rozwińzwiń

Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku

Okładka książki Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku autora Małgorzata Korytkowska, 9788360711088
Okładka książki Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku
Małgorzata Korytkowska Wydawnictwo: Propaganda literatura piękna
2 str. 2 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Liczba stron:
2
Czas czytania
2 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360711088
Średnia ocen

4,7 4,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku

Średnia ocen
4,7 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku

avatar
179
57

Na półkach:

Zabawna opowieść, ale nie żadne arcydzieło. Ot, fajna lektura na lato.
Tradycja daje mężczyznom prawo do sypiania z każdą napotkaną kobietą. Ponoć taka ich fizjologia. Ale, kiedy tego samego dopuści się przedstawicielka płci pięknej... No, jakże to tak???!!! A no tak!!! 😜
Pani Małgosia dobiega 50-ki. Pracuje w biurze, którego struktura powiązana jest z wojskiem. Jest singielką i mieszka na osiedlu w PRL-owskim bloku, a akcja książki dzieje się na przełomie lat 80/90.
Jak sam tytuł wskazuje, nasza bohaterka nie należy do tzw. "porządnych kobiet". W jej życiu przewija się cała plejada "narzeczonych". No, cóż... Blok stary, w domu wciąż coś się psuje, ściany wymagają malowania, kran przecieka, a dzwonek u drzwi dzwoni bez przerwy i nie daje się wyłączyć. Któż lepiej zajmie się tymi wszystkimi problemami, jak nie kolejny fachowiec? Kwestia rozliczenia za usługę pozostaje do dogadania 😉 Pani Małgosia jest kobietą wciąż bardzo atrakcyjną i chętną, więc dogadać jest się łatwo. Jednak czasami dość trudno pozbyć się kochanka, który zaczyna rościć sobie prawo do bycia jedynym, choć sam jest... żonaty. Małgosia jednak nie jest skłonna do monogamii.
Sąsiedzi bacznie obserwują działania dzienne (i nocne) bohaterki i jej gości. Dla nich gotowi są nawet darować sobie telewizyjne seriale.
Mimo, że rzecz dotyczy spraw łóżkowych, nie jest to absolutnie erotyk ani tym bardziej porno. Wiadomo, o co chodzi, ale bez pikantnych szczegółów, więc amatorzy ostrych scen będą zawiedzeni 😜

Zabawna opowieść, ale nie żadne arcydzieło. Ot, fajna lektura na lato.
Tradycja daje mężczyznom prawo do sypiania z każdą napotkaną kobietą. Ponoć taka ich fizjologia. Ale, kiedy tego samego dopuści się przedstawicielka płci pięknej... No, jakże to tak???!!! A no tak!!! 😜
Pani Małgosia dobiega 50-ki. Pracuje w biurze, którego struktura powiązana jest z wojskiem. Jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2799
2795

Na półkach: , ,

Autorka chciała napisać książkę obrazoburczą, lecz niestety spóźniła się z jej wydaniem o dobre dwadzieścia lat. Gdyby pozycja ta ukazała się w latach dziewięćdziesiątych, to może poruszyłaby męskie ego lub podziałała elektryzująco i mobilizująco na wojujące feministki. A dziś? Cóż, o wyczynach starszej pani, która w wieku lat 46 odkryła uroki seksu, słucha się mniej więcej tak, jakby się jadło odgrzewane kotlety. Ani smaczne, ani porywające. Książka jest zachwalana jako dowcipna. Nie jest. Chyba, że ktoś ma na myśli to znaczenie wulgarne. Lecz nawet sceny łóżkowe opisane są bez żaru i erotyzmu, niczym relacja z rąbania drewna. Autorka nie może się zdecydować czy jej stosunek do mężczyzn jest czysto fizjologiczny (istota wyposażona w penis, czyli zabawkę dla pań),czy też bardziej intelektualny (narzeczony, który zjawia się u niej, aby pławić się w dyskusjach i pogaduszkach, rarytasach niedostępnych w stadle małżeńskim). Poza przygodami łóżkowymi w książce można znaleźć głównie relacje z życia biurowego maszynistki, pracującej na ciepłej posadce w quasi wojskowej firmie. Jednym słowem zarówno lekturę, jak i słuchanie można sobie odpuścić. Szkoda jedynie lektorki, która świetnie czyta, a dodatkowo jej głos idealnie oddaje bohaterkę, a zarazem narratorkę wynurzeń.

Autorka chciała napisać książkę obrazoburczą, lecz niestety spóźniła się z jej wydaniem o dobre dwadzieścia lat. Gdyby pozycja ta ukazała się w latach dziewięćdziesiątych, to może poruszyłaby męskie ego lub podziałała elektryzująco i mobilizująco na wojujące feministki. A dziś? Cóż, o wyczynach starszej pani, która w wieku lat 46 odkryła uroki seksu, słucha się mniej więcej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
248
31

Na półkach: ,

Sympatyczna, nawet momentami zabawna i to chyba tyle.

Sympatyczna, nawet momentami zabawna i to chyba tyle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

19 użytkowników ma tytuł Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku na półkach głównych
  • 16
  • 3
10 użytkowników ma tytuł Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku na półkach dodatkowych
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Polsko-bułgarska gramatyka konfrontatywna Małgorzata Korytkowska, Violetta Koseska-Toszewa, Roman Roszko
Ocena 0,0
Polsko-bułgarska gramatyka konfrontatywna Małgorzata Korytkowska, Violetta Koseska-Toszewa, Roman Roszko

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziennik ciężarowca Tomasz Kwaśniewski
Dziennik ciężarowca
Tomasz Kwaśniewski
Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. To chyba pierwszy dziennik który czytałem, a z pewnością pierwszy taki ... trywialny. To jadłem na śniadanie, a to byłem kupić w sklepie. Potem kłóciłem się z narzeczoną. itp - codzinność Także rzeczy, które mnie drażniły to: - wulgarność (jego i jej) - zupełnie niepotrzebna - i w książce i w życiu nawet. Może ze mnie jakiś purytanin wychodzi, ale no mnie to drażniło (a z tego co czytam opinie nie tylko mnie). Do tego jeszcze w książce tak. Książce która "podgląda prawdziwych ludzi od kuchni". Smutne to. Bo masz z tyłu głowy, że to najprawdopodobniej prawdziwe historie, rzeczywiści istniejący, żyjący ludzie - a nie jakiś zmyślony inkwizytor ;P. - ta monotonia dnia codziennego. Przez to co prawda szybko się to czytało/słuchało (najpierw 150% a potem nawet 200% szybkości - bo ileż można). Może powinienem to dodać jako pozytyw, ale taka "codzienność" tej książki dodawała też jej realizmu. - może to nie kwestia samej książki, ale zaskakują mnie niektóre pochlebne opinie o tej książce (czy blogu). Że koleś taki czuły i taki i śmiaki. A to egocentryczny koleś, z którego często wychodzi dupek i przerośnięty dzieciak. Narzeczona BTW też często nie zostaje daleko w tyle. Za głowę się łapałem. I oczywiście ryzykuję tu brzmienie jak jakiś moralizator, ale jak koleś się focha gdy rzeczy nie idą tak jak chce - to tupanie trzylatka mi się przypomina. I oczywiście każdy miewa takie odruchy, ale do trzydziestki człowiek powinien się już nauczyć się z nimi radzić. No naprawdę słuchając Bogu dziękowałem za moją wspaniałą żonę :D (i książki do tego nie potrzebuję ;P ). I jestem może zbyt surowy dla rzeczywistego kogoś, kto jednak przeszedł swoje - z uzależnieniem od hazardu. Jednak no razi :| Ale było też kilka pozytywów: - To jak (szczególnie na początku) zachowywali się dość okropnie w związku, z czasem jednak było dużo rzadsze. A kiedy udawało im się wychodzić na prostą i pogodzić - człowiek jakoś im zaczynał kibicować - jak czarnemu koniowi. - Nie powiem kilka rzeczy też z książki wyciągnąłem, a po to ją słuchałem. Także może dam więcej niż te 5 :D
Miś_koralgol - awatar Miś_koralgol
ocenił na65 lat temu
Ballada o Januszku Sławomir Łubiński
Ballada o Januszku
Sławomir Łubiński
Po obejrzeniu (trzy razy) genialnego serialu, z pewną obawą sięgnęłam po książkę, na podstawie której on powstał, ale szybko zrozumiałam, że niepotrzebnie, gdyż okazała się ona równie genialna jak jej ekranizacja. Aczkolwiek niektóre wątki w serialu bardziej rozbudowano, natomiast książka skupia się głównie nad emocjami wynikającymi z toksycznej relacji matka-syn i została poprowadzona w narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu mamy okazję poznać odczucia, emocje, spostrzeżenia bezpośrednio od głównej bohaterki czyli Gieni Smoliwąs. Zadałam sobie pytanie o to kiedy pojawiły się pierwsze symptomy tego, iż z syna Gieni - Januszka wyrośnie bezduszny kryminalista i przypomniałam sobie dzień, w którym przystąpił do I komunii, a po uroczystościach w kościele, gdy lunął deszcz i jego ubranko komunijne zafarbowało go na czarno, odezwał się do matki w następujący sposób: "Coś ty mi za szmatę kupiła, garkotłuku jeden, to ty mamusia moja jesteś?". A dalej było już tylko gorzej. Śledzimy losy wdowy, kobiety udręczonej nie tylko ciężką pracą, ale przede wszystkim coraz bardziej bezczelnymi wybrykami syna. Z jednej strony zaskakuje pozytywnie mądrość , zaradność, roztropność tej prostej kobiety, mocno doświadczonej przez życie, a z drugiej szlag człowieka trafia gdy broni syna i jest w stosunku do niego bezkrytyczna, daje sobą pomiatać. Jej naiwność w poprawę zachowania Januszka bije po oczach. Chwilami miałam ochotę potrząsnąć tą kobietą i krzyknąć aby przejrzała na oczy i się opamiętała, bo taka bezkrytyczna miłość do zwykłego bandyty, który nie szanował matki, skończy się dla niej tragicznie. Obserwowanie ciężkiego losu Gieni, jej zmagania o to aby utrzymać siebie i syna, przez co haruje jak wół nie tylko w kuchni ale również sprżątając domy różnych ludzi, sprawiało, że serce krwawiło mi wielokrotnie. Niemal czułam tę jej udrękę. A gdy jeszcze do tego dochodzi choroba nóg (zapewne z przepracowania) i zaczyna coraz bardziej podupadać na zdrowiu, mając pomoc jedynie od obcych ludzi, to już całkowicie przelewa czarę goryczy. I te jej wycieczki przez całą Polskę do syna, osadzonego w różnych zakładach resocjalizacyjnych, gdy w jawny spób nią pogardza, szydzi z niej wołając pieniędzy, to już dla normalnego człowieka o wiele za dużo. Nie wspominając już o libacjach alkoholowych, jakie urządzał w domu, kradzieży jej pieniędzy, rękoczynach, do których dochodziło , gdy była już mocno schorowana. Szkoda, że wątek dotyczący pobytu Gieni w sanatorium, który w serialu mocno rozbudowano tutaj pojawił się właściwie marginalnie. A był to jeden z moich ulubionych wątków, który pokazał, że Gienia dostała wreszcie szansę od losu aby zmienić coś w swoim życiu na lepsze, ale ponownie z tej szansy nie skorzystała, bo ważniejszy okazał się synalek - bandyta. Zarówno serial jak i książka przeczołgał mnie emocjonalnie. Autor doskonale przekazał emocje tej kobiety, całą gorycz jej istnienia, gdzie każdy dzień to harówka od rana do nocy, żadnych przyjemności, brak perspektyw na polepszenie losu, do czego niestety, trochę sama się przyczyniła, swoją pobłażliwością w stosunku do syna. Po oczach "biła" też jej dołująca samotność. I bardzo wymowna scena, gdy siedzi sama przy wigilijnym stole, wspominając nieżyjących członków rodziny i nachodzi ją taka refleksja: "Wszystko przemija, tylko pamięć pozostaje". Prosta kobieta, proste życie, prosty język, ale zarówno emocje, jak i toksyczna relacja matka-syn uchwycone po mistrzowsku. Książka genialna, ale jeżeli ktoś jest wrażliwy na ludzką krzywdę, to podczas czytania będzie mocno cierpiał, bo nie da się przejść wobec tego wszystkiego obojętnie. Polecam, bo to literatura na najwyższym poziomie.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na108 miesięcy temu
Rain Man Leonore Fleischer
Rain Man
Leonore Fleischer
Historię "Rain Mana" poznałam najpierw dzięki świetnemu filmowi, później przeczytałam książkę, którą znalazłam podczas wakacji w rodzącym się nieśmiało w naszym kraju bookcrossingu. Nie miałam wtedy żadnego pojęcia o artyzmie i nie znałam nikogo ze spektrum. Na pierwszy rzut oka Raymond Babbitt w książce „Rain Man” jest zdecydowanie wyrazistszym bohaterem niż postać filmowa. Bardziej niedostępnym, wyalienowanym, nieakceptującym dotyku, nie mówiąc już o poważniejszej bliskości. Jest niezdolny do identyfikowania i wyrażania emocji. Za to konsekwentnie wypełnia dzienny plan bezpieczeństwa, podążając ku wewnętrznemu spokojowi. Jeśli cokolwiek z jego sztywnego i ściśle zaplanowanego rozkładu dnia będzie, według niego zagrożone, nastąpi nieunikniony wybuch wszelakich objawów, metod i sposobów, aby przeciwko nieplanowanym okolicznościom gwałtownie zaprotestować. Wtedy wyobraźnia neurotypowego towarzystwa wystawiona zostanie na wielką próbę cierpliwości i będzie wymagała mistrzostwa, aby zachować spokój. Właśnie tak "ukraszona" była podróż Raymonda i jego brata Charliego z Cincinnati do LA. Charlie, człowiek sukcesu, który jednym z kilku uśmiechów i obłaskawiającym laniem wody, potrafi rozwiązać większość swoich codziennych problemów międzyludzkich, jako towarzysz i opiekun nieporadnego brata, jest zupełnie nieskuteczny. W tej konfrontacji jego wachlarz zachowań, reakcji i trików jest pusty, jak bęben rockowej kapeli. Głównym motywem fabuły jest podróż, droga, przygoda. Droga przez USA, podróż buickiem, kierowca, pasażer, przygoda. Nawet Raymond pchał się za kierownicę, mimo że nie rozumiał, dlaczego nie ma na to szans. Raymond był autystycznym mężczyzną (chociaż w książce i filmie termin autyzm się nie pojawia) z przebłyskami nietypowych zdolności. Wystarczającymi do liczenia kart z 6 talii w grze w oczko – kto grał choćby tylko jedną talią, wie jakie to trudne! To była pierwsza sytuacja, która zburzyła poczucie wyższości Charliego wobec niepełnosprawnego Raymonda. Później zdarzyło się też kilka innych bardziej powierzchownych historii. Jednak najważniejsze były te głębsze, niewidoczne wątki. Szczególnie jeden, najistotniejszy o tworzeniu relacji braterskiej, dopiero co poznanych się dwóch dorosłych mężczyzn. Pierwsze zderzenie rodzeństwa było gwałtowne, szybkie i chaotyczne, a potem byliśmy świadkami fantastycznej przemiany Charliego, twardego handlowca z kowbojskim polotem i niepohamowanym życiowym powerem. Raymondowi taka egzystencja i takie życiowe cele były zupełnie obce. On nie wiedział, co to znaczy chcieć, mieć, dążyć do celu, marzyć. Za to doskonale poradził sobie z wpisaniem imienia brata do swojego nietykalnego notesu na Listę Rzeczy Złowrogich. Ta z pozoru niemożliwa do zaistnienia symbioza pomiędzy braćmi mogła zaistnieć dzięki komuś, kto chciałby stać się spoiwem niezbędnym do połączenia światów obydwu braci. Taką osobę odnajdujemy w postaci Sussane. Wydaje się ona na początku naiwną, kobietką nie obojętną na urok dóbr materialnych, która szczęśliwie upolowała Charliego, ale z czasem widzimy jej prawdziwe naturalne wnętrze. Dobre, szczodre, takie po prostu ludzkie. Susan stała się mediatorką na granicy dwóch braterskich wielkich murów, które dosyć długo nie zdają sobie sprawy, że chcą wzajemnie się zburzyć. Jak każda książka w zestawieniu z filmem także i ta uzupełnia kilka kwestii. W tym przypadku czytelnik może nieco lepiej zrozumieć osobę autystyczną, jej zachowania i reakcje. Do tego stopnia, że poczuje, jak bardzo Raymond potrafi napiąć mięśnie i jak bardzo zirytowany mógł być Charlie, kiedy jego brat nie akceptował próśb o uciszenie się w samolocie. Jednak do pełnego zrozumienia zachowań osób autystycznych i tego, co czują ich opiekunowie, gdy autyzm wymyka się do zewnętrznego świata i wywołuje różne, na ogół nieprzyjemne reakcje otoczenia, jeszcze daleko. Nie ulega jednak wątpliwości, że film i książka w tamtych czasach poruszały ważny społecznie temat, który był traktowany jak przysłowiowy gorący kartofel, z którym nie wiadomo co właściwie zrobić. A skoro nie wiadomo co z tym zrobić, to najlepiej sprawę przemilczeć. "Rain Man" to milczenie przerwał. Opowiedział nam historię o tym jak dwóch skrajnie innych wędrowców, którzy są na siebie skazani, udaje się w podróż, w poszukiwaniu wspólnego języka i więzi między sobą. I cel tej karkołomnej podróży zostaje osiągnięty. Chociaż z punktu widzenia mechanizmów funkcjonowania współczesnego społeczeństwa będzie coś budzącego wątpliwości i niepokojącego, w tym, że bracia odkryją życie pełne wartości i emocji w ramach nieuchronnego zderzenia się dwóch tak odmiennych, pozornie do siebie nieprzystających światów - pogoni za pieniądzem i ograniczającego międzyludzkie kontakty zmagania się z autyzmem. Pierwowzorem autystycznego Rain Mana był Amerykanin Kim Peek (zmarł u w 2009r.),który miał fotograficzną pamięć. Zapamiętanie stronicy książki zajmowało mu zaledwie kilka sekund. Znał na pamięć 12 tysięcy książek, zapamiętywał też mnóstwo innych informacji: nazwiska, liczby, daty, programy telewizyjne, adresy, układy ulic w miastach, itp. Raz zapamiętanych informacji już nie zapominał. Tę niezwykłą zdolność cierpiącego na autyzm Peeka badali m.in. specjaliści z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. Autor scenariusza "Rain Mana" Barry Morrow spotkał się z Peekiem i zainspirował jego niezwykłymi zdolnościami. Rain Man" zdobył w 1989 roku cztery Oscary: za najlepszy film, scenariusz, reżyserię (Barry Levinson) i dla najlepszego aktora (Dustin Hoffman). Książka powstała na podstawie scenariusza filmu.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na87 miesięcy temu
Handlarze czasem Tomasz Jachimek
Handlarze czasem
Tomasz Jachimek
Mamy tu chyba kwintesencję wszystkich zalet i wad sytuacji pod tytułem „kabareciarz pisze powieść”. Jeśli chodzi o język czy humor, to mamy tu bardzo dobry poziom – oczywiście jeśli się lubi styl autora z czasów przedstandupowych, ze scenicznych czy radiowych monologów. Czyli cięte porównania, potoczne słownictwo, odniesienia popkulturowe czy społeczne. Te ostatnie z oczywistych względów trochę się zestarzały (a niektóre trochę bardziej),ale możemy je potraktować jako obraz epoki, w której „Handlarze czasem” powstawali. Do tego mocno zarysowane postacie – a przynajmniej do pewnego momentu, bo starsze wersje bliźniaków spłaszczają się przykro – i sam pomysł na całość, tak porąbany, że tylko człowiek związany z kabaretem mógłby go wymyślić: przykuty do wózka wujek-wynalazca buduje maszynę, która umożliwia handel godzinami. Czyż to nie brzmi szalenie? Zalety już były, a gdzie wady? W sumie jedna, ale za to dość poważna – przyzwyczajony do krótkich form autor nie do końca sobie radzi z poprowadzeniem spójnej fabuły przez całą, ponad 300-stronicową powieść. Rozdziały o pobocznych bohaterach w teorii mają sens, przedstawiając różne losy „klientów” czasowego biznesu, ale w praktyce trochę rozmywają główny wątek. A skoro o nim mowa... Początkowo masz wrażenie, że ta historia prowadzi cię do jakiejś konkluzji, ale im dalej w las, tym bardziej zaczynasz się czuć, jakby nawet sam autor nie bardzo wiedział, do jakiego finału ta opowieść podąża. Jeżeli w ogóle taki był cel, a nie po prostu sama na poły socjologiczna zabawa koncepcją świata, w którym można nagiąć dotychczasowe prawa fizyki i chronologii. Ale ogólnie przyjemna lektura, nie żałuję. [Skrócona wersja recenzji facebookowej, pełny post tutaj: https://www.facebook.com/ostatniazzielonych/posts/pfbid02XEeuxvTY6jH8LCqTdEGnaaBb1haREDhThjZSxxT3B2a6hyMFqKX6Ph6jjTd7zdegl]
Daguchna - awatar Daguchna
oceniła na62 lata temu
Jędrne kaktusy Wawrzyniec Prusky
Jędrne kaktusy
Wawrzyniec Prusky
Wawrzyniec Prusky – popularny przed dekadą bloger – przestał już pisać i ogranicza się do skromnej działalności na Facebooku. Pozostały po nim dwie książki. Jędrne kaktusy to jego debiut, a zarazem zbiór najciekawszych wpisów z bloga, oczywiście poprawionych i niekiedy też przeredagowanych, uzupełnionych o parę nowych historyjek. Osoby, które bloga śledziły na bieżąco, pewnie były rozczarowane – w większości dostały materiał, który już znały. Cała reszta mogła jednak liczyć na sporą porcję dobrej zabawy. Wawrzyniec to alter ego gorzowianina Pawła Klimczaka, człowieka całkowicie zwyczajnego. Wawrzyniec ma ukochaną żonę Mżonkę, syna zwanego Dziedzicem, a z czasem dorabia się też Potomki. Pracuje w niewielkiej firmie informatycznej, gdzie dowodzi grupką Wenusjanek, ale niechętnie o niej pisze. Niezbyt dużo miejsca poświęca też swojemu najlepszemu kumplowi, Rabiemu. Znacznie więcej czasu poświęca obserwowaniu swojego życia rodzinnego oraz osiedlowego, wreszcie oglądanym filmom czy nawet meczom piłkarskim. Niezwykłe jest to, że u Wawrzyńca zwykły spacer z synem na pobliską łąkę zamienia się w niebezpieczną, a przede wszystkim zabawną wyprawę. Podobnie wizyta w fikolandzie, próba zakupienia marynarki czy butów, wreszcie zwykła poranna pobudka zafundowana mu przez dziedzica. Odpowiedni dobór słów, subtelna stylizacja zamieniająca na przykład rozmowę przy stole w posiedzenie plenarne, wreszcie olbrzymia wyobraźnia autora pozwalająca mu wyczarować nieraz bardzo alternatywną rzeczywistość, zamieniają te krótkie historyjki w prawdziwe perełki. Swoje robi też zmysł obserwacji Wawrzyńca, który z wielką łatwością wyłuskuje absurdy życia codziennego. A tych, jak wiadomo, nie brakuje. Recenzja: https://zdalaodpolityki.pl/2018/07/31/jedrne-kaktusy/
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na77 lat temu

Cytaty z książki Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pamiętnik niemłodej i niestatecznej panny z odzysku