Karate-Do: Moje życie

Okładka książki Karate-Do: Moje życie autorstwa Gichin Funakoshi
Okładka książki Karate-Do: Moje życie autorstwa Gichin Funakoshi
Gichin Funakoshi Wydawnictwo: Diamond Books biografia, autobiografia, pamiętnik
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Karate-Do. My Way of Life
Data wydania:
2006-03-07
Data 1. wyd. pol.:
2006-03-07
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
8390669323
Tłumacz:
Marek Matusiak
„Karate-do” to autobiografia człowieka, który z karate - lokalnej sztuki samoobrony nauczanej skrycie na Okinawie, uczynił sztukę walki znaną i praktykowaną na całym świecie.

Gichin Funakoshi jest autorem wielu książek poświęconych karate. Pierwsza z nich, zatytułowana „Ryukyu Kempo: Karate", ukazała się w W 1922 roku. Niniejszą autobiografię mistrz Funakoshi napisał już pod koniec życia, mając blisko dziewięćdziesiąt lat.

„Karate-do" mieści te dziewięćdziesiąt lat na ledwie stu czterdziestu stronach: dzieciństwo na Okinawie, nauka karate u najwybitniejszych ekspertów, kariera nauczycielska, pierwsze trudne próby zaszczepienia sztuki w samej Japonii i wreszcie sukces w postaci tysięcy ćwiczących i międzynarodowego zainteresowania.

Obok, niewątpliwie najistotniejszych, wątków autobiograficznych Gichin Funakoshi wplótł w książkę również szereg uwag na temat historii karate-do, szkół działających na Okinawie i etymologii słowa „karate", podał nawet własną receptę na długowieczność. Niezwykle cennym uzupełnieniem „karate-do" są również uwagi mistrza na temat istoty karate i szczegółów praktyki.

Wspomnienia Gichina Funakoshiego polecić można nie tylko osobom zainteresowanym karate, ale i tym wszystkim, których interesuje kulturalna spuścizna orientu.
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Karate-Do: Moje życie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Karate-Do: Moje życie

Średnia ocen
7,4 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Karate-Do: Moje życie

Sortuj:
avatar
19
14

Na półkach:

Trudno sformułować opinię, bo to jakby oceniać biblię...
Gość stworzył współczesne karate jako formę samodoskonalenia ciała i ducha.
Ta książka nie jest do czytania, tylko do studiowania.
Świetna baza.

Trudno sformułować opinię, bo to jakby oceniać biblię...
Gość stworzył współczesne karate jako formę samodoskonalenia ciała i ducha.
Ta książka nie jest do czytania, tylko do studiowania.
Świetna baza.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

50 użytkowników ma tytuł Karate-Do: Moje życie na półkach głównych
  • 28
  • 19
  • 3
14 użytkowników ma tytuł Karate-Do: Moje życie na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oyama Legenda i Dziedzictwo Michael J. Lorden
Oyama Legenda i Dziedzictwo
Michael J. Lorden
Książka poświęcona legendarnemu Mistrzowi. Twórcy stylu kyokushin - uważanemu za najtwardszą ze wszystkich odmian karate... Oyama pochodził z Korei, którą jako młodzian opuścił na rzecz Japonii. W "nowej ojczyźnie " przybrał też nazwisko, pod jakim zasłynął później na świecie. Azjatyckie ( głównie "kopane") sztuki walki towarzyszyły mu od najmłodszych lat. Lecz nie do końca ufał w ich skuteczność podczas ewentualnej, prawdziwej potyczki. Takiej, w której to "nie bierze się jeńców "... Zapragnął więc stworzyć nowy styl. I poświęcił się temu bez reszty... W pewnym okresie swego życia wybrał absolutną samotność, bo tylko wtedy mógł całkowicie oddać się swej największej miłości, czyli karate. Nie było to jednak wyłącznie "czyste wykonywanie sportowych technik", ale prawdziwa "droga życia", i nieustanna konfrontacja z codziennymi przeciwnościami. Bo według Oyamy największymi zwycięzcami są ci, którzy pokonują problemy dnia codziennego właśnie... A on to czynił, przez wiele długich miesięcy, z dala od ludzi i cywilizacji... Wzmocniony takim psycho- fizycznym treningiem w całkowitym odosobnieniu, powrócił po jakimś czasie "do ludzi". Jako niemalże "człowiek znikąd" zadziwił wkrótce Japończyków, pokonując po kolei w twardych bojach ich uznanych mistrzów różnych sportów walki. Nikt nie mógł się równać z Oyamą, a jego ciosy oraz kopnięcia dewastowały mięśnie i kości kolejnych oponentów... Ale nie tylko na aspekt fizyczny Mistrz zwracał uwagę. Twierdził, że należy być "silnym jak lew, lecz szlachetnym niczym kwiat". Zaś w prawdziwej walce nie powinno być żadnych uczuć - czy to nienawiści, miłości czy litości - tylko beznamiętne wykonywanie wyuczonych wcześniej technik... Dlatego tak ważny był codzienny, sumienny trening... Żeby udowodnić skuteczność swego stylu walki oraz własnej odwagi Oyama nie unikał żadnych wyzwań. Nawet, gdy naprzeciwko stawał kilkuset kilogramowy byk... Książka, przedstawiająca losy i przemyślenia Wielkiego Mistrza - jest taką "małą biblią" dla miłośników sportów walki. A ludzie pokroju bohatera niniejszej pozycji- nie rodzą się przesadnie często...
Robwier - awatar Robwier
ocenił na83 lata temu
Ostatni samuraj Mark Ravina
Ostatni samuraj
Mark Ravina
Książkę tę reklamowano jednym zdaniem, które zresztą widnieje także na jej okładce: "Prawdziwa historia Saigo Takamoriego, która zainspirowała twórców przeboju filmowego z Tomem Cruise'em". W zdaniu tym większość czytelników zwraca uwagę głównie i przede wszystkim na takie elementy jak "przebój filmowy" i "Tom Cruise". Takie zresztą na pewno było zamierzenie wydawcy. To dość prosty trick handlowy. Problem (plus rozczarowania i zawody) polega na tym, że książka Marka Ravina do przereklamowanego filmu z Tomem C. ma się tak, jak pierogi ruskie do wykładu z chemii organicznej. "Ostatni samuraj" - mówię o książce - jest opracowaniem popularnonaukowym z akcentem na członie "naukowym". Jej autor jest wykładowcą historii Japonii, specjalizującym się w historii politycznej XVIII i XIX wieku. Bibliografia do tej książki obejmuje pewnie kilkaset pozycji (nie liczyłem) i dzieli się na źródła archiwalne, publikacje podstawowe, publikacje ogólne; do tego rozbudowane przypisy, źródła itd. W najlepszym razie można ją nazwać fabularyzowanym dokumentem. Dawno, dawno temu bardzo popularna była tak zwana seria "ceramowska" (od Ceram - "Bogowie, groby i uczeni"; właściwia nazwa serii to Rodowody cywilizacji). Wydawnictwo Amber ze swoją serią Tajemnice Historii najwyraźniej usiłuje stworzyć coś w tym stylu. "Ostatni samuraj" nie jest romantyczną powieścią przygodową. Jest rzetelnym opracowaniem obejmującym zarówno losy Saigo Takamoriego jak i pewien znaczący okres historii politycznej Japonii.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na612 lat temu
Żywot własny Benjamin Franklin
Żywot własny
Benjamin Franklin
„Żywot własny” Autor: Benjamin Franklin Moja ocena: 10/10 „Żywot własny” autorstwa Benjamina Franklina to fascynująca autobiografia jednego z najbardziej wpływowych myślicieli i działaczy amerykańskiego Oświecenia. Książka nie tylko ukazuje drogę życiową autora – od skromnych początków drukarza po współtwórcę nowoczesnego państwa – ale również stanowi inspirujące świadectwo pracy nad sobą, samodyscypliny i konsekwencji w dążeniu do celów. Publikacja zachwyca prostotą i klarownością języka. Franklin pisze przystępnie, bez zbędnego patosu, a jednocześnie z dużą dozą autorefleksji i humoru. Szczerość, z jaką opisuje własne sukcesy i porażki, sprawia, że książka nabiera uniwersalnego wymiaru. Można ją odczytywać nie tylko jako klasyczne dzieło autobiograficzne, ale również jako swoisty poradnik rozwoju osobistego, oparty na wartościach takich jak pracowitość, skromność, samodoskonalenie i troska o dobro wspólne. Zawarte w książce refleksje Franklina nad moralnością, edukacją, społeczeństwem i polityką nie straciły na aktualności mimo upływu ponad dwóch stuleci. Warto również zwrócić uwagę na styl – zwięzły, elegancki, a przy tym pełen inteligentnych obserwacji. Zdecydowanie polecam tę pozycję nie tylko miłośnikom historii i biografii, ale każdemu, kto poszukuje inspiracji do mądrzejszego i bardziej świadomego życia. To książka, do której warto wracać. ** 20:40 * 20.05.2025 * 47/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na1010 miesięcy temu
100 postaci, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości Michael H. Hart
100 postaci, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości
Michael H. Hart
Jedna z moich ulubionych książek. Już sam pomysł na taki ranking jest świetny (mimo pewnej absurdalności, bo zawsze można powiedzieć, że rodzice danej osoby mieli większy wpływ niż ona sama),bardzo pobudza wyobraźnię, dziwne, że nie powstało więcej takich list, a przynajmniej o tym nie słyszałem (poza analogiczną książką o 100 kobietach autorstwa Deborah G. Felder, która jednak niestety nie dorasta do pięt tej pozycji, oraz "kontynuacją” od tego samego autora, w której tworzy on taki ranking z perspektywy... roku 3000, a ponad połowę listy zajmują fikcyjne postaci “z przyszłości” – szkoda, że nie została ona wydana po polsku, a i po angielsku trudno ją znaleźć, pomysł jest tak szalony, że z wielką chęcią sprawdziłbym, jak to wyszło). Wykonanie jest może dość dalekie od ideału, lecz wciąż naprawdę dobre. Książka jest przede wszystkim napisana znakomitym językiem - opisy poszczególnych postaci to nie są jakieś suche notki biograficzne, lecz są wzbogacone przez autora różnymi ciekawostkami oraz jego rozważaniami i wtrąceniami w taki sposób, że nawet o tak nieciekawych z perspektywy współczesnego Europejczyka osobach, jak Asioka albo Zaratustra chce się czytać. Niektóre fragmenty mocno zapadają w pamięć, jak choćby zakończenie tekstu o Lavoisierze: “Podczas rozprawy do sądu został przesłany apel wzywający do oszczędzenia Lavoisiera z uwagi na liczne usługi, jakie oddał on krajowi i nauce. Sędzia odrzucił prośbę z krótką uwagą: “Rewolucja nie potrzebuje geniuszy”. Nieco bliższa prawdy była uwaga kolegi Lavoisiera, wielkiego matematyka Lagrange’a: “Potrzeba jedynie chwili, by ściąć tę głowę, ale żeby pojawiła się taka druga, może nie starczyć i stu lat“.” Można nie zgadzać się z opiniami autora, ale nie można mu odmówić merytorycznego podejścia do tematu (tak przynajmniej twierdziłem, zanim trafiłem na tutejsze, pożal się Boże, recenzje...). Należy mu się również szacunek za to, że nie zrobił z tego jakiegoś rankingu popularności i nie zamieścił osobistości pokroju The Beatles czy Billa Gatesa, o których obecnie jest głośno, ale za kilka(naście) wieków zapewne mało kto będzie o nich pamiętał. Mimo wszystko, miałbym autorowi trochę do zarzucenia, jeśli chodzi o skład i kolejność rankingu: 1. Co prawda już po lekturze dowiedziałem się, że autor jest Amerykaninem, ale gdybym tego nie wiedział, to zarzuciłbym mu anglocentryzm. O ile 2. miejsce Newtona jest jak najbardziej zasłużone (chociaż autor trochę poszedł na łatwiznę, przypisując odkrycie rachunku całkowego wyłącznie Newtonowi i pomijając osobę Gottfrieda Wilhelma Leibniza, jest jedynie wspomniane, że Newton “wdał się z Leibnizem w zaciekły spór”),o tyle już 31. pozycja Szekspira wzbudza pewien sprzeciw (bardzo ciekawe są natomiast dywagacje autora nad tym, komu powinno być przypisywane autorstwo jego dzieł, przedstawiona argumentacja na korzyść osoby Edwarda de Vere’a jest dość przekonująca - mimo że jest to teoria odrzucana przez większość badaczy - ale też zachęca do zagłębienia się w temat). Jak sam autor słusznie zauważa, sztuka ma stosunkowo niewielki wpływ na nasze życie i nawet biorąc pod uwagę trwałość jego dzieł, nie sądzę, by wywarł on większy wpływ od Hitlera, Napoleona lub Aleksandra Wielkiego. Znalezienie miejsca w głównej części rankingu dla Francisa Bacona to dość kontrowersyjny wybór, biorąc pod uwagę, że spośród filozofów autor nie umieścił w pierwszej setce choćby Kanta. Najbardziej dyskusyjnym wyborem tego rodzaju jest jednak umieszczenie Johna Locke’a i Olivera Cromwella w górnej połowie listy - osobiście wątpię, czy w ogóle powinni się oni na niej znaleźć. 2. W niektórych miejscach autor nie uzasadnia wystarczająco swoich twierdzeń np. stwierdza bez podania dodatkowych argumentów, że więcej książek powstałoby przy użyciu papieru i druku blokowego niż przy użyciu papirusu i ruchomej czcionki Gutenberga, a ja bym się z tym raczej nie zgodził. 3. Pominięcie wynalazku filmu. Wiadomo, że w dużej mierze było to po prostu rozwinięcie wynalazku fotografii i tak jak w większości przypadków nie dokonała tego jedna osoba, ale wciąż było na tyle przełomowe, że powinno zostać w jakiś sposób uwzględnione. 4. Stawianie wpływu świętego Piotra niemal na równi z Jezusem. Zgadzam się, że gdyby Jezus nie pozostawił po sobie naśladowców, to chrześcijaństwo nie stałoby się z pewnością największą religią w historii, ale zasługę jego rozkrzewienia należałoby raczej przypisać wszystkim apostołom (chociaż nie po równi, oczywiście),a tymczasem autor pisze niemal tak, jakby św. Paweł był jedynym uczniem Chrystusa. 5. W paru miejscach osoby porównywane przez autora są rozdzielone o jedną pozycję, co sprawia nieco sztuczne wrażenie. Jeśli autor stwierdza (jak najbardziej słusznie),że “Cortés przyspieszył bieg historii, Pizarro, być może, zmienił jej bieg”, to różnica między nimi w rankingu powinna być zdecydowanie większa. Podobnie z Shi Huangdi i Oktawianem Augustem oraz Cai Lunem i Gutenbergiem. 6. Pominięcie osoby Nikoli Tesli. Daleko mi do popularnego obecnie punktu widzenia, według którego to „największy geniusz w historii”, ale z pewnością zasłużył na wspomnienie w tekście o Edisonie i/lub Marconim. Jak widać, mam sporo uwag, pewnie mógłbym coś jeszcze dorzucić, ale są to głównie zarzuty dotyczące pojedynczych pozycji, wciąż jako całość oceniam tę książkę zdecydowanie pozytywnie. Zarzuty z recenzji użytkownika Piratka (i innych recenzji cytowanych w tej recenzji) są na tyle żenujące i ignoranckie, że stwierdziłem, iż muszę na nie odpowiedzieć. Dobrze, że chociaż na stronie Goodreads użytkownicy potrafili docenić tę książkę i średnia ocen wynosi tam prawie 4/5. “„krytycy zarzucali Autorowi, że ośmielił się nie tylko rozstrzygać które osobistości wywarły największy wpływ na dzieje świata, lecz i subiektywnie je klasyfikować. Wbrew zastrzeżeniom krytyków książka odniosła ogromny sukces; sprzedano dziesiątki tysięcy egzemplarzy.” To o wartości książki nie musi świadczyć. Po za tym książka kupiona nie musiała zostać przeczytana, a przeczytana nie musiała się spodobać.” I nigdzie nie jest to stwierdzone, nie musisz sobie dopowiadać, zresztą wystarczy poczytać w Internecie, żeby zobaczyć, że recenzje czytelników w zdecydowanej większości są pozytywne. “Obawiam się, że jest to wiedza z gatunku SF.” Bez komentarza, dużo więcej wspólnego z SF ma większość twoich zarzutów. Od siebie mogę co najwyżej dodać, że wiedza pozyskana dzięki przeczytaniu tej książki pozwoliła mi kilkukrotnie zabłysnąć w różnych sytuacjach odpowiedziami na takie pytania, jak “który papież zapoczątkował krucjaty?” albo “kto wynalazł papier?”. “Do tego Hart wyliczył postacie nie alfabetycznie, chronologicznie czy rzeczowo, lecz tak, jak sobie uważa.” I bardzo dobrze, gdyby nie to, to książka byłaby tylko nudną stertą biografii, bo przynajmniej połowa osób jest dość oczywistym wyborem. Dzięki uszeregowaniu postaci i wzbogaceniu całości o uzasadnienie dokonanych wyborów jest ona zdecydowanie ciekawsza. „Mimo swojej obszerności traktuje tematykę bardzo powierzchownie. Merytorycznie słabo, brak źródeł, autorów ilustracji, zawiera wiele błędów gramatycznych.” Wręcz przeciwnie, analizuje skrupulatnie życiorysy i dokonania poszczególnych osób, rozważa ich wpływ nie tylko do dnia dzisiejszego, ale stara się też spojrzeć w przyszłość. Co do źródeł, to chciałbym tylko zauważyć, że to literatura popularnonaukowa, a nie praca naukowa. Błędów gramatycznych nie dostrzegłem, nawet jeśli jakieś występują, to nie uważam, żeby znacząco wpływały na przyjemność z czytania. “We wstępie autor napomina, że stara się pomijać osoby, co do których nie ma pewności, że kiedykolwiek żyły, po czym czytamy o wielu wątpliwych "osobistościach".” Przy każdej takiej osobie, autor tłumaczy swój punkt widzenia oraz podaje niezbędne argumenty. No, może zabrakło mi tego trochę przy kilku postaciach religijnych (na czele z wiadomymi postaciami z miejsc pierwszego i trzeciego),ale mogłoby to wywołać zbędne kontrowersje, więc może i dobrze, że zostały one dołączone “z automatu”. “Najczęściej pojawia się słowo "prawdopodobnie".“ Trudno, żeby się nie pojawiało, skoro są rozważane hipotetyczne skutki. Autor miał przenieść się do alternatywnego wszechświata, żeby sprawdzić, co by się wydarzyło, gdyby nie narodziły się dane osoby? Naprawdę wyssane z palca te zarzuty. “Jest wiele ciekawszych i poważniej traktujących czytelnika cegiełek.” Szkoda, że nie podałaś żadnych przykładów, chętnie poczytam, mam nadzieję, że nie masz na myśli wspomnianej książki o 100 kobietach, której rzeczywiście można zarzucić powierzchowność i kiepski poziom merytoryczny. “Najważniejszą postacią jest tu Mahomet, drugą Newton.” I słusznie, można z tym polemizować, ale główne argumenty o wyższości Mahometa nad Chrystusem (po pierwsze Mahomet odegrał dużo większą rolę w rozwoju islamu niż Jezus w rozwoju chrześcijaństwa, a po drugie Mahomet był także przywódcą wojskowym, a nie tylko religijnym) są jak najbardziej przekonujące. Dodatkowo można stwierdzić, że wpływ Mahometa będzie prawdopodobnie trwalszy od wpływu twórców pozostałych religii: https://www.pewresearch.org/religion/2015/04/02/religious-projections-2010-2050/ A co do Newtona, to już w ogóle nie wiem, co masz przeciwko, jest bezkonkurencyjnie najbardziej wpływową postacią w historii nauki, popchnął ją swymi dokonaniami do przodu o co najmniej kilka wieków. “znaczenie tego dzieła dla rozwoju ludzkości przewyższa rolę wszystkich innych - może z wyjątkiem Biblii” Czyli niby kodeks Justyniana jest najbardziej znaczącym dziełem w historii? Bardziej niż wszystkie księgi religijne, wszystkie przełomowe prace naukowe i wszystkie traktaty filozoficzne? Mocno powątpiewam w to, raczej dużo bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że mediewista może przeceniać znaczenie dzieł wydanych w okresie, w którym się specjalizuje. “Bez urazy, jakiż wywarł on wpływ na dzieje świata ?” Gdybyś przeczytała uważnie tekst o Mahawirze, to wiedziałabyś. Dżinizm wyróżnia się spośród innych religii tym, że “jest doskonałym przykładem tego, w jak drastyczny sposób doktryny religijne mogą oddziaływać na sposób życia całej społeczności”. Jako przykład podano stosunek wierzących do zwierząt: “Bardzo ważną cechą dżinizmu jest przywiązywanie wagi do zasady ahimsy, czyli niestosowania przemocy, niewyrządzania krzywdy. Dżiniści uważają, że zasada ahimsy dotyczy nie tylko ludzi, lecz obowiązuje również w stosunku do zwierząt. Jednym z następstw tej zasady jest zakaz spożywania mięsa. Głęboko wierzący dżinista rozciąga zasadę ahimsy znacznie dalej; na przykłada nie zabija much i nie je po ciemku, bo mógłby przypadkowo połknąć jakiegoś owada, a więc spowodować jego śmierć. Zdarza się, że naprawdę pobożny, a przy tym wystarczająco zamożny dżinista wynajmuje kogoś do zamiatania przed nim ulicy, ponieważ idąc mógłby przypadkowo nastąpić na jakiegoś owada czy robaka i go zabić”. Poza tym autor wspomina też, że “dżiniści stanowią zamożną grupę społeczną, a w proporcji do liczebności ich udział w życiu intelektualnym i artystycznym Indii jest bardzo duży”. Do tego dochodzi wpływ filozofii Mahawiry na praktyki religijne hinduizmu: “Obowiązujący w dżinizmie zakaz składania ofiar ze zwierząt i spożywania mięsa w znaczący sposób wpłynął na praktyki religijne hinduizmu. Zasada niekrzywdzenia i niestosowania przemocy wywiera stały wpływ na filozofię hinduską, nawet obecnie.” Moim zdaniem Mahawira powinien nawet być w rankingu wyżej od Justyniana. Ten drugi nie ma już od wieków żadnego realnego wpływu na obecne prawodawstwo, a Mahawira wciąż wywiera znaczący wpływ na życie około 5 milionów ludzi. “Lord D’Abernon uznał pokonanie Czerwonej Armii nad Wisłą w 1920 r. za 18 decydującą bitwę świata” Żaden z wodzów z tej listy nie znalazł się na liście (nie licząc ludzi pokroju Napoleona, których wpływ sięga dużo dalej niż tej jednej potyczki),bo jedna bitwa to po prostu za mało. Zresztą nawet gdyby Polacy ją przegrali, to prawdopodobnie zaważyłoby to jedynie na niepodległości Polski (określanie tego wydarzenia mianem “bitwy, która odmieniła losy świata” na podstawie książki jednej osoby, która też nie była jakimś wielkim autorytetem i mogła mieć swój interes w wyolbrzymieniu jej znaczenia, jest strasznie naciągane, Armia Czerwona była zbyt słabo zaopatrzona, żeby kontynuować ofensywę na zachód, poleciłbym ci przeczytanie książki “Polska bez cudów. Historia dla dorosłych”, jednak widzę, że już to zrobiłaś i niestety nie wyciągnęłaś z tego żadnej refleksji, twoja recenzja tej książki to taki bezsensowny słowotok, że trudno to nawet sensownie skomentować),no, ale widzę, że u niektórych zaślepienie patriotyzmem wywołuje dość skrajny polonocentryzm. Stalin i Lenin “załapali się” dopiero na 66. i 84. miejsce, a Piłsudski miałby zmieścić się w setce? Już prędzej przyczepiłbym się o pominięcie Karola Młota, który mógłby znaleźć się chociażby na liście honorowej za powstrzymanie podboju Europy przez Arabów, choć to też można łatwo uzasadnić - tym, że obrona Konstantynopola miała zapewne większe znaczenie w tej kwestii od bitwy pod Poitiers. “Abraham Lincoln trzeci od końca w liście dodatkowej” Nie żeby to miało jakieś wielkie znaczenie, ale jeśli ktoś nawet nie zauważył, że wymienione na końcu osoby są podane w kolejności alfabetycznej (zresztą autor wprost pisze, że “nie oznacza to, że gdyby wydłużyć listę zasadniczą, to te dziesięć osób (w nieokreślonej jeszcze kolejności) zajmowałoby pozycje 101-110, ani też, że wymienione niżej osoby znalazłyby się na liście z numerami 101-200"),to chyba sporo mówi to o jego skupieniu podczas czytania tudzież inteligencji. “Jak napisał ktoś na forum historycy.org” Po pierwsze, fajne źródło xD Nie wiem, gdzie tu dostrzegasz lekceważący ton, zresztą trzeba być zaiste bezczelnym, żeby zarzucać lekceważący ton autorowi na koniec recenzji, którą samemu napisało się bardzo lekceważącym tonem. Autor wyraźnie pisze, że to przecież wybór Lincolna na prezydenta wywołał secesję Południa, więc trudno mu przypisać dodatkowy wpływ za powstrzymanie czegoś, co w gruncie rzeczy sam spowodował. Poza tym Południe nie miało praktycznie szans wygrać wojny secesyjnej i utrzymać niezależności, bo zdecydowanie ustępowało Północy pod względem przemysłowym i demograficznym. Pewności oczywiście nie ma, ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby Stany Zjednoczone pozostały rozbite na dłuższą metę, kiedy Północ i Południe były ze sobą tak mocno związane językowo, kulturowo, religijnie i handlowo. Może jedynie z zarzutami dotyczącymi części o Konstantynie Wielkim bym się zgodził. Swoją drogą, jestem ciekaw, jak wyglądałby twój ranking.
Janusz Luczak - awatar Janusz Luczak
ocenił na89 miesięcy temu
Kierunek Kitaj, czyli autostopem do Chin i dalej Ludwik Papaj
Kierunek Kitaj, czyli autostopem do Chin i dalej
Ludwik Papaj
AUTOSTOPEM DO AZJI Autostop to forma podróży o jakże bogatej tradycji. W naszym kraju szczególnie popularny w czasach szczytowego PRL-u, kiedy to jego rozkwit doprowadził do wprowadzenia swoistych paszportów autostopowiczów, które miały gwarantować bezpieczną jazdę. Co było prawdziwym ewenementem, bo w krajach socjalistycznych takie podróżowanie było najzwyczajniej w świecie zakazane, tym bardziej, że stanowiło symbol Zachodu, Ameryki, od której chciano się odciąć. W czasach współczesnych, kiedy dostęp do wszelkich rodzajów komunikacji jest łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej, tradycja ta niemal umarła. Wciąż jednak nie brak ludzi, którzy próbują załapać się na podwózkę, a i pojawiają się też tacy, którzy uczynili z tego hobby i sposób na zwiedzenie kraju a nawet świata. Jednym z reprezentantów tej drugiej grupy jest Ludwik Papaj, który porwał się na szaloną misję pojechania autostopem do… Azji. Wszystko zaczęło się od przypadkowego smsa. Ludwik Papaj wracał z suto zakrapianej imprezy, noc, prawie, że już ranek, mróz, wirowanie w głowie… To wtedy przyszła wiadomość od dziewczyny, którą spotkał może ze trzy razy w życiu: „Ludwik, czy pojedziesz ze mną autostopem do Barcelony za 25 euro? Proszeee. Kaja :)”. Pomysł był szalony, autor naszej książki wiedział, że da się dotrzeć tą metodą nad morze, ale żeby tak porywać się na zagranicę? A jednak spróbowali. To wtedy dowiedział się, że Kaja jest zapaloną miłośniczką tej formy podróżowania (do tego stopnia, że kiedy już nawet urodziła dziecko, stała przy drodze, trzymając maleństwo na rękach i łapiąc stopa) i że istnieją społeczności ludzi takich, jak ona. Ludwik wkrótce, kolokwialnie mówiąc, wkręcił się w to życie i wniknął w ten świat. Zaczął podróżować po Polsce, świecie, a ukoronowaniem tego procesu stała się wyprawa do Chin. I jeszcze dalej, żeby być dokładnym. Wyprawa, która nawet koleją transsyberyjską zabrałaby niemal tydzień. I tak oto zrodziła się książka, będąca zapiskami z tego wydarzenia, które odsłaniają przed nami intrygujący, ale też i pełen niekończących się problemów świat autostopowiczów. Całość mojej recenzji na portalu Sztukater: https://sztukater.pl/ksiazki/item/27730-kierunek-kitaj-czyli-autostopem-do-chin-i-dalej.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na76 lat temu

Cytaty z książki Karate-Do: Moje życie

Więcej

Każdemu z nowych studentów tłumaczę zawsze, że osoba dbająca jedynie o siebie samego, która nie zwraca uwagi na innych, nie kwalifikuje się na ucznia karate-do.
Zauważyłem, że najlepsi uczniowie zawsze odnoszą się do siebie z wielkim szacunkiem i promieniują rodzajem solidności i wytrwałości, jaka niezbędna jest w praktyce karate.

Każdemu z nowych studentów tłumaczę zawsze, że osoba dbająca jedynie o siebie samego, która nie zwraca uwagi na innych, nie kwalifikuje się ...

Rozwiń
Gichin Funakoshi Karate-Do: Moje życie Zobacz więcej

Sekret zwycięstwa leży w dokładnej znajomości tak siebie, jak i swojego przeciwnika.

Sekret zwycięstwa leży w dokładnej znajomości tak siebie, jak i swojego przeciwnika.

Gichin Funakoshi Karate-Do: Moje życie Zobacz więcej

Kto świadomy jest własnej słabości, będzie panem każdej sytuacji. Tylko prawdziwie słaba osoba zdobyć się może na rzeczywistą odwagę. Naturalnie każdy adept karate musi drogą wytężonego treningu polerować swoją technikę i nie zapominać, że tylko dzięki treningowi może odnaleźć swą prawdziwą słabość.

Kto świadomy jest własnej słabości, będzie panem każdej sytuacji. Tylko prawdziwie słaba osoba zdobyć się może na rzeczywistą odwagę. Natura...

Rozwiń
Gichin Funakoshi Karate-Do: Moje życie Zobacz więcej
Więcej