Kiedyś było inaczej: szanowało się naturę, znało każdy zakątek, wiedziało, dokąd można pójść, a dokąd nie. A teraz? Ta dzisiejsza młodzież biegnie wszędzie, byle szybciej, byle dalej, a potem telefony porozrzucane, kurtki pogubione, a sami błąkają się gdzieś, zupełnie bez planu.
Helena, która większość swojego życia spędzała w samotności, w zgodzie z naturą, miała własne, znane tylko jej rytuały. Wierzyła, że wróżki mieszkające w lesie opiekują się nią, od kiedy tylko pamięta. W zamian za tę opiekę czuła się zobowiązana, by pomagać stworzeniom, które napotykała na swojej drodze.
Stracili Dominikę z oczu, przerażeni i wyczerpani nie wiedzieli więc, ani w którą stronę powinni iść, by jej szukać, ani gdzie mogliby się schować w pochłaniającej las ciemności.
To nie były potwory, o nie! Prawdziwe potwory to ludzie.
Ludzie, którzy krzywdzą innych, bo nie rozumieją, co to znaczy różnić się. To są prawdziwe zagrożenia, moje dzieci.
Więc tak, możecie wierzyć w wiedźmy, możecie marzyć o sabatach i nocnych lotach na miotłach. Ale pamiętajcie, że najgorsze potwory nie mieszają eliksirów w kotłach. Prawdziwe potwory to ci, którzy siedzą przy waszym stole i nazywają się waszymi przyjaciółmi, póki nie przyjdzie czas na zdradę.
- Miłość, powiadacie... - zaczął, patrząc na Lonę, ale jakby widząc coś daleko poza nią. - Niektórym miłościom nie dane jest być razem. Zresztą, kto wie, co to w ogóle miłość? Czasem to tylko marzenie, które rozbija się o rzeczywistość.
-A co, jeśli naprawdę istnieją miejsca, gdzie te legendy są prawdziwe? Może nie w takiej formie, jak myślimy, ale... coś jest na rzeczy. -Jej głos był spokojny, lecz widać było, że ta myśl nie daje jej spokoju.