rozwińzwiń

Testament

Okładka książki Testament autorstwa Jan Meslier
Okładka książki Testament autorstwa Jan Meslier
Jan Meslier Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN Seria: Biblioteka Klasyków Filozofii filozofia, etyka
430 str. 7 godz. 10 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Klasyków Filozofii
Tytuł oryginału:
Testament de Jean Meslier (
Data wydania:
1955-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1955-01-01
Liczba stron:
430
Czas czytania
7 godz. 10 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Zbigniew Bieńkowski
Meslier wzywa do walki z tyranią oraz główną jej ostoją: religią.

Od redakcji


Testament Mesliera wszyscy porządni ludzie powinni nosić w kieszeni. Ten dobry, prostoduszny ksiądz, który prosi Boga o przebaczenie za to, że się mylił, powinien oświecić wszystkich, którzy się mylą.

... Lecz nic mi nie powiedzieli aniołowie o piekielnej książce tego proboszcza Jana Meslier, dziele nieodzownym dla aniołów ciemności, znakomitym katechizmie Belzebuba. Proszę pamiętać, że książka ta jest bardzo rzadka: to skarb.

Za mało jest Meslierów, a za dużo łajdaków.

z Korespondencji Woltera
Średnia ocen
8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Testament w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Testament

Średnia ocen
8,1 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Testament

avatar
439
89

Na półkach:

bez komentarza

bez komentarza

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
31
29

Na półkach:

Meslier rozprawia się z zabobobem Artura Gduli i ateizmem w porażający sposób. Dobitnie pokazuje, że dusza jest nieśmiertelna, obnaża bajki ateistów, a obecnie jest w Niebie, nie niebycie. Nie jest to ironia oczywiście. 6/10

Meslier rozprawia się z zabobobem Artura Gduli i ateizmem w porażający sposób. Dobitnie pokazuje, że dusza jest nieśmiertelna, obnaża bajki ateistów, a obecnie jest w Niebie, nie niebycie. Nie jest to ironia oczywiście. 6/10

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2289
97

Na półkach:

Niezwykła rzecz. Jan Meslier, to chyba jakiś podróżnik w czasie. Do spraw religii podszedł z punktu widzenie logiki!!! W (około) 1711 roku!!! Coś niesamowitego!
Książka ta składa się właściwie z trzech części.
Część 1, to opracowanie Testamentu przez Woltera.
Część 2, to opracowanie Testamentu przez Holbacha.
Część 3, to oryginalne fragmenty Mesliera, ale że był to rok wydania tejże książki u nas 1955 to skupiono się na sprawach społecznych i oczywiście znaleziono pokrewieństwo z myślami Lenina.
Faktycznie, pierwsze dwie części są bardziej strawne. Niczym pisane w dzisiejszych czasach. Sam Meslier swoje myśli przedstawił dość rozwlekle, ale nie zmienia to faktu, że jest to dzieło niezwykłe.
Szkoda że nieznane i nie doceniane w dzisiejszych czasach.

Niezwykła rzecz. Jan Meslier, to chyba jakiś podróżnik w czasie. Do spraw religii podszedł z punktu widzenie logiki!!! W (około) 1711 roku!!! Coś niesamowitego!
Książka ta składa się właściwie z trzech części.
Część 1, to opracowanie Testamentu przez Woltera.
Część 2, to opracowanie Testamentu przez Holbacha.
Część 3, to oryginalne fragmenty Mesliera, ale że był to rok...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

94 użytkowników ma tytuł Testament na półkach głównych
  • 61
  • 32
  • 1
16 użytkowników ma tytuł Testament na półkach dodatkowych
  • 6
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Testament

Czytelnicy tej książki przeczytali również

I człowiek stworzył bogów... Pascal Boyer
I człowiek stworzył bogów...
Pascal Boyer
Świetna książka! Autor stara się wyjaśnić, odwołując się do antropologii, historii, psychologii powstanie religii ale także innych wierzeń w byty nadprzyrodzone. Bardzo ciekawa treść i świetnie mi się słuchało, niektórzy komentują że chaos, że coś, ja zupełnie tego nie odczułem. Jedna z najciekawszych książek przeczytanych ostatnio! Tłumaczy dlaczego w pewne rzeczy ludzie wierzą częściej, a w inne nie, tłumaczy że idee nadprzyrodzone są sprzeczne z jednym z oczekiwań, ale aktywują systemy kojarzeniowe (pdf.str.79) i jak to wszystko dokładnie działa... Autor analizuje te systemy, kiedy jakieś stwierdzenie nie ma sensu, a kiedy jest nielogiczne i jaka jest różnica (i dlaczego to ważne)! Miałem tu pewne cytaty zaznaczone (str.80) ale teraz nie widzę sensu ich wklejania, musiałbym zacytować pół książki ;) to jest dobre, ale tylko w szerszym kontekście - przeczytać warto! Ale coś innego zacytuję: "Innymi słowy, można uważać, że adalo widzi wszystko, czego nie widzą ludzie, ale przytoczony przykład dotyczy zachowań, które mogą mieć konsekwencje społeczne - ten, kto skala jakieś miejsce, ściąga niebezpieczeństwo na innych i musi dopełnić stosownych obrzędów. To, że ktoś pogwałcił to prawo, jest oczywiście informacją strategiczną. Kiedy ludzie wyobrażają sobie możliwość złamania zakazu, zostają pobudzone ich systemy kojarzeniowe odnoszące się do relacji społecznych. Kwajowie wierzą więc, że właśnie do tego typu informacji mają dostęp adalo. Być może są one niedostępne dla ludzi, ale nie dla istot nadprzyrodzonych. A oto inny przykład wskazujący na szczególny charakter informacji strategicznej. Batakowie z Malezji mówią, że szaman może przemienić się w tygrysa z ludzką głową, a także stać się niewidzialny. Z pewnością jest to wspaniały przykład cech, które przeczą naszym intuicyjnym oczekiwaniom, ale cech o konsekwencjach strategicznych. Stając się niewidzialny, szaman może latać, gdzie chce, i podsłuchiwać, co mówią ludzie. Na całym świecie tak właśnie wyobrażani są przodkowie i bogowie. Człowiek znajduje się w określonej sytuacji. Pewne informacje dotyczące tej sytuacji są strategiczne, to znaczy, pobudzają system kojarzeniowy relacji społecznych. Ludzie myślą też, że istoty nadprzyrodzone mają dostęp do wszystkich informacji strategicznych związanych z daną sytuacją, nawet jeśli oni sami nie mogliby ich zdobyć. (…) W każdej sytuacji, która niesie informację istotną z punktu widzenia relacji społecznych, ludzie zakładają, że istoty „o nieograniczonym dostępie strategicznym" dysponują tą informacją." (pdf.str. 95-96) - a informacje strategiczne są cóż... strategiczne ;) To znaczy ważne z punktu widzenia społecznego: to jest ważne kto z kim co robi (choćby dla rozmnażania ;) ) - naprawdę "człowiek działa" genialnie, nawet jeśli nieświadomie ;) Ale z informacjami strategicznymi wiąże się coś jeszcze: "Ze względu na znaczenie nieograniczonego dostępu do informacji strategicznej nie może dziwić, że w bardzo licznych społecznościach ludzie są ogromnie wyczuleni na sposób, w jaki inni postrzegają byty nadprzyrodzone. Świadomość, że otaczają mnie istoty tak doskonale poinformowane, może odmienić moje postępowanie. Jeśli inni myślą tak samo jak ja, ich postępowanie także się zmieni. Dlatego ich wyobrażenia są dla mnie niezwykle ważne. Ten aspekt religii jest niezrozumiały, jeżeli trwamy przy powszechnym przekonaniu, że bogowie i duchy są po prostu potężnymi istotami, zdolnymi przenosić góry, sprowadzać plagi albo obdarzać ludzi swoją przychylnością. Gdyby moc była ich podstawowym atrybutem, rozumielibyśmy, że mogą być bardzo ważne dla osób wierzących, ale nie widzielibyśmy powodu, aby starały się one dowiedzieć, czy te istoty mają równie duże znaczenie dla innych. Ten złożony argument poznawczy można by zapewne ująć prosto, mówiąc: „ludzie zakładają, że bogowie wiedzą, co jest ważne. Jeżeli informacja jest istotna, ludzie myślą, że bogowie ją znają". Ale tak lakoniczne stwierdzenie pomijałoby istotę problemu. Dla ludzi, choćby ze względu na przebieg ewolucji, ważne są okoliczności, które wpływają na relacje społeczne: kto co wie, kto o czym nie wie, kto i z kim co robił, kiedy i dlaczego. Istoty nadprzyrodzone nie są w zasadzie koniecznym elementem wyjaśnienia czegokolwiek, ale znacznie łatwiej stworzyć ich wyobrażenie, a ich „obecność" wzbogaca krąg możliwych skojarzeń, toteż bogowie i duchy bardzo zyskują w procesie przekazu kulturowego." (pdf.str.100) - nie wiem czy to tu tak jasno wybrzmiewa ale: jak Kowalski wierzy w takiego samego Boga, to tak jak ja zakłada, że ten Bóg będzie wiedział jeśli mnie oszuka, mogę więc ufać Kowalskiemu bardziej niż Iksińskiemu, który wierzy właściwie nie wiadomo w co - Iksiński jest podejrzany. Oczywiście to wszystko podświadomie, ale jest to niezłe wyjaśnienie czegoś, co zawsze uważałem za absurdalne (no bo czemu kogoś miałoby obchodzić w co wierzą inni? no to już wiem ;) ). I dalej o znaczeniu ceremonii (a zarazem to co pisałem wyżej): "Także ceremonie zaślubin są praktycznie uniwersalne, choć wszyscy wiedzą, że nic nie mogłoby przeszkodzić dwojgu dorosłym ludziom we współżyciu seksualnym i prowadzeniu wspólnego gospodarstwa, nawet gdyby nie przypieczętowali tego związku ślubem. I tym razem chodzi bardziej o normy niż o fakty. Skoro jednak tak jest, po co potwierdzać to wydarzenie obrzędem? Klasyczna odpowiedź antropologów - i moim zdaniem zmierzająca we właściwym kierunku - zwracałaby uwagę na fakt, iż takie wydarzenia, choć wydają się „prywatne", pociągają za sobą po ważne konsekwencje dla całej wspólnoty. Zaznaczmy, że większość społeczeństw ludzkich za dziwne uznałaby nazwanie narodzin czy ślubu mianem spraw „prywatnych". Ludzie, którzy mają dzieci, tworzą nową sytuację w zakresie zasobów i wymiany społecznej. Dzieci są największą inwestycją biologicznych rodziców, którzy nie poświęcają tak wiele uwagi żadnemu innemu człowiekowi. Gotowość do karmienia i otaczania opieką własnych, a nie cudzych dzieci, jest powszechną tendencją ludzką z oczywistych przyczyn ewolucyjnych. Naturalnie formy opieki, podobnie jak sposób wychowania potomstwa, mogą być bardzo różne w rozmaitych społecznościach. Mimo to charakter współpracy między ludźmi zmienia się, zależnie od tego, czy mają dzieci, jak liczne, w jakim wieku itp. (…) Analogiczny argument antropologiczny wyjaśnia, dlaczego także małżeństwo jest wydarzeniem społecznym. I tu szczegóły ceremonii bywają bardzo różne, w zależności od struktury rodzinnej, statusu mężczyzn i kobiet, niezależności kobiet i swoistych reguł wymiany matrymonialnej. Jednak potrzebę obrzędu odczuwają niemal wszystkie społeczności i niemal wszędzie musi przybierać on jak najokazalszą formę. Najprostszym i najtańszym sposobem jest robienie hałasu. Kiedy są po temu możliwości, o wydarzeniu daje się znać, także urządzając spektakl. Pogląd, że małżeństwo jest „prywatną" umową między dwojgiem ludzi, stanowi wyjątek, nie regułę. Każde małżeństwo stwarza bowiem układ, który zmienia sytuację reprodukcyjną grupy i eliminuje chore jednostki z grona potencjalnych partnerów, tworząc zarazem wspólnotę, w której seks, zaangażowanie rodzicielskie i współpraca ekonomiczna opierają się na stabilnym przymierzu. Oznacza to, że relacje każdego z małżonków, zarówno w sferze seksu, współpracy ekonomicznej, wymiany społecznej, jak i lojalności muszą zostać „dopasowane" do nowej sytuacji. Stwarza to problemy koordynacyjne. Po pierwsze, przy braku jednoznacznych sygnałów, nie wiadomo, kiedy pozostali członkowie grupy mieliby zmienić relacje z tymi osobami? Bo inni członkowie grupy muszą zmienić swoje postępowanie w tym samym czasie i w ten sam sposób. Jeżeli zaczniemy traktować nową rodzinę jak rodzinę, podczas gdy inni traktują jedno z małżonków jak osobę stanu wolnego, ryzykujemy „zmarnowaniem" okazji do przeżycia przygody seksualnej. Natomiast jeśli niesłusznie sądzimy, że od tej pory siły i dobra danej osoby będą przeznaczone przede wszystkim dla monogamicznego związku, możemy stracić okazję skorzystania z części tych dóbr. Dlatego trzeba wytyczyć ścisłą granicę między „przed" i „po", a także przyjąć konwencję, na mocy której grupa zmodyfikuje swoje zachowania z chwilą zawarcia małżeństwa. Nawet w Europie ludziom nastawionym skrajnie indywidualistycznie intuicja podpowiada, że to właśnie relacje społeczne czynią obrzęd ważnym." (pdf.str.146-147) - ma to sens! Nigdy nie patrzyłem na moralność przez pryzmat religii w ten sposób! A to przecież oczywiste jak tak przeanalizować. Zarazem podoba mi się bardzo jak kolejne tematy/aspekty wiary i religii w sposób naturalny następują po sobie, czy nawet się przenikają w tej książce! Ja tu nie widzę chaosu, zagadnienia są po prostu zbyt mocno ze sobą zazębione. Takie tam jeszcze inne krótkie cytaty: "Idee religijne są niepodważalne. Znacznie większego wysiłku wymaga ich analiza i odrzucenie niż akceptacja. W większości dziedzin kultury skłonni jesteśmy przejmować idee przekazywane nam przez innych. Religia nie stanowi wyjątku. Skoro wszyscy mówią, że zmarli krążą wśród żywych, i postępują, jakby to była prawda, łatwiej przyjąć tę wizję, choćby z niedowierzaniem, niż osobiście ją zweryfikować." (pdf.str.24) "Ludzie są religijni nie dlatego, że każą zamilknąć zdrowemu rozsądkowi oraz krytycyzmowi i akceptują niezwykłe stwierdzenia; każą zamilknąć krytycyzmowi, ponieważ pewne niezwykłe stwierdzenia stały się dla nich oczywiste." (pdf.str.25) "Nieszczęście jest jedną z najczęstszych sytuacji, w jakich ludzie odwołują się do bogów i przodków. Uważamy to za naturalne, ponieważ przyjmujemy szeroko rozpowszechnioną koncepcję związku idei religijnych z ważnymi wydarzeniami - bogowie i duchy mają ogromną moc, w tym moc sprowadzania lub powstrzymywania nieszczęść. Dotknięci nimi ludzie chcą za wszelką cenę zrozumieć, odzyskać poczucie bezpieczeństwa, a religia daje im to, czego pragną. I znowu scenariusz jest prosty - wypadki się zdarzają, a ludzie chcą zrozumieć dlaczego; religia daje im taką możliwość." (pdf.str.101) "Wyobrażenia bogów lub duchów zyskują zatem na znaczeniu ze względu na strukturę naszego poczucia moralności, które samo przez się nie potrzebuje ani jednych, ani drugich. Kiedy mówię o znaczeniu, mam na myśli fakt, że idee, kiedy już zaistnieją w kontekście moralnym, są zarazem łatwe do wyobrażenia i stanowią źródło licznych skojarzeń. Przykład: większość ludzi ma poczucie winy, gdy prowadzą się w sposób moralnie wątpliwy. Oznacza to, że bez względu na wymówkę, jaką sobie znajdą, intuicja może im podpowiadać, że istota nadprzyrodzona, znająca wszystkie elementy sytuacji, oceni, że postąpili źle. Sformułowanie tej intuicji w formie „to, co przodkowie myślą o moim postępowaniu" lub „jak Bóg osądzi to, co uczyniłem" pozwala na łatwiejsze wyobrażenie sobie czegoś niemal nieuchwytnego. Chociaż większość naszych intuicji moralnych jest oczywista, umyka nam jednak ich źródło, tkwiące w procesach myślowych, do których świadomość nie ma dostępu. Spojrzenie na te intuicje jak na punkt widzenia zewnętrznego obserwatora to najlepszy sposób, żeby zrozumieć, dlaczego je posiadamy. Ale to wymaga wyobrażenia istoty, która ma swobodny dostęp do ogółu informacji strategicznych." (pdf.str.113) "[Fundamentalizm] Jest wyrazem woli utrzymania szczególnego typu hierarchii, opartej na psychologii koalicji, dla której zagrożenie stanowi łatwość i bezkarność odstępstwa, a zatem wzrost prawdopodobieństwa, że do takich odstępstw będzie dochodziło. Można iść o zakład, że gdyby sądy wojenne okazywały wyrozumiałość wobec dezerterów i gdyby dowiedzieli się o tym żołnierze walczący na froncie, prześladowania i samosądy nad potencjalnymi dezerterami nasiliłyby się i stały bardziej ostentacyjne. Ta sama skłonność psychiczna tłumaczy zapewne, dlaczego niektórzy z nas posuwają się do skrajnego okrucieństwa w służbie swej koalicji religijnej." (pdf.str.174) "Fangowie powiadają, że u czarowników występuje dodatkowy narząd wewnętrzny w kształcie zwierzęcia, który nocą ulatuje, aby niszczyć plony lub zatruwać krew ludzi. Powiadają też, że czarownicy organizują co pewien czas huczne uczty, podczas których pożerają swoje ofiary i obmyślają kolejne ataki. Wielu Fangów potwierdziłoby, że przyjaciel przyjaciela widział na własne oczy, jak czarownicy przelatujący w nocy nad wioską na liściach bananowca rzucają urok na nieszczęśników, których sobie upatrzyli. Wspomniałem o tych i innych dość szczególnych wierzeniach podczas obiadu w Cambridge. Wówczas jeden z gospodarzy, znany katolicki teolog, zwrócił się do mnie, mówiąc: „To właśnie sprawia, że antropologia jest tak pasjonująca i tak trudna. Powinien pan podjąć próbę wyjaśnienia, jak ludzie mogą wierzyć w podobne niedorzeczności". Oniemiałem, słysząc te słowa, a zanim zdołałem zebrać myśli i odpłacić stosowną repliką, choćby banalnym przypomnieniem, jak łatwo dostrzega się źdźbło w oku bliźniego, nie widząc belki we własnym, rozmowa potoczyła się dalej. Bo chociaż pytanie „jak ludzie mogą wierzyć w coś takiego?" jest niewątpliwie uzasadnione, to odnosi się do wszystkich wierzeń i religii. Fangowie również nie mogli pojąć, że trzy osoby - będące w rzeczywistości jedną - pozostają zarazem trzema osobami lub że wszystkie nieszczęścia spadające na nas na tym padole łez dotykają nas z winy dwojga praprzodków, którzy przechadzając się po ogrodzie, zapragnęli posmakować nieznanego owocu. Każde z tych stwierdzeń można poprzeć wieloma zgodnymi z doktryną wyjaśnieniami, nie sądzę jednak, aby Fangom wydały się one bardziej przekonujące od samych opowieści." (pdf.str.175) (czytana/słuchana: 6-8.01.2026) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na93 miesiące temu
O życiu i śmierci: Upadek etyki tradycyjnej Peter Singer
O życiu i śmierci: Upadek etyki tradycyjnej
Peter Singer
Książka napisana w 1994 roku, ale problemy poruszone w niej nadal pozostają aktualne, prawdopodobnie w naszym kraju nawet bardziej niż w innych, bo u nas ta przemiana moralności zachodzi w zdecydowanie wolniejszy sposób, choć niewątpliwie także jest widoczna. Autor porusza szereg najbardziej kontrowersyjnych kwestii, takich jak eutanazja, aborcja, skracanie życia chorych dzieci, a także niesłuszne postawienie granicy pomiędzy człowiekiem, a innymi zwierzętami. W prologu książki pisze: "Ocena moich poglądów nie powinna zależeć od tego jak bardzo są one niezgodne z panującymi przekonaniami moralnymi, lecz od argumentów wysuniętych na ich obronę". I faktycznie, jego argumenty są moim zdaniem w stanie obronić stawiane przez niego tezy. Autor pokazuje absurdy etyki opartej na świętości każdego życia i udowadnia, że już teraz nie kierujemy się tą etyką, kiedy stwierdzamy, że istnieją przypadki, w których ze względu na cierpienia spowodowane chorobą, życie nie warte jest przeżycia, albo kiedy traktujemy człowieka z martwym mózgiem, lecz zachowanym krążeniem jako osobę martwą po to, aby móc pobrać z niej narządy. Nie sposób nie zgodzić się z tym, że okłamywanie się, że obecny system moralny nadal działa nie pomoże w rozwiązywaniu problemów, przed którymi stawia nas nieustannie rozwijająca się medycyna. Czytając tę książkę zakładałam, że może dam jej nawet 10 gwiazdek. Skończyło się na ośmiu, bo w jednej kwestii autor nie zdołał mnie przekonać. Chodzi o kwestię aborcji postnatalnej, która według Singera powinna być legalna nawet w przypadku, gdy dziecko urodzi się całkowicie zdrowe. Nie chodzi już o to, że pomysł ten jest dla mnie szokujący (chociaż trochę jest),ale bardziej o to, że podane przez niego 28 dni jako moment, w którym niemowlę nabiera takich samych praw jak dorośli jest moim zdaniem zdecydowanie bardziej umowną granicą niż moment jego przyjścia na świat. Autor sam zresztą wspomina o tym w książce. Po drugie, nie do końca zgadzam się z pomysłem stosowania rozróżnienia na osobę i istotę, przy czym ta pierwsza miałaby większe prawo do życia. Wydaje mi się, że sama możliwość odczuwania przez istotę bólu lub przyjemności i unikanie śmierci, choćby było tylko instynktowne, powinny wystarczyć za powody, aby szanować prawo takiej istoty do życia. W tej kwestii nie odróżniam ryby od świni i świni od człowieka, chociaż oczywiste jest, że ich poziom świadomości jest znacząco różny. W większości kwestii zgadzam się jednak z autorem i uważam, że naprawdę warto przeczytać tę książkę, aby zmierzyć się z dylematami moralnymi przedstawionymi przez autora oraz skonfrontować swoje poglądy z jego argumentami.
chambredambre - awatar chambredambre
ocenił na86 lat temu
Zapomniana rewolucja. Grecka myśl naukowa a nauka nowoczesna Lucio Russo
Zapomniana rewolucja. Grecka myśl naukowa a nauka nowoczesna
Lucio Russo
Bardzo ciekawa książka-esej, ale nierówna i bez polotu. Najciekawsze oczywiście to, co dotyczy fundamentów hellenistycznej naukowości, rozróżnienia — całkowicie dziś stosowanego na opak — matematyki i fizyki oraz przemyślenia dot. metody naukowej, tak greckiej (cywilizacji hellenistycznej),jak i nowożytnej. Rozdziały, będące w rachubie objętości może i większościowe, o konkretnych osiągnięciach nauki i techniki, o gospodarce, o schyłku myśli i jego przyczynach, mogą z pewnością zainteresować historyków (i poszukiwaczy ciekawostek, tych niemało, tzn. ciekawostek, choć poszukiwaczy na LC pewnie też),ale dla zasadniczej myśli są nieistotne i choć pewni traci się ciągłość przy ich szybkim kartkowaniu, to strata to żadna, gdyż dla uchwycenia myśli przewodniej rozdziały te są zdecydowanie mniejszościowe. To, co przykuwa moją największą uwagę, to ostatni podrozdział i zakończenie, i choć podobnie miałem w ,,Lunatykach'' Koestlera (podobne wrażenie wznoszenia się i ogarniania coraz szerszych perspektyw, co prawda w innym stylu, bo u Koestlera drapieżnie, choć raczej kruczo niż pustułkowato ;)),to tutaj przykucie moje jest wyraźnie polemiczne. Szanuję za ukłon Duhemowi, podzielam bardzo krytyczne obserwacje dotyczące komercjalizacji współczesnej nauki i jej pędu ku ilości, ubolewania nad upadkiem ducha uczonego-mędrca itp. — ale brak zrozumienia dla Feyerabenda i kompletne zamknięcie na myśl Bohra bardzo bolą. PS Kupiona w księgarni przy centrum sztuki, była przeceniona do 1 (jednej) złotówki (super, miło, ale czy nie o czymś więcej to świadczy...),ale pewnie i tak bym się nie zdecydował (nie umiem odwracalnie kompresować książek, podobnie jak bez ryzyka budowlanego zwiększać pojemności mieszkania),gdyby nie to, że spostrzegłem Ireneusza Kanię jako autora przekładu — i wciąż mogę napisać, że jeszcze się na Jego wyborach nie (przynajmniej: nie bardzo) zawiodłem!
Wojciech Kryszak - awatar Wojciech Kryszak
ocenił na61 rok temu
Świat bez nas Alan Weisman
Świat bez nas
Alan Weisman
To jedna z tych pozycji, która budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Na pewno nie można odmówić autorowi ogromu pracy, jaką włożył w zebranie informacji, oraz siły z jaką poruszony temat - zniknięcie gatunku ludzkiego, odzyskiwanie świata przez naturę oraz wpływu tego pierwszego na tę drugą - oddziałuje na wyobraźnię. Czuć to zwłaszcza w rozdziale dotyczącym miast, powoli popadających w ruinę oraz zajmowanych przez roślinność i zwierzynę. Według mnie to najlepszy fragment, być może przez swoją obrazowość, zagnieżdżone w umyśle ikoniczne wyobrażenia postapokalipsy, a także znajomość tego nowoczesnego, betonowo-szklanego środowiska przez większość z nas. Jego kontynuacją jest po części opis wpływu rolnictwa na naturalną florę oraz problem gatunków inwazyjnych. Z pewnością dają też do myślenia ciekawostki takie jak ta, że piramida Cheopsa przetrwa dłużej niż chociażby Kanał Sueski czy Panamski, czyli wytwory dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej, imperialistycznej myśli technicznej, jednak tu żałuję, że książka nie została wydana nieco później i nie uwzględniła architektonicznych cudów pokroju Tamy Trzech Przełomów. Drugim tak wpływającym na wyobraźnię fragmentem jest ten dotyczący zakładów petrochemicznych. Zostawiony na pastwę losu ogromny teksański kompleks wypełniony najrozmaitszym paliwem, który bez ludzkiej i komputerowej kontroli wyleci w powietrze wiele mówi zarówno o naszej potędze i zagrożeniach czyhających dzisiaj, jak i wtedy, kiedy nas zabraknie. Niestety inne fragmenty nie są tak zajmujące, żeby nie rzec, rozczarowują. Mimo że sam jestem świadomy zagrożenia niesionego przez wszechobecny plastik, nieodpowiedzialne gospodarowanie energią atomową czy bezmyślną eksploatację zasobów naturalnych, fragmenty "Świata bez nas" traktujące o tych zagadnieniach za bardzo trącą skrajnie ekologicznym manifestem, bo zarówno przemysł kopalniany, tworzywa sztuczne czy energia jądrowa są przedstawione wyłącznie w negatywnym świetle. Paradoksalnie temat wojny przedstawiony jest zarówno jako przekleństwo i wybawienie dla przyrody. Nawet jeden z ostatnich rozdziałów traktujący o czyhających na nas zagrożeniach, np. epidemiach, idzie w przeciwną postępowi narrację i nie jest zbyt odkrywczy, może nie licząc konserwujących nas na tysiące lat metodach pochówku. Cytowanie założyciela Ruchu na rzecz Dobrowolnego Wymarcia Ludzkości również wiele mówi o stanowisku autora, zwłaszcza że wspomnienie przez niego myśli transhumanistycznej wydaje się zaledwie wtrętem i smutnym obowiązkiem. Jak wspomniałem wcześniej w żadnym wypadku nie jestem przeciwnikiem ekologii, wręcz ją popieram, jednak Weisman w swojej książce momentami za bardzo posuwa się do manipulacji i korzysta z neoluddycznej maniery straszenia i negowania postępu za wszelką cenę, zamiast uwrażliwiać nas na nasze słabsze strony przy jednoczesnym zaznaczaniu potencjału jaki tkwi w ludzkości. Uważam że ta zawierająca bądź co bądź olbrzymią dawkę wiedzy książka o wiele więcej by zyskała, gdyby nie była tak oczywistym ekologicznym moralitetem.
Łukasz Janowski - awatar Łukasz Janowski
ocenił na66 lat temu
Pochwała wątpliwości. Jak mieć przekonania i nie stać się fanatykiem Peter Ludwig Berger
Pochwała wątpliwości. Jak mieć przekonania i nie stać się fanatykiem
Peter Ludwig Berger Anton Zijderveld
Sięgając po tę książkę spodziewałem się czegoś innego: apologii metody naukowej jako narzędzia właściwego także w innych domenach życia. Mamy tu zaś manifest demoliberalizmu i obronę tezy o rzekomej wyższości liberalnej cywilizacji zachodniej i demoliberalnego ustroju USA. Wyższość ta ma, zdaniem autorów, płynąć z faktu że to jedynie na Zachodzie zinstytucjonalizowano w postaci liberalnej demokracji idee wolności i godności człowieka. Autorzy polemizują z postawami w których podmiot nie dopuszcza możliwości że może się mylić, jak i takimi, w których uznaje wszystkie opinie za równoważne i neguje możliwość wyższości w prawdzie którejkolwiek z nich. Pierwszy typ postaw nazywają „fundamentalizmem”, drugi zaś „relatywizmem”- szczególnie w odniesieniu do tego pierwszego, nie wydaje się to całkiem poprawne etymologicznie. Najważniejszą częścią polemiki autorów jest brak tytułowych „wątpliwości”, który łączą tak z relatywizmem prowadzącym ich zdaniem do nihilizmu (gdzie wątpliwości znikają wraz z wartościami),jak z „fundamentalizmem”który swoich zwolenników stale utwierdza w wyrzeczeniu się wątpliwości. Ten ostatni łączą z całym spektrum „holistycznych” nurtów światopoglądowych z totalitaryzmami politycznymi i integryzmami religijnymi na czele, ale też choćby z psychoanalizą, scjentyzmem, ateizmem a nawet zideologizowanym demokratyzmem i fetyszyzacją konstytucji jak we współczesnych USA i Niemczech. Słuszne wydaje się natomiast w ich wywodzie łączenie wątpliwości z przekonaniem o istnieniu obiektywnej prawdy i z preferowaniem pewnych wartości: wątpić można tylko w to, w co się generalnie wierzy. Trochę naciągana ale intelektualnie prowokująca jest też teza, że relatywizm i „fundamentalizm” mają być ze sobą ściśle powiązane: „fundamentalizm” ma być jakoby świadomym wyborem pewnych idei jako absolutnych, skoro zaś podmiot dokonał wyboru, to pozostaje w nim świadomość, że mógłby wybrać inaczej. Na dnie każdego „fundamentalisty”, zdaniem autorów, tkwić ma więc czekający na uwolnienie od dogmatów relatywista, zaś na dnie każdego relatywisty tkwić czekający na odrodzenie „fundamentalista”. Trochę to jednak naciągane, bo wszak nihilista niezdolny jest już do jakiejkolwiek wiary, zaś „fundamentalistą” wcale nie zostaje się jedynie „wtórnie”. Ciekawie wypada też próba rozbioru filozofii i ideologii starających się przedstawiać jako jedyne wyjaśniające świat poza uwarunkowaniami subiektywności i względności – szczególnie próba takiego rozbioru marksizmu i postmodernizmu. Autorzy klucz do uzasadnienia przez te ideologie ich rzekomej obiektywności odnajdują w kategorii „elity epistemologicznej” (proletariat, mieszkańcy Trzeciego Świata, inteligencja),mającej być rzekomo w swych sądach nieuwarunkowaną. Demaskują następnie te ideologie jako przypisujące subiektywność wszystkim, poza samymi sobą. Tu jednak zaczynają się schody, bo okazuje się, w świecie twórczo ożywianym przez kwestionujące wszelkie instytucje, autorytety i tradycje wątpliwości, jedynym co ma być wyłączone spod wątpienia są instytucje demoliberalne, mające gwarantować możliwość formułowania wątpliwości. Czyli, u Bergera i Zijdervelda wraca postulat „Nie ma wolności dla wrogów wolności!”, znany choćby ze... stalinowskiej Rosji, którą autorzy krytykują za płynącą z „fundamentalizmu” i fanatyzmu tyranię. Nawet kara śmierci ma być całkowicie i bezwzględnie zakazana a dyskusja nad nią wyłączona z przestrzeni wolności, gdyż... zdaniem autorów książki, kara śmierci jest sprzeczna z demoliberalnymi zasadami w których uniwersalność i prawdziwość oni sami wierzą. W dowodzeniu owej rzekomej uniwersalności autorzy też nie odkrywają nic nowego, powtarzając jedynie starą i dobrze już znaną liberalną tezę, że idee demoliberalne, pomimo że nieznane większości ludzkości, skoro już zostały w epoce nowoczesnej ustalone i przyjęte na Zachodzie, to zyskały tym samym jakoby status uniwersalnej w przestrzeni i czasie prawdziwości. Teza słaba i w zasadzie nie do obronienia, więc też autorów apologia demoliberalizmu jest dość nieprzekonująca. Tym niemniej, przyznać trzeba, że narracja w książce poprowadzona została bardzo elokwentnie i pomimo że postawa do której autorzy przekonują działa w istocie na nerwy, rzecz czyta się dość przyjemnie. W postawie w niej proponowanej jest też pewien element prawdziwy: założenie możliwości że możemy się mylić, dopuszczenie mianowicie możliwej fałszywości własnych poglądów i tego że rację (więcej racji) może mieć toś inny, jest kierunkiem słusznym, odzwierciedlającym prawdę i świadczącym o intelektualnej otwartości i dojrzałości. Postawa absolutnej pewności swojego zdania i niedopuszczająca możliwości że możemy się mylić prowadzi zaś niemal zawsze na manowce i świadczy o zaściankowości i intelektualnym „zabetonowaniu”.
Bazyli Venosta - awatar Bazyli Venosta
oceniła na64 lata temu
Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii Robert Service
Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii
Robert Service
Recenzja z mojego bloga: http://discrust.wordpress.com/2014/06/18/robert-service-towarzysze-komunizm-od-poczatku-do-upadku-historia-zbrodniczej-ideologii/ Mam problem z tą książką. Sam jej tytuł jak i objętość sugerują, że mamy do czynienia z monumentalnym dziełem historycznym. Ktoś, kto wie niewiele lub zgoła nic nt historii komunizmu, może tą książkę właśnie tak potraktować. Robert Service podjął się dosyć ambitnego zadania, ale czy mu podołał? Moim zdaniem nie do końca. Towarzysze… rzeczywiście opisują dzieje powstania marksizmu, rozmaitych szkół filozoficznych odnoszących się do idei Marksa i Engelsa, czy też negujących dokonania tychże i proponujących odmienne rozwiązania na rzecz klasy robotniczej. Service rzeczywiście szczegółowo opisuje historię rodzącego się leninizmu i konfrontacji bolszewików z innymi odłamami ruchu komunistycznego na arenie europejskiej i światowej – zarówno przed jak i po Rewolucji Październikowej. Wreszcie, książka w dosyć bogaty sposób ujmuje problem krajów satelickich w stosunku do ZSRS po II Wojnie Światowej. Pierwszym zauważalnym w czasie lektury problemem są proporcje. Ponad 40% książki poświęcone jest ZSRS i rozmaitym konotacjom leninowsko-stalinowskiego imperium z krajami Europy Wschodniej, Zachodniej i USA. Owszem, rozpiętość zagadnień poruszanych przez Autora jest pokaźna (tło historyczno-ekonomiczne za czasów Marksa, perspektywa geopolityczna i dynamika rozwoju myśli lewicowej, uwarunkowania socjologiczne etc.),niemniej przez połowę książki ma się wrażenie typu: hmm… gdzieś już to słyszałem/czytałem. Wrażenie to pogłębia się w miarę zagłębiania się w książkę. Nieuchronnie dochodzimy do wniosku, że Service opisuje barwną i bogatą – z punktu widzenia historycznego – materię, ale (niestety) czyni to „po łebkach”. Wracając do tego, co napisałem na początku: książka Roberta Service’a będzie na pewno nieocenionym źródłem wiedzy i faktów nt komunizmu dla tych wszystkich, którzy tematykę tą liznęli zaledwie w szkole, a chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej. Innym problemem – dla polskiego czytelnika, jak sądzę – będzie fakt, że Towarzysze… napisani są z okcydentalną manierą. Nie jest to zarzut, biorąc pod uwagę to, że Service jest przecież historykiem anglosaskim. Jednak, gdy opisuje on wydarzenia w komunistycznej Polsce, czy Czechosłowacji daje się wyczuć powierzchowność tegoż opisu. Możemy jednak usprawiedliwić Autora, albowiem książka nie jest wyłącznym studium nt historii komunizmu w naszej części Europy. Warto nadmienić, że Service dosyć przyzwoicie opisał ruch komunistyczny w Jugosławii i na Węgrzech oraz meandry działalności satelickich i służalczych wobec ZSRS partii komunistycznych we Włoszech Wielkiej Brytanii i Francji. Zabrakło głębszej analizy lewicowej partyzantki w Grecji i znaczenia rewolucyjnych sił (tych pro- jak i antystalinowskich) w czasie wojny domowej w Hiszpanii w 1936 roku. Jeśli chodzi o inne części świata, Service poszedł jeszcze dalej w swojej wybiórczości. Wyjątkiem wydają się maoistyczne Chiny – tutaj Autor rzeczywiście bogato opisał kontekst historyczny i ideowy działalności Mao. Skromnie nadmienił o Wietnamie, Laosie, Korei i generalnie o ruchu komunistycznym w Azji Południowo-Wschodniej, czy w Australii. Podobnie rzecz ma się z Kambodżą i zbrodniami Pol Pota – w tym wypadku mamy zaledwie kilka akapitów. Brakuje mi głębszych analiz lewicowych ruchów w Ameryce Południowej (z wyjątkiem Kuby – dosyć rzetelny opis) i USA. Service analizując opozycję komunistyczną w stosunku do bolszewizmu i stalinizmu, nie wyszedł poza szablon i najwięcej uwagi poświęcił socjalistom i socjaldemokratom. Nie rozwinął kwestii trockizmu, teologii wyzwolenia, czy anarchizmu. Podsumowując… To moja druga (po Szpiegach i komisarzach) książka Roberta Service’a. Książka niewątpliwie wartościowa pod względem historycznym, napisana przystępnym i przejrzystym językiem. Zakres tematyczny olbrzymi i chyba zbyt ambitny; tytuł sugeruje monograficzne dzieło historyczne, które zawiera jednak luki. Z drugiej strony, czytelnik nie zaznajomiony z historią komunizmu i jego zbrodniczej roli w historii światowej, znajdzie w Towarzyszach… mnóstwo wartościowej wiedzy w tej materii. Dlatego też książka ta jest jak najbardziej godna polecenia zainteresowanym tą tematyką. Nie polecam jej jedynie tym, którzy chcieliby pogłębić swoją wiedzę o komunizmie w Polsce. Tutaj czytelnika spotka rozczarowanie, albowiem materiał w tej kwestii jest żałośnie mały.
Lukas - awatar Lukas
ocenił na611 lat temu

Cytaty z książki Testament

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Testament