-
Artykuły
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1 -
Artykuły
Sportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Cytaty z tagiem "szarlatanka" [5]
Lusia lubiła nie tylko wypowiadać słowa modlitwy, ale też o nich myśleć, a najlepiej wyobrażać sobie miejsca, do których się odnoszą. Nieraz miewała z tym problem, bo ogród, w którym Archanioł Gabryjel objawił się Maryi, zlewał się jej w jedno z Ogrójcem na Górze Oliwnej. Na dodatek żaden z nich nie był tak interesujący jak ogród Agaty, pełen lawendy, nagietków, pokrzyw i perzu, przy czym te ostatnie rośliny objęły nad nim panowanie, zupełnie jakby to one, a nie ludzie, usłyszały od Boga wezwanie do czynienia sobie ziemi poddaną.
W Przypadce każdą nowo przybyłą osobę oglądano ze wszech stron, aby upewnić się, czy skłonności jej charakteru nie zniszczą tego, co ludzie budowali od lat. Mieszkańcom zdarzało się tu kryć z tym, co dla nich najcenniejsze, lub z tego rezygnować. To cena, jaką płaciło się za przynależność.
Reagował na dary uśmiechem na ustach, który – trzeba przyznać – zastanawiał wszystkich, którzy mieli z nim do czynienia. W Przypadce bowiem ludzie nie uśmiechali się z byle powodu.
– No, po prostu, nie wypada się tak ciągle szczerzyć – żaliła się raz Lusia Aldonie.
– Człowiek los kusi – przytaknęła Aldona.
Można by odnieść wrażenie, że wybrali to miejsce ci, którzy potrzebują spokoju albo mają coś do ukrycia. Na pewno pośród mieszkańców byli i jedni, i drudzy, ale większość z nich tego miejsca nie wybrała. Żyli tutaj, bo tak przyszło im żyć. Na co dzień każdy skupiał się na swoim niewielkim gospodarstwie, pielęgnując ziemię i karmiąc zwierzęta. Wszystkie poletka były mniej więcej tej samej wielkości, a oddzielały je miedze, które z rzadka tylko stawały się kością niezgody. Wyznaczyły je dawne pokolenia, a z nimi mało kto odważyłby się dyskutować. Podobnie jak z tym, w co się tu wierzyło.
Obaj przypomnieli sobie to, co było zrębem wiary ich ojców i co od zawsze powtarzały im matki: lekiem na wszystko, co nas spotyka, jest działanie – krzątanina, paplanie, zlanie po mordzie, chodzenie, jeżdżenie traktorem lub choćby zapalenie papierosa – bo przecież nie można stać bezczynnie, kiedy świat zalewa fala nieoczekiwanych zdarzeń. Bezczynnie nie powinno się stać tym bardziej, kiedy nie dzieje się nic, dlatego o ile nie da rady inaczej, o tyle warto chociaż przestępować z nogi na nogę i powiedzieć coś, cokolwiek, byle tylko przerwać panoszący się w atmosferze bezruch.