cytaty z książki "Studnia Heleny"
katalog cytatów
Ale powiem wam jedno, moje dzieci, miłość to nie ból. Bo miłość, prawdziwa miłość, nie zostawia siniaków. Ona nie krzywdzi, nie poniża, nie łamie. Miłość ma uzdrawiać, nie niszczyć.
W tym milczeniu zawsze kryje się zdrada tych, którzy cierpią najbardziej. Wiedzcie o tym, to ważne. Zapamiętajcie to dobrze. To właśnie przez milczenie te wszystkie okrucieństwa stają się naszym wspólnym grzechem. Wina spadła na każdego z nas.
Bo wiecie, czasem na największe poświęcenie zdobywają się ci, którzy stoją w cieniu i w ciszy oddają wszystko, co mają, by chronić innych.
Może i legendy, ale w każdej jest ziarno prawdy. Te czarownice mogły naprawdę istnieć tylko be kiedyś nazywali je czarownicami, a dziś nazwalibyśmy je... dziwnymi babami z lasu Takimi, co robią mikstury albo rzucają złe spojrzenia.
Nie las jest mroczny, lecz nasze serca.
Kiedy człowiek traci kogoś bliskiego, serce krzyczy, domaga się działania. Chce biec, walczyć, odzyskiwaćto, co zostało mu zabrane. Ale czasem, to ,co czujemy, może nas zawieźć.CZasem ból prowadzi nas tylko tam, gdzie zgubimy się jeszcze bardziej.
Las... Ach, las zawsze będzie mroczny. Wiedźmy zawsze będą polować na dzieci, bo takie jest ich zajęcie, ale nie w taki sposób, jak się wam wydaje. Bo prawdziwe zło, to, które najbardziej rani, kryje się znacznie bliżej, niżbyście się spodziewali.
Każde z nich stało w milczeniu, z własnymi myślami i bólem, który nie znajdował ujścia w żadnych słowach czy gestach. Byli tam razem, a jednocześnie osobno. I w tej ciszy czekali, niezdolni do żadnego ruchu, aż ktoś inny zrobi pierwszy krok. Ale nikt nie drgnął. To, co kiedyś było przyjaźnią, zostało rozbite na kawałki nie do poskładania.
Samotność, dziecko, to taka dziwna rzecz-powiedział powoli.-Ona wkrada się do serca człowieka jak ten złodziej w nocy. Z początku wydaje się,że chroni,że oddziela nas od bólu. Ale czasem okrada nas z całej radości. Zasłania widok, tak że nie możemy nic zobaczyć. A ta ślepota jest najgorsza,ponieważ kryje się za kłamstwem, w które zaczyamy wierzyć.
Zawsze sądzicie, że znacie świat jak nikt inny. Uważacie się za dorosłych mimo młodego wieku, jakbyście już wszystko wiedzieli. My, starzy, chcielibyśmy was o to obwiniać, ale tak naprawdę przeglądamy się tylko w lustrze. Też tacy byliśmy i też nam się wydawało, że wszystko rozumiemy. A nie wiedzieliśmy nic.
Rozczochrane, ognistorude włosy Helenki powiewały na wietrze, gdy zdezorientowana stała u progu starego, niewielkiego kościoła postawionego we wsi pod koniec dziewiętnastego wieku. Na jej wychudzonym ciele wisiała zbyt długa koronkowa sukienka.
Jej umysł nie pracował tak jak umysły innych kobiet. Od najmłodszych lat była odrzucana przez środowisko z powodu intelektualnych defektów. W szkole żaden z nauczycieli nie chciał poświęcać jej czasu, przez co szybko zaczęto izolować ją od rówieśników z obawy, że ktoś zarazi się jej upośledzeniem.
A biedna Helenka, słodka to była dziewczyna, z sercem pełnym marzeń, ale umysłem nieustannie tkwiącym w świecie dziecka. Nie miała w sobie krzty złości, zawsze uśmiechnięta, choć życie jej nie szczędziło prób.
Od najmłodszych lat Helena słuchała opowieści matki o dniu ślubu, kiedy to matka, trzymając bukiet stokrotek, przekroczyła kościelny próg u boku swojego ojca. Słyszała, że na ten jeden dzień mężczyźni zmieniają wyraz twarzy i patrzą na ukochaną, niczego od niej nie oczekując ani na nią nie krzycząc.
Biedne dziecko, tak bardzo pragnęła uwagi i miłości, nie widziała, że samego diabła wpuściła za próg. Niektórzy próbowali przemówić jej do rozsądku, we wsi nie rozprawiało się o niczym innym, tylko o tym, że Marek to pijak i oszust, że nie zależy mu na niej, ale ona nie chciała słuchać. W jej oczach był księciem z bajki, który przyszedł, by ją ocalić.
Dlaczego nikt nie zareagował? Dziecko moje, to były lata osiemdziesiąte, wczesne dziewięćdziesiąte. W małej wsi, gdzie wszyscy znali każdy skrawek ziemi i każdy sekret, nikt tak naprawdę nie chciał się w to wtrącać, brać na siebie odpowiedzialności.
Matka Helenki, biedna kobieta, każdy wiedział, że największymi oprawcami w jej życiu są jej własny brat i ojciec. Potem przyszła na świat ta dziewczynka, która od samego początku była inna niż pozostałe pacholątka.
Helena przespała całą noc. Kiedy na drugi dzień obudziła się i wyszła przed dom, zobaczyła zakupy leżące przy ceglanym dole. Przez następne trzy dekady ani razu nie zakwestionowała opieki wróżek nad swoim życiem.
Ale Helenka jest... naszą Helenką. Od trzydziestu lat wierzy, że opiekują się nią wróżki, a my, mieszkańcy, wcale nie chcemy wyprowadzać jej z błędu. W głębi serca czujemy, że każdy z nas przyczynia się do jakiegoś małego dobra.
Boimy się tego dnia, kiedy jej zabraknie i ta odrobina magii w naszej wiosce zniknie...
A co do młodzieży, pamiętajmy, że każde pokolenie ma swoje prawa. Może zachowują się zbyt swobodnie, ale też żyją w świecie, którego my już nie znamy.
Potrafimy kłócić się dosłownie o wszystko, ale w tej kwestii trwamy w pewnej jedności. Dbamy o Szaloną Helenkę i nie pozwalamy jej przestać wierzyć w magię.
Starzec ponownie uśmiechnął się pod nosem. Tyle zła na świecie, a tutaj istniały pomiędzy mieszkańcami układy, które sprawiały, że odzyskiwał wiarę w ludzkość.
Samotność, dziecko, to taka dziwna rzecz - powiedział powoli. - Ona wkrada się do serca człowieka jak ten złodziej w nocy. Z początku wydaje się, że chroni, że oddziela nas od bólu. Ale z czasem okrada nas z całej radości. Zasłania widok, tak że nie możemy nic zobaczyć. A ta ślepota jest najgorsza, ponieważ kryje się za kłamstwem, w które zaczynamy wierzyć.
Z takim podejściem zostaniesz stara panną. Na psa trzeba sobie zasłużyć, a co dopiero na męża.
Tęsknota za kimś, kto jest tak blisko, to... cholernie trudna sprawa. Ale wiesz, czasami nie można nic z tym zrobić. Czasami trzeba to po prostu olać i iść dalej.
Czasem życie podejmuje decyzje za nas. Ale to nie znaczy, że przestajemy kochać. Niekiedy po prostu trzeba pozwolić miłości umrzeć, by móc iść dalej.
Czasem, mimo że mamy siebie nawzajem, tęsknimy za kimś, z kim możemy podzielić się dorosłymi sprawami, problemami, za kimś, kto nas rozumie na trochę inny sposób.
Ludzie od zawsze mówili, że w drzewach straszy, że wiedźmy w nich swoje rytuały odprawiają, że dzieci tam nie powinno się puszczać, bo diabeł je do ziemi wciągnie. Małoletni się bali, to i rodzice mieli czym je straszyć.
Młodzi ludzie dziś myślą, że wszystko jest pod kontrolą, bo mają telefony i technologie, ale w lesie niewiele to wszystko znaczy.