Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury
To ta - jedna z tych "naj" książek ;) Jest bardzo dobra. Ale jest to cegła na ponad 900 stron i to, na co zwracają inne opinie uwagę, czyli mnóstwo statystyk, to też prawda - to może być nieco monotonne... Jak autor zaznacza na początku: nie dało się napisać krótszej ;) i pewnie ma rację, ale... to po prostu sprawia, że nie pochłania jej się zupełnie lekko. Język jest bardzo przystępny i właściwie raczej lekki, z odrobiną humoru, ale naprawdę tak delikatną, że jest to idealne połączenie. Książkę dobrze się czyta, ale pierwszą połowę nieco lepiej niż drugą... To nie jest najlżejsza w czytaniu książka, ale treść jest bardzo dobra.
Powiedzieć, że na świecie jest co raz lepiej jest łatwo, i już dawno sam to zauważyłem, ale dla nieprzekonanych autor powołuje się na olbrzymią liczbę statystyk (dlatego książka jest taka długa). Kiedy po nią sięgałem, myślałem że będzie o przestępstwach typu morderstwa i napaści, ewentualnie gwałty ale tematy poruszane przez autora są dużo szersze: morderstwa, konflikty zbrojne, niewolnictwo, ludobójstwo, zbrodnie z nienawiści ale też przemoc fizyczna w rodzinach, stosunek do mniejszości, zwierząt, bicia dzieci...
"Trudno w to uwierzyć - wiem, że większość ludzi nie wierzy - ale natężenie przemocy od dawna maleje i dzisiaj prawdopodobnie żyjemy w najspokojniejszej epoce w dziejach naszego gatunku. Proces ten nie przebiegał bez zakłóceń, nie ograniczył poziomu przemocy do zera i nie ma gwarancji, że będzie trwał wiecznie, ale jest niepodważalny, w skali czasowej od stuleci do lat, a także we wszystkich kategoriach zjawisk, od wojen po karanie dzieci za pomocą klapsa."
(pdf.str. 13)
Wiele znalezionych szkieletów ujawnia, że ci ludzie zmarli w wyniku przemocy (Ötzi, Człowiek z Kennewick, Człowiek z Lindow)
(odniesienie na str. 25)
Bardzo mocna jest część przytaczająca fragmenty Biblii opisujące przemoc całkiem brutalnie...
"Zdążając do Ziemi Obiecanej, Izraelici spotykają na swojej drodze Madianitów. Na rozkaz Boga zabijają mężczyzn, palą miasta, porywają trzody, a kobiety i dzieci biorą w niewolę. Kiedy wracają do Mojżesza, on gniewa się na nich, ponieważ oszczędzili kobiety, a część z nich nakłoniła Izraelitów do oddawania czci konkurencyjnym bogom. Każe więc swoim żołnierzom dopełnić dzieła ludobójstwa i uraczyć się gibkimi nałożnicami, które mogą gwałcić do woli: „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu”.
W Księdze Powtórzonego Prawa 20 i 21 Bóg przedstawia Izraelitom naczelną strategię postępowania z miastami, które nie przyjmą ich zwierzchnictwa: mężczyzn zadźgać mieczami, a kobiety i dzieci uprowadzić. Mężczyzna mógł wtedy stanąć przed następującym problemem: ponieważ właśnie zabił rodziców i braci swojej pięknej nowej niewolnicy, mogła nie być w nastroju do amorów. Bóg przewidział tę uciążliwość i podsunął następujące rozwiązanie: mężczyzna, który porwał kobietę, powinien ogolić jej głowę, obciąć paznokcie i uwięzić w swoim domu na miesiąc, żeby wypłakała sobie oczy, a potem może ją zgwałcić."
(pdf.str. 31-32)
"Stary Testament ukazuje świat, który dla współczesnych oczu jest wstrząsający w swoim okrucieństwie. Ludzie biorą w niewolę, gwałcą i mordują członków swojej najbliższej rodziny. Watażkowie na oślep wyrzynają cywilów, nie wyłączając dzieci. Kobiety są kupowane, sprzedawane i wykorzystywane jak zabawki seksualne. Jahwe torturuje i masakruje setki tysięcy ludzi za przypadki drobnego nieposłuszeństwa albo bez żadnego powodu. Tego rodzaju bestialstwa nie są zjawiskiem incydentalnym. Uczestniczą w nich wszystkie ważniejsze postacie Starego Testamentu, rysowane kredkami przez dzieci w szkółce niedzielnej. Ta okrutna saga ciągnie się przez tysiąclecia, od Adama i Ewy przez Noego, patriarchów, Mojżesza, Jozuego, sędziów, Saula, Dawida, Salomona i dalej. Jak wyliczył biblista Raymund Schwager, w Starym Testamencie „jest ponad 600 fragmentów wprost mówiących o tym, że narody, królowie albo pojedynczy ludzie napadają, niszczą i zabijają innych. […] Około 1000 wersetów, w których sam Jahwe pełni funkcję bezpośredniego wykonawcy brutalnej kary, wiele tekstów, w których Pan oddaje przestępcę pod miecz kata, a w ponad 100 innych fragmentach Jahwe wydaje nakaz zabijania”. Matthew White, który określa się mianem badacza przemocy i prowadzi bazę danych z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych większych wojen, rzezi i ludobójstw, obliczył, że liczba ofiar masowych mordów konkretnie wymienionych w Biblii wynosi 1,2 miliona. (Pomija pół miliona poległych w wojnie pomiędzy Judą i Izraelem, opisanej w Drugiej Księdze Kronik 13, ponieważ w świetle innych posiadanych przez nas informacji liczba ta wydaje się mało wiarygodna.) Gdybyśmy dodali do tego ofiary potopu, łącznie uzyskaliśmy około 20 milionów.
Pocieszające jest to, że większość tych rzeczy oczywiście nigdy się nie wydarzyła. Nie ma dowodów na to, że Jahwe zalał planetę wodą i podpalał miasta, ale również historie o patriarchach, exodusie, podbojach i imperium żydowskim prawie na pewno są fikcyjne. Historycy nie znaleźli w źródłach egipskich wzmianki o odejściu miliona niewolników (co raczej nie umknęłoby uwagi Egipcjan),archeolodzy nie natrafili zaś na ślady oblężeń i walk w ruinach Jerycha i sąsiednich miast z około 1200 roku p.n.e. A jeśli na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. istniało imperium Dawida rozciągające się od Eufratu po Morze Czerwone, to w tamtym czasie nikt tego nie zauważył.
Współcześni bibliści ustalili, że Biblia jest jak Wikipedia. Przez ponad pół tysiąclecia tworzyli ją pisarze posługujący się różnymi stylami, dialektami, imionami postaci i koncepcjami Boga, a chaotyczne przeróbki pozostawiły po sobie wiele sprzeczności, powtórzeń i nieciągłości."
(pdf.str. 34-35)
- :D (tak obszernie sobie cytuję, bo mi się przyda również do innych dyskusji ;) ). Ale to że dziś miliony wierzących ma przecież zupełnie inną (współczesną) moralność, to też oznacza właśnie tyle, że ludzie są mniej brutalni.
"Niezależnie od tego, czy Izraelici rzeczywiście dopuszczali się ludobójstw, nie ulega wątpliwości, że uważali je za dobry pomysł. Nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta ma prawo nie być gwałcona albo kupowana jako obiekt seksualny. Autorzy Biblii nie widzieli niczego złego w niewolnictwie bądź takich okrutnych karach, jak oślepianie, kamienowanie albo rąbanie na kawałki. Życie ludzkie nic nie znaczyło w porównaniu z bezmyślnym posłuszeństwem wobec zwyczaju i władzy."
(pdf.str. 35)
"(…) od XIII do XX wieku liczba zabójstw w różnych regionach Anglii obniżyła się 10-krotnie, 50-krotnie, a w niektórych przypadkach 100-krotnie - na przykład ze 110 zabójstw na 100 000 mieszkańców rocznie w XIV-wiecznym Oksfordzie do mniej niż 1 zabójstwa na 100 000 mieszkańców w Londynie z połowy XX wieku.
(...) Odkrycie to obala wszelkie stereotypy o sielskiej przeszłości i zdegenerowanej teraźniejszości. W odpowiedziach na internetowy kwestionariusz, który miał sprawdzić postrzegany poziom przemocy, ludzie zgadywali, że XX-wieczna Anglia była o 14% brutalniejsza od
Anglii XIV-wiecznej. W rzeczywistości była o 95% mniej brutalna."
(pdf.str. 94-95)
"Można przypuszczać, że w XVIII wieku idea zniesienia kary śmierci wydawałaby się lekkomyślna. Uznano by zapewne, że nie musząc się bać makabrycznej egzekucji, ludzie bez wahania mordowaliby dla zysku albo z zemsty. Dzisiaj jednak wiemy, że zniesienie kary śmierci nie tylko nie odwróciło utrzymującej się przez wiele stuleci tendencji spadkowej wskaźnika zabójstw, ale że na ogół tendencję tę przyspieszało oraz że najniższe wskaźniki zabójstw notowane są we współczesnych państwach Europy Zachodniej, z których żadne nie uśmierca ludzi. Kara śmierci jest jedną z wielu form instytucjonalnej przemocy, które niegdyś uchodziły za niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, ale po ich zniesieniu społeczeństwo doskonale sobie bez nich poradziło."
(pdf.str. 207-208)
- cóż jeszcze dodać? :) Ale tak, także takie kwestie porusza autor w książce jak choćby złagodzenie kar. Oraz niewolnictwo - nawet jeśli zdarza się nadal, to żadne państwo nie będzie mówić o tym z dumą:
"Wypowiedź Kevina Balesa, prezesa stowarzyszenia Free the Slaves (…):
'(…) Dzisiaj nie musimy toczyć batalii prawnej, ponieważ we wszystkich krajach prawo zakazuje niewolnictwa; nie musimy odpierać argumentu ekonomicznego, ponieważ żadna gospodarka nie opiera się na niewolnictwie (inaczej niż w XIX wieku, kiedy bez niewolników mogłyby upaść całe branże). Nie musimy też toczyć sporów moralnych, ponieważ nikt nie próbuje usprawiedliwiać niewolnictwa.'"
(pdf.str. 214)
A jeśli przeliczyć liczbę ofiar z uwzględnieniem współczynnika ludnościowego i pozycję, którą zajmowałoby dane wydarzenie, gdyby liczba ludności świata wynosiła tyle, ile w połowie XX wieku, to się okazuje że IIWŚ zajęłaby nie pierwsze, a dopiero 9 miejsce pod względem liczby ofiar!
(tabela ze str. 260)
"(…) nigdy nie było wojny między dwoma krajami demokratycznymi."
(pdf.str. 364)
"(…) kraje demokratyczne rzadziej toczą wojny międzypaństwowe, rzadziej pogrążają się w wojnach domowych na dużą skalę i rzadziej popełniają ludobójstwa."
(pdf.str. 442)
- to tak w kontekście tego czemu przeraża mnie jakikolwiek inny ustrój ;)
Autor ma też coś do powiedzenia na temat terroryzmu:
"Ponadto w każdym roku z wyjątkiem 1995 i 2001 więcej Amerykanów za biły pioruny, jelenie, alergia na orzeszki ziemne, użądlenia przez pszczoły i „zapalenie się lub stopienie nocnej bielizny” niż zamachy terrorystyczne>'
(pdf.str. 447)
- ;)
"Od niepamiętnych czasów rodzice porzucali, dusili, bili, topili i truli wiele ze swoich nowo narodzonych dzieci.
Antropolog Laila Williamson przeprowadziła badania, z których wynika, że dzieciobójstwo było praktykowane na wszystkich kontynentach przez wszystkie rodzaje społeczeństw, od niepaństwowych gromad i osad (z których 77% akceptowało zwyczaj dzieciobójstwa) po rozwinięte cywilizacje. Do niedawna od 10% do 15% wszystkich niemowląt zabijano niedługo po urodzeniu, a w niektórych społeczeństwach odsetek ten dochodził do 50%. (…)
Przebyliśmy długą drogę, zanim dotarliśmy do naszych czasów, których półkilogramowym maleństwom ratuje się życie dzięki heroicznym wysiłkom chirurgów, oczekuje się od dzieci produktywności ekonomicznej dopiero w trzeciej dekadzie życia, a za przemoc wobec dzieci uznaje się grę w zbijaka."
(pdf.str. 535)
- dalej jest możliwe wyjaśnienie dzieciobójstwa z perspektywy biologii ewolucyjnej i ma to sens, muszę przyznać.
Fragment dotyczący homoseksualizmu jest tak fajnie napisany :D
"Przemoc homofobiczna, odgórna lub oddolna, to tajemnicza pozycja w katalogu przemocy, ponieważ agresor nie odnosi z niej żadnej korzyści. Nie wchodzą w grę żadne sporne zasoby, a ponieważ homoseksualizm jest przestępstwem bez ofiar, zapobieganie mu nie zwiększa spokoju społecznego. Można by wręcz oczekiwać, że na widok homoseksualisty mężczyźni hetero pomyślą sobie: „Super, więcej kobiet dla mnie!”. Zgodnie z tą samą logiką znacznie większą zbrodnią powinno być lesbijstwo, ponieważ usuwa z puli rozrodczej dwie kobiety naraz. (…)
Homofobia jest ewolucyjną zagadką, podobnie jak sam homoseksualizm. To znaczy nie ma niczego tajemniczego w homoseksualnym zachowaniu. Człowiek jest gatunkiem polimorficznie zboczonym i bez przerwy próbuje zaspokajać popęd płciowy za pomocą różnych żywych i nieżywych obiektów, które nie zwiększają jego osiągnięć rozrodczych. W wyłącznie męskich środowiskach, na przykład na statkach, w więzieniach i szkołach z internatem, ludzie często zadowalają się łatwo dostępnym obiektem, który w całej okolicy najbardziej przypomina kobiece ciało."
(pdf.str. 575)
- :D (tak, oczywiście dalej jest trochę poważniej ale i tutaj przemoc spada).
"Mit czystego zła jest wielką przeszkodą na drodze do zrozumienia prawdziwego zła. Jako że punkt widzenia naukowca przypomina punkt widzenia sprawcy, a punkt widzenia moralisty przypomina punkt widzenia ofiary, naukowców oskarża się o to, że „usprawiedliwiają sprawcę”, „przerzucają winę na ofiarę” albo próbują zrehabilitować amoralną doktrynę, że „wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć” (przypomnijmy sobie, jak odpowiedział na tego rodzaju krytykę Lewis Richardson: dużo potępić to mało zrozumieć)."
(pdf.str. 635)
- podoba mi się odpowiedź pana Lewisa Richardsona.
"Alternatywa dla mitu czystego zła brzmi następująco: większość cierpienia zadawanego ludziom przez ludzi bierze się z motywów, które znajdujemy w każdej normalnej osobie. Płynie z tego wniosek, że spadek przemocy w znacznej mierze wynika z faktu, iż ludzie kierują się tymi motywami rzadziej, w bardziej ograniczonym stopniu i w mniejszej liczbie sytuacji."
(pdf.str. 724)
"(…) inteligentniejsi ludzie są bardziej liberalni."
(pdf.str. 838)
- dlaczego wcale mnie to nie dziwi? ;) (btw. wzrost inteligencji wiąże się ze spadkiem przemocy). Ale potem jest "korelacja, która zdenerwuje lewicę, tak jak korelacja z liberalizmem zdenerwowała prawicę", więc konserwatyści też nie muszą się z góry negatywnie nastawiać :D
"Niechęć do nowożytności to jeden z lejtmotywów współczesnej krytyki społecznej. (…) Co takiego dała nam technologia, mówią, oprócz alienacji, skażenia środowiska, patologii społecznych, utraty sensu życia i kultury konsumeryzmu, która niszczy naszą planetę tylko po to, żebyśmy mogli mieć domy do samodzielnego montażu, SUV-y i reality show?
(…) Od lat siedemdziesiątych, kiedy romantyczna nostalgia zawędrowała pod strzechy, statystycy i historycy gromadzą fakty, które przemawiają przeciwko niej. Tytuły publikowanych przez nich książek mówią same za siebie: (…) "It’s Getting Better All the Time" , "The Good Old Days - They Were Terrible!" (…)
Obrońcy nowożytności opowiadają o uciążliwościach codziennego życia przed nastaniem zamożności i technologii. Nasi przodkowie, przypominają nam autorzy, byli zawszeni, mieli robaki i mieszkali nad piwnicami, w których gromadziły się ich odchody, a jedzenie było bez smaku, monotonne i nie zawsze dostępne. Opiekę medyczną zapewniano za pomocą piły lekarza i obcęgów dentysty. Przedstawiciele obu płci harowali od świtu do nocy, po czym pogrążali się w ciemnościach. Zima oznaczała wiele miesięcy głodu, nudy i dotkliwej samotności w gospodarstwach rolnych odciętych od świata przez śnieg.
Nasi niedawni przodkowie musieli się jednak obchodzić nie tylko bez przyziemnych wygód, ale również bez wyższych i szlachetniejszych dóbr, takich jak wiedza, piękno i kontakty międzyludzkie. Do niedawna większość ludzi nigdy nie oddaliła się o więcej niż kilkanaście kilometrów od miejsca urodzenia. Nikt nie miał pojęcia o ogromie kosmosu, prehistorii cywilizacji, genealogii istot żywych, kodzie genetycznym, świecie mikroskopowym czy składnikach materii i życia. Nagrania muzyczne, książki w przystępnych cenach, natychmiastowe wiadomości ze świata, reprodukcje wybitnych dzieł sztuki czy filmy fabularne były czymś niewyobrażalnym, już nie mówiąc o tym, żeby miały się zmieścić w kieszonkowym urządzeniu. Kiedy dzieci emigrowały, ich rodzice często już nigdy ich nie widzieli, nie słyszeli ich głosów i nie poznawali swoich wnuków. Do tego wszystkiego dochodzą dary nowożytności dla samego życia: dodatkowe dekady istnienia, matki, które nie umierają przy porodzie, dzieci, które przeżywają swoje pierwsze lata na ziemi. Kiedy spaceruję po starych cmentarzach Nowej Anglii, zawsze uderza mnie obfitość maleńkich kwater grobowych i przejmujących inskrypcji. Elvina Maria, zmarła 12 lipca 1845 roku w wieku 4 lat i 9 miesięcy. „Wybaczcie tę łzę, płacze matka. Tutaj śpi uschnięty kwiatuszek”.
Przy wszystkich tych powodach, dla których żaden romantyk nie wsiadłby do wehikułu czasu, nostalgik zawsze mógł wyjąć jedną kartę moralną: przemoc w świecie nowożytnym. Przynajmniej, mówił nostalgik, nasi przodkowie nie musieli się martwić o napady rabunkowe, strzelaniny w szkołach, zamachy terrorystyczne, holocausty, wojny światowe, pola śmierci, napalm, gułagi i zagładę jądrową. Żaden Boeing 747, żaden antybiotyk, żaden iPod nie jest przecież wart cierpienia, których potrafią przysporzyć światu nowoczesne społeczeństwa z ich technologiami.
I właśnie w tym miejscu pozbawiona sentymentalizmu historia i statystyczne rozeznanie mogą zmienić nasze spojrzenie na nowożytność, pokazują bowiem, że nostalgia za pokojową przeszłością jest w tym kontekście największym złudzeniem. Teraz już wiemy, że tubylcze ludy (...) miały wyższe wskaźniki zgonów wojennych od notowanych podczas naszych wojen światowych. Twórcy romantycznych wizji średniowiecznej Europy pomijają dopieszczone przez rzemieślników narzędzia tortur i nie mają pojęcia o 30-krotnie wyższym ryzyku morderstwa w tamtych czasach. Stulecia, za którymi ludzie odczuwają nostalgię, były stuleciami, w których żonom cudzołożników obcinano nosy, ośmioletnie dzieci wieszano za drobne kradzieże, od rodziny więźnia żądano opłaty za rozkucie kajdan, czarownice przepiłowywano na połowę, a marynarzy chłostano do żywego mięsa. Moralne oczywistości naszej epoki, na przykład że niewolnictwo, wojna i tortury są złem, uznano by za sentymentalizm pięknoduchów, a koncepcję powszechnych praw człowieka za sprzeczność samą w sobie. Ludobójstw i zbrodni wojennych nie odnotowywano w kronikach historycznych tylko dlatego, że w tamtych czasach nikt nie dostrzegał w nich poważnego problemu. Z perspektywy prawie siedmiu dekad po wojnach światowych i ludobójstwach pierwszej połowy XX wieku widzimy, że nie były to zwiastuny jeszcze gorszego ani norma, do której świat się przystosował, lecz lokalny szczyt, z którego krzywa zjechała zygzakami w dół. Ukryte za tymi zbrodniami ideologie nie były koncepcjami wplecionymi w tkankę nowoczesności, lecz anachronizmami, które trafiły na śmietnik historii."
(pdf.str. 877-879)
- długi cytat ale musiałem. No. I cieszę się, że nim właśnie mogę zakończyć tą recenzję :)
(czytana/słuchana: 12-21.08.2025)
5/5 [9/10]
OPINIE i DYSKUSJE o książce Darwin, Bóg i sens życia
Książka prowadzi przez kolejne argumenty za tym, że cały znany nam świat i znana nam wiedza świadczą o nieistnieniu Boga.
Argumentacja w różnych miejscach bardzo nierówna. Czasami bardzo pogłębiona z wieloma odniesieniami. W innym miejscu płytka, wręcz infantylna.
Miejscami zachodzi wrażenia, że książkę pisał wojujący ateista.
Książka prowadzi przez kolejne argumenty za tym, że cały znany nam świat i znana nam wiedza świadczą o nieistnieniu Boga.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArgumentacja w różnych miejscach bardzo nierówna. Czasami bardzo pogłębiona z wieloma odniesieniami. W innym miejscu płytka, wręcz infantylna.
Miejscami zachodzi wrażenia, że książkę pisał wojujący ateista.
Najpierw - do kogo adresowana jest książka. Na pewno idealnym jej odbiorcą (szczególnie pierwszej części) są ludzie, których wiara chwieje się w posadach, ale nie umieją postawić kropki nad "i" i wciąż jeszcze kurczowo trzymają się jej na bazie kilku wciskanych od przedszkola "mądrości". Ta książka rozwieje je wszystkie - kto to wszystko stworzył? Po co to istnieje? Jeżeli nie ma Boga, to skąd się bierze dobro i zło? Czy człowiek jest "ukoronowaniem stworzenia"? - na te i dziesiątki innych pytań książka odpowiada w sposób nie pozostawiający wątpliwości.
Tak naprawdę jednak grono adresatów tej pozycji jest dużo szersze i każdy człowiek jeżeli tylko umie wznieść swoją myśl ponad religijne dogmaty winien po nią sięgnąć, ponieważ filozoficzne implikacje teorii ewolucji sięgają każdego z nas i to bardzo głęboko, w samą istotę naszego człowieczeństwa, myślenia, współżycia społecznego, moralności.
Ksiązkę Williamsa można z grubsza podzielić na trzy części. W pierwszej rzeczowo, punkt po punkcie, wskazuje na konsekwencje teorii ewolucji. Teraz dopiero zrozumiałem, dlaczego heliocentryzm, teoria kwantowa czy inflacyjny wszechświat nie mają tylu wrogów, zaś ewolucja - jak najbardziej. Konsekwencje są bowiem dla teistycznych religii miażdżące. Druga część to seria pytań o człowieka, nowe postawienie naszego gatunku w świecie przyrody. Skoro nie jesteśmy już "ukoronowaniem stworzenia", to czym jesteśmy? Czy jesteśmy lepsi od zwierząt, bardziej godni życia? Jaki w ogóle jest sens życia, po co żyć w nihilistycznym świecie atomów, świecie bez Boga? No i wreszcie trzecia część, dość głęboko sięgająca w korzenie moralności, jej pochodzenie i sens.
Ta książka jest tym, czy mógł być (a nie jest) "Bóg Urojony" Dawkinsa. Dopiero teraz, po przeczytaniu "Boga, Darwina i Sensu życia" widzę, jak bardzo ułomnym i niepełnym dziełem jest najbardziej kontrowersyjne dzieło rottweilera Darwina, w którym to Dawkins, jakkolwiek mając rację w każdej chyba sprawie, wiele rzeczy pomija, upraszcza, schodzi na boczne tory dyskusji nie mające dużo wspólnego z właściwym tematem czy też wchodzi w ślepe uliczki argumentacji, kiedy próbuje czegoś dowodzić, ale sam do końca nie wie czego. W książce Williamsa Szczególnie zaimponowały mi rozdziały o moralności, ponieważ Dawkins ledwo prześlizgnął się po temacie, jakby czuł, że wypada coś wspomnieć, ale nie bardzo wiedział co napisać. Tutaj temat potraktowany jest bardzo dogłębnie, rzetelnie i wyczerpująco.
W kwestii moralności książka stawia mnóstwo kłopotliwych pytań, stawia wiele na głowie. Autor z pewnym zakłopotaniem przyznaje, że nie wszystkie pytania są dla niego komfortowe, szczególnie, że nasuwające się odpowiedzi są bardzo niepokojące.
Czapki z głów, książka jest doprawdy wspaniała!
Najpierw - do kogo adresowana jest książka. Na pewno idealnym jej odbiorcą (szczególnie pierwszej części) są ludzie, których wiara chwieje się w posadach, ale nie umieją postawić kropki nad "i" i wciąż jeszcze kurczowo trzymają się jej na bazie kilku wciskanych od przedszkola "mądrości". Ta książka rozwieje je wszystkie - kto to wszystko stworzył? Po co to istnieje? Jeżeli...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa pozycja, chociaż czasami za bardzo skupia się na oczywistych faktach dotyczących ewolucji. Chyba adresowana jest także do tych nieprzekonanych do tej teorii. Jestem po lekturach na ten temat m.in. Dawkinsa i dla mnie książka ta była takim lekkim, "smacznym" dodatkiem. Generalnie polecam.
Ciekawa pozycja, chociaż czasami za bardzo skupia się na oczywistych faktach dotyczących ewolucji. Chyba adresowana jest także do tych nieprzekonanych do tej teorii. Jestem po lekturach na ten temat m.in. Dawkinsa i dla mnie książka ta była takim lekkim, "smacznym" dodatkiem. Generalnie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo przeczytałem ostatnio dwie niby podobne książki. Tej daję połowę gwiazdek, bo chyba jest kierowana do młodego czytelnika którym już niestety nie jestem...
No przeczytałem ostatnio dwie niby podobne książki. Tej daję połowę gwiazdek, bo chyba jest kierowana do młodego czytelnika którym już niestety nie jestem...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam.
Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByć może się starzeję i staję się bardziej wybredny, ale coraz częściej mam ochotę zaczynać tekst od słów „To mogła być naprawdę dobra książka”. Osobiście spodziewałem się zdecydowanie bardziej pogłębionego wykładu, co nie znaczy, że przenaukowionego czy przefilozofowanego. Temat wpływu teorii Darwina (należało by chyba już pisać – ewidentnego faktu, że ewolucja zachodzi) na postrzeganie świata, światopogląd każdego człowieka etc. jest na tyle ważny, ze nie należy go traktować po łebkach. Tymczasem wiele rozdziałów, wiele tematów wydaje się być potraktowane bardzo przyczynkarsko. Z jednej strony autor pisze tak, jakby założył, że czytelnik sporo wie o ewolucji, ale i o dogmatach religijnych a z drugiej strony nie pogłębia zbytnio różnych kwestii odsyłając czytelnika do bardziej fachowej literatury.
Książka już na starcie dość mocno irytuje. Przywykłem już do anglosaskiej maniery zaczynania książek od tasiemcowych podziękowań. Tu – całe szczęście – mamy tylko dwie strony. Ale poraził mnie wstęp. Zazwyczaj wstęp, jak sama nazwa wskazuje, powinien być wprowadzeniem w temat, naprowadzeniem czytelnika na tok myślenia autora. Tymczasem dostajemy… dziesięć kartek abstraktu, streszczenia całej książki! Autor ni mniej ni więcej tylko rozpisuje się o tym, o czym już za chwileczkę, już za momencik będzie pisał. Lekturę możemy więc zacząć … dopiero od strony 37.
Pierwsza połowa książki dość słaba. Autor próbuje pokazać, jak teoria Darwina podważa większość podstawowych dogmatów religijnych, ideę Boga osobowego itp. Owszem, wywody wydają się logiczne, ale… niedowiarka na pewno nie przekonają a przekonywać ateisty nie muszą, bo ateista i tak to wszystko już wie, bo doszedł do tych wniosków sam, albo o tym już wielokrotnie czytał w innych, lepszych książkach. Więc dla kogo jest ten tytuł? Nie wiem. Ciekawiej w drugiej połowie, gdzie autor pokazuje, jak teoria ewolucji koliduje z niektórymi poglądami na temat moralności i jakie to może mieć dla nas konsekwencje czy może raczej, jakich to nie będzie miało konsekwencji, choć nas się tym ciągle straszy.
Ktoś, kto czytał już nie tylko Dawkinsa, ale chociażby Ridleya, Wrighta, Pinkera, Denneta, czy inne podobne pozycje, ten często będzie się nudził. W końcu to blisko 400 stron tekstu. Owszem, plusem jest fakt zebrania w jednym tomie większości kontrowersji na styku ewolucjonizm vs. religia, Darwin vs. Bóg, darwinizm a moralność, ale kiedy autor co chwila niedwuznacznie sugeruje, że jeśli czytelnik się chce więcej dowiedzieć, nich sobie poczyta pana X czy Y, może to zirytować. Przypisów odwołujących się do innych lektur i autorów mamy sporo.
No i to ciągłe przypominanie, że autor już o tym wspominał w poprzednim rozdziale, albo zapowiedzi, że poszerzy temat w kolejnych rozdziałach. Najbardziej mnie ubawiło zdanie na końcu przedostatniego rozdziału: „Temu pytaniu [postawionemu w ostatnim akapicie] poświęcę kolejny rozdział, który będzie ostatnim rozdziałem mojej książki.”. Super. Dobrze, że zostałem powiadomiony, bo pewnie bym się nie domyślił.
Nie chce odnosić się do poszczególnych kwestii poruszanych przez autora, bo nie miejsce tu na światopoglądowe dyskusje, ale napomknę o (jak często mi się to ostatnio przytrafia) stronie wydawniczej.
Przywykłem, że książki wydawnictwa CiS to nie tylko lektury ciekawe, ale i dobrze opracowane. Tu zaskoczenie. Otwórzmy tzw. stronę redakcyjną. I co zobaczymy? Ano książka nie ma redaktora. Ma za to korektora. Do tłumaczenia nic nie mam, bo pan Szwajcer już dawno przyzwyczaił mnie do solidnej roboty. Ale pani korektor się tu nie popisała. Przede wszystkim jest całkiem sporo literówek. Gdybyż to jeszcze były typowe literówki, ale jeśli ze zdań wypadają przyimki czy spójniki, to już lekka przesada. Po raz pierwszy też spotkałem się z ciekawym błędem technicznym. Naliczyłem się ośmiokrotnie wierszy pozbawionych zupełnie spacji miedzy wyrazami! Słowa zapisano jedno za drugim. Przykład ze str. 59: „pozaziemskiejinteligencji***.CzęśćteoretykówIDprzyznaje”
W rozdziale pierwszym mamy też coś, co można nazwać „nadnawiasowatością”. Autor stosuje liczne wtręty w zdaniach oddzielając je nawiasami. Do tego stosuje je również tam, gdzie – w języku polskim przynajmniej - nie ma to absolutnie żadnego uzasadnienia. W wielu miejscach owe nawiasy można by śmiało zastąpić przecinkami. Niby nic, ale jednak przeszkadza w czytaniu.
Na końcu książki dostajemy skromniutki, niespełna dwustronicowy aneks „Lektury zalecane” oraz wielostronicowa bibliografię. Dawno, dawno temu wydawało mi się, że bibliografia to niepotrzebne pogrubianie książki, że nikt tego nie przegląda. Dość szybko jednak zmieniłem zdanie. Przeglądam bibliografię, żeby przekonać się, czy jakieś pozycje zostały wydane w języku polskim. I tu wydawnictwo mnie powaliło na łopatki. W „Lekturach zalecanych” mamy informacje, czy dany tytuł był już przetłumaczony, czy nie. Tymczasem w bibliografii ani widu. A właśnie na liczne tytuły z bibliografii powołuje się autor. Uważny czytelnik może dojść do przekonania, że po polsku to nic ciekawego o Darwinie i ewolucjonizmie nie poczyta. A nie jest to prawda.
Podsumowując: dla kogoś, kto zupełnie nie ma wyrobionego zdania na temat, jak pogodzić wiedzę o ewolucji z wiarą w taki czy inny nadprzyrodzony Absolut i czy w ogóle to da się pogodzić, książka może podsunąć sporo tropów. Dla czytelnika oczytanego trochę w temacie książka niewiele przyniesie nowości – szkoda pieniędzy i czasu.
Być może się starzeję i staję się bardziej wybredny, ale coraz częściej mam ochotę zaczynać tekst od słów „To mogła być naprawdę dobra książka”. Osobiście spodziewałem się zdecydowanie bardziej pogłębionego wykładu, co nie znaczy, że przenaukowionego czy przefilozofowanego. Temat wpływu teorii Darwina (należało by chyba już pisać – ewidentnego faktu, że ewolucja zachodzi)...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to