rozwińzwiń

Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu

Okładka książki Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu autora Étienne Gilson, 8321115861
Okładka książki Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu
Étienne Gilson Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX religia
462 str. 7 godz. 42 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
462
Czas czytania
7 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
83-211-1586-1
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu

Średnia ocen
7,7 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu

Sortuj:
avatar
151
121

Na półkach:

Kiedy czytam dzieła filozofów nowożytnych Kartezjusza, Woltera..., teologów współczesnych np. Ks. Tischnera, nie mam żadnego problemu ze zrozumieniem, czyta się to jak wodę, można się zgodzić, można nie zgodzić. Tomizm natomiast jest niezwykle trudny, im głębiej chcę wniknąć w ten nurt, tym jest trudniej. To nie jest woda na młyn, tylko bryła złota, która jest tak ciężka, że dzisiaj już mało kto chce po nią sięgnąć.

Kiedy czytam dzieła filozofów nowożytnych Kartezjusza, Woltera..., teologów współczesnych np. Ks. Tischnera, nie mam żadnego problemu ze zrozumieniem, czyta się to jak wodę, można się zgodzić, można nie zgodzić. Tomizm natomiast jest niezwykle trudny, im głębiej chcę wniknąć w ten nurt, tym jest trudniej. To nie jest woda na młyn, tylko bryła złota, która jest tak ciężka,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
93
93

Na półkach: ,

Dobre streszczenie myśli Tomasza z Akwinu. Niestety jest czasem wyczuwalny ton laurki, ale można od niego abstrahować.

Dobre streszczenie myśli Tomasza z Akwinu. Niestety jest czasem wyczuwalny ton laurki, ale można od niego abstrahować.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
76
27

Na półkach: ,

Wrócę do tej książki, gdyż na razie jest dla mnie za trudna. Ale polecam!

Wrócę do tej książki, gdyż na razie jest dla mnie za trudna. Ale polecam!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

74 użytkowników ma tytuł Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu na półkach głównych
  • 51
  • 21
  • 2
19 użytkowników ma tytuł Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu

Inne książki autora

Étienne Gilson
Étienne Gilson
francuski filozof i historyk filozofii, jeden ze współtwórców neotomizmu
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Acedia. Duchowa depresja Gabriel Bunge OSB
Acedia. Duchowa depresja
Gabriel Bunge OSB
Jak dla mnie prostego czytelnika interesujaca polecam. Treści w niej zawarte przynoszą ukojenie .Nasza cywilizacja zmaga się coraz bardziej z osaczającą ją coraz bardziej depresją, smutkiem i zniechęceniem. Czym jest to doświadczenie wiemy z obserwacji, spotyka to także tych, których znamy. Acedia, o której traktuje ta książka, to „niechęć bądź udręka serca” (jak ją definiuje sam Ewagriusz). „Acedia jest osłabieniem duszy[...] Acedia jest wspólniczką smutku” – dopowiada Ewagriusz. A zatem także na drodze do Boga spotykamy na pułapkę melancholii i zwątpienia. To wszystko pokazuje, że człowiek jest istotą bardzo kruchą. Czy nie ma zatem ucieczki od rozpaczy? Ewagriusz uczy, że zawsze jest nadzieja, Bóg jest po naszej stronie, a po przezwyciężeniu acedii „ogarnia duszę niewysłowiony pokój”. Chrześcijanin w tym świecie, obojętnie czy jako mnich czy też świecki, cenobita czy anachoreta, gdy tylko chce wiernie naśladować Pana, wchodzi ciągle w jedno i to samo doświadczenie, które ostatecznie nie jest niczym innym jak doświadczeniem samego Chrystusa. Doświadczenia anachorety i mnicha często na pierwszy rzut oka wydają się nam wyjątkowe, lecz jeśli tylko uwolnimy je od ich lokalno-czasowego kolorytu, wtedy z łatwością wyłowimy z nich tę treść, którą każdy może osobiście przeżyć. A skoro tak się rzeczy mają – a chrześcijański Wschód nigdy w to nie wątpił, stawiając monastycyzm w centrum duchowego życia – zatem na pozór fantastyczne i nierealne doświadczenia dawnych Ojców Pustyni mogą nam, współczesnym, wiele powiedzieć. Z całej obfitości duchowej nauki Ewagriusza podjęliśmy jeden szczególny i, jak się wydaje, ciągle aktualny aspekt: acedię. Mówili o niej także inni przed Ewagriuszem i po nim. Wspomina się o niej okazyjnie w Apoftegmatach, sentencjach Ojców, i to już w pierwszej maksymie Antoniego. Święty Antoni, kiedy mieszkał na pustyni, popadł raz w zniechęcenie i wielką ciemność wewnętrzną. I powiedział do Boga: „Panie, chcę się zbawić, ale mi myśli nie pozwalają: co mam robić w tym utrapieniu? Jak się zbawić?”. I chwilę potem, wyszedłszy na zewnątrz, zobaczył Antoni kogoś podobnego do siebie, kto siedział i pracował, potem wstawał od pracy i modlił się, a potem znowu siadał i plótł linę, i znów wstawał do modlitwy. A był to anioł Pański, wysłany po to, by go pouczyć i umocnić. I usłyszał Antoni głos anioła: „Tak rób, a będziesz zbawiony”. Gdy to usłyszał, odczuł wielką radość i ufność; a robiąc tak, osiągnął zbawienie.
romano1175 - awatar romano1175
ocenił na91 rok temu
Suma teologiczna. Tom 2. O Bogu. Część 2 św. Tomasz z Akwinu
Suma teologiczna. Tom 2. O Bogu. Część 2
św. Tomasz z Akwinu
Święty Tomasz to postać nie do przecenienia. Genialny teolog i filozof, którego dokonania na stałe wpisały się w historię rozwoju ludzkiej myśli i nie tracą na wartości mimo upływu lat. Z ogromu pism i komentarzy pozostawionych potomnym największym, najgenialniejszym i zdecydowanie najpopularniejszym jest "Summa teologiczna". Jak wskazuje nazwa jest to dzieło mające podsumować i usystematyzować całość wiedzy z danej dziedziny (tu teologii),przy pewnym założeniu metodycznym i dydaktycznym. Ponieważ powstało w XIII wieku, jego budowa odpowiada standardom pisarskim tamtego okresu, które mogą współcześnie sprawiać nieco trudności. "Summa" składa się z czterech części, każda z nich dzieli się na zagadnienia i artykuły. Każdy artykuł rozpoczyna przedstawienie podejmowanego problemu (przeważnie w formie pytania). Dalej następuje coś, co na potrzebę chwili można nazwać antytezą - twierdzenie wyrażające błędne przekonanie wymagające wyjaśnienia, potoczne mniemanie - to z czym Akwinata nie zgadza się i co w dalszej kolejności obali. Po owej antytezie Tomasz przytacza argumenty przemawiające za jej prawdziwością (innymi słowy zarzuty wobec tego, co sam przyjmuje). Kolejny krok to odwołanie do autorytetu, zabieg szczególnie ważny dla scholastyków. Powoływanie się na słowa poważanego myśliciela uważano za gwarancję wiarygodności rozumowania, ważności głoszonego poglądu. W ten sposób autor sygnalizuje swoje zdanie, które następnie formułuje w postaci tezy. Na koniec odpowiada jeszcze na wcześniejsze argumenty za antytezą, obnażając ich błędy i jednocześnie dowodząc słuszności swego stanowiska. Dlatego: to nieprawda, że Tomasz przeczy sam sobie; to nieprawda, że nie wiadomo co twierdzi. Wystarczy dobrze wczytać się w tekst. Na przykład, kiedy w artykule trzecim zagadnienia drugiego pisze: "Zdaje się, że Boga nie ma.", to bynajmniej nie twierdzi, że faktycznie Go nie ma, ale zwraca uwagę na złudzenie, któremu można ulec i jego powody. W rzeczywistości dowodzi, że Bóg istnieje a do uznania tego wiedzie pięć dróg: z ruchu, z przyczyny sprawczej, z istnienia bytu przygodnego i koniecznego, ze stopni doskonałości i z celowości w świecie. Mam nadzieję, że tych kilka informacji ułatwi lekturę. mealibri.blogspot.com
MeaLibri - awatar MeaLibri
ocenił na109 lat temu
Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich Marek Starowieyski
Pierwsi świadkowie. Pisma Ojców Apostolskich
Marek Starowieyski
Książka zawiera najwcześniejsze pisma chrześcijańskie, datowane niedługo po Nowym Testamencie, czy wręcz w tym samym okresie. Jesteśmy więc, można powiedzieć, u źródeł chrześcijaństwa, bez późniejszych modyfikacji. Co więc tu mamy? Sam zbiór nie jest jednorodny. Mamy tu do czynienia z listami (Klemens Rzymski, Ignacy Antiocheński, Polikarp, list do Diogneta),ale także krótkimi pismami katechetycznymi (Didache, homilia Klemensa i Melitona z Sardes) czy wręcz starożytną apokalipsą (Pasterz Hermasa). Co ciekawego zawierają poszczególne pisma? Didache to opis chrześcijańskiego chrztu i funkcjonowania pierwotnej wspólnoty, a także trochę moralizatorstwa (potępienie aborcji). Listy Klemensa i Ignacego, oprócz moralizatorskiej treści to też zaczątek prymatu rzymskiego i (u Klemensa) protestanckiej doktryny sola fide (co wspomniał mój komentujący poprzednik). Dzięki "Męczeństwu Polikarpa" można zobaczyć zręby kultu świętych. W liście do Diogneta jest zarys protestanckiej (zwłaszcza luterańskiej) doktryny o Imputatio Christi (Chrystus bierze nasze grzechy na siebie, a w zamian daje nam swoją sprawiedliwość - radosna wymiana). Pasterz Hermasa natomiast to fantazyjny traktat w dużej mierze dotyczący pokuty (chociaż dość surowej i przede wszystkim nie nieograniczonej). Pisma te były popularne w starożytności, a czasem wręcz dołączane do kanonu. Wszystkie są bardzo chrystocentryczne w swojej wymowie, zwłaszcza listy Klemensa i Ignacego. Niemalże nie ma tutaj żadnej nauki o roli Maryi (pojawia się dopiero u Justyna i Ireneusza z Lyonu, w Pasterzu Hermasa pojawia się kobieta, która rozmawia z tytułowym Hermasem w jego wizji, ale jak się okazuje, jest to figura Kościoła). Eucharystia jest wspominana tylko w niewielu miejscach (U Ignacego - zaświadcza on o prawdziwości ciała i krwi Chrystusa w Eucharystii). Jest trochę o roli Pisma (Klemens poleca jego zgłębianie). Raczej mało jest o roli ascezy (chociaż sporo o ogólnym umiarkowaniu i walce z grzechami). Generalnie można powiedzieć tyle, że wszystko było w powijakach, a potem wszyscy sobie rozwinęli to co chcieli. Spory plus również za przytoczenie świadectw przeciwko chrześcijanom - Celsus, Lukian i inni. Satyra Lukiana jest bardzo zabawna - pokazuje on tendencje chrześcijaństwa do idolizowania swoich "proroków" (skąd my to znamy?). Ogólnie zbiór jest z jednej strony trochę nurzący, a z drugiej jednak bardzo ciekawy. Nudny dla oka oklepanego z tekstami chrześcijańskimi, gdyż w gruncie rzeczy nie ma tutaj nic nowego, co by się gdzieś indziej jednak nie czytało. Ciekawy z punktu widzenia zrozumienia pierwotnego chrześcijaństwa i jego genezy. Dzięki tym pismom można krok po kroku śledzić to, jak chrześcijaństwo wyglądało na początku i jak stopniowo ewoluowało. Na końcu mamy też wartościowy słownik greckich pojęć - z punktu widzenia greki klasycznej, w Nowym Testamencie jak i u Ojców Apostolskich (znaczenie wielu terminów zmieniało się z czasem).
brantanaach - awatar brantanaach
ocenił na81 rok temu
Noc ciemna św. Jan od Krzyża
Noc ciemna
św. Jan od Krzyża
Jeśli pragnąć miłości – to tylko takiej. Jeżeli "miłość" – to właśnie taka. Noc ciemna to piękny poemat o rozwoju miłości „pośród nocy” między Oblubieńcem a Oblubienicą. Zakochana dusza (osoba) ucieka ze swego domu w poszukiwaniu Umiłowanego, dając się prowadzić przez mrok jedynie miłości. Spotkanie z Oblubieńcem i wzajemna obecność, w atmosferze milczenia i pokoju, upodabnia ją, by przez uczestnictwo zjednoczyła się z Tym, „którego miłuje jej dusza.” Wchodząc po stopniach miłości – choruje (nie mogąc oddać z radością życia po tysiąc razy dla swojej miłości, "uważa siebie za nic niewartą we wszystkim, co czyni, a życie wydaje się jej bezużyteczne"); szuka ustawicznie (nie patrzy ani nie zważa na nic, a nie panując nad sobą w porywie i upojeniu miłości, gotowa jest podjąć się rzeczy dziwnych i nadzwyczajnych, jakie by napotkała, aby tylko znaleźć Tego, którego miłuje). Pobudza się do czynów miłości; pragnie cierpieć dla Umiłowanego; gwałtownie łaknie, musząc ujrzeć Tego, którego miłuje, albo umrzeć; swobodnie wzlatuje ku Ukochanemu, by wreszcie nabyć wiary i mocy, wiele osiągając przez żarliwą rozmowę z tym, z którym raduje się, dzięki czemu On spełnia pragnienia Jej serca. Chwyta Go i obejmuje, nie puszczając – znalazła bowiem Tego, którego miłowała jej dusza; płonie rozpalona, całkowicie upodabniając się przez uczestnictwo do Tego, do którego dążyła przez oczyszczenie, uciszenie i umacnianie się, aby Go tym lepiej przyjąć. Substancjalne dotknięcia w zjednoczeniu duszy i Oblubieńca (niczym pocałunki: Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich) wypełniają w całości, dzięki czemu osiągnąć można spoczynek i pokój – osoba (dusza) staje się odnowiona, uporządkowana i uspokojona w pełni części zmysłowej oraz części duchowej swojego istnienia. Jedynie wtedy może dojść do zjednoczenia miłości, które nie zaistnieje bez całkowitego ogołocenia się z wszelkiej rzeczy stworzonej i bez surowego umartwienia. Dusza wyrusza na poszukiwanie idąc na ślepo (niczym „ten, kto chce się doskonalić w jakimś zawodzie lub sztuce, zawsze idzie na ślepo”). Chociaż idzie w ciemnym mroku, nie przywiązując się do wewnętrznego światła rozumu ani przewodnika zewnętrznego, skąd by mogła uzyskać pewne zadowolenie, to jednak sama miłość, która w tym czasie w niej płonie i pobudza jej serce do miłości Umiłowanego, prowadzi ją, porusza i sprawia, że wznosi się do Umiłowanego drogą samotną, choć sama nie wie jak się to dzieje. Towarzyszą jej nieodłącznie w wędrówce: wiara, która zaciemnia i opróżnia rozum, przygotowując na spotkanie z mądrością; nadzieja opróżniająca i uwalniająca pamięć od wszelkiego posiadania stworzeń (gdyż dotyczy tego, czego nie posiada) oraz miłość, która opróżnia i niweczy wszystkie odczucia i pożądania woli, dotyczące czegokolwiek, co nie jest Oblubieńcem. Do tego stanu zjednoczenia po poszukiwaniu, nie da się dojść bez głębokiego oczyszczenia. Noc, którą trzeba przejść, pozostawia umysł w ciemności, wolę w oschłości, pamięć w próżni, a uczucia duszy w największym utrapieniu, goryczy i przykrości. Muszą się oczyścić całkowicie dwie części duszy, tj. zmysłowa i duchowa - nie może bowiem jedna oczyścić się bez drugiej. Towarzyszy temu utrapienie i samotność: Jestem mężem, co zaznaje biedy pod rózgą Jego gniewu. Zagroził mi; prowadził w ciemnościach, a nie w świetle. Przeciwko mnie cały dzień zwracał swą rękę! Zniszczył me ciało i skórę, skruszył moje kości. Otoczył mnie murem; wokół gorycz i trud. Ciemność mi dał na mieszkanie, tak jak umarłym na wieki. Okrążył mnie, abym nie wyszedł; obciążył moje kajdany. Nawet gdy krzyczałem i wołałem, On stłumił moją modlitwę. Kanciastymi głazami zagrodził mi drogi; ścieżki moje poplątał. On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce. Sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy; łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. Sprawił, że tkwią w moim ciele strzały Jego kołczanu; drwią ze mnie ludzie, stale ze mnie szydzą. On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił. Starł mi zęby, a do jedzenia dał popiół. Moja dusza została pozbawiona pokoju; zapomniałem o szczęściu. I rzekłem: Jestem skończony; przepadła ufność moja do Pana. Pamiętaj na moją nędzę, że już to mnie przerosło; na piołun i na żółć. Wspominać zawszę będę, a moja dusza schnąć będzie we mnie w utrapieniach”. ~ Lm 3, 1-20 Miłość przygotowuje duszę do zjednoczenia, do rozmowy, niczym Bóg przygotowujący Hioba - „nie przez rozkosze i chwałę, jakich przedtem doznawał (…) ale przez to, że go złożył ogołoconego na gnojowisku, osamotnionego, wyszydzonego przez przyjaciół, pełnego ucisku i goryczy, okrytego robactwem. I wtedy dopiero (…) zstąpił ku niemu i rozmawiał z nim twarzą w twarz.” Oczyszczenie takie uczy prawdy (pokory),wyzbywa od niedoskonałości, uczy cnót, cierpliwości, odbiera upodobanie w rzeczach stworzonych, poddaje oczyszczającej oschłości, wydobywa głębokie dobra z ciemności burzliwej i strasznej nocy. Sprawia, że „wyschła jego dusza jak pajęczyna. (…) Zapomniałem o szczęściu.” Wszystko dlatego, że „dusza niejako umiera dla wszystkiego, co nie jest Nim samym (…),by duszę ogołoconą i wyzutą ze starego człowieka przeobrazić w nowego.” Cała droga miłości przenika duszę biernie i tajemniczo, z wykluczeniem jej zmysłów i władz - dusza jest ukryta i wolna od przeszkód, które by mogły sprawiać swoją naturalną słabością jej władze. Noc oczyszczenia prowadzi do ukrycia duchowego przed wszelkim stworzeniem. W tym ukryciu osoba (dusza) może potęgować swoje zjednoczenie z Oblubieńcem przez miłość. Zjednoczenie to przychodzi poprzez „tajemne, spokojne i miłosne udzielanie się." "O człowieku duchowy, gdy ujrzysz swoje pożądania zaciemnione, swoje odczucia oschłe i uśpione, swoje władze niezdolne do żadnego ćwiczenia wewnętrznego, nie martw się tym, lecz uważaj to za szczęście!"
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na101 rok temu
Twarze Ojców Pustyni Małgorzata Borkowska OSB
Twarze Ojców Pustyni
Małgorzata Borkowska OSB
Siostra Małgorzata Borkowska urodzona w 1939 roku cały czas pisze książki i wygłasza konferencje. Siostra Małgorzata jest osobą wszechstronnie wykształconą, studiowała filologię polską, filozofię i teologię, jest także tłumaczką. Napisała wiele prac teologicznych i historycznych, a w wolnych chwilach pisze felietony i powieści fantasy. Przy jej książkach nie sposób się nudzić, potrafi z łatwością przybliżyć najtrudniejsze tematy. O takich osobach często się mówi, że „piszą z pazurem”. Tym razem zabiera nas w podróż do Egiptu w XIV i XV wieku i opowiada o Ojcach Pustyni, mnichach, którzy wybrali samotne życie na pustyni. Opisuje też Matki Pustyni, kobiety, które też wybrały podobny styl życia i poświęcenia się Bogu. Ojcowie Pustyni znani są głównie z apoftegmatów, króciutkich tekstów, najczęściej zbudowanych na zasadzie: ktoś zapytał – ktoś inny odpowiedział. Oczywiście z tych tekstów poznajemy ich, że byli to normalni ludzie, którzy nie byli święci, grzeszyli, ale mieli olbrzymie pragnienie, żeby grzech wyrzucić ze swojego życia. „Upadam, jestem słaby, ale nie zgadzam się na to, chcę się poprawić, chcę żyć lepiej” . Jednak z tych tekstów mało możemy się dowiedzieć o ich życiu codziennym. Najczęściej Ojcowie Pustyni kojarzą się z samotnym życiem, pustelniczym, ale nie go końca to jest prawdą. Siostra Małgorzata w swojej książce przedstawia życie kilkunastu mnichów. Antoniego nazywa się pierwszym pustelnikiem, w 270 roku odszedł w głąb pustyni, na bezludne okolice górskie nad Morzem Czerwonym. Gdy w 315 roku Ammun szukał miejsca bez ludzi, dotarł aż do niegościnnego pustkowia zwanego Nitrą. W okolicy były jeziora, na których brzegach osadzała się soda. Woda była zdatna do picia, ale niesmaczna. Niedługo jednak trwała jego samotność, gdyż za nim w te okolice wyruszyło 3000 mnichów. Każdy z nich, dopóki mógł, pracował na swoje utrzymanie. Najczęściej nowo przybyły mnich stawał się uczniem jakiegoś starszego mnicha. Później go opuszczał i zakładał własną pustelnię, ale po niedługim czasie miał własnych uczniów. Taka pustelnia stawała się później osadą mnisią, gdzie często budowano kościół, a także na przykład młyn. Przykładowo Pochomiusz miał tak dużo uczniów, że musiał zorganizować ich życie. Podstawową strukturą był dom liczący od 20 do 40 mnichów, kilka domów tworzyło ród, a od 4 do 10 rodów tworzyło wioskę, a wiosek przybywało. Mnisi też nawzajem się odwiedzali. Nie mówiąc o tym, że mieli licznych gości z zewnątrz. Niektórzy przybywali z potrzeb duchowych, aby porozmawiać z danym Ojcem, a niektórzy z ciekawości, żeby zobaczyć, jak oni żyją. Zaskakująca jest historia Szymona pierwszego słupnika. Najważniejsze w tej książce, że nie są to suche biografie, gdyż zwykle przedstawia się ich, jako osoby posągowe, wręcz mityczne. Tutaj przedstawieni są, jako osoby normalne, ze swoimi licznymi przywarami i błędami. Jeden z nich nim został mnichem był szmuglerem saletry, złodziejem i szefem bandy przemytników. Większość z nich nie umiała czytać i nawzajem od siebie uczyli się Pisma Św. i Psalmów. Jednak najważniejsze dla nich, dzisiaj byśmy to nazwali tolerancją, było miłosierdzie. Jeden z mnichów zapytał Teodora: „co mam zrobić, aby osiągnąć życie wieczne?” Teodor odrzekł: „Idż i okazuj każdemu miłosierdzie, bo ono ma swobodny przystęp do Boga.” Całość napisana jest bardzo barwnym językiem i obfituje w żartobliwe wydarzenia. Nieraz w trakcie lektury uśmiechałam się. Jednocześnie mogłam poznać początki monastycyzmu napisane w spsoć atrakcyjny, ale jednocześnie pouczający. Ciekawie przedstawia św. Hieronima, czy Kasjana, oraz na końcu św. Benedykta i św. Scholastykę.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na85 miesięcy temu

Cytaty z książki Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu