The Pillars of Creation

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Miecz Prawdy (tom 7)
- Liczba stron:
- 512
- Czas czytania
- 8 godz. 32 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 9780575073753
FAITH OF THE FALLEN took The Sword of Truth into a new decade and onto new heights of intense, thoughtful and meaningful fantasy while never losing sight of the need to tell a compelling and sweeping story. THE PILLARS OF CREATION continues that progression and will allow Terry Goodkind to investigate new depths in his characters, to change fantasy and to make The Sword of Truth the dominant fantasy series of the first decade of the new millennium. The new novel takes Richard and Kahlan to the e
Kup The Pillars of Creation w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
The Pillars of Creation
Oczywiście, że kontynuuję czytanie cyklu „Miecz prawdy” Tytuł „Filary świata” sugeruje nawiązanie do Folleta, tam filarami ziemi są kościoły, które wznoszą się do nieba. A tutaj filarami świata są, w sensie metaforycznym, cztery osoby, dwie siostry czarodziejki: Altea i Latea, mąż tej pierwszej Friedrich Giller, złotnik, a także Jennsen, siostra Richarda. Mamy też filary w sensie dosłownym, są to bardzo wysokie głazy na pustkowiu w starym świecie. Wiadomo o tym miejscu, że jest tam tak gorąco, że nazywane jest kotłem Opiekuna. Czyżby to było nawiązanie do tego, że w okolicach Jerozolimy jest wąwóz Get Ben Hinnon, zwany też piekłem? Ciekawostka w tej części jest to, że Richard i jego małżonka Khalan pojawiają się bardzo późno w powieści, na tyle późno, że można śmiało powiedzieć, że go nie ma. Oczywiście jest mowa o Richardzie jako lordzie Rahlu, bo akcja przenosi się do D’hary i przypominamy sobie jej mroki, a więc wyczyny poprzedniego władcy tego kraju Rahla Posępnego, który wymordował większość swoich potomków nie mających daru magicznego, za to są praktycznie niepokonani, bo normalnymi metodami ciężko ich pokonać, a magia na nich nie działa. Poznajemy siostrę i brata Richarda, Jennsen i Obę, i to oni są tutaj w książce "Filary świata" głównymi bohaterami. Jennsen traci matkę i jest przekonana, że to bojówka sprawę załatwiła, którą wysłał lord Rahl, a jaka jest prawda, tego czytelnik się dowie czytając książkę. Jensen jest przekonana, że musi zabić Richarda, wtedy się uwolni od złych Rahlów. Jennsen podróżuje w towarzystwie Sebastiana, dowiaduje się, że ten pochodzi ze Starego świata i że jest strategiem imperatora Jaganga. Jensen przechodzi na stronę wroga. Nawet ratuje samego imperatora Jaganga z pułapki, jaką zgotowali czarodziej Zedd i jego przyjaciółka Adie w Aydindril. Mogę tylko bardzo cichutkim szeptem zdradzić, że było naprawdę ciekawie. Natomiast Oba przypadkiem trafia na Jennsen, kiedy ta podąża do Latei, do której regularnie wysyłała Obę jego matka. Oba zabija Lateę i swoją matkę i rusza, tam gdzie Jennsen, do stolicy D’hary. Obydwoje trafiają do Pałacu Ludu, siedziby Rahlów. Obydwoje odwiedzają Alteę. A więc cały czas losy tej dwójki się przeplatają. Obydwoje chcą zabić Richarda. Jennsen jest zła, że zamordowano jej matkę, a Oba, jest wściekły, że to nie on został nowym Rahlem i ma zamiar to zmienić. Obydwoje są niepokonani i przez to są bardzo niebezpieczni. Co na Richard i jego małżonka, matka spowiedniczka, Khalan? W tym cyklu niezwykle ciekawych jest kilka rzeczy. Jedna, że autor stara się przywiązywać taką samą uwagę do losu zwykłych ludzi, jak i władców poszczególnych krain i czarodziejów. Przecież w teorii sam Richard przez niemal całe życie wiódł życie zwyczajnego leśnego przewodnika w Westlandzie, tyle, że miał w pobliżu swojego dziadka, pierwszego czarodzieja Zedda. Kolejną sprawą jest, że walkę dobra ze złem może wygrać każdy nawet jeśli jest potomkiem Rahlów. Zdecydowanie wygrał ją Richard. W tej części przyjaciółka Jennsen, koza Betty nie chciała się zbliżyć do swojej właścicielki, bo wyczuwała, że ta jest już na całego w brudnych łapskach Opiekuna. Ta walka o duszę Jensen, jednego z filarów świata, jest na tyle ważna, że zaważyć może na losach całego świata. Jak będzie? Co do zabijania potomków Rahla nie mających magii, to nie jest tylko kwestia obłędu, chociażby złego Rahla Posępnego, ale to dokładnie radzą księgi magiczne. No ale jak wiemy Richard jest innym Rahlem i już nie raz wywrócił świat do góry nogami, czy dokona tego i teraz, w kwestii swojego rodzeństwa? Dalej, interesujące w całym cyklu „Miecz prawdy” jest to, że niemal w takim samym stopniu poznajemy obie strony wojny, a więc tych złych i tych dobrych, co jest rzeczą niezwykle trudną. A jednak Goodkindowi to się udało równie dobrze poznajemy zarówno Richarda, lorda Rahla, władcę D’hary, któremu podporządkowała się znaczna część Midlandów, a także imperatora Jaganga, który wcześniej opanował cały Stary świat, a teraz robi „swoje porządki” w Nowym świecie. Poznajemy zwykłych ludzi, po obu stronach, to jest bardzo ciekawe, że ludzie są wszędzie tacy sami, chcą z reguły tego samego, chcą po prostu zwyczajnie żyć, ale politycy im nie dają żyć, wciskają im swoją propagandę polityczną i mówią im kto jest dobry, a kto zły, i wysyłają tych ludzi na wojnę. Właśnie koncepcja filozofii wojny Goodkinda zaprezentowana w cyklu „Miecz prawdy” jest fascynująca. Bo chociaż wojna sama w sobie jest zła, to nie mamy tutaj w tym cyklu akcentów pacyfistycznych. Wojna jest zła, ale kiedy istnieje taka konieczność ze złem walczyć, czy to z mieczem prawdy, czy to jakimś innym, całkiem zwyczajnym w garści, i bronić wolności zarówno swojej, jak i wolności swojego kraju. O tym jak trudne jest rozróżnienie, czy każda wojna jest sprawiedliwa lub święta, świadczy o tym jaki mętlik w głowie miała Jennsen. Bo to wcale nie takie trudne jest zrobienie z Richarda Rahla agresora, mimo, że przecież to on broni swojej ziemi, a imperator Jagang pcha się tam, gdzie nie powinien. Ale to wynika z nieufności względem polityków, że my ludzie mamy przekonanie, że wszyscy są tacy sami, a to nie do końca jest prawda. Ja jako czytelnik i recenzent książek bardzo cieszę się, że Goodkind nie leci banalizą w swoim cyklu „Miecz prawdy”, ale wręcz niemożliwie utrudnia życie czytelnikowi, tłumacząc wszelkie możliwe zawiłości świata jak najbardziej realnego. Jeszcze jedna kwestia jest ciekawa, a mianowicie przewaga liczebna żołnierzy sama w sobie nie wygrywa wojny, bo wojna niczym partia szachów jest wojną psychologii i intelektów decydentów. Gdyby decydowała liczba wojska Jagang wziąłby szturmem Midlandy i D’harę, Westland za jednym zamachem, a tak nie przecież nie było. Wojska Imperialnego Ładu idą do przodu, i można powiedzieć, że wygrywają, a jednak jak się bliżej przyjrzeć, to raczej podążają w kierunku zwycięskiej porażki. Oczywiście, że jest w każdej wojnie taki wynalazek. Jasne, że sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta, bo jak już wspominałem przywódcy obu stron konfliktu gapami futrowani nie są. Mamy tutaj do czynienie ze starciem tytanów, i przez pozostałych kilka części obie strony pokażą czytelnikowi swoje mocne i słabe strony. Oczywiście, że czytelnik trzyma kciuki za tych dobrych, ale wprost genialne jest to, że wygrana, której można się spodziewać nie będzie, ani łatwa, ani oczywista. Koszty tej wojny przeliczane na wszelkie możliwe sposoby dla obu stron będą bardzo wysokie. Nie ma opcji. Trzeba czytać dalej cykl „Miecz prawdy”. Czytelnik przez większość książki „Filary świata” jest troszkę wybity z rytmu czytelniczego. Ale niewątpliwie jest to świadomy zabieg literacki autora. Bowiem wojna nie toczy się tylko na polach bitew, ale praktycznie wszędzie i absolutnie wszystko, każdy detal ma znaczenie. Zdecydowanie polecam.
Oceny książki The Pillars of Creation
Poznaj innych czytelników
2735 użytkowników ma tytuł The Pillars of Creation na półkach głównych- Przeczytane 1 997
- Chcę przeczytać 723
- Teraz czytam 15
- Posiadam 441
- Ulubione 94
- Fantastyka 57
- Fantasy 40
- Chcę w prezencie 23
- Miecz Prawdy 18
- Terry Goodkind 15



















































OPINIE i DYSKUSJE o książce The Pillars of Creation
Jedna z dwóch najgorszych części miecza prawdy. Nie jest jakoś zła, przedstawia losy siostry oraz brata Richarda, sami główni bohaterowie występują tylko w samej końcówce, środek bardzo średni, ale końcówka nawet ok.
Jedna z dwóch najgorszych części miecza prawdy. Nie jest jakoś zła, przedstawia losy siostry oraz brata Richarda, sami główni bohaterowie występują tylko w samej końcówce, środek bardzo średni, ale końcówka nawet ok.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJennsen ucieka. Właściwie całe swoje życie wraz z matką przemieszcza z miejsca miejsce by ukryć się przed okrutnym Lordem Rahlem, który chce ją bestialsko zamordować. Po śmierci matki wyrusza z tajemniczym Sebastianem na spotkanie z przeznaczeniem. Dlaczego Lord Rahl pragnie jej śmierci? Czy Jennsen uda się ujść z życiem? Siódmy tom serii Miecz prawdy pokazuje nam historie innych niż do tej pory bohaterów. Mało tu Richarda czy Matki Spowiedniczki. Tym razem widzimy dalsze losy świata oczami kogoś, że tak ją nazwie pobocznego. Jennsen nie jest żołnierzem, generałem, jest zwykłą dziewczyną, która się boi i ucieka. Ta część mniej mi się podobała, ale ma swój urok i jest na swój sposób ciekawa. Nie polubiłam Oby, dłużyły mi się rozdziały z jego udziałem.
Jennsen ucieka. Właściwie całe swoje życie wraz z matką przemieszcza z miejsca miejsce by ukryć się przed okrutnym Lordem Rahlem, który chce ją bestialsko zamordować. Po śmierci matki wyrusza z tajemniczym Sebastianem na spotkanie z przeznaczeniem. Dlaczego Lord Rahl pragnie jej śmierci? Czy Jennsen uda się ujść z życiem? Siódmy tom serii Miecz prawdy pokazuje nam historie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie najsłabsza część jak dotąd i to głównie dlatego, że nowa bohaterka, która grała główne skrzypce w tym tomie, była potwornie naiwna i łatwowierna i momentami wręcz porażała swoją głupotą.
Tak więc poczynania i rozważania takich bohaterów, potrafią popsuć totalnie przyjemność z czytania i tak właśnie tutaj się stało.
Sam zamysł autora był niezły, wprowadzając dwójkę nowych bohaterów, a jednocześnie odsuwając całą resztę na dużo dalszy plan, wprowadziło to potrzebny powiew świeżości dla serii. Gdyby nie to, że w końcówce pojawiają się protagoniści z poprzednich odsłon, to ta część powinna być traktowana jako dodatek do głównej serii i czytając te ostatnie ~kilkadziesiąt stron wystarczyłoby, aby odpuścić sobie całą resztę.
Tak więc książka trochę za długa, ze źle napisaną jedną z nowych głównych postaci.
Zdecydowanie najsłabsza część jak dotąd i to głównie dlatego, że nowa bohaterka, która grała główne skrzypce w tym tomie, była potwornie naiwna i łatwowierna i momentami wręcz porażała swoją głupotą.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak więc poczynania i rozważania takich bohaterów, potrafią popsuć totalnie przyjemność z czytania i tak właśnie tutaj się stało.
Sam zamysł autora był niezły, wprowadzając...
Było w miarę nieźle. Ogólnie uważam, że seria w pewnym momencie zaliczyła leciutki skok jakościowy. Po campowym chaosie tomu pierwszego, zerzniętych z Jordana tomie drugim i trzecim dopiero w czwartym tomie Goodkind zaczął stawać na swoim i chociaż wówczas jego książki nieco się poprawiają (z najlepszą Duszą Ognią) to zawsze nie na tyle by dobić do jakiejś wyższej oceny. I tu jest podobnie.
Co mi się podobało to oderwanie od dotychczasowych postaci i nabranie innej perspektywy. Dużo ciekawiej czytało się nowych bohaterów, zwłaszcza na początku, zastanawiając się jeszcze co z nich na koniec wyniknie. Zmiana punktu widzenia pozwaliła szerzej spojrzeć na dotychczasowe wydarzenia i pozytywnie wpłynęła na odbiór świata, symulując jego większą złożoność. Jak zawsze niezłe były tu też opisy i atmosfera zwłaszcza niektórych miejsc. Nieco dokładniej niż wcześniej opisywany Pałac Ludu czy klimatyczne moczary Althei stanowiły ciekawe scenerie a i same Filary Świata wydawały się bardzo interesującą lokacją. Dostaliśmy tu też kilka fajnych motywów bądź scen, np. bitwę o Pałac Spowiedniczek gdzie Zed ewidentnie znów stał się Wichrem Śmierci. Wreszcie też udało się zadać porządny cios naszemu uber-komunistycznemu imperatorowi, a i tutejszy pomniejszy złoczyńca także potrafił zaniepokoić kilkoma sekwencjami.
Największym natomiast problem tej części był mocno niedorobiony pay-off i wiele motywów porzuconych, niewyjaśnionych czy wręcz niedokończonych. Generalnie uważam, że najgorsze u Goodkinda są zakończenia. Prawie nigdy bohaterowie nie osiągają celów dzięki sobie samym. Zawsze są to zbiegi okoliczności i deus ex machiny powodujące, że przypadkiem spotykają się ze złoczyńcami w jakimś ważnym miejscu i w chaotycznym splocie przypadków wszystko się rozstrzyga. O ile tego typu zakończenie w Świątyni Wichrów było pociesznie najbardziej absurdalnym to tutaj jest ono najbardziej naciągane i przez to mało satysfakcjonujące czy wręcz rozczarowujące. Zwłaszcza w kontekście wędrówek bohaterów przez całą powieść, zarówno tych dobrych jak i złych.
Masa motywów po prostu irytująco się nie rozstrzyga. Nie są to dwa czy trzy urwane wątki. Tutaj prawie każdy z nich się nie spina. Sama obecność Richarda pod koniec wystarcza by wszystko dobrze się skończyło i całe 90% historii idzie wówczas do kosza. Śmierć Sebastiana jest mało satysfakcjonująca. Nie wiemy nawet czemu miał te białe włosy, a pytania jak został strategiem imperatora to już w ogóle byłaby jakaś fanaberia. Cała jego podróż kończy się no, po macoszemu. Nie wiemy też jak rozstrzygnęła się sytuacja w Aydindril z Zedem i Adi. Ba, dalej do końca nie czaimy o co chodzi z tytułowymi Filarami Świata. Czemu tak samo nazywa się pewnych ludzi jak i pewne miejsce? Co ta dziwna skalna konstrukcja na pustyni ma z nimi wspólnego? Dlaczego „dziury w świecie” faktycznie słyszą głos Opiekuna? Czemu Oba i po części Jennsen potrafili czasem zdobywać telepatycznie kontrolę nad ludźmi? (Drefen w Świątyni Wichrów chyba tego nie potrafił). Co było w tej mega-ważnej książce o Filarach Świata? Czy imperator cały czas tak wiarygodnie udawał, że nie wie kim jest Jennsen skoro znał książkę o Filarach Świata i sam wysłał Sebastiana na jej poszukiwania czy może to jednak dziura fabularna? Jakiej magii Siostry Mroku użyły na Jennsen aby zabiła Richarda i czemu to nie wyszło? Miała przecież umrzeć ale nie wiemy w sumie w skutek czego? Czy po tym całym rytuale mogła sobie po prostu ot tak zmienić zdanie? O co chodziło z tymi kamieniami Althei symbolizujących obrońców itp. - co i jak groziło światu? Skąd wzięły się sercowe psy? Czy sama obecność dziur w świecie rozrywa zasłonę? Jeżeli tak to czemu dopiero teraz? Gdzie jest Nicci? Co z Obą? Czemu Lathea znając Obę od dziecka jako „dziurę w świecie” (tą tematykę dogłębnie zgłębiała przecież jej siostra) była zdziwiona, że magia na niego nie działa i dała się zabić strzelając w niego bezużytecznymi płomieniami. Czym były lekarstwa, którymi go faszerowała? Czy miały otępiać wpływ Opiekuna czy faktycznie tylko się nad nim znęcała? Czy ja może dopowiadam sobie tylko fajne motywy, które dla Goodkidna nie miały znaczenia? No i sam Oba, po całej swojej drodze i posiadanym niepokojącym zestawie umiejętności po prostu utknął pod głazem i został pozostawiony na śmierć - WTF? Niby czemu Opiekun miał go opuści jak dalej przecież nadawał się super aby zabić Richarda? I czemu go nie przesłuchać i nie zrozumieć lepiej co się działo tylko pozostawić pod kamieniem bez cienia refleksji? Czy Ci wszyscy specjaliści od „dziur w świecie” czyli anty-magicznych potomków Rahla Posępnego nie mieli pojęcia, że ludzie Ci słyszą wciąż nienawistne głosy z otchłani? I tak dalej czemu, czemu, czemu, czemu?
Ogólnie czytało się to dość nieźle ale po zebraniu myśli jest to chyba najbardziej dziurawy tom serii. Pourywany, z masą fabularnych baboli i bez konkluzji w swoich najważniejszych motywach fabularnych. Przy innym autorze byłbym pewny, że kolejny tom rozwinie te niedopowiedzenia ale na ile znam Goodkinda następny tom wrzuci nas od razu w kolejny wątek, a tutejsze zostaną porzucone w 99%.
Ode mnie 6-/10.
Było w miarę nieźle. Ogólnie uważam, że seria w pewnym momencie zaliczyła leciutki skok jakościowy. Po campowym chaosie tomu pierwszego, zerzniętych z Jordana tomie drugim i trzecim dopiero w czwartym tomie Goodkind zaczął stawać na swoim i chociaż wówczas jego książki nieco się poprawiają (z najlepszą Duszą Ognią) to zawsze nie na tyle by dobić do jakiejś wyższej oceny. I...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Pozdrawiam
To nie jest opinia, ale nowa wersja portalu wymaga wpisania kilku słów, by dołączyć książkę do biblioteczki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozdrawiam
Uff, już myślałem że się nie dowiem co z Betty z ulgą na ostatnich stronach powróciła i nie została przerobiona na kiełbaski ;)
Uff, już myślałem że się nie dowiem co z Betty z ulgą na ostatnich stronach powróciła i nie została przerobiona na kiełbaski ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiła odmiana po poprzednich sześciu tomach. Tym razem bohaterami powieści nie są Richard i Kahlan lecz Jennsen i Oba - przyrodnie rodzeństwo Richarda. Zaskakujące jak Goodkind zgrabnie włączył tą opowieść do całości. Książka jest świeża, ciekawa i odmienna od reszty.
Niestety w połowie tomu zaczęłam mieć dosyć Jennsen. Zastanawiałam się czy jest tak bezdennie głupia czy po prostu ślepa na fakty. Radość z braku Kahlan, która również jest męcząca, była przedwczesna. Drugim sporym mankamentem jest zakończenie. Cała książka leci sobie spokojnie do przodu, zostaje nam ok 40 stron i wygląda na to, że to połowa historii. I nagle...pęd. Wszystko strasznie przyśpiesza i nadchodzi finał. Za szybko, z pominięciem wielu szczegółów.
Mimo braków warto przeczytać, jedna z lepszych części cyklu.
Miła odmiana po poprzednich sześciu tomach. Tym razem bohaterami powieści nie są Richard i Kahlan lecz Jennsen i Oba - przyrodnie rodzeństwo Richarda. Zaskakujące jak Goodkind zgrabnie włączył tą opowieść do całości. Książka jest świeża, ciekawa i odmienna od reszty.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety w połowie tomu zaczęłam mieć dosyć Jennsen. Zastanawiałam się czy jest tak bezdennie głupia czy po...
rewelacyjny cykl
rewelacyjny cykl
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja zdecydowanie dla czytelników serii Miecz Prawdy, wyrwana z kontekstu na pewno wiele traci. Za to dla fanów pewnie niewiedza głównych bohaterów będzie w pozytywnym tego słowa znaczeniu bardzo "irytująca", nie zabraknie w niej również zabawnych elementów towarzyszących tej sadze, aczkolwiek w dużej mierze mamy tu jednak mroczną i brutalną opowieść.
Pozycja zdecydowanie dla czytelników serii Miecz Prawdy, wyrwana z kontekstu na pewno wiele traci. Za to dla fanów pewnie niewiedza głównych bohaterów będzie w pozytywnym tego słowa znaczeniu bardzo "irytująca", nie zabraknie w niej również zabawnych elementów towarzyszących tej sadze, aczkolwiek w dużej mierze mamy tu jednak mroczną i brutalną opowieść.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGenialna! Bardzo mi się podoba ta część Miecza Prawdy. Interesujące jest to że Terry Goodkind napisał ją z punktu widzenia Jensen, która się panicznie bała Rahla Posępnego, a potem również Richarda, bo sądziła, że obaj pragną jej śmierci. W prawdzie irytował mnie fakt, ze ona tak źle myśli o Richardzie i tak sprawnie uciekała przed Nathanem i innymi, którzy całą sprawę wyjaśniliby szybciej, no ale tak to już jest. Ogólnie postać Jensen bardzo mi się spodobała (w przeciwieństwie do serialu, gdzie była tępą dzidą). Sebastiana szybko przejrzałam, można było się domyślić że Jagang specjalnie go wysłał żeby znalazł Jensen, która jako jedyna mogła zabić Richarda. Co jednakże nie zmienia faktu iż był dość atrakcyjną i uroczą postacią ;)
Najbardziej... naprawdę bardzo... nie wiem czy znajdzie się drugi taka straszna taka postać... nienawidzę Oby! Cieszę się ze ten głupek w końcu zginął, bo te jego psychopatyczne zboczone zapędy ewidentnie mnie przerażały... Już wolałam Drefana. On był nawet normalny xD
Szkoda że Kahlan i Richard pojawiają się dopiero na końcu książki. Czytając nie mogłam się doczekać aż wreszcie się pojawią i Richard dowie się że ma siostrę! Bardzo też chciałabym wiedzieć co się z nimi stało od czasu gdy Richard, Kahlan, Nicci i Cara spotkali się w Altur Rang.
Nie rozumiem opinii, w których czytelnicy krytykują Filary Świata za to że Richard i Kahlan pojawiają się tak późno... Mam wrażenie, że te osoby nie rozumieją zamysłu autora, który warto zrozumieć i docenić, a nie tylko krytykować. A był on następujący: Napisać książkę z punktu widzenia osób, które uważają, że Lord Rahl jest pozbawionym duszy tyranem, pragnącym krwawymi sposobami podporządkować sobie ludzkość. Dlatego Richard i Kahlan pojawiają się tak późno - żeby nie zdradzać od początku jacy są wspaniali. Oczywiście wszyscy, którzy czytali poprzednie części, wiedzą jaki jest Richard i Kahlan, ale pomyślcie o osobach, które przypadkiem najpierw sięgnęli po Filary Świata a nie PPM. Te osoby od początku lepiej wczuwają się w postać Jensen i dla nich lord Rahl i Matka Spowiedniczka to potwory. Dopiero na końcu okazuje się, że jest inaczej. Dlatego krytyka FŚ oparta na tym, że Richard i Kahlan pojawiają się na końcu dowodzi tylko, że osoby głoszące taką krytykę, moim zdaniem nie chcą bądź nie potrafią zastanowić się nad zamysłem autora.
Genialna! Bardzo mi się podoba ta część Miecza Prawdy. Interesujące jest to że Terry Goodkind napisał ją z punktu widzenia Jensen, która się panicznie bała Rahla Posępnego, a potem również Richarda, bo sądziła, że obaj pragną jej śmierci. W prawdzie irytował mnie fakt, ze ona tak źle myśli o Richardzie i tak sprawnie uciekała przed Nathanem i innymi, którzy całą sprawę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to