Wyspa Dziwnego Żartu

Okładka książki Wyspa Dziwnego Żartu autora Jadwiga Żylińska, 8307006627
Okładka książki Wyspa Dziwnego Żartu
Jadwiga Żylińska Wydawnictwo: Czytelnik fantasy, science fiction
261 str. 4 godz. 21 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
1982-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1982-01-01
Liczba stron:
261
Czas czytania
4 godz. 21 min.
Język:
polski
ISBN:
83-07-00662-7
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wyspa Dziwnego Żartu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wyspa Dziwnego Żartu

Średnia ocen
6,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wyspa Dziwnego Żartu

Sortuj:
avatar
1154
491

Na półkach: ,

Bardzo lubię twórczość Jadwigi Żylińskiej, ale niestety tę książkę oceniam na razie najsłabiej...kilka opowiadań, które nie mają ze sobą nic wspólnego, za to jest dużo szczegółów i bardzo dużo postaci historycznych. Początek jeszcze do przejścia, ale ostatniego opowiadania już nie dałam rady dokończyć.

Bardzo lubię twórczość Jadwigi Żylińskiej, ale niestety tę książkę oceniam na razie najsłabiej...kilka opowiadań, które nie mają ze sobą nic wspólnego, za to jest dużo szczegółów i bardzo dużo postaci historycznych. Początek jeszcze do przejścia, ale ostatniego opowiadania już nie dałam rady dokończyć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

31 użytkowników ma tytuł Wyspa Dziwnego Żartu na półkach głównych
  • 20
  • 11
18 użytkowników ma tytuł Wyspa Dziwnego Żartu na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Jadwiga Żylińska
Jadwiga Żylińska
Pisarka, eseistka, felietonistka, publicystka. Autorka powieści historycznych (Złota włócznia, Gwiazda spadająca),opowiadań historycznych (Hervör i jej bracia),fantastycznych (Wyspa dziwnego żartu) i współczesnych (Gospoda samobójców, Dzikie ptaki). W jej literackim dorobku ważne miejsce zajmują także słuchowiska radiowe (ponad 30 tytułów),scenariusze filmowe (Rozstania w reż. W.J. Hasa),twórczość dla dzieci i młodzieży (zróżnicowana pod względem gatunkowym),a nade wszystko szkice historyczne (Piastówny i żony Piastów, Do kogo należy świat?, Spotkania po drugiej stronie lustra) i mitograficzne (Kapłanki, amazonki i czarownice). Wśród rozlicznych tekstów autobiograficznych można wyróżnić tomy wspomnieniowe (stanowiące całość: Dom, którego nie ma oraz Drogi, które prowadzą dalej, a także późniejsze: Podróż w głąb czasu),obok których, na takich samych warunkach, funkcjonują teksty apokryficzne, łączące historię Europy, historię rodziny pisarki, mity i fantastykę naukową: np. Podróż brekiem, niepublikowane w całości Opowiadania greckie (Lament Demeter) oraz rozproszone w czasopismach i dziennikach mikroformy: Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niebieski Krąg Kazimierz Jordan
Niebieski Krąg
Kazimierz Jordan
Przezabawnie kiczowata historyjka, którą w sumie ciężko brać jako SF, nawet jeśli posiada szereg elementów przynależnych do tego gatunku. To raczej zwariowany miks wyobrażeń biblijnych, UFO i Świata Rzeki Farmera, zrobiony z jednej strony przeuroczo, z drugiej jednak mocno nieporadnie i koślawo - głównie ze względu na dziwaczną psychologię postaci, nadmierną dawkę emfazy i odczuwalną od czasu do czasu żenującą naiwność. Książkę czyta się przez to z nieustającym niedowierzaniem i pewną dozą nieufności. Trzeba jednak przyznać, że ogólny koncept jest frapujący. Przypadkowy facet zostaje wypchnięty z pociągu przez trójkę rozbisurmanionych pasażerów i... budzi się w gąszczu szarawych krzaczysk. Krzaki ciągną się jak okiem sięgnąć, aczkolwiek trafiają się w nich wąskie ścieżki, prowadzące do trawiastych polan. Na każdej z polan stoi zaś bunkier, w którym - pod ziemią - mieści się "stołówka" (kilka wyrytych w podłożu rynien, wypełnionych ziemniakami, kotletami, zupą i kompotem) oraz ubikacja (czemuś w ogóle nie opisana). Co to za miejsce? Nie wiadomo. Co oznaczają zawieszone na bunkrze transparenty? Nie wiadomo. Dlaczego ziemskie rzeczy, w tym ubrania, szybko się tu rozpadają? Nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że czas jakby tu nie istniał, towarzysze niedoli są niezbyt rozmowni, a po okolicy fruwają tzw. skrzydłowe, pozbawione płci ludzkie istoty, udzielające pomocy potrzebującym (taszczą na plecach termos z posiłkiem) i wskazujące drogę do polan. Reszta fabuły to próba zrozumienia przez bohatera, o co w tym wszystkim chodzi, i co to w ogóle za planeta. I wszystko byłoby w porządku, gdyby bohater nie miał zupełnie abstrakcyjnych skoków emocjonalnych, gdyby nie przeskakiwał co chwila z trybu grzecznego inteligenta w tryb tępego buca i chama. Taka maniera męczy i nie pozwala dać się porwać zwariowanej akcji, niepokojąc niezbyt zrozumiałym ślizganiem się opowieści na granicy grafomanii. Bo w tym momencie ciężko stwierdzić, czy książka została napisana tak celowo, dla zgrywy, czy może jednak autor zbyt entuzjastycznie podszedł do swojej twórczości i - za przeproszeniem - rzygnął niezbyt kontrolowanym słowotokiem. Chwilami fajnym, chwilami dowcipnym, z pewnością niosącym nietuzinkową wizję para-Nieba, ale podanym z entuzjazmem podszytym infantylnością. Jak by jednak nie było, na ogół bawiłem się podczas lektury całkiem nieźle, a i zakończenie jest mile skonstruowane, więc nie ma co zbyt mocno rozdzierać szat.
Jale - awatar Jale
ocenił na67 lat temu
Najlepsza jest woda Primo Levi
Najlepsza jest woda
Primo Levi
KRÓTKO Czuję się, jakbym odkrył jakiś nowy, nieznany mi dotąd, przepyszny rodzaj pizzy. Levi z gracją kucharza-weterana miesza składniki, doprawia, nawet ciasto jest podpieczone tak jak powinno. Wszystko się tutaj zgadza. No i kosztuje tylko kilka złotych. Brać, ludzie, brać! *** DŁUŻEJ "Najlepsza jest woda" to kompilacja opowiadań z dwóch zbiorów Primo Leviego: "Storie naturali" z 1971 roku oraz "Vizio di forma" (1977). W myśl zasady "od szczegółu do ogółu" opowiem najpierw o kilku skarbach, jakie znaleźć można w recenzowanym zbiorku. Któż z nas nie lubi bohaterów, którzy powracają w różnych opowiadaniach? Primo Levi to wie. Stworzył więc ciekawą postać 60-letniego wynalazcy i przedstawiciela handlowego, pana Simpsona, który pojawia się kilka razy - ku mojej nieskrywanej radości. Ale po kolei. Momentami czułem się, jakbym czytał zaginione opowiadanie Stanisława Lema. Opowiadanie "W jak najlepszych intencjach" zabiera nas do Działu Telefonicznego jednego z włoskich urzędów. Pewnego dnia wpływa doniesienie od kilkudziesięciu abonentów, którzy skarżą się na dziwne zachowanie systemu telefonicznego. Próbując dodzwonić się na jakiś numer, odpowiadał im inny, zazwyczaj ten najczęściej przez nich używany (do matki, żony, szefa itp.). Z każdym dniem zaczyna lawinowo wzrastać liczba takich przypadków. Wyglądało to tak, jakby telefonia świadomie próbowała sterować połączeniami ludzi… W tle typowa urzędnicza nienawiść między dwoma jednostkami (tutaj inżyniera Masoera do kierownika Działu Reklamacji, Rostagno),tona biurokracji, która niewiela zmienia i brak bezpośredniej komunikacji, którą zastępują pisma i okólniki. Ale ale, moi Drodzy – Levi wlewa nieco optymizmu w te stetryczałe tryby urzędniczej machiny. Oto w obliczu zagrożenia, wrogowie potrafią się zjednoczyć i walczyć razem w imię lepszej przyszłości. "Rostagno zaproponował proste wyjaśnienie: rozszerzona na całą Europę sieć telefoniczna rozbudowała się w sposób nieznany wszystkim dotychczasowym zrealizowanym instalacjom (…) i nagle, bez żadnego przejścia, osiągnęła taką gęstość numerów, że zaczęła się zachowywać jak ośrodek nerwowy. Nie jak mózg oczywiście, a przynajmniej nie jak mózg obdarzony inteligencją; ale w każdym razie stała się zdolna do wykonania jakiegoś elementarnego wyboru i przeprowadzenia, na małą skalę, swej woli". Do najjaśniejszych punktów zbiorku należy bez wątpienia duet fabularnie połączonych opowiadań: "Praca twórcza" i "W Parku". Bazują na świetnym pomyśle. Oto do pisarza cierpiącego na brak natchnienia przybywa nieznajomy. Okazuje się, że to bohater jednej z jego książek. To nie koniec sensacji: zaskoczony pisarz dowiaduje się o istnieniu krainy, w której mieszkają bohaterowie książek. Żyją tak długo, póki pamiętają o nich czytelnicy. Gdy książka popada w zapomnienie, ich bohaterowie stają się przezroczyści, aż w końcu znikają. Pisarz (Levi) wpada na genialny pomysł. Chce się dostać do owej krainy i pisze książkę autobiograficzną, tym samym czyniąc z siebie głównego bohatera. Bardzo ciekawe rozważania na temat wartości literatury, relacji między autorem a wytworami jego wyobraźni oraz poszukiwaniem twórczego natchnienia. Prawie każde opowiadanie kryje w sobie coś ciekawego. Pierwszy "Wersyfikator" stylizowany jest na dramat, z rozpiską na role i wypowiadane kwestie. Czy poeta chałturzący pisaniem wierszy na zamówienie zdecyduje się na zakup wersyfikatora, maszyny zdolnej – po wybraniu kilku parametrów - tworzyć poezję? "Angelica Farfalla" nie dość, że przedstawia intrygującą historię, to zastanawia swoim tytułem, który pozornie nie ma żadnego związku z opowiadaniem. Po krótkim śledztwie – i pomocy internetu – udało mi się rozwiązać tę zagadkę. Angelica Farfalla to jeden z najlepszych momentów, absolutna perła tego zbioru. Opowiadanie stanowi mieszaninę diabolicznych eksperymentów Nazistów, kryminału i nutki horroru. Fabuła w skrócie: alianccy śledczy udają się do zniszczonego wojenną pożogą Berlina, aby zbadać pozostałości laboratorium profesora Leeba, ekscentrycznego nazistowskiego naukowca. Już na początku autor zdradza, co komisja zastała na miejscu. W miarę rozwoju akcji poznajemy rękopis Leeba, jego fascynację aksolotlami, wreszcie zgłasza się niejaka Gertrude Enk, mieszkająca nieopodal, która relacjonuje, co działo się z Leebem i jego laboratorium podczas bombardowań w 1943 roku. I choć dowiadujemy się też, co było w środku, za zamkniętymi drzwiami, Enk w swojej relacji pomija pewne szczegóły. Gdy wczytamy się dobrze w jej słowa i zestawimy je z początkiem opowiadania, dotrze do nas, co najprawdopodobniej znajdowało się w laboratorium naukowca i jaki los owe znaleziska spotkał. Pikanterii całej historii dodaje fakt, iż sam profesor Leeb rozpłynął się w powietrzu. Jest to uosobienie zła. Levi poszatkował całą historię. Zostawia kilka strzępków i celowo zaburza ich chronologię. Po co to robi? By zaintrygować czytelnika, zachęcić do samodzielnego śledztwa i zmusić do wyobrażenia sobie całej tej makabrycznej historii. O mały włos nie poświęciłbym temu opowiadanku wiele czasu, dlatego się trochę rozpisuję, by nikt nie powtórzył mego błędu. Wyśmienita literacka zagadka, tym razem śmiertelnie poważna. I przerażająca. "Cenzura w Bitynii" to złowieszczo zabawna wizja przyszłości miasteczka Bitynia, w którym rozwinął się urząd cenzorski, że blokował wydanie prawie każdej publikacji. Zakończenie na piątkę z plusem! "Cladonia rapida" to historia tajemniczego wirusa, który opanowuje… samochody. Komediowy, lekko surrealistyczny ton narracji kontrastuje z łacińskimi terminami i stylizowaną na naukową relacją o właściwościach i rozprzestrzenianiu się wirusa. W "Ładzie po przystępnej cenie" powraca mój ulubiony pan Simpson. Robi oczywiście to, co potrafi najlepiej: próbuje wcisnąć kolejny niesamowity wynalazek. Tym razem jest to duplikator o wdzięcznej nazwie Mimete (chociaż Simpson dysponował także Turbospowiednikiem – wymyśliłem nawet dla niego slogan reklamowy: „nie nadążysz grzeszyć”). Co potrafi Mimete? Za pomocą tajemnej mieszanki – pabulum – potrafi skopiować wszystko. Nie kopiuje samej treści, jak ksero, tylko strukturę, cechy charakterystyczne przedmiotu, naderwania, ułomności – wszystko. Opis duplikacji stylizowany jest na opis stworzenia świata. Pierwszego dnia narrator zduplikował kostkę cukru i rozkład jazdy pociągów, trzeciego jajko na twardo, szóstego jaszczurkę, a siódmego odpoczywał. Gdy zabawne opowiadanie dobiega końca, czujemy lekki niedosyt. To już koniec? A właśnie, że nie! Dwa opowiadania dalej Levi kontynuuje wątek Mimete, doskonale zdając sobie sprawę z literackiego potencjału tego wynalazku. Narrator, odsiadujący w więzieniu karę za swą „pionierską pracę” (domyślamy się, że chodzi o nielegalne użycie Mimete, np. do kopiowania pieniędzy),pozostawił Mimete „na wolności”, która wpada w ręce jego znajomego Gilberto, który: „nie pije, nie pali, a jego jedyną namiętnością jest maltretowanie martwych przedmiotów. (…). Jeśli chodzi o auta, żyją u niego nie dłużej niż kilka miesięcy: bez przerwy rozmontowuje je i montuje, czyści, smaruje, modyfikuje, wmontowuje do nich niepotrzebne akcesoria, a potem ma ich dość i sprzedaje”. Wiedziony niepohamowanym genem odkrywcy, Gilberto duplikuje własną żonę, co daje początek serii zabawnych i nieprzewidywalnych komplikacji. Jak wybrnąć z tego problemu? Rozwiązanie jest proste. Nie zdradzę go, ale jest równie zabawne. W "Versaminie" Levi snuje bardziej poważne rozważania. Albo inaczej: jego rozważania zazwyczaj są poważne, bywają tylko podane w lekkostrawnej formie. Tutaj jest inaczej. Niejaki Kleber opracowuje substancje, które ból przemieniają w przyjemność i nazywa je versaminami. Eksperymentował najpierw na zwierzętach: "Pamiętam, na przykład, owczarka (…). Z dziką pasją rozdzierał kłami swe łapy i ogon, a kiedy mu założyłem kaganiec, pogryzł sobie język. […] nauczył się biegać po klatce i uderzać z całej siły w pręty. Najpierw bił, jak popadło: głową, grzbietem, ale potem przekonał się, że najlepiej uderzać nosem i za każdym razem wył z rozkoszy". Oby paskudna wizja Leviego się nigdy nie sprawdziła. W "Pracy na pełnych obrotach" powraca niezmordowany Simpson. Co ma tym razem do zaoferowania? Zaprasza narratora do siebie, gdzie demonstruje m.in. tresowane ważki, które na zawołanie dostarczają starannie wyselekcjonowanych borówek. W "Kuracji wypoczynkowej" Simpson prezentuje instrument ostateczny NATCA, nazwany Torec. Symuluje on wrażenia danej sytuacji – np. rejsu po oceanie, lotu w kosmos, wspinaczki po wulkanie itp. Widz przeżywa w pełni sytuację, jaką sugeruje taśma, otrzymuje bodźce wizualne, słuchowe, dotykowe, a nawet bolesne. Opowiadania, o których wspomniałem powyżej, to raptem połowa książki; ale daje dobre wyobrażenie o pomysłowości i talencie Primo Leviego włoskiego pisarza. Ten włoski pisarz pochodzenia żydowskiego był z wykształcenia chemikiem. Więziony w Oświęcimiu, przetrwał tylko dzięki swojej wiedzy – pracował jako obozowy chemik. Temu okresowi życia poświęcił wspomnienia pt. "Czy to jest człowiek", książkę powszechnie uważaną za jego największe dzieło. Wykształcenie chemiczne pisarza przebija się kilka razy przez wartstwę fabularną: a to w postaci niepozornych wstawek (bohater-naukowiec, miejsce akcji - laboratorium, słownictwo naukowe); w niektórych opowiadaniach narratorem jest chemik: być może alter ego samego autora. Mimo wojennej traumy, a może właśnie dlatego, Levi czaruje humorem. Jego proza jest wdzięczna, lekka i czyta się szybko. Każdy, kto ceni sobie groteskę, lekkie pióro, z domieszką naukowych eksperymentów, a wszystko zanurzone w sosie ciepłej ironii i subtelnego poczucia humoru, odnajdzie się bez problemu w twórczości Włocha. Jest tutaj kilka słabszych opowiadań, ale jako całość "Najlepsza jest woda" prezentuje równy, wysoki poziom. Primo Levi jest pedagogiem, który działa przez śmiech, a nie łzy. Zbiór "Najlepsza jest woda", pełen dopracowanych, literackich cudeniek, jest jednym z moich największych literackich odkryć 2024 roku.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na81 rok temu
Polska nowela fantastyczna. Władca czasu Władysław Łoziński
Polska nowela fantastyczna. Władca czasu
Władysław Łoziński Bolesław Prus Antoni Lange Stefan Grabiński Józef Bohdan Dziekoński Włodzimierz Zagórski Ludwik Niemojowski Sygurd Wiśniowski
Lepsze niż pierwszy tom, częściowo dlatego, że widać, jak pewne tendencje opowiadań fantastycznych czy grozy zdążyły okrzepnąć, a sam styl i język jest już przeważnie bardzo bliski współczesnego, co też ma wpływ na łatwość lektury, bądź co bądź, rozrywkowej. "Władca czasu" został chyba podkreślony głównie ze względu na intrygujący tytuł, bo nie nazwałabym go najlepszym opowiadaniem w zbiorze. Nie jest też bynajmniej najsłabszy, nie o to chodzi. To dobrze napisana cyniczna refleksja o marności świata, jeśli na niego spojrzeć z odpowiednio odległej perspektywy. Najsłabsza jest za to "Moja przygoda na dworze J.O. wojewody wileńskiego ks. Radziwiłła Panie Kochanku" Zagórskiego, oparta na oświeceniowym z gruntu koncepcie: człowiek XIX wieku opowiada zacofanym sarmatom o cudach nauki i techniki. Naiwna, bezczelna wiara w potęgę tych ostatnich irytuje, zestarzała się dość, by trącić myszką, a za mało, by zyskać urok staroświeckości. Najbardziej przypadło mi do gustu, dość niespodziewanie, opowiadanie "Szach i mat!" Niemojowskiego, bo obecny w nim lęk przed automatyzacją, zwycięstwem mechanizmu nad organizmem, zyskuje nowe sensy w czasach straszenia AI. Najzabawniejsza jest "Dziwna historia" Prusa o człowieku pozbawionym na jedną dobę tarcia. "Zapatan" Łozińskiego zwraca uwagę postacią narratora, trzeźwego i bardzo porządnego oficera z czasów stanisławowskich, który doskonale się sprawdza do zdystansowanego relacjonowania osobliwych faktów. Zostają jeszcze dwa dosyć konwencjonalnie romantyczne teksty Dziekońskiego, "Niewidzialny" Wiśniowskiego wykorzystujący motyw szalonego naukowca i dwa opowiadania Grabińskiego, jedno kolejowe, drugie strażackie, brzmiące już zupełnie współcześnie, tak że nie dziwi, że go niedawno zaczęto coraz częściej odgrzebywać. Jakość wydania Alfy oczywiście nadal tragiczna, póki stało na półce, to się trzymało, jak tylko zaczęłam czytać, to się rozkleiło.
OZM - awatar OZM
ocenił na71 rok temu
Nowa cywilizacja. Dwieście lat polskiej fantastyki naukowej Stanisław Lem
Nowa cywilizacja. Dwieście lat polskiej fantastyki naukowej
Stanisław Lem Stefan Żeromski Bolesław Prus Antoni Lange Ignacy Krasicki Konrad Fiałkowski Stefan Grabiński Władysław Umiński Karol Libelt Sygurd Wiśniowski Jan Karczewski Jerzy Żuławski Zbigniew Przyrowski
Żeromski S., Nowa cywilizacja [w : ] Praca zbiorowa, Nowa cywilizacja. Dwieście lat polskiej fantastyki naukowej Wpadła mi we ręce książka, tytuł podany wyżej, o dosyć niewygodnym formacie, wydana w 1973 r., tytuł wskazujący na to, że jest to wybór opowiadań fantastycznych napisanych na przestrzeni stuleci XVIII – XX. Oczywiście jest opowiadanie Lema, bo musi być, ale ci którzy dokonali tego wyboru, zapewne był wśród nich Zbigniew Przyrowski, usiłuje przekonać nas czytelników, że fantastyka polska to nie tylko Lem, bo inni pisarze również próbowali szczęścia. Wyszło raz lepiej, raz gorzej, ale w sumie całkiem ciekawie. Jest opowiadanie o szachach, którego autorem jest XIX wieczny filozof Karol Libelt podobało mi się, i parę ciekawych informacji było, jednak nie to opowiadanie zostało wybrane, bo zupełnie nie rozumiem dlaczego ono się tam znalazło. Są też znane każdemu absolwentowi szkoły średniej nazwiska, takie jak Ignacy Krasicki, Bolesław Prus i Stefan Żeromski i trzeba uczciwie powiedzieć, że te opowiadania trzymają poziom i pod względem warsztatu pisarskiego są bardzo solidne, a koncepcje są niezwykle ciekawe i kreatywne. Tak więc nie dziwi tytuł tego zbioru opowiadań „Nowa cywilizacja”, dokładnie tak jaki ma tytuł opowiadanie Stefana Żeromskiego. Opowiadanie jest proste w swojej konstrukcji. Podróżuje dwoje ludzi. Panowie wracali ze Stambułu do Moskwy, po odbyciu drogi morskiej wsiedli do pociągu, zapewne w Sewastopolu. W tym pociągu siedzą sobie w przedziale i długą podróż urozmaicają sobie rozmową. Szybko dowiadujemy, że to jest rozmowa ojca z synem. Obydwaj mają na imię Cezary. Jeden ma dwa imiona Cezary Seweryn, i to pozwala czytelnikowi odróżnić jednego od drugiego. Rozmawiają o swoim wielkim imienniku, który nazywa się Cezary Baryka. Tak ,tak zgadza się, to dokładnie ten sam gość, którego znamy z książki zatytułowanej „Przedwiośnie”. W tym tomie opowiadań można również spotkać Wokulskiego Bolesława Prusa, no ale, że to inne opowiadanie, zapewniam, również bardzo ciekawe. No ale wracamy do rozmowy o Cezarym Baryce, który miał wizję Nowej Cywilizacji. Nie zapominajmy w zamyśle to jest fantastyka, więc ja nie będę tu wnikał, na ile budowanie kanałów i wykorzystywanie energii z przepływu wody da się wykorzystać do przemysłu, budowy specjalnego szkła, do budowania szklanych domów ma sens. Liczy się tutaj sam konceptualizm, i wynikająca z tego idea, że powrocie Polski na mapy geopolityczne świata nie chodzi wcale o to, żeby pojawił się kolejny kraj na mapach geopolitycznych świata i z tego zrobiła się absolutnie nowa jakość. I tej koncepcji tzw. szklanych domów nie warto bagatelizować i traktować jako wizję kogoś, kto chodzi z głową w chmurach, ale powinno się podejść do tego jak całkiem realnej próby odpowiedzi na pytania; „Co z tą Polską?” W fantastyce Andrzej Ziemiański w książce „Pomnik Cesarzowej Achai” , ta koncepcja wypaliła, Rzeczpospolita Polska odzyskała pomoc od ziemców z kosmosu, czyli od nas, to w tym alternatywny świecie w Polsce odkryto szereg wynalazków, łącznie z wynalezieniem Głupiego Jasia, czyli atomówki. To marynarka Rzeczpospolitej przebiła się przez góry i podjęła dyplomatyczne stosunki ze światem w którym tysiąc lat wcześniej rządziła cesarzowa Achaja. O Polsce jako imperium możemy poczytać w innych książkach, chociażby Marcina Wolskiego, no ale tam koncept był inny, co by było „gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka” wydarzenia roku 1945 w Europie i na świecie potoczyły się nieco inaczej. W książce do filmu „Ambassada” rok 1939 był tylko wojennym epizodem, a nie światowym konfliktem i w tej alternatywnej koncepcji też zadziało się nieco inaczej. Wiadomo przeszłość była jaka była i tego nie zmienimy, możemy popracować nad przyszłością. Więc wynika z tego, że ten kraj wciąż potrzebuje Baryków. Podsumowując ten zbiór opowiadań jest bardzo ciekawy, warto, żebyśmy poznali koncepcje fantastyczne, nie tylko fantastów, ale także pisarzy, którzy tworzyli klasykę literacką i trafili do kanonów lektur szkolnych. Jestem przekonany, że warto tą książkę przeczytać jak ktoś będzie miał okazję. Warto jeszcze dodać o znakomitej oprawie graficznej tej książki, którą robili Alina i Daniel Mrozowie, wygląda to tak samo jak w przypadku wydania „Cyberiady” z 1978 r. Stanisława Lema. Nie mylę się bo to ten sam duet grafików działał w tej książce. I przyznaję uczciwie ta książka dlatego przyciągnęła moją uwagę. No ale czy to takie złe, że dobra treść otrzymała dobrą szatę i potrafi przyciągnąć czytelnika? Jaka motywacja by nie była, na przykład ta moja recenzja, to warto sięgnąć po książkę i przeczytać. Zdecydowanie polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na84 lata temu
Polska nowela fantastyczna. Ja gorę Henryk Rzewuski
Polska nowela fantastyczna. Ja gorę
Henryk Rzewuski Józef Dzierzkowski Jan Potocki Józef Korzeniowski Ludwik Sztyrmer Jan Barszczewski Karol Libelt Józef Maksymilian Ossoliński Teodor Tripplin Aleksander Groza
Widać w tej książce znaki czasów, i to wielorakiego rodzaju. Wydanie z 1983 roku jest okrutnie liche, chociaż na szczęście mój egzemplarz nie był intensywnie czytany i jakoś się trzyma. Fakt, że było wzorowane na wydaniu z 1949 roku, widać w notach o autorach na końcu, gdzie o Rzewuskim pisze się jako o przedstawicielu "klasy feudałów" i "najskrajniejszej reakcji". Jeśli chodzi o same nowele/opowiadania, niektóre są interesujące jedynie ze względów historycznych, ale są i takie, które dotąd zachowały świeżość i smak. Najlepsze wydają mi się "Włosy krzyczące na głowie" Barszczewskiego i "Narożna kamienica" Korzeniowskiego, oba zresztą uwzględnione również w PIW-owskiej antolologii opowieści niesamowitych. Dwie historie Ossolińskiego, sławnego jako jeden z pierwszych, którzy opracowywali literacko wątki ludowe (aby je wykpić) czytało mi się jakoś nadzwyczaj ciężko. Czy to język język XVIII-wieczny, czy gawędziarska maniera, czy pokrętność szyderstwa, nie wiem, w każdym razie "Nie użyje, nie zje, nie spije... diabeł przyleci i porwie" szło mi jak po grudzie. Ze względu na silny polemiczny charakter i krytykę zarówno skąpstwa, jak i przesądów, chyba trąci to już myszką. Potockiego jest wyrywek z "Rękopisu znalezionego w Saragossie", zawsze mile widziany. Tytułowe "Ja gorę" reakcyjnego feudała Rzewuskiego dosyć przejmujące, choćby ze względu na te słowa użyte w tytule i wielokrotnie w treści opowiadania. "Lekarz magnetyczny" Dzierzkowskiego wydaje się korzystać (dosyć zgrabnie, trzeba powiedzieć) z okrzepłych już konwencji opowiadania fantastycznego. "Zachariaszek" Barszczewskiego i "Grobowiec bez napisu" Tripplina to szlachecko-dworkowe gawędy, przy czym tekst Tripplina maluje dosyć ciekawie się czytającą postać parszywego szlachetki. "Paliwoda" Sztyrmera to gawęda po prostu, sowizdrzalska fantasmagoria rodem z bajek o krainie absurdu (pojedynek na beczkach z prochem, jazda na delfinie, zgubne w skutkach uczłowieczanie syreny winem). Najsłabsze, bo najbardziej pretensjonalne, wydały mi się "Biała róża Pinettiego" Grozy (o tyle jeszcze ciekawa, że ckliwy melodramat łączy z groteskowymi wyczynami Pinettiego) i "Gra w szachy" Libelta, rozwleczona strasznie, sypiąca rozlicznymi kliszami i irytująco naiwna.
OZM - awatar OZM
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Wyspa Dziwnego Żartu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wyspa Dziwnego Żartu