cytaty z książek autora "Izabela Meyza"
Lusia lubiła nie tylko wypowiadać słowa modlitwy, ale też o nich myśleć, a najlepiej wyobrażać sobie miejsca, do których się odnoszą. Nieraz miewała z tym problem, bo ogród, w którym Archanioł Gabryjel objawił się Maryi, zlewał się jej w jedno z Ogrójcem na Górze Oliwnej. Na dodatek żaden z nich nie był tak interesujący jak ogród Agaty, pełen lawendy, nagietków, pokrzyw i perzu, przy czym te ostatnie rośliny objęły nad nim panowanie, zupełnie jakby to one, a nie ludzie, usłyszały od Boga wezwanie do czynienia sobie ziemi poddaną.
Można by odnieść wrażenie, że wybrali to miejsce ci, którzy potrzebują spokoju albo mają coś do ukrycia. Na pewno pośród mieszkańców byli i jedni, i drudzy, ale większość z nich tego miejsca nie wybrała. Żyli tutaj, bo tak przyszło im żyć. Na co dzień każdy skupiał się na swoim niewielkim gospodarstwie, pielęgnując ziemię i karmiąc zwierzęta. Wszystkie poletka były mniej więcej tej samej wielkości, a oddzielały je miedze, które z rzadka tylko stawały się kością niezgody. Wyznaczyły je dawne pokolenia, a z nimi mało kto odważyłby się dyskutować. Podobnie jak z tym, w co się tu wierzyło.
Obaj przypomnieli sobie to, co było zrębem wiary ich ojców i co od zawsze powtarzały im matki: lekiem na wszystko, co nas spotyka, jest działanie – krzątanina, paplanie, zlanie po mordzie, chodzenie, jeżdżenie traktorem lub choćby zapalenie papierosa – bo przecież nie można stać bezczynnie, kiedy świat zalewa fala nieoczekiwanych zdarzeń. Bezczynnie nie powinno się stać tym bardziej, kiedy nie dzieje się nic, dlatego o ile nie da rady inaczej, o tyle warto chociaż przestępować z nogi na nogę i powiedzieć coś, cokolwiek, byle tylko przerwać panoszący się w atmosferze bezruch.
Reagował na dary uśmiechem na ustach, który – trzeba przyznać – zastanawiał wszystkich, którzy mieli z nim do czynienia. W Przypadce bowiem ludzie nie uśmiechali się z byle powodu.
– No, po prostu, nie wypada się tak ciągle szczerzyć – żaliła się raz Lusia Aldonie.
– Człowiek los kusi – przytaknęła Aldona.
W Przypadce każdą nowo przybyłą osobę oglądano ze wszech stron, aby upewnić się, czy skłonności jej charakteru nie zniszczą tego, co ludzie budowali od lat. Mieszkańcom zdarzało się tu kryć z tym, co dla nich najcenniejsze, lub z tego rezygnować. To cena, jaką płaciło się za przynależność.