie ,,drży potulnie” chyba każdy obywatel, bez względu na koneksje, klasy społeczne etc. Zresztą przed czymś takim jak ,,Sybill”, przed jej konsekwencjami pierwszego uruchomienia!, przed zagrywkami rzeczywistości, które genialnie uwydatnia anime i pierwszy tom komiksu z omawianej serii, gdzie prekognicyjne moralizowanie ,,czy więzienie kogoś za coś, czego fizycznie nie zrobił, a niby ma ochotę tego dokonać" aż nadto się uwydatniło, ostrzegał nas wieszcz ludzkości, pierwszy prorok literatury sci-fi wyprzedzający swe czasy w sposób nie do opisania, George Orwell. Najpiękniejsze w pilocie mangi ,,Inspektor Akane Tsunemori” jest to, że zaczyna się ona od słów imienia i nazwiska przytaczanej wybitnej godności brytyjskiego pisarza: ,,George Orwell napisał”. Czy to przypadek? Oj, na pewno nie. Świat wykreowany przez naszych mangaków musiał mieć podstawę, do której nawiązywała ta dwójka twórców. I tą podstawą były wszystkie kwestie, myśli, refleksje nad obecnym światem poruszane przez Orwella w jego dziełach – no bo skoro zacząć, to z przytupem w uświadomieniu każdemu kto otwiera ten tom, z jaką ,,systemową”, wyjałowioną rzeczywistością przyjdzie mu się zmierzyć, czego ,,posmakuje” i jak ten smak zachowa się w jego pamięci: jak gorzki i cierpki posmak trudnej, zakłamanej społeczności, nieświadomej kontroli ze strony tzw. ,,Systemu Wielkiego Brata”, którym jest w tym Świecie Sybill, czy jako kwaśny ze słodkim dodatkiem posmak, gdzie według czytelnika nadzieja dla obywateli Świata wiąże się z prawidłowym działaniem Służb, Rządu i Biura Bezpieczeństwa, które mogą, jeśli chcą, skutecznie i w miarę po kryjomu zapobiegać ,,przyszłym zbrodniom” oraz uświadamiać ludzi o zagrożeniach płynących z posiadania wysokiego ,,Współczynnika Zbrodni”, czyli ,,koloru duszy” człowieka; Służby także mogą mieć kontrolę nad Systemem, aby ten nie przekroczył swoich kompetencji w ubezwłasnowolnianiu mas obywateli - tu też pojawia się ten lekki promyk nadziei o którym mowa. To odbiorca ,,Inspiektora Akana Tsunemorii”, który pozna tą komiksową serię po raz pierwszy, musi zrozumieć zasady panujące w tego rodzaju ,,porządku Sybilli” i zastanowić się czy jest to Świat, który się dla niego otwiera czy nie. Takie poznanie, takie refleksje i poznawanie przedstawianego na kanwach mangi Uniwersum umożliwia tom 1. I co istotne, w kwestii głębi fabularnej mangowego Psycho-Passa, która uważam związana jest niniejszym z charakterystyką tego tytułu i jego przeznaczeniem – nie jest przedstawiona bezpośrednio, lecz ,,ukryta" w dość specyficzny sposób, do którego trzeba chcieć dotrzeć i zrozumieć... całości tego Uniwersum bardzo osobliwy sens. "Psycho-Pass" prezentuje nieco cięższy gatunek fantastyczno-naukowy wśród komiksów japońskich, czy ogólnych, a także uwzględniając w tym porównaniu seriale anime i klasyczne aktorskie ,,live action”. Świat przedstawiony w Uniwersum zawiera w sobie podgatunki cyberpunkowe, futurologiczne, bodaj coś nawet z odrobiny ,,noir political fiction”, co nadałem osobiście Psycho-Passowi taką specyfikę gatunkową ze względu na udział w fabule Rządu, Władz i Organizacji. I ów świat w porównaniu do konkurencji popkulturowej jest mocno rozbudowany. W pilocie mangi można dostrzec, że bardzo duże znaczenie ma tu opowieść obrazem: szerokim rysunkiem. Pełno tu dwuznaczności i moralno-etycznej gry. To brawurowo zrealizowany, poruszający komiks, osadzony w okropnie trudnym, chaotycznym, zdegenerowanym i niepewnym Świecie... A to dopiero tom pierwszy! I pomyśleć, że wszystko to, co kreuje tom 1 mangi ,,PP" mimo iż jest fikcją jest tak bliskie realności tak okrutnie prawdziwe w swej profetyczności, że nie sposób nie zastanawiać się nad przesłaniem tego tytułu po wsze czasy. I dobrze, że to z perspektywy postaci młodej, ambitnej, delikatnie niepewnej Akane rozpoczyna się narracja tomu, że to jej punkt widzenia rozpoczyna ten kalejdoskop wydarzeń, które mają swój świetny ,,smakowy" suspensik i cały urok, któremu siły nadaje bardzo ekspresyjna i żywa grafika - to przecież tu Sybill odgrywa cholernie ważną rolę. Ona/Ono jest życiem tych ludzi, oni są nią.. Są Systemem. Swoją rolą Pani Inspektor pokazuje, że Japonia, czy głównie Tokio w miejscu akcji Uniwersum, odzwierciedla problem, który tyczy się nie tylko tychże obszarów, ale i całej kuli ziemskiej. Bardzo dobrym rozwiązaniem było przedstawienie narracji z perspektywy Akane. Dzięki temu zabiegowi powstał dość wstrząsający paradoks, który czytelnik sam musi ogarnąć, i to już w tomie 1! Najwyższą nagrodą dla Obywatela Japonii nie jest żadne spełnienie prywatnych marzeń w postaci upragnionej pracy za upragnioną wypłatę, w upragnionym miejscu, gdzie człowiek zawodowo czułby się niczym nieograniczony, wolny, szczęśliwy, spełniony. Tu czegoś takiego nie ma – to pojęcie zdeptane w zarodkach umysłów młodych osób, bowiem najwyższą nagrodą dla mieszkańca Japonii jest praca w Rządzie, w jego Agencjach, a przede wszystkim w najważniejszym: Biurze Bezpieczeństwa Publicznego, które nie oszukujmy się jest symbiontem związanym z Sybillą.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 lata temu
Hotel Boichi
Hotel
Boichi
Mu-jik Park znany też jako „Boichi” to mangaka znany w Polsce głównie z serii shonen „Dr. Stone”. Jednakże ma na swoim koncie też parę mniejszych projektów. Tom „Hotel” zbiera właśnie jego krótsze formy. Tytułowy „Hotel” opowiada historię świata, który stanął wobec widma kompletnej zagłady życia na Ziemi. Naukowcy tworzą jednak supernowoczesną wieżę zwaną „Hotelem”, która ma przechować DNA większości ziemskich gatunków aż do polepszenia się warunków na Ziemi. Historia przypominała mi trochę opowiadanie „Nadejdą ciepłe deszcze” Raya Bradbury’ego pokazujące niszczenie supernowoczesnego domu pod nieobecność właścicieli. Tutaj jest podobnie, tylko że skala zagrożeń wobec wieży jest o wiele większa – warunki klimatyczne robią się coraz bardziej ekstremalne, a stawką są losy życia na Ziemi. W mandze historii towarzyszy narracja komputera wieży, który okazuje się zaskakująco ludzki – tęskni za swoimi twórcami i po latach zaczyna doskwierać mu samotności. Jest to najlepszy i najbardziej przejmujący tekst w tomie. Swego rodzaju epilog stanowi krótka historia „Dola” o ostatnim człowieku na Ziemi. Dosyć smutno-gorzka-opowieść. Następną dłuższą opowieścią jest „Prezent”, który opowiada o młodej kobiecie, która budzi się ze śpiączki i usiłuje porozumieć się ze swoim mężem. Początkowo nie byłem specjalnie przejęty, ale kiedy dochodzi do pewnego zwrotu akcji, to naprawdę się wzruszyłem. Bardzo dobrze przemyślany tekst. Niestety kolejna krótsza forma czyli „Migrena” zupełnie do mnie nie trafiła. W kolejnej historii czyli „Wszystko dla tuńczyka” ludzkość musi przeżyć w świecie po… wyginięciu tuńczyka. Fabuła jest bardzo groteskowa i czasami można się szczerze uśmiechnąć. Niestety w pewnym momencie zaczyna się robić męcząca. Trochę skróciłbym tekst. Tym razem epilogiem jest krótka historia o… Ryba-Rangerze czyli parodii japońskich superbohaterów. Niestety zamiast śmieszne wypada głupkowato. Dosyć dziwnym przypadkiem jest „Stephanos”. Zaczyna się jak ciekawy dramat o ciąży urojonej, by potem stać się pełnoprawnym horrorem. Elementy dramatyczne wypadają bardzo dobrze, ale niestety horror jest tu dosyć niedorzeczny. Miłą niespodzianką okazał się króciutki „Kenji, król wynalazków”. Dowcip tu zaprezentowany jest dosyć oklepany, ale dalej bawi. Zamykający tom „Diadem” to typowe fantasy o młodej dziewczynie, która na czele wielkiej armii stawia czoło imperium. Niestety jest to bardzo sztampowa opowieść i wypada z głowy szybko po lekturze. Zupełnie nie pasuje do reszty tomu. Rysunki są bardzo ładne i szczegółowe. Autor radzi sobie w różnych konwencjach i w projektowaniu różnych fantastycznych wynalazków jest bardzo pomysłowy. Najgorzej narysowany jest „Diadem”, w którym twórca chyba nie do końca się odnalazł. Jest to dosyć nierówny zbiór. Parę historii jest naprawdę bardzo dobrych, ale są też takie zupełnie niepotrzebne. Jednakże dwie opowieści były dla mnie na tyle udane, że sięgnę po inne tytułu tego autora.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na61 rok temu
Niesamowite opowieści pana Shiranui Kaoru Inai
Niesamowite opowieści pana Shiranui
Kaoru Inai
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2019/10/manga-tez-ksiazka-niesamowite-opowiesci.html Wiesz, że obok ciebie żyją duchy? „Niesamowite opowieści pana Shiranui” to dość stara manga. No dobra, pierwsze polskie wydanie jest z 2016 roku, zatem dwuletnia, ale w natłoku mang wydawanych na polskim rynku, ta jest już stara. Sięgnęłam po nią z czystej ciekawości, bo nie miałam jeszcze do czynienia z mangą gatunku horror, kryminał. Tytułowy pan Shiranui to włóczęga, który zwiedza Japonię. Jest stosunkowo niegroźny i wygląda na dość sympatycznego jegomościa, aczkolwiek za każdym razem jak kogoś spotyka prosi go o opowiedzenie historii nawiązującej do folkloru, bądź posłuchanie podobnej, którą on sam opowie. Jest oddanym słuchaczem, a każda kolejna opowieść, czy to przerażająca, czy lekka przynosi mu wielką radość. Manga ta jest jednotomówką, która zawiera w sobie siedem oddzielnych opowieści, niełączących się ze sobą. Jedyne co jest w nich stałe i niezmienne to pan Shiranui, który w każdej z nich bierze udział. Opowiada je, bądź wysłuchuje. W środku tego tomiku można znaleźć najprzeróżniejsze historie, z których każda sięga do korzeni kultury japońskiej. Co ciekawe, w mandze tej mamy uczucie zwątpienia, przerażenia, ale nie ma tutaj żadnej jawnej przemocy. Każda historia wciąga w swój świat i za każdym razem można poczuć dziwne ciarki na plecach, kiedy się ją kończy. Nie da się ukryć, że atmosfera grozy jest tutaj niemalże namacalna, a niepewność w jakiej Kaoru Inai trzyma czytelnika jest niepozorna, ale bardzo odczuwalna. Nie jestem w stanie opisać Wam bohaterów, gdyż ciągle się oni zmieniają, a sam Shiranui jest tutaj mało rozwinięty. Fabuła tej mangi skupia się na opowieściach, które są przekazywane z ust do ust, co też uważam za bardzo ciekawy zabieg. Gdybym miała ocenić bohaterów, to zdecydowanie mogę stwierdzić, że są przekonujący i bardzo szybko można im uwierzyć, we wszystko, co powiedzą. Może i jest to manga na jeden raz, ewentualnie na odświeżanie jej sobie co pięć, czy dziesięć lat, ale nie miałabym nic przeciwko, gdyby pojawiło się spod ołówka pani Inai więcej takich opowieści u nas. Schludna i przejrzysta kreska, może nie rozbudza wyobraźni, ale za to nie męczy wzroku i pozwala dokładnie przyjrzeć się demonom, czy innym istotom nadprzyrodzonym. Czyta się ją bardzo przyjemnie i szybko, aczkolwiek to uważam, za minus, bo manga kończy się zdecydowanie za szybko. „Niesamowite opowieści pana Shiranui” to manga, która opowiada klasykę w nowoczesnym wydaniu. Historie potrafią zaskoczyć i zszokować, a atmosfera jest pełna napięcia podczas każdej kolejnej przygody. Jest to lekka manga, idealna na szybką podróż do pracy, albo do domu. Jestem też ciekawa, czy jako osoba, która nie przepada za horrorami, podczas czytania tej mangi w nocy odczułabym większy niepokój, niż za dnia, ale raczej długo będę dojrzewać do sięgnięcia po nią właśnie, kiedy niebo jest ciemne. Zatem jeżeli nie masz co ze sobą począć przez godzinkę, albo dwie i chcesz spróbować czegoś nowego, albo poczuć trochę strachu to historia pana Shiranui jest dla ciebie idealnym wyborem.
P2SO - awatar P2SO
ocenił na76 lat temu
Inspektor Akane Tsunemori #2 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #2
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Ludzkość XXI wieku to ludzkość, i tu pojawi się namaszczone subiektywnością spostrzeżenie, egzystująca w dość dobrych gospodarczo, ekonomicznie i technologicznie czasach. Skusiłbym się rzec nawet, że w niespodziewanie dobrych. Jest jednak jedno ,,ale". Świat niczym skąpany landrynkowym lukrem, gdzie każdy patrzy przez te swoje różowe okulary, cóż, taki nie jest. Dlatego albo nic nie ma za darmo, albo nie jest tak idealnie jakby się chciało. Konflikty wewnętrzne, korupcja, utarczki na szczytach władzy, wojny jak m.in. ta wciąż tocząca się rosyjsko-ukraińska, mówiąc delikatnie: to liczne i dość obmierzłe i nikomu niepotrzebne ,,niejasności”, realizowane dość często przez fanatyków na łamach problemów związanych z religią, z prawami swobód obywatelskich, z prawem do wyznania, koloru skóry, poglądów społecznych, politycznych etc. Dodajmy do tego terroryzm zyskujący coraz większe możliwości i coraz większe poparcie wśród ,,skrajności ideologicznych”, a nasz świat jak widać zdaje się iść w nie wiadomo jakim kierunku, jakby ku coraz większej entropii, dychotomii, ku pustce. Paradoksalnie jednocześnie pragnie on coraz większej konsumpcji i zyskania w tym grajdołku tego, co nazywamy naszą rzeczywistością, i na którą my jako ludzkość wszyscy zapracowujemy: swoistej równowagi. Chyba nikt nie jest w stanie oddać za nas głosu i określić, jaki jest nasz świat – ma to tak samo ogromne znaczenie z punktu widzenia jednostki, grupy i sporego zbioru, np. narodu, czy całej cywilizacji. To tak samo subiektywny jak i obiektywny głos, takowe znaczenie. Ciekawie w tym względzie wyraża się popkultura. Bo popkultura ma to do siebie, że oprócz tego, że po prostu kreuje masę ,,rozrywkowego contentu”, który dla jednych jest tylko i aż tą typową rozrywką, a dla drugich nieokreśloną, bezcenną, znaczącą coś indywidualnego, intymnego i bardzo cennego pasją, ot poświęceniem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie życia, to co istotne: daje ona nam również najrozmaitsze interpretacje oraz odzwierciedlenia, ot głosy ludzi przez osobę autora lub jego wizje, przede wszystkim komentarz wobec rzeczywistości, wobec tego jaki jest, powinien być, jak jest zły, dobry, czy stanowi dla nas wyzwanie bądź jest nudny padół, na którym od tysięcy lat przyszło ludzkości żyć. Analizy i tego rodzaju interpretacje znajdują swe ujścia tak samo w filmach, serialach, popularnych książkach, jak i co ciekawe… komiksach. Tak, medium narracji obrazkowych ma w sobie coś, co w sposób dla tej formy w stosunku do filmu jest istotne, korzystne dla odbiorcy: opowieść obrazem ,,zatrzymanym w ruchu”, który pokrywa scenariusz. Opisać tego, jaki jest obecny XXI wiek, czy to jakie pod względem futurologicznym (technologia przyszłości, skala rozwoju gospodarczego, rozwój nauk, poziom wiedzy, ukształtowanie polityczne etc.) może być dla nas kolejne i kolejne stulecie, a nawet i tysiąclecie sama literacka proza w gatunku sci-fi, cyberpunk sci-fi, post-apo i temu podobne odgałęzienia fantastyki naukowej, może zrobić bez problemu, i sądzę nie jest to nader wyzywająco i nie wiadomo jak przemożnie trudne w stosunku do powieści graficznej zadanie. Twórcy komiksowi zatracający się w swych kreacjach rysunkowych i scenariuszowych, którzy poprzez określone, alternatywne wyprzedzające swoje czasy wizje tego, co mogło być i może się dla Cywilizacji za ,,te ileś lat czy dekad, lub dużo dużo więcej lat w przód” rozegrać (i oby w rzeczywistości nie spotkał nas jakiś atomowy holocaust),wtłaczane w tak rozmaity pisarski i graficzny sposób, fakt mają o wiele trudniejszą ,,powinność interpretacyjną i komentującą ludzki padół” od pisarzy czy w niektórych przypadkach nawet i filmowców, udowadniają, że artyści obdarzeni pasją do zachęcenia odbiorców do komentowania świata dookoła lub np. określonego jego elementu, jak konflikty polityczne, ideologiczne, problemy ekonomiczne, kwestie być może czekającego nas ,,załamania technologicznego” potrafią zdziałać cuda. Obraz w połączeniu z czystą formą scenariusza w odpowiednich rękach może stać się synergią, symbiontem, jednością, która natchnie w kwestii ,,spojrzenia ku przyszłości, ku dobru kolejnych pokoleń” czytelników takiego dzieła. Jednym z tych komiksów, a tak naprawdę jedną z tych japońskich narracji graficznych zwanych wśród ,,popkulturowiczów” mangą, który to poprzez dość specyficzną opartą na popularnym anime w gatunku tech-futurystycznego Sci-Fi pt. „Psycho-Pass” fabułę potrafi w swój pokrętny nader ,,innawy” sposób skomentować obecny świat i dać pewny wgląd w możliwość tego, czy ,,w takiej a nie innej wizji” swej egzystencji za dziesiątki lat mógłby wyglądać, jest manga pt. ,,Inspektor Akane Tsunemori” autorstwa Akiry Amano (ów mangaka odpowiedzialny był niniejszym za projekty postaci i inne elementy graficzne),Hikaru Miyoshiego (stwórca ten zajmuje się w tej serii dość sprawnie kwestią ogólnego rysunku) oraz Gena Urobuchi (osoba odpowiedzialna za scenariusz dla serii, który to oparto, co z początku nie wydaje się takie jasne na fabule słynnego anime, o którym powyżej była mowa). W moim przypadku ,,kopnął mnie ten zaszczyt”, że ostatnimi czasy zdołałem ogarnąć inne pozycje książkowo-komiksowe i znaleźć czas na tom 2 tej serii. I co ciekawe, do czego dziwnie jest się przyznać, to przypomnienie sobie o czytanej dość dawno powieści pt. ,,Brak tchu" G. Orwella oraz o obejrzanym na dniach filmie (tak, sam nie pamiętam, który to już seans z kolei!) z Tomem Cruisem w roli głównej pt. „Raport Mniejszości”, na którym to można odważnie wywnioskować wiele wskazuje iż wzorowało się oryginalne anime pt. „Psycho-Pass”, zmusiło mnie wewnętrznie do odparcia licznych pokus i sięgnięcia - po świetnie przyjętym przeze mnie pilocie tego cyklu japońskich komiksów - po omawianą i niniejszym recenzowaną kolejną z części tejże niezwykle profetycznej (choć ów profetyzm trzeba umieć i chcieć tu dostrzec) mangi o pewnej ,,pani Inspektor” osadzonej w Uniwersum rządzonym przez dyktującym wszystko wszystkim System Sibyl, odpowiednik orwellowskiego ,,Wielkiego Brata” – System, który… nie oszczędza nikogo, nawet jednostki specjalne, Agentów. Bo z prawem i absolutem nikt nie dyskutuje. Wszystko to, co kreował tom 1 mangi ,,PP", tom drugi mimo iż wciąż jest fikcją (tak samo jak pilot),to jest nieco lepszą od poprzednika fikcją, w ostateczności robi to o wiele lepiej. Sama realność tego Uniwersum… jest jeszcze bardziej realna i profetyczno-futurystyczna; pilot serii był sądzę wprowadzeniem do podstaw i lekkim ich rozwinięciem funkcjonowania ,,Nowego Świata” władanego przez jałowy Sibyl, natomiast ,,dwójeczka” to już wypłynięcie na szersze wody w tym kontekście poprzez w miarę sprawne poprowadzenie wątku, który jedynie ,,naznaczono” w tomie pierwszym. Sam skrót fabuły tomu 2, co zdradza nam np. wydawca czy treść na okładce, mówi, że na kartach wydania będzie chodzić o wątek ,,Talizmanu”. Jednak ,,Talizman” jest tu jedynie ,,MacGuffinem”, ot zachętą, przy której trzyma się fabularnie czytelnika. To nie jest anime, więc dynamika samej akcji, która w rysunku mangi zawsze jest nieco inna, pewnych elementów nie przykryje. Rozpoczęto pewną historię, którą takowy Talizman być może wyniesie na wiele, wiele tomów w przód, ale tomów, w których poznamy zakrapiane suspensem tajemnice, te liczne treści tak znane z anime ,,Psycho-Pass”. Na pewno pozostał z nami, obecny z tomu 1 ,,philip.k.dickowski" wyrazu przerażenia, ot lęku zbiorowości wobec możliwości utraty wolności przez Cywilizację – wolności, którą m.in. w tym Uniwersum może zabrać Sibyl. Takowe wpływy twórcze to wisienka na torcie, ba!, to wisienka na tej wisience na torcie. Gdyby nie P. K. Dick, Orwell i inni, gdyby nie ,,Raport Mniejszości” z Cruisem, ta seria, czy w ogóle samo anime nie miałoby prawa bytu. Widać to po omawianym wątku ,,Talizmana” w tomie 2. Przez tą postać, a raczej ,,awatara”, który w świecie wirtualnym pełni piekielnie ważną rolę przebija się cały sens intrygi, suspensu, charakterystycznego polotu i ,,gatunkowego smaku”, znanych z dzieł P. K. Dicka, a najbardziej wspomnianego filmu pt. ,,Raport Mniejszości”. Tak, ,,Talizman" nie jest tu najistotniejszy - rola tego wątku to nakreślenie określonej narracji, intrygi i tego czegoś, co jest charakterystyczne dla tego Uniwersum także samej serii mangi. Twórcy tych około 190 stron, w Polsce w tym tomie po raz kolejny wydanych przez słynne Waneko, wywiązali się ze swojego zadania dość dobrze, co najmniej! Zaoferowali nam zabawę motywem wirtualnej rzeczywistości, za bardzo głęboko w niego nie wchodząc, skupiając się przy nim wokół kryminalno-śledczo-sci-fi wątku czy też nurcie. ,,Kreska” w serii o Inspektor Tsunemori z Uniwersum Psycho-Pass jest szczególna. Raz delikatna, raz wątła, ot ,,blada”, np. z dużą ilością delikatnego konturu teł, bez różnorodności detalu, co być może ma wprowadzić czytelnika tej mangi w ,,jałowy” Świat ,,Wielkiego Brata” Systemu Sibyl. Postaci i często, choć niniejszym zbyt w stylu szarpanym, chaotycznym, sama akcja, której narracja zbyt skacze, a w poszczególnych scenach zdaje się brakować kadrów, jakby wycięto kawałek danej historii, która dopełniona mogłaby okazać się dla tej serii czymś nader wielkiej wagi, to lepiej rozwinięte elementy w tym tomie niżeli w pilocie. Choć czegoś tu zabrakło. Jest tu potencjał, który prawdopodobnie wątek ,,Talona" powoli uwalnia - przez takie wydarzenia w tym Uniwersum Masaoka, Ginoza, Inspektor Tsunemori, ci Agenci, te postaci zyskają więcej polotu, głębi, więcej charyzmy. Lecz zapewne przyjdzie to w kolejnych tomach.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na71 rok temu

Cytaty z książki Poison City #1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poison City #1