cytaty z książki "Zibaldone. Notatnik myśli"
katalog cytatów
Dzieci znajdują wszystko w niczym, dorośli nic we wszystkim.
Są dwie prawdy, których ludzie nie potrafią powszechnie uznać: jedna, że nic nie wiedzą, druga, że są niczym. Dodaj do nich trzecią, ściśle związane z tą drugą: że nie mogą niczego oczekiwać po śmierci.
Ja już jestem - proszę mi wybaczyć tę przenośnię - wędrującym grobem, co niesie w sobie martwego człowieka z sercem niegdyś bez miary tkliwym, które nic już nie odczuwa.
Wielu ludzi z biegiem lat obojętnieje na pochwały, a jednak nie stają się przy tym obojętni na nagany i na drwiny, gdyż ten swój odłam wrażliwości tracą bardzo późno lub nie tracą go nigdy. I znacznie trudniej przychodzi im wyzbyć się tego właśnie wyczulenia niż tamtego. Z pewnością zresztą nie ma człowieka, który, skoro jest wyczulony na pochwały, nie byłby wyczulony ma nagany, na pomówienia lub kalumnie, i na kpiny, przy czym ludzi uwrażliwionych przeciwnie jest bardzo wielu. Tak, że nawet w związkach czysto społecznych zdolność doznawania przyjemności jest w człowieku bardzo nietrwała i bardzo ograniczona niż zdolność odczuwania przykrości.
W człowieku czułym, zaszczyconym wyobraźnią, który żyje, jak ja przez wiele lat, zdając się ustawicznie na urojenia i marzenia, tyleż świat, jak i rzeczy na nim, stają się w pewnym sensie podwójne. Ktoś taki zobaczy wzrokiem wieżę, pola, wyłoni słuchem dźwięki dzwonu, a jednocześnie siłą wyobraźni dostrzeże inną wieżę, inne pola i wysłucha innych dźwięków. Do tegoż zdwojenia sprowadza się, zależnie od formy rzeczy, całe ich piękno i cała zaznawana za ich sprawą przyjemność. Zasmucająco jawi się życie (choć takie właśnie jest życie powszechne), jeśli się w nim nie widzi, nie słyszy, nie czuje nic innego, jak tylko owe rzeczy zwykłe, co jedynie samym naszym oczom, uszom i wszelkiemu postrzeganiu udzielają potocznych wrażeń.
Kiedy samotnie przechadzam się po mieście, zazwyczaj przydarza mi się doznawać nadzwyczajnie przyjemnych wrażeń i oglądać przepiękne widoki zamieszkanych pokoi, które widzę z ulicy przez otwarte okna. Jednak te same pokoje zapewne nie wywołały we mnie żadnych uczuć, gdybym je oglądał, przebywając w ich wnętrzu. Czyż nie jest to obraz ludzkiego życia, jego odmiennych stanów, jego dobra i radości?
Nie ma już we mnie tyle zapału, bym mógł ożywić w sobie jakiekolwiek pragnienie, chociażby pragnienie śmierci, i to nie dlatego, że jeszcze się jej lękam, lecz dlatego, że nie widzę różnicy między śmiercią a takim życiem jak moje, w którym nie pociesza mnie nawet cierpienie. Doświadczam tego po raz pierwszy, że nuda nie tylko przytłacza mnie i wyczerpuje, ale też zadręcza i torturuje jak najdotkliwszy ból, i jestem tak bardzo przerażony daremnością wszystkiego i ludzką kondycją, i śmiercią wszelkich namiętności, już całkiem w mojej duszy wygasłych, że bez reszty utraciłem siebie, pojmując, iż nawet moja rozpacz jest niczym.
Pewien człowiek utrzymywał, że my wszyscy, przychodząc na ten świat, jesteśmy jak ktoś, kto kładzie się do łóżka twardego i niewygodnego, a czując się w nim źle, nie może leżeć spokojnie, tylko obraca się po stokroć na wszystkie strony i próbuje na różne sposoby przysposobić sobie, zmiękczyć itd. owo łoże, nie ustając nigdy w tych staraniach i wciąż mając nadzieje, że uda mu się usunąć i wypocząć, aż w końcu chociaż nie spał ani nie wypoczął, przychodzi ta godzina, kiedy trzeba wstać. Tak oto przedstawia się i tym jest spowodowany nasz niepokój w życiu, to naturalne i słuszne niezadowolenie z jakichkolwiek naszych stanów, a zabiegi, nauki itd. wszelkiemu rodzaju służą temu, abyśmy sobie przysposobili i nieco złagodzili to łoże i zachowali nadzieję na szczęście bądź przynajmniej na wytchnienie i na śmierć, która wyprzedzi oczekiwaną nadzieję.
Kiedy udałem się do Rzymu, musiałem współżyć z innymi, pokazywać się w wielkim świecie, nieustannie działać, pędzić życie bez reszty zewnętrzne, a to mnie odrętwiło, stałem się niezdolny do niczego, martwy w sobie. Byłem doszczętnie pozbawiony życia i poczynań duchowych, chociaż na skutek tego bynajmniej nie umiałem radzić sobie lepiej w życiu zewnętrznym. Byłem niezdolny w tamtych dniach pogodzić jedno z drugim, i to niezdolny tak dalece, że uznawałem takie złączenie za niemożliwe i byłem przekonany, że inni ludzie, którzy, jak widziałem, poczyniali sobie zaradnie w życiu zewnętrznym, nie mają w sobie takiego życia wewnętrznego, jakiego wówczas pragnąłem, i że w dodatku nigdy zapewne takiego życia nie poznali. Owo jedyne osobiste doświadczenie potrafiło wszakże odebraćmi złudzenia w tej kwestii. Jednak mój ówczesny stan był chyba stanem najbardziej dotkliwym i obolałym w całym moim życiu, ponieważ stając się do niczego niezdolnym, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie, utraciłem niemalże całkowicie wszelki sąd o samym sobie i wszelką nadzieję, że dokonam czegoś w świecie i że moje życie czymś zaowocuje.