cytaty z książki "Tym. Wolałbym być psem"
katalog cytatów
Poszedł raz Stanisław na pole i kamień dużych rozmiarów zobaczył. Nie mógł to być przypadek. Ten głaz bez wątpienia na niego czekał. Kamień swoje ważył i ruszyć go z miejsca nie było sposobu. Ale Stanisław już postanowił: jeżeli własnymi siłami choć na centymetr go uniesie, o kilka milimetrów przesunie, to będzie dowód, że ma tu zostać.
Byłem niedawno na polskim filmie
zapowiadanym jako komedia i przez cały seans
publiczność siedziała w ciszy. Nie chciałbym być w skórze człowieka, który to nakręcił.
STANISŁAW TYM.
Tym to baczny obserwator rzeczywistości i kronikarz swoich czasów, wyczulony na obłudę, hipokryzję i pozerstwo.
Jego role do tej pory wzruszają i bawią, teksty imponują przenikliwością, a rysunki satyryczne są trafnym komentarzem na tematy społeczne, polityczne i obyczajowe.
Istotną sprawą dla Stanisława Tyma był los zwierząt, którym poświęcał swoją uwagę, czas i fundusze. Psy przygarniał, leczył, dom udostępniał i zwykł o nich mówić "moi przyjaciele".
Życie artysty jest też najlepszym dowodem na to, że - mimo niepowodzeń - nie należy się poddawać, z porażki trzeba wyciągnąć wnioski i ciężko pracować. Bo Tym był tytanem pracy, po którym została ogromna spuścizna.
Bolszewicy odegrali tragiczną rolę w rodzinie Tymów.
Staś wśród przodków miał Daniela Tyma. Często o nim słyszał od ojca. Ten pra-pra-pra... prapradziad, noszący dumnie imię pochodzenia hebrajskiego, był ludwisarzem na dworze Władysława IV. Tak głosi rodzinna legenda. Oprócz tego Daniel odlewał wanny, dzwony i... posąg króla Zygmunta.
Wszystkie przeżycia wojenne i powojenne związane z bolszewikami były ciemną kartą historii Tymów. Biel nigdy nie pokryła tych wspomnień. Czas zagoił rany, blizny na zawsze zostały.
Kiedy Staś miał dwa lata, podszedł do niego na ulicy owczarek podhalański i polizał go po rękach. Chłopiec zemdlał. Nie pamiętał tego zdarzenia, ale mama mu je opowiadała, więc prawdą być musiało.
Towarzystwo kobiet miało wpływ na Stasia: przez lata odmieniał słowa w żeńskiej formie: zrobiłam, poszłam, wzięłam, bawiłam się, rozbiłam. Przeszło mu to... na kilkadziesiąt lat.
O wojnie w czasie wojny niewiele się mówi. Ona trwała i była faktem.
Ktoś wyszedł z domu i już nie wrócił.
Ktoś wyszedł z piwnicy, uszedł 200 metrów i go zastrzelono. I teraz leżał na chodniku.
Normalna sytuacje w niemoralnych czasach.
Fascynacja zwierzętami Stanisława nie opuściła.
Z powodu relegacji ze studiów trzeba się było rozejrzeć za jakimś zajęciem zarobkowym. Dużego wyboru nie było. W końcu Stanisław dostał etat (dzięki wstawiennictwu jednej ze stałych klientek ojca) w Zakładach Przemysłu Cukierniczego imienia 22 Lipca (dawniej E. Wedel). Specjalność: herbatniki.
W Zakładach 22 Lipca przyszły satyryk nie tylko zajmował się ciastkami i opychał chałwą! Był twź na terenie tej firmy spożywczej czas na zajęcia artystyczne! Otóż w zakładowym pisemku zamieszczono rysunek Tyma. Dzieło było, rzecz jasna, rysunkiem satyrycznym.
Kadra politechniki, jeszcze przedwojenna, traktowała studia bardzo poważnie.
A on był niesamodzielnym i niedojrzałym chłopcem, który przestąpił progi zacnej uczelni.
To nie mogło się udać.
STS, czyli Studencki Teatr Satyryków. Dziś ten termin już mało komu coś mówi. Kiedyś na studiach teatrologicznych były wykłady na temat działalności teatrów studenckich w powojennej Polsce.
Tym przez cały czas pobytu w STS-ie dojrzewał do tego, aby stać się niezależnym autorem, a nie tylko częścią całości. To było jego celem.
Stanisław Tym nigdy nie miał przezwiska. Nie spotkałem się, żeby zwracano się do niego inaczej niż: "Stasiek", "Staś", rzadziej "Stachu". Czasami po prostu mówiono "Tym". I tyle w temacie, bo że Tym jest jeden, to rzecz wiadoma jak dwa razy dwa.
Ekipa STS-u upodobała sobie miejscowość Krzyże na Mazurach na letnie wypady. Skoro Mazury, to jeziora. Skoro jeziora, to łodzie.
Kazimierza Rudzkiego nigdy dosyć.
Stanisława Tyma tym bardziej.
Czterech muszkieterów kabaretowych: Jerzy Dobrowolski, Wojciech Pokora, Jerzy Turek i Stanisław Tym, udało się do SPATiF-u. Grał w tym przybytku do tańca zespół muzyczny.
Rejs to przede wszystkim Maklakiewicz, Himilsbach, Stanisławska-Lothe, Iżykowska, Dobosz, Kłosiński, Suszko i Tym.
Kult Rejsu trwa do dzisiaj. Nie ma roku, by nie odbywały się specjalne pokazy filmu, uwieńczone spotkaniem z twórcami. Dziś już tylko Piwowarski w nich uczestniczy.
Stanisław Bareja miał zasadę, że w każdym filmie starał się przynajmniej kilka dni zdjęciowych kręcić za granicą. Cała trudność polegała na tym, że ministerstwo rzadki wyrażało na to zgodę. Scenariusz pisał więc tak, aby zagraniczne sceny były niezbędne. W ten sposób Tym znalazł się w Londynie podczas realizacji Misia.
Kiedyś Tadeusz Konwicki powiedział do Barei: "Panie Stanisławie, szczęśliwie trafił pan na Tyma". Reżyser ripostował: "Niech się Tym cieszy, że trafił na mnie, a nie na jakąś mendę!".
Stanisław Tym kilka piosenek w życiu popełnił. Często Derfel do nich muzyką komponował. W przedstawieniach STS-u kilka z nich zostało wykorzystanych.
Kiedy zamieszkał na Suwalszczyźnie, nadal utrzymywał się z tego samego - z pisania i występów. Miał też etat w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Ogłoszenie stanu wojennego zastało Tyma w stolicy.
Psy są głównymi lokatorami domu w Zakątach. Dziesięć ich jest. Czasami więcej. Kiedy Stanisław psa znajduje (lub mu go podrzucą) - odkarmi, odrobaczy i szuka wśród znajomych nowego (godnego!) właściciela. I znajduje.
Zwierzęta to dla Tyma bezwarunkowa miłość i wierność.