-
Artykuły
„Nasze ciało to mapa lęków, której umysł nie potrafi ukryć” – wywiad z Sebastianem Fitzkiem, autorem thrillera „Mimika”
Marcin Waincetel1 -
Artykuły
Kalafiory, czarownice i zbrodnia w rezydencji. Sprawdź, co kryje się w tych książkach Nowości pod patronatem Lubimyczytać.
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Z czego żyje pisarz?
Orbitowski21 -
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać340
Cytaty z tagiem "rfn" [7]
Większość informacji dotyczących książęcego domu jest mętna lub zabarwiona anegdotami. Jeden z dawnych książęcych służących i kamerdynerów zaczyna się pocić, gdy pytam go o jego doświadczenia w domu książęcym. „Nie wolno mi, nie wolno mi” - mamroce przestraszony. W trakcie moich późniejszych odwiedzin jego żona opowiada mi o katuszach, jakie przeżywał jej mąż w trakcie hiszpańskiego ceremoniału dworskiego, o tym, że w czasie spotkań z Ich Wysokościami członkami rodziny musiał się on wyginać w ukłonach i że od tych ukłonów miewał bóle głowy; że za popełniony czasem błąd w etykiecie był policzkowany; że lokajów właściwie nie uważano za ludzi, raczej za wierne zwierzęta domowe, przed którymi nie trzeba się żenować: przed nimi się rozbierano, albo też - jeśli akurat nie było polowania - wysyłano ich wieczorem jako postillon d’amour do sypiającej osobno małżonki księcia pana z pytaniem, czy jest skłonna go przyjąć.
Do loch może strzelać każdy. 75-letni książę Franz Joseph, któremu już mocno drżały ręce, pomylił kiedyś pewnego porucznika z lochą i wstrzelił mu ładunek śrutu w tyłek. W charakterze odszkodowania zraniony wojak otrzymał pozwolenie na jedno w roku polowanie w książęcych lasach na grubego zwierza i bezpłatny odstrzał jednego dzika rocznie.
Philippos Z. opowiada o swojej żonie:
„Pracuje w Zakładach »Południe« na wydziale montażowym. To ciężka praca. Kiedyś pracowali tam tylko mężczyźni, teraz pracują również cudzoziemskie robotnice. Ale kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni, choć wykonują dokładnie tę samą pracę. Akord jest ciężki, żadna kobieta nie może mu podołać.
Moja żona zaszła w ciążę, mimo to musiała nadal pracować na akord, choć według przepisów jest to zabronione. Nastawiacz codziennie podchodził do niej i atakował: dlaczego nie pracujesz tak, żebyś się zmieściła w czasie?!
Jeszcze w siódmym miesiącu musiała cały dzień stać przy pracy. Zwracała się do nastawiacza i tłumaczyła mu, że nie jest w stanie w tym tempie pracować. A on jej na to: musisz dać sobie jakoś radę, potrzebujemy części, to pilne. Żona płakała.
Przez ostatnie tygodnie przed rozwiązaniem postawili ją przy maszynie. Przez cały dzień opierała brzuch o wibrujące urządzenie. Zarabiała 150 marek miesięcznie mniej, bo nie mogła sobie poradzić z akordem, choć takie restrykcje są prawnie zakazane.
W końcu żona zachorowała, teraz nie może wychodzić z łóżka. Lekarz mówi, że ma obsuniętą macicę i wstawanie grozi poronieniem”.
RFN to bardzo bogaty kraj, moim zdaniem jest to kraj, który zdaje sobie sprawę z hitlerowskiej przeszłości. Hitler nie doszedł do władzy w drodze zamachu. Ale generalnie biorąc społeczeństwo RFN chce mieć spokój. Chce zasłonę milczenia opuścić na to, co było kiedyś. Ci, którzy dzisiaj zasiedli na ławie oskarżonych, różnego pokroju Stripple, Hackmanny czy Laurichy, "frajerzy", którzy dali się złapać, to tylko palce zbrodniczej ręki, które usiłuje się karcić. Tych, co byli głową, mózgiem w tej machnie, ręka sprawiedliwości nie dosięgła. Za nimi stoi nie tylko ogromne zaplecze finansowe, ale i zmowa milczenia społeczeństwa RFN. W końcu przeciętnie, co czwarta, piąta rodzina miała swojego esesmana, a dobra zrabowane w okupowanych krajach i ludziom mordowanym przecież masowo były ogromne.
Biesiadnicy ze spokojem i uległością, a niektórzy nieledwie z namaszczeniem spożywają te dania, pozbawione witamin i smaku, ale zapełniające pustkę w żołądkach. W jadalni zebrali się prawie wyłącznie starsi, zawstydzeni biedacy ze skromnymi rentami lub zapomogami socjalnymi; biedacy, którzy wskutek zbyt wysokich czynszów w starych ruderach książęcych są skazani na jego łaskawy chleb. Wbrew swoim oczekiwaniom nie widzę wśród nich włóczęgowskich typów; takich zresztą może tu się wcale nie wpuszcza. Pewien starszy człowiek wyjaśnia mi, że książę dzięki prowadzeniu tej - w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa - garkuchni płaci rocznie 200 tysięcy marek mniej podatku. „W zamian powinno być lepsze jedzenie” - mówi człowiek, którego lekarz ostrzegł, że jeśli nie będzie się dodatkowo odżywiał świeżymi owocami, sałatą i witaminami, to ten książęcy wikt wnet go zaprowadzi do grobu.
Nawet w przerwach się nie wypoczywa. Hałas prawie taki sam jak w czasie pracy, robotnicy nie mogą bowiem wyłączyć maszyn, jeśli chcą wyjść na swoje. Prawie nikt nie pozwala sobie - poza obu oficjalnymi przerwami - na pójście do toalety. Trzeba bowiem biec piętro niżej, a nikt nie jest przecież skoczkiem. To samo odnosi się do nas, obsługi taśm szlifierskich; nie można ich na tak długo zatrzymać - zbyt drogo by nas kosztowało sr… Jedna do dwóch marek straty na zarobkach dziennie - kto może sobie na to pozwolić?! Toalety będące do dyspozycji robotników - mistrzowie mają dwa oddzielne WC, z osobnymi kluczami - pozbawione są sedesów. Brak również papieru toaletowego, klozety są bardzo brudne. Dla cudzoziemców jest oddzielny klozet, na którego drzwiach ktoś wypisał flamastrem: „Sralnia dla Kanaków”[14]. Jest w nim tylko jedno oczko, wpuszczone w podłogę; wiadomo - na stojąco sr… się szybciej. Napisy na drzwiach toalet dla robotników brzmią: „Mężczyźni” i „Kobiety”; inaczej natomiast klasyfikują użytkowników napisy na tabliczkach toalet dla personelu biurowego: „Panie” i „Panowie”.
Przepisy dotyczące ochrony przed wypadkami mają wobec tej całej hecy akordowej wartość iluzoryczną. Każdy musi radzić sobie sam. Na przykład: przy pracach szlifierskich dochodzi często do niebezpiecznych skaleczeń oczu, mamy co prawda okulary ochronne, ale ich nie używamy, ponieważ stale są zabrudzone. Nikt ich nie czyści, trzeba by bowiem to robić kosztem akordowego czasu, a więc - kosztem zarobków. Firma powinna właściwie kogoś do czyszczenia tych okularów zatrudniać, ale ponieważ chodzi tu o zajęcie, które bezpośrednio produkcji nie służy, więc nikogo takiego się nie zatrudnia, w związku z czym okulary pozostają brudne i nie są używane.